Leon Wasilewski

Strajki na południu Rosji

[1903]

Surowa rzeczywistość nie szczędzi samowładztwu carskiemu gorzkich nauk. W ciągu ostatnich lat paru carat raz po raz musi stwierdzać, że tak wprawnie funkcjonująca dawniej machina biurokratyczna nie jest w stanie dać sobie radę z nowymi zjawiskami, wysuwanymi przez wartką falę życia. Nie pomaga oddanie całego imperium pod dozór policyjny, nie pomaga wprowadzanie stanu wyjątkowego w coraz to nowych guberniach, nie pomagają miliony wydawane na żandarmerię i policję, na szpiegów i prowokatorów. Fale życia z coraz to większą natarczywością uderzają w skołataną nawę samowładztwa, coraz więcej szpar w tej nawie, coraz większych wysiłków potrzeba, ażeby te szpary zatykać bodaj na czas jakiś. Zdławiono przemocą ruch studencki, niepokojący umysły młodzieży od Kijowa po Petersburg, od Tomska do Odessy. Utopiono we krwi rozpaczliwe poruszenie głodnych chłopów ukraińskich. Tysiące rewolucjonistów wysłano na Sybir, tysiące czekają kolei po więzieniach, wzięto kilkanaście tajnych drukarń, przyłapano setki pudów wydawnictw rewolucyjnych. Nic jednak nie pomaga. Nie pomagają rózgi katów Wahla lub Oboleńskiego, nie pomagają karabiny Bohdanowicza, nie pomagają chytre wybiegi Zubatowa ani obłudne reformy fabryczne. Machina biurokratyczna rozprzęga się, a coraz częściej rozbrzmiewające salwy karabinowe świadczą, że rozpoczyna się walka na śmierć i życie – walka krwawa pomiędzy samowładztwem carskim a przychodzącymi do świadomości masami ludności pracującej.

Walka ta może potrwać bardzo jeszcze długo, pochłonie ona z pewnością olbrzymie ofiary, ale skończyć się tak bezowocnie jak bohaterskie wysiłki „Narodnej Woli” w ósmym dziesięcioleciu już nie może. Dziś bowiem nie garstka spiskowców, ale olbrzymia masa proletariatu wstępuje w szranki. Tej masy niepodobna ani aresztować, ani wysłać na Sybir, ani rozstrzelać, ani powiesić. Można krew jej przelewać strumieniami, jak to było u nas w Żyrardowie, w Łodzi, w Dąbrowie, jak to było w Rydze w r. 1899, albo niedawno w Rostowie nad Donem i w Złatouście lub świeżo w Baku, Tyflisie [obecnie stolica Gruzji – Tbilisi – przyp. redakcji Lewicowo.pl], Kijowie i Jekaterynosławiu, ale krew ta będzie rodziła coraz to nowe szeregi mścicieli.

Kolosalny ruch strajkowy, którego świadkiem były Kaukaz i Ukraina w lipcu i sierpniu roku bieżącego – to jeden z epizodów tej walki zaciętej, której końca przewidzieć jeszcze niepodobna.

Ruch począł się na Kaukazie. Kaukaz to prawdziwa wieża Babel imperium rosyjskiego. Ormianie i Gruzini, Ukraińcy i Tatarzy, Lezgini i Rosjanie, Mingrelczycy i Persowie – oto ludność tego kraju. A wszystko to tak pomieszane z sobą wzajemnie, że wprost niepodobieństwem jest przeprowadzić jakąś granicę pomiędzy tymi ludami i szczepami, najczęściej wrogo względem siebie wzajemnie usposobionymi. Ucisk narodowościowy, jak i na wszystkich kresach carstwa, doprowadzony tu został do najwyższego stopnia. Rząd carski zamyka szkoły ormiańskie i gruzińskie, zagrabia w biały dzień fundusze publiczne narodowości miejscowych, prześladuje wszelką dążność do odrębności w barbarzyński sposób. Wyzysk panuje tu prawdziwie azjatycki. Jeśli dodamy do tego zapalny temperament ludności miejscowej, to zrozumiemy, że iskry propagandy rewolucyjnej muszą tu natrafiać na materiał skory do wybuchania płomieniem. I istotnie ruch robotniczy na Kaukazie od samego początku posiadał cechy jaskrawo rewolucyjne. Manifestacje uliczne przybierały tu charakter walki na kindżały z wojskiem, krew się lała obficie, a o ekonomizmie, który opanował był ruch robotniczy w rdzennej Rosji, tu nie było nigdy ani mowy.

Strajk lipcowy w Tyflisie rozpoczął się od manifestacji ulicznej, posiadającej charakter polityczny. Pierwsi stanęli subiekci, do nich przyłączyły się drobne warsztaty szewskie i blacharskie, a wkrótce strajk ogarnął wielkie fabryki. Władze puściły na strajkujących rozbestwionych pijanych kozaków, oddając im na połów mieszkania i osoby robotników. Rozpoczęła się krwawa łaźnia. Kozacy burzyli mieszkania robotników, mordowali ich samych, ich żony i dzieci. Krew lała się strugami. Ruch strajkowy przeniósł się do fabrycznej osady Michajłowa. Tam wysłano wojsko, które zastrzeliło około 50 osób spomiędzy manifestujących z czerwonym sztandarem.

Wiadomość o strajku tyfliskim przedostała się do Baku, gdzie wybuchł strajk 15 lipca. Grupy strajkujących liczące mniej więcej po 50 ludzi, obchodziły fabryki, wchodziły do warsztatów i namawiały robotników do strajku. Wkrótce porzuciło pracę około 50 000 ludzi. Przez pięć dni nie kursowały tramwaje, nie paliły się latarnie miejskie, przerwał się ruch towarowy na kolei zakaukaskiej, nie wychodziły żadne gazety. Strajkujący żądali ośmiogodzinnego dnia roboczego, podwyższenia płac o 20%, urządzenia szpitali, łaźni i nawet teatrów ludowych. Na olbrzymich zgromadzeniach grzmiały mowy ormiańskie i rosyjskie. Do strajku przyłączyli się masowo nawet najubożsi robotnicy-mahometanie, którzy dotąd żadnego udziału w ruchu rewolucyjnym nie brali. Wyszło parę proklamacji w języku tatarskim. Władze potraciły głowy i dopóki do miasta nie ściągnięto większej liczby wojska, nie wiedziały co mają robić. Dopiero potem zabrały się do sterroryzowania ruchu za pomocą żołdactwa.

Z Baku strajk przerzucił się do Batumi i przybrał tam również olbrzymie rozmiary, ogarniając wszystkie zakłady przemysłowe. Żołdactwo zabiło kilku robotników.

Ruch kaukaski wywołał olbrzymie wrażenie wszędzie, gdzie tylko doszła wieść o nim. Po dwóch tygodniach ruch upadł.

Robotnicy otrzymali co nieco, ale te drobne ustępstwa nie są warte tej krwi, jaką kosztowały.

Prawie jednocześnie zastrajkowały Odessa, Kijów, Elizawetgrad i Mikołajew.

W Odessie od dłuższego już czasu grasował agent Zubatowa, niejaki Szajewicz, który z polecenia rządu organizował robotników w legalne związki zawodowe, podkopując jednocześnie wpływ organizacji rewolucyjnych. Tumaniąc robotników rzekomą sympatią rządu dla walki ekonomicznej, Szajewicz przygotował grunt do powszechnego strajku, który mu się już nie dał opanować, wybuchając z żywiołową siłą. Strajk zaczęli tragarze, wyładowując towary z okrętu. Władze policyjne ujęły się za nimi i skłoniły przedsiębiorców do ustępstw. Wówczas zastrajkowali palacze okrętowi i majtkowie, a wkrótce potem do ruchu poczęli się przyłączać robotnicy z coraz to nowych fabryk i zakładów przemysłowych. Bezrobocie [w znaczeniu: przerwanie pracy – przyp. redakcji Lewicowo.pl] ogarnęło robotników budowlanych, piekarzy, cukierników, drukarzy, kelnerów restauracyjnych, tramwajarzy itd. Wszelki ruch handlowy w mieście ustał. Strajkujący nie dopuszczali do wyjścia żadnego pociągu, kładąc się pokotem na szynach. Dopiero żołnierze, rozpędziwszy robotników kolbami, umożliwili puszczenie małego pociągu pospiesznego.

Zachowanie się rządu było oryginalne. Rozumiał on dobrze, że zdławienie ruchu, wywołanego przez jego własnego agenta, musiałoby doprowadzić do ostatecznego bankructwa całej zubatowszczyzny na gruncie odeskim. Toteż musiał tolerować takie rzeczy, których nie ścierpiałby nigdzie indziej. Policja więc patrzyła bezczynnie na gromadzenie się tysięcznych tłumów, na mówców rewolucyjnych przemawiających do robotników, na rozrzucenie odezw. W końcu jednak trzeba było zmienić taktykę, gdyż dłuższe trwanie strajku powszechnego zbyt już szarpałoby interesy kapitalistów. Szajewicz więc ucichł, a wojsko przywróciło spokój. Ruch strajkowy upadł, kiedy rozpoczęły się aresztowania masowe i brutalne tłumienie strajku przez kozaków i żołdactwo.

Najpotężniejsze rozmiary przybrał strajk w Kijowie. Ruch rozpoczął się od strajku w warsztatach kolejowych. Robotnicy zażądali 8-godzinnego dnia roboczego, podwyższenia płacy o 30% i wydalenia czterech brutalnych majstrów. Tegoż samego dnia do strajkujących przyłączyło się około tysiąc robotników z południoworosyjskiej fabryki mechanicznej (znaczna część Polaków). Następnego dnia rzuciło pracę pięć innych fabryk mechanicznych i cztery drukarnie. Wszystkie zakłady, w których strajkowano, zostały otoczone przez wojsko i kozaków. Robotnicy gromadzili się masowo w ulicach dzielnic fabrycznych, tłumnie udawali się do zarządu żandarmerii, żądając uwolnienia aresztowanych delegatów, wyruszyli nawet na kolej, chcąc powstrzymać ruch pociągów. Tu też doszło do starcia z wojskiem. Żołdactwo dało ognia i przeszło 30 trupów usłało ulicę. Nazajutrz kozactwo urządziło nową rzeź, wpadając na zgromadzonych około pewnej fabryki strajkujących. Zabito przy tym 8 kobiet spisami. Strajk szerzył się coraz bardziej, podsycany odezwami organizacji socjalistycznych. Dzielnice fabryczne robiły wrażenie miasta zdobytego szturmem. Wszędzie widać było ślady utarczek z wojskiem lub niszczenia warsztatów przez robotników.

Przez 10 dni trwał ruch kijowski. Robotnicy uzyskali w wielu zakładach przemysłowych znaczne ustępstwa – niewspółmierne jednakże z tymi strasznymi ofiarami, jakie ruch pochłonął. Samych zabitych jest nie mniej setki, a rannych i uwięzionych tysiące.

W Elizawetgradzie strajk ogarnął wszystkie fabryki z wyjątkiem dwóch. Strajk szybko zakończony wskutek natychmiastowych ustępstw, ponowił się w dwa tygodnie później. Zastrajkowali piekarze, potem kamieniarze, do tych przyłączyli się stolarze, malarze, robotnicy w drobnych warsztatach, a w końcu i robotnicy fabryczni. Doszło do starcia z policją, przy czym zraniono dwóch rewirowych. Strajk upadł wskutek masowych aresztowań.

W Mikołajowie rozpoczęli ruch kotlarze warsztatów fabryki francuskiej. Wyruszyli oni ku sąsiedniej fabryce, chcąc nakłonić jej robotników do strajku. Tu jednak nastąpiło spotkanie z wojskiem, które natarło na robotników bagnetami. Ale robotnicy odparli żołnierzy i ruszyli dalej, zabierając po drodze robotników, którzy przyłączyli się do strajku. Policja straciła głowę i nie wiedziała, co ma robić. Wojsko strzelało parę razy do tłumów.

W Jekaterynosławiu strajk rozpoczął się już po ukończeniu strajku w innych ośrodkach ruchu – dopiero 18 sierpnia. Rozpoczęli strajk piekarze, a w parę dni potem strajkowały już wszystkie większe fabryki i warsztaty kolejowe. Robotnicy budowlani i pracujący w drobnych warsztatach zastrajkowali na samym końcu. Ruch tramwajowy i kolejowy został przerwany, pisma przestały wychodzić. Strajk został złamany przez wojsko, które zastrzeliło 11 robotników i kilkunastu ciężko raniło.

Ruch na całym obszarze strajkowym ustał, zdławiony przemocą, ale nie ulega wątpliwości, że i dla rządu carskiego, i dla rewolucjonistów będzie on źródłem wskazań politycznych niezmierzonej doniosłości.

Rząd musiał zrozumieć, że najpoważniejszym jego wrogiem jest właśnie ruch robotniczy i że temu ruchowi nic dać niepodobna, nie podkopując jednocześnie podstaw samowładztwa. Zubatowszczyzna zbankrutowała ostatecznie i rząd przekonał się, że cała akcja mądrego szpiega moskiewskiego jest zbyt kosztowną zabawą, ażeby jej można było nadużywać przez czas dłuższy. Wzajemny stosunek rządu i masy robotniczej wyklarował się ostatecznie. Rząd zrozumiał, że na te masy ma tylko jeden środek – salwy karabinowe i spisy kozackie. I tej broni będzie używał dopóty, dopóki mu jej ruch robotniczy z rąk nie wytrąci.

Jakież wskazanie polityczne mają wysnuć z ostatniego ruchu strajkowego rewolucjoniści?

We wszystkich bez wyjątku miejscowościach, których widownią były strajki lipcowo-sierpniowe, istnieją organizacje socjalistyczne, we wszystkich prowadzona jest od dłuższego już czasu działalność uświadamiająca i organizatorska w duchu socjalistów. Kijów jest od dawna głównym niemal centrum działalności rewolucjonistów rosyjskich, na Kaukazie od paru lat prowadzi się gorączkowa praca rewolucyjna. Jekaterynosław i Odessa kroczą w pierwszym szeregu ruchu rewolucyjnego. Tylko Elizawetgrad jest od niedawna pod wpływem organizacji socjalistycznej. We wszystkich tych miastach działają organizacje socjalnych demokratów rosyjskich różnych odcieni, grupy socjalistów-rewolucjonistów w Odessie, Bund rosyjsko-żydowski, na Kaukazie oprócz socjalistów rosyjskich ormiańscy i gruzińscy. Najbardziej wpływowymi organizacjami są komitety socjalno-demokratyczne. One to kierują ruchem mas robotniczych, kiedy socjaliści-rewolucjoniści na masy dotychczas oddziaływali nieregularnie, dorywczo.

W ostatnim ruchu strajkowym wszystkie te organizacje brały udział, wydając i rozpowszechniając odezwy, wysyłając ze swego łona mówców na zebrania, próbując pokierować ruchem. Niestety nigdzie organizacjom rewolucyjnym nie udało się ani opanować ruchu, ani nadać mu jakiegoś jednolitego kierunku. Ruch zaskoczył wszystkie organizacje znienacka i wyrósł im ponad głowy. W Mikołajowie komitet miejscowy postanawia odłożyć strajk aż do wyjścia żołnierzy na manewry, tymczasem strajk wybucha żywiołowo w parę dni po tym postanowieniu. W Baku organizacja miejscowa w przeddzień wybuchu strajku przychodzi do przekonania, że strajk jest niemożliwy i że wszelkie usiłowania w celu wywołania strajku spełzną na niczym. W Tyflisie niektóre odezwy jednego i tegoż komitetu nawołują to do zbrojnego ruchu, to do wielkiego umiarkowania. Różne odezwy różnych frakcji wydają różne hasła. W Baku wyłania się grupa walki, która propaguje i urządza podpalenia wież naftowych. Odezw przeważnie było za mało, brakowało też mówców na zebraniach. W tym samym Baku na przedmieściu Balachany zebrał się 15000-tysięczny tłum strajkujących i w ciągu trzech godzin czekał na mówcę socjalistycznego. W końcu poczęli zabierać głos niesocjalistyczni narodowcy ormiańscy.

Nieprzygotowanie organizacji rewolucyjnych do kierowania ruchem, brak jednolitej taktyki, a jeszcze bardziej brak silnej centralnej organizacji, która by potrafiła skoordynować ruch w różnych miejscowościach i skierować go do jednego łożyska – oto główna przyczyna, dlaczego ruch został zdławiony stosunkowo tak szybko. To nieszczęsne rozbicie organizacji socjalistycznych na różne grupki, użerające się o drobnostki teoretyczne, spowodowało stosunkową jałowość polityczną całego ruchu. Z wyjątkiem Odessy (przynajmniej na początku ruchu, kiedy kierowali nim zubatowcy), wszędzie nastrój mas był nadzwyczaj rewolucyjny.

Wśród robotników, pisze kijowski korespondent „Rosji Rewolucyjnej”, panował nastrój ogromnie podniosły. Znikła różnica pomiędzy starymi a młodymi, wszystkich zaś ogarnęła jedna żądza, jedno postanowienie – nie ustępować. Nastrój – pisze korespondent „Oswożbodienia” z Odessy – był niezwykle podniosły; chciało się wierzyć, że się rozpoczyna nowe, lepsze życie na ziemi. To samo stwierdza korespondent „Iskry” w stosunku do Baku, mówiąc: nastrój i działalność duchowa strajkujących niebywała i nieznana. Tłum z chciwością słuchał każdego mówcy, gotów iść za nim. Sił nie starczy, aby opisać to wszystko, co się dokoła nas dzieje. Brakowało tylko wyraźnego hasła ze strony organizacji, aby nastrój ten przekształcił się w wybuch czysto polityczny.

Władze były zupełnie nieprzygotowane i niektóre miasta znajdowały się całkowicie w ręku robotników, przynajmniej przez parę dni pierwszych. Mało tego, jak pokazują liczne fakty, wojsko (nie kozacy!) zachowało się miejscowo sympatycznie, strzelało często ponad głowy tłumów i pozwalało nawet gdzieniegdzie odbierać sobie broń bez wielkiego oporu. I z tego organizacje rewolucyjne nie skorzystały. Tłumy robotników kładły się na szynach, ażeby nie wypuścić pociągów towarowych z miasta, ale nikomu do głowy nie przyszło wezwać robotników do niszczenia tych szyn, po których miały przyjść pociągi, napełnione wojskiem. Bezwarunkowo częściowa rewolucja w jakiejś Odessie, w Kijowie lub na Kaukazie, dokonywana przy absolutnym spokoju Petersburga i Moskwy, musiałaby się skończyć porażką rewolucjonistów, ale mogłaby ona poważnie zachwiać potęgą carstwa. Tymczasem strajki pochłonęły setki ofiar, choć nie nabrały charakteru otwartego rokoszu politycznego i proletariat powrócił do pracy, nie pokazawszy caratowi swej istotnej, rewolucyjnej siły.

Najważniejszym wnioskiem z wypadków lipcowo-sierpniowych będzie ten, że masa robotnicza głównych centrów przemysłowych Ukrainy i Kaukazu stanowi zupełnie podatny materiał na armię rewolucyjną. Czym dla nas były pamiętne dni majowe w Łodzi (1892 r.), tym niewątpliwie staną się dla rewolucjonistów południowo-rosyjskich i kaukaskich wypadki z lipca i sierpnia roku bieżącego. A kto wie, czy rewolucjoniści ormiańscy i gruzińscy, a może i ukraińscy, nie zechcą wysnuć z tych wypadków wniosków podobnych do tego, jakie wysnuli socjaliści polscy z buntu łódzkiego. Ten ostatni ujawnił nam całą siłę żywiołową tkwiącą w naszych masach robotniczych – tę siłę, której by wystarczyło do zaprowadzenia nowego ładu u nas, gdyby nie stojące na straży przy tym ładzie wojska najeźdźców. Toż samo było jeśli nie na Ukrainie, to przynajmniej na Kaukazie w lipcu i sierpniu, kiedy masy strajkujące gorączkowo wyglądały wieści z Rosji, kiedy mówiono w Tyflisie: Ach, gdyby Rosja się poruszyła, to poszlibyśmy zaraz do szturmu na carat. Być może socjaliści kaukascy teraz, po ruchu lipcowym, lepiej zrozumieją, czym jest dla proletariatu narodowości ujarzmionych ta Rosja.

A dla socjalistów rosyjskich z wypadków lipcowo-sierpniowych płynie ta nauka: łączcie się, zaprzestańcie drobiazgowych sporów, wytwarzajcie jak najprędzej sztab jednolity i jednolitą komendę dla tej armii, która już istnieje, która tylko czeka, aby ją poprowadzono przeciwko caratowi.

Leon Wasilewski
_________________________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem St. Os…arz, za którym krył się Leon Wasilewski, ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Krytyka”, październik 1903 r. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski. „Krytyka” była postępowo-lewicowym czasopismem społeczno-kulturalno-literackim, sympatyzującym z niepodległościowym nurtem polskiego ruchu socjalistycznego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *