Aleksander Matejko

Rady robotnicze

[1963]

Przejdźmy teraz do tej formy współgospodarzenia, która zyskała sobie w Polsce od 1956 r. szczególne miejsce, a mianowicie do samorządu robotniczego.

Ruch rad robotniczych rozwinął się u nas na podłożu dążności zakładowego aktywu społeczno-politycznego i kierowniczego poszczególnych większych przedsiębiorstw do wyzwolenia się spod nadmiernej kontroli organów nadrzędnych, uzyskania względnej niezależności, a następnie wzięcia się we własnym zakresie do uporządkowania gospodarki przedsiębiorstwa. Stąd też nowo powstałe rady już od samego początku poświęciły swą główną uwagę sprawom gospodarczym i techniczno-organizacyjnym, znacznie mniej uwagi poświęcając samej sprawie aktywizacji szeregowych pracowników. Chodziło tu w pierwszym rzędzie o załatwienie palących spraw, których dyrekcja przedsiębiorstwa załatwić sama nie chciała, nie umiała lub wręcz nie mogła, wskutek swego bezpośredniego uzależnienia od zwierzchników w centralnym zarządzie i w ministerstwie.

W tym sensie aktyw skupiony przy radach robotniczych w wielu sprawach niejako wyręczał dyrekcję, niekoniecznie zresztą ze sprzeciwem z jej strony. Dyrektor, jeśli chciał coś wytargować od władz zwierzchnich, sam się nie narażając, znajdował dogodną pomoc w aktywie rady robotniczej; ten ostatni, będąc niezależny od ministerstwa bądź centralnego zarządu, nieraz łatwiej mógł coś wskórać, bazując w sporej mierze na popularności, jaką miał wówczas w społeczeństwie ruch rad robotniczych.

Dzięki temu rady robotnicze odegrały wcale niemałą rolę w poprawie systemu gospodarowania. Przede wszystkim spełniły one funkcję ośrodka, wokół którego skupiali się ludzie dobrej woli i na którym bazowało szereg zdrowych inicjatyw zmierzających do reformy stosunków wewnątrzzakładowych. A że najbardziej palącym zagadnieniem było usprawnienie gospodarki zakładowej, przeto wysiłki aktywistów rad poszły w tym właśnie kierunku. Pod omawianym względem istniała pełna zgodność interesów między nimi i masą szeregowych pracowników. Ci ostatni na równi z całym kierownictwem przedsiębiorstwa zdawali sobie sprawę z istnienia wręcz rażących niedomagań gospodarczych, które zdaniem zarówno jednych jak drugich spowodowane były w sporej mierze nadmierną centralizacją dyspozycji. Jeśli więc w składzie rad znaleźli się przede wszystkim stosunkowo wysoko wykwalifikowani pracownicy umysłowi spośród personelu inżynieryjno-technicznego oraz ekonomicznego, to taki stan rzeczy wynikał właśnie z charakteru zadań, które przypadły radom w udziale. Dominacja pracowników umysłowych w składzie rad nie budziła jakiegoś wyraźnego odruchu krytycznego wśród robotników, dopóki widzieli oni w radzie czynnik mający wprowadzić ład ekonomiczno-organizacyjny do przedsiębiorstwa [1]. Byli świadomi, że o ten ład, rozumiany przede wszystkim w kategoriach gospodarczych, powinni zatroszczyć się w pierwszym rzędzie ludzie szczególnie predysponowani do dokonywania usprawnień organizacyjnych z racji swych kwalifikacji zawodowych.

Jednakże już od początku wokół nowo powstałych rad narosło bardzo dużo oczekiwań mających znacznie szerszy zasięg, aniżeli tylko uporządkowanie gospodarki takiego lub innego przedsiębiorstwa. Same rady rozwinęły się przecież na fali demokratyzacji życia społeczno-politycznego, zyskując sobie dużą popularność zarówno w sferach partyjnych, jak też w całym społeczeństwie. Dla sfer intelektualnych rady stały się hasłem symbolizującym dążność do oparcia całej organizacji państwowej na głęboko pojętych zasadach demokratycznych. Dla młodzieży ruch rad stwarzał nowe i nęcące możliwości ideowej identyfikacji. Wśród szerokich rzesz ludzi pracy powstały nadzieje na daleko idące uzdrowienie stosunków w przedsiębiorstwach.

W gruncie rzeczy od początku więc zaistniała dość duża rozbieżność między bardzo szerokimi oczekiwaniami, a tym, czym rady robotnicze rzeczywiście były. Nieuchronne stało się mniejsze lub większe wraz z upływem czasu rozczarowanie, którego wyraz i zasięg zostały zarejestrowane m.in. w ankietach wśród załóg trzech wybranych fabryk, przeprowadzonych przez Zakład Badań Socjologicznych PAN.

Rady same przez się nie mogły przecież radykalnie uzdrowić gospodarki przedsiębiorstw. Zresztą ich znaczenie w tym zakresie stopniowo malało, w miarę jak dyrekcje przedsiębiorstw coraz bardziej wypełniały się kompetentnymi ludźmi, a prerogatywy tych ostatnich uległy wydatnemu rozszerzeniu. Poza tym sama pozycja rady w przedsiębiorstwie była do 1958 roku dość nieokreślona. Obok dyrekcji, zakładowego komitetu PZPR i rady zakładowej pojawiła się jeszcze jedna władza, nie zawsze umiejąca zżyć się z pozostałymi, a przy tym pozbawiona własnej tradycji. Powołanie do życia Konferencji Samorządu Robotniczego przyczyniło się do pewnej koordynacji w tym względzie, częściowo choćby eliminującej wielotorowość poczynań. Pozostał jednak sam fakt, kłujący nieraz załogę w oczy, że istnieje szereg spraw, którymi zajmują się już teraz aż cztery organy zwierzchnie, a które nadal nie są zadowalająco rozwiązywane. Krytycyzm wobec rad nie spełniających oczekiwań, jakie z nimi wiązano, narzucał się więc sam przez się.

Co szczególnie zasługuje tu na rozważenie, to rola rad robotniczych w aktywizacji szeregowych robotników [2]. Trzeba stwierdzić, że w tym właśnie względzie rady zrobiły jak dotąd niewiele, pochłonięte sprawami dotyczącymi ogólnej gospodarki przedsiębiorstwa. Wprawdzie w większych zakładach pracy powołano do życia rady oddziałowe, mające spełniać rolę współgospodarza oddziału, a zarazem łącznika między szeregowymi pracownikami i radą robotniczą, ale sam problem nie został potraktowany z należytą pieczołowitością. Pisano wprawdzie o nim, lecz w praktyce cały wysiłek aktywu rad skupił się na najwyższym szczeblu zarządzania przedsiębiorstwem; natomiast niejako odsunięto w cień sprawę faktycznego współgospodarzenia zakładem przez załogę. Aktywność szeregowych pracowników została sprowadzona głównie do uczestnictwa w wyborze reprezentantów, którzy by współgospodarzyli w imieniu swych wyborców. To oczywiście było zbyt mało, aby oddziałać mobilizująco na masę pracowniczą i związać ją na trwałe z samorządem robotniczym. Jak stwierdza H. Szostkiewicz na podstawie badań ankietowych, dokonanych przez Zakład Badań Socjologicznych PAN, „wszystkie uzyskane liczby ujawniają, że opinią powszechną wśród badanej zbiorowości jest przekonanie o oderwaniu się rady robotniczej od załogi, przy obciążaniu rady winą za ten stan. Różnice w odsetkach występujące między poszczególnymi grupami respondentów wykazują jedynie rozbieżności w stopniu powszechności tej opinii, nie ma natomiast różnic w ogólnej tendencji przekonań… Poczucie obcości wobec rady robotniczej, stan nieinformowania i rozczarowania w wyniku niezrealizowanych nadziei na udział w zarządzaniu to podstawowe, jak się wydaje, czynniki kształtujące wśród załogi bierną postawę…” [3]. Zakres cytowanych badań był zbyt mały, aby pozwalał na snucie dostatecznie szerokich uogólnień. Dokonane obserwacje są jednak symptomatyczne, gdyż znajdują potwierdzenie w szeregu innych źródeł.

Mimo powyższych wypaczeń, sprzecznych z podstawowymi ideałami demokracji robotniczej, niewątpliwie utrwaliła się sama koncepcja współgospodarzenia zakładem przez załogę, jako czegoś, co należy wcześniej lub później osiągnąć właśnie w ramach samorządu robotniczego – przy powszechnym już dziś zdawaniu sobie sprawy z niedoskonałości obecnego stanu rzeczy. We wstępie do ustawy o samorządzie robotniczym cel jego jest wyraźnie sprowadzony do zapewnienia „załogom uspołecznionych przedsiębiorstw współudziału w zarządzaniu zakładami pracy, wpływu na polepszenie wyników ekonomicznych przedsiębiorstw i usprawnianie organizacji pracy oraz […] zwiększenie odpowiedzialności załóg za gospodarkę zakładów”. Aby ten cel osiągnąć, trzeba byłoby wydatnie rozszerzyć i pogłębić zasięg samorządnych form współgospodarowania, obejmując nimi szeregowych robotników na ich stanowiskach roboczych. Niewątpliwą słuszność ma J. Balcerek, twierdząc, że „robotnicy mają na swoich stanowiskach najczulszy barometr, dzięki któremu mogą sygnalizować na bieżąco wszelkie zahamowania. Samorząd robotniczy, który wyzwoli tę inicjatywę i zapewni jej skuteczność, przyczyni się w sposób najbardziej adekwatny do wykorzystania udziału robotników w zarządzaniu… Jednakże warunkiem wstępnym tego procesu rozwojowego jest stworzenie atmosfery sprzyjającej rozwijaniu inicjatywy robotnika i umocnieniu jego pozycji współgospodarza na gruncie tego podstawowego ogniwa, jakim jest stanowisko robocze i wydział. Próby ominięcia tego etapu i nieumiejętność wykorzystania »rezerw« tkwiących w każdym stanowisku roboczym nie zachęcają bynajmniej robotnika do rozszerzania zakresu jego zainteresowań produkcyjnych i ekonomicznych…” [4].

Istnieje zatem żywa potrzeba przepojenia samorządną treścią nie tylko naczelnych ogniw zakładu pracy, lecz również wszystkich jego komórek, ze szczególnym uwzględnieniem podstawowych zespołów roboczych, w których robotnicy współdziałają ze sobą przy realizowaniu konkretnych zadań produkcyjnych. Dawanie tym zespołom względnie sporej samodzielności, oparcie ich działania na zasadzie rozrachunku wewnątrzzakładowego, stosowanie kolektywnych form wynagrodzenia za pracę, stwarzają szerokie pole dla zaradności zbiorowej robotników, pobudzając ich tym samym do wzmożonej aktywizacji. Widoki na to rosną wraz z postępem ku coraz wyższym stadiom automatyzacji, w wyniku której coraz więcej urządzeń produkcyjnych siłą rzeczy musi zostać powierzone niewielkim zespołom pracowników wysoko wykwalifikowanych.

Inna sprawa, że w warunkach ustroju kapitalistycznego istnieją bardzo poważne hamulce dla stopniowego rozwoju samorządnych form od dołu ku szczytom hierarchii kierowniczej. Kierownictwo przedsiębiorstwa zazdrośnie strzeże swej władzy oraz związanych z nią przywilejów, jak to widać choćby na tle jego wzajemnych stosunków z ruchem zawodowym. Dopóki samorząd pracowniczy jest w powijakach i przynosi przedsiębiorstwu realne korzyści, kierownictwo go toleruje albo nawet wspiera. Inaczej jednak bywa, jeżeli pracownicy zażądają dla siebie szerszych prerogatyw.

W warunkach ustroju socjalistycznego szeroko pojęty samorząd pracowniczy powinien zyskać sobie wielkie perspektywy rozwojowe. Istnieje jednak dotąd szereg czynników wysoce utrudniających ten rozwój. Jednym z nich – i to bynajmniej niemało istotnym – jest w polskich warunkach niedostatek wypróbowanych metod pracy zespołowej, opartej na harmonijnym współdziałaniu pracowników ze sobą w niewielkich zespołach ludzi wspólnie realizujących konkretne zadania robocze. Samorząd robotniczy dotąd uważa się u nas za formę współrządzenia przez przedstawicieli załogi przedsiębiorstwem jako całością, przy jednoczesnym zaniedbaniu form i metod aktywizacji zaradności zbiorowej pracowników bezpośrednio na ich stanowiskach roboczych. W rezultacie, dla szerokiej masy pracowniczej samorząd jest ciągle jeszcze czymś odległym, nie związanym dostatecznie silnie z najbardziej dla niej żywotnymi sprawami dnia codziennego. Skuteczne przezwyciężenie obecnego, nie zadowalającego stanu rzeczy wymaga wnikliwej i wszechstronnej diagnozy całokształtu zaistniałej sytuacji społeczno-gospodarczej. Tu otwiera się szerokie pole dla socjologii jako nauki mogącej służyć wydatną pomocą przy poprawnym formułowaniu wspomnianej diagnozy w oparciu o szeroko zakrojone studia empiryczne. Zaradność zbiorowa załóg pracowniczych dojrzewająca w ramach szeroko pojętego samorządu zakładowego powinna stać się z czasem naczelnym tematem naszej socjologii przemysłu, odróżniającym ją w zasadniczy sposób od podejścia dominującego wśród socjologów krajów kapitalistycznych.

Aleksander Matejko

______________________________________________

Powyższy tekst stanowi fragment książki Aleksandra Matejki „Praca i koleżeństwo. Zagadnienia socjologii pracy”, rozdziału „Alienacja i drogi jej przezwyciężania”, Wiedza Powszechna, Warszawa 1963, pominięto przypisy stricte bibliograficzne.

 

Przypisy:

1. Że takie właśnie nadzieje robotnicy łączyli z radami, to dość wyraźnie wynika z badań przeprowadzonych przez Zakład Badań Socjologicznych PAN. Zob. J. Kulpińska i M. Rokacz: Rada robotnicza w opinii załogi, „Nowe Drogi” 1958 nr 8.

2. „Aktywny udział w działalności organów samorządu robotniczego, a więc i w sprawowaniu kontroli, biorą stosunkowo niewielkie, czasami bardzo wąskie grupy ludzi”, L. Gilejko, wypowiedź na spotkaniu dyskusyjnym w Klubie Publicystów Politycznych SDP, „Samorząd Robotniczy” 1962 nr 1 s. 49.

3. H. Szostkiewicz: Poczucie więzi załogi z radą robotniczą, „Samorząd Robotniczy 1959 nr 12 s. 19 i 21 oraz inne artykuły autorki w tym samym czasopiśmie.

4. J. Balcerek: Społeczność fabryczna a samorząd robotniczy /w:/ Jak pracuje człowiek, Książka i Wiedza, Warszawa 1961, s. 507.

 

Aleksander Matejko (1924-1999) – wybitny polski socjolog, specjalista w dziedzinie socjologii pracy i przemysłu, konsekwentny zwolennik samorządności pracowniczej. Absolwent socjologii i studiów ekonomiczno-spółdzielczych na UJ, prowadził szeroko zakrojone badania wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, pracowników spółdzielczości, mieszkańców spółdzielczości mieszkaniowej. W latach 1957-59 przebywał na stypendium naukowym w USA, gdzie zajmował się problemami socjologii przemysłu. W roku 1960 obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Warszawskim, którego został pracownikiem naukowym. Na fali „odwilży” roku 1956 brał czynny udział w ruchu na rzecz samorządności robotniczej. Był kierownikiem pracowni socjologicznej Centralnego Instytutu Ochrony Pracy i przewodniczącym Sekcji Socjologicznej Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa. W PRL-u związany z lewicowo-humanistycznym kręgiem osób skupionych wokół Marii i Stanisława Ossowskich, był współpracownikiem, uczniem i popularyzatorem koncepcji nestora polskiej spółdzielczości pracy i anarchisty Jana Wolskiego. W roku 1970 wyemigrował do Kanady, zamieszkał w Edmonton, był pracownikiem naukowym (w stopniu profesora) kilku uniwersytetów amerykańskich i kanadyjskich (m.in. University of Alberta), prowadził także badania naukowe w Zambii. Oprócz kontynuowania zainteresowań naukowych dotyczących socjologii przemysłu i socjologii pracy, podjął na emigracji tematykę konsumpcjonizmu i wpływu masowej konsumpcji w „społeczeństwie obfitości” na postawy społeczne, a także erozji więzi społecznych w państwach opiekuńczych; propagował również dorobek Jana Wolskiego, współpracował z podziemną prasą opozycyjną w Polsce. Do końca życia pozostał wierny lewicowym ideałom, akcentując nie tylko aspekt socjalno-bytowy, lecz przede wszystkim kwestie partycypacji społecznej w zarządzaniu produkcją i w życiu publicznym, a także krytykę alienacji i atomizacji społecznej w konfrontacji z produkcją kapitalistyczną oraz wielkimi instytucjami państwowymi. Autor kilkudziesięciu książek, m.in. „Socjologia zakładu pracy”, „Socjologia przemysłu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej”, „Kultura pracy zbiorowej”, „Praca i koleżeństwo”, „Społeczne warunki pracy twórczej”, „Socjologia pracy. System społeczny zakładów pracy”, „The social upgrading of working Africans after independence: the Zambian case”, „The workplace as a social system”, „Can social systems mature?”, „The self-defeating organization: a critique of bureaucracy”, „The Polish blue collar workers and peasants: sociological aspects of the labour market”, „The historical role of work: the past and present contingencies”, „Upgrading industrial relations and work organization: a sociotechnical approach”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *