Benedykt Heydenkorn

40-lecie KPP

[1958]

Mamy obowiązek stwierdzić wobec półtoramilionowej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wobec wszystkich ludzi pracy w Polsce, że KPP przygotowała nasz decydujący bój o władzę, o niepodległość, o socjalizm.
Bolesław Bierut

W międzynarodowym ruchu robotniczym nie było bodaj ani jednej partii, której członkowie wystawieni byliby na równie dotkliwe ciosy, jak członkowie KPP.
Zenon Kliszko „Z problemów historii PPR”

Nie wiem, czy w Stanach Zjednoczonych ukazała się w druku udokumentowana historia trzech tysięcy polskich komunistów, którzy zostali wymordowani przez sowiecka tajną policję z rozkazu Stalina. Lecz co najmniej sześciu godnych zaufania i znanych Polaków opowiadało mi tę historię i każdy z nich podkreślał fakt, że zamordowani – by użyć słów mych informatorów „stanowili śmietankę polskiego ruchu komunistycznego i byli najlepsi i najdzielniejsi”.
Howard Fast „Król jest nagi”

Oficjalna data narodzin Komunistycznej Partii Robotniczej Polski (bo tak zwała się początkowo) przypada na dzień 16 grudnia 1918 roku. KPRP urodziła się w Warszawie przy ul. Zielnej 25, w lokalu zajmowanym przez Związek Pracowników Handlowych. W dniu tym odbyły się naprzód oddzielnie dwa zebrania, a mianowicie tzw. konferencja krajowa Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) oraz XII zjazd PPS-Lewicy, na których zapadły uchwały o zlaniu obu tych organizacji w jedną, o utworzeniu wspólnej partii – Komunistycznej Partii Robotniczej Polski.

Już sam fakt, że oba te zebrania odbyły się jednocześnie, że załatwiły w rekordowym czasie porządek dzienny i że tegoż samego dnia delegaci uczestniczyli w zebraniu konstytucyjnym nowej partii dowodzi dostatecznie, że sprawy były szczegółowo przygotowane. Proklamacja nowej partii w istocie była jedynie formalnością, ukoronowaniem procesu toczącego przez pewien czas i właściwie zakończonego przed tą datą – lecz zakończonego nie na terenie właściwego działania, to jest Polski.

Bez dalekiego cofania się wstecz, celem scharakteryzowania obu członów tworzących nową partię polityczną i wykazania punktów stycznych w ich przeszłości, ograniczymy się jedynie do naświetlenia okresu bezpośrednio poprzedzającego datę oficjalnych urodzin.

Na terenie Rosji działał szereg lokalnych komórek polskich partii robotniczych, Z chwilą upadku caratu, na wolności znalazło się wielu uwięzionych działaczy. W szeregach wojska rosyjskiego znajdowało się oczywiście sporo Polaków. To w sumie stwarzało wcale poważne możliwości działania politycznego.

Istniało zagadnienie polskie w Rosji, a zjednanie sobie ludności polskiej posiadało duże znaczenie dla każdej partii walczącej o zdobycie władzy. Było więc rzeczą jak najbardziej naturalną i zrozumiałą, że partie rosyjskie starały się zdobyć wpływy wśród Polaków i zyskać w nich sojusznika, jeśli nie partnera. Tradycyjne powiązania z Polakami posiadały partie rewolucyjne.

Kiedy w Rosji padł już carat, kiedy zaczynał się wykluwać nowy ustrój, gdy nie ulegało już wątpliwości, że wojna ma się ku końcowi – ziemie polskie znajdowały się jeszcze w posiadaniu okupantów, w rękach ciągle jeszcze zwycięskich mocarstw centralnych. Próby zjednoczenia czy też tylko koordynacji działalności polskich organizacji rewolucyjnych, robotniczych, na terenach kruszącego się imperium rosyjskiego, leżały zarówno w interesie ciasnym i szerokim partii i ludności polskiej, jak i nowych władz rosyjskich. Z bliskiego, węższego punktu widzenia była to dążność do obrony interesów, do zabezpieczenia sobie odpowiedniego miejsca w nowym, formującym się świecie, z dalekiego punktu widzenia było to tworzenie zalążków dla przyszłej pracy w Polsce, dla przerzucenia ognia rewolucyjnego na ziemie polskie, dla włączenia Polski w nurt – jak się wówczas wydawało – międzynarodowej rewolucji proletariackiej.

Przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń polskich nawiązywali z sobą kontakt, włączali się do Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, zwoływali konferencje terenowe i ogólnokrajowe, uzgadniali swoje stanowisko, wydawali wspólne odezwy. Do czasu rewolucji bolszewickiej (listopad 1917 roku) wszystkie polskie zrzeszenia lewicowe zdecydowanie zwalczały działalność przedstawicieli polskich ugrupowań konserwatywnych, mieszczańskich, z Narodową Demokracją na czele, które prowadziły rokowania z ówczesnymi władzami rosyjskimi m.in. w sprawie utworzenia polskich oddziałów wojskowych. I tak np. w deklaracji sekcji piotrogrodzkiej PPS-Lewicy, złożonej Centralnemu Komitetowi Wykonawczemu Rad Delegatów Robotniczo-Żołnierskich w dniu 25 kwietnia 1917 roku, czytamy m.in.:

„My uświadomieni polscy robotnicy i żołnierze w sposób jak najbardziej zdecydowany wypowiadamy się przeciwko tworzeniu oddzielnej armii polskiej… Oddzielna armia polska w Rosji nie może stanowić hasła polskich żołnierzy i robotników. Naszym jedynym hasłem może być: dość wojny między narodami! Dość krwi przelanej dla wojowniczych celów klas posiadających! My nie chcemy wojny! I nie będzie dla nas pocieszeniem, że umieramy pod narodowym sztandarem za cudzą i wrogą nam sprawę!”.

Ta deklaracja nosiła podpisy Stefana Królikowskiego i St. Majewskiego.

W kwietniu 1917 roku przedstawicielstwo zagraniczne Centralnego Komitetu Robotniczego PPS-Lewicy wydało odezwę „do rosyjskiego rewolucyjnego proletariatu”, w której znajdujemy m.in. następujące ustępy:

„Złudnemu hasłu dalszej wojny o wyzwolenie i zjednoczenie Polski przeciwstawia proletariat polski hasło rewolucji w Polsce, jak i w całej Europie…

Przewodnią gwiazdą we wszystkich walkach nadciągającej epoki historycznej musi być rewolucja socjalna, tylko ona, obalając imperialistyczny kapitalizm, rozbije ostatecznie kajdany ludów.

Robotnicy rosyjscy! Proletariat polski, na plecach którego ciąży dzisiaj żelazna dyktatura wojennej okupacji, przyjął wieść o waszej rewolucji, jej pierwszych wspaniałych zwycięstwach, z największym entuzjazmem. Wszelako troską i niepokojem przejmują go próby wciągnięcia rewolucji w krwawy rydwan wojny, próby wciągnięcia was do dalszej bratobójczej walki o mniemane wyzwolenie Polski. Twardo stojąc na stanowisku międzynarodowego rewolucyjnego socjalizmu     protestuje proletariat polski przeciwko swawolnemu igraniu losami ludu polskiego dla celów wojenno-imperialistycznej demagogii…”.

W dniu 23 czerwca 1917 roku na wiecu zwołanym w Piotrogrodzie przez SKDPiL i PPS-Lewicę zapadła wspólna uchwała przeciwko tworzeniu wojska polskiego w Rosji. Oba ugrupowania zgodnie współdziałały następnie w rozbijaniu powstałych oddziałów Z chwilą zwycięstwa bolszewików sprawa nabrała innego znaczenia, ale to zagadnienie stanowi oddzielny, jakkolwiek charakterystyczny odcinek współpracy grup, które następnie sformowały KPRP.

Większość późniejszych działaczy komunistycznych polskich spotykamy w Rosji, gdzie po zwycięstwie bolszewickim zajęli wszelkiego rodzaju odpowiedzialne stanowiska. Wypłynęli nie tylko Dzierżyński, Unszlicht, Marchlewski, Kon, ale i Żarski, Leszczyński, Bobiński i inni. SDKPiL utworzyła Centralny Komitet Wykonawczy swoich grup na terenie Rosji, wzięła udział w rosyjskich wyborach lokalnych, włączyła się aktywnie do rosyjskiego życia politycznego. W zdumiewająco szybkim tempie zapomniała o swoim podstawowym haśle pacyfistycznym, odstąpiła od zasady natychmiastowego pokoju i w odezwie ogłoszonej w dniu 28 lutego 1918 roku wołała:

„Stawajcie w szeregi Czerwonej Armii, jeżeli nie chcecie, by zduszoną została pierwsza wielka zwycięska rewolucja ludowa, która wzywa do boju o wyzwolenie proletariuszy wszystkich krajów, stawajcie w szeregi Czerwonej Armii, bierzcie bron i bijcie wroga…”.

Ze sprawozdań z obrad trzeciej konferencji SDKPiL w Rosji, odbytej w dniach 14, 15, 16 i 17 listopada 1918 roku w Moskwie, ogłoszonych w „Trybunie”, wynika, że omawiano obszernie sytuację krajową, zmianę nazwy partii, problem zjednoczenia z PPS-Lewicą.

„Obecnie ma się odbyć w Warszawie konferencja krajowa naszej partii i bardzo być może, że konferencja sprawę nazwy zdecyduje. CKW jednak proponuje, aby na wypadek, gdyby konferencja krajowa tej sprawy nic załatwiła, przyjąć uchwałę wzywającą Zarząd Główny, aby zadecydował sprawę nazwy własną mocą. Nazwa brzmieć winna: »Komunistyczna Partia Polski«, z pozostawieniem ewentualnie przez pewien czas w nawiasie »SDKPiL«. Zmiana nazwy powinna być uzasadnioną w specjalnej odezwie”.

W tym samym czasie w Warszawie ukazała się wspólna odezwa Zarządu Głównego SDKPiL, Rady Związków Zawodowych m. Warszawy oraz CKR PPS-Lewicy. I tak oto doszliśmy do bólów porodowych KPRP.

Wśród dwustu delegatów uczestniczących w narodzinach, było sporo „nielegalnych”, przybyłych z Rosji – jeszcze nie na stałą robotę w Polsce, lecz dla przygotowania terenu. Bynajmniej nie chcemy przez to powiedzieć, że partia nie powstałaby bez ich udziału, że nie powstałaby, gdyby brakło akcji przygotowawczej i pomocy z Rosji. Nie!

I nie wydaje się również, że gdyby u kolebki noworodka zabrakło owego zespołu nasłanych akuszerów, partia miałaby inny charakter, że posuwałaby się po odmiennych torach. Nie! Los jej był przesądzony z jednej strony obiektywnymi warunkami polskimi, tradycją polskiego ruchu narodowego i polskiego ruchu robotniczego, z drugiej strony właściwościami SDKPiL oraz PPS-Lewicy. Próba ożywienia, rozprowadzenia programu organizacji, partii, które nie miały własnego zaplecza w okresie niewoli, które programowo przeciwstawiały się idei państwa narodowego w chwili, gdy w całej Europie świtała narodom ujarzmionym jutrzenka niepodległości państwowej – była skazana na niepowodzenie.

Tadeusz Daniszewski, oficjalny historyk partyjny, we wstępie do trzytomowego dzieła „KPP – uchwały i rezolucje”, oceniając powstanie polskiej partii komunistycznej, pisze:

„Zjednoczenie PPS-Lewicy z SDKPiL, choć dokonane bez rewizji ciążących na tych partiach błędnych poglądów, miało olbrzymie znaczenie dla dalszego rozwoju ruchu rewolucyjnego w Polsce, dało bowiem polskiej klasie robotniczej bojową awangardę w postaci partii komunistycznej”.

Daniszewski – jak często – mija się tu z prawdą.

Nie odegrała ta partia żadnej pozytywnej roli w dziejach Polski. Wspomnieliśmy uprzednio o przyrodzonych niejako wadach, które udaremniały spełnienie przez nią takiej roli. Do tego doszły inne, zewnętrzne obarczenia. Być może – jakkolwiek jest to wysoce wątpliwe – iż przywódcy krajowi zdołaliby w pewnej chwili wyzwolić się z więzów przeszłości, potrafiliby dostosować się do nowo powstałej rzeczywistości, gdyby nie stanowili części Międzynarodówki Komunistycznej, gdyby nie byli zobowiązani do kroczenia po nakreślonej przez nią linii. Trudno mieć pretensje do przywódców sowieckich o to, że chcieli, by komunistyczne partie zagraniczne pomagały Rosji sowieckiej, by spełniały rolę obrońcy rosyjskich interesów. W ich rozumieniu to pragnienie i dążenie nie było bynajmniej podyktowane egoistycznymi interesami rewolucyjnego państwa rosyjskiego, lecz szeroko pojętym interesem międzynarodowej rewolucji proletariackiej, dla której Rosja stanowiła bazę. Zwekslowanie z tej platformy na platformę państwowo-imperialistyczną nastąpiło znacznie później, w okresie rządów Stalina.

Bogata literatura KPP stanowi istną kopalnię rewolucyjnych materiałów, świadczących o oderwaniu tej partii od życia polskiego, o kapitalnie błędnej ocenie zachodzących zjawisk. Od pierwszej odezwy i od pierwszej uchwały do ostatniej powtarzały się śmieszne, naiwne zapewnienia o wrzeniu rewolucyjnym, niewoli ludu i narodu, o ekspansji „imperializmu polskiego”.

Już w grudniu 1922 roku Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej zajął się KPRP. Skąd ta troska? Oto komuniści polscy usiłowali być samodzielni, nie podporządkowali się dyrektywom moskiewskim m.in. w sprawie jednolitego frontu robotniczego. Więcej, rzecznik kompartii polskiej twierdził, że „Międzynarodówka Komunistyczna głosi taktykę jedności frontu nie dla obrony życiowych interesów robotników we wszystkich krajach kapitalistycznych, lecz gwoli interesom Rosji Sowieckiej, która wstąpiła na drogę Nowej Polityki Ekonomicznej”.

Od tej pory władze Międzynarodówki Komunistycznej, a potem już sam Stalin, często zajmować się będą sytuacją w Komunistycznej Partii Polski, KPP (bo tak od roku 1925 brzmiała nazwa polskiej kompartii). Dało to „wspaniałe” efekty!

KPP była partią nielegalną, co raczej dawało jej większą siłę. Gdyby działała jawnie, KPP byłaby jeszcze mniej wpływową organizacją, lepiej znane byłyby szerokiemu ogółowi jej wewnętrzne trudności, walki wewnętrzne, spory z Moskwą itp. Na podstawie obecnie ogłaszanych przez Instytut Historii Partii PZPR nielegalnych materiałów archiwalnych, dowolnie zresztą wybranych, można chwilami odnieść wrażenie, iż KPP prowadziła szerokie akcje, że docierała wszędzie, że komórkami swymi obejmowała cały kraj. Złuda! Złuda doskonale i celowo spreparowana, by wprowadzić w błąd społeczeństwo polskie. Te papierowe materiały, ta makulatura ma zastąpić pustkę faktycznego działania, znikomość wpływów komunistycznych w okresie dwudziestolecia niepodległości.

Dzieje KPP zamyka uchwała egzekutywy Międzynarodówki Komunistycznej z pierwszych dni 1938 roku, rozwiązująca partię. W 1949 roku Daniszewski z okazji 30-lecia KPP pisał, że „w 1938 r. sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Komunistyczna Partia Polski, do której wślizgnęli się wrogowie, nasłani przez Piłsudskiego, prowokatorzy, została rozwiązana…”.

Gdy los jej został już w Moskwie przesądzony –fizycznie i praktycznie, w kraju ukazała się jeszcze, w czerwcu 1938 roku, ostatnia odezwa pt. „Ręce imperialistów – precz od Czechosłowacji! Precz z wojną!”. Zasługuje ona na uwagę jedynie z powodu dwu końcowych zdań, brzmiących:

„Niech żyje genialny nauczyciel ludów w ich walce o pokój tow. Stalin!

Niech żyje Komunistyczna Partia Polski!”.

Brzmią one wręcz niesamowicie, nieomal jak ,,Caesar, morituri te salutant!”. W tym bowiem czasie pozostawali przy życiu już tylko ci komuniści polscy, którzy znajdowali się w polskich więzieniach czy też gdzieś w ukryciu w Polsce. Wszystkich, dosłownie wszystkich poważnych przywódców KPP wraz z członkami ich rodzin zlikwidował już Stalin. Ta bezprzykładna rzeź rozpoczęła się w 1937 roku, chociaż już poprzednio wielu działaczy KPP znalazło się na bocznym torze, poza działalnością partyjną. Stalin sprowadził do ZSRR przywódców KPP, znajdujących się w Polsce lub w innych krajach, by ich za jednym zamachem unicestwić. Zaiste, ścisłe są niedawne słowa Zenona Kliszki: „W międzynarodowym ruchu robotniczym nie było bodaj ani jednej partii, której członkowie wystawieni byliby na równie dotkliwe ciosy, jak członkowie KPP” – jeśli słowa te skierowane są pod adresem Stalina i jego zauszników w Moskwie! Oni bowiem odegrali rolę nie tylko grabarzy KPP, lecz i jej morderców – w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Jakżeż smętnie, a jednocześnie fałszywie, kłamliwie brzmią ogłaszane obecnie z okazji 40-lecia KPP wspominki i sylwetki czołowych działaczy, sylwetki, w których znajdujemy takie mętne słowa, jak „zginął tragicznie we wrześniu 1933 roku” lub „padł ofiarą nikczemnej prowokacji, niezachwiany w swych przekonaniach i wierności idei”, to ostatnie zdanie w szkicu Maksymiliana Minkowskiego pt. „Ludzie KPP – Jerzy Czeszejko-Sochacki”. Żanna Kormanowa w szkicu o Konstantym Graeserze-Kalickim jest bardziej lakoniczna. Stwierdza tylko: „Został aresztowany 6 sierpnia 1937. Zrehabilitowano go pośmiertnie 20 listopada 1953 r.”. Wstawić jedynie trzeba po kolei inne daty i nazwiska, a wówczas ułoży się długą, bardzo długą listę.

Obecni przywódcy komunistyczni i historycy (czy nie ściślej będzie powiedzieć: falsyfikatorzy historii tego ruchu) nie mają odwagi odsłonić całej prawdy o swoich zamordowanych przywódcach. I tak np. Józef Kowalczyk, jeden z pomocników Tadeusza Daniszewskiego, we wstępie do III tomu dzieła „KPP – uchwały i rezolucje” popisuje się taką oto „dialektyką”:

„Wrogowie ludu pracującego zaczęli snuć misterną sieć intryg, zmierzając do tego, by rozbić KPP i pozbawić masy ludowe bohaterskiego kierownictwa. Podła dywersja osiągnęła zamierzony cel. W lecie 1938 roku Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej wprowadzony w błąd przez wrogie elementy, które insynuowały, że do kierownictwa KPP przedostała się agentura sanacji, ogłosił uchwałę o czasowym rozwiązaniu Komunistycznej Partii Polski. Rozwiązanie partii miało umożliwić oczyszczenie jej kierowniczych instancji od rzekomych prowokatorów. Oskarżenie to, jak się okazało obecnie po zlikwidowaniu szkodliwych skutków kultu jednostki, po zdemaskowaniu kliki Berii, było całkowicie bezpodstawne. KPP nigdy nie sprzeniewierzyła się swym ideałom – była i pozostała do końca ofiarnym przewodnikiem ludu roboczego w jego zmaganiach przeciwko władzy burżuazji i faszyzmu. Zdobywając sobie powszechne uznanie warstw ludowych KPP była coraz bardziej nienawidzona przez sanacyjnych zdrajców narodu. Stąd też wzmagające się prześladowania i plugawe metody dywersji, stosowane przez sanację w jej walce z ruchem komunistycznym”.

Swoją droga Kowalczyk prześcignął swego patrona i mistrza Daniszewskiego. Ten ostatni bowiem nie odważyłby się sugerować, iż Kremlem i Stalinem kierował Piłsudski, Beck lub Sławoj-Składkowski. Dzięki Kowalczykowi ujawniona została tak skrzętnie ukrywana tajemnica. Nareszcie wiemy, że w Moskwie mordowano polskich komunistów… na życzenie i prośbę rządu polskiego w Warszawie. Czy to aby nie spóźniona refleksja okresu rządów bierutowych, refleksja ówczesnych stosunków między Warszawą a Moskwą?…

Czterdziestolecie KPP? Chyba nie! Jest to fikcja propagandowa. Ta partia bowiem wegetowała przez niespełna 20 lat. Możemy jedynie mówić o 40. rocznicy założenia KPP. To, co powstało następnie, po kilkuletniej zresztą przerwie, wyrosło na innych podstawach, działa i utrzymuje się przy życiu dzięki specjalnym okolicznościom. Ni programowo, ni ideologicznie nie stanowi przedłużenia zamarłej KPP.

Benedykt Heydenkorn
___________________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik” – centralnym organie Polskiej Partii Socjalistycznej na uchodźstwie, nr 12/1958, grudzień 1958. Od tamtej pory nie był wznawiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *