J. R.

Syndykalizm francuski (recenzja)

[1936]

Niewątpliwie, w obecnych czasach pojawienie się książki poświęconej francuskiemu syndykalizmowi jest zjawiskiem wybitnie pomyślnym, gdyż prąd ten wycisnął silne piętno na wielu ruchach współczesnych, a i w samej Francji okazał się ostatnio bynajmniej nie takim przeżytkiem, za jaki chciano go uważać. Niewątpliwie też książka p. H[eleny]. Witkiewicz-Mokrzyckiej „Syndykalizm francuski i jego znaczenie społeczne” (Warszawa 1936) w tej mierze spełni swe zadanie. Stanowi ona skrót dziejów, rozwoju, ideologii i stanu obecnego niezależnego ruchu zawodowego. Niewątpliwą jej wartość stanowią wszelkie dane cyfrowe, obrazujące dzieje tego ruchu, jak również i szereg cytatów, uwidaczniających rozwój jego myśli i ideologii.

Natomiast zbytecznym jest to wszystko, gdzie autorka bezpośrednio czy pośrednio wyraża swój stosunek do ideologii syndykalistycznej. Autorka ma dużą sympatię dla francuskiego syndykalizmu, ale sympatia ta wypływa z ogólnych przesłanek o pewnym liberalno-humanitarnym podkładzie, z jednej strony dowodzących, że autorka istotnej, twardej i żołnierskiej ideologii syndykalizmu nie zrozumiała, z drugiej zaś strony, przechodzących miejscami w iście kobiecą filantropijność. Przykładem tego jest np. umotywowanie silnego w pewnym okresie napływu młodzieży akademickiej do szeregów syndykalistycznych przez „wrodzoną młodzieży miłość do ideałów społecznych” (str. 57). Bynajmniej, nie mając zamiaru zaprzeczać tej „miłości”, chcemy tylko wskazać, jak użycie tego wyrazu dowodzi zupełnego braku wyczucia tonu syndykalistycznego.

Tak samo przedstawiając w skrócie myśli i idee twórcy syndykalizmu, Jerzego Sorela, widzi tylko niestałość poglądów, nie próbuje jednak tej rzekomej niestałości tłumaczyć; tłumaczy tylko, że [Edouard] Berth, przyjaciel Sorela, przez pewien czas bratał się z monarchistami, z którymi łączyła go „nienawiść do demokracji i solidaryzmu”. To nie nienawiść do demokracji i solidaryzmu kazała iść Berthowi do monarchistów (jak wiemy, wrócił on później do rewolucyjnego syndykalizmu), czy Sorelowi chwalić prawie równocześnie Lenina i Mussoliniego. To nie nienawiść do solidaryzmu – bo czyż monarchiści głosili walkę klasową? – ale nienawiść do „moralności spożywców”, do drobnomieszczaństwa, spokoju i kwietyzmu, szarego sobkowskiego „przeciętnego” życia zjadacza chleba i małych rentierów, tęsknota do czegoś nieprzeciętnego, tęsknota do wielkości, bohaterstwa, wzniosłości („sublime”). I tu, w tym wiecznym poszukiwaniu na tym, zdemoralizowanym przez burżuazję świecie, pierwiastków cnót rycerskich, heroizmu, tkwi źródło tej tak zwykle nierozumianej rzekomej „niestałości poglądów”. Autorka widzi ten sorelowski głód „wzniosłości” – nie potrafi go jednak dobrze zrozumieć.

Tak samo opisując dzieje syndykalizmu francuskiego podczas wojny, autorka pomija zupełnie charakterystyczny epizod, że najbardziej ideowe elementy tego ruchu i to elementy przedtem i potem najbardziej „lewe”, głoszące skrajny antymilitaryzm – znalazły się w okopach, krwią swoją udowadniając, że syndykalistyczny głód heroizmu nie był pustym frazesem. Autorka o tym nie wspomniała – być może, że nie potrafiła tego w żaden sposób połączyć ani umotywować; zabrakło jej tego właśnie, wyżej wspomnianego wyczucia istotnego podkładu ideologii syndykalistycznej.

W ogóle sprzeczności jest w książce wiele – płyną one z niepotrzebnego zaprawiania jej nie dość jeszcze wyrobionymi sądami autorki.

J.R.
__________________________________________
Powyższa recenzja pierwotnie ukazała się w dziale „Wśród książek” w piśmie „Naród i Państwo” nr 26 z 2 VIII 1936. Od tamtej pory nie była wznawiana. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Piotr Grudka. Na zdjęciu Georges Sorel.

Warto przeczytać także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *