Krzysztof Wołodźko

Żywe dziedzictwo – Korczak dzisiaj

Poświęcona Januszowi Korczakowi „Układanka”, wydana przez Pracownię Badań i Innowacji Społecznych Stocznia to ewenement. Pomimo nienajlepszej strony edytorskiej, publikacja przynosi ze sobą duży ładunek aktualnych treści i daje obraz korczakowskiego świata – inny niż czysto wspominkarski. Zamiast laurek dla spiżowej, unieruchomionej w legendzie postaci otrzymujemy szereg tekstów ukazujących myśl i doświadczenie pracy Korczaka w świetle współczesnych problemów.

Całość podzielono na trzy części, z których pierwsza zatytułowana jest „Polak-Żyd”, druga „Dziecko salonu”, a trzecia „Radykał, Praktyk, Innowator”. Każdą z nich otwierają teksty poświęcone historii nie tylko samego Korczaka, lecz rzucające sporo światła na rzeczywistość świata zniszczonego dwoma totalitaryzmami. Po nich następują artykuły skupiające się na współczesności, stanowiące dopełnienie myślenia o „Starym Doktorze” w świetle jego dziedzictwa. Jest on w nich wciąż obecny jako głos sumienia, punkt odniesienia, źródło inspiracji. Jako ten, którego życie, wizje i czyny pozwalają się wmyślić w dzisiejszość, wgryźć w jej najtrudniejszą materię.

Dla czytelników Lewicowo.pl z pewnością interesujące będą wątki dotyczące historii rodzimych nurtów socjalistycznych. Nie brakuje ich w tej publikacji. I tak w tekście „Żydzi pod polską prasą” Cyryl Skibiński przypomina dawne spory, związane z kwestią emancypacji i asymilacji Żydów. Przedstawia stanowiska endecji oraz środowisk liberalnych, związanych z odchodzącym w przeszłość pozytywizmem, z początków XX wieku. Cytuje m.in. Romana Dmowskiego i Aleksandra Świętochowskiego. Przypomina równocześnie, że „stanowisko wobec rodzącej się żydowskiej tożsamości narodowej zajął jeden z ważniejszych ideologów Polskiej Partii Socjalistycznej, Kazimierz Kelles-Krauz”. Cytuje fragmenty jego tekstu z roku 1902, „W kwestii narodowości żydowskiej”, stanowiącego polemikę z „papieżem polskiego pozytywizmu”. Trzeba podkreślić nowatorskość tego ujęcia zagadnienia: „emigracja Żydów z Polski jest niemożliwa, ale jednocześnie asymilacja ich zupełna jest nieprawdopodobna i zostaną oni w kraju właśnie jako odrębna narodowość. Jakież więc wyjście z tego położenia? Zdaniem moim jedno tylko, bardzo proste: powinniśmy pojęcie równouprawnienia obywatelskiego Żydów rozszerzać i na prawo posiadania własnej narodowości, powinniśmy uznać tę narodowość w stopniu, w jakim sami Żydzi ją uznają, i równouprawnić ją po bratersku – o ile to tylko od nas zależy lub będzie zależało – podobnie jak Rusinów i Litwinów. […] Polacy, o ile i gdy to będzie od nich zależało, mogą i powinni zapewnić Żydom zupełne równouprawnienie ich języka – o ile oczywiście sami Żydzi będą tego żądali – w szkolnictwie, sądach i urzędach, do czego wcale nie potrzeba niemożliwego w danym wypadku wyodrębniania autonomicznych terytoriów”.

W kolejnych tekstach z tej części otrzymujemy choćby portret „Starego Doktora” pod wiele mówiącym tytułem „Doktor Korczak i Pan Goldszmit”, wywiad z Mikołajem Grynbergiem, psychologiem, fotografem, autorem książki „Ocaleni z XX wieku” oraz fragment tej ostatniej pracy, na którą składa się czternaście historii polskich Żydów. Punktem odniesienia, przenoszącym nas w dzisiejsze czasy są dwie rozmowy z ludźmi, którzy zakorzenili się w polskości, nie wyrzekając pamięci o swej pierwotnej tożsamości. To wywiady z Mamadou Dioufem – muzykiem, dyrektorem programowym Fundacji Afryka Inaczej, oraz z Ngo Van Toungiem, aktorem, redaktorem portalu Kontynent Warszawa. Tę część publikacji zamyka rozmowa z Witkiem Hebanowskim, prezesem Fundacji Inna Przestrzeń, poświęcona kwestii imigracji. Niestety, wywiad pozostawia czytelnika ze znacznym niedosytem: z jakichś względów bardzo mało tu odniesień do sytuacji imigrantów w naszym kraju, a przecież to temat słabo znany, rzadko nagłaśniany i trudny, sądząc po niedawnych informacjach medialnych, dotyczących protestów w ośrodkach dla imigrantów.

Część druga, zatytułowana „Dziecko salonu”, odnosi się do zderzenia świata uprzywilejowanego (materialnie, intelektualnie) ze światem wykluczonym, biednym, niemym przez swoją wieloznaczną, wielowarstwową nędzę. Jak zaznacza Jan Wiśniewski w tekście „Z salonu na ulicę”: „wspólnym mianownikiem dla wszystkich inicjatyw, w które angażował się Korczak, była walka z wykluczeniem. Zanim w wieku trzydziestu lat podjął decyzję, że poświęci się pracy z dziećmi, w obszarze jego zainteresowań obok kwestii wychowania znajdowały się problemy takie jak żebractwo, prostytucja czy warunki życia najbiedniejszych”.

Obok tekstów Korczaka („Nędza Warszawy”, „Do miasta!”) otrzymujemy krótki przegląd tradycji rodzimego pisarstwa zaangażowanego (Eliza Orzeszkowa, Gabriela Zapolska, Bolesław Prus) oraz mapę warszawskiej biedy i prostytucji. Na tę ostatnią składają się m.in. cytaty z przedwojennych pism: „Wiadomości Literackich”, „Robotnika”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Kuriera Porannego”, „Gazety Polskiej”. Zacytuję jeden z fragmentów, pochodzący z tekstu Elżbiety Szemplińskiej-Sobolewskiej z „Wiadomości Literackich” (1938 r.): „Annopol, rezerwat nędzy”. Tam w roku 1927 władze Warszawy stworzyły dzielnicę dla najbiedniejszych: „Annopola ze śródmieścia nie widać. Annopol jest daleko. Nie razi niczyich oczu drewnianymi, murowanymi, betonowymi »schronami«. Nie rani delikatnych uszu piętrowymi przekleństwami wyrostków, kaszlem dzieci, skowytem matek. Ani śmiechem – podobnym do przekleństwa, kaszlu i skowytu. Ta nędza jest zlokalizowana jak zaraza. Wywieziona w szczere pole. Osadzona na piaskach. Pozbawiona zębów i pazurów. Taka nędza do oglądania, pokazowa, kliniczna, ujęta w system, bezpieczna jak zwierzęta w rezerwacie, zatruwająca swoim jadem tylko samą siebie. Nędza bez porównania i bez kontrastu. Beznadziejna. Tu przyjeżdżają […] paniusie z Opieki, panienki z poradni, panowie po wywiad. Poza tym policja, pogotowie. I nawet teatr. Takich gości ma dziwne i straszne miasteczko, warszawski rezerwat nędzy, rojący się od pluskiew, wszy, karaluchów i dzieci, osiedle liczące dwanaście tysięcy mieszkańców. Annopol”.

Bieda w III Rzeczpospolitej nie ma już tak tragicznego wymiaru, jak przed dziesięcioleciami, co nie znaczy, że nie istnieje. Zmieniło się jej oblicze, zagrożenia z nią związane, powstały też nowe metody wykluczania i piętnowania ludzi ubogich. „Układanka” opowiada o tych zjawiskach w czterech tekstach. Pierwszy to wywiad z prof. Elżbietą Tarkowską, badaczką ubóstwa. Mowa w nim m.in. o wpływie, jaki wywiera na postrzeganie biedy kultura konsumpcyjna, jak na poziomie instytucji stygmatyzowane jest ubóstwo, na czym polega dzisiejszy paternalizm albo pogarda wobec nędzy. Jedno z zadań, jakie badaczka stawia samej sobie, brzmi: „nie wyśmiewać się ani nie użalać nad biednym, tylko próbować go zrozumieć”. Jak zaznacza, pod tą zasadą mógłby się podpisać Janusz Korczak.

Z kolei Joanna Erbel, Tatiana Hardej i Maciej Pisuk opowiadają o biedzie w wielkim mieście, biedzie (przede wszystkim) warszawskiej. Tu uwaga – warszawocentryzm tej publikacji jest bardzo wyraźny, ale mogę to zrozumieć, ze względu na postać Korczaka, tak mocno związanego ze stolicą. Joanna Erbel opisuje, w jaki sposób polityka miejska skierowana jest na usunięcie ludzi uboższych poza   centrum. Bieda ma być nieobecna tam, gdzie żyją, odpoczywają, kupują i pracują bogatsi, bogaci i najbogatsi. To, co niewidoczne, przestaje istnieć – na poziomie czysto zmysłowym jak i wyobrażeniowym, symbolicznym, dyskursywnym.

Tu dygresja, w tekście Tatiany Hardej znalazłem takie spostrzeżenie: „Zajmowanie się marginalizacją ma sens – ale pod pewnymi warunkami. Warunkiem sine qua non jest odrobina sympatii do tych, którym w życiu powiodło się inaczej”. Przyznam, że bardzo mnie ciekawi, jak zareagowałby Korczak na tak dziwaczne, podszyte dziwaczną formą „języka świata bez kantów” określenie. „Powiodło się inaczej”… – miejmy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy: wielu ludziom w życiu się nie powiodło i ostatecznie nie wiemy, czy powiedzie się nam samym, a egzorcyzmowanie zła (społecznego) za pomocą odpowiednio konstruowanego języka nie wydaje mi się korczakowskie. Ale pewnie się niepotrzebnie czepiam. Bo tekst „Punkt widzenia” Tatiany Hardej, autorki książki „Szmulki dla początkujących”, warto tak czy inaczej przeczytać.

Na szczególną uwagę w tej części zasługują zdjęcia Macieja Pisuka – przejmujące przez swój weryzm i intymność fotografie ludzi z ulicy Brzeskiej na warszawskiej Pradze. Twarz starej kobiety jak życie czytane ze zmarszczek i blizn, sceny z życia domowego: odpoczywający w upalny dzień, niemal rozebrani do naga ludzie, szukający schronienia przed gorącem w pokojach, które niczym nie przypominają serialowych scenografii, zdjęcie młodego małżeństwa w łazience, ze stosownym opisem: „pralka służy do grzania wody – napuszcza się zimnej kranówki do pralki, nie dosypując proszku do prania. Gdy maszyna zaczyna pracować, ciepłą wodę wlewa się do wanny. Ponieważ kamienice grożą zawaleniem, to w wielu mieszkaniach nakazano także usunięcie wanien”.

Część trzecia, „Radykał, Innowator, Praktyk” przynosi m.in. tekst „Stary Doktor, młody radykał”. Jan Mencwel ukazuje w nim Korczaka na tle sporów ideowych i radykalnych doktryn społecznych początku XX wieku, Przypomina pismo „Głos. Tygodnik naukowo-literacki, społeczny i polityczny”, na łamach którego młody Henryk Goldszmit drukował w odcinkach swoją powieść „Dziecko salonu”. „Głos” demaskował „nierówności społeczne […] w postaci krótkich reporterskich migawek z życia »warstw niższych«: służby domowej, czeladników, najemników a także dzieci. […] Po 1903 r. na łamach pisma prowadzone były kampanie publicystyczne przeciwko wpływowym nurtom kulturalnym i politycznym końca XIX wieku: pozytywizmowi, modernizmowi i konserwatyzmowi. Niepokorni autorzy atakują i demaskują polską tradycję szlachecką, rodzący się ruch narodowy, przekonania postępowców spod znaku Aleksandra Świętochowskiego czy modernistyczne uwielbienie »sztuki dla sztuki«”. Gazeta została zamknięta pod koniec roku 1905 przez carskie władze, jeden z jej ostatnich numerów zdobiło wezwanie tak brzemienne w znaczenia i historyczne konotacje: „Proletariusze wszystkich narodowości, łączcie się!”.

Kolejne artykuły opowiadają m.in. o Domu Sierot i Naszym Domu, dwóch instytucjach, z którymi zwyczajowo kojarzony jest Korczak. Ta pierwsza była przystanią dzieci żydowskich, druga – polskich. Mowa także o współpracownicach Starego Doktora, Stefanii Wilczyńskiej i Marynie Falskiej, z którymi jego relacje nie zawsze przedstawiały się w jasnych barwach. Marta Ciesielska w tekście „Zespół, wspólnota, demokracja” stwierdza: „podstawą idei wychowawczej Korczaka w Domu Sierot i Naszym Domu – »laboratoriach« demokracji bezpośredniej, powołanych według jego autorskiego pomysłu – było codzienne praktykowanie partnerstwa, dialogu dzieci i wychowawców”. Warto tu przypomnieć, że sposób funkcjonowania Domu Sierot pod pewnymi względami budził znaczne kontrowersje. Joanna Olczak-Ronikier w książce „Korczak. Próba biografii” przypomina: „Stefania Wilczyńska uważała, że system opiekuńczy wyrzucający nieprzygotowanych do życia czternastolatków za burtę jest nieludzki. To ona szukała posad dla tych, którzy odchodzili”.

Z kolei Kuba Wygnański, socjolog, jest autorem tekstu „Kiedy pomoc oznacza przemoc”. Tekst to z jednej strony krytyka filantropii jako „protezy” zastępującej działania systemowe, nastawionej raczej na łagodzenie skutków i uspakajanie sumień niż zapobieganie przyczynom patologii społecznych. Tekst brzmi niejednokrotnie bardzo mocno: „Projektujemy rozwiązania, które, choć zwane przez nas »pomocą«, są zawoalowaną formą przemocy w stosunku do nich [osób z niej korzystających – K.W.]. Potrzebujemy ich w roli »przedmiotów« naszej pomocy i zdarza się, że »żyjemy z nich«, zamiast »żyć dla nich«. Nie słuchamy ich, nie podążamy za tym, czego sami pragną, nie dajemy im głosu. Jest to szczególnie wyraźne w stosunku do młodzieży i dzieci”. Zdaniem Wygnańskiego właśnie dlatego warto pamiętać i korzystać z takich wzorców jak „Mały Przegląd” – pismo tworzone przez dzieci, wyrosłe z poczucia, że młodzi ludzie są zdolni mówić własnym głosem i czynić to sensownie. „Małemu Przeglądowi” poświęcony jest zresztą osobny tekst w „Układance”.

Nie mniej interesujące są rozważania Wygnańskiego nad kwestią relacji myśli socjalistycznej do państwa, a także oczekiwań wobec niego. Stwierdza on: „Gdyby dosłownie rozumieć pojęcie socjalizmu, to mówi ono o tym, że trzeba poszukiwać rozwiązań właśnie społecznych (!) – a nie państwowych. Przynajmniej część dzisiejszej lewicy niestety o tym zapomniała i ogranicza swoje postulaty do takiej a nie innej redystrybucji podatków. Zgadzając się, że filantropia nie jest wystarczająca dla rozwiązywania społecznych problemów, uważam za błędne przypuszczanie, że wystarczającym rozwiązaniem jest państwo”. Jakkolwiek myślenie o socjalizmie „poza państwem” traci jednak wiele ze swoich treści, to rzeczywiście utożsamienie lewicy z klientelizmem wobec instytucji i zgodą na ich omnipotencję jest zdecydowanie krótkowzroczne i szkodliwe. Rzecz raczej w tym, że w polskich realiach trzeba równocześnie myśleć i nad uzdrowieniem rodzimego etatyzmu i instytucji, jak i nad  reaktywacją samoorganizacji i samopomocy społecznej. Jedno nie jest przeciwstawne drugiemu, wymaga jednak ambitniejszego myślenia o otaczającej nas rzeczywistości.

***

Pomysł na „Układankę” wydaje się prosty: skonfrontować czasy i postać Korczaka z naszymi realiami. Ale w gruncie rzeczy jest to bardzo śmiałe zamierzenie, wymagające dobrej znajomości idei i praktyk społecznych naszych lewicowych antenatów, a także umiejętności opisania i zdolności do współuczestnictwa w problemach dzisiejszych właśnie z perspektywy „społecznie zaangażowanej”. Mam wrażenie, że projekt się udał – nie ma tu fałszywych nut, rozziewu: zagadnienia, tematy, perspektywy dopełniają się, tworząc czytelną przestrzeń dla refleksji. Punkty odniesienia są jasne – Korczak staje się lepiej zrozumiały, widzenie jego świata – znacznie szersze. Także to, co dotyczy dzisiejszych realiów pokazane jest w żywych barwach, jest autentyczne i gromadzi doświadczenia wielu środowisk i osób angażujących się dziś w budowę społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli często – nierzadko nie bez przyczyny – narzekamy, że „lewicowy etos”, dorobek intelektualny kilku pokoleń Polaków, poszedł na marne, to „Układanka” pozwala nam dostrzec, że postawa malkontenta, wiecznego krytykanta to stanowczo za mało. Bo wokół nas powstaje jednak ten inny, lepszy świat, zbudowany z wielu elementów, o których istnieniu często nie wiemy. Może w przyszłości projekt ten zostanie powtórzony, wzbogacony o nowe elementy, oparty na szerszej perspektywie. Bo z pewnością zasługuje na to przez tak ambitne i wymagające odczytanie korczakowskich tropów. A przecież – na dobrą sprawę – moglibyśmy podobnie pytać o dziedzictwo wielu, bardzo wielu postaci, których dorobek przedstawiany jest także na tym portalu.

Krzysztof Wołodźko

_______________________
„Układanka. Janusz Korczak a współczesność: pasujące elementy”, koncepcja książki: Jan Mencwel, Cyryl Skibiński, Jan Wiśniewski, Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, Warszawa 2012. Elektroniczną wersję „Układanki” można pobrać pod tym adresem.

 

Na naszym portalu warto przeczytać:

Janusz Korczak: Pierwszy Maj [1922]

Janusz Korczak: Blizna [1926]

Jarosław Górski: Aksjologia „Szkoły życia” Janusza Korczaka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *