Aleksander Matejko

Pożegnanie z marksizmem

[1983]

Analiza marksizmu dokonana przez Leszka Kołakowskiego w jego dziele „Główne Prądy Marksizmu” właściwie nie pozostawia złudzeń. Wewnętrzne niekonsekwencje tej doktryny istniały już u jej zarania, a następnie zostały bardzo daleko pogłębione przez uczynienie z niej narzędzia uzasadniającego despotyczną władzę elity dobranej i przeszkolonej przez Stalina i jego następców. Im bardziej praktycznie posługiwano się doktryną, tym wyraźniej uwidaczniała się anachroniczność półprawd policyjnie chronionych przed ich konfrontacją z rzeczywistością.

Trudno dziś winić Marksa za to, że jego stwierdzenia użyte w ogniu polemiki z przeciwnikami zostały następnie podniesione do rangi nienaruszalnych dogmatów. Trudno również winić Engelsa za fakt, że to on właśnie, kierując się zresztą najlepszymi chęciami, nadmiernie skodyfikował to, co dla Marksa pozostawało ciągle jeszcze czymś znacznie bardziej otwartym. Inna już sprawa z Leninem, bardzo świadomie traktującym dorobek marksizmu jako materiał do sformułowania doktryny walki o władzę nad społeczeństwem, w której wszystko było dopuszczalne byle zdobyć absolutne panowanie, pozbyć się po drodze niepotrzebnych sojuszników i następnie siłą wgnieść całe społeczeństwo w schemat organizacyjny z góry upatrzony. Można rzec, że im dalej od Marksa i Engelsa, tym wyraźniej zaznaczają się tendencje totalitarne i doktryna zamiast pełnić rolę siły wiodącej, sama staje się podporządkowana interesom poszczególnych grup, które posługują się nią coraz bardziej dowolnie. Natomiast marksistowscy intelektualiści coraz wyraźniej wikłają się w sprzeczność między rolą służebno-apologetyczną i rolą twórczo-krytyczną.

Kołakowski, który sam zresztą boleśnie doświadczył tego właśnie uwikłania, bardzo skrupulatnie rozprawia się w swym dziele z mnóstwem niedopowiedzeń, sprzeczności lub zgoła fałszów zawartych w dotychczasowym dorobku marksizmu. Trzeba wziąć jego dzieło samemu do ręki, a zwłaszcza tom trzeci, aby w pełni docenić dociekliwość autora. Jednym z wniosków nasuwających się jako zgoła oczywisty, jest fatalny wpływ na doktrynę faktu, że stała się ona obowiązującą prawdą w społeczeństwach rządzonych despotycznie. Jeśli nawet Marks sam zgoła nie pochwalał despotyzmu, o czym świadczy choćby jego niedwuznacznie negatywny stosunek do tradycji wielkorosyjskiej, to wydaje się dziwne, dlaczego nie przewidział on z góry możliwości zwyrodnienia zachwalanego przez niego socjalizmu. Czy to jest li tylko sprawa utopijnego uniesienia nad rzekomą doskonałością marksistowskiej alternatywy w stosunku do kapitalizmu? Chyba chodzi w gruncie rzeczy o coś więcej, a mianowicie o zlekceważenie przez Marksa i jego następców uniwersalnego znaczenia godności osoby ludzkiej. Co innego rozwodzić się nad wyobcowaniem najemników kapitalistycznych aniżeli uznać nienaruszalność podstawowych praw człowieka w każdym systemie, z socjalizmem włącznie.

Prawda, że Marks nigdy nie przewidywał zwycięstwa socjalizmu właśnie w Rosji, którą traktował jako kraj barbarzyński. Z drugiej strony jednak Marks tak dalece apoteozował społeczeństwo, że dla niego radykalna zmiana porządku społecznego była równoznaczna z niemal automatyczną szczęśliwością. Jest to historycznym paradoksem, że wprawdzie socjalistyczna Rosja nie stała się krajem powszechnej szczęśliwości, ale za to przymusowo narzuciła swym obywatelom tezę o rzekomej doskonałości systemu. Co więcej – jak podkreśla Kołakowski – władcy rosyjscy bardzo przemyślnie obałamucili sporą część zachodnich intelektualistów na temat rzekomej szczęśliwości narodów imperium sowieckiego. Założona z góry doskonałość systemu stała się zresztą czymś zgubnym, gdyż uniemożliwia do dziś dnia jakiekolwiek poważne reformy. Brak żywności jest czymś chronicznym, ale zbiurokratyzowana gospodarka kolektywna nadal pozostaje kamieniem węgielnym polityki rolnej. To samo zaznacza się w wielu innych dziedzinach.

Sprawa poszanowania praw człowieka

Poszanowanie elementarnej godności ludzkiej oraz swobód obywatelskich obok zabezpieczenia elementarnego dobrobytu, stanowi problem podstawowy. W obu tych przypadkach marksizm jako doktryna wniósł albo zgoła niewiele, albo spowodował objawy zgoła negatywne. W krajach oficjalnie rządzonych przez marksistów naruszanie godności ludzkiej jest nie tylko zjawiskiem powszechnym, ale w dodatku doktryna marksistowska jest używana jako racjonalizacja tego właśnie zjawiska. Gdy idzie o dobrobyt, wyniki są z reguły wysoce niezadowalające już choćby z tego względu, że gospodarka zbiurokratyzowana bardzo sprzyja marnotrawstwu. Co więcej, organizacja społeczna oparta na przesłankach marksistowskich sprzyja utrwaleniu nierówności społecznej, wyzyskowi jednych grup przez inne, jak również tłumieniu wszelkiej oddolnej zaradności, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej.

Oczywiście, można argumentować, że „prawdziwy” marksizm byłby czymś zgoła innym i że obecni władcy faktycznie rozmijają się z podstawowymi założeniami doktryny. Tutaj jednak zaznacza się szereg istotnych trudności. Przede wszystkim, konsekwentny marksizm jak dotąd dało się wprowadzić na trwałe tylko siłą, narzucając go społeczeństwom niepytanym o ich demokratyczną wolę. Ci, którzy rządzą w imieniu klasy robotniczej, z reguły tracą związek z nią i sprawują dyktaturę zarówno w stosunku do robotników, jak i do całej reszty społeczeństwa. Natomiast w warunkach demokratycznych marksizm traci swoją identyczność i przestaje być faktycznie samoistną doktryną. Pokojowe współżycie z innymi doktrynami wyraźnie nie służy mu na zdrowie. Jest rzeczą wysoce zastanawiającą, jak dalece marksizm w krajach „marksistowskich” zatraca swą siłę intelektualno-moralną i sprowadza się li tylko do propagandowej papki. Im więcej traci on kontakt z życiem codziennym zwykłych ludzi, tym bardziej staje się czymś zgoła papierowym, manipulowanym przez zawodowych propagandystów, doktrynerów i „specjalistów od ideologii”.

W swoim dziele Kołakowski poświęca może zbyt mało uwagi perypetiom marksizmu jako narzędzia gry o władzę oraz awansu osobistego po szczeblach biurokratycznej kariery. Ludzie pragnący za wszelką cenę wydźwignąć się ponad swój zwykły los muszą opanować możliwie doskonale nie tyle marksizm w ogóle, ale aktualnie obowiązującą urzędowo wersję marksizmu, każdorazowo formułowaną przez ośrodki władzy. W przeciwieństwie do krajów „marksistowskich”, w pozostałej części świata marksizm spełniał i spełnia rolę znaku, wokół którego skupiają się ludzie niezadowoleni z różnych przyczyn i dążący do obalenia istniejącego porządku. Rzekoma „naukowość” marksizmu, co do której Kołakowski zajmuje pozycję krytyczną, daje złudzenie wielu naiwnym ludziom, że mają do czynienia z czymś bardzo racjonalnym, udokumentowanym, a zarazem zgodnym z wynikami badań naukowych. Przede wszystkim jednak ludzie niezadowoleni znajdują w marksizmie szansę afirmacji ich emocji negatywnych kolektywnego przeciwstawienia się tym, którzy są umieszczeni na górze drabiny społecznej.

Radykalno-agresywny charakter ideologii marksistowskiej nie odpowiada konieczności pokoju i autentycznego dialogu mającego na celu osiągnięcie porozumienia. Marksiści w gruncie rzeczy apoteozują siłę i pomijają względy moralne, utożsamiając je z rozmiękczeniem i niezdecydowaniem. Jednakże w wielu żywotnych sprawach współczesnego świata opieranie się li tylko na sile, w gruncie rzeczy nie prowadzi do niczego dobrego. Co więcej, kryzys współczesny Bloku Sowieckiego bierze się w znacznej mierze właśnie z zapoznania [w znaczeniu: zapomnienia – przyp. redakcji Lewicowo.pl], lekceważenia godności ludzkiej, utożsamienia władzy z przemocą i manipulacją nie liczącą się z żywotnymi interesami ludzi manipulowanych. Tam, gdzie jest ku temu dogodna okazja, ludzie buntują się, o czym świadczą choćby wypadki w Polsce. Manipulatorski stosunek do wszelkich kontrahentów, charakterystyczny dla marksistów, którzy z łatwością łamią swe własne zobowiązania, gdy im to jest wygodne, powoduje utratę kredytu zaufania niezbędnego na dłuższą metę.

Ośmielę się twierdzić, że popularność marksizmu wśród części zachodniej młodzieży wynika w jakiejś mierze właśnie z przytłumienia wartości etycznych, będącego wynikiem gospodarki jednostronnie rynkowej, opartej na bezwzględnej manipulacji i faktycznie nie liczącej się z długofalowymi interesami społecznymi. Marksizm zaszczepia się łatwo tam, gdzie ludzie tracą zainteresowanie wartościami ponadczasowymi i czepiają się doktryn pozornie posiadających odpowiedź na wszystkie ważne pytania. Oczywiście, walka marksistów o sprawiedliwość społeczną może mieć w niektórych przypadkach charakter moralny i apelować do ludzkich sumień. Z drugiej strony jednak jest zastanawiające jak wielu tak zwanych marksistów żyjących na Zachodzie całkowicie ignoruje doświadczenia wynikające z zastosowania praktycznego marksizmu do kontroli społeczeństw.

Chrześcijanie a marksizm

Powodzenie marksizmu wynika chyba w znacznej mierze z historycznego osłabienia ideologii chrześcijańskiej, która w mniej lub bardziej poważnym stopniu rozmija się z potrzebami i koniecznościami współczesnymi. Co więcej, szereg chrześcijan, wśród nich nawet księży i zakonników katolickich, uległo zafascynowaniu marksizmem, upatrując w nim skuteczną siłę przebudowy społeczno-gospodarczej, jakoby intencjonalnie zgodnej z duchem chrześcijańskim. Zamiast cierpliwie i roztropnie stopniowo wzmacniać w ludziach skłonność i zdolność do harmonijnej współpracy opartej na służeniu wspólnemu celowi i wzajemnych ustępstwach, niektórzy chrześcijanie ulegają pokusie rewolucyjnych zmian bez względu na ich moralny koszt. Prawda, że niekiedy wprost nie da się zmienić na lepsze danego, wysoce uciążliwego stanu rzeczy bez aktów zgoła radykalnych. Jednakże z chrześcijańskiego punktu widzenia wartości moralne są bez porównania ważniejsze od wszelkich innych wartości i dlatego nie można z nich łatwo rezygnować na rzecz racji natury celowościowej.

Cała skomplikowana problematyka organizacji społecznej i pracy została nazbyt łatwo oddana marksistom przez chrześcijan i to odbija się wysoce ujemne. Na przykład w dziedzinie samorządu pracy głosy chrześcijańskie pozostają nadal stosunkowo bardzo nieliczne, podczas gdy marksiści dominują ze swym podejściem do samorządu jako li tylko narzędzia walki klasowej. Analiza współczesnych struktur instytucjonalnych, temat niezmiernie ważny z punktu widzenia interesu publicznego, zajmuje minimalne miejsce w piśmiennictwie chrześcijańskim, natomiast marksiści ogniskują na nim swe główne zainteresowanie. Polemika chrześcijan z marksistami w tych wszystkich dziedzinach byłaby czymś niezmiernie pożytecznym i przyczyniłaby się do rozszerzenia pola społecznego zainteresowania chrześcijan.

Dzieło Kołakowskiego oczywiście nie porusza tej strony zagadnienia, gdyż jest ograniczone do analizy krytycznej marksizmu. Uważałem za wskazane wspomnieć o potrzebie twórczego dialogu chrześcijan z marksistami, aby otwierać nowe horyzonty myślowe i zapobiegać zastojowi intelektualnemu po obu stronach. Przecież również wśród marksistów, zwłaszcza na Zachodzie, jest wielu ludzi dobrej woli otwartych na wymianę intelektualną i bynajmniej wcale nie zasklepionych w swoim rozumowaniu. Ci właśnie ludzie szczególnie nadają się do dialogu i trzeba z nimi dysputować. Rodzaj dysputy uprawiany przez Kołakowskiego wydaje się szczególnie wartościowy i płodny. Jego dzieło „Główne Prądy Marksizmu” chyba niedwuznacznie jest jego pożegnaniem się z marksizmem, ale to nie oznacza całkowitego zapoznania przez niego szeregu cennych elementów, którymi marksizm niewątpliwie wzbogacił współczesną epokę.

Jednym z najbardziej bolesnych punktów będzie chyba dla współczesnych marksistów masowy bunt polskich robotników-chrześcijan przeciw rządzącym nimi marksistowskim panom, mianujący się rzekomo awangardą klasy robotniczej. Nie tylko w Polsce faktyczne potrzeby i aspiracje ludzi pracy coraz bardziej rozmijają się z tym, co reprezentują wpływowe elity marksistowskie, posługujące się papierowym stereotypem robotnika i manipulujące członkami partii i związków zawodowych za pomocą biurokratycznych aparatów. Rosnące niezadowolenie sfer robotniczych we Francji z rezultatów rządzącego przymierza socjalistyczno-komunistycznego jest bardzo znamienne w tym zakresie dalece bardziej w poszczególnych krajach, gdzie marksiści albo bezpośrednio sprawują rządy, albo mają znaczne wpływy oddolne, masowe niezadowolenie nasili się na tyle, aby spowodować z czasem odpowiednie zmiany w polityce a nawet i doktrynie.

Aleksander Matejko
_____________________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Trybuna. Kwartalnik polityczny”, Londyn, nr 44/100, 1983. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i opracował Wojciech Goslar.

Publikowaliśmy już dwa teksty Aleksandra Matejki:

Aleksander Matejko (1924-1999) – wybitny polski socjolog, specjalista w dziedzinie socjologii pracy i przemysłu, konsekwentny zwolennik samorządności pracowniczej. Absolwent socjologii i studiów ekonomiczno-spółdzielczych na UJ, prowadził szeroko zakrojone badania wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, pracowników spółdzielczości, mieszkańców spółdzielczości mieszkaniowej. W latach 1957-59 przebywał na stypendium naukowym w USA, gdzie zajmował się problemami socjologii przemysłu. W roku 1960 obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Warszawskim, którego został pracownikiem naukowym. Na fali „odwilży” roku 1956 brał czynny udział w ruchu na rzecz samorządności robotniczej. Był kierownikiem pracowni socjologicznej Centralnego Instytutu Ochrony Pracy i przewodniczącym Sekcji Socjologicznej Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa. W PRL-u związany z lewicowo-humanistycznym kręgiem osób skupionych wokół Marii i Stanisława Ossowskich, był współpracownikiem, uczniem i popularyzatorem koncepcji nestora polskiej spółdzielczości pracy i anarchisty Jana Wolskiego. W roku 1970 wyemigrował do Kanady, zamieszkał w Edmonton, był pracownikiem naukowym (w stopniu profesora) kilku uniwersytetów amerykańskich i kanadyjskich (m.in. University of Alberta), prowadził także badania naukowe w Zambii. Oprócz kontynuowania zainteresowań naukowych dotyczących socjologii przemysłu i socjologii pracy, podjął na emigracji tematykę konsumpcjonizmu i wpływu masowej konsumpcji w „społeczeństwie obfitości” na postawy społeczne, a także erozji więzi społecznych w państwach opiekuńczych; propagował również dorobek Jana Wolskiego, współpracował z podziemną prasą opozycyjną w Polsce. Do końca życia pozostał wierny lewicowym ideałom, akcentując nie tylko aspekt socjalno-bytowy, lecz przede wszystkim kwestie partycypacji społecznej w zarządzaniu produkcją i w życiu publicznym, a także krytykę alienacji i atomizacji społecznej w konfrontacji z produkcją kapitalistyczną oraz wielkimi instytucjami państwowymi. Autor kilkudziesięciu książek, m.in. „Socjologia zakładu pracy”, „Socjologia przemysłu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej”, „Kultura pracy zbiorowej”, „Praca i koleżeństwo”, „Społeczne warunki pracy twórczej”, „Socjologia pracy. System społeczny zakładów pracy”, „The social upgrading of working Africans after independence: the Zambian case”, „The workplace as a social system”, „Can social systems mature?”, „The self-defeating organization: a critique of bureaucracy”, „The Polish blue collar workers and peasants: sociological aspects of the labour market”, „The historical role of work: the past and present contingencies”, „Upgrading industrial relations and work organization: a sociotechnical approach”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *