W. Kielecki (Jan Libkind)

PPS w Rosji od roku 1917

[1923]

Wojna światowa wywołała prawdziwe przesiedlenie ludności ziem polskich w głąb obszernego imperium rosyjskiego. Licznie emigrowali robotnicy fabryczni w ślad za ewakuowanymi przedsiębiorstwami przemysłowymi. Kilkaset tysięcy mężczyzn z najróżnorodniejszych warstw społecznych, przebranych w mundur carskiego sołdata, opuściło kraj ojczysty wraz z odstępującą armią carską. W obozach jeńców przebywały dziesiątki tysięcy żołnierzy polskich z armii austriackiej i pruskiej. Liczne też były rzesze chłopskie, szczególniej ze wschodnich powiatów Kongresówki, wypędzone przez cofające się wojska rosyjskie. Był to grunt, na którym wybudowana została w roku 1917 organizacja PPS w Rosji. Twórcy jej przybyli jednak z innego środowiska.

Od schyłku rewolucji 1905 aż do momentu wybuchu wojny, katorgi i tajgi sybirskie napełniały się wciąż więźniami i zesłańcami politycznymi ze wszystkich krańców olbrzymiego państwa carów. Wśród Polaków przeważali pepesowcy. Im to wszystkim rewolucja marcowa [lutowa] wróciła wolność. Z zapałem wzięli się do pracy organizacyjnej, a wraz z nimi i ta nieliczna garstka starych działaczy partyjnych z tow. B. Siwikiem na czele, którym udało się szczęśliwie uniknąć więzienia.

Mimo wielkiego zapału i chęci do pracy utworzenie organizacji pepesowej uległo krótkiej zwłoce. Wielu towarzyszy było zdania, że nie należy tworzyć odrębnej organizacji, lecz dążyć do zespolenia dotychczas odrębnych i zwalczających się obozów socjalistycznych. Rozumowanie ich było następujące: kością niezgody w polskim ruchu robotniczym był stosunek do zagadnienia niepodległości. Lecz kwestię niepodległości rozstrzygnęła historia i to w myśl założeń PPS. Spór staje się bezprzedmiotowym, nie ma przeszkód do połączenia się. W nowej organizacji, jak w ogóle w każdej, będą istniały z pewnością rozmaite odcienie i kierunki, ale nie będą one kontynuowaniem zlikwidowanych organizacji, lecz nastąpi przegrupowanie w zależności od stosunku towarzyszy do nowych zadań ruchu robotniczego.

W łonie SDKPiL panowała w pierwszych dniach rewolucji dezorientacja. W Moskwie esdecy wypowiedzieli się za niepodległością, chociaż wkrótce zmienili front, nie mówiąc tego wyraźnie. Spowodowało to nawet przejście Radwańskiego do PPS.

Akcja połączeniowa nie udała się, chociaż masy robotnicze z nią sympatyzowały. W Petersburgu inicjatywa w tym kierunku tow. Siwika spotkała się z odmową. Jedynie w południowej Rosji udało się stworzyć wspólną organizację pod nazwą „Zjednoczenie Socjalistyczne”. Ośrodkiem tego ruchu był Charków, gdzie też wychodził organ Zjednoczenia pn. „Jedność Robotnicza”. Redaktorem był początkowo tow. Zygmunt Zaremba, później Żarski.

Wobec nieudania się akcji zjednoczeniowej zaczęto wszędzie organizować sekcje PPS. Zresztą nie we wszystkich miastach były próby połączenia. Charakterystyczne jest, że np. w takim Saratowie pepesowcy i lewicowcy [PPS-Lewica] utworzyli jedną sekcję, uważając, że nastał czas likwidowania rozłamu z 1906 r. Natomiast esdeków pozostawiono na stronie. W pierwszym okresie, to jest w marcu i kwietniu, główną rolę grała Moskwa. Tam utworzył się z własnej inicjatywy komitet, który wziął sobie za zadanie kierowanie akcją w całej Rosji i pragnął zwołać w tym celu ogólną konferencję. Za jego inicjatywą powstało kilka sekcji w okręgu przemysłowym moskiewskim, nawiązano kontakt z innymi sekcjami, szczególniej żołnierskimi, wreszcie wydano jeden numer pisma pod tytułem „Naprzód”.

Wkrótce jednak punkt ciężkości przeniósł się do Petersburga, któremu udało się nawiązać kontakt z krajem. W Sztokholmie bawili wówczas przedstawiciele Tymczasowej Rady Stanu Rostworowski i tow. Kunowski. Kilku przedstawicieli społeczeństwa polskiego, między nimi tow. Siwik, otrzymali paszporty zagraniczne i udali się na parę dni do Szwecji, Niestety tow. Kunowski był już wtedy bardzo chory, a do tego tak zajęty, że nie mógł poświęcić dosyć czasu na specjalne konferencje z tow. Siwikiem. Prócz tego zajmował on dość odosobnione stanowisko od reszty partii, o czym w Rosji nikt nie wiedział. Pragnieniem ogółu było zharmonizowanie działalności partii w kraju i Rosji, co wypływało z samego jej stosunku do Polski, a jednocześnie czynna współpraca z towarzyszami rosyjskimi w celu utrwalenia zdobyczy rewolucyjnych w Rosji, co znowu wynikało z poczucia międzynarodowej solidarności. Do takiej syntezy nie posłużyły jednak instrukcje tow. Kunowskiego, wprowadziły one natomiast szereg rozterek i postawiły w trudne położenie wielu towarzyszy, pragnących lojalnie wypełnić obydwa zadania.

Po spotkaniu sztokholmskim zwołana została pierwsza konferencja PPS w Rosji. Odbyła się ona w Petersburgu w czerwcu 1917. Przewodniczyli tow. tow. Prystor, Libkind i Makowski. W charakterze gościa bawił na niej przez parę godzin Albert Thomas w towarzystwie francuskiego konsula w Warszawie; ewakuowanego do Petersburga. Podczas przerwy zabawiał ich rozmową tow. Libkind. Wówczas to p. konsul wyraził nadzieję, że wkrótce znowu znajdzie się w Warszawie u boku – pomyślicie może rządu polskiego, ale gdzie tam – zwycięskich wojsk rosyjskich!

Z innych gości wymienić należy tow. Zarembę, jako przedstawiciela Zjednoczenia, i Radwańskiego. Ten ostatni występował bardzo „klasowo”, a jednocześnie bardzo umiarkowanie. Był najbliższym ze wszystkich obecnych poglądom tow. Kunowskiego. Robotnikom bardzo się podobał, zaczęto nawet przebąkiwać o jego kandydaturze do Centralnego Komitetu Wykonawczego. Dopiero Libkind wziął na stronę paru delegatów i wytłumaczył im, że człowiek będący dopiero parę miesięcy w partii, a dotychczas ostro ją zwalczający, nie może zająć stanowiska kierowniczego.

Uchwały pierwszej konferencji były dosyć chaotyczne. Przypisać to należy dezorientacji w sprawach krajowych i chęci, jak powyżej powiedziano, skoordynowania polityki krajowej z polityką rewolucji rosyjskiej, oraz brakowi kontaktu przez długi okres czasu z życiem realnym u wielu towarzyszy z powodu wieloletniego więzienia. Wreszcie pewną rolę odegrał udział w konferencji całego tzw. socjalistów marcowych, to jest osób, które pod wpływem wypadków rewolucyjnych dopiero wstąpiły do partii, a brak wyrobienia społecznego i politycznego pokrywały tanimi frazesami wiecowymi.

Niektóre rezolucje były wprost naiwne. Np. stosunek do Rządu Tymczasowego Lwowa utożsamiono ze stosunkiem do niego Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, instytucji, na którą partia nie miała najmniejszego wpływu. Autorem tej mądrej rezolucji był Franciszek Makowski, chorujący wówczas ciężko na mienszewizm, tak jak w więzieniu chorował na Legiony, później na wyjazd do kraju, a w końcu na bolszewizm.

Znaczenie konferencji polegało nie na jej uchwałach zasadniczych, lecz organizacyjnych. Utworzono Centralny Komitet Wykonawczy, w skład którego weszli wyznaczeni przez tow. Kunowskiego w imieniu Centralnego Komitetu Robotniczego: tow. tow. Jan Libkind, Kazimierz Pużak i Bronisław Siwik, oraz wybrani przez konferencję tow. tow. Kazimierz Domosławski i Stanisław Pławski. Była to niezbyt szczęśliwa forma organizacyjna. Robotnikom bardzo nie podobało się i słusznie, że większość najwyższego ciała kierowniczego była jakby narzucona im z góry.

Ustalono też stosunek poszczególnych sekcji do CKW oraz postanowiono przystąpić do wydawania własnego centralnego organu. Za najwyższą władzę uznano CKR w kraju, w sprawach zaś wszystkich zastrzeżono sobie daleko idącą samodzielność, chociaż i tu uważano za konieczne stosować się do instrukcji w kraju. W każdym razie od razu zrobiono użytek z zastrzeżonej samodzielności i przyjęte rezolucje odbiegały od instrukcji udzielonych przez tow. Kunowskiego. Przypuszczano, że były one nieporozumieniem na tle nieznajomości stosunków. Spodziewano się wiele osiągnąć z racji wyjazdu do Sztokholmu tow. tow. Daszyńskiego i Diamanda, którym mieli również towarzyszyć Perl i Ziemięcki. Konferencja wydelegowała tow. Pławskiego i Prystora dla porozumienia się z nimi. Niestety, zamknięto granicę i musieli pozostać w Petersburgu.

CKW rozdzielił funkcje w ten sposób, że tow. Siwik objął redakcję centralnego organu, który nazwano „Głos Robotnika i Żołnierza”, prócz tego w skład redakcji weszli tow. tow. Libkind. i Pławski; tow. Pużak został objazdowcem i wyjechał w celach organizacyjnych i agitacyjnych; tow. Libkind wziął na siebie sekretariat centralny, kasę centralną i administrację pisma. Tow. Domosławski zrzekł się, na jego miejsce dokooptowano później tow. Prystora.

Sekcje powstawały raźno jedna za drugą. Wkrótce też PPS w Rosji liczyła kilka tysięcy członków. Mimo to położenie było dosyć trudne, ze względu na kiepskie stosunki z potężnymi partami rosyjskimi, które całą siłą forsowały SDKPiL i tzw. lewicę. SD cieszyła się poparciem bolszewików, w skład których wchodziła, „lewica” miała stałe stosunki z mienszewikami, a chociaż później przyłączyła się do tzw. mienszewików międzynarodowców spod znaku Martowa, nie przestała korzystać z poparcia mieńszewików spod znaku Dana, Libera i Czcheidze. Grupy te nie potrzebowały się troszczyć o pieniądze, bo otrzymywały subsydia. Prasa codzienna stała do ich rozporządzenia, a przy wyborach do ciał komunalnych lub miejscowych sowietów bez kiwnięcia palcem zdobywały mandaty na listach partii rosyjskich.

Zupełnie w innym położeniu znajdowała się PPS. Niegdyś łączyły ją węzły przyjaźni z partią Socjalistów Rewolucjonistów, a to nie dzięki pokrewieństwu programów, lecz raczej z powodu podobieństwa ich taktyki walki zbrojnej. Z upadkiem caratu zniknął i terror. Eserzy stali się wkrótce partią rządową, propagowali kontynuowanie wojny, a w kwestii narodowościowej zajmowali dosyć dziwne stanowisko. Przyznawali poszczególnym ludom prawo do tworzenia niezależnych państw w imię prawa narodów do decydowania o własnym losie, ale jedynie za zgodą Konstytuanty rosyjskiej. Ponieważ prawo wyborcze forytowało wielkie partie i krzywdziło mniejszości (np. Żydzi na przeszło 500 członków Konstytuanty przeprowadzili tylko dwóch swoich przedstawicieli, Białorusini ani jednego), przeto faktycznie o przynależności państwowej miał decydować nie zainteresowany naród, lecz naród rosyjski. W stosunku do PPS, która odważyła się targnąć na całość terytorium państwa rosyjskiego, góra eserowska żywiła niechęć i nieufność. W niektórych miejscowościach prowincjonalnych stosunki ułożyły się wprawdzie lepiej. Tu i tam przychodziło do porozumienia przy wyborach, ale w ogóle stanowisko eserów, jeżeli nie zawsze było wrogie, to przynajmniej obojętne.

Nie tylko nie pomagano nam, ale nieraz szkodzono w nieuczciwy sposób. Prasa partyjna nie chciała zamieszczać wiadomości o naszych zebraniach. Dopiero później za wstawiennictwem K. Zalewskiego (Trusewicza) organ Gorkiego „Nasza Żizń” zgodziła się na drukowanie odnośnych notatek. Doszło do tego, że komitety fabryczne za namową „lewicowców” przyaresztowały nam pieniądze i listy składkowe, ponieważ to była zbiórka… na „króla polskiego”…

Mimo to organizacja rozwijała się dobrze. Trudno określić ściśle liczbę zorganizowanych towarzyszy. Przekroczyła ona jednak znacznie liczbę 3000, a optymiści oceniali ją na 6000.

Większość funduszy pochłaniał „Głos Robotnika i Żołnierza”. Dużo też pochłonęły broszury, których druk był koniecznym, ze względu na zupełny brak polskiej literatury socjalistycznej. Najważniejszym wydawnictwem było „Objaśnienie programu PPS” Wrońskiego [Witolda Jodko-Narkiewicza], troszkę zmienione i zaopatrzone kilku uwagami, zgodnie ze zmienionymi warunkami politycznymi, przez tow. Libkinda. Największą zasługę koło wydania tej książki położył tow. Jan Kolebski, kasjer sekcji petersburskiej, gdyż z własnej kieszeni pokrył znaczną część kosztów. Obok CKW działalność wydawniczą rozwinęła i Sekcja moskiewska, wydając parę broszur z funduszu przeznaczonego specjalnie na ten cel przez koło towarzyszy garbarzy. Wreszcie niektórzy członkowie partii, jak np. dzisiejszy poseł ludowy Antoni Anusz, wypuścili w świat parę utworów, będących już to ich własnymi pracami, bądź też odbitkami wydawnictw krajowych. Broszury te wychodziły pod nagłówkiem „nakładem grupy członków PPS”.

Książeczka „Józef Piłsudski” Wacława Sieroszewskiego, chociaż ukazała się, jako wydawnictwo „grupy członków”, była w rzeczywistości drukowana za pieniądze CKW. Było to raczej wydawnictwo obliczone na dochód, a ponieważ CKW miał różne wątpliwości co do treści i nie chciał, aby wszystko, co w niej było, uważano za wyraz opinii PPS, przeto wypuszczono ją pod firmą prywatną.

W imię prawdy historycznej podkreślić należy, że broszurka p. Antoniny Sokolicz – „Ideologia Piłsudskiego” nie stała w żadnym związku z partią, chyba tyle, że autorka była wówczas jej członkiem, że inny partyjnik robił z grzeczności korektę, przy czym zwracał bez rezultatu uwagę p. S. na niezgodne z rzeczywistością przedstawienie faktów.

Poza „Głosem Robotnika i Żołnierza” okazało się nieodzowne wydawanie tu i ówdzie pism lokalnych. Sekcja irkucka wydała dwa numery pisma, które zdaje się nosiło tytuł „Pepesowiec Syberyjski”. W Moskwie wyszły dwa numery „Na Barykady”, a w Charkowie pod redakcją tow. Zaremby „Tygodnik Robotniczy” (3 numery) i jeden numer konspiracyjny już, z powodu okupacji niemieckiej, „Walki”.

Tak więc prasa i wydawnictwa zjadały prawie że wszystko. Cierpieć na tym musiały inne działy roboty. Jedyny początkowo funkcjonariusz, tow. Pużak, miał tak lichą pensję, że ledwo ledwo mógł się utrzymać. Członkowie CKW, którzy nic mieszkali w Petersburgu już przed wojną, nie mieli własnych mieszkań. Dom tow. Siwika stał się istnym domem zajezdnym. Bywało, że kilku musiało się kłaść na podłodze, bo już nawet zestawianych stołków nie starczyło.

Kiedyś jeden z „cekowców” musiał całą noc przespacerować po Newskim Prospekcie, jak za starych konspiracyjnych czasów. Drugi raz ten sam towarzysz nocował w jakimś domu na Fontance na schodach. Oba razy miał on przy sobie całą partyjną gotówkę. Bywało i tak, że towarzysz kończąc masówkę, zwracał się do obecnych, aby mu któryś użyczył noclegu. Walkę trzeba było prowadzić na kilka frontów. Masy robotnicze, zrewolucjonizowane, niedostępne były dla wpływów reakcji. Na tym terenie z PPS mogły jedynie rywalizować SD i „lewica”. Mimo jednak pomocy, udzielanej im przez partie rosyjskie, wpływy pepesowskie miały znaczną przewagę. Lecz prócz robotników przebywały w Rosji tysiączne rzesze wypędzonych z rodzinnych zagród chłopów i nie mniej liczni żołnierze. O wpływy na te żywioły rozpoczęła się walka z endecją.

Popierani przez rząd carski, endecy utworzyli przy pomocy hojnych subsydiów całą sieć organizacji Centralnego Komitetu Obywatelskiego. Dawało im to w ręce prawie całe szkolnictwo wychodźstwa, rozmaite przytułki, jadłodajnie itp., przez które uzależnili od siebie znaczną część wychodźców. Mieli też do swego rozporządzenia prasę codzienną.

Po zwycięstwie rewolucji endecy nadzwyczaj szybko przystosowali się do zmienionej sytuacji. Zachowywali się, jakby sami co najmniej czynnie dopomogli do zdławienia zmory absolutyzmu. Rządy Lwowa, a później Kiereńskiego odnosiły się do nich przychylnie. Jednym z najpotężniejszych środków utrzymania nie tylko swych wpływów na społeczeństwo polskie w Rosji, ale również zapewnienia sobie na przyszłość władzy w kraju, miało być wojsko polskie. W Polsce dziś jeszcze nie zdają sobie dokładnie sprawy, czym miała być armia Dowbora-Muśnickiego, i wielu nawet towarzyszy uważa zwalczanie przez PPS w Rosji idei tworzenia armii polskiej w Rosji za błędne. Jeżeli PPS tworzyła Legiony przeciwko głównemu wrogowi – Rosji, to z chwilą, gdy Rosja z państwa absolutystycznego przeobraziła się w najdemokratyczniejszą republikę w Europie i uznała prawo Polski do niepodległości – państwa centralne, a szczególniej Niemcy, stały się najważniejszą przeszkodą dla urzeczywistnienia dążeń niepodległościowych i należało przeciwko nim tworzyć siłę zbrojną. Takie myślenie, pozornie logiczne, byłoby jednak w wysokim stopniu powierzchowne.

Przede wszystkim zwycięstwo rewolucji w Rosji wzbudziło nadzieję na rewolucję w Niemczech. Niepodległość byłaby więc rezultatem wewnętrznych przewrotów. Gdyby nawet obalenie kajzeryzmu przez rewoltę ludu niemieckiego było uwarunkowane klęską na polu wałki, to i tak armia polska w Rosji nie mogła być dla tego celu pomocną. Kto rozumiał istotę przewrotów rewolucyjnych i zdawał sobie sprawę z tego, co się w Rosji działo, ten rozumiał, że rewolucja nie jest zakończona zwykłym przewrotem politycznym i że Rosja przestała być poważnym czynnikiem w wojnie. Każde robienie nastroju wojennego, a takim między innymi było i tworzenie armii, odsuwało tylko zawarcie pokoju. Armia się rozkładała, bo żołnierze, raz poczuwszy wolność po trzyletniej mordędze na froncie, nie chcieli w żaden sposób dłużej się bić, a spieszno im było do domu, gdzie miano dzielić ziemię. Im prędzej by Rosja zawarła pokój, tym byłoby dla niej lepiej, bo jakie takie warunki mogła uzyskać, dopóki armia nie rozłożyła się całkowicie. Dalsze wojowanie musiało się zakończyć klęską militarną i ciężkimi warunkami, klęska zaś rewolucyjnej Rosji nie tylko mogła grozić powrotem reakcji, ale byłaby przestrogą dla robotników niemieckich, żeby nie naśladowali ludu rosyjskiego.

Armia polska, utworzona w tych warunkach, nie mogła odegrać żadnej praktycznej roli w walce o niepodległość. Natomiast stałaby się niesłychanie niebezpieczną dla rozwoju demokracji polskiej. Bez wątpienia do polskich korpusów garnęli się nie tylko reakcjoniści, ale również i cały szereg ludzi dobrej woli, ogarniętych zapałem służenia dobrej sprawie. Nie zmienia to jednak faktu, że armia polska w Rosji była ostoją reakcji. Kim był Dowbór-Muśnicki, wiedzą wszyscy. A czyż lepszym był szef jego sztabu gen. Agapiejew? Oddziały polskie na Białorusi i Ukrainie, mimo zapewnienia o neutralności w stosunku do spraw wewnętrznych Rosji, wzięły sobie za zadanie obronę obszarników i krwawymi zgłoskami zapisały się w pamięci miejscowych chłopów, siejąc w ich duszach nienawiść do wszystkiego, co polskie. W okresie próby reakcyjnego przewrotu Korniłowa wpadnięto na trop stosunków Związku Wojskowych Polaków z tym generałem.

Inaczej zresztą być nie mogło, bo do korpusów Dowbora-Muśnickiego i Michelisa wstąpiła cała masa oficerów, którzy nigdy Polakami nie byli, nieraz z ojca na syna służyli w carskiej armii. Polskość ich polegała albo na wyznaniu katolickim, albo nawet tylko na tymże wyznaniu ich przodków. Nie brak też tam było i rodowitych reakcjonistów rosyjskich.

W walce z reakcją endecką PPS wychodziła nieraz zwycięsko. Niemałą jej zasługą jest uniemożliwienie stworzenia w Rosji potężnej organizacji zbrojnej dla „robienia porządku” w Polsce. Również i cywilne wychodźstwo dostało się częściowo pod wpływy partii. Dowodzą tego wybory do rad miejskich.

W niektórych miastach, jak np. Kijów, Witebsk, Briansk, PPS wystawiła przy wyborach komunalnych własne listy i odniosła ładne sukcesy. W Kijowie został w ten sposób wybrany do Rady miejskiej tow. Domosławski, w Witebsku tow. Weychert, a w Briansku również dwóch towarzyszy. W Orle PPS zdobyła nie tylko przeważający wpływ na tamtejszą kolonię polską, ale i na całe miasto.

Jedynym sojusznikiem były tak zwane partie narodowościowe. Były to organizacje robotnicze różnych narodowości nierosyjskich, które reprezentowały prądy odśrodkowe. Zjazd takich organizacji odbył się pierwszy raz w okresie rewolucji 1905/7 roku. Podobny też zjazd zorganizowano w 1917 roku. Jednocześnie powołano też stałą radę, która reprezentowała wszystkie wspólne interesy. Na zjeździe PPS reprezentowali tow. tow. Libkind, Pławski i Siwik.

Dzięki właśnie tej wspólnej organizacji udało się PPS uczestniczyć w tzw. Naradzie Demokratycznej. Zwołano ją po nieudanym zamachu stanu Korniłowa. Delegatami PPS byli tow. tow. Pużak i Pławski.

Sprawa delegacji pepesowej zasługuje na szersze omówienie, ze względu na zachowanie się esdeków i lewicowców, oraz sympatyzujących z nimi socjalistów rosyjskich.

Esdecja tworzyła część SD rosyjskiej jeszcze przed rewolucją. Lewicę przygarnął Martow. Były więc reprezentowane przez delegacje tych partii. Mało im jednak było tego, zapragnęli również mandatów PPS, jako partii narodowościowej. W tym celu Unszlicht i Lewinson porozumieli się z sobą i oświadczyli, że reprezentując dwie trzecie socjalistycznych partii polskich, rozdzielają między siebie obydwa przypadające mandaty. Jednak Rada Socjalistycznych Partii Narodowościowych, od której zależał rozdział mandatów, nie miała bynajmniej zamiaru aprobować takiego rozwiązania. Wiedział o tym dobrze Lewinson, lecz ufny w poparcie możnych protektorów, dopuścił się zwykłego fałszerstwa. Przy pomocy sekretarza Centralnego Komitetu Rady Del. Robotniczych, który zwoływał Zjazd, wpisał się jako delegat z mandatem przyznanym PPS.

Na krótko przed Naradą Demokratyczną, w chwili, gdy Korniłow szedł na Petersburg, odbyła się w Charkowie ostatnia konferencja Zjednoczenia Socjalistycznego. Esdecy już dawno dążyli do rozłamu. W samym Charkowie utworzyli nawet odrębną organizację. Lewicowcy tak daleko nie zaszli, ale też dążyli wszelkimi siłami do rozbicia Zjednoczenia. Wówczas to i pepesowcy zrozumieli, że dni Związku są policzone. Ostateczne rozbicie nastąpiło w ten sposób, że chociaż ogromna większość delegatów stanęła na stanowisku utrzymania organizacji, jednak pepesowcy nie widząc racji tworzenia odrębnego od partii ciała, złożonego z samych zwolenników PPS, zlali się z oficjalną PPS.

Zyskała więc partia cały szereg nowych organizacji i wzmogła się znacznie na siłach. Jednocześnie jednak i wewnątrz partii coraz silniej dawała się ujawniać pewna rozbieżność prądów. Otoczenie rosyjskie oddziaływało; kwestia wojny czy pokoju, stosunki fabryczne itp., wszystko to odbijało się głośnym echem i w szeregach robotników polskich.

Dla uporządkowania wszystkich tych spraw zwołano na początek listopada drugą konferencję do Kijowa.

W dziwnych odbywała się ona warunkach, bo wśród grzmotu dział. Były to dni przewrotu bolszewickiego i wielu delegatów było pod jego wrażeniem.

Konferencji przewodniczyli tow. tow. Domosławski, Libkind i Żarski. Z powodu rozgrywających się właśnie wypadków, CKW nie mógł się stawić w komplecie. Przybyli tylko tow. tow. Pużak i Libkind. Uchwały konferencji pozostawały pod wpływem dokonywującego się przewrotu.

Druga konferencja zrobiła dalszy krok w celu umocnienia organizacji i podniesienia autorytetu CKW przez zniesienie członków mianowanych przez CKR. Do nowego CKW powołano tow. tow. Jastrzębskiego, Libkinda, Pławskiego, Pużaka i Prystora. Tow. Libkind pozostał jednak w Kijowie i po jakimi czasie zrzekł się.

Pod względem ideowym konferencja mogła tylko na krótki okres czasu opracować wytyczne, gdyż wypadki zaczęły biec z niesłychaną szybkością, zmieniając co chwila sytuację, a PPS jako partia mniejszości narodowej nie miała na nie bezpośredniego wpływu i musiała się każdorazowo ustosunkowywać do faktów dokonanych. Po konferencji zmienił się cokolwiek charakter „Głosu Robotnika i Żołnierza”, którego redakcję objął tow. Pużak. Przypisać to należy nie tylko zmianie redaktora, lecz i przypływowi nowych współpracowników.

Z chwilą upadku Rządu Tymczasowego Kiereńskiego, otworzyło się dla socjalistów polskich szerokie pole działania. W łonie komisariatu do spraw narodowościowych powstał komisariat do spraw polskich z Leszczyńskim jako komisarzem. W miastach prowincjonalnych zorganizowano komisariaty lokalne. Każdemu komisarzowi dano radę nadzorczą. Wzięcie przez PPS udziału w tych radach, jak również obsadzenie pepesowcami niektórych ważnych stanowisk uważane było przez wielu polityków burżuazyjnych za jasny dowód przejścia PPS do komunizmu. Był to sąd wyjątkowo płytki i powierzchowny. Nie ukrywamy bynajmniej, że w partii były jednostki sprzyjające komunizmowi. Wojna i jej następstwa wywołały u wielu osób przewartościowanie poglądów. Stąd niektórzy pepesowcy, przejąwszy się bolszewizmem, znaleźli się później w szeregach partii komunistycznej i na odwrót – mamy byłych esdeków, a szczególnie lewicowców, którzy pod wpływem wypadków stanęli w szeregach PPS. W okresie jednak, o którym mowa, pepesowscy kandydaci na komunistów nie grali w partii poważniejszej roli; w CKW ich nie było. Taktyka partii miała zupełnie inne przyczyny.

Nie trzeba być zupełnie komunistą, aby stwierdzić, że bolszewizm, dążąc do zdobycia władzy, wysunął cały szereg zupełnie słusznych haseł, które zresztą sam później cynicznie podeptał. Pokój, prawo narodów do stanowienia o sobie, natychmiastowe uregulowanie kwestii rolnej, zniesienie kary śmierci, zupełne usunięcie reakcjonistów ze stanowisk w armii, administracji i sądownictwie itp. – wszystko to pokrywało się w zupełności z postulatami PPS. O rozpędzeniu Konstytuanty nie było jeszcze wcale mowy. Z biegiem czasu, gdy bolszewicy deptali jedną po drugiej swoje zasady, PPS w Rosji odgraniczała się od nich. Stojąc jednak coraz wyraźniej w sprzeczności z nowymi władcami Rosji, PPS w Rosji nie walczyła z bolszewikami chociażby dlatego, że nie utożsamiała się z żadną partią rosyjską i wychodziła z odrębnych założeń niezależnej partii polskiej.

Pepesowcy, wchodząc do komisariatów dla spraw polskich, bynajmniej nie stawali się biernym narzędziem w rękach komunistycznych. Komisariaty dzięki radom nadzorczym były ciałami kolektywnymi, Pepesowcy mieli swoją linię, którą konsekwentnie przeprowadzili. Była nią przede wszystkim praca twórcza, przeciwstawianie się bezmyślnemu niszczeniu istniejących instytucji, bardzo zresztą niedoskonałych, dopóki nie zorganizowano innych, mogących je w pełni zastąpić. Ponieważ Komisariat polski przejął funkcje Komisji Likwidacyjnej, utworzonej jeszcze przez rząd Lwowa dla dokonania rozrachunku pomiędzy przyszłą Polską a Rosją, spadło na pepesowców ciężkie zadanie bronienia interesów ludu polskiego przed zachłannością rosyjską.

PPS bezpośrednio udziału w rządach nie brała, ani żadnego wpływu na nie nie wywierała. Tam jednak, gdzie mogła, starała się przeciwdziałać bezmyślnym okrucieństwom. Po zdobyciu Kijowa przez wojska Murawiewa, rozpoczęły się masowe rozstrzeliwania oficerów. Zaczęto mówić o specjalnych represjach przeciwko Polakom. Dzięki interwencji miejscowej sekcji otrzymano przyrzeczenie, że żaden oficer za swoją narodowość polską nie będzie skazany.

Wkrótce Komisariaty stały się terenem „zaciętych walk”. Esdecy i „lewicowcy” myśleli, że utworzą w nich zwarty front przeciwko pepesowcom i będą ich stale przegłosowywali. PPS dałaby więc swój szyld popularny wśród mas, a rządzono by przeciwko niej.

Stosunki ułożyły się przecież inaczej. Wśród lewicowców znalazło się sporo osób rozsądnych, poszły one z pepesowcami. W Petersburgu w radzie nadzorczej utworzyły się dwie grupy „lewicowców”; jedna szła z esdekami, druga z obecnym posłem Królikowskim z pepesowcami. W Kijowie komisarz do spraw polskich lewicowiec, zmarły Bolesław Iwiński, wyraził się do nieboszczyka tow. Czyżewskiego, że jedynym jego życzeniem jest ukazanie się jakiegoś rozsądnego esdeka. Jak się później okazało, miał on zostać aresztowanym wraz z kilku pepesowcami. Uratowało ich zajęcie Kijowa przez Niemców.

Chcąc bezwzględnie przeprowadzić swoją wolę, esdecy przeprowadzili u rządu sowietów rezolucję, mocą której uchwały rady przestały być obowiązujące dla komisarza. Prowadziło to niechybnie do rozbicia komisariatu.

W takich warunkach odbywała się trzecia konferencja w Moskwie. Linia graniczna pomiędzy PPS a bolszewikami była wyraźna; bolszewizm pokazał swe prawdziwe oblicze. Napad na Ukrainę udowodnił między innymi, jak bolszewicy rozumieją prawo narodów do stanowienia o swym losie. A trzeba wiedzieć, że PPS popierała dążenie Ukraińców do stworzenia odrębnego państwa. W Radzie Centralnej, zastępującej Sejm ukraiński, z wszystkich przedstawicieli mniejszości jedynie tow. Korsak głosował wraz z Ukraińcami za proklamowaniem oddzielnego państwa. Nowo obrany CKW w składzie tow. tow. Grzecznarowskiego, Pławskiego, Pużaka, Zaremby i Żarskiego został w Moskwie, dokąd też przeniesiono redakcję „Głosu Robotnika i Żołnierza”. Tow. Zaremba należał tylko nominalnie do CKW, albowiem dalej mieszkał w Charkowie.

Teren działalności kurczył się. Z samorzutną demobilizacją armii zniknęły i sekcje żołnierskie. Okupacja niemiecka Ukrainy, południowej Rosji i prowincji nadbałtyckich zerwały kontakt z całym szeregiem organizacji, które faktycznie usamodzielniły się.

Nowe życie wlał przyjazd tow. Hołówki, przedstawiciela władz krajowych partii. Od niego dowiedziano się dopiero o prawdziwej sytuacji w kraju i o tym, czego się po organizacji rosyjskiej spodziewa CKR. Zaczęto gromadzić fundusze, aby pomóc organizacji pod okupacją; przystąpiono do zaopatrywania się w broń, o którą było bardzo wówczas łatwo. W Kijowie organizowano bojówkę w celu robienia Niemcom dywersji na tyłach. Poszczególni towarzysze zaczęli wyjeżdżać do kraju, przedzierając się przez kordony niemieckie i austriackie.

Jednocześnie z przybyciem do Kijowa tow. Hołówki II brygada Legionów pod komendą gen. Hallera przerwała się pod Rarańczą i wkroczyła na terytorium Ukrainy. Generał Haller powinien sobie przypomnieć, jak to wówczas tow. Hołówko i inni pepesowcy zajęli się nim, jak to dostarczyli mu adresów całego szeregu osób, które ułatwiły mu stosunki z władzami bolszewickiemu.

Tow. Hołówko po nieudanych pertraktacjach z rządem sowieckim w Moskwie, powrócił do kraju. Jednocześnie zaczęła się masowa repatriacja: jedna sekcja za drugą likwidowały się, członkowie wyjeżdżali, pozostałości kasowe organizacji przelewano do centralnej kasy krajowej, Organizacja zamierała. Pozostały właściwie tylko sekcje moskiewska i petersburska. Wówczas to, latem 1918 r., zwołana została IV konferencja w Moskwie, Dokonała ona ostatecznej likwidacji organizacji, stwierdzając, że towarzysze masowo wyjeżdżają. Wobec tego nie wybierano już nowego CKW. Po prostu pozostawiono tylko jego ekspozyturę w Moskwie. Przetrwała ona w Moskwie w osobach tow. Radomskiego, Karpińskiego i Pławskiego, najpierw legalnie, a potem nielegalnie, aż do 1921 r.

W. Kielecki
____________________________
Powyższy tekst pierwotnie został opublikowany w „Księdze pamiątkowej PPS – w trzydziestą rocznicę”, Nakładem Spółki Nakładowo-Wydawniczej „Robotnik”, Warszawa 1923. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

 

 

Na podobny temat warto przeczytać:

•    Odezwa przyjęta na wiecu robotników-socjalistów polskich w Piotrogrodzie 4 (17) marca 1917 r.
•    Kazimierz Pużak: Ostatni dzień pobytu w twierdzy szlisselburskiej

 

 

W. Kielecki to pseudonim Jana Libkinda (1885-1942) – działacza PPS, po rozłamie związanego z PPS – Frakcja Rewolucyjna, autora m.in. „Objaśnień do programu rolnego PPS” oraz pierwszej większej biograficznej publikacji o Feliksie Perlu, wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w II RP związanego z radykalno-lewicowym skrzydłem PPS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *