Otto Pehr

Ruch robotniczy w USA

[1958]

1. Amerykańska Federacja Pracy w okresie Gompersa

„My nie mamy ostatecznych celów. Podejmujemy akcje z dnia na dzień. Walczymy tylko o cele bezpośrednie, które mogą być osiągnięte w przeciągu kilku lat”. Tak zeznał jako świadek przed komisją Senatu Adolf Strasser, przewodniczący związku robotników tytoniowych w roku 1885. Samuel Gompers, jeden z założycieli i prezydent Amerykańskiej Federacji Pracy (American Federation of Labor, w skrócie AFL), powstałej w roku 1886, pełniący ten urząd do śmierci, do roku 1924, w następujący sposób określił cele AFL. Na pytanie znanego socjalisty amerykańskiego Morrisa Hillquita, jakie są cele i jakie są żądania AFL, odpowiedział: „Wyższa płaca i krótsza praca”, a na dalsze pytanie, o ile ma być podwyższona płaca i o ile ma być skrócony czas pracy, odrzekł: „Więcej, jeszcze więcej i tak dalej”…

W tych odpowiedziach mieści się cała filozofia ówczesnych organizacji robotniczych związków zawodowych. W filozofii tej zasadniczą cechą jest wiara w panujący ustrój kapitalistyczny, który stwarza możliwość nieustannej walki o poprawę stopy życiowej robotnika. Walka o tę poprawę jest celem danej unii, danego związku zawodowego. O żadnej przebudowie ustroju w tej filozofii nie może być mowy. Trzeba jedynie starać się o zaspokojenie codziennych potrzeb robotników, członków unii. I znowu pewne ograniczenie: chodzi tylko o interes członków danej unii, nigdy o interes całej klasy robotniczej. Pojęcie solidarności klasowej jest tej filozofii zupełnie nieznane i obce. Walka o lepsze warunki życiowe jest sprawą obchodzącą wyłącznie pracodawcę i pracobiorcę. Wolna umowa między nimi określa warunki bytu robotniczego. Nikomu postronnemu nie wolno wtrącać się do tych spraw. Nie powinno też państwo, czy to egzekutywa, czy też Kongres lub władza sądownicza, wchodzić w te sprawy, o których decyduje wyłącznie wolna umowa pomiędzy robotnikiem i przedsiębiorcą. Tak zwana zasada „wolutaryzmu” powinna rządzić warunkami pracy i płacy. Dlatego niepożądane są nawet akty ustawodawcze, broniące robotnika, jak np. zabezpieczenie na wypadek bezrobocia, ochrona kobiet, dzieci, starców. Dalszą konsekwencją jest zasada apolityczności związków zawodowych. Są one organizacją walki o lepsze warunki pracy i płacy. Wszystko inne jest im obce i dalekie. Związki zawodowe nie mogą uprawiać polityki, a już zgoła nie mogą przeobrazić się w robotniczą partię polityczną (jak to się stało w Wielkiej Brytanii). Politykę należy pozostawić obydwu partiom tradycyjnym: demokratycznej i republikańskiej, które w zupełności pokrywają zapotrzebowanie.

Taki był sposób myślenia w okresie Gompersa. Kogo obejmowały związki zawodowe, zrzeszone w AFL? Poszczególne unie miały charakter branżowy, łącząc wykwalifikowanych robotników przeważnie w sposób przypominający cechy w okresie manufaktury. Dla olbrzymiej masy robotników niewykwalifikowanych miejsca w AFL nie było. Zorganizowanie szerokich rzesz robotników, pracujących w wielkich przedsiębiorstwach, było bardzo trudne ze względu na ustalone w AFL normy organizacyjne. Dlatego też AFL nigdy nie obejmowała większego odsetka pracujących. W roku 1899 liczyła 350 000 członków, w roku 1904 doszła do 1 675 000. Najwyższy stan w roku 1920 wynosił 5 milionów członków.

2. „Prosperous twenties” 1919-1929

Stany Zjednoczone wyszły z I wojny światowej zwycięsko. Odegrały rolę decydującą, podnoszącą je do poziomu największej potęgi światowej. Nie pozostały jednak wierne swemu przeznaczeniu i drodze, na którą weszły w okresie prezydenta Woodrowa Wilsona. Pod wpływem republikanów powróciły do izolacjonizmu. Gospodarczo Stany Zjednoczone w tym czasie z kraju dłużników stały się krajem wierzycieli. Nastał okres olbrzymiego rozwoju produkcji, zwany i wspominany jako „prosperous twenties”, okres, w którym uwydatniły się wszystkie cechy tzw. amerykańskiego sposobu życia (American way of life). Pewność siebie, optymizm, samozadowolenie, beztroska, indywidualizm, niechęć do wiązania się z miejscem, wypływająca z prawa do wolności, zaufanie do „free enterprise” (przedsiębiorstwa niczym nie skrępowanego) i do praw nim rządzących, wiara w możliwość indywidualnego znalezienia drogi do pomyślności i szczęścia – oto znamiona tych „prosperous twenties”, szczęśliwych lat dwudziestych.

W tym to okresie amerykańska klasa robotnicza straciła bardzo wiele z tych zdobyczy, które zdołała sobie wywalczyć w okresie postępowych rządów Wilsona, w czasie wojennym. Nastąpił teraz okres gwałtownej ofensywy przedsiębiorców przeciwko robotnikom i przeciwko związkom zawodowym. Również zaczęło źle się dziać w rolnictwie. Dochody farmerów poczęły spadać. Tak więc ten okres „szczęśliwych lat” wyłączył z beztroski i z dobrobytu dwie najważniejsze klasy – robotników i chłopów. Równowaga pomiędzy wytwórczością a siłą kupna szerokich mas ludności została zachwiana.

3. Kryzys gospodarczy. Przewrót od góry.

W dniu 29 października 1929 roku wybuchła panika na giełdzie w Nowym Jorku. Akcje i papiery wartościowe spadały, banki i sklepy poczęły bankrutować, fabryki zamykały swe bramy. Naród stał w obliczu kryzysu. Prysły złudzenia z „prosperous twenties”, nędza zaczęła zaglądać do oczu szerokich mas, nieprzygotowanych i bezbronnych. Przedsiębiorcy byli bezradni. Widzieli, że kryzys jest zbyt wielki, by można było liczyć na przezwyciężenie go automatyzmem i wolną grą sił gospodarczych, w co dotychczas tak mocno wierzyli. Klasa robotnicza, główna ofiara kryzysu, była bezradna i bezsilna. Związki zawodowe wyznawały zasady Gompersa, liczbowo były słabe, bez wpływu i bez możliwości przyjścia robotnikom z pomocą. W chwili rozpoczęcia się kryzysu liczyły 3,5 miliona członków, a wkrótce spadły jeszcze o pół miliona. Pozostawało państwo. Jednakże było ono wówczas w rękach republikanów z prezydentem Herbertem Hooverem na czele. Ani dochody państwowe nie pozwalały na żadną akcję, ani też aparat państwowy nie był do niej przygotowany.

Wybory prezydenckie pod koniec 1932 roku zmiotły republikańskie rządy. Prezydentem został wybrany demokrata Franklin Delano Roosevelt. Demokraci uzyskali przeważającą większość w Kongresie, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak też w Senacie. W marcu 1933 roku nastąpiła zmiana rządu.

Roosevelt widział jasno przyczynę kryzysu. Leżała ona w zachwianiu równowagi pomiędzy produkcją a konsumpcją. Produkcja w ostatnich latach wzrosła niepomiernie, natomiast siła kupna i konsumpcja nie dotrzymała kroku. Widział też i inny brak równowagi. Siła przedsiębiorców wzrosła, natomiast dwie duże klasy: farmerzy i robotnicy, pozostali w tyle. Dlatego Roosevelt postanowił wzmocnić gospodarczo farmerów i robotników, by w ten sposób doprowadzić do równowagi sił a równocześnie do wzrostu siły kupna i konsumpcji.

Jeśli chodzi o rolników, reforma Roosevelta polegała na zapewnieniu farmerom stałego dochodu przez dopłatę z kasy państwowej do cen za produkty rolne, a równocześnie przez planową gospodarkę w uprawie roli, w szczególności przez ograniczenie uprawy. Reforma ta, która przetrwała do chwili dzisiejszej, stanowiła – jak na stosunki amerykańskie – przewrót: oto w Ameryce, żyjącej dotychczas wiarą w święte prawo wolnej gry sił i w zbawienność automatyzmu gospodarczego, doszedł do władzy rząd i Kongres uchwalający prawo gospodarcze oparte o planowanie, wyjmujące rolników spod władzy wolnego rynku. Reforma okazała się skuteczna. Od tego czasu farmerzy przestali być sierotami w życiu gospodarczym Ameryki.

Główną wagę miały reformy robotnicze, objęte wspólną nazwą „New Deal” (Nowy Ład). Roosevelt zdawał sobie sprawę ze słabością organizacyjnej klasy robotniczej i z bezsilności związków zawodowych. Postanowił w drodze ustawodawczej stworzyć założenia, które by umożliwiły klasie robotniczej zbudowanie silnych związków zawodowych. Zabezpieczył im prawo do zawierania umów zbiorowych. W ten sposób dał im potężną broń do ręki. Od dojrzałości klasy robotniczej zależało, czy zechce z niej skorzystać. Dalsze reformy Roosevelta dały klasie robotniczej następujące zdobycze: (a) Ubezpieczenie na wypadek bezrobocia. Reformę tę przeprowadził Roosevelt, zwalczając opór niektórych przedstawicieli robotników, wychowanków Gompersa, przeciwników wpływu państwa nawet w interesie klasy robotniczej i nawet w sytuacji, w której ilość bezrobotnych dochodziła do 12 milionów. Jeszcze w lipcu 1932 roku pismo AFL wypowiedziało się przeciwko przymusowemu ubezpieczeniu na wypadek bezrobocia, (b) Lepsze warunki pracy i płacy zostały stworzone przez ustawowe skrócenie czasu pracy oraz przez przymusowe określenie najniższego wynagrodzenia, (c) Ubezpieczenie na starość zostało przymusowo wprowadzone w życie przez tzw. Social Security Act, ustawę o zabezpieczeniu społecznym.

Roosevelt uważał wprowadzenie pełnego zatrudnienia za najważniejszy sposób uzdrowienia życia gospodarczego i zwalczenia kryzysu. Do tego celu zdążał wielu sposobami. Uruchamiał roboty publiczne na wielką skalę. Budował drogi i mosty. Regulował rzeki. Stworzył olbrzymie przedsiębiorstwo użyteczności publicznej „Tennessee Valley Authority” (TVA.), które zaprzęgło rzekę Tennessee do zelektryzowania ogromnego obszaru, dotychczas gospodarczo zaniedbanego.

Reformy Roosevelta nie były oparte na żadnym ideologicznym planie. Były one podyktowane jedynie koniecznością życiową i potrzebami chwili. Były one dziełem wyłącznie Roosevelta i jego administracji oraz Kongresu w przeważającej większości demokratycznego, nie mając za sobą żadnego żądania czy też parcia ze strony zorganizowanego ruchu robotniczego.

Reformy Roosevelta, wzięte jako całość, stanowiły przewrót w życiu Ameryki. Wbrew uświęconej zasadzie, wyłączały one swobodną grę sił gospodarczych, wywierając poważny wpływ na podział dochodu narodowego. Skończyły one z neutralizmem państwa. Włączyły jego zarządzenia, oparte na planowaniu – w gospodarkę kapitalistyczną. Były one zaprzeczeniem całej tradycji amerykańskiej i całej ideologii „free enterprise”. Dlatego oznaczały przewrót i to przewrót od góry, przedsięwzięty przez Roosevelta bez udziału szerokich mas ludności, a w szczególności bez udziału zorganizowanego ruchu robotniczego.

4. Przeobrażenia w ruchu robotniczym

Reformy „New Dealu” nie zdołały przezwyciężyć kryzysu. Osłabiły one jego ostrze, nie doprowadziły jednak do przywrócenia zupełnej równowagi pomiędzy produkcją a konsumpcją. Dopiero wojna, a w konsekwencji gospodarka wojenna i pełne zatrudnienie zakończyły kryzys.

Przejścia robotników w okresie kryzysu stanowiły dla nich najcięższe przeżycie na skutek tragizmu losu, bezbronności i bezsilności szerokich mas. U ludzi, którzy to przeszli, pozostało niezatarte wrażenie, pamiętają je do chwili obecnej. Zrozumieli drogę, którą wskazał im „New Deal”, dając im możliwość stworzenia silnej organizacji. Poszli tą drogą. W roku 1935 związki zawodowe obejmowały tylko 9,4% robotników, a w roku 1946 zdołały już zorganizować 34,4%. Z cyfry 3,4 milionów członków doszły w dziesięć lat do 13,6 milionów. Ale nastąpiło to nie tak łatwo i nie bez przeszkód. Konserwatywna struktura AFL okazała się zaporą. System branżowy i niedopuszczanie robotników niewykwalifikowanych nie pozwalały na zorganizowanie wielkiej masy robotników, pracujących w olbrzymich przedsiębiorstwach przemysłowych. Władze AFL tkwiły zbyt silnie w swym konserwatyzmie i nie chciały ustąpić. Wreszcie doszło do rozłamu. W listopadzie 1935 roku ośmiu prezydentów związków zawodowych powołało do życia Komitet Organizacji Przemysłowych, z którego powstał później Kongres Organizacji Przemysłowych (Congress of Industrial Organisations, w skrócie CIO), obejmujący prawie wszystkie najliczniejsze związki, jak np. robotników przemysłu samochodowego, stalowego itp. Rozłam ten, mający swą przyczynę we względach organizacyjnych, okazał się dla ruchu robotniczego zarówno konieczny, jak też pożyteczny. Dzięki niemu zorganizowano szerokie masy robotników niewykwalifikowanych. Powstały związki zawodowe, obejmujące olbrzymie przedsiębiorstwa, łączące wszystkich robotników, wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych, białych i czarnych.

Łącznie z tym postępował równocześnie nowy objaw przemiany: zainteresowanie się robotników polityką. Przekonali się oni o ważności państwa, które starało się im przyjść z pomocą w ciężkich chwilach kryzysu, świadomi tego, że dzięki państwu mogli zbudować silne związki zawodowe i że państwo dało im ustawodawstwo społeczne, zdawali sobie sprawę, że było to możliwe tylko dzięki korzystnemu dla robotników ustawieniu się sił politycznych, podobnie jak przy niekorzystnym stanie rzeczy w życiu politycznym będzie musiało powstać niebezpieczeństwo utraty praw robotniczych. Wszystkie te rozważania obracały i obracają się do chwili obecnej w robotniczym ruchu zawodowym w ramach systemu dwupartyjnego. Stworzenie partii robotniczej było niemożliwe, a obecnie jest bardzo mało prawdopodobne. W roku 1924 porozumieli się robotnicy z farmerami, mając poparcie wielu intelektualistów i wystawili swego kandydata na prezydenta, człowieka bardzo postępowego i zasłużonego, senatora Roberta La Follette. Po raz pierwszy AFL oficjalnie poparła kandydaturę. A wynik? La Follette otrzymał 16% głosów. System dwupartyjny odpowiada tradycji amerykańskiej i tkwi głęboko w świadomości ludzkiej. Nadto ruch robotniczy, reprezentowany przez związki zawodowe, nigdy nie dążył do uzyskania całkowitej władzy i nie posiadał programu politycznego, na podstawie którego chciałby opanować rządy. Stał on i stoi w przytłaczającej swej większości na stanowisku uznającym ustrój kapitalistyczny.

Opierając się na systemie dwupartyjnym, związki zawodowe w swej akcji politycznej dokładnie obserwują działalność prezydenta, administracji i Kongresu. Każdy senator i każdy członek Izby Reprezentantów posiada swoją rubrykę, w której zapisuje się noty zależnie od działalności, w szczególności od głosowania nad poszczególnymi projektami ustaw, ważnych dla klasy robotniczej. Od tego zależy później stanowisko związków zawodowych w kampanii wyborczej. Akcja polityczna spoczywała w CIO w rękach tzw. Komitetu Akcji Politycznej (Political Action Committee), który został powołany do życia w roku 1943 i oddany w ręce Sidney Hillmana. AFL w cztery lata później poszła w ślady CIO i stworzyła Robotniczą Ligę Oświaty Politycznej (Labor’s League for Political Education). Stało się to pod naporem następujących wypadków: Po wojnie polityczne stosunki uległy zmianie. W roku 1946 republikanie zdobyli większość w Kongresie. Pozostał demokratyczny prezydent, ale władza ustawodawcza przeszła w ręce ludzi, którzy czekali tylko na tę chwilę, by zmienić Rooseveltowskie ustawy robotnicze. I tak w miejsce najważniejszej ustawy robotniczej, „Wagner Act”, zwanej Wielką Kartą Pracy, zawierającej niemal kodyfikację prawodawstwa robotniczego Roosevelta, uchwalili oni w roku 1947 ustawę „Taft-Hartley Act”, znacznie gorszą i bardzo krzywdzącą związki zawodowe. Na nowo wprowadzono tzw. injunctions, zarządzenia sądowe, ograniczające swobodę strajków; na nowo spętano związki zawodowe przepisami tamującymi rozwój organizacji i walkę o lepsze warunki bytu. Ale ustawa ta wywołała bardzo żywy odruch w świecie robotniczym. Zapomniano o sporach pomiędzy AFL i CIO. Wywiązała się solidarność działania, która doprowadziła wreszcie w grudniu 1955 roku do połączenia się obydwu organizacji. Robotnicy przekonali się, jaką wartość ma „polityka” i zrozumieli, że od tego, jakie są siły polityczne, zależy ich los.

Walki ekonomiczne klasy robotniczej, w szczególności strajki, też prowadziły do upolitycznienia się związków zawodowych. Strajk robotników przemysłu stalowego lub samochodowego nie był tylko zagadnieniem ekonomicznym, lecz także i politycznym. Rozszerzone również zostały powody konfliktu. Chodziło teraz nie tylko o wysokość zarobków i o godziny pracy. Prawo do umów zbiorowych, emerytury w przedsiębiorstwach często były przyczyną strajków, w szczególności w roku 1946, kiedy to przedsiębiorcy ufni w wzrost sił prawicowych chcieli złamać związki zawodowe. Wówczas to w roku 1946 w okresie masowych strajków doszło do próby sił pomiędzy nowymi związkami zawodowymi a starymi przedsiębiorstwami. Związki zawodowe wyszły z tej próby sił nieosłabione i w życiu codziennym potrafiły w późniejszych latach obronić się przed konsekwencjami ustawy Tafta-Hartleya.

Upolitycznienie związków zawodowych w praktyce oznaczało coraz większe zbliżenie do partii demokratycznej, chociaż związki zawodowe, popierające w wyborach prezydenckich w ostatnich dwóch kadencjach kandydata demokratycznego, gdy chodzi o wybór członków Kongresu nie wiążą się formalnie z partią demokratyczną.

Związki zawodowe stały się czynnikiem ważnym w życiu politycznym choćby dzięki ilości swych członków, przekraczającej obecnie liczbę 16 milionów. Musiały z konieczności zająć się zagadnieniami polityki gospodarczej i sytuacją międzynarodową. Na gruzach dawnych małych związków powstały silne organizacje, świadome swych dróg i celów. Egoizm małych oddziałów, dbałych dawniej wyłącznie o interesy swych własnych członków, ustąpił miejsca trosce o całość klasy robotniczej i o interes państwowy. W zrozumieniu wagi stosunków międzynarodowych związki zawodowe weszły w skład międzynarodówki zawodowej. W walce ekonomicznej związki zawodowe przeszły na umowy zbiorowe. Te ostatnie wymagały wielkiej dojrzałości kulturalnej i orientacji w całości życia gospodarczego. Dyskutowano w toku pertraktacji nie tylko o korzyściach dla robotników danego związku, lecz o konsekwencjach, jakie wynikają dla całości sytuacji gospodarczej. Wreszcie panowie przedsiębiorcy musieli się zgodzić, że przedstawiciele robotników będą badali i dyskutowali budżet i bilans przedsiębiorstwa, zwracając baczną uwagę na kalkulację, a głównie na zyski. W ten sposób „równowaga sił społecznych” uzyskała wzmocnienie na korzyść klasy robotniczej.

Głównym celem zarówno prezydenta Roosevelta, jak też i prezydenta Trumana było osiągnięcie pełnego zatrudnienia. Tylko w ten sposób widzieli oni zabezpieczenie utrzymania równowagi pomiędzy wytwórczością a siłą kupna i spożyciem. Dla klasy robotniczej pełne zatrudnienie ma znaczenie pierwszorzędne. Nie chodzi tu tylko o chleb codzienny. Od pełnego zatrudnienia zależy ogólna sytuacja klasy robotniczej. Fritz Sternberg w swej książce pt. „Marx i obecne czasy” w ten sposób określa sytuację. W okresie, w którym nie ma pełnego zatrudnienia, przedsiębiorca powiada do robotnika, ubiegającego się o pracę: „Jeśli ci moje warunki nie odpowiadają, znajdę innych, którzy je przyjmą”. W okresie pełnego zatrudnienia robotnik powiada do przedsiębiorcy: „Jeśli nie chcesz mnie zatrudnić, to pójdę i znajdę gdzie indziej pracę na moich warunkach”.

Kryzys gospodarczy wpłynął bardzo istotnie na zmianę w świadomości robotnika. Dokonała się głęboka przemiana psychologiczna. Zanikło zamiłowanie do indywidualizmu, do zmiany zawodu i miejsca pracy, wiara w możliwość dopięcia wielkich wyników finansowych. W to miejsce weszła troska o przyszłość, o los robotnika w razie bezrobocia, choroby i starości. Dlatego robotnik tak wysoko ceni obok innych ubezpieczeń „zabezpieczenie społeczne” (Social Security), dane mu ustawowo, rozwijane i poszerzane do chwili obecnej. I również dlatego walka o emerytury, płacone przez przedsiębiorcę niezależnie od „Social Security”, zajmuje tak ważne miejsce w pertraktacjach o umowy zbiorowe. Również zabezpieczenie umowne wynagrodzenia za pełny rok, uzyskane przez robotników przemysłu samochodowego i stalowego, jest tak istotne. To wszystko doprowadza do tego, że robotnik dąży nie do zmiany swego losu, lecz do stabilizacji, do związania się z przedsiębiorstwem – możliwie najsilniej i najdłużej.

5. Połączenie się AFL z CIO. Nowe zagadnienia.

W grudniu 1955 roku doszło do połączenia się AFL z CIO. Nie było to zbyt trudne, gdyż czas i warunki usunęły znacznie różnice. Po dwudziestoletnim rozłamie powstała jedna organizacja AFL-CIO, licząca w chwili połączenia około 16 milionów członków.

Jednakże to zwycięstwo jedności ruchu robotniczego nie oznacza beztroskiego życia. Kłopoty dawne, niezałatwione i nadal aktualne, pozostały, a nowe kłopoty przybyły. Wymienimy pokrótce najważniejsze zagadnienia. Stany Zjednoczone od szeregu lat przechodzą proces uprzemysławiania południowych stron. Kapitaliści chętnie przenoszą swe przedsiębiorstwa na południe, w nadziei, że znajdą tam tańszego robotnika i to przeważnie robotnika-Murzyna. Dla związków zawodowych powstaje ciężkie zagadnienie zorganizowania czarnych, niedopuszczenia do walki konkurencyjnej w łonie klasy robotniczej. W ten sposób związki zawodowe stanęły w obliczu kwestii murzyńskiej. Zdają one sobie sprawę, że tylko równouprawnienie Murzynów, pełne i ogólne, w życiu społecznym i politycznym oraz kulturalnym, może załatwić problem. Ruch robotniczy jest dzisiaj głównym rzecznikiem równouprawnienia Murzynów.

Po grudniu 1955 roku wypłynęło zagadnienie walki z korupcją i „rekieterstwem” w związkach zawodowych, Chodzi o zapewnienie członkom stosowania demokratycznych zasad w samej organizacji robotniczej oraz o uczciwą administrację funduszami związkowymi.

W końcu problem najważniejszy. Stany Zjednoczone znajdują się w toku drugiej rewolucji przemysłowej, zaprowadzają maszyny-automaty i wprowadzają energię atomową. Powstaje zagadnienie olbrzymiej skali, dając z jednej strony szansę podwyższenia produkcji do niebywałych rozmiarów, z drugiej zaś strony wystawiając robotników na niebezpieczeństwo utraty pracy. Związki zawodowe określiły swój stosunek do tej sprawy. Witają drugą rewolucję przemysłową jako zwiastuna dobrobytu, jednak pod warunkiem, że będzie ona wprowadzana w życie w drodze planowej i że nie będzie połączona z żadnym uszczerbkiem dla praw robotniczych. W praktyce prowadzi to do skrócenia godzin pracy, do konieczności przeprowadzenia przeszkolenia robotników, a wreszcie do radykalnej zmiany w programach szkolnictwa powszechnego.

Historię ruchu robotniczego w Stanach Zjednoczonych podzielić można na dwa okresy. Okres pierwszy trwał do roku 1933. Był to okres gompersowski, okres małych związków branżowych, łączących wykwalifikowanych robotników, związków zapatrzonych w ciasny interes swych członków i nikogo więcej, okres apolityczności, nie uznającej ingerencji państwa, budującej na zasadzie „woluntaryzmu”, na układaniu losu robotniczego jedynie na mocy swobodnej umowy pomiędzy pracodawcami i pracobiorcami. W roku 1933 zaczął się okres drugi, trwający po dzień dzisiejszy. Zmienił on psychologię robotnika, dokonując przeobrażenia w ruchu robotniczym. Robotnik, nauczony doświadczeniem, cenił już pomoc państwa i wagę, jaką państwo mieć może w życiu gospodarczym oraz wpływ na los robotnika. W miejsce apolityczności powstała tendencja do upolitycznienia się, do walki politycznej o dobro całej klasy robotniczej. Ruch zawodowy stał się nowoczesnym ruchem masowym, świadomym wielkiej roli, którą ma do odegrania klasa robotnicza. Zmiany dokonane zostały bez ideologii i bez programu. Podyktowała je potrzeba życiowa. Stworzyła ona innego robotnika, powołując do życia nowy ruch robotniczy. Potęga tej przemiany stanowi równocześnie zwrotny punkt w historii Stanów Zjednoczonych.

Dr Otton Pehr
___________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik”, centralnym organie PPS, wydawanym wówczas jako miesięcznik przez Centralny Komitet Zagraniczny PPS, redaktor naczelny Adam Ciołkosz, w numerze 9 z roku 1958. Od tamtej pory nie był wznawiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *