Józef Loos

Zmierzch czy ofensywa socjalizmu? Próba zarysu

[1934]

WSTĘP

Praca, którą czytelnik ma przed sobą, jest szkicem myślowym. Poruszone w niej problemy mogły w tych rozmiarach zostać zaledwie ogólnie zakreślone.

Nie ma tu ani gotowych formuł, ani ustalonych drogowskazów. Są myśli i poglądy o przyczynach kryzysu i wielkich możliwościach ofensywy socjalizmu.

Od kilku lat przeżywa ruch socjalistyczny jako całość głęboki, coraz bardziej widoczny kryzys. Kryzys ten oceniany jest rozmaicie. Poza obozem socjalistycznym uważany jest za załamanie się socjalizmu. W samym socjalistycznym obozie prawie powszechnie za załamanie się panujących dotąd kierunków tego ruchu.

Od czasu klęski niemieckiego socjalizmu nie ma dnia, aby przez szpalty pism nie toczył się karawan, powożony przez uczonych, polityków czy publicystów, wiozących socjalizm na cmentarz ideałów. Bankructwo socjalizmu, zmierzch socjalizmu, śmierć socjalizmu – wołają chórem zarzucając protestującym, że konserwują trupa. A równocześnie w domu zmarłego panuje ruch i ożywienie nie przypominające w niczym ciszy cmentarnej. Nowy duch kieruje sobie drogę w socjalizmie, walcząc o socjalizm odrodzony i odmłodzony. Duch ofensywy socjalistycznej, śmiałej, zdecydowanej i twórczej.

I oto na tle tych dwóch zjawisk staje przed nami pytanie: co niesie przyszłość? Dalszy upadek ruchu czy jego odrodzenie? Zmierzch czy ofensywę socjalizmu?

Praca ta nie chce zagłuszyć jakichkolwiek wątpliwości. Ani nie chce walić w bęben, wśród krzyku, że nic się nie stało. Ukrywanie niemocy nie daje nigdy zdrowia. Nie idzie tutaj dlatego o to, żeby cokolwiek osłonić albo przemilczeć, ale o to jedynie, aby dotrzeć do źródeł niemocy.

Jeżeli przyjrzymy się jakiemukolwiek masowemu ruchowi społecznemu, zobaczymy, że dwa są zawsze podstawowe elementy jego siły: ludzie i doktryna. Na tych dwóch elementach opiera się i socjalizm. Jeżeli się więc dzisiaj mówi o kryzysie socjalizmu i szuka za źródłami jego niemocy, trzeba ku tym dwóm czynnikom zwrócić oczy i współczesnego nam człowieka-socjalistę i program socjalistyczny uczynić przedmiotem analizy. Ponieważ są to dwie rzeczy różne, analizujemy każdą z nich oddzielnie.

Dlatego też praca ta rozpatruje zarówno problemy zmierzchu, jak i ofensywy socjalizmu pod kątem tych dwóch zasadniczych elementów ruchu: człowieka i doktryny.

CZĘŚĆ I

ZMIERZCH

Rozdział pierwszy

LUDZIE

Masy

Masy socjalistyczne – niezniszczalny motor ruchu, odnawiający się sam z siebie przypływem coraz nowych energii ludzkich, wiary, entuzjazmu, aktywności; cóż się z tym motorem dzisiaj dzieje?

Masy są bierne. Wielkie masy socjalistyczne nie biorą w tej chwili w walkach politycznych swojej klasy stałego, czynnego, bezpośredniego udziału. Poza krótkimi momentami napięcia i ofiarności masy te przypatrują się toczącej się walce co najwyżej z bierną sympatią. Starsze pokolenie działaczy socjalistycznych, nawykłe do zupełnie innych odruchów tych mas, dotąd stawia pytanie, co się stało, że ci sami ludzie, których stosunkowo małe krzywdy rozpalały do czerwoności, milczą w okresie swej największej nędzy i poniżenia? Dlaczego w obiektywnie najbardziej rewolucyjnej sytuacji, jaka mogłaby zaistnieć, nastroje rewolucyjne, zamiast wzrosnąć i spotęgować się, opadły i wiszą jak żagiel podczas ciszy morskiej? Dlaczego masy są bierne?

Problem bierności wielkich mas jest problemem psychologicznym, którego źródła leżą przede wszystkim w ekonomicznym położeniu tych mas, następnie zaś w przeżyciach i doświadczeniach współczesnych nam generacji ludzkich.

Sposób, w jaki masy te reagowały dotąd na pogłębiający się stale kryzys gospodarczy, wzrastające z roku na rok bezrobocie i stabilizację swojej nędzy, był niemal dla całego socjalizmu niespodzianką. Generalną formułą psychologiczną, z którą socjalizm podchodził do tego procesu, było rozumowanie: niezadowolenie rodzi zawsze bunt. Zasada ta otrzymała nawet swoją skrajną interpretację orzekającą, że im gorzej masom, tym bliżej rewolucji. Mimo że olbrzymia większość socjalistów nie uznawała takiej formuły, to jednak nie przewidywano, że wywołane kryzysem niezadowolenie mas doprowadzi je, zamiast do stanu wrzenia, do takiego stanu apatii. Widocznie więc socjalizm za mało poświęcił uwagi procesom psychologicznym, nie mniej ważnym od procesów gospodarczych.

Trudno dzisiaj już ubrać w ostateczną formę wnioski płynące z dotychczasowych doświadczeń w zakresie psychologii mas w czasie długotrwałych kryzysów gospodarczych. Niemniej jednak już na podstawie tych doświadczeń rozumowanie, że niezadowolenie zawsze rodzi bunt, ulec musi gruntownej rewizji. Doświadczenia te wykazują, że tresura głodem wydaje takie same rezultaty nie tylko u zwierząt, ale i u ludzi. Niezadowolenie twórcze rodzi się dopiero w mózgu człowieka o zaspokojonych prymitywnych potrzebach. Jak długo te potrzeby wołają o zaspokojenie, głos ich nie podnieca, ale przytępia, ogłusza i hamuje. W tym leży wytłumaczenie niemego zachowania się milionów bezrobotnych, wsłuchujących się biernie w swoje osobiste cierpienia i przeżycia. Codzienne szamotanie się z głodem wyjałowiło w tych zdeklasowanych masach wszystkie pokłady zbiorowej energii.

Z drugiej strony tam, gdzie energie te pozostały jeszcze żywe, kryzys zabrał masom socjalistycznym, z charakteru swego głównie miejskim i robotniczym, ich najważniejszą i najskuteczniejszą broń. Zabrał im możność wyzyskania ich gospodarczego znaczenia przez odmowę udziału w procesie produkcji. Wszystkie strajki polityczne kończą się w tym okresie z reguły niepowodzeniem. Strajki ekonomiczne o charakterze wyłącznie obronnym załamują się albo odnoszą tylko częściowe sukcesy.

W ten sposób ekonomiczne położenie mas robotniczych złamało i skruszyło podstawy aktywności tych mas, wtrącając je albo w zupełnie pierwotne formy bytowania, albo zabierając im możność walki przez brak najskuteczniejszej broni.

Przejdźmy jednak do drugiego źródła bierności mas, którym są doświadczenia i przeżycia współczesnych.

Generacja ta uchodzi za pokolenie sceptyków, niedowiarków, pokolenie ludzi bez ognia, poświęceń, ideałów i aktywnej wiary. A przecież ci sami ludzie przed niedawnym czasem byli zupełnie inni. Mało jest generacji, które by się mogły wykazać taką aktywnością, jak ta, która dojrzewała przed wojną światową. Historia tej aktywności jest jednak historią samych rozczarowań.

Przypatrzmy się kolejno tym okresom. Pierwszy okres aktywności politycznej tej generacji wypełnia walka o zasady demokracji. Masy wierzą, że parlamenty zrodzone z powszechnego głosowania położą koniec uciskowi i tyraniom. I ożywione tą wiarą walczą aktywnie i ofiarnie o realizację tych zasad politycznych. A kiedy po ich formalnym triumfie wszystko pozostaje po dawnemu, przychodzi pierwsze wielkie rozczarowanie i zdumiony człowiek z ulicy pyta: więc to jest demokracja parlamentarna?

Z kolei wojna przerywa ten okres pierwszych zwątpień w celowość obranej drogi. Pierwszym dniom tej wojny towarzyszą wielkie zbiorowe egzaltacje i nadzieje. Wszędzie rozpala się na nowo płomień wiary. Wojna znajduje licznych entuzjastów, oczekujących od niej urzeczywistnienia haseł sprawiedliwości społecznej. W imię tych haseł zaprzęga się aktywność mas do rydwanu wojny. A kiedy mija pierwszy okres zaślepienia i przychodzi otrzeźwienie, masy rozczarowane i rozgoryczone pytają: więc tak nas prowadzono? Więc to jest wojna?

Potem znów pokój oświetla swoim blaskiem horyzonty. Wstrząsy socjalne, rewolucje, nowe instytucje międzynarodowe, niepodległe państwa; w obliczu tych wszystkich możliwości milkną poprzednie doświadczenia i masy znowu wierzą, że idą drogą wiodącą ku rzeczywistym przeobrażeniom społecznym. Znowu jesteśmy świadkami aktywności wielkich mas, ich porywów i ofiarności. Kiedy jednak z chaosu tych wielkich możliwości wyłania się zaledwie jeden tylko kraj, który wstąpił na drogę rzeczywistych i gruntownych przeobrażeń, wszędzie zaś indziej w zmienionej formie zakrzepła stara treść, masy zaskoczone pytają: więc to jest rewolucja?

Pierwsze lata powojenne wynoszą w wielu krajach socjalizm ku rządom. Masy socjalistyczne oczekują od tych rządów zdecydowanych kroków w kierunku zupełnej przebudowy ustroju społecznego. Ale rządy te, słabe i niezdecydowane, nie pozostawiają po sobie żadnych niezatartych śladów swej obecności. Upadają i odchodzą, potęgując tylko rozczarowanie i zwątpienie we własne siły.

Kiedy w taki sposób w ciągu tych wszystkich lat aktywności jedno rozczarowanie ścigało drugie, masy wycofywały stopniowo swoją wiarę i ofiarność z obiegu. Przystawały na krawędzi życia politycznego wierne swoim ideałom, ale już zmęczone i bierne.

Jest niezmiernie charakterystyczne, jak mało miano zrozumienia w socjalizmie dla tych procesów psychologicznych odbywających się wewnątrz samych mas socjalistycznych. Nie widziano ich prawie spoza wzrastającej lawiny głosów oddawanych na listy socjalistyczne przy wyborach parlamentarnych. W ten sposób głosowania i wybory, zamiast pouczyć i wskazać rzeczywisty układ sił, przesłaniały tylko zachodzące poza nimi zmiany, usypiając czujność i uwagę.

Kiedy wkrótce potem rozpoczęła się walka socjalizmu z faszyzmem, wielkie masy nie brały już w tej walce aktywnego, bezpośredniego udziału. Nie było już płaszczyzny wiary i zaufania. Z wyjątkiem kilku wysp, wznoszących się wysoko ponad te nastroje, wszędzie dotarła zrodzona z przeżyć i doświadczeń fala rozczarowania i zwątpienia.

Młodzież

Reszty dopełniło niezwykłe wprost i dziwne zachowanie się młodzieży. Jeżeli wśród tej generacji socjalistycznej, która dojrzewała przed wojną, bierność jest produktem położenia gospodarczego i jej politycznych przeżyć, to jednak pozostaje pytanie: gdzie jest młodzież?

Młodzież, która nie mogła się przecież rozczarować rezultatami przeszłych walk, ponieważ nie brała w nich jeszcze udziału.

Jeżeli porównamy liczebny stosunek generacji czynnych w ruchu socjalistycznym dzisiaj i w okresie przedwojennym, musimy stwierdzić fakt, że socjalizm postarzał się i zmienił pod tym względem do niepoznania. Gdzie więc są przyczyny tego zjawiska?

I tutaj, jak w generacji dojrzewającej przed wojną, głównym źródłem bierności są stosunki gospodarcze, krępujące wszelką inicjatywę, żywotność i aktywność młodzieży. Dochodzi do tego zatruwająca umysły młodzieży fala egoistycznego materializmu, jaka opanowała współczesną mieszczańską kulturę duchową. Dochodzą wreszcie wewnętrzne niedomagania współczesnego socjalizmu na polu podejścia do spraw i zagadnień własnej młodzieży.

Pierwsza przyczyna, główna i najważniejsza, zepchnęła młodzież współczesną do roli generacji niepotrzebnych ludzi. Bramy wszystkich możliwości zamknęły się przed nimi. Mózgi ich i ręce nie są nikomu potrzebne. Młodzież, której żywiołem jest dążenie i ruch, skazana została przez ustrojowe warunki ekonomiczne na zupełną bezczynność albo na starczą wegetację, zabijającą wszystko, co młode, żywe i twórcze. Warunki takie stępiły przyrodzoną wrażliwość młodzieży na braki i niedomagania ustroju. Wyjałowiły i spaczyły bystrość i samodzielność poglądu na świat. Spętały rozmach i porywy. Onieśmieliły, zabrały pewność siebie, samopoczucie, inicjatywę, łamiąc i hamując wszystkie przyrodzone temu wiekowi pierwiastki buntu.

Jeżeli nawet aktywniejsze elementy nie uległy naciskowi tej przytłaczającej beznadziejności, to znaczna ich część, zwłaszcza tych, którzy dojrzewali z końcem wojny, poddała się znowu duchowym wpływom ogarniającej świat fali egoistycznego materializmu. U samego progu swojej świadomości społecznej zetknęła się przecież ta generacja ze zjawiskiem, które na jej sposobie myślenia pozostawiło odtąd piętno niezatarte. Widziała z jednej strony oszukane i zlekceważone ideały, z drugiej oburzające poważanie, jakim darzono tych, którzy w okresie wielkich ofiar szukali jedynie osobistych korzyści. Skoro tak się rzeczy mają, rozumowała ta młodzież, nie warto widocznie dążyć do niczego więcej jak do materialnego dobrobytu. Ideałem jej licznych zastępów staje się spokojny, syty, uregulowany tryb życia z materialnie zabezpieczoną przyszłością. W tym też kierunku rozwijają swoją aktywność i pomysłowość. Walki ideowe i duchowe zmagania nie pociągają ich. W związkach i zrzeszeniach widzą nie tyle ideały, ile pewną sumę wrażeń, przyjemności i korzyści niedostępnych poza ich ramami. Siła tego prądu jest taka wielka, że i socjalizm chcąc zdobyć masy tej młodzieży pod zasięg swoich wpływów, musi na rzecz tej psychologii uczynić znaczne koncesje.

Czy jednak socjalizm potrafił objąć swoją ideologią oraz wpływami i te, i dalsze roczniki młodzieży i przerobić ich budzące się siły w aktywną, polityczną i rewolucyjną energię?

Trudno na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Nikła rola młodzieży we współczesnym ruchu socjalistycznym nie da się wytłumaczyć samymi tylko ekonomicznymi warunkami jej życia i prądami egoizmu materialistycznego, pozostawionymi przez wojnę światową. Nie cała przecież młodzież utonęła w tych nastrojach. Wciąż jeszcze jej olbrzymie zastępy pozostały sobą, skupiając psychiczne materiały wybuchowe, którym należało tylko dać formę i kierunek. Żaden inny ruch nie miał w sobie tyle potencjonalnych możliwości dla tych tęsknot i dążeń. Jeżeli więc mimo tego dzisiaj wielkie masy młodzieży przypatrują się biernie walce o socjalizm albo szukają za innymi rozwiązaniami, należy przyczyn tego zjawiska szukać w samym socjalizmie. W jego niewłaściwym dotąd podejściu do spraw młodzieży.

Kierunek panujący w socjalizmie, zdając sobie myślowo i teoretycznie sprawę z wielkiej roli młodzieży w żywym ruchu, w praktyce jednak rolę tę zwężał i ograniczał. Na idące generacje patrzył niespokojnie, podejrzliwie i nieufnie. Nie miał zrozumienia dla tego, że generacje te, wychowane i wyżywające się w zupełnie innych warunkach, nie podzielają w całości jego poglądów ani nie entuzjazmują się wszystkimi jego hasłami. Zamiast wsłuchać się w te głosy i zrozumieć ich sens, zatykał uszy albo zamykał usta. Atmosfera taka, zimna i nieufna, nie mogła sprzyjać duchowemu rozwojowi socjalistycznej młodzieży. Toteż budzące się wśród niej prądy zamiast ożywić i odmłodzić ruch, gubiły się i zasychały albo szukały sobie ujścia poza jego ramami.

W ten sposób socjalizm zamiast wyzwalać i pobudzać i tak już w tym okresie wśród młodzieży przytłumione elementy inicjatywy, samodzielności i odpowiedzialności, możliwości te raczej uszczuplał i hamował. Młodzieży, z natury rzeczy ambitnej i czułej na punkcie uznania dla swojej roli i swojej wartości, przypominał zawsze jej rolę terminatora, który się dopiero uczy i szykuje do właściwej roboty. Ale był to przeważnie termin, w którym młodszym generacjom socjalistycznym przypadła w udziale rola wiecznego czeladnika. Taki stan rzeczy nie mógł wpłynąć na wzmożenie się aktywności tej generacji w ruchu socjalistycznym.

Nie mógł również przyczynić się do wzrostu siły atrakcyjnej socjalizmu wśród młodzieży upór, z jakim panujący w socjalizmie kierunek parlamentarno- demokratyczny trwał prawie dotąd przy swoich niecelowych, zaprzeczonych tyle razy przez życie metodach walki. Młodzież rozumiała, może podświadomie, może tylko instynktem, że na tym pękniętym dzwonie nie zagra już swoich sygnałów. W związku z tym cały sposób dotychczasowego wychowania socjalistycznego, u którego podstaw leżały bierny pacyfizm, sentymentalny humanitaryzm, liberalny demokratyzm, nie chwytał tej młodzieży. Wszystko to było za dalekie od miejsca i czasu, w których jej wypadło żyć. Współczesna młodzież o wyostrzonym realizmie nie miała poczucia dla tych abstrakcji.

Omawialiśmy dotąd wewnętrzne niedomagania socjalizmu na polu ustosunkowania się do spraw młodzieży, wymieniając panującą atmosferę nieufności wobec młodzieży, hamowanie jej samodzielności i niecelowe dążenia wychowawcze.

Niemałą jednak rolę odegrały, jeżeli o sam liczebny udział młodzieży w ruchu socjalistycznym idzie, zewnętrzne formy propagandy i agitacji politycznej. Socjalizm wykazał na tym polu, z małymi wyjątkami, brak zrozumienia dla dekoracyjnych momentów walki politycznej. A przecież akcesoria tej walki mają na młodzież największy wpływ pociągający. Formy zewnętrzne i zbiorowe wystąpienia, którym tło dają muzyka, pieśń, poezja i obraz, przykuwają jej oczy i uszy, opanowując myśli. Jak mało się jednak ten skarbiec rekwizytów w ostatnich latach w socjalizmie wzbogacił.

Przywódcy

Szukając za przyczynami kryzysu elementu ludzkiego w współczesnym socjalizmie, należy zwrócić uwagę i na przywódców dzisiejszego ruchu.

Przywódcy każdego masowego ruchu są w jego historycznych okresach spokrewnieni ze sobą nie tylko myślą, ale i charakterem. Oczywiście, że zachodzą znaczne indywidualne różnice w formacie przywódcy. Niemniej jednak u wszystkich działa pewien wspólny mechanizm myślowy, który tworzy dla tego ruchu charakterystyczną sylwetkę jego działacza i przywódcy.

Kontury sylwetki wycina nie tylko sam charakter ruchu, ale i rola spełniana przez jego przywódców. Rola ta zależna jest ściśle od fazy rozwojowej, jaką w danej chwili przechodzi ruch. Każdy bowiem masowy ruch społeczny przechodzi na swej drodze ku urzeczywistnieniu przez trzy rozwojowe etapy.

Pierwszy etap ma na celu zdobycie mas przez propagandę i popularyzowanie haseł politycznych i ideologii. W drugim zadaniem ruchu staje się już organizowanie tych mas. Trzeci etap wreszcie jest okresem realizacji, urzeczywistniania ideałów. Jest to okres, w którym masy przekonane i zorganizowane należy już prowadzić ku urzeczywistnieniu głoszonych haseł. W każdym z tych okresów zmienia się charakter przeważającej pracy przywódcy, który jest kolejno agitatorem, organizatorem i realizatorem.

Ruch socjalistyczny przeszedł już dwa pierwsze etapy swego rozwoju. Znajduje się obecnie na trzecim etapie swej historycznej drogi. Hasła socjalistyczne zostały spopularyzowane na całym świecie i pozyskały setki milionów zwolenników. Organizacje socjalistyczne, polityczne zawodowe i kulturalne skupiły w swoich szeregach wielkie masy członków. Socjalistyczny działacz-agitator spełnił dobrze swoje zadanie. Socjalistyczny działacz-organizator odznaczył się w wielu krajach organizacyjnym talentem. Przyszedł jednak trzeci okres, w którym ruch socjalistyczny stanął przed nowymi zadaniami, wymagającymi zupełnie innego podejścia do tej pracy. Przyszedł okres ludzi czynu, twardych, nieustępliwych i zdecydowanych. Okres ten wymagał innego już typu działacza i innych metod działania.

Czy i w tym okresie doszli już w socjalizmie do głosu właściwi ludzie? Czy zmiana charakteru pracy politycznej zmieniła charakter dotychczasowego przywódcy?

Nie ulega żadnej wątpliwości, że socjalizm cierpi dzisiaj na brak przywódców. Brak ten daje się dotkliwie odczuć na najwyższych i najniższych szczeblach organizacyjnej hierarchii. Jest tak nie tylko dlatego, że dotychczasowe kierownictwo fizycznie się zużyło, a nie wyszkoliło praktycznie następców. Jest tak w znacznej mierze i dlatego, że psychologię i charakter tych przywódców urabiały i rzeźbiły metody pracy i walki politycznej, które dzisiaj nie znajdują w ogóle zastosowania albo mają znaczenie drugorzędne.

W pierwszym okresie masowego ruchu socjalistycznego, w okresie legalnego już popularyzowania haseł socjalistycznych i zdobywania zwolenników, wysunął się z natury rzeczy na pierwszy plan ruchu: mówca. Zdolny agitator jest w tym okresie omal najpowszechniejszym typem przywódcy w socjalizmie.

Na drugim etapie, w którym sukcesy propagandowe znalazły już wyraz w istnieniu masowych, politycznych, zawodowych i kulturalnych organizacji socjalistycznych, rola przywódcy przypadła w udziale także działaczom o technicznych talentach organizacyjnych.

W hierarchii organizacyjnej socjalizmu zajęła obok nich niewątpliwie wysokie pozycje pewna mała liczba ludzi o innym wykroju psychologicznym. Przeważająca jednak masa przywódców współczesnego socjalizmu rekrutowała się ze zdolnych mówców i dobrych techników organizacyjnych. Były to oczywiście zalety, które w pierwszych dwóch okresach masowego ruchu oddawały mu olbrzymie usługi. Jednak praca taka, trwająca latami, wyrzeźbiła umysłowość i charaktery tych, którzy ją przez większą część swego życia spełniali, w sposób niepozwalający im się potem dostosować się do zmienionych warunków walki politycznej. Propaganda i technika organizacyjna minionych okresów wysunęły na czoło walki socjalistycznej dwa główne rodzaje broni: słowo i aparat. Kiedy potem przyszedł okres trzeci, okres czynu, ani słowo, ani aparat nie przestały być miarą wartości. Zamiast działać, przemawiano i wiecowano. Zamiast użyć zbudowanych organizacji do celów, dla których zostały stworzone, rozbudowywano je i upiększano, jak gdyby były celem dla siebie.

Upadek rządów socjalistycznych w latach powojennych nie wszędzie był wyrazem ich politycznej niemocy. W owym czasie socjalizm międzynarodowy rozporządzał potężnymi środkami władzy. Miał za sobą masy, obok siebie olbrzymie organizacje, przed sobą skompromitowanych wojną i zdezorientowanych wrogów, w ręku swoim cały aparat państwowy i jego środki przymusu. Mobilizując taką siłę, mógł jeżeli już nie utrzymać się na stałe przy rządach, to jednak wycisnąć niezatarte historyczne ślady swej obecności. Ale rządy socjalistyczne załamały się razem z psychologicznym załamaniem sprawujących je przywódców. Chwile, które wymagają zdecydowanych czynów, zostają przegadane, jak gdyby dalej szło głównie o to, kto ma rację. Aparat państwowy, dotychczasowe główne narzędzie klasowego panowania, nie zostaje narzędziem władzy socjalistycznej. Ręka, która opanowała ten instrument, naprawia go, czyści i oliwi, jak gdyby dalej o to tylko szło, żeby działał cicho i sprawnie.

W tych decydujących historycznych chwilach trzeciego okresu walki o socjalizm, okresu realizacji, nie dopisał w socjalizmie przywódca. Pozostał dalej dobrym mówcą, dobrym administratorem – ale nie stał się człowiekiem czynu.

Nie znaczy to, że socjalizm nie miał w swoich szeregach ludzi czynu. Ale nie oni nadawali charakter masie przywódców całego ruchu. Ludzie ci nie dochodzili przeważnie do głosu. A poglądy ich i zamierzenia uchodziły za ryzykanckie i nieodpowiedzialne. Przeważająca większość miarodajnych przywódców socjalizmu nie chciała nawet w tych rewolucyjnych czasach niczego ryzykować. Rozmach rewolucyjny, cechujący w takich czasach przywódców wielkiej miary, był tym razem niezmiernie rządkiem zjawiskiem. Zastanawiano się w nieskończoność i ważono szanse, rozwiązując zagadnienia polityczne jak matematyczne równania. Ale kiedy rachunek był wreszcie gotowy, szanse należały już do przeszłości.

Jeżeli już w tym czasie nie dopisywał typ przywódcy, urobionego przez pierwsze dwa etapy ruchu, to w okresie walki z faszyzmem stało się to jeszcze bardziej widoczne. Faszyzm zepchnął w wielu krajach ruch socjalistyczny w podziemia. W innych tolerując jego istnienie, jak długo nie stanowi rzeczywistego niebezpieczeństwa, zabrał mu możność walki drogą propagandy i organizowania mas. I tu, i tam dotychczasowy mówca i organizator nie znajdują już zastosowania dla swoich dawnych metod pracy. Zmienione warunki wymagają zmiany nie tylko całego myślowego nastawienia, ale i zupełnie innej techniki propagandy i organizacji.

Dotychczasowe kierownictwo zużyło swoje siły albo znajduje się u kresu swoich fizycznych możliwości i dlatego nie może wykazać aktywności w zmienionych zupełnie warunkach trzeciego etapu walki o socjalizm.

Warunki te wymagają zupełnej zmiany metod myślenia. Potrzebom tym przeciwstawiają się jednak zakorzenione nałogi myślowe, rutyna i przyzwyczajenie, które nie potrafią się już nagiąć ku nowej rzeczywistości.

Rozdział drugi

DOKTRYNA

Cel

Czy przeżywamy zmierzch doktryny socjalistycznej?

Tak twierdzą uczeni, publicyści i politycy, którzy głoszą ostateczny upadek socjalizmu. Zastanówmy się więc nad źródłami i formami tej niemocy współczesnej doktryny socjalistycznej.

Cóż to jest doktryna? Jest to pewien uzasadniony naukowo sposób rozumowania i działania.

Czym więc jest doktryna socjalistyczna? Jest naukowo uzasadnionym przeświadczeniem, że życie społeczne może być zorganizowane na zasadach społecznej sprawiedliwości, w których dobrobyt, prawo i kultura nie będą przywilejem klasy posiadającej i rządzącej. Doktryna socjalistyczna jest jednak nie tylko naukowo uzasadnioną wiarą w ideał przyszłego społeczeństwa. Jest również opartym na naukowych podstawach dążeniem do urzeczywistnienia tego ideału. Doktryna wskazuje nie tylko cel, ale i drogi wiodące do celu. Załamanie się doktryny musi więc być załamaniem się celu i dróg.

Rozpatrzmy te rzeczy oddzielnie. I postawmy wpierw pytanie: co się takiego stało, że ta część doktryny socjalistycznej, która kreśli kontury przyszłego socjalistycznego społeczeństwa – a więc cel – miałaby się ostatnio załamać?

Musiałby w latach ostatnich powstać jakiś, zbudowany na naukowych podstawach, wielki ruch, który by udowodnił, że przyszłe bezklasowe społeczeństwo socjalistyczne nie da ludzkości żadnych istotnych korzyści, ponieważ stan obecny jest idealny. Albo musiałby to być jakiś inny ruch, który by znowu widząc wszystkie ułomności kapitalistycznego ustroju, wskazał w ogólnoświatowej skali takie środki zaradcze i możliwości, które by socjalistyczne koncepcje usunęły całkowicie w cień. Względnie musiałaby chyba ludzkość zebrać przy dotychczasowych próbach realizacji tych socjalistycznych koncepcji tyle doświadczeń, że cel postawiony przez doktrynę socjalistyczną: przyszłe socjalistyczne społeczeństwo – można by już uznać ostatecznie za nieosiągalny.

Czy zaszła którakolwiek z tych ewentualności?

Gdzie jest doktryna, która uważa obecny stan życia społecznego za idealny? Który z uczonych, publicystów czy polityków usiłował dowodzić, że społeczeństwo, w którym dobrobyt zastąpi nędzę, a kultura ciemnotę, nie da ludzkości żadnych istotnych korzyści? Nigdy jeszcze dotąd wady ustrojowe kapitalizmu nie były dla wszystkich tak widoczne, jak w tych latach, które zrodziły legendę o bankructwie doktryny socjalistycznej. Lata te obnażyły zupełnie całe gospodarcze, polityczne i kulturalne kalectwo tego ustroju. Ustroju wzrastającej nędzy i bezrobocia; ustroju gwałtu i nieuniknionej groźby wojen; ustroju ciemnoty i kulturalnego barbarzyństwa. Kapitalizm stanął u kresu swoich wszystkich możliwości. Gospodarczo stał się zaporą dla rozwoju sił produkcyjnych. Politycznie powrócił do dawnych form jawnego gwałtu, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Kulturalnie cofnął się do ideałów średniowiecza, odgrzebując jego zbutwiałe światopoglądy. Na każdym polu wykazał i wykazuje całkowitą agonię swojej misji historycznej. I dlatego miałby być ideałem, który przesłonił wielkie gospodarcze, polityczne i kulturalne możliwości przyszłego społeczeństwa socjalistycznego?

W świecie współczesnych ideałów społecznych nikt dzisiaj nie broni już kapitalizmu. Żadna doktryna nie kreśli mu nieistniejących perspektyw. Uczeni, którzy mówią o śmierci socjalizmu, mówią równocześnie o załamaniu się kapitalizmu. Publicyści wyliczają na wyścigi wszystkie jego grzechy główne. Mężowie stanu przeprowadzają reformy zdążające w kierunku tak zwanego kapitalizmu państwowego. Sam kapitał w świadomości zbliżającej się rozgrywki obwarowuje się coraz to mocniej na pozycjach państwowego przymusu. Tak czy owak kapitalizm przestał być powszechnie ideałem o jakichkolwiek twórczych możliwościach.

Ku jakim więc formom ustrojowym zdąża stary świat? Doktryna kapitalistyczna straciła rację bytu. Doktryna socjalistyczna znikła, według jego pojęć z horyzontu, ustępując miejsca nowym koncepcjom społecznym i ustrojowym. Jakie to koncepcje? Jakimi żyją nowymi myślami? Jakim blaskiem świecą, że światło socjalizmu miałoby przy nich wyglądać jak malutki płomyk przy rozpalonym ognisku?

Doktryną tą ma być faszyzm! Zostawmy w tej chwili na boku jego właściwą rolę społeczną, rzeczywiste źródła jego siły i głęboko ukryte pod płaszczem społecznej doktryny sprężyny kapitału. Zapytajmy się tylko: czy ciężar gatunkowy faszyzmu, jako doktryny, uprawnia go do odegrania podobnej roli?

Doktryna faszystowska nie ma w rzeczywistości w całej swojej filozofii społecznej ani jednego samodzielnego pierwiastka. Żyje oderwanymi kawałami myśli socjalistycznej, tylko spaczonymi, zniekształconymi i wtłoczonymi w średniowieczne formy ustrojowe.

Faszyzm odrzuca materialistyczny ideał powszechnego dobrobytu, zarzucając mu brak duchowych perspektyw. Sam jednak na czoło swojej doktryny wysunął zasadę: narodowego dobrobytu! Faszyzm odrzuca socjalistyczną problematykę, ujmującą zagadnienia społeczne w skali ogólnoświatowej i międzynarodowej. Usiłuje jednak naśladować jej tezy końcowe, zniekształcając je dla potrzeb swojej rasowej i narodowej terminologii. W ten sposób nie tylko okaleczył myśl, ale zabił jej praktyczne możliwości.

Doktryna socjalistyczna jest systemem myślowym konsekwentnym, logicznym i zwartym, jakby wyciosanym z jednej bryły. Każdy jej szczegół daje równocześnie wizję całości. Doktryna faszystowska nie wie do dzisiaj, czym jest: doktryną narodową czy międzynarodową? Chciałaby być jednym i drugim. Nie odpowiada jednak na pytanie, jakie widzi możliwości przyszłego ładu społecznego, skoro tylko wszystkie rasy i wszystkie narody przejmą się jej ideałami? Świat przez nią wyimaginowany ma być światem wielkich i małych, silnych i słabych. Kto ma w nim jednak zająć dolne miejsca, skoro wszyscy mają się uważać za wielkich i silnych?

Faszyzm nie przeciwstawił doktrynie socjalistycznej, kreślącej wyraziste kontury przyszłego socjalistycznego społeczeństwa, opartego na powszechnym dobrobycie, ładzie i kulturze, żadnej samodzielnej doktryny społecznej. Zamiast rozwiązywać zagadnienia, zmusza je do milczenia. Jego narodowy socjalizm, ograniczający myśl socjalistyczną do ideałów narodowego dobrobytu, narodowego ładu i narodowej kultury, usiłuje niezaradnie tylko przesłonić mistrzowską społeczną wizję słabym naśladownictwem. I dlatego nie przesłonił i nie przesłoni tej wizji fakt, że odnosi tu czy tam chwilowe triumfy, nie ma tutaj nic do rzeczy. Przemijająca siła faszyzmu leży zupełnie gdzieindziej; nie w sile jego doktryny.

Pozostawałaby jeszcze trzecia ewentualność. Ta mianowicie, że doktryna socjalistyczna, w zasadzie słuszna i niezastąpiona, okazała się jednak na podstawie dotychczasowych doświadczeń iluzją społeczną, złudzeniem nierealnym i nieosiągalnym.

Doktryna socjalistyczna nie wyszła jednak dotychczas – z wyjątkiem jednego kraju – poza ramy systemu myślowego walczącego dopiero o zdobycie właściwego warsztatu pracy. Warsztatem tym jest dotychczasowe narzędzie kapitału: państwo. Doświadczenia tej walki mogą być dowodem na to, że jej strategia oparta była na błędnych założeniach. Nie świadczą jednak o nierealizmie celu końcowego. Tak jak techniczne niepowodzenia nie świadczą o niemożliwości opanowania pewnych żywiołów.

Ostatnie lata dały dowody, że tam, gdzie socjalizm wykorzystał historyczne okoliczności, stosując właściwą w danym kraju i w tych okolicznościach strategię – tam doktryna socjalistyczna, uznana już za iluzję, przyobleka się w żywą treść. I żyje życiem realnym, rozwiązując ekonomiczne, ustrojowe i kulturalne zagadnienia, nie tylko w płaszczyźnie myślowej abstrakcji, ale konkretnej rzeczywistości.

Nic więc nie świadczy za tym, że doktryna socjalistyczna w tej części, która kreśli kontury przyszłego socjalistycznego, bezklasowego społeczeństwa, opartego na powszechnym dobrobycie, ładzie społecznym i kulturze, załamała się pod naporem starych doświadczeń czy nowych społecznych ideałów.

Nie ma kryzysu celu w socjalizmie! I w tym znaczeniu nie ma również zmierzchu doktryny socjalistycznej.

Drogi

Jeżeli jednak kryzys doktryny socjalistycznej nie jest w żadnym razie załamaniem się ideału, który zachował całą przekonującą potęgę, to jednak przeżywamy niewątpliwie kryzys dróg obranych przez panujący dotąd w socjalizmie kierunek. A więc w tym znaczeniu kryzys narzuconej socjalizmowi przez ten kierunek doktryny.

Kierunek ten, zwany reformizmem, wskazał drogę pokojowego pochodu ku socjalizmowi; drogę stopniowego wrastania w socjalizm przez bezustanną reformę starego kapitalistycznego ustroju.

Wpatrzony w tezę, że rozwojowi kapitalizmu towarzyszyć będzie stały równoległy wzrost liczebności i uświadomienia klasy robotniczej, liczył na zbawienne skutki samego czasu, który pozwoli mu stopniowo opanować państwo kapitalistyczne przez wyzyskanie jego urządzeń demokratycznych. Klasa pracująca, silniejsza z roku na rok liczebnością, organizacją i świadomością swojej historycznej roli, miała stopniowo opanować państwo kapitalistyczne, aby w końcu przez zdobycie parlamentarnej większości legalnie objąć rządy.

Na tych demokratycznych nadziejach oparł reformizm całą strategię i taktykę pokojowej walki o socjalizm. Strategia ta, mało kiedy teoretycznie jasno sformułowana, najczęściej nieokreślona i chwiejna, wytyczyła dopiero w praktyce swoje drogi i etapy stopniowego wrastania w socjalizm.

Pierwszy etap: do uzyskania większości w parlamencie. W okresie tym akcja socjalistyczna zmierza do zapewnienia, jeszcze w ramach tego ustroju, znośniejszych warunków bytu dla mas pracujących. Lepsze warunki płacy i pracy, ustawodawstwo socjalne, samopomoc w drodze kooperatyw, konstytucyjnie zagwarantowane wolności polityczne; zdobycze te oznaczają – według reformizmu – powolny, ale nieustanny pochód ku socjalizmowi. Pochodowi temu towarzyszą wewnętrzne ekonomiczne przeobrażenia kapitalizmu, powodujące stały liczebny wzrost proletariatu i jego klasowej świadomości – aż w końcu rozwój ten znajduje wyraz w osiągnięciu upragnionej większości parlamentarnej i objęciu rządów.

Drugi etap: od uzyskania parlamentarnej większości. W tym okresie ruch socjalistyczny pozostaje wierny zasadom demokracji, które go wyniosły ku rządom, i gotowy w każdej chwili do oddania władzy na wypadek, gdyby większość parlamentarną, na której opiera swoje prawo rządzenia, w jakiś sposób utracił. Wtedy jednak rozpocznie znowu wędrówkę ku większości, spokojny i pewny, że czas i rozwój stosunków ekonomicznych pracują dla socjalizmu, niezależnie od chwilowej zmiany układu sił i nastrojów. Zachowując zasady politycznej demokracji, przebudowywać będzie równocześnie rząd socjalistyczny gospodarstwo kapitalistyczne w socjalistyczne, nie narażając jednak życia gospodarczego na gwałtowne wstrząsy radykalnych rewolucyjnych zmian.

Kreśląc takie oto perspektywy, zakładał reformizm nie tylko bezustanny wzrost liczebności klasy robotniczej, ale i nienaruszalność demokratycznych form państwa kapitalistycznego.

Tymczasem jedna i druga tendencja rozwijała się równolegle z rozwojem kapitalizmu, zanika jednak z pierwszą chwilą jego załamywania się. Kryzys kapitalizmu wyzwala nowe prawa ruchu społeczeństwa kapitalistycznego.

Zahamowanie życia gospodarczego hamuje dawny liczebny wzrost klasy robotniczej. Podział na pracujących i bezrobotnych osłabia wśród niej poczucie przynależności do jednej klasy, zmniejszając jej świadomość, spoistość i siłę organizacyjną. Zanik klas średnich w sensie stopniowej proletaryzacji i produktywizacji ustaje. Klasy średnie, tracąc ekonomiczne podstawy egzystencji, nie zdają sobie jednak sprawy z właściwych przyczyn swego upadku.

Proletaryzując się gospodarczo, nie zasilają klasowych szeregów, ale zwracają się przeciw nim w złudnej nadziei ratowania ginących materialnych i moralnych przywilejów.

Tak zwane trwałe zdobycze w zakresie płacy, pracy, opieki socjalnej, samopomocy gospodarczej okazują się więc zupełnie nietrwałe. Rezultaty wieloletnich walk i zmagań znikają pod naporem gospodarczego kryzysu.

Nienaruszalność form demokratycznych okazuje się fikcją. Formy te, zachowywane tak długo, jak długo staremu ustrojowi nie grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo, zostają przy pierwszych oznakach ustrojowego kryzysu zarzucone. Współczesna demokracja, pozostawiająca w rękach jednej klasy wszystkie środki przewagi społecznej, staje się albo narzędziem tej klasy, albo zostaje zastąpiona faszystowskimi formami ustrojowymi.

Perspektywy pokojowego pochodu ku socjalizmowi drogą demokracji, stopniowych zdobyczy i reform, w ramach ustroju kapitalistycznego, załamały się. Kryzys ustrojowy i gospodarczy; faszyzm i rozkład życia ekonomicznego odebrały już dzisiaj reformizmowi w większości krajów teoretyczną i praktyczną rację bytu. W krajach, w których stosunki nie dojrzały jeszcze do tego stopnia, pozostawiając pole dla złudzeń reformizmu – przykład sąsiadów jest miarodajną przestrogą, dokąd takie złudzenia prowadzą.

Doktryna reformistyczna okazała się fatalną w skutkach omyłką. Jej pokojowa strategia i demokratyczna taktyka walki o socjalizm zawiodła w pierwszym i drugim etapie tej walki.

Socjalizm wpatrzony w doraźne zdobycze uzyskane w okresie koniunktury zapomniał pod wpływem reformizmu o tym, że zdobycze te są tylko jednym ze środków złożonej i skomplikowanej walki. I pod hipnozą tych małych sukcesów tracił z oczu wielki cel.

Wierny zasadom demokracji parlamentarnej tracił szanse rewolucyjnych sytuacji, hamując w decydujących chwilach rozmach własnych szeregów. Nawet tam, gdzie nie polegał wyłącznie na demokratycznych gwarancjach rozwoju i nie wykluczał rewolucyjnych rozstrzygnięć, czynił z nich jednak broń defensywną, a nie ofensywną. Ale sytuacje rewolucyjne nie dadzą się dowolnie konserwować. Momenty ataku wybierane przez przeciwników są zawsze chwilami najmniejszych szans obrony.

W krajach, w których dochodzi do drugiego etapu i sprawuje rządy, pozostawia swoim wrogom wszystkie środki przewagi społecznej. Nie chcąc dopuścić do nieuniknionych, ale przemijających wstrząsów życia gospodarczego, nie zmienia ustroju ani stosunków posiadania, lawirując w kompromitujących sprzecznościach słów i czynów.

Budując swoje prawo istnienia i trwałość na parlamentarnej większości, a więc na opinii, pozostawia równocześnie w rękach swoich wrogów wszystkie środki urabiania nastrojów. A kiedy fale przypływu, które go wynoszą ku górze, ustępują falom odpływu i nastroje się zmieniają, ustępuje dobrowolnie bez oporu, wracając z powrotem na syzyfową drogę: demokratycznej walki o socjalizm.

W taki oto sposób żył i karmił się reformizm złudzeniami i iluzjami, które nie chciały się ani sprawdzić, ani urzeczywistnić.

Kryzys doktryny socjalistycznej – to w największej mierze upadek reformizmu. To załamanie się dróg pokojowego, harmonijnego rozwoju społecznego od kapitalizmu do socjalizmu.

Dogmatyzm i sekciarstwo

Zastanawia jednak, dlaczego reformizm, oparty na tylu błędnych założeniach, zapuścił w ruchu socjalistycznym tak głębokie korzenie? I dlaczego mimo swojej oczywistej klęski przeważnie jeszcze dotąd sprawuje kierownictwo tego ruchu?

Jeżeli przypatrzymy się uważnie historii międzynarodowego ruchu socjalistycznego ostatnich kilkudziesięciu lat, zaobserwujemy jakby zanik twórczej myśli socjalistycznej. Po wielkich twórcach naukowego socjalizmu następuje długa epoka komentatorów i popularyzatorów, ale rozwój myśli socjalistycznej nie wyrasta ponad miarę komentarzy. Za wyjątkiem jednego środowiska brak tej myśli w tym okresie twórczego rozmachu i samodzielnego wysiłku. Żyje nagromadzonymi kapitałami, nie pomnaża ich jednak własną twórczością.

Prądy przebiegające przez ówczesny socjalizm nie sprzyjały rozwojowi twórczej myśli socjalistycznej. Były albo przejęte praktyczną działalnością, pozostawiającą mało możności dla ściśle teoretycznych rozważań, albo znowu oddalały się od życia dogmatyzmem skostniałych formułek.

Reformizm, który przerzucił punkt ciężkości akcji socjalistycznej w dziedzinę codziennych praktycznych zdobyczy, nie mógł z natury rzeczy stać się czynnikiem zapładniającym wielką myśl socjalistyczną. Jeżeli w pierwszych latach swego istnienia usiłował jeszcze zastąpić pewne tezy naukowego socjalizmu drogą rewizji, to w latach następnych ogranicza się zupełnie do naginania ich i komentowania dla potrzeb swojej doktryny.

Socjalizm ortodoksyjny uważał znowu trud twórczego myślowego wysiłku za zbyteczny. Skoro naukowy socjalizm wszystko już przewidział, wszystkiemu wytyczył drogi, należało teraz tylko zrozumieć jego dogmaty, stosować je z największą dokładnością, czekając na zapowiedziane w nich nieuniknione przeobrażenia. Rozumowanie takie zaprowadziło ortodoksyjnych socjalistów na bezdroża jakiegoś fatalistycznego pojmowania dziejów, w których myśl, wola i działanie ludzkie nie stanowią „walczącej większości” i mało w ogóle ważą na szalach historycznych przeobrażeń. Upadek społeczeństwa kapitalistycznego miał być mechanicznym następstwem wewnętrznych przeobrażeń ekonomicznych tego systemu. Takie pojmowanie materializmu dziejowego paczyło tezy naukowego socjalizmu w dogmatyzm formułek krępujących wszelką aktywność myśli i czynu.

Rewolucyjny socjalizm wystąpił na szerszą widownię zorganizowanego ruchu socjalistycznego stosunkowo późno. W swoich pierwszych krokach nie mógł jeszcze przeciwstawić reformizmowi, wykazującemu się już koniunkturalnymi sukcesami, własnych realnych zdobyczy. W latach powojennych, w których błędy reformizmu były już widoczne i rażące, a socjalizm rewolucyjny stawał się siłą ufundowaną teoretycznie i wykazującą się rewolucyjnym dorobkiem, nastąpił rozłam, który zerwał jedność organizacyjną i osłabił wpływy i możliwości rewolucyjnego socjalizmu w ruchu socjalistycznym.

Korzystał z tego wszystkiego reformizm, należący już wówczas do rzędu upadających wielkości i w atmosferze zaniku twórczej myśli socjalistycznej, dogmatyzmu i sekciarstwa trwał siłą bezwładu jako panująca doktryna socjalistycznego ruchu.

Dowodzi to, że dogmatyzowanie zasad twórców naukowego socjalizmu wyrządziło socjalizmowi bez względu na to, przez kogo było stosowane, wielkie szkody.

Skrępowało twórczość, odebrało myśli socjalistycznej możność czujnego dotrzymywania kroku zmieniającym się fazom społecznego rozwoju, rejestrowania nowych praw społecznych rządzących w nowych okresach i uzupełniania swojej wiedzy wnioskami płynącymi z przeżytych doświadczeń.

Było zresztą najzupełniej sprzeczne z wolą i stanowiskiem samych twórców, którzy w nauce swojej nie chcieli podawać dogmatów, ale wskazówki działania.

Nie mniejsze szkody przyniosło socjalizmowi sekciarstwo i polityka rozłamów. Zrywanie jedności organizacyjnej osłabiło tylko możność przeprowadzania i urzeczywistniania w samym ruchu socjalistycznym haseł, w imię których rozłam został dokonany. Wzajemne walki wyczerpywały energię, paraliżowały wolę i pogłębiały bierność.

W polemicznej zaciętości przemieniano błędy w cnotę, chwilowe tendencje w niezmienne prawa, wskazówki w dogmaty, dogmaty w doktrynerstwo, a miarą rzeczy stawała się nie jej wartość, ale wykonawca. Od tego zależało uznanie albo potępienie. Prowadziło to do wzajemnej negacji myśli i poglądów. Kierunki zamykały się w ciasnych skorupach, opancerzając się przed atakiem błędami przeciwnika. Jedni negują wszystko, co wybiega poza ramy demokracji i socjalnych reform, drudzy na przekór oczywistości odmawiają tym instytucjom jakiegokolwiek znaczenia. Tych gubi przesłaniająca wszystko troska o codzienny interes, tamtych zupełny brak zrozumienia dla tych spraw.

Socjalizm cierpiał w tym okresie na brak kierowniczej doktryny syntetycznej, która by łączyła rewolucyjne dążenia z praktycznymi zadaniami dnia, ogólnie zakreślone, jasne zasady działania z negacją uniwersalnych formułek politycznych. Doktryny stosującej niezmienne materialistyczne i dialektyczne metody naukowego socjalizmu do zmienionych warunków rozkładającego się społeczeństwa kapitalistycznego.

Rozdział trzeci

DIAGNOZA

Diagnozą nazywa się w medycynie rozpoznanie choroby na podstawie jej symptomów. Analizowaliśmy dotychczas objawy niemocy socjalizmu – jak zmęczenie mas, obojętność młodzieży, załamanie się przywódców, sukcesy faszyzmu, błędy reformizmu, wyjałowienie myśli socjalistycznej, dogmatyzm i sekciarstwo.

Zanim przejdziemy z kolei do związania tych objawów w całość, dającą podstawę do końcowej diagnozy, należy wyszukać nić wiążących je współzależności.

Analiza ruchu społecznego pod kątem rozdziału jego człowieka i doktryny nie neguje ani przez chwilę wzajemnej współzależności tych dwu elementów. Żaden z nich nie żyje oderwanym życiem, ale razem dopiero tworzą całość wzajemnie na siebie wpływającą i nawzajem kształtującą swoją treść. Symptomy choroby badane oddzielnie związane są jednak z sobą wspólnym źródłem niemocy, nadającym im wszystkim wspólny charakter.

Cóż więc łączy poszczególne symptomy dzisiejszej niemocy socjalizmu?

Zanik aktywności. Bierność!

Czy to idzie o człowieka w ruchu socjalistycznym, czy też o doktrynę – wspólną oznaką niemocy jest bierność.

Zachowanie się mas pracujących, rozczarowanych, zmęczonych, przypatrujących się z ubocza rozwojowi wydarzeń, dowodzi, że socjalizm nie umiał dotąd tchnąć w te masy nowej wiary, nowego zaufania i ducha odrodzonej aktywności.

W walce o młodzież pozostał socjalizm daleko w tyle. Można powiedzieć: stracił kontakt z idącymi generacjami. Nie odmłodził się, nie przyciągnął tych generacji, nie opanował ich umysłów.

Nie odmłodził również duchowo ani fizycznie swego kierownictwa. Pozwolił przywódcom zaskorupić się w nałogach, rutynie i metodach – nie znajdujących absolutnie żadnego zastosowania we współczesnych warunkach walki politycznej.

W walce z faszyzmem cofnął się na pozycje obronne. Nie działał, nie uprzedzał ataków, ale czekał na nie i przegrywał. Wybór broni skuteczniejszej pozostawił przeciwnikowi.

Nadzieje urzeczywistnienia swoich celów budował na złudzeniach pokojowego rozwoju z kapitalizmu do socjalizmu. Widział demokrację tam, gdzie były tylko jej pozory. Nowe formy życia w zjawiskach nietrwałych i przemijających. Śnił i łudził się, idąc drogą najmniejszego oporu.

Myśli socjalistycznej nie rozwijał, nie uzupełniał, nie wzbogacał, rozmieniając zaledwie pozostawione skarby przez twórców naukowego socjalizmu w drobną monetę formułek i dogmatów.

W odłamach krytycznych wykazywał brak praktycznego zmysłu i skłonności do sekciarstwa, osłabiające ich możliwości i szanse ujęcia kierownictwa.

Wszystkie te objawy kryzysu socjalizmu łączy wspólna im cecha zaniku aktywności. Socjalizm stracił w okresie swego kryzysu dawny charakter młodego, twórczego, atakującego ruchu. Żywiołowy rozmach i prężną potęgę myśli, która poprzez wszystkie trudności szuka przebojem dróg wiodących do celu. Pewność siebie ruchu dotrzymującego aktywnie kroku wszelkim przeobrażeniom. Rewolucyjną gotowość wykorzystywania szans aż do ich ostatnich możliwości.

Cechy te wyróżniające ruch socjalistyczny w okresie jego żywiołowego rozwoju ustąpiły miejsca objawom odwrotnym: zmęczeniu, niepewności, zanikowi wiary we własne siły, wahaniom i niezdecydowaniu. Socjalizm stał się jednym słowem bierny i ta bierność stanowi najcharakterystyczniejszą wspólną cechę wszystkich objawów kryzysu socjalizmu.

Należy jednak zapytać: gdzie leżą źródła tej bierności? Czy w zewnętrznych przeszkodach jakie ruch napotykał na swej drodze? W sile oporu, którą mu przeciwstawił stary świat? Wszystko przemawia za tym, że nie takie są właściwe źródła kryzysu socjalizmu. Przyczyny niemocy tkwią w samym ruchu socjalistycznym, a nie poza nim. Przeszkody stawiane socjalizmowi w pierwszych latach jego walki politycznej były, biorąc pod uwagę jego siłę ówczesną i siłę późniejszą, bez porównania większe. A jednak nie wpływały hamująco, ale dodawały sił i podniecały.

Źródło kryzysu leży w samym ruchu socjalistycznym. Ruch socjalistyczny był tak długo potęgą, jak długo atakował. Siłę jego stanowiła rewolucyjna inicjatywa. Rozmach ugrupowania dążącego do zmian, wyzwalającego bez ustanku twórczą potęgę buntu przeciw teraźniejszości, nigdy nie zaspokojonego, prącego naprzód poczuciem sił i żywotności.

Potęgę socjalizmu stanowił ożywiający go duch bezustannej rewolucyjnej inicjatywy.

Duch taki przejawiać się jednak może tylko w ofensywie, tylko w ataku. Bez ofensywy marnieje i zanika. A ruch socjalistyczny stracił od wielu już lat ducha ofensywy. Rewolucyjna inicjatywa przeszła do jego wrogów. Zamiast dążyć do zmian, zaczął się lękać zmian. Zamiast wyzwalać rewolucyjne energie, myślał z niepokojem, czy potrafi je opanować i nimi pokierować.

Socjalizm ostatnich lat stawał się ruchem konserwatywnym, który dąży do utrzymywania istniejącego stanu rzeczy. Strategię swoją budował nie na ataku, ale na obronie. Rację istnienia widział w tym, co ma, a nie w dalszej twórczej walce o nowe zdobycze. W ten sposób przerwał pochód, przystając w połowie drogi, i zamiast rozwijać się w marszu, ponosił klęski na pozycjach nie dających się już obronić.

Źródłem niemocy socjalizmu jest zanik ducha ofensywy, który spowodował bierność ludzi i skostnienie doktryny.

Czy jest to niemoc śmiertelna? Bezwład nieuleczalny wykluczający terapię i kończący się przepowiedzianym załamaniem ruchu?

Poprzedzająca ten rozdział analiza objawów kryzysu socjalizmu nie daje żadnych podstaw dla takich wniosków. Zapowiadana od lat śmierć socjalizmu jest, mimo niewątpliwego kryzysu tego ruchu, zawsze tylko pobożnym życzeniem jego wrogów i przeciwników. Wielkie ruchy społeczne umierają albo na skutek załamania się podstaw ideowych, albo z wyczerpania, agonii ich twórczych możliwości. Kryzys socjalizmu nie jest jednak ani zmierzchem ideologii, ani załamaniem się przyszłych możliwości socjalizmu.

Nie ma zmierzchu socjalizmu!

Upadający ruch rozkłada się zawsze wewnętrznie, tracąc odporność i siłę regeneracji. Socjalizm nie wykazuje tych objawów, przeżywając jedynie okres przełomowy, który jest przejściowym stanem osłabienia i bierności.

Stan ten ustąpi jednak pod naporem nowych wewnętrznych sił, które gromadzą się i wyzwolą wewnątrz samego ruchu socjalistycznego.

CZĘŚĆ TRZECIA

OFENSYWA

Rozdział czwarty

PRZEOBRAŻENIA SOCJALIZMU

Psychologiczne

Jeżeli socjalizm ma przejść do ofensywy, musi odbudować w masach ludzkich zaufanie w swoje twórcze, rewolucyjne możliwości. Zbyt wielką jest dzisiaj rozpiętość między nastrojami mas pracujących a oficjalną doktryną ich politycznych ugrupowań. Masy wyciągnęły konsekwencje ze swoich politycznych doświadczeń, ustosunkowując się negatywnie do programów, które je rozczarowały. Ale podczas gdy one przestały wierzyć w bóstwa wczorajszego dnia, ruch socjalistyczny nie podsumował jeszcze doświadczeń ostatniej epoki.

W nastrojach zbiorowych dzisiejszych społeczeństw zaszły przeobrażenia, którym zorganizowany ruch socjalistyczny nie dotrzymuje kroku. Jeżeli ma tchnąć w te masy – milczące i bierne – nowe, aktywne, rewolucyjne energie, musi do nich przemówić językiem, którym one rozumują. Bez tego nie zdobędzie nowego zaufania ani nie wskrzesi wiary i nadziei. Idzie tutaj o hasła, którymi socjalizm przemawia do mas. Nie mogą to być głównie moralne kategorie, oderwane od miejsca i czasu, w których się je głosi.

Treść myślową człowieka dzisiejszego wypełniają troski gospodarcze. Epoka nabrzmiała jest sokami materializmu, którym myśl socjalistyczna jest przecież najbliższa, których jednak socjalistyczny ruch nie wykorzystuje w pełni.

Społeczeństwo współczesne nie tkwi w nastrojach epoki liberalizmu. Pojęcia tej epoki stały mu się obce. Nie odstraszają go natomiast ani rządy zorganizowanej siły, ani stosowanie bezwzględnego przymusu społecznego, jeżeli tylko widzi w tych elementach nowe rewolucyjne, twórcze możliwości.

Społeczeństwo to na ogół nie orientuje się zupełnie w stosunkach gospodarczych i politycznych czasów, które przeżywa. Jest przygnębione i zdezorientowane. I tak jak zbłąkany na bezdrożach wędrowiec gotów jest w każdej chwili powierzyć się przewodnikowi, tak i ono gotowe jest uznać kierownictwo mniejszości, ale mniejszości rewolucyjnej, świadomej i energicznej.

Te zbiorowe nastroje i drgnienia duszy ludzkiej, wywołane stosunkami ustrojowymi, nie są z natury swojej podglebiem reakcyjnym. Prawda, że prądy reakcyjne wykorzystały je dla swoich celów. Socjalizm nie ma jednak powodu do walki z tymi nastrojami. Zarówno materialistyczne wyczucie spraw, jak odruchy przeciw liberalizmowi, anarchizującemu życie gospodarcze po linii interesów klas posiadających, jak i gotowość podporządkowania się rewolucyjnemu kierownictwu, leży przecież na linii jego zamierzeń.

Ale socjalizm musi w te nastroje wsłuchiwać się, podchwytywać ich kierunek i tendencje i formułować w ramach swoich ideałów w hasła jasne, rzeczywiste, żywe i życie dające.

Nie ma to być pogoń za samem słowem. Dojrzały ruch o historycznej przeszłości i historycznych aspiracjach nie ściga krzykiem nastrojów dnia. Siła haseł socjalistycznych leży w stałej rewolucyjnej gotowości urzeczywistniania, gotowości do największych ofiar dla przemiany hasła w czyn.

Nic tak mas pracujących nie odstrasza i nie zraża, jak rozbieżność między słowem a czynem w życiu organizacji, która je reprezentuje. Jednak nic ich tak nie pociąga i nie wiąże, jak polityczna konsekwencja tej organizacji.

Weźmy dla przykładu jeden odcinek tego problemu. Zasadniczym hasłem ruchu socjalistycznego jest hasło: Proletariusze, łączcie się! Tak brzmi hasło.

A gdzie pozostaje czyn?

To pytanie zadają sobie masy, stojące od lat przed rozdartym obozem socjalizmu.

Dlatego stosunek słów i czynów w ruchu socjalistycznym musi ulec zmianie. Słowo opuści tron.

Wiecowanie nie jest ani najważniejszym środkiem propagandy, ani tym mniej oczywistym dowodem politycznej aktywności. Czynna rewolucyjna inicjatywa, w której słowo i czyn łączą się w jedność, hasło i akcja wzajemnie się uzupełniają, jest równocześnie porywającym środkiem propagandy i najbardziej dynamicznym wyrazem politycznej aktywności ruchu socjalistycznego.

Te żywe i bojowe walory walczącego ruchu może do socjalizmu wnieść tylko młodzież. Ona reprezentuje i skupia wszystkie cechy, którymi odznaczać się musi socjalizm walczący: żywą łączność z nastrojami epoki, rozmach czynu i wiarę w rewolucyjny czyn oraz poświęcenie.

Dlatego walka o młodzież, walka o idących ludzi, jest tak ważną i tak istotną dla ofensywy socjalizmu. Ruch socjalistyczny musi się wyzbyć swej nieuzasadnionej nieufności wobec młodzieży. Musi ją rozumieć, uznawać i otoczyć ciepłą atmosferą uznania i zrozumienia jej roli. Musi w niej pobudzać i rozwijać naturalne elementy inicjatywy i samodzielności, wysunąć jej czynne energie na pierwszy plan i odmłodzić kierownictwo.

Faszyzm zrozumiał od pierwszej chwili, jak ważnym jest czynnik młodzieży na kierowniczych stanowiskach żywego ruchu. I temu zrozumieniu zawdzięcza wiele sukcesów. Już sam tedy fakt, że ruch socjalistyczny stoi w obliczu wroga, który bojowe energie młodej generacji zaprzągł do swojej służby, przemawia za wyrównaniem szans.

Jest jednak jeszcze jedna psychologiczna dziedzina, w której socjalizm pozostaje poza koniecznościami epoki. Jest to dziedzina wychowania.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że zmienione stosunki urobią same przez się pewien nowy typ działacza-socjalisty. Działacza dostosowanego do warunków, wśród których przypada działać. Tak jak klimat, pewne właściwości ziemi nie pozostają nigdy bez wpływu na człowieka, który wśród nich żyje, tak i polityczny klimat faszyzmu nie pozostanie bez wpływu na człowieka, który mu się chce przeciwstawić, a nawet pokonać. Człowiek ten świadomie czy podświadomie, kierując się chociażby tylko instynktem samozachowawczym, nabierze takich cech i zastosuje takie środki, które mu pozwolą opanować otaczające go siły.

W tym rozumieniu można liczyć na sam psychologiczny proces asymilacyjny. Dołączyć się jednak muszą socjalistyczne dążenia wychowawcze, świadome i celowe.

Dotychczasowe wychowanie socjalistyczne zmierzało do wychowania typu człowieka, który by już w ramach kapitalistycznego społeczeństwa jednoczył w sobie cechy obywatela przyszłego społeczeństwa socjalistycznego. Kamieniem węgielnym tego wychowania był bezwzględny humanitaryzm i pacyfizm, jego celem: dobry człowiek.

Zachodzi jednak pytanie, czy przy tym systemie wychowawczym socjalizm nie stanął poza miejscem i poza czasem, wśród których ma działać?

Czy kładąc u podstaw socjalistycznego wychowania bezwzględny humanitaryzm, nie rozbroił się przedwcześnie?

Czy sentymentalny typ socjalistycznego działacza mógł się skutecznie przeciwstawić narzuconej przez faszyzm technice walki politycznej?

Czy, słowem, cechy, które będą kiedyś w przyszłym ustroju socjalistycznym ozdobą i zaletą przyszłego obywatela, nie są często w realnych warunkach ciężarem, odbierającym możność skutecznej walki o ten ustrój?

Nie ulega wątpliwości, że wychowanie socjalistyczne musi służyć zadaniom epoki, że celem jego nie jest dzisiaj wychowywanie obywatela nieistniejącego jeszcze ustroju, ale bojowej jednostki zdolnej do skutecznej walki o ten ustrój.

W tym kierunku pożądana jest reforma dotychczasowego systemu socjalistycznego wychowania.

Organizacyjne

Zasady te przeniesione w życie praktyczne zazębiają się w samą istotę organizacji ruchu socjalistycznego, zadania i rację istnienia poszczególnych socjalistycznych ugrupowań, ich rozmiary i technikę działania.

Masowe prądy i dążenia przeszłyby bez śladu, gdyby nie istniała organizacja kierująca. Ona im wytycza łożysko, skupia ich energie i prowadzi planowo ku kolejnym zadaniom i celom.

Sama organizacja nie jest celem dla siebie. O jej racji istnienia stanowią dopiero zadania, którym służy.

W tym wypadku zadanie przygotowania społecznej rewolucji. Ono stanowi główną rację istnienia organizacji socjalistycznej i ku niemu nagiąć się muszą celowo wszystkie organizacyjne zasady.

Ruch socjalistyczny stoi obecnie przed trzema organizacyjnymi problemami. Są to zagadnienia jedności, masowości i jawności. Rozpatrzmy je kolejno.

Organizacyjnym ideałem ruchu socjalistycznego jest najszerzej pomyślana jedność. Jedność ta nie wyklucza, w okresie przedrewolucyjnym, ugrupowań, działających w jej ramach, o ile zrodziły je i ożywiają twórcze, aktywne, rewolucyjne dążenia, które nie mogły gdzie indziej znaleźć wyrazu. Rola tych ugrupowań musi być jednak twórcza. Samodzielna, ale złączona w wyższych płaszczyznach we wspólne socjalistyczne akordy. Wtedy rywalizacja grup, wzajemna kontrola i krytyczne podejście wpłynąć by mogły nawet, w pewnej mierze, twórczo i ożywiająco na całość ruchu.

Ale system, w którym jedno ugrupowanie widzi naczelną rację istnienia w błędach drugiego, nie rodzi nowej siły ani nie pomnaża możliwości. Rodzi natomiast bezmyślną zaciekłość grupy, fanatyczną i nieustępującą nawet wtedy, kiedy znikła jej przyczyna. Wtedy w walkach wzajemnych marnotrawią się energie, ginie wiara i zaufanie, a właściwe zadania wspólnego ruchu ustępują na dalszy plan.

Wiele przemawia za tym, że ruch socjalistyczny dojrzewa do urzeczywistnienia nie mechanicznej, ale wyższej jedności, a grupowe tradycje, przywiązania i interesy oddadzą się w służbę interesów rewolucji społecznej i sprawy socjalistycznej jako całości.

Drugim aktualnym organizacyjnym problemem jest sprawa jawności i związana z nią sprawa masowości socjalistycznej organizacji.

Jeżeli polityczna organizacja ruchu socjalistycznego służyć ma świadomemu przygotowaniu społecznej rewolucji, to należy zapytać, czy jest to możliwe przy utrzymaniu zasady pełnej jawności istnienia i działania?

Nie znaczy to, że ruch socjalistyczny zrezygnować ma z możności jakiegokolwiek jawnego działania w tych krajach, w których jest to jeszcze dotąd możliwe. Ale znaczy, że tej wyjątkowej już w epoce faszyzmu tolerancji nie może okupywać rezygnacją z swego najbardziej istotnego zadania.

Dlatego pełna, jawna działalność politycznych organizacji ruchu socjalistycznego stawać się będzie coraz rzadszym wyjątkiem.

Odbije się to w znacznym stopniu na masowości socjalistycznych organizacji.

Przewaga metod parlamentarnych w ruchu nastawiła organizacje socjalistyczne pod znakiem liczby. Socjalizm wierzył w samą siłę liczebnej przewagi i zaufał nieraz potędze cyfry. Likwidacja parlamentaryzmu odebrała jednak liczbie jej realne, doraźne polityczne znaczenie. Praktyczne znaczenie organizacyjne odbiera jej coraz powszechniejsza likwidacja jawnych, socjalistycznych organizacji. Nie można więc siły socjalistycznej rewolucyjnej organizacji mierzyć jej liczebnością. Między organizacyjnym zasięgiem a rzeczywistą siłą i wpływami może być różnica olbrzymia.

Element masowości odgrywa niewątpliwie w okresie społecznej rewolucji i ustrojowych przeobrażeń rolę najbardziej doniosłą. Rola ta jednak z natury rzeczy ogranicza się w okresie poprzedzającym i przygotowawczym, w których przodownictwo i kierownictwo przejmuje w znacznej części jej zadania. Wtedy jakość składu osobowego organizacji socjalistycznej musi dać gwarancję, że organizacja ta skupia pewną ilość ludzi oddanych aktywnie sprawie, heroicznych i ofiarnych, na których można liczyć w każdej sytuacji.

Taktyczne

Czy można wiedzę tak praktyczną jak sztuka zwyciężania ująć w teoretyczne szablony?

Doświadczenie uczy, że próby ścisłego zastosowania wzorów zwycięskiej rewolucji, niezależnie od ogólnej sytuacji kraju i psychologii jego środowiska, nie dały nigdy spodziewanych rezultatów.

I dlatego pierwszym założeniem taktycznym musi być przeświadczenie, że zasady taktyki socjalistycznej nie stanowią martwych szablonów.

Taktyka to sztuka radzenia sobie.

Zasady taktyki socjalistycznej nie mogą wyjść poza ramy pewnych uogólnień, opartych na doświadczeniach przegranych i wygranych walk. Myśl socjalistyczna może tylko zakreślić pewne ogólne podstawy o charakterze zasadniczym i oprzeć na nich wskazówki i zalecenia, które uzupełnić jednak należy intuicyjnym wyczuciem i przemyśleniem konkretnej sytuacji.

W okresie demokracji parlamentarnej taktyka socjalistyczna była zasadniczo taktyką pokojową. Taktyką walk parlamentarnych i stopniowych reform socjalnych.

Nie można tej taktyce odmówić realnych zdobyczy. Ale zdobycze te, poddane historycznej próbie czasu, okazały się zupełnie nietrwałe. Rozwój wydarzeń przekreślił ich rezultaty i przekreśla je w dalszym ciągu.

Oczywiście, że istnieją jeszcze kraje, w których demokratyczne formy pozwalają dotąd uzyskać masom pracującym jakieś częściowe polityczne, gospodarcze czy kulturalne korzyści. Ale są to korzyści przemijające. Istnieją również możliwości wykorzystania momentów chwilowej poprawy gospodarczej dla lepszych warunków pracy i płacy. Jednak i te zdobycze są w ustroju kapitalistycznym nietrwałe.

Prawda, że konieczność utrzymania łączności z masami pracującymi przez troskę o ich codzienne życiowe interesy nakłada na ruch socjalistyczny obowiązek walki o te drobne korzyści. Towarzyszyć jej jednak musi świadomość, że zdobycze te w ustroju kapitalistycznym nie stanowią absolutnie fundamentu przyszłego ustroju socjalistycznego. Nie mają bowiem żadnych cech trwałości.

I dlatego taktyka ruchu prowadzić musi ku możliwościom trwałych i gruntownych przeobrażeń społecznych.

Czy możliwości te są zbyt odległe?

Mimo pozornej stabilizacji idzie przez świat nieustająca fala kryzysów społecznych i konfliktów, które nie mogą w tym ustroju znaleźć rozwiązania. Ustrój kapitalistyczny odsłania coraz bardziej organiczną niezdolność wyprowadzenia narodów na drogę dalszego rozwoju.

Rozpoznanie tej niemocy utrwala się stopniowo, mimo przeszkód i ciemnoty, coraz bardziej w świadomości mas. Masy, nawet bierne, objęte są jednak fermentem niezadowolenia i ponurej rozpaczy. Proletariat z nienawiścią, klasy średnie z rosnącym rozczarowaniem i rozgoryczeniem doświadczają z roku na rok własnymi przeżyciami etapy rozkładu i uczą się odróżniać czarne od czerwonego.

Te dwie przesłanki: niezdolność wyprowadzenia narodów ku jakimś dalszym rozwojowym możliwościom i rosnąca świadomość ustrojowych przyczyn tej niemocy stawiają na horyzoncie socjalistyczną rewolucję społeczną.

Są to jednak przesłanki bierne. Szanse i możliwości, które zaistnieją, które mogą jednak niewyzyskane zniknąć, jeżeli nie uzupełnią ich czynne przesłanki zwycięskiego i trwałego klasowego przeobrażenia.

Sama świadomość, że ustrój obecny nie umie rozwiązać istotnych zadań narodów, nie pchnie mas ku czynnej, socjalistycznej, rewolucyjnej inicjatywie. Pozostawi je bierne albo nawet uczyni z nich łup kapitalistycznych formacji występujących pod antykapitalistyczną maską. Uczą tego doświadczenia dotychczasowego przebiegu kryzysu i masowych sukcesów faszyzmu.

Potrzebna jest ponadto jasna, socjalistyczna perspektywa rewolucyjna, która obdarzy kierownictwo pewną ręką i wiarą w siły proletariatu, odbuduje w masach zaufanie i wiarę w twórcze, wielkie, historyczne możliwości ruchu socjalistycznego, ugruntuje przyszłą, śmiałą rewolucyjną inicjatywę proletariatu i gotowość klas średnich do poparcia tej inicjatywy.

I na tym polu centralnych zagadnień taktycznych ruchu tak wiele jest w okresie przygotowywania nowej ofensywy socjalizmu do zrobienia.

Odnowienie

Czy socjalizm zdobędzie się na wytworzenie i skupienie tych wewnętrznych, aktywnych sił, które mu pozwolą przeprowadzić proces odnowienia i odrodzenia ruchu?

Czy myśl socjalistyczna postawi trafną diagnozę niemocy i ustali właściwe środki terapii?

Czy wytyczy drogi nowej, zwycięskiej ofensywy socjalizmu?

Dokonują się w myśli socjalistycznej przeobrażenia, które ostrzą i udoskonalają broń przyszłej ofensywy socjalizmu w ogniu doświadczeń.

Rośnie zainteresowanie dla zgłębienia zasadniczych zagadnień walczącego socjalizmu, nowych zjawisk i nowych problemów ruchu.

Rozwija się dążność do krytycznej analizy dotychczasowych taktycznych założeń i do oparcia na ich wynikach nowych dróg i nowej socjalistycznej orientacji.

Nie są to oznaki ucieczki od rzeczywistości, tylko wysiłki wiary i woli przygotowania nowej ofensywy socjalizmu.

Im mocniej zespolą się i zjednoczą wszystkie twórcze siły socjalizmu międzynarodowego dokoła tych zadań, tym silniejsze będzie jej uderzenie i trwalsze rezultaty.

 

Józef Loos
___________________
Powyższy tekst to cała broszura, Księgarnia Robotnicza, Warszawa 1934. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Jako grafikę wykorzystano pocztówkę wydaną w początkach XX wieku przez redakcję socjalistycznego dziennika „Naprzód” – organu Polskiej Partii Socjal-Demokratycznej.

 

Józef Loos – adwokat, działacz Bundu, a następnie funkcjonującego przy PPS Żydowskiego Komitetu Obywatelskiego, działacz PPS, publicysta „Naprzodu” i „Robotnika” oraz autor pracy „Więzienia w Polsce. Cyfry i fakty”, wydanej staraniem Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *