Stanisław Garlicki

Strajki okupacyjne

[1937]

W „Gazecie Polskiej” z 30 lipca r. b. znajdujemy artykuł poświęcony strajkom okupacyjnym, pod wymownym tytułem „Niebezpieczna metoda walki”. Wywody autora opierającego się na cyfrach za lata 1932-1935 zdążają do wykazania, że „w praktyce nie tylko nie dostrzegamy wzrostu siły atrakcyjnej strajków okupacyjnych, lecz raczej przeciwnie widzimy, że udział w nich biorą tylko robotnicy mniejszych zakładów pracy”. Zarówno ten ustęp, jak i cały artykuł świadczy o tendencji przekonania opinii publicznej, że strajki okupacyjne tak ilościowo, jak i gospodarczo odgrywają coraz mniejszą rolę, że nad ich problemem można raczej przejść do porządku dziennego. Niestety, tak nie jest. Piszemy niestety, albowiem niewątpliwie strajk okupacyjny nie jest zdrową i pożądaną formą walki ekonomicznej. Nie jest nią z punktu widzenia interesów pracowników, od których wymaga większej ofiarności, większego poświęcenia się i oddania sprawie, większego napięcia sił psychicznych aniżeli strajk zwykły. Nie jest to pożądana forma walk i z punktu widzenia interesów państwa, wywołując w pewnym środowisku (rodziny strajkujących) zrozumiałe podniecenie, które może, zwłaszcza przy braku taktu i silnych nerwów władz administracyjnych, doprowadzić niejednokrotnie do bolesnych zajść. Niemniej jednak strajk okupacyjny w naszych warunkach jest konieczną formą walki i wbrew wywodom „Gazety Polskiej” znaczenie tego oręża bynajmniej nie maleje. Okupacja wyrosła na podłożu bezrobocia. Robotnik instynktownie chwycił się tej formy walki, aby nie dopuścić do łamania akcji ekonomicznych przy pomocy bezrobotnych.

Stały wzrost bezrobocia wyraża się za poszczególne lata następującymi cyframi rejestrowanych bezrobotnych: 1932 – 220 tysięcy, 1933 – 343 tys., 1934 – 414 tys., 1935 – 403 tys., 1936 – 466 tys.

Cyfrom tym odpowiada również stały wzrost liczby strajków okupacyjnych: I tak:
Rok      Ilość strajków okupac.
1932            55
1933            137
1934            193
1935            390
1936            952

Specjalnie charakterystyczny jest rok 1936, w którym ilość strajków okupacyjnych wynosi 952 (blisko 3 dziennie!) i wzrosła w porównaniu z rokiem 1935 dwa i pół razy. Nie tylko jednak wzrasta ilość okupacji. Według Małego Rocznika Statystycznego za 1937 r. brało udział w strajkach okupacyjnych:

Rok        Ilość uczestników
1933               37000
1934               17000
1935               32000
1936              120000

Po przejściowym zmniejszeniu się w roku 1934, liczba „okupantów” wzrasta, przy czym znowu na uwagę zasługuje raptowny wzrost w 1936 r. Czy słusznym jest twierdzenie „Gazety Polskiej”, że strajk okupacyjny zdradza tendencje do omijania większych zakładów pracy, że z każdym rokiem dotyczy on przeciętnie coraz mniejszych zakładów? Cyfry mówią wręcz co innego. Gdyby tak było, to na każdy strajk powinna przeciętnie wypadać coraz mniejsza ilość uczestników. A tymczasem:

Rok    Ilość strajk. okup.   Ilość uczestn.   Na jeden strajk wypada
1935          390                         32000                        80
1936          952                         120000                      126

Nie tylko więc wzrasta ilość strajków i ilość uczestników, lecz i przeciętna ilość uczestników na jeden strajk. Przeciętna ta w 1936 r. była o 50% większa aniżeli w 1935 r. To nam pozwala sformułować wręcz przeciwne aniżeli „Gazeta Polska” twierdzenie, a mianowicie, że strajk okupacyjny zdradza tendencje do obejmowania coraz większych zakładów pracy. Nie tylko więc pod względem ilości, lecz także pod względem jakości, tzn. wpływu na życie gospodarcze kraju strajk okupacyjny staje się zjawiskiem coraz poważniejszym, odgrywa z każdym rokiem donioślejszą rolę.

Strajk okupacyjny, jak wskazują doświadczenia, jest trudniejszą formą walki, aniżeli strajk zwykły, nie tylko przez zasób energii, której wymaga, ale i przez czas trwania. Strajki okupacyjne przeciętnie są dłuższe, aniżeli strajki zwykłe. W 1935 r. brało udział w strajkach w ogóle 450000 pracowników przez 2 miliony dni. Jeden strajkujący przeciętnie był nieczynny przez 4,4 dnia. W tymże roku uczestnik strajku okupacyjnego był nieczynny przez 6,2 dnia. Odpowiednie cyfry dla 1936 r. brzmią: 5,9 i 7,5. Strajk okupacyjny trwa więc przeciętnie o 40% dłużej, aniżeli strajk zwykły.

Porównajmy jeszcze rezultat strajków zwykłych i okupacyjnych. Bierzemy dla krótkości tylko dane za rok 1936. W roku tym było strajków wygranych całkowicie lub częściowo 1602, a strajków przegranych – 258. Co do reszty strajków brak danych. Wygranych strajków okupacyjnych (również całkowicie lub częściowo) było 795, a przegranych – 118. Ogólny procent strajków pomyślnie przeprowadzonych wynosi więc 96,3. Natomiast strajków okupacyjnych pomyślnych było procentowo mniej, bo tylko 87.

Te dane co do przeciętnego czasu trwania strajków okupacyjnych i co do ich rezultatów potwierdzają podaną uprzednio tezę, że strajk okupacyjny jest stosunkowo cięższą dla pracowników formą walki, aniżeli strajk zwykły.

A jednak widzimy stały wzrost liczby strajków okupacyjnych i uczestników tych strajków, czasu ich trwania. Jaki stąd wniosek? Dla każdego nieuprzedzonego obserwatora nasuwa się jeden: strajk okupacyjny jest dzisiaj koniecznością. Wywołany jest wyłącznie współczesnymi warunkami ekonomicznymi, one były przyczyną jego powstania, jedynie ich zmiana może wpłynąć na zanik tej formy walki strajkowej. Likwidacja bezrobocia, usunięcie z terenu walki tej olbrzymiej „armii rezerwowej” – to jedyny skuteczny sposób na zaprzestanie strajków okupacyjnych. Skoro strajk taki jest rezultatem pewnych procesów ekonomicznych, skoro mimo wszystkich swych minusów nie tylko nie zanika, lecz rozwija się z nieoczekiwaną szybkością, skoro stał się już dzisiaj socjologicznym zjawiskiem – to każdy przyzna, że represja karna nie może być uznana za właściwe na strajk taki antidotum.

I tu dochodzimy do kwestii nas interesującej, mianowicie do stosunku Państwa, a ściślej mówiąc organów administracyjnych i wymianu sprawiedliwości do sprawy strajku okupacyjnego.

Współczesne państwo kapitalistyczne (pomijamy państwa totalne) we własnym interesie i pod naciskiem siły reprezentowanej przez masę robotniczą stara się, mniej lub bardziej skutecznie, odegrać rolę rozjemcy w zatargach ekonomicznych kapitału i pracy. Aczkolwiek państwo obecne dalekie jest od uwzględniania i popierania żądań klasy robotniczej w sprawie przebudowy ustroju społecznego, niemniej musiało zerwać już dawno z liberalistyczną obojętnością wobec zatargów ekonomicznych. Pełniąc tę funkcję rozjemcy, udzielając pracy pewnej ochrony w postaci ustawodawstwa pracy, państwo musiało uznać prawo pracownika do strajku. Nie trzeba przypominać, że uznanie to okupione zostało niejedną walką, niejedną krwawą ofiarą. Państwo polskie w swej naczelnej ustawie, tj. w konstytucji głosi, że „praca jest podstawą rozwoju i potęgi Rzeczypospolitej. Państwo roztacza opiekę nad pracą i sprawuje nadzór nad jej warunkami” (art. 8). Ta zasada naczelna pozwala nam twierdzić, że strajk w ogóle jest zjawiskiem mieszczącym się w ramach prawa, przez prawo dozwolonym i nie uzasadnia jakiejkolwiek represji ze strony państwa. Ponieważ, jak widzieliśmy z poprzednich rozważań, strajk okupacyjny staje się z konieczności coraz częściej jedyną możliwą formą walki strajkowej, przeto represja państwa wobec takiego strajku oznaczałaby w praktyce wielkiej ilości wypadków zakaz strajku w ogóle. Represja karna wobec strajku okupacyjnego oznaczałaby więc pozbawienie klasy robotniczej prawa do strajku w ogóle, oznaczałaby pozbawienie klasy robotniczej jej ostatecznego, a niekiedy jedynego oręża. Nie trzeba tu dowodzić, że oddanie klasy robotniczej na łaskę i niełaskę pracodawców nie leży w pierwszym rzędzie w interesie państwa.

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że w świetle obowiązujących obecnie przepisów prawa strajk okupacyjny może być uznany za przestępstwo. Aczkolwiek niezbyt liczne, ale zdarzają się wypadki, że strajk okupacyjny łamany jest w wyniku interwencji władzy administracyjnej, a na uczestników strajku spada represja w postaci wyroków skazujących.

Jak podaje omówiony artykuł „Gazety Polskiej”, w 1935 r. 2,6% strajków zostało zlikwidowanych na skutek interwencji władz, tzn. władze zmusiły robotników do opuszczenia zakładów pracy (przypomnijmy tylko tragiczny „Semperit” w Krakowie). Powiedzieliśmy, że strajk okupacyjny w świetle obowiązujących przepisów prawa może być uznany za przestępstwo. Należy zastanowić się – za jakie? Często konstruuje się odpowiedzialność uczestników strajku z art. 251 Kodeksu karnego, który mówi o zmuszaniu kogoś przy pomocy groźby bezprawnej lub przemocy. Ta konstrukcja nie wydaje się słuszną. Gdy pracownicy spokojnie, bez żadnych aktów gwałtu i przemocy zamykają się w zakładzie pracy dla wywalczenia swych żądań, trudno mówić o groźbie bezprawnej, a tym bardziej o przemocy. Żaden akt gwałtu nie zostaje popełniony, żaden przymus bezprawny w stosunku do pracodawcy nie występuje.

Jest jednak artykuł następny Kodeksu karnego, a mianowicie 252. Przewiduje on odpowiedzialność m.in. za nieopuszczenie cudzego pomieszczenia wbrew żądaniu osoby uprawnionej. Kara do 2 lat aresztu lub grzywna. Można by tu zadać pytanie, czy fabryka jest w stosunku do zatrudnionych robotników „cudzym pomieszczeniem”. Czy ci, którzy warunkują jej byt swoją pracą – nie mają do niej żadnego tytułu? Czy można interpretować tak przepisy prawne, aby pracowników pozbawić wszelkich praw do ich miejsca pracy? Czy taka interpretacja byłaby zgodna z poczuciem słuszności społecznej, z dobrymi obyczajami?

Nie łudźmy się jednak, że takie podejście do sprawy znalazłoby w dzisiejszych warunkach zrozumienie u „czynników miarodajnych”. Stańmy na gruncie może niezbyt wesołej, ale niemniej istniejącej rzeczywistości.

Robotnicy okupowali zakład pracy. Naruszone zostało „święte” prawo własności. Pogwałcona stojąca na jego straży norma art. 252 KK. Czyż koniecznie spaść mają na uczestników okupacja kary, czy koniecznie interweniować musi władza administracyjna? Zaznaczamy przede wszystkim, że przestępstwo z art. 252 KK jest ścigane w trybie z oskarżenia prywatnego. Władze policyjne i prokuratorskie nie mają więc żadnego obowiązku zajmować się strajkiem okupacyjnym, dopóki nie zajdą jakieś akty gwałtu lub zakłócenia spokoju publicznego. Skargę do sądu wnieść może jedynie zainteresowany pracodawca i on spełnia wyłącznie funkcję oskarżyciela. Nawet jednak w razie wniesienia takiej sprawy strajkujący i w świetle obowiązujących przepisów winni być, zdaniem naszym, zwolnieni od kary. Taka jest zresztą i przeważająca praktyka sądowa.

Art. 22 KK stanowi, że nie podlega karze ten, „kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru własnemu, lub cudzemu, jeżeli niebezpieczeństwa tego nie można inaczej uniknąć”. Strajk okupacyjny odpowiada tym wymogom, zwłaszcza strajk w obronie przed redukcją [zwolnieniem]. Strajkujący działają w obronie dobra własnego. Grozi im bezpośrednie niebezpieczeństwo. Będzie nim czy to obawa redukcji, czy to obrona przed obniżką płacy, czy jakże uzasadnione dążenie do poprawy warunków pracy, gdy dotychczasowe zagrażają bezpośrednim niebezpieczeństwem bądź chronicznego głodu, bądź karlenia i niedorozwoju dzieci, niemożności ich należytego wychowania itd. Strajkujący nie mogą inaczej tego niebezpieczeństwa uniknąć, jak bowiem wywodziliśmy, forma strajku zwykłego nie daje rezultatu wobec armii bezrobotnych. Zaznaczyliśmy, że strajk okupacyjny dla strajkujących jest cięższą, trudniejszą formą walki. Jeśli strajkujący chwytają się jej, to tylko zmuszeni koniecznością, właśnie dlatego, że inaczej nie mogliby osiągnąć swych celów. Uczestnik strajku okupacyjnego, jeżeli nawet popełnia przestępstwo przez zajęcie cudzego pomieszczenia, to działa w stanie wyższej konieczności, określonej art. 22 KK, a tym samym zasługuje na uwolnienie od kary. Powołany artykuł wysuwa jeszcze jeden wymóg. Aby dobro poświęcone nie przedstawiało „wartości oczywiście większej, aniżeli dobro chronione”. Jakież dobro ulega poświęceniu przy strajku okupacyjnym? Prawo pracodawcy do „własnego” pomieszczenia, do swobodnego nim rozporządzania. Jakież dobro ulega chronieniu? Prawo robotnika do życia. Prawo jego, jego żony, jego dzieci. Prawo do ludzkich warunków bytowania, prawo do pracy, prawo do wychowania, kształcenia dzieci. W nikim nie budzi chyba wątpliwości, że dobro chronione znakomicie przewyższa dobro poświęcane. I temu więc wymogowi art. KK staje się zadość przy strajku okupacyjnym.

Nasuwa się jednak jeszcze jedna trudność. Wybucha strajk okupacyjny. Pracodawca wnosi do sądu sprawę z art. 252 KK. Sąd nie czekając na ukończenie strajku. Wyznacza rozprawę sądową. Ponieważ najwyższy wymiar kary z tego artykułu wynosi 2 lata, przeto na rozprawę oskarżeni muszą stawić się do sądu i sąd w ich nieobecności nie może rozpoznać sprawy (art. 301 Kodeksu Postępowania Karnego). Jeżeli więc rozprawa sądowa wyznaczona zostanie w czasie trwania strajku, to strajkujący albo muszą przyjść do Sądu, a tym samym przerwać strajk, albo też narażają się na przymusowe sprowadzenie ich przez policję.

Projektowana do Kod. Post. Karnego nowela nie rozwiązuje tej kwestii, przewiduje bowiem w sprawach zagrożonych karą pozbawienia wolności do lat 2 również osobiste stawiennictwo oskarżonych na rozprawę. Jedynym wyjściem w obecnej sytuacji jest niewyznaczanie przez sąd rozprawy w czasie trwania strajku okupacyjnego, do czego sąd ma całkowite prawo, lub też uznanie ewentualnej nieobecności oskarżonych za usprawiedliwione. Tego należy oczekiwać, licząc na mądrość życiową i doświadczenie sądów. Wszystkie te wywody wskazują jednak konieczność prawnego unormowania strajków okupacyjnych w sensie ich całkowitej legalizacji. Jest to jedno z zagadnień, rozwiązanie którego zależy od stopnia wpływu klasy pracującej na aparat państwowy.

Stanisław Garlicki
__________________________________________
Powyższy tekst Stanisława Garlickiego pierwotnie ukazał się w socjalistycznym miesięczniku „Światło” nr 9/1937. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *