B. Zan

Zagłębie Dąbrowskie pod panowaniem francuskiego kapitału

[1924]

O gospodarce w kopalniach Zagłębia wiele już pisaliśmy w prasie socjalistycznej i tomy całe po prostu można by jeszcze napisać. Wobec tego, że cały przemysł w tej chwili, a zatem i węglowy przeżywa silny kryzys, oraz że przemysłowcy szukają sposobów i środków, przy pomocy których mogliby obniżyć koszty produkcji, należy jeszcze raz wskazać na ich rabunkową, wadliwą gospodarkę. Mamy w Polsce różne ligi pracy, stronnictwa samopomocy społecznej i różne inne przez kapitalistów stworzone i płatne grupy, mające za cel łamanie strajków robotniczych i walkę ze zdobyczami robotników, a przede wszystkim z 8-godzinnym dniem pracy. W poniedziałek 2 bieżącego miesiąca, w Radzie Zjazdu Przemysłu Górniczego w Dąbrowie Górniczej pan Drzewiecki, prezes Ligi Pracy z Warszawy, wygłosił odczyt o sposobach obniżenia kosztów produkcji. Oczywiście kapitalistyczny ten ptasi mędrzec, jak i inni widzi również wyjście w przedłużeniu czasu pracy, obniżce płac itd.

A natomiast nikt z kapitalistów węglowych, szczególnie w Zagłębiu, nie pomyśli poważnie nad lepszymi technicznymi urządzeniami kopalń. W większości kopalń w Zagłębiu, a szczególnie w kopalniach Towarzystwa Sosnowieckiego, są po prostu średniowieczne urządzenia. Całą produkcję rwie się ludzką siłą, ludzkimi mięśniami i końmi. Począwszy od górnika, który prymitywnym ręcznym świdrem musi wiercić dziurę i pocić się niemożliwie dwie i więcej godzin, aby ustrzelić 3, 4-6 wózków węgla. Ustrzelony zaś węgiel i zładowany do wózków musi ładowacz zapchać gdzieś na stację, skąd koniem po 4-6 wózków zwozi się pod szyb. Chodniki fatalnie zabudowane, kolejka krzywa i zgnieciona, wozy co chwila spadają z szyn, trzeba je nieraz długo ustawiać, zatrzymując ruch. Często chodzą wozy zepsute, nienasmarowane itd. Na chodnikach często niemożliwe bagno, woda, wozy się topią; nie robi się odpowiednich ścieków [kanałów] i nie czyści się ich. A wentylacja? Panie, zlituj się. Świeże powietrze, przypływające od przychodowego szybu, przeprowadzane jest starymi zardzewiałymi rurami, pogniecionymi, często sztukowanymi beczkami z karbidu – i często rura taka jest przerwana lub dziurawa, powietrze nie dochodzi do robót. Skutek tego taki, że górnik po każdym strzale czekać musi nieraz pół godziny, aby gryzący dym po strzale wyszedł z filaru. Tamy nieraz spotyka się dziurawe, pozatykane szmatami, rury zamułkowe przeciekają, bo pakunki zakłada się ze szmat lub byle jakiej tektury, często rury te są przywiązane powrozami itd.

Słowem, jeśli ktoś przyjrzy się takim urządzeniom i jeśli porówna je z tym, co jest obok na Śląsku, to musi przyjść do przekonania, że kopalnie Zagłębia żadnym sposobem nie będą mogły jako tako konkurować ze Śląskiem, że koszta produkcji muszą być tutaj kolosalne.

A jeśli teraz wglądniemy bodaj jak najbardziej pobieżnie w dziedzinę bezpieczeństwa pracy, higieny i odpowiedzialności za wypadki, to po prostu włosy dęba stają na głowie z przerażenia. Nie silimy się szerzej opisać tutaj tej sprawy, bowiem nie wystarczyłyby na to ramy naszego pisma.

Przede wszystkim brak należytej wentylacji, dzięki czemu ludzie muszą pracować w straszliwym dymie, gazach i wyziewach ziemi; wilgoć, od której szybko zapada człowiek na reumatyzm i inne choroby, zabudowanie słabe i niedopilnowane. Brak drzewa w pobliżu roboty powoduje, że górnik nieraz bez zabudowania nad głową posuwa się dwa i więcej metrów naprzód – i cały szereg innych.

Wszystko to są zaniedbania, braki krzyczące o pomstę. Toteż po wojnie jesteśmy świadkami niemal codziennych nieszczęśliwych wypadków przy pracy. Że wymieńmy tylko ostatnie: wybuch prochowni pod ziemią na kopalni „Renard”, katastrofa na „Redenie”, katastrofa na kop. „Władysław” w Klimontowie. Setki skarg leżą w Sądzie Okręgowym w Sosnowcu przeciwko zarządom kopalń za wypadki przy pracy. Lecz dotychczas nie było ani jednej rozprawy, ani jeden przemysłowiec nie siedział w kryminale za śmierć czy kalectwo dziesiątek robotników. Zdawałoby się, że na kopalniach w Zagłębiu nic złego się nie dzieje, że wszystko jest w porządku, a ludzie sami się zabijają. Społeczeństwo miejscowe tak przywykło do ciągłych wiadomości o śmierci górników, że to nie wywołuje u niego żadnego wrażenia. Dopiero kiedy zostało zaduszonych i zasypanych na „Redenie” aż 28 ludzi – wtedy była sensacja. – O! To dosyć dużo… ale jeden, dwóch, trzech, to głupstwo, to zwykła rzecz…

A najbardziej skandaliczną rzeczą jest zupełne pomijanie wszelkich przepisów o nieszczęśliwych wypadkach. Do dziś obowiązują w tym względzie rosyjskie carskie przepisy i instrukcje z 1903 roku, których się ze zbrodniczą lekkomyślnością nie dotrzymuje. Zabije albo porani ciężko człowieka, to wynosi się go na powierzchnię i wiezie często kawał drogi do jakiegoś ambulatorium; często ranny umiera w drodze. Nie ma na dole podręcznego ambulatorium bodaj z jakimiś kroplami, karbolem i bandażem. W ambulatorium nie ma często łóżka dla rannego, trzeba go po opatrunku obwozić po wszystkich szpitalach, aby znaleźć miejsce. Rannego lub zabitego zbada pierwszy pod ręką lekarz, stojący bardzo blisko zarządu kopalni, spisze protokół i podpisze go wraz z zawiadowcą danej kopalni – i to wszystko. Zabije robotnika – napisze znów lekarz wraz zawiadowcą protokół, że umarł na anewryzm serca, czy coś w tym rodzaju – żadnej komisji lekarskiej, żadnych oględzin zabitego itd. Po prostu tak, jak na wojnie: umarł Maciek, więc go się zapisze na listę zabitych i basta. Konkretnych przykładów na poparcie tego moglibyśmy podać całą moc.

A jakie odszkodowanie miesięczne płaci się rodzinie po zabitym lub rannym niezdolnym do pracy, to wystarczy wspomnieć, że do dziś szereg kopalń płaci po kilka milionów marek miesięcznie [tekst pisany w okresie przed denominacją pieniądza – kilka milionów była to wówczas kwota bardzo niewielka – przyp. redakcji Lewicowo.pl].

Ileż to razy pisaliśmy o tym, i ile to razy nasi towarzysze posłowie wnosili z tego powodu interpelacje i wnioski w Sejmie. Wszystko na próżno; kiedyś miała przyjechać jakąś Komisja rewizyjna, nadzwyczajna, prasa krzyczała, że Sejm deleguje do Zagłębia komisję itd. – lecz dotychczas cisza, zupełna cisza. Przed kilku dniami był w Zagłębiu jakiś p. Karwaciński z Wyższego Urzędu Górniczego, przespacerował się na jedną z kopalń w otoczeniu zarządu kopalni i poszedł na sutą kolację do pałacu Malplata do p. Gadomskiego.

Skandal! Co to znaczy? Wszak wstydziłby się tego carski urzędnik! Co mamy sądzić o tej wizycie p. Karwacińskiego u pana Gadomskiego?

I wszystkie te Komisje różne tak gdzieś powsiąkały.

Zapytać trzeba Sejmu i Rządu, czy i kiedy myśli naprawdę wglądnąć do gospodarki w kopalniach Zagłębia? Radzimy rządowi zająć się tym jak najwcześniej, bo coraz większe bagno w kopalniach i poza kopalniami oblepia różnych ludzi i urzędy. Może się to wszystko kiedyś wysypie, a wtedy trudniej będzie, a wtedy trzeba będzie napisać w prasie: głośna panama górnicza w Zagłębiu.

Ostrzegamy rząd i wmieszane tu osoby póki czas.

A zatem jeśli kopalnie Zagłębia chcą utrzymać się na powierzchni życia teraz w nastających normalnych warunkach; w warunkach, w których nie da się prowadzić kopalń kombinacjami, geszeftem – trzeba zacząć pracować rozumem, trzeba galopem dogonić technicznie kopalnie Śląska, trzeba z kopalń wyrzucić średniowieczne, prymitywne narzędzia i sposoby pracy, trzeba zaprzęgnąć maszynę do pracy.

Trzeba przestać oszczędzać na bezpieczeństwie ludzi przy pracy i później uciekać się do wydatków na tuszowanie różnych historii. Oszczędności te należy robić gdzie indziej. Przede wszystkim zredukować tę ogromną ilość francuskich urzędników, którzy tu u nas panoszą się, nic nie robią tylko patrzą na ręce dyrektorów-Polaków i piszą donosy do Paryża, inni prowadzą drugą buchalterię w języku francuskim dla właścicieli kopalń. W takiej sobie Hucie Bankowej obok każdego wyższego urzędnika, a nawet począwszy od warsztatowego majstra, poprzez zawiadowcę, szefa biura itd., do dyrektora – chodzi Francuz. Podwójny dozór: kontroler kontrolera. I wszyscy tacy podwójni urzędnicy, szczególnie Francuzi, mają kolosalne pensje. Tu przede wszystkim oszczędność!

Tak, panowie przemysłowcy, jeśli chcecie istnieć, trzeba ruszyć rozum i po europejsku urządzić kopalnie, trzeba zerwać z obecnym karygodnym dziadostwem, trzeba wyjść z sieci machinacji kosztownych na czystą otwartą drogę, trzeba poskromić zachcianki i pretensję francuskich „oberstróżów” Malplatów, Wianych i Batiarów. Trzeba skończyć z partacką robotą na kopalniach i partackimi robotami.

W Zagłębiu silnie rozwinięty przemysł górniczy istnieje od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat – i co ten francuski przemysł Polsce dał, co tu zostawił, co zbudował? Spójrzmy na całe Zagłębie – śmietniki. Począwszy od robotniczych ciemnych, brudnych koszarowych nor do krzywych obskurnych budynków kopalnianych, poprzez zaśmiecone, niebrukowane ulice, poprzez dziury i doły nieogrodzone i odkryte – co kapitał zbudował? Gdzie kanalizacja w Zagłębiu? Ba, niektóre kopalnie nie mają odpowiedniej do liczby robotników ludzkiej łaźni. Mieszkańcy Zagłębia nie mają czystej, zdrowej wody do picia, bo taką zabiera się do kotłów, bo w Czeladzi p. Siwczyński może mieć 20 kranów w ogrodzie do podlewania kwiatów, a ludność musi pić wodę z kałem, pełną chorobotwórczych zarazek. Jedyny w Sosnowcu Park Sielecki został dla publiczności zamknięty; w monopol wzięli go Francuzi. W Dąbrowie nie można wyjednać pozwolenia na otwarcie ogrodu obok Huty Bankowej. Ulice Zagłębia często poprzerzynane są kopalnianymi kolejami, tamują ruch uliczny, kopcą w środku miasta, dymią, gwiżdżą niemożliwie. Jest podobno komitet oddymiania Zagłębia, który nić nie robi, bo nie ma pieniędzy. Może urządzi kwestę publiczną, aby społeczeństwo miejscowe rzuciło grosiwa?

Spójrzmy na słabo rozwinięty w Zagłębiu przemysł włókienniczy, który znajduje się bądź znajdował się w rękach niemieckich: fabryka p. Schena jedna i druga, Dietla, zbudowane silnie, masywnie, czysto, okolona ogrodem, drzewami, widzimy jeden i drugi pałac, ozdoba Zagłębia, w jednym mieści się urząd państwowy – Sąd Okręgowy, w innym wielkim i ładnym gmachu Dietla – gimnazjum. Towarzystwo Akcyjne „Zawiercie” wybudowało ludzką kolonię robotniczą, względnie czysto utrzymaną, wysadziło drzewa na ulicach, wybudowało dla robotników i przy pomocy robotników wielki ładny Dom Ludowy, wspaniały gmach szkoły, mieszczącej i seminarium nauczycielskie i szkołę powszechną, zbudowało ładną łaźnię, wodociągi, oświetla znaczną część miasta, utrzymuje w znośnym porządku staw zawierciański itd. Jest to niewiele, ale musimy przyznać że znacznie więcej, niż [zrobiło] 20 dużych kopalń w Zagłębiu.

Oto jak wygląda (bardzo pobieżnie) Zagłębie pod panowaniem francuskiego kapitału.

B. Zan
__________________________
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w tygodniku „Głos Zagłębia – organ Polskiej Partii Socjalistycznej w Zagłębiu Dąbrowskim” nr 15/1924, 8 czerwca 1924 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *