Związek Polskiej Młodzieży Robotniczej „Siła”

Zarys programu pracy samokształceniowej w kole młodzieży

[1922]

Tylko wiedza i robotnicy zwalczą przeszkody tamujące rozwój kultury.

Ferdinand Lassalle

Proletariat wytworzy ludzi wolnych. Ulepszy i uzacni obyczaje. Jego zadaniem jest już dziś założenie podwalin moralności wytwórców.

Stefan Żeromski

 

Ideologia kół samokształcenia

Kapitalizm – to w pierwszym rzędzie system społecznego wyzysku, to taki układ ekonomiczny i taki ustrój prawny, który umożliwia i do godności zasady podnosi wolność eksploatacji człowieka przez człowieka. Myliłby się jednak ten, kto by kapitalizm ograniczył do etykiety jedynie pewnego układu stosunków prawno-ekonomicznych. Tak jest bezsprzecznie, ale obok tego – to równorzędny systemat moralności, wiedzy i sztuki. Nie masz bowiem tego czy innego układu ekonomicznego bez odpowiednio dopasowanej duszy ludzkiej. Ona jest pryzmatem, w którym kapitalizm – ustrój ekonomiczny – rozszczepia się na tęczę wiedzy, sztuki i moralności. Ona – jak każdy jej promień – jest przesiąknięta miazmatami wyzysku, wyziewami niewoli i zaprzedania jednych drugim.

Wyniszczenie i zdruzgotanie wyzysku byłyby więc niekompletnymi, wręcz powiem, problematycznymi, gdyby proletariat walczący ograniczył się do walki jedynie na terenie ekonomicznym. Wyzyskowi bitwę generalną wydać należy na każdym polu, na każdym zagonie życia. Tylko tą drogą utnie się łeb hydrze kapitalizmu, bez obaw, by znów ożył.

  ***

To było myślą przewodnią Lassalle’a, gdy w obronie swej przed sądem mówił:

„Związek wiedzy i robotników, tych dwóch biegunów życia społecznego, które zjednoczywszy się, zgniotą w swym żelaznym uścisku wszystkie przeszkody stojące na drodze do kultury – oto cel, któremu poświęciłem swoje życie”. Tę też, zapewne, myśl wyraził Stefan Żeromski, pisząc o ruchu proletariatu: „Zasadniczą jego cechą będzie dążenie do ocalenia cywilizacji. Jego zadaniem jest już dziś założenie podwalin moralności wytwórców”.

Taką też winna być myśl przewodnia tworzenia kół samokształcenia młodzieży robotniczej.

„Tworzenie związku wiedzy i robotnika”, jak chce Lassalle, czy też „założenie podwalin moralności wytwórców”, jak pisze Żeromski.

***

Nie martwe więc nabywanie wiadomości, nie mieszczańskie polerowanie umysłu, a twórcze przekuwanie wiedzy na oręż walki klasowej o wyzwolenie, dążenie do ocalenia cywilizacji – oto jaką winna być atmosfera wewnętrzna kół samokształcenia.

Zakres i cel pracy

Samokształceniem czy też samouctwem zwiemy potocznie zdobywanie wiadomości drogą wyłącznej własnej pracy. Samokształcenie jest więc pojęciem określającym sposób pracy – własny wysiłek – nie mówi nic o treści tejże pracy, a jednak jest to właśnie zagadnienie najkapitalniejsze.

Tu tkwi węzeł całej sprawy.

Co ma być treścią naszej pracy?

Gdybyśmy odpowiedzieli, że treścią naszej pracy ma być zdobywanie całej wiedzy, nauki we wszystkich kierunkach, skazani bylibyśmy z góry na rozpaczliwe załamanie rąk. Obszar wiedzy jest tak wielki, środki pracy samokształceniowej tak małe, że dysproporcja ta zwichnęła by najlepsze nawet chęci.

Tak źle jednak nie jest. Wymagania nasze nie tylko muszą, ale i mogą być mniejsze, bez szkody dla zasadniczego celu.

Jakiż bowiem ma być nasz stosunek do całokształtu wiedzy.

Stosunek ten określony mamy już w aforyzmach Lassalle’a i Żeromskiego:

„łączność wiedzy z robotnikiem” – „założenie podwalin moralności wytwórców”.

Wyjaśnijmy go stopniowo:

a) Łączność wiedzy z robotnikiem.

Wiedzę można traktować albo: 1) jako fach pewien, na którym budujemy określony zarobek, 2) jako pewne umiłowanie umysłu celem zaspokojenia popędu wiedzy, 3) jako pewien składnik własnej kultury etycznej, czyli jako pewien dorobek zasad postępowania.

Zaznaczymy od razu, że te trzy punkty nie wyłączają się nawzajem, że kojarzą się ze sobą bardzo często, ale mogą też ze sobą się nie zgadzać, spierać.

Oto przykłady: student poszedł na medycynę – kalkuluje, że to będzie najbardziej zyskownym zajęciem. Sam przedmiot interesuje go mało, poświęca mu się tylko o tyle, |by uzyskać mógł dyplom, względnie rozpocząć praktykę. Jest lekarzem tylko w godzinach zajęć; poza nimi – to przeciętny „ptak niebieski” czy też dorobkiewicz.

Oto typ pierwszy.

Inny: studiuje medycynę, interesują go problematy, zagadnienia, jako niesłychanie pobudzające jego mózg. W życiu, co go otacza, dostrzega te same pytania, co dojrzał, czytając swoje księgi.

Oto typ drugi: medyk w każdym calu.

Wreszcie trzeci.

Studiuje przedmiot swój z zamiłowaniem, interesuje się zagadnieniami, jakie bada, ale nie wystarczają mu one same w sobie. Są one zaledwie cząstką życia. Tak czy inaczej na to życie wpływają. Taki czy inny on sam stosunek do życia obierze.

Poświęciwszy się medycynie, znajduje w niej bogaty materiał dla tworzenia poglądu na świat i otoczenie. Nie tylko zagadnienia zdrowia czy choroby go interesują. Nie wiem, czy będzie z niego wybitny specjalista, ale rozumiem, że będzie z niego człowiek.

Oto typ trzeci.

Jakim ma być nasz stosunek?

Dla nas możliwą jest tylko trzecia droga.

Wiedzę ująć możemy jako środek podniesienia naszej świadomości klasowej, naszej zdolności bojowej. Zakresem więc pracy naszej jest i być musi każdy dział wiedzy, każdy jej pierwiastek, z którego będziemy budowali nasz świat nowy.

Ludźmi nowego społeczeństwa być mamy, ludzi więc w sobie tworzyć musimy.

Ale w ten sposób stanęliśmy na progu zagadnienia drugiego:

b) Założenie podwalin nowej moralności.

Każdy chyba zrozumie, że nie idzie tu o jakieś tworzenie czy też dyktowanie takich czy innych wskazań moralnych. Dekalogi nie są rebusami, które trzeba odgadywać, czy też menu obiadowymi, które się układa.

Nie będzie to też uprawianie jakichś hinduskich oddychań czy też innych sztuk magicznych. Moralności nie osiągnie się przez bydlęcenie mózgu. Tkwi ona w życiu, jest jego osadem.

Uświadomiwszy sobie jego bieg, jego sens i zbadawszy jego zawartość, staniemy u podwalin moralności. „Poznaj samego siebie” – tak brzmiała najwyższa zasada etyki Sokratesowskiej. Takim musi być i nasze stanowisko. „Klasa robotnicza musi poznać samą siebie” – w niej tkwią podwaliny nowej moralności.

Schematyczny przegląd zakresu pracy

Tak więc obie drogi naszych rozważań zbiegają się u jednego punktu wyjścia, wyznaczając zakres wspólnej pracy.

Obejmuje on dwie główne gałęzie: pierwsza – rdzeń pacierzowy naszej pracy – to zagadnienia prawno-społeczne i historyczne. Mają one wyjaśnić, czym są klasa robotnicza i ruch proletariacki wśród zjawisk społecznych. Mają wytłumaczyć, czym jest społeczeństwo (socjologia), czym państwo (nauka o państwie), czym zjawiska ekonomiczne (ekonomia), jaką jest ich historia (nauki historyczne), a więc dać znajomość tego, co pozwoli ustalić istotę ruchu proletariackiego. Druga – to żywe ciało na owym szkielecie rozpięte – to zagadnienia filozoficzno-etyczne i przyrodnicze. Mają one wyjaśnić nam postulaty ruchu proletariackiego, te wszystkie pozytywne ideały, jakie do życia powołać zamierzamy. A więc wyjaśnić muszą zagadnienia życia (nauki przyrodnicze i filozoficzne), zagadnienia moralności (etyka) i zagadnienia piękna (estetyka i sztuka).

Zakres ogromny, pole dla pracy olbrzymie. W imię zasady jednak – mierz siłę na zamiary, nie zamiar podług sił – nie wolno pola tego zwężać, lecz z odwagą i śmiałym postanowieniem swego dopiąć na podbój wiedzy wyruszyć.

Drogi i środki

Sposób wykonywania pracy jest zawsze określony przez samą treść tej pracy. Treść decyduje o drogach, jakimi się idzie. Pogłębienie własnej świadomości klasowej, wydobycie z niej wszystkich składowych pierwiastków, oczyszczenie ich z obcych naleciałości – oto treść naszej pracy.

To wszystko, co najskuteczniej oczy nam na własne wnętrze otworzy, to wszystko, co z nas samych na wierzch przyszłe fundamenty wyniesie – to będzie droga, po której pójdziemy.

1)    Zagadnienie, jakie sobie postawiliśmy, jest zagadnieniem nienowym. Zagadnienie, które tytułuje się zazwyczaj – kwestia robotnicza czy kwestia socjalna – ma swoją długą historię, historię zarówno w książki ujętą, jak i w etapy długich walk i ofiar. Zapoznanie się z nią – oto będzie pierwsza i podstawowa nasza droga.

2)    Ale tym nie wyczerpuje się wszystko. Nie dość jest zapoznać się z samem zagadnieniem. Nie dość jest uświadomić sobie całą jego treść, wskazówki rozwiązań otrzymać. To, co się przemyślało, trzeba następnie przeżyć.

Obok studiów więc wspólnych, obok właściwego samokształcenia musi stanąć bogate życie zrzeszeniowe. Nie dość nabywać tę czy inną wiedzę, trzeba i żyć kulturalnie. Praktykowanie takiego życia – oto droga wtóra.

***

Zadaniem moim jest metodyka pracy pierwszej. Na tym więc poprzestanę.

Metodyka pracy samokształceniowej

Jeżeli rzucimy okiem na dorobek istniejących kół samokształcenia, to rzuci się nam w oczy chaotyczność ich pracy wewnętrznej, brak jednolitości kierunku i brak jednolitości metod. Tematy opracowywane tworzą istny groch z kapustą. Jedne tłumaczy aktualność, drugie  –okolicznościowy prelegent, trzecie – chyba cud Boski… Takiż groch z kapustą tworzy i publiczność, której zjawianie się wytłumaczyć jest zdolna chyba „siła fatalna”, wreszcie nie lepiej dzieje się i ze sposobem pracy. To „odczyt” jest wygłaszany, to zebranie okolicznościowe i do niego przyczepiona prelekcja. Ba, nawet nieraz po odczytach następują tańce. Gdzież można mówić w takich warunkach o jakiejkolwiek przyjaznej atmosferze dla trwałej i poważnej pracy samokształceniowej. Atmosfera ta zaś to pierwszy warunek samej pracy. Lepiej jej nie prowadzić, lepiej jej się wyrzec, niż w taki ją sposób uprawiać. Stokroć pożyteczniej jest stwierdzić smutny fakt, że nie dorośliśmy do prawdziwej pracy, niż okłamywać się i tworzyć złudzenie wśród stowarzyszonych, że wiele z siebie dają, kiedy z łaski na odczyt się zejdą, marząc o niebieskich migdałach.

Jeżeli więc uznajemy pracę samokształceniową jako jeden z nieodzownych działów zrzeszeń młodzieży robotniczej, to pierwszym warunkiem ich musi być nie dorywczość, a stałość pracy. Nie od dobrej woli stowarzyszonego, nie od jego miłej chęci czy przypadku zależeć winno zjawienie się na zebrania. Udział w pracy musi być ciągły, a więc koła pracy samokształceniowej muszą być oparte na przymusowej współpracy. Każdy stowarzyszony w imię statutu winien brać udział w pracy.

To pierwszy krok na drodze samokształceniowej.

Drugi to ustalenie zakresu pracy, wybór przedmiotu.

O zakresie pracy mówiłem już poprzednio, obecne pytanie, które mamy rozstrzygnąć, ogranicza się do odpowiedzi, w jaki sposób ów zakres ma być wyzyskany przez koła samokształcenia. Narzucają się tu dwa rozstrzygnięcia: albo wybrać sobie jeden dział, np. zagadnienia ekonomiczne, i na tym się ograniczyć, lub też objąć pracą cały zakres. Obie drogi mają swoje zalety i swoje wady.

Pierwsza może się pochwalić, że skupia umysł na jednym tylko zagadnieniu, więc go nie rozprasza, a tym samym, pozwala ująć go dokładniej, wniknąć lepiej i szerzej. Wadą jej jednak będzie, że wprowadzać może jednostronność, znieczulić oko na szeregi innych zagadnień, a, jednocześnie, że odpowiadać może tylko pewnej ilości zrzeszonych, innych bowiem zagadnienia poruszane mniej interesować mogą.

Druga – odwrotnie, obejmując cały zakres, tym samym kształci wszystkie umiłowania, wzbudza drzemiące myśli, lecz łatwo stać się może powierzchownym ślizganiem się po tematach, tym, co popularnie się zowie nauką „po łebkach”.

Jak więc sprawę rozstrzygnąć? Sądzę, że jednak przechylić się trzeba na stronę drugiego rozwiązania.

Celem i dążeniem naszym jest nie ogarnięcie czy drobiazgowe zapoznanie z tym lub owym działem nauki, lecz wytworzenie ogólnego, a więc możliwie wszechstronnego światopoglądu.

Mamy nauczyć się możliwie szeroko na świat patrzeć, możliwie więcej pierwiastków z własnej duszy wydobyć.

Jedyną zaś na to metodą jest nie zasklepianie się w jednej wąskiej dziedzinie, lecz na odwrót, czerpanie z pełnej misy. Kładę na to tym większy nacisk, że niestety z praktyki kół młodzieży robotniczej wiem, że tam jedynie i wyłącznie prawie tematy ekonomiczne są poruszane. Całe zaś bogate dziedziny etyki, literatury i zagadnień przyrodniczych są lekceważone wprost po wielkopańsku. Jest to na ogół szalony grzech wobec kultury robotniczej.

Stąd nie waham się wybrać tej drugiej drogi, choć widzę jej niebezpieczeństwo. Wybierając ją jednak trzeba z góry obmyślić środki, by zapobiec bigosowi wiadomości i owym, nieraz przerażającym studiom po łebkach.

Przede wszystkim zwrócić trzeba dużą uwagę na to, by obrać z góry wyraźny punkt obserwacji, który należy przeprowadzić przez cały okres pracy.

Wyjaśniam na przykładzie.

Biorę pierwszy etap pracy – zapoznanie się z elementarnymi wiadomościami z wszystkich dziedzin.

Rozpoczynamy od studiów nad ekonomią polityczną. Zapoznajemy się z pojęciami podstawowymi jak praca, kapitał, wartość, renta itp. Ogarnęliśmy je w mniej więcej dokładny sposób. Cóż dalej… czy należy porzucić poruszany przedmiot i rozpocząć, na przykład, poznawanie historii polskiej?

Nie! Wszak nerwem historii państw jest rozwój stosunków społecznych, a na dnie tych tkwi znów rozwój ekonomiczny. A więc wniosek prosty. Niechaj praca nad historią Polski będzie ilustracją nabytych uprzednio wiadomości ekonomicznych. Zadajmy sobie trud zwrócenia uwagi na rozwój stosunków społecznych w Polsce… ujrzymy tam rozwój antagonizmów klasowych, które już przy pracy nad ekonomią społeczną poznaliśmy.

A dalej?

Czyż literatura polska nie będzie tą ilustracją? Znajdą się niejedne ciekawe z niej obrazki. Zwiążemy ją przede wszystkim z rozwojem politycznym narodu, a przez ten podamy rękę zagadnieniom społecznym. Nić pokrewieństw – choć skryje się od czasu do czasu – wyłoni się jednak bardzo często i nada pracy pewną łączność, która zrówna w jednolity, nie zaś pełny rozgardiaszu charakter.

Przeczuwam zarzut, że praca, o której mówię, nie może być prowadzona przez początkujących. Wzniesienie się na ten poziom wymaga już pewnej jednolitości umysłu pracującego… ale o tym potem.

Tu chcę tylko podnieść i jeszcze raz podkreślić, że tak, a nie inaczej pracę należy prowadzić.

Za wszelką cenę należy uzyskać ten charakter pracy – możliwie obszerny teren zagadnień, przy możliwie wielkiej zwartości opracowania. Jednym słowem: szerokość widnokręgu, ostrość patrzenia.

***

Jak to uzyskać? A więc – czy młodzież sama zrzeszona zdolna będzie nadać taki charakter pracy, o jakim mówię?

Odpowiadam – nie! Dla pierwszego etapu kół samokształcenia niezbędny jest kierownik, którego właśnie zasadniczym zadaniem będzie nadawać ów jednolity kierunek pracy, nie dozwolić rozproszyć się umysłom, skupiać je przy zapoznawaniu się z najrozmaitszymi szczegółami.

Stąd też, jako drugi punkt regulaminu kół samokształcenia, przewiduję, obok przymusowego udziału stowarzyszonych, znalezienie i obranie doświadczonego kierownika pracy.

Pewnikiem jest wszak, że dla chórów młodzieży bierzemy zazwyczaj nauczyciela śpiewów. Nikt się o to nie spiera, a czyż można przypuszczać, że praca również nad talentami pracy umysłowej może być zupełnie samorzutnie prowadzona? Mamy wszak samouków-śpiewaków, mamy samouków pracy umysłowej, ale nie sądzimy, by tych było więcej niż pierwszych.

***

Z chwilą, gdy już ustaliliśmy ilość zrzeszonych, z których każdy bierze udział w pracy, posiadamy kierownika pracy, jak samą pracę ukształtować mamy?

Nie ulega wątpliwości, że praca samokształceniowa to praca, gdzie każdy sam się kształci – a więc kierownik ma dawać tylko impuls pracy, nie uczyć!

Nie prowadzi więc wykładów, nie uczy, lecz zmusza, by zrzeszeni uczyli się sami i uczyli innych.

A więc koła samokształceniowe mają być z charakteru swego terenem nie jakiejś szkolnej pracy (która zresztą coraz bardziej nabiera samokształceniowego charakteru), lecz pracy, którą wykonują sami zrzeszeni.

Stąd też uważam za nieodzowne, a raczej za jedyny system umiejętne czytelnictwo.

A więc dalszy krok to utworzenie biblioteki koła. Niech zawiera 5, 10 czy 20 książek. Niewiele, ale niechaj ona istnieje. Bez niej nie masz koła!

I znów parę słów na tle praktyki zrzeszeniowej! Znam biblioteki kół – co za chaos książek! Dobór zawsze wypadkowy, zawsze „cudowny”.

Mniej książek, ale jednolitych, zarówno potrzebnych do pracy! To warunek istnienia biblioteki.

***

Kiedy biblioteka już jest – można rozpocząć pracę.

Obieramy cykl książek, jakie opracować mamy.

Biorę przykład:

1.    Ekonomia polityczna – Bogdanow

2.    Historia Polski – Grabiec

3.    Historia literatury – Chrzanowski

4.    Kształcenie woli – Payot

Dzielimy je wśród zrzeszonych. Dwóch opracowuje każdą.

Każdy czyta rozdział czy pewien dział i następnie referuje pozostałym na zebraniu. Porządek referatów – to dział kierownika. On musi czuwać nad ich wzajemną łącznością, nad ich zestrojeniem się.

Oto przykład: referat pierwszy: 1) praca i kapitał (według Bogdanowa); referat drugi: 2) okres książęcy w Polsce (według Grabca, rozdział IV; kierownik informuje: referujący zwróci uwagę na tworzenie się szlachty i włościan w Polsce, ich wzajemny stosunek, przewaga szlachty, duchowieństwo, czy istnieje tu już antagonizm pracy i kapitału); referat trzeci: 3) Rej i Kochanowski (odczyt ten wybiega poza odczyt drugi, ale przy Reju referujący zwróci uwagę na fizjonomię szlachecką Reja, uprzytomni jej dążenia, zwróci uwagę na charakterystykę obyczajów Polski. Kochanowski posłuży do silniejszego uwydatnienia tych rysów); referat czwarty: 4) wola i charakter (według Payota; kierownik zwróci uwagę, że referujący po wyjaśnieniu według Payota wpływu woli na charakter, możności samowychowania, na zasadzie przesłuchanych referatów wskaże, jak charaktery jednostek kształtują warunki społeczne, historyczne, ilustrować będzie Rej, zwróci też uwagę na charakter człowieka pracy i charakter kapitalisty itp.). Cztery te referaty obliczone na okres 2-miesięczny (raz na dwa tygodnie zebranie dłuższe) będą stanowiły cykl zamknięty.

Poruszone będą zagadnienia przeróżne, a jednak zjednoczone myślą przewodnią.

Zrozumiałym jest, iż zależnie od materiału zrzeszeniowego poziom ich może być znacznie niższy czy też poważniejszy. W zestawieniu chciałem tylko dać przykład sposobu układania planowego referatów, powtarzam bowiem jeszcze raz, że tylko systematyczność i jednolitość pracy oraz jej wszechstronność mogą dać owocny rezultat.

***

Na tym jednak nie koniec.

Każdy referat opracowuje co najmniej dwóch. Mogą się dzielić pracą czy też wspólnie cały zakres opracować, ale reszta słuchaczy nie może być bierna. Muszą oni być również czynni i zdać sprawę, że takimi są. Po odczycie więc za warunek musi być postawione, by na los wybrany słuchacz zreferował odczyt i zaopatrzył go swoimi uwagami. Jasnym jest, że pierwotnie ograniczy się słuchacz prostym zreferowaniem, to jednak następnie zjawiać się będą i uwagi, wreszcie wyłonią się pytania i dyskusja. Czekać na nią jednak nie można, a więc stąd przymus referowania odczytu.

Pożytecznym będzie też obowiązek zapoznania się już uprzednio z tematem referatów, choć pobieżnie przez zrzeszonych.

***

Dyskusja! Oto dopiero znak, że praca wydała rezultaty. Do tego więc zdążać muszą referaty, to też winno być myślą i ambicją kierownika. Stąd też nieodzownym jest, prócz owej systematycznej pracy, podjąć i drugą, która będzie dopełniać pierwszą, uzupełniać – ale nigdy zastępować.  Myślę tu o zebraniach ogólnych, prócz zrzeszonych w kołach samokształceniowych. Wyznaczając tamte co dwa tygodnie, otrzymamy czas na zebrania niejako nadzwyczajne na tematy aktualne bądź obrane swobodnie przez kierownika czy też stowarzyszonych.

***

Oto mniej więcej zarys pracy kół samokształceniowych.

Zarys może zbyt nikły, ogólnikowy, bałamutny…

Ale wróg przed bramami!

Już czwarty rok dobiega państwowości naszej!

Wolne ręce ma proletariat polski w walce i pracy swojej, a jednak jakże martwo wśród młodzieży robotniczej!

Dokądże tak będzie!

Trzeba zwołać ludzi, trzeba ich skrzyknąć!

Jak najprędzej!

A więc do druku, broszuro! Tak myślimy pracować! Niechaj ci, co winni o tym myśleć, poprawią błędy planów naszych! To jest jedynym zamiarem naszym! Byle z miejsca ruszyć! Byle pracę rozpocząć!

Stanisław B-wicz
___________________________
Powyższy tekst to cała broszura, nakładem Związku Polskiej Młodzieży Robotniczej „Siła”, Warszawa – Łódź – Radom – Lublin – Zagłębie Górnicze 1922, Biblioteka Młodzieży Robotniczej nr 2. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Związek Polskiej Młodzieży Robotniczej „Siła” – organizacja oświatowa związana z Polską Partią Socjalistyczną. W roku 1923 wraz z innymi podobnymi organizacjami weszła w skład Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR).

Warto przeczytać także:
•    Feliks Gross: Nowe doświadczenia oświaty robotniczej [1937]
•    Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego – Oddział im. A. Mickiewicza w Krakowie: Sprawozdanie za rok 1937 
•    Władysław Wolert: Robotnicza i socjalistyczna oświata w Belgii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *