Adam Ciołkosz; PPS-WRN

Walka i zagłada Żydów polskich. W 25 rocznicę powstania w getcie warszawskim + Bohaterom cześć!

[1968; 1943]

Na losie Żydów polskich zaciążyło powszechne w świecie niedocenianie impetu barbarzyństwa niemieckiego. Po dojściu Hitlera do władzy w roku 1933, opozycja niemiecka ukuła hasło „Niemcy to nie Włochy”, co miało znaczyć, że hitleryzm okaże się zjawiskiem przemijającym i krótkotrwałym. W rzeczywistości nasilenie terroru w Niemczech Hitlera przewyższało wielokrotnie nasilenie terroru we Włoszech Mussoliniego.

Po wybuchu wojny w 1939 roku i po kampanii wrześniowej, analizując przyczyny klęski polskiej, w najmniejszym nawet stopniu nie upatrywano ich tam, gdzie one rzeczywiście tkwiły, to jest w potężnej niemieckiej maszynie wojskowej, będącej narzędziem strategii błyskawicznych uderzeń – oraz w bezczynności aliantów Polski. Wreszcie, w sojuszu Niemiec hitlerowskich z Rosją sowiecką. Dopiero nowe uderzenia niemieckie na Danię i Norwegię, a potem na Belgię i Francję, wreszcie na Rosję, gdzie armie Hitlera doszły do samych bram Moskwy, skorygowały błędne sądy. Jak dalece lekceważono impet hitleryzmu i hitlerowskich armii, dowodem może być fakt, że opracowanie o przebiegu kampanii wrześniowej i przyczynach klęski armii polskiej, które gen. Sikorski wręczył gen. Gamelin, pozostało nierozpieczętowane do chwili wejścia wojsk niemieckich do Paryża. (Mówił o tym gen. Wł. Sikorski na posiedzeniu Rady Narodowej R.P. w Libourne, w czerwcu 1940 r.)

***

Niemiecka metoda stwarzania od razu faktów dokonanych na ziemiach opanowanych przez niemieckie siły zbrojne, metoda sprzeczna z najbardziej podstawowymi zasadami prawa narodów, obca była zachodniemu sposobowi myślenia i dlatego trudno było wydobyć z Zachodu przeświadczenie, że zapowiedzi Hitlera nie są tylko fajerwerkami propagandy, lecz zamierzeniami bardzo na serio. Nawet oczywiste sygnały nadchodzącej zagłady, a mianowicie zamknięcie Żydów w getcie, znajdowały na świecie interpretację dość optymistyczną. Poważne czasopismo żydowskie w Ameryce wyraziło nawet zdanie, że ostatecznie getto ma i swoje dobre strony, cała administracja getta znajduje się bowiem w ręku Żydów i Żydzi nauczą się sami sobą rządzić. Na dnie tego rodzaju poglądów tkwiło przekonanie, że Niemcy wojnę przegrają, getta znikną i Żydzi odzyskają wolność. W tej perspektywie rzeczą najważniejszą wydawało się uzyskanie zapewnień, że z chwilą klęski niemieckiej getta w Polsce będą zlikwidowane i że Żydzi będą korzystali z równych praw obywatelskich, a antysemityzm będzie potępiony i zwalczany.

Rząd polski na obczyźnie od pierwszych chwil swego istnienia w 1939 roku stwierdzał raz po raz w różnych oświadczeniach publicznych, że państwo polskie odbudowane po zwycięstwie nad najeźdźcami będzie państwem demokratycznym tak w literze prawa, jak i w praktyce życia. Przemawiając w Paryżu w dniu 6 listopada 1939 roku powiedział gen. Sikorski: „Oświadczam w imieniu własnym oraz imieniem rządu, że jedynym celem rządu jedności narodowej będzie odbudowanie Polski wielkiej i rządnej, która będzie dla wszystkich swoich obywateli na równi sprawiedliwa”. Tę myśl zasadniczą rozwijał rząd i jego przedstawiciele w szeregu swych wystąpień. W Radzie Narodowej, utworzonej z końcem 1939 roku w Paryżu, przeniesionej potem do Angers – a po klęsce Francji do Londynu – zasiadał jako przedstawiciel ludności żydowskiej syjonista dr Ignacy Schwarzbart.

Będę w zgodzie z prawdą historii owego okresu, jeśli powiem, że ugrupowania socjalistyczne poświęcały szczególną uwagę sprawie równouprawnienia ludności żydowskiej w Polsce. Wspólna deklaracja przedstawicieli zagranicznych PPS i Ogólnego Żydowskiego Związku Robotniczego „Bund” w Polsce, podpisana w Nowym Jorku w dniu 15 grudnia 1941 roku, zapowiadała:

Wszystkie narodowości w Polsce zagwarantowane mieć muszą pełne równouprawnienie polityczne, gospodarcze i kulturalne. Nie może być w Polsce miejsca na nacjonalizm i antysemityzm. Wobec tego rozwiązanie tzw. kwestii żydowskiej nastąpić może jedynie w drodze urzeczywistnienia równości praw obywatelskich i zapewnienia ludności żydowskiej autonomii kulturalnej. Wszelkie projekty rozwiązania kwestii żydowskiej drogą spowodowania całkowitej lub częściowej emigracji Żydów z Polski metodami przymusu lub presji moralnej czy gospodarczej muszą być odrzucone jako sprzeczne z zasadami demokracji.

Rząd polski na obczyźnie informował opinię publiczną na Zachodzie o zachodzących w Polsce pod okupacją niemiecką faktach prześladowania ludności żydowskiej. W dniu 3 maja 1941 roku rząd polski wystosował do rządów państw sprzymierzonych i neutralnych notę, zawierającą przegląd aktów gwałtu popełnionych przeciwko ludności żydowskiej. Wyciąg z tej noty opublikowany został jako „biała księga” w języku angielskim, francuskim i hiszpańskim. Spośród rozlicznych publikacji polskich wymieniam zwłaszcza broszurę pt. „Bestiality Unknown in Any Previous Record of History”, wydaną przez polskie Ministerstwo Informacjim, a przede wszystkim tzw. czarną księgę, „The New German Order in Poland”, która ukazała się w styczniu 1942 roku i wywołała wielkie wrażenie zarówno ogromem ujawnionego materiału, jak i ścisłością informacji. Wśród nich, położenie ludności żydowskiej zajmowało miejsce szczególne. Niezależnie od coraz straszliwszych informacji, napływających torami podziemnej łączności aparatu rządowego, przedstawicielstwa żydowskie w Londynie i Nowym Jorku otrzymywały własne informacje i materiały, z którymi usiłowały dotrzeć do szerszej opinii publicznej Anglii i Ameryki. Napotykały w tym na wielkie trudności, ogrom zbrodni niemieckich przekraczał bowiem zdolność apercepcyjną ludzi cywilizowanych. Przedstawiane cyfry i fakty traktowane były z niedowierzaniem jako „greuelpropaganda”.

***

W tym czasie współpracowałem bardzo ściśle z Szmulem Zygielbojmem, pseudonim Artur. Przedostał się z Warszawy do Paryża, by pełnić na obczyźnie w siedzibie rządu polskiego funkcje przedstawiciela „Bundu”. Drogę do Paryża odbył przez Berlin. Była to marszruta fantastyczna, pełna największego ryzyka, ale Zygielbojm ją przebył, nie bez ciężkich i trudnych przepraw. Po załamaniu się Francji, okrężną drogą przedostał się do Londynu, gdzie został powołany w skład Rady Narodowej, jako drugi w niej przedstawiciel ludności żydowskiej. Człowiek ten wziął na swoje ramiona cały ciężar męczeństwa Żydów polskich, przeżywał każdej nocy na nowo ich udrękę, mając w sobie świadomość, że trzeba działać i że zwłoka może doprowadzić do zamknięcia na zawsze historii Żydów polskich. Było rzeczą uderzającą, ile godności było w tym człowieku. Było rzeczą zastanawiającą, jaki szacunek budził dla siebie we wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Budził szacunek i posłuch, ale nie udało mu się uzyskać konkretnej, natychmiastowej pomocy dla Żydów polskich. Złe wiadomości nadchodziły jedna po drugiej. Najpierw przyszła wiadomość o zagazowaniu 40000 Żydów w Chełmnie kolo Koła w ciągu 50 dni. Potem przyszła wiadomość o wysieczeniu z karabinów maszynowych 60000 Żydów w Wilnie w ciągu tygodnia. A potem przyszła wiadomość o rozpoczęciu deportacji 400000 Żydów z Warszawy na zagładę w obozach śmierci. Zygielbojm poruszył niebo i ziemię. Pracowaliśmy razem. Spotkaliśmy się ze zrozumieniem w Partii Pracy brytyjskiej. Winienem tu szczególnie wymienić Williama Gilliesa, sekretarza Wydziału Międzynarodowego, człowieka mądrego i szlachetnego. Obok niego wymienić należy George’a Dallasa, przewodniczącego komisji międzynarodowej w egzekutywie Partii Pracy oraz Jima Middletona, sekretarza generalnego Partii Pracy. Najpierw dano nam możność, mnie i Zygelbojmowi, przedstawić sytuację w Polsce na specjalnym posiedzeniu komisji międzynarodowej. Na tej podstawie Komitet Wykonawczy Partii Pracy wspólnie z Radą Generalną Kongresu Związków Zawodowych (T.U.C.) powziął 22 lipca 1942 roku uchwalę, domagającą się od wszystkich rządów sprzymierzonych solennego zapewnienia, że wszystkim – od najwyższych do najniższych – którzy brali udział w organizowaniu i wykonywaniu zbrodni, wymierzona będzie surowa sprawiedliwość z końcem wojny. O zbrodniach owych mówiła ta uchwała, że są bez precedensu w swym nagim i dzikim okrucieństwie i że okrywają niesławą tych, co ich dokonali i hańbą naród, który im przyzwolił. 11 sierpnia Jim Middleton rozesłał tę uchwałę do wszystkich organizacji Partii Pracy, wzywając do podjęcia identycznych lub podobnych rezolucji. Do pisma swego dołączył Middleton szczegółową relację o sytuacji w Polsce. Napisaliśmy ją we dwóch, ja i Zygielbojm. Zakończyliśmy słowami:

Niech Niemcy nie myślą, że dokonywane przez nich w Polsce zbrodnie przeminą niedostrzeżone lub że będą przemilczane. Niech wiedzą, że cały świat zdaje sobie sprawę z niebywałej potworności ich panowania w Polsce, że ich zbrodnie wzburzyły sumienie całego cywilizowanego świata.

24 sierpnia udała się najpierw do ministra Edena, a potem do ambasadora Winanta delegacja, złożona z czterech osób, a reprezentująca egzekutywę Partii Pracy i Radę Generalną Kongresu Związków Zawodowych i wręczyła im przytoczoną już rezolucję, uzyskując zapewnienie o pełnym zrozumieniu dla wyrażonego postulatu.

29 września 1942 roku przedstawiciele ruchu robotniczego z 9 krajów wystosowali drogą radiową odezwę do Polski, zapewniającą o solidarności i podziwie dla odwagi Polaków. „Niepokonana Polska, która nigdy nie ugięła kolan, stoi w pierwszych szeregach walki”, mówiła ta odezwa, zapowiadając, że wojna będzie prowadzona aż do zwycięstwa, aż do całkowitej klęski Niemiec.

W dniu 2 września 1942 r. odbyło się w Caxton Hall w Londynie zgromadzenie publiczne, na którym przewodniczył Alfred J. Dobbs, przewodniczący egzekutywy Partii Pracy, a przemawiali kolejno następujący mówcy: Zygielbojm, Ciołkosz, Jan Masaryk, Herbert Morrison, Arne Ording, André Philip, Mary Sutherland i Louis Brouckère. Z naszej strony przemówienia były krzykiem rozpaczy, ze strony gospodarzy angielskich – zapewnieniem, że na zbrodniarzy wojennych spadnie kara, gdy nadejdzie nieunikniony dzień zapłaty (słowa Morrisona). Była to jedyna manifestacja publiczna, urządzona oficjalnie przez Brytyjską Partię Pracy w czasie II wojny światowej. To jednak było wszystko, co udało nam się uzyskać. Z całą pewnością w tej właśnie akcji Partii Pracy mieścił się początek deklaracji rządów alianckich z dnia 17 grudnia 1942 o ukaraniu zbrodniarzy wojennych, ale ta deklaracja, a tak samo wszystkie uchwały Partii Pracy w tej sprawie zaopatrzone były słowami „gdy dobiegną końca działania wojenne”, albo słowami „w drodze prawidłowego wymiaru sprawiedliwości”.

***

Z Warszawy, centralne kierownictwo W.R.N. wołało o zastosowanie retorsji wobec Niemców. List z dnia 21 czerwca 1942 roku alarmował:

Żydzi już w ogromnej części zostali wymordowani. Ostatnio zlikwidowano Żydów w Krakowie, a oddziały „czyszczące” obecnie wymiatają z Żydów drobniejsze miasta i miasteczka. Przy tej okazji setki ludzi pada trupem po drodze do nowych miejsc przeznaczenia, resztę wykańcza obóz w Bełżcu, gdzie wciąż spędzają nowe partie Żydów a w barakach obozu ludności nie przybywa. Naprawdę trzeba tu sięgnąć do najostrzejszych środków, bo jeszcze pół roku tego trzebienia… a ilość ofiar trzeba będzie liczyć na miliony.

Ale sprawa była przesądzona. Mocarstwa sprzymierzone nie chciały sięgnąć do środków retorsji, wyjść poza konwencje genewskie. Co prawda przygotowywały późniejsze procesy norymberskie, przełamując regułę, iż żadna ustawa nie działa wstecz i ustanawiając zasadę, że zbrodnie przeciwko ludzkości są karalne nawet jeśli sprawcom nie zagroziła z góry karą żadna ustawa i żadna konwencja. W polskiej Radzie Narodowej w Londynie mieliśmy w tej sprawie 27 listopada 1942 roku gruntowną i świetną jeśli chodzi o jej poziom prawniczy debatę. Ale ani jednemu zmarłemu nie przywróciła ona życia, ani jednego ludzkiego życia nie ocaliła.

Pod koniec 1942 roku przybył z Warszawy do Londynu Jan Karski, wysłannik Delegatury Rządu. Karski przed udaniem się w drogę zwiedził getto w Warszawie, mówił tam z przywódcami żydowskimi, w przebraniu policjanta był w obozie zagłady w Bełżcu. Opowiedział potem o wszystkim co widział znakomitym pisarzom, Wellsowi i Koestlerowi, z prośbą, by opisali to swym świetnym piórem i opatrzyli swym znanym nazwiskiem, ale nie znalazł posłuchu. Został wprowadzony do Roosevelta i wywołał swą relacją ogromne wrażenie, ale nic nie nastąpiło w płaszczyźnie natychmiastowej i konkretnej pomocy dla Żydów polskich. Na podstawie relacji Karskiego 10 grudnia 1942 roku kierownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Edward Raczyński wystosował do wszystkich rządów sprzymierzonych notę poświęconą specjalnie sytuacji ludności żydowskiej w Polsce. Nota ta kończyła się słowami:

Rząd polski jako przedstawiciel prawowitej władzy na obszarach, na których Niemcy przeprowadzają systematyczne wytępienie obywateli polskich i obywateli pochodzenia żydowskiego z wielu innych krajów europejskich – uważa za swój obowiązek zwrócić się do rządów Narodów Zjednoczonych, ufny, że podzielą jego zdanie co do konieczności nie tylko potępienia zbrodni popełnionych przez Niemców i ukarania zbrodniarzy, ale także co do znalezienia środków dających nadzieję skutecznego powstrzymania Niemiec od dalszego stosowania metod masowego wytępienia.

17 grudnia tegoż roku Raczyński przemawiał w języku angielskim przez radio z Londynu, we wzruszających słowach omawiając treść noty rządu polskiego, ogrom zbrodni niemieckich i ogrom żydowskiej tragedii. „Gdy myślę o mym własnym narodzie – mówił wtedy – masakrowanym, a mimo to zdolnym do takich czynów sprzeciwu i współczucia, jak zniszczenie przez robotników polskich części muru otaczającego getto w Warszawie, nie mogę oprzeć się myśli, jak mały jest ten potężny naród niemiecki i jak bezgraniczna jest jego hańba”. Tego samego dnia rządy europejskich państw sprzymierzonych wydały uroczystą deklarację, zapewniając, że zdecydowane są wypalić rozpalonym żelazem zło, które tak zaraża naród niemiecki. Wszystko – w czasie przyszłym, po wygraniu wojny, po zwycięstwie. Lecz do dnia zwycięstwa było jeszcze daleko! Nic nie mogło już zbawić Żydów polskich jako społeczności. Pozostała jeszcze tylko myśl: zginąć w walce – i taki cel walki zakreślała odezwa Żydowskiej Organizacji Bojowej z dnia 23 kwietnia 1943 roku do Polaków – żołnierzy wolności. Mówiła ona: „Możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się”. Słowami tej odezwy, walka toczyła się o ludzki, społeczny i narodowy honor i wolność. Wedle relacji płk. Stanisława Webera z rozmowy z dowództwem Ż.O.B., celem organizacji była „walka z Niemcami, aby drogo sprzedać swe życie”. Ten cel został osiągnięty. Nic więcej w walce tej osiągnąć nie było można.

***

Wracam do Szmula Zygielbojma. Dręczył go ciężar odpowiedzialności, złożonej przez organizację w kraju na jego barki, gnębiła go bezsiła i bezczynność wolnego świata w sytuacji, w której trzeba było działać bez zwłoki. Przeżywał tę samą tragedię, którą my potem przeżywaliśmy w czasie 63 dni powstania warszawskiego. Gdy getto zerwało się do walki – w ogniu, w którym płonęła „żydowska dzielnica” Warszawy, ginęły ostatki nadziei Zygielbojma. Stosunki pomiędzy nami były takie, że zwierzał mi swe najtajniejsze myśli. Zygielbojm mówił mi, że przywódcy żydowscy powinni udać się na Downing Street i tam, przed siedzibą premiera brytyjskiego, popełnić zbiorowe samobójstwo, by tym sposobem zwrócić uwagę świata na zagładę żydostwa polskiego. Myśl tę traktował bardzo na serio, ale wkrótce przekonał się, że pozostanie w niej odosobniony. Wtedy zacieśnił zamiary samobójcze do samego siebie. Zwierzył mi się z nich i rozwinęła się między nami rozmowa, w której usiłowałem go przekonać, że jeśli nawet Żydzi w Polsce wyginą z ręki hitlerowskich oprawców – pozostanie polski ruch robotniczy, PPS. Mówiłem: „Będziecie w nim mieli swe miejsce, będziecie nam więcej niż towarzyszem, bo bratem”. „Tak jest, ja to wiem – odpowiedział Zygielbojm – ale to nie będzie to samo”. Więc z kolei usiłowałem go przekonać, że jest żydowski ruch robotniczy w Ameryce, bliski „Bundowi”, że tam znajdzie swe miejsce. „Tak jest, ja to wiem – odpowiedział znów Zygielbojm – ale to nie będzie to samo”. Widział swe miejsce i swe życie tylko w Polsce, tylko wśród żydowskich robotników w Polsce. W pewnej rozmowie powiedział naszemu wspólnemu przyjacielowi Gilliesowi: „I am a Pole” – jestem Polakiem. Był Żydem, ale polskim Żydem, Polska była jego ojczyzną. Nie chciał żyć poza Polską, poza środowiskiem Żydów polskich, poza polskim „Bundem”, poza jego walkami i nadziejami. Odszedł, odebrał sobie życie. Jego czyn przeszedł do historii.

***

Nie podejmuję się dać tutaj odpowiedzi na zapytanie, czy my Polacy – w Kraju i na obczyźnie – uczyniliśmy wszystko co leżało w naszej mocy, by dopomóc Żydom polskim w godzinie największej ich niedoli. Wiem jednak z całą pewnością, że oprócz nas Polaków nikt Żydom polskim nie dopomógł. Jeśli ta pomoc była ograniczona, to wynikało to przede wszystkim z ograniczonych możliwości polskiego podziemia. Jak małe były te możliwości, okazało się w rok później w czasie powstania warszawskiego. Minęły potem lata, otwarły się archiwa, wyszły na jaw dokumenty. W 20. rocznicę powstania getta warszawskiego pisał dr Emanuel Scherer, sekretarz Koordynacyjnego Komitetu Światowego „Bundu” w Nowym Jorku (Socialist International Information, Londyn, tom XIII, nr 17, dn. 27 kwietnia 1963 r.):

Nie wdając się w szczegóły można łatwo dostrzec, że od dnia, kiedy to w roku 1941 Hitler i jego pomocnicy postanowili „ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego”, w mocy gett nie było już niczego, co by mogło ocalić Żydów od straszliwego unicestwienia przez hitlerowców. Dzisiaj, w świetle różnych faktów i dokumentów (niedostępnych w czasie wojny), zupełnie jasne jest, że tylko siły poza gettami, głównie kraje demokratyczne i bardziej humanitarne, mogły powstrzymać hitlerowców i ich wspólników drogą specyficznych kroków wojennych, podjętych wyraźnie celem ocalenia Żydów. Pomoc tę można było przynieść Żydom tylko w ciągu 14 miesięcy, pomiędzy pierwszym masowym ich wytępieniem w Chełmnie a powstaniem w getcie warszawskim. W ciągu tego okresu potrzebne i – naszym zdaniem – możliwe były akty skutecznej pomocy. Lecz nie podjęto żadnych kroków. Tym samym świat nieżydowski ponosi współodpowiedzialność za los sześciu milionów Żydów.

***

Wszystko to jest już dzisiaj historią. Będąc sami ludźmi walki, chylimy dziś czoło przed wszystkimi, którzy polegli w walce. Pochylamy je tym głębiej, że była to walka w sensie militarnym beznadziejna, walka tylko o ludzki, społeczny i narodowy honor. Razem z zagładą getta warszawskiego dobiegła końca tysiącletnia historia Żydów polskich, a więc część historii Polski, naszej własnej historii. Więc jako ludzie i jako Polacy podwójnie głęboko bolejemy w rocznicę walki, której charakter określa najlepiej polska pieśń powstańcza: „Kto przeżyje wolnym będzie, a kto poległ wolny już”.

Adam Ciołkosz

~~~~~~~~~~~~

 

Bohaterom cześć!

Bruk Warszawy, nasiąkły krwią kilku pokoleń bohaterów walczącących o wolność i prawo do życia, znów krwią spłynął. Po raz pierwszy w dziejach naszych ginącymi są wyłącznie Żydzi. Od szeregu dni trwa w Warszawie walka otwarta resztek pozostałych przy życiu Żydów przeciwko przemocy okupanta. Nieszczęsny naród wiecznych tułaczy zadał kłam mniemaniu, iż nie jest godzien zwać się narodem, gdyż nie umie bronić swej egzystencji ofiarą własnej krwi. Znamy wszyscy w Polsce odłamy polityczne sądzące, że Żydzi umieją jedynie z bezpiecznego ukrycia kierować obcym mieczem, zadając ciosy w ich obronie. Możliwe, że pozory były takie i że ludziom niezbyt głęboko patrzącym, a z drugiej strony otumanionym reakcyjnymi poglądami, tak się mogło wydawać. Bohaterstwo jednak i determinacja warszawskich Żydów pokazały dobitnie, jak bezpodstawne były takie twierdzenia. Dowiodły one, że tylokrotnie ośmieszana tanimi antysemickimi dowcipami tradycja Machabeuszy nie wygasła zupełnie, lecz tliła. Tak, tliła lat setki, a nawet tysiące – ale po wiekach zasyczała, sypnęła iskrami i wybuchła płomieniem wśród Żydów polskich, którzy tym samym spłacili nam niejako dług ofiarowywanego im przez wieki jednego z najistotniejszych elementów naszej kultury – dobrze pojętego poczucia rycerskości i bohaterstwa w walce o słuszną sprawę. Tragiczną jest jednak sytuacja Żydów polskich, albowiem warunki zmusiły ich do walki wtedy – kiedy im jeszcze pomóc nie mogliśmy, kiedy daremnie wyglądali zbrojnej pomocy. Czyn ich jednak pozostanie wyryty w naszych sercach i kiedyś w przyszłości, kiedy wybije radosna godzina walki, będziemy pamiętać o bohaterach getta warszawskiego jako o towarzyszach broni, którzy zginęli na wysuniętej placówce w walce o wolność. Różni zaś panowie, którzy nie bez uśmiechu zadowolenia przypatrują się zbrodni na Żydach dokonanej, niech pomną, że nad spowitym w kłębach dymu gettem warszawskim powiewał obok innych flag sztandar biało-czerwony. Żaden prawy Polak nie powstydzi się uchylić głowy przed garstką straceńców, broniących się rozpaczliwie przeciwko potężnemu okupantowi. W momencie, gdy to piszemy, walka jest tak jakby skończona, i dlatego niech ze wszystkich stron naszej ziemi popłynie w kierunku Warszawy hołd i krótkie żołnierskie uznanie: Bohaterom cześć!

PPS-WRN

_______________________
Powyższe teksty publikujemy w 69. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Artykuł Adama Ciołkosza pierwotnie ukazał się w piśmie „Związkowiec” nr 32, Toronto, kwiecień 1968. Następnie zamieszczono go w zbiorze tekstów Autora pt. „Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978”, Polonia Book Fund, Londyn 1983. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem. Odezwa PPS-WRN została natomiast opublikowana w podziemnym organie tego ugrupowania, krakowskim piśmie „Wolność” nr 29 (254), 14 maja 1943 r. Wznowiona została w książce „Polska Walcząca wobec powstania w getcie warszawskim. Antologia tekstów historycznych i literackich”, wstęp, wybór i opracowanie Marian Marek Drozdowski, Książka i Wiedza, Warszawa 2003. Przedruk za tym ostatnim źródłem.

 

Warto przeczytać także:

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *