Sprawozdanie Centralnego Komitetu Robotniczego PPS na III Zjazd w dniu 29 czerwca 1895 roku

Cały poprzedni okres naszego istnienia może być nazwanym okresem walki o byt dla partii. Kiedy 2 lata temu odbył się I Zjazd PPS, nie stanowiliśmy jeszcze partii i przed nami była ciężka walka o zdobycie dla naszego programu przodującego stanowiska. Teraz nie ma prawie zakątka, nie tylko w naszym kraju, lecz i w całym państwie rosyjskim, w którym się nie prowadzi rewolucyjna robota, gdzie nie wiedziano by o istnieniu PPS, gdzie nie mianoby nieraz przesadzonych wyobrażeń o potędze i wpływach naszej partii. PPS bez wątpienia pierwsze zajęła miejsce wśród wszelkich organizacji rewolucyjnych na całym obszarze państwa rosyjskiego. O pracach w tym kierunku nie mamy potrzeby mówić, oswabadzają nas od tego „Rachunki” w Jednodniówce tegorocznej, natomiast musimy się zatrzymać dłużej na tej stronie życia partyjnego, która ze zrozumiałych przyczyn nie pozwala na publiczne jej omówienie – mówimy o życiu organizacyjnym.

Walka o byt nie przeszła w tym względzie bez wielkich ofiar. Oprócz tego, o ile główną zwracaliśmy uwagę na wzmocnienie i rozszerzenie moralnego wpływu partii, o tyle wzmocnienie organizacji jako organizacji stało zawsze na drugim planie. Jako skutek takiego postępowania mieliśmy to, co jeden z towarzyszy nazwał „rabunkową gospodarką”. Siły każdego z nas były eksploatowane do maksimum bez oglądania się na przyszłość. Planowy podział pracy nie był wcale zastosowany. Stosunki były zawierane naprędce i były więcej osobiste niż organizacyjne. Chodziło przede wszystkim o to, żeby coś zrobić, zrobić jak najśpieszniej, nie oglądając się na nic. Dzięki temu, o ile rzeczywiście szeroko sięgają nasze stosunki, węższą jest organizacja, cała masa roboty na przykład była wykonana i wykonywa się przez ludzi do organizacji nie należących. Dzięki temu brak w ogóle jedności partyjnej, partyjnego wychowania ludzi dla niej pracujących, co rozumie się, w przyszłości, gdybyśmy tak sprawę pozostawili, bardzo jest dla partii niebezpiecznym.

Nie sądźcie, Towarzysze, żeby CKR nie odczuwał tych braków naszej roboty, żeby nie sądził, że pierwszy naturalny okres walki o byt nie trwał zbyt długo, na szkodę partii. Parę razy już zamierzaliśmy przystąpić do pracy ściśle organizacyjnej i obydwa razy stanęła na przeszkodzie vis major. Pierwszy raz był to krach warszawski w sierpniu zeszłego roku. CKR już wtedy miał przedsięwziąć planową pracę, rozpoczęły się nad tym narady. Areszt i kompromitacja całego szeregu towarzyszy zmusił nas do zmiany planów. Trzeba było przy mniejszych znacznie siłach utrzymać to, co zostało już zrobionym, przy mniejszych siłach prowadzić równie szeroką robotę. W końcu zeszłego roku znowu postanowiliśmy, odczuwając braki organizacyjne, wstrzymać nawet „Robotnika”, by siły swe poświęcić pracy organizacyjnej, wtedy jednak działalność Utgoffa i niepewność względem ludzi, już w pracach zamieszanych, wstrzymała tę pracę. Wreszcie zapewne część winy leży i na nas samych – jak CKR, tak mężach zaufania, którzy nie mogli prędko zejść z wydeptanej ścieżki. W tym względzie musimy głównie podkreślić zachowanie się towarzyszy warszawiaków, którzy stale się od rozszerzania organizacji poza Warszawą usuwali.

W każdym razie przyznać musimy, że organizacyjnie stoimy marnie, tak marnie, że o żadnej walce myśleć nie możemy, dopóki nie poprawimy stanu organizacji, dopóki nie usuniemy sprzed oczu perspektywy śmierci naturalnej PPS. Grunt dla stworzenia potężnej organizacji jest bez wątpienia przygotowany przez poprzednią działalność, a niech nas zachęci do takiej wydatnej pracy myśl, że żeby nie stracić tego wpływu, jaki mamy w całym państwie rosyjskim, iść trzeba naprzód i przystąpić wreszcie do czynnej walki z rządem.

***

Przy obradach nad planem roboty na przyszłość CKR zdawał sprawę z funkcjonowania w poszczególnych zakresach działalności partii.

a) Wydawnictwa. Wydajemy już rok prawie „Robotnika”, możemy więc już wyciągnąć co do niego pewne wnioski. Bez wątpienia każdy spostrzeże postęp w redagowaniu „Robotnika”. Braki jego. Główny: nieokreśloność, osobliwie pierwszych numerów, która dotkliwie odczuć się dawała. Daje się to wytłumaczyć głównie nowością naszego programu, niejednolitością składu partii, która nie pozwalała na ścisłe określenie siebie, żeby nie odstraszyć drugich. Jednolitość tę, sądzimy, już w pewnej mierze przeparliśmy przy wspólnej pracy i przyszły CKR, upoważniony przez zjazd obecny, zapewne wolnym będzie od większej części więzów, które nas krępowały. W szczególności zaś takimi więzami były: 1) Bojaźń określenia swego programu politycznego (Niepodległości Polski), żeby nie uchodzić za patriotów; 2) Przecenianie znaczenia agitacyjnego hasła tymczasowego polepszenia bytu robotników i 3) Niedocenianie znaczenia partii dla całości sprawy. Oprócz tego krępowała uchwała przeszłego zjazdu, by pismo było informacyjno-agitacyjnym, przeznaczonym w całości dla najszerszych mas robotniczych. Co do poszczególnych działów, primo: Kronika krajowa, z którą dawniej było wiele kłopotu, gdyż niekiedy trzeba było ją wymyślać, teraz prowadzi się bez trudności, gdyż materiału otrzymujemy tyle, że w każdym numerze musimy go zmniejszać, kurczyć, wyrzucać. Za to kronika zagraniczna stale jest naszą bolączką. Materiału porządnego nie ma albo przychodzi bardzo spóźniony, a brak środków nie pozwala na porządne postawienie tego działu. Co do wpływu pisma, to, sądząc nawet tylko z drobnych szczegółów, z listów otrzymywanych, jest on ogromny. W listach spotykamy wzruszające naiwne zaufanie do nas. Z niektórych miejsc (Białystok) donoszą nam, że robotnicy w masie sami się domagają tylko „Robotnika”, inną literaturę trzeba im wtykać.

Co do innych wydawnictw uwaga, że broszury zawodowe żadnego na dany zawód wpływu nie wywarły.

b) Finanse. Jest to bodaj najsłabsza strona organizacji. Stałym zjawiskiem jest wieczna pogoń za rublem, zawsze go brak. Dotychczas największą część środków dawały uniwersytety rosyjskie, dalej pieniądze pożyczone od pojedynczych ludzi i grup, później składki, drobne ofiary, a w końcu tylko pieniądze otrzymane od robotników. Najfatalniej zawsze w tym względzie stało Królestwo, pieniędzy stamtąd nigdy nie można było wydobyć. Że jednak może być inaczej, dowodzi tego krótki zresztą okres czasu, gdy się otrzymało stamtąd sporo grosza dzięki stosunkom i działalności jednego towarzysza.

Stosunek do innych grup. Socjalna Demokracja. Walka z tą grupą w początku istnienia partii absorbowała głównie siły nasze, teraz już tego nie ma. Po pierwsze sami SD krajowi pod wpływem naszej roboty ogromnie się zmienili i utracili rezon i zapał do walki z nami, większość z nich stoi już na gruncie obiektywnym, uznaje nasze zasługi i wstrzymują tych ludzi od zupełnego połączenia się tylko pewne skrupuły; dochodzi do tego, że spełniają naszą robotę, rozpowszechniają nasze wydawnictwa. Oprócz tego skutkiem nieumiejętnego prowadzenia roboty przez nich, jako też i ciągłych z powodu tego wsypek teraz nie są oni partią, lecz pojedynczymi grupami, nie mają nawet pomiędzy sobą nieraz styczności. Wobec tego należy się spodziewać, że przy energiczniejszym na nich oddziaływaniu kwestia ta dla nas zniknie całkowicie.

Stosunek do Rosjan. Pomimo określenia przez I zjazd wytycznej w stosunkach z nimi CKR ściśle się do tego nie stosował. Główną tego przyczyną jest, że z powodu zupełnego braku poważnej organizacji tam CKR nie miał do kogo tych zasad stosować. O ile możności wspierano ruch rosyjski, niektóre stosunki, jak z liberałami, traktowano tylko jako kwestię finansową, a tam o zasady chodzić nie może. Sądzić należy, że jesteśmy w zaraniu rozwoju partii robotniczej w Rosji. Wtedy można będzie przejść do stałych stosunków, opartych na poszanowaniu naszego programu.

Stosunek do innych narodowości. Ściślejsze stosunki były tylko z najbliższymi sąsiadami: Żydami i Litwinami. Działalność nasza wpływ wywiera i na nich. Na przykład Żydzi-socjaliści, którzy dawniej otwarcie się do sympatii z SD przyznawali, teraz życzliwie są dla nas usposobieni, a u niektórych, młodszych osobliwie, nie skrępowanych rutyną i tradycją działaczy coraz częściej zjawia się myśl o ściślejszym z nami połączeniu. Robota przez nich prowadzona jest szeroko, ale na nieszczęście kierunek jest fałszywym – zbyt SD, chociaż i w tym względzie u niektórych przebija chęć zafarbowania ruchu czerwieńszym kolorem. Co do Litwinów, to stosunki więcej są osobiste, gdyż organizacji rewolucyjnej u nich dotychczas nie ma, istnieje tylko organizacja dosyć luźna dla wydawnictw, gdzie wchodzą tak różnorodne żywioły, że porozumienie się z nią jest niemożliwe. Członkowie PPS w stosunkach z nimi starali się zawsze ich zrewolucjonizować i wskazywali stale na ścisłą wspólność ich interesów z naszymi.

Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich. Wspólna praca coraz ściślej zespala ZZSP z nami. W ciągu roku ZZSP został przez nas oficjalnie jako przedstawiciel nasz zagraniczny uznany. Podnieść tutaj musimy zasługi Centralizacji. W stosunkach z nami zachowanie się nacechowane było zawsze tak uprzedzającą gotowością służenia dobru sprawy, taką względnością dla wymagań kraju (pomimo że z nimi nieraz się nie zgadzała), że stosunki te nic chyba nie zostawiają do życzenia, a dla nas, którzy te stosunki utrzymywaliśmy, zostawią najprzyjemniejsze wspomnienie i zmuszają przed zjazdem do wynurzenia jej wdzięczności za jej pracę.

___________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w książce „Materiały do historii PPS i ruchu rewolucyjnego w zaborze rosyjskim od r. 1893-1904”, tom I, rok 1893-1897, Życie – Wydawnictwo dzieł społeczno-politycznych, Warszawa 1907. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Jako ilustrację wykorzystano obraz Stanisława Lentza pt. „Agitator”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *