Maurycy Orzech

Walka z żydowskim światem pracy

[1936]

Jedna z legend, którymi antysemici w Polsce operują, głosi, że Żydzi w Polsce – to sami bankierzy, fabrykanci, kamienicznicy. Fakt, że w Polsce istnieje żydowski świat pracy, że olbrzymie rzesze Żydów żyją z pracy swych rąk – polscy antysemici skwapliwie przemilczają.

Bo mówić o żydowskim świecie pracy, to znaczy mówić o nędzy żydowskich mas pracujących, o ich ciężkim wysiłku, o skąpych zarobkach, o długim dniu roboczym, o strasznych warunkach mieszkaniowych. A to by wszak w jaskrawy sposób przeczyło legendzie o bogaczach, kapitalistach i wyzyskiwaczach w Polsce.

Według spisu ludności z r. 1921 było w Polsce żydowskich robotników 200 tysięcy i żydowskich pracowników biurowych 50 tysięcy. Według tegoż spisu na jedną czynną zawodowo osobę, przypadały u Żydów dwie osoby bierne. Sądzimy, że dla robotników i pracowników, wśród których jest sporo młodocianych, trzeba skorygować liczbę osób biernych. Prawdopodobnie żydowska klasa pracująca w Polsce wraz z rodzinami liczy około 500 000 osób.

Ale to było 15 lat temu. W chwili obecnej żydowska klasa robotnicza wraz z rodzinami liczy na pewno około 700 000 osób. W jednej tylko Lodzi, według źródeł oficjalnych, wśród ludności żydowskiej, która liczy obecnie przeszło 200 tysięcy, jest prawie 53% robotników Żydów, a więc ok. 107 tysięcy.

Do żydowskiego świata pracy należy zaliczyć również rzemieślników, a zwłaszcza chałupników. Na podstawie całego szeregu wyliczeń dokonanych przez żydowskich badaczy i statystyków (Dr Lipowski, Dr Leszczyński) w roku 1935 było przeszło 400 000 żydowskich samodzielnych rzemieślników i chałupników. Wraz z rodzinami ta część żydowskiego świata pracy liczyła 1300000-1400000 osób.

Razem więc z rodzinami żydowski świat pracy liczy w chwili obecnej około 2 milionów osób.

***

Lata powojenne dla świata pracy w Polsce były latami ciężkiego borykania się o najskromniejszą egzystencję. Żydowski zaś świat pracy dodatkowo musiał toczyć walkę o utrzymanie terenu pracy, z którego był systematycznie wypierany.

Już w r. 1919 zaczęto masowo zwalniać wszystkich robotników-Żydów, którzy byli zatrudnieni na kolejach, bądź to w dawnym zaborze niemieckim, bądź w austriackim. Podczas wielkiej wojny zarówno władze niemieckie, jak austriackie przyjmowały do pracy na kolejach Żydów. Działo się to nie ze specjalnej miłości do nich, ale wprost dlatego, że brak było ludzi do pracy.

Ci wszyscy żydowscy pracownicy kolejowi zostali po r. 1918, w ciągu krótkiego czasu, usunięci z zajmowanych stanowisk i to bez żadnego odszkodowania. Nie pomogły żadne starania: około 1500 robotników Żydów, wśród których, zwłaszcza w Galicji, znajdowali się wysłużeni kolejarze, utraciło pracę. Dla Żyda robotnika, praca na kolejach stała się rzeczą nieosiągalną.

Pozbawienie pracy z powodu „żydowskości” dotknęło wszystkich robotników, którzy w Warszawie, Łodzi i w innych miastach pracowali w instytucjach, które były założone przez władze okupacyjne, a potem zostały przejęte przez władze polskie. We wszystkich tych instytucjach pozostawiono robotników polskich, a nawet powiększono ich liczbę, natomiast wydalono bez żadnych skrupułów żydowskich robotników.

Pozbawienie robotników Żydów pracy nastąpiło na większą skalę przy przejęciu przez monopol państwowy fabryk tytoniowych. W Warszawie, Białymstoku, Grodnie i innych miastach cały szereg prywatnych fabryk papierosów wykupiło państwo. W fabrykach tych pracowało sześć tysięcy robotników i robotnic żydowskich. Wśród nich były setki takich, którzy od wczesnej młodości pracowali w tych fabrykach. Otóż administracja monopolu tytoniowego zaczęła od chwili przejęcia fabryk rugować z nich robotników żydowskich. Żydowski robotnik nie był godzien tego zaszczytu, aby jego płuca miał niszczyć pył tytoniowy w fabrykach monopolu państwowego. Obecnie z parotysięcznej rzeszy żydowskich robotników tytoniowych pozostało przy pracy najwyżej kilkuset.

Stało się już zasadą, że w Polsce upaństwowienie jakiegoś przedsiębiorstwa pociąga za sobą całkowite usunięcie pracujących w nim robotników i pracowników umysłowych żydowskich. Podobnie bywa i w przedsiębiorstwach obejmowanych przez samorząd.

Nawet na robotach publicznych organizowanych dla bezrobotnych, przyjęcie bezrobotnego Żyda wymaga długiej uporczywej walki, jaką musi stoczyć Biuro Pracy przy żydowskiej Radzie Krajowej klasowych związków zawodowych.

Dla żydowskiego robotnika i pracownika terenem pracy pozostały prywatne przedsiębiorstwa żydowskie. I nawet na tym wąskim odcinku liczne są przedsiębiorstwa, których właściciele, Żydzi, z tych lub innych względów, również stosują bojkot pracy żydowskiej.

***

Bojkot i wypieranie żydowskiego robotnika oraz pracownika umysłowego dokonywa się prawie że wyłącznie przy pomocy środków gospodarczych. Specjalnego ustawodawstwa, które miałoby na celu niedopuszczanie żydowskiej klasy robotniczej do pracy, nie ma. Oczywiście, okoliczność, iż bardzo ważna część ustawodawstwa socjalnego w Polsce obejmuje tylko tych robotników, którzy pracują w ilości większej niż 5 w warsztacie, przeważnie uderza w robotników Żydów, którzy właśnie pracują w małych warsztatach i fabryczkach.

Natomiast walka z drugą częścią żydowskiego świata pracy – z rzemieślnikami i chałupnikami, odbywa się już przy pomocy ustawodawstwa państwowego.

W Polsce jest około 240 000 samodzielnych warsztatów rzemieślniczych żydowskich. Żydowscy rzemieślnicy stanowią 40% ogółu zarejestrowanych. Jeżeli odliczymy województwa zachodnie, w których Żydów jest bardzo mało, to w pozostałych województwach Żydzi rzemieślnicy stanowią 43-45% ogółu zarejestrowanych rzemieślników. W województwach wschodnich Żydzi rzemieślnicy stanowią nawet przeszło 72% ogółu zarejestrowanych. W województwach centralnych żydowscy rzemieślnicy stanowią 51,9%, we wschodnich – 72,8%, w południowych – 40,7%, a w zachodnich 0,2% ogółu zarejestrowanych rzemieślników.

W roku 1927 wydana została Ustawa Przemysłowa, która miała uporządkować sprawy prawie pół miliona samodzielnych rzemieślników. Ustawa to ustaliła, że każdy prowadzący samodzielnie warsztat rzemieślniczy musiał posiadać kartę rzemieślniczą. Przez pewien czas przejściowy od daty wydania Ustawy Rzemieślniczej, posiadający warsztat otrzymywali karty rzemieślnicze na mocy tzw. praw nabytych, odpowiednio wylegitymowanych. Po tym okresie zaczął obowiązywać przepis, że rzemieślnik dla uzyskania karty rzemieślniczej musiał wykazać się przed władzą przemysłową posiadaniem odpowiedniego uzdolnienia do prowadzenia danego rzemiosła. Dowodem uzdolnienia jest albo złożenie egzaminu na mistrza danego rzemiosła, albo złożenie świadectwa nauki rzemiosła, zakończonej złożeniem egzaminu i zaświadczenie o co najmniej trzyletniej praktyce czeladniczej.

Nad wykonaniem tych wszystkich przepisów czuwają Izby Rzemieślnicze, które mają być wybierane przez wszystkich rzemieślników posiadających karty rzemieślnicze. Ordynacja wyborcza do Izb jest tak misternie skonstruowana, że władze Izby mogą nie dopuścić nie tylko do wyboru, ale nawet do wystawienia listy kandydatów wszelkiej grupie, nawet tej, która posiada większość na terenie danej Izby. Do wystawienia listy kandydatów potrzebna jest nie pewna ilość podpisów, lecz podpisy przedstawicieli tych rzemiosł, które za każdym razem władze Izby ustalają. Wystarczy więc np. wymaganie podpisu cechu wyrobu mięsa końskiego, aby żydowscy rzemieślnicy, posiadający nawet większość na terenie danej Izby, nie mogli wystawić własnej listy kandydatów.

W wyniku powyższego wszystkie Izby na całym terenie Polski składają się z przedstawicieli najbogatszych rzemieślników, reprezentujących ideały średniowiecznych cechów i prowadzących wybitnie antysemicką politykę. Naczelnym hasłem wszystkich Izb Rzemieślniczych jest: ograniczyć liczbę rzemieślników, nie pozwolić na jej powiększenie. Rzemiosło ma być zamkniętym, ograniczonym stanem.

Oczywiście, że tego rodzaju polityka trafia przede wszystkim w żydowskich rzemieślników.

W chwili obecnej istnieje co najmniej z 100-120 tysięcy tzw. nielegalnych warsztatów rzemieślniczych, nie posiadających kart rzemieślniczych. Są to najbiedniejsi rzemieślnicy, którzy aczkolwiek posiadają warsztaty już od kilkunastu lat, to jednak bądź nie mieli kilkudziesięciu złotych, aby wykupić kartę rzemieślniczą, bądź też odpowiednich dokumentów, aby móc ją otrzymać. Wśród tych „nielegalnych” rzemieślników olbrzymią większość stanowią Żydzi. Izby rzemieślnicze toczą nieubłaganą walkę z tymi nielegalnymi warsztatami. Na mocy prawa rzemieślnikowi nie posiadającemu karty, konfiskuje się narzędzia pracy, materiał i pieczętuje się warsztat. Dla rzemieślnika, którego zarobek w najlepszym wypadku wynosi tygodniowo 20-25 złotych, jest to katastrofa, która go doszczętnie rujnuje.

75 000 żydowskich rzemieślników (z rodzinami co najmniej 300 000 osób), żyje w ciągłej grozie, że oto zamykają im warsztat pracy i zabierają im ostatnią możność zarobienia ciężką pracą na kawałek suchego chleba.

Ktoś mole da radę, aby ci „nielegalni” rzemieślnicy złożyli dowód uzdolnienia. Są oni zapewne wykwalifikowanymi rzemieślnikami i nic dla nich nie będzie łatwiejszego, jak zdać egzamin na mistrza danego rzemiosła. Złożenie jednak takiego egzaminu pociąga opłaty prawie 100 zł, co jest przeważnie niedostępne dla 90% „nielegalnych” rzemieślników. Ale jeżeli nawet niektórzy z nich zdobywają się na ten wysiłek, to są to przeważnie wyrzucone pieniądze. Z reguły bowiem egzaminowany przepada. Zwłaszcza tyczy się to żydowskich rzemieślników. Należy do rzadkich wypadków, aby „nielegalny” rzemieślnik uzyskał kartę rzemieślniczą.

Jeżeli ciężka jest dola „nielegalnych” rzemieślników, to zgoła tragiczna jest sytuacja młodego pokolenia rzemieślniczego. Zwłaszcza dla żydowskiej młodej generacji jest to droga zupełnie zamknięta.

Młody człowiek, który by chciał uzyskać prawo samodzielnego prowadzenia warsztatu rzemieślniczego, winien przedstawić: 1) umowę z majstrem, u którego terminował, 2) zaświadczenie o 3-letnim terminowaniu, 3) zaświadczenie o ukończeniu nauki w publicznej szkole dokształcającej zawodowej.

Termin może się odbywać tylko u rzemieślnika, który ma tytuł mistrza. Otóż mistrzów wśród rzemieślników Żydów jest znikomy odsetek. W Warszawie np. w roku 1931, kiedy Żydzi rzemieślnicy stanowili 56,9% ogółu zarejestrowanych rzemieślników, to mistrzów wśród żydowskich rzemieślników było 7%, a wśród polskich 46%.

Dodajmy, że żydowscy terminatorzy nie mają absolutnie publicznych szkół dokształcających zawodowych. 95% takich szkół w państwie nie przyjmuje w ogóle Żydów.

Przed młodzieżą żydowską zamknięto szczelnie drogę do rzemiosła. Za 20-30 lat, kiedy wymrą obecni żydowscy rzemieślnicy, rzemiosło w Polsce będzie co się zowie „judenfrei”.

***

Do tych, którym grozi wyparcie z zajmowanych  placówek pracy należą od ubiegłego roku i chałupnicy. Chałupników w Polsce jest około 400 000, z czego żydowskich 200 000. Chałupnicy, to właściwie odmiana robotnika, z tą tylko różnicą, że nie pracują oni w lokalu u pracodawcy, lecz u siebie. Chałupnicy otrzymują bowiem materiał od kupca lub fabrykanta, często już przygotowany (u krawców, szewców, torebkarzy itd.). Często bywa to już prawie gotowy fabrykat (guziki do polerowania, noże do pucowania itp.). Chałupnicy pracują przy pomocy rodziny, zatrudniają też często – stale lub podczas sezonu – obce siły. Praca chałupnika trwa po kilkanaście godzin na dobę. Zarobki są groszowe. Przy usilnej pracy chałupnik wraz z rodziną zarabia kilkanaście złotych tygodniowo.

Ustawodawstwo w Polsce do maja 1935 r. uważało chałupnika za pewną odmianę robotnika. Ustawy o ubezpieczeniu społecznym obejmowały ich jak ustawodawstwo pracy.

I oto nagle, dnia 27 maja 1935 r., Ministerstwo Przemysłu i Handlu w porozumieniu z Ministerstwem Opieki Społecznej wydało rozporządzenie, że wszyscy chałupnicy zatrudniający obce siły, nawet w postaci młodocianego pomocnika – muszą posiadać kartę rzemieślniczą. A w styczniu 1936 r. przyszedł nowy okólnik, który wyjaśnia, że osoby, które pragną być uważane za chałupnika, to jest które nie zatrudniają obcych sił, muszą przedłożyć władzy przemysłowej I instancji dowód stwierdzający zawarcie umowy z nakładcą i zaopatrzony w datę urzędowo ustaloną, inaczej mówiąc akt rejentalny. A osoby, które nie mogą być uznane za chałupników, muszą być ,,skierowane do izby rzemieślniczej na tzw. egzamin kwalifikacyjny, w celu sprawdzenia ich uzdolnienia zawodowego do prowadzenia danego rzemiosła”. Tym chałupnikom, którzy nie złożą egzaminu i nie uzyskają karty rzemieślniczej, będą po 30 czerwca 1936 roku władze zamykały warsztaty pracy.

Powyższe przepisy, które radykalnie zmieniły sytuację co najmniej 80% chałupników w Polsce, zostały wydane na skutek starań i zabiegów Izb Rzemieślniczych. Kułactwo rzemieślnicze, które również odczuwa kryzys gospodarczy, chce się ratować usunięciem z produkcji rzekomego konkurenta chałupnika. Izby Rzemieślnicze uważają, że chałupnicy, nie posiadając kart rzemieślniczych i nie ponosząc świadczeń na rzecz samorządu rzemieślniczego, konkurują z rzemieślnikami, z mistrzami, z „kwalifikowaną” pracą rzemieślnika.

Oczywiście najostrzej, najbezwględniej będą stosowane powyższe przepisy do żydowskich chałupników.

Do kilkudziesięciu tysięcy żydowskich „nielegalnych” rzemieślników przybywa obecnie co najmniej ze 150 tysięcy żydowskich chałupników, których warsztaty mogą być w każdej chwili zamknięte, narzędzia pracy skonfiskowane, a materiał pracodawcy zarekwirowany.

I ta dziedzina pracy została więc definitywnie zamknięta dla młodzieży.

***

Tak więc żydowski robotnik i pracownik biurowy, rzemieślnik i chałupnik, żyjący nie z wyzysku obcej pracy, lecz z ciężkiej, mozolnej pracy własnych rąk, zostaje pozbawiony pracy nie tylko z powodu szalejącego kryzysu, lecz również z powodu swej przynależności narodowej.

Maurycy Orzech

______________________________________________

 Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w zbiorowej broszurze „O Żydach i antysemityzmie”, która stanowiła bezpłatny dodatek do pisma „Myśl Socjalistyczna” nr 12-13, Warszawa 1936, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Maurycy Orzech (1891-1943) – ekonomista, jeden z liderów żydowskiej partii socjalistycznej Bund, w której działał od roku 1907, m.in. redagując prasę partyjną. Po nastaniu okupacji hitlerowskiej próbował uciec z Polski do Szwecji, jednak został aresztowany przez Gestapo, więziony i torturowany, następnie osadzony w getcie warszawskim. W getcie działał w strukturach Bundu, m.in. jako współtwórca prasy podziemnej. Zginął w niejasnych okolicznościach – wedle jednym źródeł zamęczony podczas przesłuchania przez Gestapo, wedle innych zastrzelony przy próbie ucieczki zagranicę, po uprzednim wydostaniu się z getta na stronę aryjską.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *