Jerzy Karon (Kołakowski)

Z zagadnień kultury robotniczej

Dwie kultury

Używając pojęcia kultury robotniczej, często spotkać się można z zarzutem, stawianym ze strony wrogów ruchu klasowego, że pojęcie to jest z gruntu fałszywe, że nie ma kultury klasowej w ogóle, że w ruchu wreszcie socjalistycznym praca kulturalna jest identyfikowana z propagandą polityczną.

To postawienie sprawy jest naturalne, jeżeli chodzi o burżuazję wraz z jej „postępowym” skrzydłem, gorzej natomiast, że część działaczy socjalistycznych, szczególnie mniej wyrobionych i nie dość szeroko traktujących samą istotę socjalizmu, w swej codziennej pracy podchodzi do sprawy akcji kulturalno- oświatowej ze stanowiska przede wszystkim agitacji. Takie ustosunkowanie się obniża poziom pracy i dostarcza życiowych argumentów przeciwnikom.

Otóż trzeba stwierdzić, że kultura robotnicza istnieje, na razie co prawda jako problemat raczej niż fakt, problemat jednak wynikający z samych korzeni myśli socjalistycznej i rozwiązanie którego warunkuje przyszłość całego ruchu.

Intelektualiści burżuazyjni wysuwają ustawicznie frazes o „wiedzy obiektywnej”, mający rzekomo odebrać klasowym poczynaniom kulturalnym wszelką podstawę moralną. Teza postawiona jest na takiej mieliźnie umysłowej, że obalenie argumentu nie nastręcza trudności.

My, operujący metodą materializmu historycznego, wiemy, że kultura jest produktem pewnych określonych warunków społeczno-gospodarczych, że warunki te na nią ustawicznie działają i wskazują jej, na koniec, zastosowanie życiowe.

Producentami wartości kulturalnych dotychczas były warstwy górne, którym na to pozwalały czas i środki. Zwolnieni z trosk gospodarczych, ciężarem pracy codziennej leżących na proletariacie i chłopach, tworzyły te wartości w myśl swoich potrzeb umysłowych i społecznych.

Tak powstawały dogmaty prawa, religii, obyczajów, estetyki i wszystkich płaszczyzn życia jednostki i zbiorowości. Kultura burżuazji nie jest bynajmniej „obiektywną”, lecz stanowi naturalny wykładnik klasowych jej potrzeb i położenia. Ponieważ zaś do niedawna była ona jedyną, działała i dotychczas działa i na klasy pracujące, przy czym staje się dla nich trucizną, elementem rozkładu, który miazmatami swymi odurza i deprawuje umysły proletariatu, zaciemniając prawdę życia.

Socjalizm dziś jest w stanie ofensywy, zdobywa miejsce na budowanie nowego ustroju. Pochłonięci obecnie walką nie możemy jednak zapominać o konstrukcyjnych zadaniach ruchu socjalistycznego, gdyż te jedynie właściwie posiadają moc przetrwania i one stanowią rzeczywistą wartość całego ruchu.

Jednym z tych zadań jest wychowanie socjalistyczne. Nie tylko wychowanie człowieka walki, polegające na rozbudzeniu świadomości krzywdy społecznej i pragnieniu sprawiedliwości dla wszystkich, lecz również uzupełnienie tej świadomości zdolnością tworzenia socjalizmu, już dziś na tych nielicznych odcinkach, gdzie wprowadzanie pierwiastków socjalizmu jest możliwe i przygotowanie do pracy jutra, po zwycięstwie.

Socjalista musi być, a przynajmniej powinien być świadomym bojownikiem o dobro społeczne, a nie przypominać sobą żołdaka militaryzmu burżuazyjnego, który kierowany jest jedynie ślepą, zaszczepioną mu nienawiścią do obcej rasy czy języka.

I to jest związane ściśle z zagadnieniem klasowej kultury robotniczej i pracą w tym kierunku.

Spróbujemy zobrazować różnicę kultury kapitału i kultury świata pracy. Nie mam zamiaru wgłębiać się zbyt daleko, poprzestając na stronie praktyczno-życiowej, gdyż to wystarczy do wyciągnięcia należytych wniosków.

Ustrój kapitalistyczny oparty jest o zasadę formalną indywidualnej walki ekonomicznej. W praktyce burżuazja wytwarza ruch klasowo-kapitalistyczny o bardziej zwartym froncie, aniżeli to widzimy po lewej stronie barykady, jednak teoria, mająca poważny wpływ na momenty wychowawcze, głosi indywidualizm, ograniczony jedynie dobrem państwa, zazwyczaj będącego narzędziem polityki klas posiadających.

W wyniku tego w pracy wychowawczej i oświatowej dominuje czynnik egoizmu, gdyż indywidualizm zazwyczaj taką znajduje w życiu wykładnię i jest to zrozumiałe, jeżeli wziąć pod uwagę, że w ustroju kapitalistycznym wiedza nie stanowi wartości i dobra społecznego, lecz jest orężem w walce o byt. Dobrem społecznym staje się przez egoistyczne jej zużytkowanie jedynie, mające na celu jednostkę.

Stosowana jest tam, gdzie to odpowiada doraźnej potrzebie posiadacza, a nie gdzie jest największe na nią zapotrzebowanie obiektywne.

Wiedza w tym ustroju jest przedmiotem handlu i na równi z wszelką pracą traktowana jest jak towar na kapitalistycznym targowisku ludzkich mięśni i mózgów.

Socjalizm patrzy na wiedzę jako na wartość społeczną, jest to zasadnicza postawa socjalizmu w stosunku do wszelkich wartości.

Celem kultury robotniczej jest przygotowanie człowieka do pracy zbiorowej, do zrozumienia prawdy o stosunkach międzyludzkich, do wzniesienia się ponad ciasny horyzont indywidualizmu i zdolności szerokiego ogarnięcia świata swym spojrzeniem.

Inna jest wreszcie etyka socjalizmu. Materializm dziejowy, jako metoda badań, wychowuje jednostki idealistyczne i zdolne do rezygnacji na rzecz gromady ludzkiej, idealistyczny czy psychologiczny pogląd szerzony przez burżuazję wykształca w ludziach materializm życiowy, amoralny stosunek do świata pod kątem własnej wygody, wychowuje ludzi etyki zawartej w starym przysłowiu homo homini lupus est. I rzeczywiście świat kapitału wytworzył stan potwierdzający, że człowiek człowiekowi jest wilkiem, celem zaś socjalizmu jest przekształcenie tego stanu na biegunowo przeciwny.

I z tego celu właśnie wypływa bojowa postawa wobec tych „wilków”, którzy zbrojni w bogactwa ekonomiczne pragną zatrzymać pochód historii do lepszego jutra. Cała twórczość burżuazji, jej sztuka, literatura, poezja, szkolnictwo, działalność kulturalno-oświatowa, wychowawcza – wszystko to jest przede wszystkim fałszywe. Nastrojona na wysoki ton moralny, cała przegniła obłudą kultura kapitału zatruwa mózg i oczy, nie pozwala patrzeć jasno na przejawy życia.

Twórcom jej to odpowiada. Proletariat jednak, walcząc o wyzwolenie ekonomiczne, musi jednocześnie walczyć o wyzwolenie umysłowe. Musi otrząsnąć się z nalotów schyłkowego światopoglądu ginących klas i wnosić w przyszłość prawdę i kulturę prawdy.

Socjalizm jest ruchem w pierwszym rzędzie ekonomicznym, ale właśnie z myślenia socjalistycznego wypływa jednolitość człowieka z bogactwem i skalą jego różnych potrzeb tak już istniejących, jak i mogących zaistnieć.

Każda jednostka ludzka żyje różnymi płaszczyznami, z których podstawowe są: ekonomiczna i umysłowa. W ramach więc ruchu robotniczego należy dążyć do właściwego traktowania jednej i drugiej.

Istnieją organa walki klasowej w dziedzinie gospodarczej, muszą istnieć i w dziedzinie klasowej walki kulturalnej. Socjalizm ma na celu wyzwolenie człowieka z pęt kapitalizmu całkowicie. Pozostawienie tego odcinka nieobsadzonym z góry przesądzałoby ostateczny wynik tej rozgrywki, od lat całych toczącej się między pracą a wyzyskiem.

Tak pojęta praca kulturalno-oświatowa na terenie robotniczym bynajmniej nie pokrywa się z akcją propagandy politycznej, która obliczana jest na doraźne efekty. Jest pogłębianiem całego ruchu, dawaniem mu rzeczywistych fundamentów, nie dających się ruszyć przejściowym nastrojom koniunktury.

Ważność pracy kulturalnej w ruchu klasowym podkreśla to jeszcze, że robotnicy mają, dzięki warunkom swego bytowania, zawsze znaczne zaległości w rozwoju umysłowym. Zazębia się to z przyszłością ruchu socjalistycznego.

Stawiam jako tezę, że tylko kulturalny robotnik może być dobrym socjalistą, że każdy robotnik-socjalista chętnie pracuje nad podniesieniem swego poziomu umysłowego. Mam przekonanie, że się nie mylę, twierdząc, że teza ta jest zgoła pewnym probierzem w życiu.

W każdym, a więc i robotniczym środowisku, olbrzymie wpływy posiadają jednostki o większym niż przeciętne wyrobieniu i stąd nakaz moralny dla każdego socjalisty, ażeby zdolność swą promieniowania ideowego na otoczenie stale wzmacniał.

Jestem optymistą i twierdzę, że każdy średnio choćby tylko rozgarnięty robotnik nie może być czym innym, jak tylko socjalistą. Trzeba mu to tylko ułatwić. Agituje za socjalizmem samo życie. Warunki codzienności robotniczej kierują proletariat na właściwe pole. I tu jest obowiązkiem ruchu klasowego jako całości, stworzyć optimum danych zaspokojenia tych potrzeb, które ze swej natury klasowej nieuznane są przez kulturę burżuazji.

Z obserwacji porównawczych jest widoczne, że przy niskim stanie kultury wśród proletariatu pewna poprawa koniunktury gospodarczej osłabia tempo życia ruchu robotniczego, pogorszenie koniunktury – ożywia je.

Zjawisko naturalne, ale w pewnych przejawach nasuwa refleksje o niezbędności pogłębienia roboty, jeżeli nie ma ona stać się koniunkturalną, a przynajmniej od koniunktur zależną.

Tym się różni praca kulturalna od propagandowej, że ta ostatnia jest okolicznościową, pierwsza zaś powinna stać się codziennym chlebem ruchu, jak codziennym jest życie robotniczej spółdzielni spożywców.

Na potwierdzenie wyżej powiedzianego przytoczę znany fakt, że ruch faszystowski, będący próbą ratunku kapitalizmu wobec bankructwa wolnokapitalistycznej gospodarki, opiera swe nadzieje właśnie na zjawisku koniunkturalności w psychologii mas.

Na tym zbudowano całą teorię taktyki faszyzmu, dorabiając resztę już później. Na koniunkturach opierają się różnych odcieni dyktatury burżuazyjne.

Niczym innym tłumaczyć tego nie można, jak właśnie bardzo małym wyrobieniem myślenia społecznego, nie opartego o znajomość procesów socjologiczno-gospodarczych.

Ruch socjalistyczny również, o ile nie staje się ośrodkiem wychowania społecznego, przybiera cechy koniunkturalne. W tych warunkach na czoło zagadnień wybijają się przede wszystkim wynikające z negacji współczesnych warunków, usuwają się zaś w cień pierwiastki pozytywne. Rzeczy te wzajemnie się wspierają i uzupełniają, należy baczyć, by się nie ograniczyć do samej li tylko negacji.

Przecież i od polityków burżuazji daje się często słyszeć, że socjalizm przedstawia wiele dodatnich stron jako krytykę. Krytyka nie jest dla burżuazji tak niebezpieczna jak konstruktywizm, gdyż bez niego staje się jałową i bezpłodną.

Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że ów pogląd przeciwników na socjalizm udziela się czasem i socjalistom pewnego typu, którzy zaabsorbowani walką, zgoła zapominają o samym celu walki, przygotowując plac, zapominają o gmachu, który ma na nim stanąć.
Łatwo zrozumieć, że ruch tak stosunkowo młody, gdyż kilkadziesiąt lat zaledwie istniejący, jak socjalistyczny, ma w pierwszym rzędzie tendencje bojowe. Jest tak ogromne pole do opanowania, front walki tak różnorodny i tak absorbujący, że trudno się dziwić temu, przede wszystkim bojowemu nastawieniu. Można zrozumieć nawet tych działaczy i te prądy, gdzie panuje opinia, że wpierw należy wroga pokonać, a później myśleć o budownictwie.

Można to wszystko pojąć, a jednak i pamiętać, że przesączanie pierwiastków socjalizmu w ustrój kapitalistyczny trwa stale i że w każdym takim wypadku przejść trzeba już teraz do budownictwa, choćby dlatego, by wykazać swą wyższość, wyższość systemu socjalistycznego nad anarchicznym kapitalizmem.

Do tej pracy potrzebni są budowniczowie.

Tych trzeba wychować. Między nimi muszą się znaleźć i twórcy kultury proletariackiej, twórcy z masy dolnej. Dziś o możności zajęcia miejsca w szeregach górnych inteligencji rzadko myśleć może robotnik. Dziś klucz do wiedzy również dają pieniądze. My chcemy prawo do wiedzy dać wszystkim naprawdę, nie zaś tylko w ustawach konstytucyjnych, i tym więcej musimy zasadę tę realizować na własnym podwórku.

Jestem pewny, że wszyscy się niemal na wszystko zgodzą, co tu piszę, ale chodzi o to, by praktyka życiowa potwierdziła stosunek teoretyczny.

O wartości i znaczeniu pracy kulturalno-oświatowej dla ruchu robotniczego mówią nam doświadczenia innych krajów. Należałoby zrewidować codzienność tej pracy w ruchu w Polsce i planowo uintensywniać tę dziedzinę działalności.

Walka o mózgi

W działalności wychowawczej czynnikiem najważniejszym jest niewątpliwie szkolnictwo powszechne i średnie, w mniejszym znacznie już stopniu – wyższe.

Jeżeli ze stanowiska socjalizmu podejść do analizy pierwiastków wychowawczych w ich programowym ujęciu, to z całą wyrazistością występuje klasowe, kapitalistyczne nastawienie dzisiejszych szkół. Jak bańka mydlana pryska tu ulubiony frazes oficjalnej pedagogii o obiektywnej wiedzy.

Weźmy dla ilustracji kilka przykładów, gdyż szczegółowa krytyka programów szkolnych zajęłaby z pewnością dobry tom, i sądzę, że znajdzie w przyszłości swego autora. W tym miejscu chodzi jedynie o wykazanie, że zarzut klasowo-burżuazyjnej tendencji w szkolnictwie nie jest gołosłowny.

Już kilkuletnie dziecko w niższych klasach szkoły powszechnej czy średniej uczy się operować pojęciami świata kapitału. Zbiorniki zadań matematycznych zawierają większość przykładów z życia kupców. Każe się dzieciom obliczać zyski płynące z wyzysku, nieznajdującego uzasadnienia ekonomicznego. Socjalista, mówiąc o zyskach kupca, przedstawia to zjawisko jako zło społeczne i przeciwstawia im społeczne rozwiązanie kwestii wymiany przez ruch spółdzielczy, ale tego przecież program szkoły nie przewiduje i tylko wysoce uspołeczniony nauczyciel zdobędzie się na inicjatywę.

W części nauki o Polsce, traktującej o ustroju, program ogranicza się do podkreślenia wszystkiego różowym ołówkiem, w geografii gospodarczej utrwala się fałszywe założenia z zakresu konkurencji kapitalistycznej międzypaństwowej, rozwijając „racjonalizm” narodowy, a właściwie nacjonalistyczny, a już zgoła przemilcza się tak nabolałe zagadnienia jak sprawę narodowościową, przedstawiając ją jako korzystnie dla wszystkich załatwioną. Państwo polskie w tym ujęciu wygląda jak dobroczyńca wobec Ukraińców, Białorusinów itp., i to dobroczyńca niedoceniany, gdyż narody te zgoła nie poczuwają się do wdzięczności. Jakże to do złudzenia przypomina system kształcenia w carskiej Rosji.

Najwięcej jednak pola do zniekształcania umysłów daje historia. W traktowaniu do dziś dnia praktykowanym jest to historia wojen i bohaterów, a nie dzieje narodu i społeczeństwa. Nie mówi się tam o nędzy mas chłopskich, o buntach ludowych, o ucisku narodowym, a jeżeli konieczność do tego zmusza, to gołosłownie się twierdzi, że w innych państwach było gorzej. Jest to z gruntu fałszywe. Ani gorzej, ani lepiej, ale po cóż ubarwiać jasnymi kolorami to, co jest ciemne. Wszak historia uczy przeszłości wraz z jej błędami właśnie po to, by ich w przyszłości unikać. To jest największa wartość wiedzy historycznej. Dla pedagogów kapitalistycznych natomiast historia jest narzędziem zaszczepiania tradycji najgorszego rodzaju, tradycji rzucanych jak zapora między dziś a jutro.

Koroną zaś systemu jest nauczanie religii, mającej już nie umysł, lecz i psychikę dziecka ujarzmić w wygodne dla panów tego świata kategorie. Religijne nauczanie wciska się nawet do tak „obiektywnej” wiedzy jak przyroda, wtłaczanej w swym punkcie wyjścia w legendy biblijne.

Sądzę, że tych kilka przykładów wystarczy, ażeby uprzytomnić sobie, jak bardzo systematycznie i w jak wysokim stopniu nauczanie może wpływać deprawująco na umysłowość dziecka. Większość olbrzymia przecież ludzi, a szczególnie wśród klas pracujących, musi poprzestać na tej namiastce wiedzy, zafałszowanej przez czynniki odgórne, i kilka lat w szkole spędzonych ma zaopatrzyć dziecko chłopskie i robotnicze na całe niemal życie w zapas karmy umysłowej.

Ruch socjalistyczny walczy z tym. Walkę tę należy wzmóc, należy ją prowadzić codziennie, przy każdej okazji. Jest to jednak sprawa wpływów politycznych, sprawa udziału w władzach państwa. Trzeba więc kontrakcję przenieść i na teren społeczny, na dół życia. I to jest zagadnienie ściśle związane z wychowaniem socjalistycznym. Trudno przypuszczać, że będzie dobrym socjalistą robotnik, w którego głowie tkwią nieobalone brednie, jakie słyszał w czasach szkolnych.

Jak w wielu dziedzinach, tak i w tej, pochłonięci sprawami „wielkiej” polityki, niejednokrotnie zapominamy o pozornie mniejszej wagi odcinkach, a w gruncie rzeczy stanowiących właśnie istotę sprawy, gdyż leżących u fundamentów budownictwa socjalistycznego.

Nie wystarcza walka o laicyzację szkoły, o właściwe nastawianie programów. Treścią walki jest negacja. Równolegle powinna rozwijać się praca pozytywna. Jest ona mniej efektowna, lecz za to bardziej efektywna. Nie daje pola dla patosu, jest żmudną, lecz jedynie twórczą w konstrukcyjnym sensie.
W trakcie walki o prawdę naukową socjalizm musi wytwarzać własne metody i własne ośrodki pracy pedagogicznej. A to ze względu na przyszłość i na potrzeby aktualne.

Zjawisko głodu oświatowego jest powszechniejsze, niż się to wielu ludziom zdaje. Nie możemy go zaspakajać namiastkami burżuazyjnej kuchni, ale tym bardziej nie możemy produkować własnych namiastek. Rzecz wymaga solidnej pracy wewnętrznej. Pamiętać należy, że akcja podnoszenia poziomu umysłowego nie jest niczym innym, jak budzeniem tego głodu przy jednoczesnym stwarzaniu wartości pożywnych dla umysłu. Daje się tu całkowicie zastosować analogia z dziedziny życia gospodarczego, gdzie również stwierdzamy wzrost potrzeb ilościowy i jakościowy. Miernikiem kultury umysłowej i ekonomicznej jest bogactwo i środki zaspakajania potrzeb.

Dziś, niestety, socjalizm wywiera niewielki stosunkowo wpływ na szkolnictwo. Dlatego właśnie w płaszczyźnie społecznej powinien bazować swą uwagę w dziedzinie oświaty pozaszkolnej. I tu jest wszystko do zrobienia. Zadaniem socjalistycznej oświaty pozaszkolnej jest przewartościowanie pojęć narzuconych w szkole, zwekslowanie umysłowości proletariatu z fałszywego toru klerykalno-kapitalistycznego i danie robotnikowi metody w patrzeniu na świat i badaniu zjawisk życia codziennego. Oczyszczenie maszyny mózgowej z rdzy tradycji i fałszu historycznego to niezbędny warunek wychowania typu szczerze socjalistycznego.

Poważnym niebezpieczeństwem dla przyszłości ruchu socjalistycznego byłoby lekceważenie tej sprawy lub spychanie jej na podrzędny plan.

A spotkać się z tym można dość często. Wiąże się to w ogóle z niedocenianiem wagi pracy społecznej, a znajdowaniem natomiast punktu ciężkości w działalności ściśle politycznej. Zbyt często zapominamy, że walka i działalność polityczna jest drogą do celu, a nie celem samym w sobie. Uczynienie zaś dla uproszczenia celu z drogi do niego zagraża poważnie czystości całego ruchu. Walka polityczna ma za zadanie stworzenie warunków do pracy społecznej, tam jednak gdzie one dziś, chociażby w niewielkim stopniu istnieją, należy je wyzyskać dla utrwalenia swego stanu posiadania i jego rozbudowy.

Otóż niewątpliwie warunki obiektywne istnieją do pracy wychowania pozaszkolnego.

Istnieje w tej dziedzinie szeroka działalność grup reakcyjnych. Po tamtej stronie barykady sprawa znajduje pełne zrozumienie. Przeciwnikom socjalizmu nie chodzi o dawanie jakichkolwiek nowych podstaw pracy umysłu, robi to za nich szkoła państwowa, a jedynie o niedopuszczenie żadnego oddziaływania z zewnątrz, o utrwalenie tego stanu mózgu, jaki ta szkoła wykształciła.

Nie należy więc uważać pracy oświatowców „narodowych” i „państwowych” za mającą na celu dalszy rozwój, lecz właśnie odwrotnie, zahamowanie, nawet wtedy, gdy dają oni swym wychowankom pewne quantum wiadomości. Jest to dalszy ciąg, pod względem nastawienia, szkoły dzisiejszej, z którą socjalizm znajduje się w otwartej walce.

I nie można bynajmniej powiedzieć, że akcja prawego obozu jest jałową dla nich. Poszukiwanie wiedzy wśród robotników, i młodocianych, i starszych, jest dość częstym zjawiskiem, i jeżeli brak innego źródła, to niewątpliwie robotnik trafi pod skrzydła tej czy innej organizacji reakcyjnej. Nie można się przecież dziwić, że najbardziej wyrobiony i świadomy społecznie proletariusz korzysta z uprzejmości kupca, jeżeli brak na miejscu spółdzielni spożywców. Takim objawom należy zapobiec.

Na płaszczyznę zagadnień wychowania socjalistycznego i oświaty pozaszkolnej z tym związanej należy rozciągnąć metodę samopomocy klasowej.

Stare zawołanie głoszące, że wyzwolenie robotników musi być dziełem ich samych, ma i tu swe całkowite zastosowanie. Należy wszędzie usuwać system patronowania z czyjejkolwiek strony. Praca ta więc musi stanowić organiczną całość z innymi odcinkami ruchu i nie może być usuwana w cień, podczas gdy pozornie pierwszorzędne, a w gruncie rzeczy nie posiadające nieraz dla proletariatu wielkiej wagi, poruszenia taktyczne „wielkiej” polityki pochłaniają tak wiele energii, a przede wszystkim wywołują fałszywe wśród robotników złudzenie, że istota walki klasowej leży w płaszczyźnie politycznej, a nie społecznej i gospodarczej.

Cegiełkami budowy socjalistycznej są jednostki, tworzące tzw. masę. Masa ta powinna być silną nie siłą ciężaru ilościowego, lecz i jakościowego. Rozumiem pod tym pojęciem zaktywizowanie każdej jednostki. Nie powinna ona być biernym przedmiotem, lecz podmiotem. Socjalizm buduje się nie tylko dla robotników i jednostki, lecz przez robotników i jednostkę. Udział każdego w ruchu powinien wypływać nie jedynie z negacji, z nędzy i upośledzenia, lecz ze świadomości celów. Sprowadzenie wszelkich problematów do płaszczyzny wyłącznie politycznej jest metafizyką szkodliwą dla przyszłości i wytwarza w masie bierny w gruncie rzeczy stosunek, gdyż udział jednostki w życiu politycznym jest w okresach normalnych bardzo nieznaczny i praca ta prowadzona jest na górze. Czynnikiem cementującym ruch może być tylko praca oddolna.

Elementami „kulturalnictwa” socjalistycznego są pierwiastki i pozytywne, i wyrastające z negacji zła dzisiejszego układu. Jest ono naprawianiem niewłaściwości rządzącego systemu i podwaliną przyszłego, do którego zmierza socjalizm. Bez niego ruch będzie niecałkowity, będzie ułamkowym rozwiązaniem problematu rekonstrukcji.

Nie można stawiać zarzutu, ażeby w ruchu socjalistycznym sprawa ta była pomijana. Uważam natomiast, że jest potraktowana nie dość poważnie. W każdym razie nie w tym stopniu, na jaki zasługuje.

Na obserwatorze robi to wrażenie, że praca kulturalna jest pojęta jako odpowiedź na agresywność w tym względzie burżuazji. Ponieważ ona ma swoje macki oświatowe, ponieważ sięga po władztwo nad mózgami robotniczymi, więc socjalizm w obronie stwarza własne organizacje. I zastosowuje się metody narzucane przez wroga, co nie zawsze jest właściwe, a tu wręcz uważam za szkodliwe.

Socjalizm dziś jest w stanie ofensywy i o tym ustawicznie trzeba pamiętać. To my właśnie powinniśmy narzucać metody, zmuszać burżuazję do niemożliwych lub trudnych dla niej ze względu na charakter społeczny poruszeń, a nie ograniczać się do podejmowania rzuconej rękawicy w miejscu i czasie dla niej wygodnym.

Nie należy nigdy wroga swego uważać za głupca. Ponad wszelką wątpliwość formy i taktyka stosowana przez klasy posiadające, tam gdzie one mają inicjatywę, odpowiadają przede wszystkim ich interesom. Jeżeli już przyjmujemy metodę odpowiadania, to nie przez naśladownictwo, lecz wytworzenie takich form i stosowanie takiej taktyki, która wypływa ze struktury społecznej, i nastawienia docelowego całego ruchu klasowo-robotniczego.

Atak należy prowadzić nie od strony najsilniejszej wroga, lecz najsłabszej, a możemy wierzyć, że ta, którą on się do nas obraca, jest właśnie silną.

Zagadnienie form ruchu klasowego

Podstawowym łącznikiem, cementem spajającym proletariat jest jego położenie ekonomiczne. Klasowa podstawa nawet słabo uświadomionego robotnika tu właśnie ma swoje źródło. Fundamentem jest fakt, wynikający z całej struktury kapitalistycznego społeczeństwa, a mianowicie wyzysk robotnika jako bezpośredniego wytwórcy wszelkich dóbr, z podziału których korzysta w dzisiejszym ustroju w sposób wysoce niewystarczający. Dominuje w robotniku jego wytwórczy charakter udziału w życiu gospodarczym i brak jednocześnie jakiegokolwiek wpływu na procesy produkcji. Wytwórca-najmita, tak krótko da się określić położenie robotnika.

Organizacją owych wytwórców-najmitów jest związek zawodowy i należy go uważać za istotny kręgosłup całego ruchu klasowego.

Siła ruchu socjalistycznego jest zależna od postawienia roboty zawodowej. Wszelkie poczynania inne są w gruncie rzeczy mniej ważne, aczkolwiek często podnoszone do stopnia pierwszorzędnego. Najczęściej taki niewłaściwy, a nawet szkodliwy stosunek spotykamy u zindoktrynowanych inteligentów, traktujących robotnika jako obiekt realizacji pewnej idei. Podejście to jest błędne i znaleźć może uznanie wśród nielicznych tylko. Ruch niewychodzący z bezpośredniego ekonomizmu odrywa się od życia, traci soki żywotne i prowadzi na manowce scholastyki.

Żywym przykładem właściwych metod jest ruch socjalistyczny w Anglii, czerpiący swą kolosalną siłę ze stałego kontaktu z ruchem zawodowym. Angielska Partia Pracy jest właściwie organem politycznym związków zawodowych, odwrócenie zaś tej zasady i traktowanie ruchu zawodowego jako narzędzia wielkiej polityki świadczy o krótkowzroczności, niedocenieniu aktywności mas robotniczych i zawsze grozi załamaniem.

Społeczeństwo socjalistyczne będzie przede wszystkim społeczeństwem wytwórców. Zarodki tego powinno się już dziś rozwijać przez rozszerzanie działalności związków zawodowych i ogarnianie przez nie całokształtu ruchu klasowego. Wszystkie inne tzw. formy ruchu robotniczego powinny być traktowane jako wykładniki interesów zawodowych robotnika na poszczególnych odcinkach w zastosowaniu do dzisiejszej budowy ustrojowej.

Dla wypełnienia swej roli osiowej w akcji przebudowy związek zawodowy powinien zasięgiem swej działalności objąć wszystkie dziedziny życia proletariatu, w cechach wynikających z jego klasowego położenia.

Robotnik wyzwolić się musi gospodarczo jako wytwórca i spożywca, co stwarza stan walki między nim a kapitałem w dwóch postaciach. Jako wytwórca walczy o warunki pracy i płacy włącznie do sprawy kontroli produkcji, jako spożywca walczy z kapitałem handlowo-finansowym przez spółdzielnie spożywcze. Organizacje te powinny być ściśle zazębione i traktować je jako odrębne, a tylko w punkcie duchowym styczne formy, jest błędne. Robotnicza spółdzielnia spożywców powinna być sposobem aprowizacji świadomego robotnika zrzeszonego w związkach zawodowych, i to jest jej jedna rola, druga leży w jej znaczeniu wychowawczym, gdyż robotnik znajduje tam, a przynajmniej powinien znaleźć żywy przykład gospodarki społecznej i nauczyć się współpracy na zbiorowym warsztacie. Przypisywanie spółdzielczości jakiejś wielkiej misji historycznej jest grubym błędem. Jest ona niewątpliwie ważnym odcinkiem jako organizacja spożywców, ale właśnie dzięki temu charakterowi, dzięki temu, że spożywcą eksploatowanym przez kupca jest przecież nie tylko robotnik, lecz wszystkie sfery poza samym kupiectwem, spółdzielnia dość łatwo zatracić może klasowy charakter, a przez swe istnienie, przy biernym jednocześnie stosunku do konfliktu klasowego, wywoływać fałszywe złudzenia i nadzieje wśród proletariatu.

Ścisłe i całkowite zespolenie klasowego ruchu spółdzielczego z klasowym ruchem zawodowym jest najlepszą gwarancją czystości linii i jedynie ono może zapobiec daremnej utracie energii, wydatkowanej na budowanie komórek gospodarczych, wchłanianych następnie dzięki brakowi oparcia o wspomniany kręgosłup klasowy przez obce idei i celom socjalizmu organizmy. Przykładów takiej degeneracji widzimy dużo wkoło siebie i to naprowadza na myśl o konieczności rewizji dróg i metod, które często prowadzą do wręcz innego niż w założeniu celu.

Dotyczy to i innych form, organizacji robotniczych, o ile zatracają czucie z naturalnym stróżem linii klasowej, jakim jest ruch zawodowy.

Proces uzbiorawiania życia ustawicznie się rozwija. Coraz więcej dziedzin życia jednostki wchodzi w orbitę interesów społecznych. Wymaga tego rozrost i zróżniczkowanie sfery życia indywiduum. Sprawy, które do niedawna obchodziły wyłącznie jednostkę lub najbliższe jego otoczenie, np. rodzinę, stają się dziś przedmiotem zainteresowania społeczeństwa. Tak jest dziś z kwestią zdrowotności, kultury fizycznej, wychowania dzieci itp. Zjawisko to wyrasta na tle naturalnego rozwoju społecznego i ekonomicznego. Jednostka coraz więcej, chcąc nie chcąc, zostaje we wszystkich przejawach swego bytowania wchłaniana przez maszynę społeczną i przez nią uzależniana. Oczywiście, wszystkie ujemne strony, wynikające z wad montażu tej maszyny, odczuwa każdy na sobie.

Maszyna systemu kapitalistycznego dzięki temu ujawnia całą swą absurdalność konstrukcyjną i pod wpływem wymogów życia usiłuje ułamkowo przystosować się tam, gdzie już istnieje po temu nieodwołalna konieczność. Jednocześnie kierownicy jej, obóz burżuazji, wszelkie przymusowe dla siebie reformy wprowadzają w ten sposób, że stają się one czynnikiem hamulcowym w przyszłości.

Konieczna jest stała kontrola, a gdzie można korekta tej działalności. Ruch socjalistyczny, strzegąc interesów klas pracujących, zmuszony jest niejednokrotnie do uzupełniania akcji odgórnej, prowadzonej przez ciała ustawodawcze, poczynaniami i inicjatywą na dole, w terenie społecznym. I aczkolwiek poczynania te mają z konieczności skromniejsze rozmiary, posiadają jednak wielką doniosłość, budząc instynkt społeczny w obozie pracy, wiarę w twórczość oddolną, i wyrabiając zdolność współpracy. Znaczenie wychowawcze pracy społecznej jest bez żadnego wątpienia znacznie wyższe niż takiejże działalności państwa, mimo skromniejszych efektów.

Świadome lub podświadome wyczucie tych wartości istnieje i w ruchu klasowym, wiele energii w tym kierunku jest skierowane. Łatwo to stwierdzić w rozbudowie organizacji społecznych oddanych pracy pozytywnej na terenie proletariackim, o różnym przeznaczeniu, a wspólnych celach zasadniczych.

Wysuwają się tu natomiast i pewne momenty niebezpieczne.

Pierwiastki myślenia socjalistycznego są dziś powszechniejsze, niż się to pozornie wydawać może. Zrozumienie socjalizmu jako pewnej konieczności dziejowej przenika umysły współczesnego pokolenia, czasem pojawia się ono jedynie jako reakcja na zbyt rażące przejawy krzywdy społecznej lub anarchiczności gospodarczej ustroju kapitalistycznego. Zjawisko to wpływa na wykształtowanie się szeregu sympatyków lub nawet deklarujących się organizacyjnie jednostek, tworzących typ, który określiłbym mianem ułamkowego socjalisty.

Brak wiedzy społecznej, zdolności operowania dialektycznymi kategoriami, nałogi wychowania w kulturze burżuazyjnej, wreszcie lenistwo umysłowe, towarzyszące niejednokrotnie dużemu temperamentowi społecznemu, wszystko to utrudnia zrozumienie pełni bogactwa myśli socjalistycznej i głębokości marksistowskiej tezy: „przez socjalizację produkcji do indywidualizacji człowieka”. Wspomniany typ „ułamkowego socjalisty” przy wszystkich swoich brakach teoretycznych przedstawia nieraz dużą wartość jako siła monterska i czynnik wewnętrznej krytyki oderwanych znów od życia zbytnio intelektualistów, cierpiących na sklerozę doktryny. Kolaboracja taka może być nie tylko utylitarnie wskazana, lecz i pożyteczna w skali szerszej.

Rozszerzenie się rynku pracy społecznej i wchodzenie w jego sferę elementów wnoszących przy całej dobrej woli wiele pojęć obcych socjalizmowi, niesie natomiast pewne niebezpieczeństwo odchylenia poszczególnych akcji od zasadniczego i głównego nurtu klasowego ruchu. Zilustruję to kilkoma przykładami charakteru ogólnego, a sądzę, że czytelnik z doświadczeń i obserwacji życiowych dopowie sobie fakty.

Spółdzielczy ruch robotników-spożywców narażony jest na „skramiczenie”, polegające na przeniknięciu do świadomości kierowników obcego pierwiastka pojęć zysku i kalkulacji, które dziś są konieczne, ale które nie tkwią bynajmniej w zasadzie kooperacji klasowej, będącej w pierwszej mierze czynnikiem wychowania socjalistycznego i agendą aprowizacyjną robotnika.

Wyzysk robotnika jako spożywcy jest równie bolesny dla niego i codzienny, jak i wyzysk, jakiemu podlega w charakterze bezpośredniego wytwórcy, kooperatywa może tu i powinna spełnić rolę źródła uświadomienia klasowego przez wykazanie wszechstronności pokrzywdzenia proletariatu, przyjmując za punkt wyjścia położenie spożywcy.

Bardzo ważnym jest młody stosunkowo ruch w zakresie samopomocy w opiece społecznej i opiece nad dzieckiem robotniczym. Tu na plan pierwszy wysuwa się groźba zatrucia roboty pierwiastkiem taniego sentymentalizmu, czułostkowości i filantropijnych wszystkich grzechów społecznych, rodzących się z litości, będącej plasterkiem społecznym na ból indywidualnego sumienia, zjawiska dość częstego wśród „dobroczyńców” z burżuazji. Współczucie indywidualne jest bezpośrednią reakcją na widok nędzy, logicznie powinno doprowadzić do zbadania zjawiska i wprowadzić daną jednostkę na drogę myśli społecznej. Przeważnie jednak wzmiankowane lenistwo umysłowe, a może podświadomy instynkt samozachowawczy, stojący w obronie wygody życiowej, czasem płytkość umysłowa, nie wykluczająca impulsywności uczuciowej – kierują wyładowanie energii po linii filantropii, a nie samopomocy społecznej.

Filantropijne podejście do kwestii pauperyzmu jest organicznie związane z metodą myśli burżuazyjnej, wspartej z drugiej strony o obłudny klerykalizm, i stanowi jedną z wartości kultury burżuazji, lubującej się w kompromisach, traktującej je jako system godzenia bardziej etycznych jednostek z moralnością całego układu kapitalistycznego.

Pisałem poprzednio o nasiąkaniu umysłowości pojęciami współczesnej kultury. Można z całą prawdziwością stwierdzić, że sentymentalizm, szkodliwy w swych przejawach, gdyż odbierający nieraz wiarę w wartość zbiorowego, samodzielnego wysiłku, aż nazbyt często daje się zaobserwować przy akcji w dziedzinie opieki społecznej. Jednostki, cierpiące na tę chorobę, przynosząc bezpośrednie korzyści, szkodzą, jeżeli spojrzymy na ich działalność z pewnej perspektywy, koniecznej dla osiągnięcia optimum warunków oglądowości.

Praca kulturalno-oświatowa narażona jest na zasadnicze zaszczepianie pojęć z innego świata i tu niebezpieczeństwo jest największe. Niewielu oświatowców potrafi całkowicie stosować metodę samokształcenia tak niezmiernie ważną dla usamodzielnienia umysłowego i wyrobienia krytycyzmu wśród robotników. Każdy przeciętny inteligent powtarza oklepany frazes o wartości samokształcenia, ale bardzo a bardzo niewielu rzeczywiście w pracy oświatowej umie je prowadzić. Prowadzenie zespołu oświatowego tą metodą jest dla oświatowca pracowite, wymaga ciągłego wysiłku, przeważnie zaś inteligent idzie po linii najmniejszego oporu, podaje gotowe, przeżute prawdy, nie zmusza do pracy samodzielnej i trudu umysłowego i oszukuje sam siebie zadowoleniem ze spełnionego obowiązku społecznego.

Jeżeli słuchacze na owych oświatowych zebraniach zadadzą kilka pytań, to już uważa się za sukces zainteresowania. Praca tak wykonywana nuży szybko i oświatowców, i uczestników. W tej też dziedzinie widać najwięcej tandety społecznej. Wartość obiektywną obniża to jeszcze, że zbyt mało jest inteligentów przygotowanych choćby jako tako do kulturalnictwa socjalistycznego. W większości poczynania te nie różnią się od analogicznych prac obozu prawicy społecznej. Różnice leżą raczej w stronie terminologicznej niż innej, a wynika to z tego, że wśród inteligencji socjalistycznej dość często spotkać można typowo mieszczański sposób podchodzenia do wielu zagadnień. Występuje tu owa „ułamkowość”, znajdująca swój wyraz w ekspansji umysłowej przede wszystkim.

Sądzę, że tych kilku przykładów wystarcza, by sobie uświadomić, że istotnie niebezpieczeństwo wyjścia gdzieś na odległe peryferie ruchu klasowo-robotniczego poszczególnych prac społecznych realnie istnieje. Nastąpić łatwo może rozluźnienie frontu, przy jego równoczesnym rozszerzeniu, tak radośnie witanym. Ażeby owemu rozluźnieniu zapobiec, należy front zewrzeć i czynić go bardziej jednolitym. Organizacją jedynie po temu powołaną, gdyż utrzymującą rzeczywiście rękę na pulsie codzienności życia proletariatu, jest związek zawodowy, około którego powinny grupować się wszelkie zrzeszenia pracy społecznej w obozie socjalistycznym.

Kulturalnictwo socjalistyczne

W związku z poruszanym powyżej rozszerzeniem działalności, które powoduje napływ społeczników i wytwarzanie się tego typu wewnątrz ruchu, powstaje przed nim problemat utrzymywania mocnych nici kontaktowych między poszczególnymi dziedzinami; organizacyjnie, powtarzam, jedynie za właściwe uznać należy za centrum ruchu socjalistycznego związki zawodowe, otwartą pozostaje sprawa odpowiedniego urabiania i kształtowania aktywnych pracowników na wszystkich polach w duchu socjalistycznym.

Związek zawodowy ze swej istoty jest organizacją ściśle robotniczą, pomijając klasowe związki pracowników umysłowych, co dziś jeszcze w powijakach się znajduje. Ten stuprocentowo robotniczy charakter ruchu zawodowego ma swoje dobre i złe strony. Do dobrych zaliczam to, że na ich terenie trudniej jest operować różnego rodzaju pokątnym doradcom, momentem ujemnym jest brak oddziaływania codziennego ze strony grup umysłowo bardziej wyszkolonych.

Minus ten jednak nie jest tak trudno usunąć, a mianowicie przez powoływanie poszczególnych jednostek do wykonywania konkretnych prac w danym zakresie, czy to opieki społecznej, czy spółdzielczości, czy akcji oświatowej wreszcie.

Ponieważ w tych dziedzinach moment zawodowości ustępuje klasowości, akcja nie musi wiązać się z daną organizacją zawodową, lecz z ich zrzeszeniem terenowym w postaci Rady Okręgowej. Przy tym postawieniu sprawy związki zawodowe zachowują swój czysto proletariacki charakter wewnętrzny, zapewniając sobie jednocześnie współpracę inteligencji socjalistycznej. Wszelkie jednak nici powinna utrzymywać Rada Okręgowa Związków Zawodowych, jako ośrodek całego ruchu.

Nie jest to tylko zagadnienie formalnej natury, wnika ono w same założenia klasowej akcji, a zresztą kwestia stosunku formy do treści bynajmniej nie jest błahą i pewne formy mogą sprzyjać rozwojowi treści, pewne go hamować. Omawiałem już, dlaczego związki zawodowe uważam za naturalny ośrodek ruchu klasowego, przypominam to, przy czym uważam, że właśnie takie ustawienia sprawy jest zgodne z zasadą bio-socjologiczną socjalizmu.

Tezę głoszącą indywidualizację człowieka przez socjalizację produkcji, należy rozumieć jako tendencję do zaktywizowania stosunku jednostki do gromady. Chodzi tu o pomnożenie wartości społecznych przez twórczość jednostki. To należy mieć na uwadze przy planowaniu budownictwa socjalistycznego.

Jakże w dzisiejszych warunkach mówić o aktywności jednostki? Na rynku współżycia w ustroju kapitalistycznym miejsca na to nie ma. Istnieje natomiast pełna możliwość w ramach ruchu klasowego.

Aktywność ta ujawniać się może z różną mocą, zależnie od charakteru danej organizacji. Zbadajmy z grubsza te możliwości. Aktywność na terenie organizacji spółdzielczych jest o tyle trudna, że samo spożycie jest funkcją bierną pod względem gospodarczym, czynnym jest jedynie udział w produkcji, wykładający się organizacyjnie w związku zawodowym.

Tak mówi teoria. W życiu jednak związki zawodowe rzadko przejawiają mocniejsze tempo pracy. Równie rzadko robotnik wypowiada się w sprawach politycznych. Jedynie w czasie wyborów do tych czy innych ciał, co się zdarza raz na kilka lat. Po spełnieniu swego obowiązku w czasie głosowania właściwie wpływu na codzienną politykę nie posiada.

Umowy zbiorowe zawierają się co pewien tylko czas, akcja strajkowa nieczęsto bywa i jeżeli tak spojrzeć oczami codzienności, to związek robotnika z całą robotą socjalistyczną jest znacznie słabszym, niż to się wydawać może przy patrzeniu z góry.

Uważam za rzecz zgoła najważniejszą i wymagającą jak największych wysiłków, związanie robotnika trwale z jego związkiem zawodowym. Na ogół biorąc, nie docenia się zazwyczaj tego, jak wielkie miejsce w życiu każdego człowieka zajmuje jego życie umysłowe i to bez względu na poziom ogólny. Tłumaczę sobie to tym, że mózgi o gospodarczym nastawieniu, a takich jest większość wśród działaczy socjalistycznych, patrzą na jednostkę przede wszystkim pod kątem jego ekonomicznych potrzeb i ginie im często z oczu druga dziedzina życia – potrzeby umysłowe. W wyniku tej jednostronności nie otrzymujemy syntezy, koniecznej dla dostatecznie szerokiego ujęcia kwestii.

Związek zawodowy, walcząc o robotnika-wytwórcę, może i powinien organizować go jako spożywcę gospodarczego w spółdzielni spożywców, jako spożywcę wartości umysłowych, zaspakajać również w ramach swej organizacji. Dopiero na tym szerokim fundamencie budować się może organizacja walki o właściwe warunki dla tych prac – partia polityczna. Często dzieje się odwrotnie. Buduje się wpierw górę i z wysokości inspiruje pracę społeczną, dół. To podejście jest sztuczne i niebezpieczne, niezgodne wreszcie z logiką działalności zbiorowej.

Należenie do organizacji zawodowej nie może ograniczać się do wpłacania składek, trzeba w niej stwarzać warunki, w których inicjatywa i aktywność jednostki będą mogły się ujawnić, trzeba ją uważać za ośrodek wychowania socjalistycznego. Miejmy na uwadze, że będzie to w pewnym stopniu profilaktyka, zabezpieczająca proletariat przed niepożądanymi wpływami z podwórka burżuazyjnego.

Można tu spotkać się z odpowiedzią, że przecież istnieją i spółdzielnie klasowe, i organizacje oświatowe, że wszystko jest więc w należytym stanie. Uprzedzam ten optymizm.

Do organizacji oświatowej przychodzą ci, którzy tworzą swego rodzaju arystokrację umysłową wśród proletariatu. Szerokich warstw jej praca nie dosięgła i w tej formie nie dosięgnie nigdy w odpowiedniej skali. Robotnik nawet słabo uświadomiony klasowo przyjdzie do spółdzielni, jeżeli ta rzeczywiście lepiej go obsłuży niż kupiec prywatny, przyjdzie do związku zawodowego, bo tam się mówi i decyduje o wysokości jego zarobków, ale nie przyjdzie do organizacji oświatowej, właśnie dzięki brakowi uświadomienia.

Punktem zaczepienia go może być tylko organizacja gospodarcza o znanych mu celach i korzyściach, jakie mu daje.

Piszący te słowa zetknął się niejednokrotnie z objawem następującym. Robotnik o umysłowości klerykalnej, wróg socjalizmu i ciemny przy tym wszystkim, należy do klasowego związku zawodowego. Zapytany, jak to godzi, odpowiada, że ten związek jest najlepszy i najlepiej stara się o dobro robotnika. To są fakty, mówiące bardzo dobrze o robocie zawodowej i bardzo źle o robocie wychowawczo-oświatowej. Bezpośrednia korzyść przyprowadziła tego robotnika do właściwej organizacji zawodowej i tam powinien mózg jego ulec przeszkoleniu społecznemu, instynktowna klasowość powinna być przekształcona przez pogłębienie w świadomą.
Do organizacji politycznej lub oświatowej, ściśle z polityczną związanej, przychodzi element już uświadomiony. Związek zawodowy jest znakomitym terenem rozszerzania światopoglądu socjalistycznego. To jest jego doniosłe znaczenie, zbyt mało wyzyskane dla celów ogólnosocjalistycznych.

Wychowanie socjalistyczne i praca kulturalno-oświatowa nie wspierająca się o organizację gospodarczą – związek zawodowy i spółdzielnię – buduje w powietrzu, jest nietrwała i organizacje tego typu idą po linii raczej zewnętrznego efektu. Powinny one skupiać te elementy, które są poza wpływami ruchu zawodowego.

Robota kulturalna, pojęta jako forma wychowania socjalistycznego, powinna przenikać stale ruch zawodowy i spółdzielczy, wypełnić tę lukę jaką posiada ruch przez traktowanie tej pracy jako samej w sobie. Jest to może łatwiejsze, bo szablonowe, ale za to mało wydajne i nie sięga do nizin społecznych, obejmując górne warstwy proletariatu.

Nie wystarcza to, że w programach pracy i deklaracjach oficjalnych stwierdza się ścisłą łączność różnych form ruchu robotniczego. W życiu ta łączność jest w gruncie rzeczy bardzo słaba i wzajemne oddziaływanie minimalne. Przyczyna – brak punktu środkowego, nerwu centralnego całej roboty. Rolę tę spełnić może klasowy ruch zawodowy przez rozszerzenie działalności i ogarnięcie wszystkich dziedzin przy zastosowaniu podziału pracy wewnątrz.

Czyż nie należy uważać za dziwoląg swego rodzaju, że dobry kooperatysta zachowuje obojętny stosunek do związku zawodowego i odwrotnie. Jest to skutek zbytniej parcelacji całego ruchu i braku przepojenia wszystkich zrzeszeń klasowych pracą wychowawczą i uświadamiającą. Powszechnie mówi się, że ta robota jest, że wszyscy zdają sobie sprawę z jej konieczności. Z pewnością różnie bywa, ale w wielu wypadkach znaleźć można albo zupełną pod tym względem pustynię, albo też chaos i rozbite, nieskoordynowane poczynania.

Mówiąc o rozszerzeniu działalności, trzeba jeszcze wspomnieć o zupełnie zaniedbanym terenie, jakim jest sprawa udziału kobiet w życiu społecznym.

Aż do znudzenia czytać można piękne hasło, że socjalizm jedynie może dać równouprawnienie kobiety pod względem politycznym, ekonomicznym i obyczajowym, że bez kobiet nie ma kooperacji itd., itd. A mimo to, mimo że prawa kobiet polityczne zawdzięczają one wyłącznie socjalistom, aktywność ich i procentowy udział jest wielce nieznaczny. Nie wiem czemu to przypisać, ale sądzę, że odpowiednio zorganizowana akcja kulturalna i na tym terenie wydałaby rezultaty.

Spróbuję w krótkim zarysie naszkicować zadania i cele kulturalnictwa socjalistycznego. Dadzą się one zgrupować w kilku punktach. Znajduję tu sprawę wychowania przodowników ruchu, przygotowanych do roli pionierskiej w poszczególnych dziedzinach, ludzi, którzy nie wychodząc ze swej sfery, mogliby promieniować na otoczenie i być aktywnymi monterami pracy zbiorowej. Drugim zagadnieniem jest szersza ilościowo praca nad zaszczepieniem światopoglądu socjalistycznego, opartego o pewien zasób przygotowania ogólnego, szczególnie z dziedziny przyrodoznawstwa, historii i ekonomii. Dwa powyższe odcinki wymagają systematycznej pracy, typu uniwersytetu robotniczego, przy czym pierwszy widzę w organizacji drobnych zespołów, pracujących metodą seminaryjną. Trzecim odcinkiem jest mniej systematyczna praca odczytowa, obliczona już na szerokie warstwy. Wszystkie one powinny być z sobą zazębione i realizowane według pewnego planu.

Jako narzędzia pomocnicze znajdujemy najróżnorodniejsze formy pracy kulturalno-artystycznej, kultury fizycznej itp.

Szeroko w codziennej akcji powinno być uwzględnione czytelnictwo tak książek, jak czasopism socjalistycznych. Trzeba dążyć do tego, by książka, a szczególnie gazeta stała się nałogiem dla robotnika. To pole leży odłogiem.

Brakowi zapotrzebowania w tej dziedzinie niewątpliwie odpowiada tak słaby dziś ruch w wydawnictwach literatury popularnonaukowej. Szereg zagadnień zasadniczych, jeżeli nie większość bodaj, nie znajduje należytego oświetlenia ze stanowiska materialistyczno- przyrodniczego w popularnych wydawnictwach. Dziś może niewielu znalazłyby one odbiorców, po ożywieniu jednak ruchu oświatowego odbije się to z pewnością i tutaj, co ze swej strony będzie akcję ułatwiało i pogłębiało.

Przy omawianiu form pracy kulturalnej nasuwa się na uwagę sprawa właściwej organizacji wczasów robotniczych. Zawdzięczając to socjalizmowi, robotnik ma 8-godzinny dzień pracy i urlopy dwutygodniowe.

Skoro się ten sukces odniosło, a może w przyszłości da się jeszcze skrócić dzień lub tydzień roboczy, to należy go odpowiednio wyzyskać. Obowiązkiem tym obciążyć należy pracę kulturalno-oświatową.

Były już z powodzeniem dokonywane próby organizowania dwutygodniowych kolonii robotniczych w miejscowościach dających i pełnię wrażeń estetycznych, i warunki zdrowotne. Kolonia taka, oparta o zasadę komuny spółdzielczej, przynosi szereg plusów. Daje obraz małego społeczeństwa socjalistycznego, stwarza cenne stany emocjonalne, zbliża do siebie uczestników, wreszcie w najkorzystniejszych warunkach pozwala na podsumowanie całorocznej pracy oświatowej.

Spopularyzowanie takich kolonii nie jest trudne, jak również niezbyt tragicznie przedstawia się strona materialna. Między innymi drogami można stworzyć fundusz kolonijny przy związku zawodowym i przez drobne cotygodniowe wpłaty gromadzi się konieczną sumę, część czystych zysków powinna przeznaczyć spółdzielnia robotnicza, z pomocą wreszcie często przychodzą samorządy, rzadziej, ale również się zdarza, przychodzi pomoc ze strony władz państwowych.

Kolonie i ze względów zasadniczych, i na atmosferę powinny być mieszane pod względem płci, a należy dążyć, by również były mieszane i pod względem narodowościowym i wyznaniowym.

Jednolity front pracy

Ruch socjalistyczny pierwotnie ogarniał niemal wyłącznie proletariat miejski, z upływem lat dopiero przerzucając się na teren wsi. W związku z rozwojem myśli socjalistycznej, rozbudową organizacyjną, rozszerzeniem wreszcie sfery zainteresowań, powoli światopogląd socjalistyczny przenikać jął do grup biedoty wiejskiej i do inteligencji.

Zjawisko to należy uważać za naturalne, jest ono właściwym sprawdzianem żywotności akcji i zdolności przystosowania teorii do realnych wymogów życia. Jest ono również ważne i ze stanowiska wychowania socjalistycznego.

Za najbardziej dokładną i właściwą podstawę podziału społeczeństwa na dwie strony barykady społecznej uważam stosunek do pracy. Najemnictwo jest najbardziej istotną cechą nowoczesnego kapitalizmu.

Elementy żyjące dzięki pracy innych lub z tego źródła czerpiące zyski, jak również wszyscy ci, którym struktura dzisiejszego życia pozwala na perspektywę uniezależnienia się od przekleństwa najemnej pracy, stanowią prawą stronę, ludzie żyjący z pracy własnej i nie posiadający nadziei na wyzwolenie się z jej przymusu – to lewa strona. Moment własności w gruncie rzeczy, w życiu praktycznym nie stanowi jedynego, a bodaj czy nawet najważniejszego kryterium.

Dyrektorzy hut, kopalń, fabryk itp. nie są przecież bynajmniej posiadaczami, pobierają tylko gaże różnej wysokości, a jednak są niezmiernie gorliwymi agentami kapitalizmu, pełniąc rolę nie tylko organizatorów i kierowników zakładów, lecz i pośredników w wyzysku pracy. Jest to jedno z ogniw ogólnokapitalistycznego pośrednictwa, które w najbardziej ostro zarysowanej formie uosabia się w postaci pośrednika – kupca.

Niemożliwym, z drugiej strony, staje się zaliczenie pracownika umysłowego, chałupnika lub małorolnego chłopa do prawej strony społecznej, gdyż nawet fakt posiadania prostego warsztatu przez chałupnika lub kilku morgów gruntu przez małorolnego nie uwalnia ich z pęt kapitalizmu i warunkami swej codzienności element ten nie odbiega od poziomu bytowania robotnika, często nawet jest w gorszym położeniu.

Zdolność produkcyjna we własnym zakresie chałupnictwa i biedoty wiejskiej jest tak niewielka, że system pośrednictwa w produkcji i wymianie jako najistotniejszy wyraz systemu kapitalistycznego ciąży na nich podobnie, jak na bezwarsztatowym proletariacie.

Tyle co do strony ściśle ekonomicznej. Na tle tego rysuje się wyraźnie postawa psychiczna tych warstw wobec zagadnień rekonstrukcji. Przynajmniej potencjalnie, gdyż określone formy ustosunkowania się, zależne są od wyrobienia poziomu umysłowego, bieżącej koniunktury i szeregu innych czynników, które stale występują przy analizie procesów psychospołecznych.

Chałupnik czy chłop kilkomorgowy najbardziej optymistycznie usposobiony, o ile nie cierpi na bierność społeczną, o ile posiada dynamikę życia w sobie, jest automatycznie predysponowany na przyjęcie tezy socjalistycznej, gdyż ta, głosząc zniesienie systemu własnościowego, nie zagraża jego interesom, gwarantując wyższe minimum dóbr użytkowych, niż drobny posiadacz zdobywa sobie obecnie.

Dużo się mówi o instynkcie własności, który ma być rzekomo „przyrodzoną” cechą ludzką. Nie jest w każdym razie przyrodzonym, a jedynie historycznie nabytym i możliwe, że atawistycznie dziedziczonym składnikiem, jeżeli nawet jednak tak jest, a uważam to za rzecz do dyskusji, to można go usunąć drogą odpowiedniego wychowania. Nie podejmując tu specjalnego rozumowania, gdyż sprawa musi być traktowana przez psychologów raczej niż kogo innego, wysuwam jako hipotezę, że zagadnieniem centralnym jest moment użytkowości, nie własności, i w tej płaszczyźnie rzecz całą bym ustawił. W układzie kapitalistycznym te dwa momenty niemal stuprocentowo się pokrywają, jednak socjalistów stać na wyodrębnienie tych kwestii.

Samo życie zresztą jest najlepszym dowodem. Daje się bez trudu stwierdzić wpływ socjalizmu na życie wsi, czy to przez rozrost organizacji socjalistycznych na tym terenie, czy to przez przemykanie do ruchu socjalistycznego, względnie nawiązywanie pewnego kontaktu z nim ze strony radykalnych ugrupowań chłopskich.

W latach powojennych sprawa stosunku ruchu proletariackiego do poszczególnych sfer społecznych, a więc inteligencji i drobnorolnego chłopstwa, nabrała poważniejszego znaczenia. Istnieje ona i w płaszczyźnie spraw związanych z wychowaniem socjalistycznym, jako zagadnienie wzajemnego oddziaływania kulturalnego. Powstaje pytanie, czy i co robotnicy socjaliści zyskują przez rozszerzenie grupowych ram całego ruchu.

Jest to sprawa pierwszorzędnej doniosłości, gdyż obok szeregu momentów dodatnich, między innymi i wzrostem wpływów, wzmożeniem ekspansji socjalizmu, nasuwa i pewne niebezpieczeństwa na przyszłość, co należy już teraz sobie uprzytomnić, aby móc im zapobiec.

Niebezpieczeństwo leży w tym, że grupy, o których wyżej wspomniano, wnoszą do ruchu swoje właściwości psychologiczne, ciąży na nich społeczna przeszłość, która wytworzyła typ raczej drobnomieszczański niż inny. Procesy ekonomiczne niewątpliwie poprzedzają procesy psychologiczne i warstwy te pchane logiką swego położenia gospodarczego do współpracy z obozem socjalistycznym przychodzą doń ze swym bagażem umysłowym, stanowiącym przeszkodę do wykształcenia w nich typu szczerze socjalistycznego. Więcej nawet, sądzę, że istnieje obawa o zarażenie przez te napływowe elementy kategoriami drobnomieszczaństwa proletariatu. Nie chciałbym przesadzać, jednak uważam za konieczne ustosunkowanie się do tej sprawy, ażeby nie dopuścić do wytworzenia się odpowiednich warunków dla opóźniania rozwoju psychologicznego i umysłowego w stosunku do wzmożonej proletaryzacji czy pauperyzacji masy nieprzemysłowej, lecz odwrotnie proces ten raczej przyspieszać.

Za rzecz całkowicie pewną uważam, że naturalny typ – przyrodzony ze stanowiska socjologicznego – socjalisty daje proletariusz fabryczny, i ta sfera klas pracujących powinna nadawać cechy charakterystyczne teorii i praktyce socjalizmu, jej postawa, cele i potrzeby powinny być drogowskazami dla całości. Decyduje o tym całkowita bezwarsztatowość, brak własności, najemnictwo. Żadna inna sfera nie posiada tyle danych, ażeby uważać się za lepszy materiał w budownictwie socjalistycznym. Tych ludzi nic nie wiąże z przeszłością, a wszystko prowadzi w przyszłość.

Chałupnicy, drobne chłopstwo, ma pozostałości wiążące z kapitalizmem przez moment posiadania i nadzieje, w 99% złudne zresztą, przejścia do grup środkowych społeczeństwa, nadzieje te towarzyszą inteligentom, wśród których większość marzy o tam, by zająć wyższy szczebel w hierarchicznej drabinie układu kapitalistycznego i stać się cenionym przez dzisiejszych władców ich agentem, inteligencję wiąże poza tym wspólnota kulturalna, słowem sfery te mają spore serwituty na swej umysłowości.

Ruch socjalistyczny musi te elementy wchłonąć i jednocześnie zasymilować bez reszty. Inaczej pozostaje groźba jeżeli nie zasadniczego zniekształcenia linii, to w każdym razie przejściowego zanieczyszczenia opóźniającego rozwój naturalny. Skłaniać nas musi zresztą do tego aktywizm, wypływający z samej istoty socjalizmu.

Rozpatrzmy kolejno stosunek do małorolnego chłopstwa i inteligencji. Niewątpliwie współżycie żywiołu pracującego wsi ze światem pracy w mieście ma swoje dobre strony. Trudno mi tu poddawać analizie wartości, jakie do tego współżycia wnieść może kultura wsi.

Ograniczam się tylko do stwierdzenia, że wzajemne przenikanie się tych tak odrębnych kultur może przynieść obopólną korzyść pod warunkiem, że podstawą współżycia będzie stosunek do pracy i wspólny front wobec wyzysku. We wzajemnym zbliżaniu się inicjatywa powinna spoczywać w rękach grup miejskich, jako więcej wyrobionych społecznie i bardziej aktywnych.

W pierwszym rzędzie należy się poznać i pokonać całą moc wzajemnych, nieuzasadnionych uprzedzeń. Robotnik w olbrzymiej większości nie zdaje sobie sprawy z ogromu nędzy mas drobnochłopskich. Odczuwając na sobie najbardziej boleśnie codzienną zależność od posiadaczy, uważa kwestię własności za decydującą, w mieście widzi chłopów-spekulantów, nie wie zaś lub zapomina o tej większości, która się tam nie pokazuje, gdyż nie ma nic do zbycia i wegetuje w gorszych nawet niż on warunkach. Zazdrości chłopu jego niezależności osobistej, nie widząc codziennego bytowania i głodu małorolnych, którzy często poszukują popytu na swoje ręce robocze i nie mogą go znaleźć. Spotyka go wreszcie, kiedy ci zjawiają się, szukając pracy, i jako niezorganizowany, nieuświadomiony element występują w postaci czynnika obniżającego płace zarobkowe i często niesolidaryzującego się z akcją związków zawodowych.

Są to objawy bardzo bolesne dla robotnika, umiejętnie zaś wygrywane przez kapitalistów, dyskontujących je w myśl swych aktualnych interesów.

Z drugiej strony chłop nie zna życia robotniczego. Wie, że sprzedawszy tanio swe produkty pośrednikowi na wsi, musi po wysokiej cenie nabywać wyroby przemysłowe. Wie, że robotnik ma ośmiogodzinny dzień pracy, podczas gdy dla niego trwa on od wschodu słońca do nocy. Wie wreszcie, sam wiecznie odczuwający głód pieniądza w drobnych nawet ilościach, że robotnik ma swoją tygodniówkę. Wartość pieniądza i wartość chleba inna jest na wsi i inna w mieście, i dlatego właśnie ludzie, dla których drugie jest decydującym czynnikiem życia, nie rozumieją się.

Z jednej zaś i drugiej strony nie wiedzą, a przynajmniej nie dostrzegają, że między nimi istnieje łańcuch pośrednictwa kapitalistycznego, od strony robotnika zaczynający się w osobie właściciela warsztatu, idący przez kupca-hurtownika wielkomiejskiego, agenta handlowego, hurtownika prowincjonalnego, a kończący się na kupcu-detaliście wiejskim, od strony zaś chłopa mający początek w kupcu wiejskim przez hurt lokalny, hurt wielkomiejski i koniec znajdujący w postaci sklepikarza.

Zwalczenie wzajemnych uprzedzeń leży w uprzytomnieniu klasom pracującym miast i wsi tego właśnie łańcucha i wskazanie socjalizmu jako metody zniszczenia go, zracjonalizowania systemu produkcji i wymiany, zbliżenia do siebie wszystkich ludzi pracy.

Najwłaściwszą metodą na tym odcinku jest spółdzielczość, niedoceniona pod tym względem. Organizowanie wszelkich form spółdzielczości na terenie wsi, nawiązywanie stałego kontaktu gospodarczego między nimi a spółdzielniami spożywców, wspólna wreszcie akcja kulturalna, polegająca na wzajemnym odwiedzaniu się przez wycieczki, organizowanie urlopowych wczasów robotniczych na terenie wiejskim itp. – znacznie przyczynić się może do obalenia chińskiego muru budowanego z fałszywych przesłanek kapitalistycznego układu. Te drogi nasuwa samo życie w planowaniu prac wychowawczych ruchu klasowego.

Pod względem organizacyjnym najwłaściwszą jest forma związków zawodowych drobnych rolników, które by stanowiły centrum całej działalności i wchodziły w orbitę ruchu klasowo-zawodowego.

O chałupnictwie niewiele da się tu powiedzieć. Jest ono niewątpliwie przejściową formą gospodarczą, istniejącą na tle niedorozwoju systemu kapitalistycznego i zanikającą w krajach dojrzałego kapitalizmu, gdzie chałupnik albo się proletaryzuje całkowicie, co ma miejsce w 90%, albo w nielicznych wypadkach przechodzi do sfery drobnych, samodzielnych wytwórców, wzmacniając tzw. stan średni.

Ten element jest bardzo trudny do uspołecznienia i psychologicznie, i kulturalnie. Rzecz dziwna może, ale pod tym względem przedstawia on wiele podobieństw do lumpenproletariatu, co staje się zrozumiałym, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jest również produktem odpadkowym nowoczesnego kapitalizmu.

Poważnie przedstawia się zagadnienie stosunku do inteligencji jako sfery i jej udziału w budownictwie socjalizmu.

Zaznaczałem poprzednio, w jak wysokim stopniu właściwości kultury burżuazyjnej ujemnie wpływają na umysłowość człowieka pracy. Dotyczy to przede wszystkim inteligencji, która wchłania większą dozę tej kultury wraz z towarzyszącymi jej cechami i jest w swym codziennym życiu poddana jej działaniu.

Socjalizm ma prawo i obowiązek żądać od przedstawicieli tej warstwy, deklarujących się na platformie ruchu, aby dokonali gruntownego oczyszczenia się od wszelkich nalotów w tej mierze. Następnie trzeba wyznaczyć inteligentom właściwe miejsce. Powinni oni iść obok robotnika, lecz nie na przedzie, jeżeli nie mają po temu specjalnych danych. Zbyt często daje się widzieć, że ludzie duchowo obcy proletariatowi przemawiają w jego imieniu, co nie jest zresztą trudne wobec braku pionierów spośród dolnych warstw ruchu. Należy baczyć, by masa pracująca nie była odskocznią do łatwej kariery, by zachowany był właściwy stosunek służby społecznej, i nie dopuszczać do przestawienia tego stosunku. Inteligencja powinna przede wszystkim być technicznym wykonawcą szeregu prac, których robotnicy swymi siłami ze względu na brak wykształcenia wykonać nie mogą, powinna większą wagę przykładać do zagadnień kulturalnych, a nie ograniczać się do efektownej propagandy, powinna wreszcie rozwijać myśl socjalistyczną i pogłębiać ją. Nie chcę tu wysuwać żadnych zarzutów, a jedynie podkreślić ważność pozytywnej, codziennej pracy i ostrzec przed pójściem po linii najmniejszego oporu na efekty zewnętrzne.

Sądzę, że nie będę musiał uważać się za pesymistę, jeżeli powiem, że zbyt mało widzimy przejawów twórczej myśli socjalistycznej w dziedzinie naukowej, że mamy wiele braków w oświetlaniu teoretycznym szeregu zjawisk niezmiernie ważnych i ciekawych, jakie nasuwa nam współczesne życie okresu przełomu.

Sprawa ta wymagałaby specjalnego omówienia. W płaszczyźnie bardziej bezpośredniej uderza niezmiernie nikły poziom wyrobienia społecznego wśród inteligencji pracującej. Jest ona pod tym względem znacznie gorzej postawiona od robotnika. I znów wypływa sprawa wychowania socjalistycznego dla tego odłamu proletariatu, nie mniej ważna od sprawy wychowania robotnika, ale natomiast częściej przemilczana lub zgoła niedostrzegana. Należałoby i tu podjąć wysiłki, aby zbliżyć pracę mózgu do pracy mięśni, aby usunąć owe „my i wy”, dzielące robotnika tak od chłopa, jak od inteligenta i odwrotnie, by w płaszczyźnie wzajemnego zrozumienia się, wspólnoty interesów gospodarczych, rozszerzyć i wzmocnić przez ilościowe i jakościowe pogłębienie jednolity front pracy.

Są to sprawy wypływające z dnia dzisiejszego i warunkujące dzień jutrzejszy.

Akcentuję raz jeszcze, że według mego najgłębszego przekonania wiąże się to przede wszystkim z zagadnieniem szeroko zrozumianej akcji kulturalno-wychowawczej, traktowanej nie jak propaganda aktualna, lecz rzeczywiste kształtowanie mózgów w myśl bio-socjologicznych zasad wypływających z socjalizmu.

Nie mam ambicji, by na przestrzeni kilkuset wierszy przedstawić całokształt sprawy wychowania socjalistycznego, wymaga to obszerniejszych rozważań, wiem, że mogą na poszczególne momenty przeprowadzonego tu rozumowania być odmienne poglądy, uważam jednak za celowe poruszenie w tej formie kwestii, pragnąc choć w niewielkim stopniu przyczynić się do ożywienia zainteresowań tą dziedziną.

Powtarzam w zakończeniu pogląd poprzednio wypowiedziany. Nie wolno robić celu z drogi do celu, nie wolno, osiągając korzyści doraźne, zapominać o przyszłości, gdyż socjalizm jest trwalszy od życia ludzkiego i towarzyszących mu koniunktur.

Jerzy Karon
_____________________
Powyższy tekst to cała broszura, wydrukowana przez drukarnię „J. K. Trzebiński” w Radomiu, a dystrybuowana przez Księgarnię Robotniczą w Warszawie. Brak daty wydania, powstała prawdopodobnie w I połowie lat 30. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 

Jerzy Karon (1894-1943) – pseudonim Jerzego Juliana Kołakowskiego. Był on wnukiem powstańca styczniowego, po I wojnie światowej studiował na Uniwersytecie Warszawskim, poznał wówczas późniejszego bliskiego współpracownika – Jana Wolskiego, czołowego polskiego ideologa, popularyzatora i organizatora spółdzielczości pracy. Po ślubie przeprowadził się w roku 1926 do Radomia. Tam prowadził działalność publicystyczną i oświatowo-kształceniową, angażował się w rozwój i obronę bibliotek, związany był z ruchem spółdzielczości spożywców i spółdzielczości pracy m.in. jako organizator i stały prelegent na spotkaniach popularyzujących zasady ruchu. Popularyzował także samorządność uczniowska. Bliski ruchowi socjalistycznemu, akcentował jednak działalność kulturalną, społeczną i spółdzielczą zamiast partyjnej. Publikował liczne teksty w prasie spółdzielczej. W roku 1936 przeprowadził się do Łodzi, więc powyższa broszura prawdopodobnie pochodzi sprzed tego okresu, jako wydana w Radomiu. Podczas okupacji hitlerowskiej pracował w spółdzielczości spożywców. Za zaangażowanie w antyhitlerowskim ruchu oporu został aresztowany w maju 1943 r. i rozstrzelany w ruinach getta warszawskiego 29 maja 1943 r. Autor licznych publikacji, m.in. „Budowa społeczna Polski”, „Działalność kulturalno-oświatowa na terenie m. Radomia. Monografia społeczna”, „Rola wychowawcy w samorządzie młodzieży”, „O kooperatyzację pracy nauczycielstwa szkół średnich”. Jego synem był słynny filozof Leszek Kołakowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *