Leon Wasilewski

Polska dla Polaków czy Polska dla wszystkich obywateli polskich? (sprawa mniejszości narodowych w Polsce)

[1924]

W ostatnich czasach bardzo często daje się słyszeć hasło „Polska dla Polaków”. Niejednemu też robotnikowi, który nie zastanowi się głębiej nad właściwym znaczeniem tego hasła, może się ono nawet spodobać.

Istotnie, Polska jest państwem o charakterze polskim. Przeważająca większość ludności Rzeczypospolitej naszej jest polska. Polscy robotnicy i chłopi walczyli o niepodległość państwa i z zaborcami przed wojną, i z nawałą bolszewicką. Zdawałoby się więc, że hasło „Polska dla Polaków” jest zupełnie słuszne. Dla kogóż więc ma być państwo polskie, stworzone przez Polaków, jeśli nie dla nich?

Jednakże sprawa ta nie jest tak prosta, jak by się wydawało na pierwszy rzut oka. Ażeby ocenić wartość pewnego hasła, warto przede wszystkim dowiedzieć się – kto i w jakim celu to hasło wysuwa.

Otóż z hasłem „Polska dla Polaków” występują ciż sami ludzie, którzy zawsze i wszędzie zwalczają dążność klasy robotniczej do ustroju socjalistycznego i nawet do poprawy bytu warstw pracujących w obecnym ustroju kapitalistycznym. Hasło to głoszą narodowi demokraci i klerykałowie rozmaitych odcieni – ci sami, którzy nawołują do obalenia 8-godzinnego dnia pracy i innych zdobyczy proletariatu, zorganizowanego pod czerwonym sztandarem socjalizmu.

Zwłaszcza głośnym stało się to hasło po wyborze śp. Gabriela Narutowicza na pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej. Rozmaici posłowie narodowo-demokratyczni, dziennikarze z „Dwugroszówek” i członkowie „Rozwoju” po tym wyborze wszczęli namiętną a hałaśliwą agitację pod tym hasłem. Dlaczego? Bo wybór Narutowicza umożliwili swymi głosami nie tylko posłowie z lewicy sejmowej, reprezentujący robotników i chłopów, ale również przedstawiciele tak zwanych mniejszości narodowych, czyli Ukraińców, Białorusinów, Niemców i Żydów.

Agitacja zwolenników hasła „Polska dla Polaków” doprowadziła do krwawych gwałtów na placu Trzech Krzyży w Warszawie w pamiętnym dniu 11 grudnia 1922 roku, kiedy to został zastrzelony nasz towarzysz Kałuszewski, i do ohydnego mordu popełnionego na pierwszym prezydencie Polski, Gabrielu Narutowiczu. Już sam związek tego hasła z ludźmi winnymi tych haniebnych wypadków wystarczy, aby podać hasło „Polska dla Polaków” w uzasadnione podejrzenie. Nie może być zbawiennym hasło wysuwane przez takich ludzi i wywołujące takie skutki.

Ale uświadomionemu robotnikowi nie może wystarczyć samo stwierdzenie tego faktu. Musi on poznać dokładnie cały sens hasła „Polska dla Polaków”, aby utrwalić swój stosunek do niego.

Cóż więc właściwie oznacza to hasło? Ażeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przyjrzeć sią stosunkom wewnętrznym Rzeczypospolitej Polskiej.

Ludność Polski

Ludność Polski według danych urzędowych wynosi 27 182 892 osób, W tym, poza 18 783 326 Polakami, mamy 3 897 000 Ukraińców, czyli Rusinów, 2 102 000 Żydów, 1 035 000 Białorusinów, 1 109 000 Niemców i około 250 tys. innych. Znaczy to, że ludność niepolska stanowi około jednej trzeciej ogółu ludności. Jest to mniejszość wprawdzie rozpadająca się na pięć grup, ale w każdym razie mniejszość poważna. Dodać tu trzeba, że dwie z tych grup – ukraińska i białoruska – nie są rozproszone po całym państwie jak Żydzi lub Niemcy, ale mieszkają w zwartej masie na tzw. Kresach wschodnich: w województwach nadgranicznych – od Wileńszczyzny do Galicji Wschodniej. Ta mniejszość narodowa, o ile będziemy ją obliczali w stosunku do ogółu ludności, gdzieniegdzie, w poszczególnych powiatach i nawet województwach, stanowi większość.

Państwo a narodowość

Rozwój dziejowy wypadków sprawił, że nie każda narodowość posiada już obecnie własne państwo. Jakkolwiek od początku 19 stulecia jest coraz więcej narodów posiadających własne państwa, to jednak nie wszystkim się to udało. Nawet duże narody (w rodzaju Niemców) nie zdołały się skupić w jednym państwie. Tak widzimy – obok Rzeszy niemieckiej, skupiającej większość ludności mówiącej po niemiecku, niemieckie państwo Austrię, małe niemieckie księstewka Luksemburg i Liechtenstein, wreszcie odcinki niemieckiego obszaru narodowościowego w Szwajcarii, Francji i Włoszech. Po Wielkiej Wojnie 1914-1918 r. utworzyło się sporo nowych państw narodowych, jak Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechosłowacja, Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców, Irlandia, pomijając już nowe państwa w Azji. Niektóre z nowo tworzących się państw, jak np. Ukraina, Gruzja na Kaukazie i inne, nie zdołały obronić swej niepodległości, W rezultacie prawie we wszystkich państwach – obok większości, nadającej zwykle nazwę danemu państwu, wytworzyły się mniejszości narodowe.

Traktat wersalski a mniejszości

Otóż podczas paryskiej Konferencji Pokojowej, którą się zakończyła Wielka Wojna, zapadły postanowienia nakładające na nowo utworzone państwa obowiązek zapewnienia wszystkim mniejszościom narodowym takich praw, które by im pozwalały pielęgnować własną odrębną kulturę. Te prawa mniejszości nie zostały rozciągnięte na wielkie mocarstwa: i w tym tkwi ich najsłabsza strona. Ale na ogół, w zasadzie, są one sprawiedliwe i umożliwiają pokojowe współżycie narodów.

Konstytucja a mniejszości

Te prawa mniejszości narodowych znalazły zastosowanie i w Polsce. Zanim jeszcze Konferencja Pokojowa je uchwaliła, już pierwszy polski rząd ludowy, rząd tow. Moraczewskiego, postarał się o to, aby Polska stała się Rzeczpospolitą, w której wszyscy obywatele byliby równouprawnieni. Kiedy Sejm ustawodawczy opracowywał konstytucję Rzeczypospolitej, nasi towarzysze, jak również i przedstawiciele innych kierunków lewicowych, nie dopuścili do złamania zasady równouprawnienia wszystkich obywateli Polski, a więc i mniejszości narodowych.

Artykuł 96 naszej konstytucji państwowej mówi wyraźnie: „Wszyscy obywatele są równi wobec prawa”. Znaczy to, że każdy obywatel polski, bez względu na pochodzenie, wyznanie i język, posiada te same prawa co i wszyscy inni. Nie ma dla obywateli polskich narodowości niepolskiej żadnych krzywdzących ich wyjątków. Skorej tak samo jak i rdzenni Polacy płacą podatki i spełniają powinność wojskową, państwo musi ich traktować tak samo jak i rdzennych Polaków.

Nie dość na tym. Artykuł 109 naszej konstytucji powiada: „Każdy obywatel ma prawo zachowania swej narodowości i pielęgnowania swej mowy i właściwości narodowych”. Artykuł 110 głosi: „Obywatele polscy należący do mniejszości narodowościowych, wyznaniowych lub językowych mają równe z innymi obywatelami prawo zakładania, nadzoru i zawiadywania swoim własnym kosztem zakładów dobroczynnych, religijnych i społecznych, szkół i innych zakładów wychowawczych oraz używania w nich swobodnie swej mowy i wykonywania swej religii”.

Konstytucja nasza zabezpiecza przez osobne ustawy mniejszościom „pełny i swobodny rozwój ich właściwości narodowościowych” (art. 109). Jednym słowem w Rzeczypospolitej polskiej zwyciężyła zasada zupełnego równouprawnienia wszystkich obywateli, czy to do większości polskiej, czy też do mniejszości niepolskiej należących.

Chodzi teraz o wprowadzenie w życie tych zasad, chodzi o to, aby Sejm wypracował w szczegółach ustawy, na mocy których mniejszości narodowe mogłyby w całej pełni korzystać z praw zawarowanych im przez konstytucję.

PPS a mniejszości

Polska Partia Socjalistyczna domaga się tego z całą stanowczością. Na ostatnim (dziewiętnastym) Kongresie PPS w Krakowie uchwalono rezolucję, która żąda:

a) całkowitego i rzeczywistego równouprawnienia wszystkich obywateli Rzeczypospolitej bez różnicy wyznania i narodowości;

b) wprowadzenia niezwłocznego w życie artykułów konstytucji, gwarantujących mniejszościom narodowym ich prawa kulturalne, językowe i szkolne; przestrzegania, by przy podziale subwencji i stypendiów szkolnych przez Państwo gminy oraz inne ciała samorządowe rozstrzygały jedynie względy na poziom danej szkoły, świecki, nieklerykalny charakter nauczania itp., nie zaś względy języka wykładowego, narodowości czy wyznania; założenia uniwersytetu ukraińskiego we Lwowie;

c) zupełnego zerwania z polityką szykan administracyjnych i zasługujących na najwyższe napiętnowanie prześladowań wyznaniowych czy narodowościowych; reorganizacja i naprawa administracji na ziemiach wschodnich;

d) wprowadzenia na tak zwanych Kresach wschodnich samorządu gminnego w miastach i na wsi, powiatowego i wojewódzkiego; dopuszczenia obywateli Rzeczypospolitej i mniejszości narodowych do administracji państwowej we wszelkich zakresach;

e) przeprowadzenia reformy rolnej w myśl postulatów PPS;

f) autonomii terytorialnej dla mniejszości, zamieszkujących zwarte obszary na wschodzie Rzeczypospolitej, z zachowaniem praw ludności polskiej.

Wszystkie powyższe żądania wypływają z zasad naszej konstytucji. Jednocześnie są one zupełnie sprzeczne z hasłem „Polska dla Polaków”, jak sprzeczną jest z tym hasłem cala nasza konstytucja.

Bo hasło „Polska dla Polaków” znaczy, że w Polsce – wbrew jej konstytucji – nikt, kto nie jest rdzennym Polakiem, nic nie ma do gadania. Hasło to jest więc sprzeczne z obowiązującą w Polsce konstytucją. Ale to by jeszcze nie było najgorsze. Nasza konstytucja, jak każde dzieło rąk ludzkich, nie jest czymś doskonale nieomylnym i każdemu wolno dążyć do jej zmiany. Nie jest ona też wieczną i postęp życia z pewnością każe niejedno w niej z biegiem czasu zmienić na lepsze. Jednakże szkodliwość hasła „Polska dla Polaków” polega nie tylko na tym, że jest ono niezgodne z konstytucją i z tymi zobowiązaniami wobec świata, jakie Polska na siebie przyjęła.

Hasło „Polska dla Polaków” jest niemądre i szkodliwe z całego szeregu względów, nad którymi należy się zastanowić uważniej.

Obywatele drugiej klasy?

Wysuwając hasło „Polska dla Polaków”, jego zwolennicy tym samym ogłaszają Polaków, bez względu na ich wartość i zasługi dla państwa, za jedynych gospodarzy tego ostatniego. Ukrainiec lub Białorusin, chociażby byli najbardziej do państwa polskiego przywiązani i jak najsumienniej spełniali wobec niego wszystkie obowiązki obywatelskie, nie mieliby – zdaniem zwolenników tego hasła – prawa wywierać żadnego wpływu na bieg spraw państwowych i kształtowanie się jego stosunków. Byliby traktowani jak cudzoziemcy, którzy wprawdzie znajdują się pod opieką prawa, ale ani posłów do Sejmu nie wybierają, ani stanowisk urzędowych nie zajmują, ani w wojsku polskim nie służą, ani w ogóle żadnych obowiązków wobec państwa, do którego nie należą, nie mają.

Czy takie traktowanie własnych obywateli jako cudzoziemców jest obecnie możliwe?

Widzieliśmy już, że takie traktowanie byłoby sprzeczne i z konstytucją, i z przyjętymi przez Polskę wobec świata zobowiązaniami. Ale i zwolennicy tego hasła bynajmniej tak daleko nie idą. Nie wysuwają np. projektu, aby obywateli polskich narodowości ukraińskiej czy białoruskiej albo żydowskiej nie brać do wojska polskiego. Przeciwnie, uważają oni, że każdy obywatel polski bez różnicy narodowości obowiązany jest do spełniania wobec państwa wszystkich obowiązków, do sumiennego przestrzegania jego praw, do płacenia wszystkich nakładanych przez państwo podatków, do służenia w wojsku polskim i do umierania za Polskę w razie prowadzonej przez nią wojny, żądają spełniania obowiązków, ale chcą uszczuplić ich prawa, gdy tymczasem całe współczesne życie państwowe opiera się właśnie na zasadzie: „Nie ma praw bez obowiązków – nie ma obowiązków bez praw”.

Idea demokratyczna zdobyła już sobie tak zapewnione prawa obywatelstwa, że nawet najbardziej zacofani wstecznicy nie występują już przeciwko powyższej zasadzie zupełnie otwarcie. Wiedzą bowiem, że to by wywołało bardzo energiczny i stanowczy protest wszystkich warstw ludowych, z klasą robotniczą na czele. Toteż starają się tę zasadę podważać chyłkiem, działając obłudnymi frazesami na ludzi nieuświadomionych. Nie mówią więc oni otwarcie: „należy mniejszości narodowe pozbawić przysługujących im praw”. Chcą je tylko ograniczyć, wytwarzając taki stan rzeczy, w którym Polacy rdzenni byliby obywatelami pierwszej klasy, zaś Ukraińcy, Białorusini itd. obywatelami drugiej klasy. Ci ostatni płaciliby podatki, służyliby w wojsku, wybieraliby posłów do Sejmu i przedstawicieli samorządu, ale nie wolno by im było zajmować wyższych urzędów ani w ogóle rozstrzygać spraw państwowych.

Ich zdaniem żaden starosta, nie mówiąc już o wojewodzie ani tym bardziej ministrze, nie mógłby być nigdy, pod żadnym warunkiem, nie-Polakiem, chociażby miał jak najbardziej wystarczające uzdolnienie i przygotowanie do tego. Przy wyborze prezydenta Rzeczypospolitej posłowie mniejszości narodowych nie powinniby swymi głosami wpływać na powodzenie tego czy innego kandydata.

W ten sposób zwolennicy hasła „Polska dla Polaków” pragnęliby wytworzyć stan, w którym jedna trzecia całej ludności Polski czułaby się pokrzywdzoną. A co to znaczy dla państwa i jego prawidłowego rozwoju, co to znaczy dla całego życia społecznego kraju, nietrudno sobie uświadomić!

W dzisiejszym niesprawiedliwym ustroju kapitalistycznym w ogóle jest bardzo mało ludzi zadowolonych z istniejącego porządku rzeczy. Całe warstwy i klasy społeczne zdążają do zmiany istniejących stosunków na lepsze. Ale czynią to na gruncie interesów własnego państwa, pragnąc je tak zreformować, aby odpowiadało ono potrzebom jak najszerszych mas. I robotnicy polscy, socjaliści, dlatego walczyli w dobie zaborów o niepodległe państwo polskie, że rozumieli, iż we własnym państwie będą mogli łatwiej zdobyć reformy i ostateczne wyzwolenie społeczne, prędzej ująć w swe ręce rządy aniżeli w niewoli. I dziś Polska Partia Socjalistyczna walczy o przekształcenie zdobytej przez siebie Republiki demokratycznej na Republikę socjalistyczną nie przez rozbijanie państwa, ale przez organizowanie coraz szerszych mas ludu pracującego, który by w końcu osiągnął zwycięstwo i nadał temu państwu polskiemu charakter państwa triumfującej pracy zrzeszonej.

PPS, opierając się na demokratycznej konstytucji naszej, rozumie, że z chwilą, kiedy ogół polskiej ludności pracującej uświadomi się i zorganizuje, żadna siła reakcji nie uniemożliwi triumfu socjalizmu w Polsce. Dlatego też robotnik polski musi cenić własne państwo, jako ten warsztat, w którym przygotowuje się jego lepsza przyszłość.

Mniejszość a niepodległe państwo polskie

Czy jednak mniejszości narodowe, z których zrobiono by obywateli drugiej klasy, mogłyby czuć przywiązanie do państwa, które je pozbawia bodaj części praw, żądając spełniania wszystkich obowiązków? Nietrudno chyba na to pytanie odpowiedzieć. Im mniej będą miały praw, tym mniej sumiennie będą spełniały narzucane im obowiązki. Będą pełniły je tylko pod przymusem, w gruncie rzeczy zupełnie nie dbając o to państwo, które jest dla nich macochą. Nie dość na tym, będą je traktowały niechętnie, a nawet wrogo. W rezultacie państwo, zamiast powiększać swe siły produkcyjne, będzie musiało wzmacniać szeregi policji i szpiegów, którzy by śledzili, czy aby która z mniejszości narodowych nie knuje czegoś przeciwko państwu, nie dybie na jego całość, nie stara się mu szkodzić. A w razie jakichś zawikłań międzynarodowych, w razie największego nieszczęścia, jakie może spaść na ludność pracującą – to jest na wypadek wojny, czy państwo może liczyć na niezłomną wierność tych, których krzywdzi?

Rozbici proletariusze

Ale utworzenie klasy obywateli o skurczonych prawach odbija się i na całym życiu wewnętrznym kraju. Rozbija ono nawet klasę robotniczą na poszczególne grupy, nie poczuwające się do solidarności, tak koniecznej dla powodzenia walk społecznych. Robotnicy narodowości niepełnoprawnych bardzo łatwo idą na lep frazesów nacjonalistycznych, którymi pociągają ich ludzie zupełnie obcy ich interesom klasowym. W ten sposób osłabiają ogólny atak klasy robotniczej i marnują siły własne.

Widzieliśmy to np. podczas ostatnich wyborów sejmowych, kiedy mniejszości połączyły się w jedną kupę, głosując na „szesnastkę”. Robotnicy żydowscy i niemieccy, proletariusze rolni Białorusini i Ukraińcy wybierali swymi głosami obszarników i fabrykantów, rabinów i popów prawosławnych, nic wspólnego nie mających z ich życiem, troskami codziennymi i dążeniami społecznymi.

Szkodliwe dla państwa i jego życia wewnętrznego tworzenie obywateli drugiej klasy pociąga za sobą jeszcze jeden skutek.

Los polskich mniejszości na obczyźnie

Nie wszyscy Polacy znaleźli się w odbudowanym państwie polskim. Część ludności polskiej pozostała w Niemczech, na Górnym Śląsku Opolskim, część zagarnięta została przez Czechosłowację – na Śląsku Cieszyńskim, sporo Polaków jest na Litwie Kowieńskiej. Stanowią oni tam mniejszości i położenie ich nie jest do pozazdroszczenia. Rząd niemiecki nie daje im szkół polskich, rząd czechosłowacki stara się sczechizować, rząd litewski tępi nawet nabożeństwa polskie w kościołach. Prześladowania te wywołują słuszne oburzenie w Polsce, która domaga się, aby mniejszościom polskim zostały zapewnione wszystkie należne im prawa. Żądania te są najzupełniej sprawiedliwe i musimy dążyć do ich spełnienia.

Ale jakimże prawem moglibyśmy żądać równych praw obywatelskich dla polskich mniejszości w innych państwach, gdybyśmy odmówili równych praw mniejszościom innych narodowości w Polsce? Zasłużylibyśmy tylko na miano ludzi stojących na równi z owym dzikusem afrykańskim, który na zapytanie, co to jest „dobro”, mówił: „Dobrze jest, jeśli ja komu ukradnę żonę; źle jest, jeśli mi ktoś ukradnie żonę”. Nie możemy być takimi dzikusami i żądać dla nas czegoś, co chcemy innym odebrać.

Obłuda nacjonalistów

Z jakiegokolwiek punktu byśmy rozpatrywali hasło: „Polska dla Polaków”, zawsze wynurzy się jego szkodliwość. Ale obok tego jest ono jeszcze obłudne, bo maskuje właściwe cele tych, którzy je wygłaszają.

Przypomnijmy sobie, kiedy to hasło poczęło rozbrzmiewać najgłośniej. Oto po ostatnich wyborach do Sejmu.

Przed wyborami wszystkie siły reakcji polskiej skupiły się w tak zwanej Chrześcijańskiej Jedności Narodowej, czyli „Chjenie”, która pozyskiwała głosy wyborców najrozmaitszymi wybiegami, licząc głównie na ciemnotę nieuświadomionych mas i na poparcie kleru.

Chjena liczyła na to, że zdobędzie większość, a z nią i władzę w państwie. To się jednak nie udało. Pokazało się, że ciemnota w Polsce nie jest już tak wielka i że konfesjonał i ambona w polityce już nie odgrywają roli rozstrzygającej. Sama Chjena nie otrzymała tyle głosów i mandatów poselskich, aby mogła krajowi dyktować swą wolę. Pokazało się to przy wyborach prezydenta. Kandydat Chjeny przepadł, gdyż za nim nie opowiedziały się przedstawicielstwa mniejszości narodowych, które poparły kandydata stronnictw lewicowych. Stąd niesłychana wściekłość stronnictw Chjeny, stąd hałaśliwe domagania się od mniejszości narodowych, aby się swych praw do wyboru prezydenta zrzekły.

Chodziło tu o zapewnienie Chjenie władzy bezwzględnej, o umożliwienie jej decydowania ma własną rękę we wszystkich sprawach państwowych, o zgnębienie lewicy ludowej i robotniczej. Gdyby przedstawicielstwa mniejszości narodowych poparły były Chjenę i przyłączyły swe głosy do głosów partii prawicowych, na pewno Chjena nie wyrzekłaby się prezydenta, wspólnie z Żydami, Ukraińcami, Niemcami i Białorusinami wybranego. Na pewno nie znalazłby się żaden Niewiadomski, który by chciał zamordować wybrańca tak utworzonej większości jako „żydowskiego parobka”.

Chodzi więc tu tylko o władzę, nie zaś o żadne zasady „patriotyczne” i „narodowe”. Kiedy chodziło o wybór marszałka Sejmu Ustawodawczego, p. Trąmpczyńskiego, i kiedy zachodziło niebezpieczeństwo, że kandydatura ta może być obalona glosami lewicy, przedstawiciele późniejszej Chjeny, z p. Korfantym na czele, udali się do rabina żydowskiego, Perlmutera, błagając go, aby spowodował głosowanie bodaj części posłów żydowskich za p. Trąmpczyńskim. I tak się też stało. Żydzi-posłowie sejmowi poparli kandydaturę p. Trąmpczyńskiego, który też został wybrany. I nie ogłoszono go bynajmniej za „parobka żydowskiego”, i żaden Niewiadomski nie targnął się ma jego życie.

Ręka rękę myje…

Kiedy chodzi o władzę lub o interes ekonomiczny, najwięksi zwolennicy hasła „Polska dla Polaków” bynajmniej nie wyrzekają się poparcia ze strony mniejszości narodowych. Widzieliśmy już w Sejmie nieraz, że przedstawiciele kapitalistów żydowskich i niemieckich głosowali za wnioskami prawicy, zwalczanymi przez stronnictwa robotnicze. Pamiętamy też dobrze, że w Sejmie Ustawodawczym, kiedy szło o interesy fabrykantów tytoniowych, z Żydem p. Szereszewskim na czele, narodowi demokraci jak mur stanęli po ich stronie. Nawet p. Roman Dmowski, rzadko ukazujący się w Sejmie, przybył specjalnie na to posiedzenie, aby ratować interesy fabrykantów.

Tam, gdzie chodzi o obronę interesów kapitału, zwolennicy hasła „Polska dla Polaków” chowają je bardzo skromnie do kieszeni. Najwymowniejsi agitatorzy Chjeny wchodzą w najczulsze stosunki z kapitalistami zagranicznymi – francuskimi, włoskimi, angielskimi i nawet niemieckimi, nie mówiąc już o żydowskich, kiedy chodzi o zysk i dochód. Hasło „Polska dla Polaków” w tym wypadku nie staje im na zawadzie.

Hasło dla ciemnych!

Bo hasło to jest przeznaczone tylko dla nieuświadomionych mas, których głosy potrzebne są Chjenie przy wyborach. Człowiek ciemny, nie zdający sobie sprawy z rzeczywistego stanu rzeczy, nie wnikający w istotne powody rozmaitych niedomagań i klęsk społecznych, łatwo daje się powodować hasłami, które wydają mu się sprawiedliwymi.

Takim hasłem jest właśnie okrzyk: „Polska dla Polaków”, zwracający się w zasadzie przeciwko wszystkim mniejszościom narodowym, ale przede wszystkim wymierzony przeciwko Żydom, bo ci stanowią cel najłatwiejszy do trafienia.

Żydzi mieszkają w całej Polsce, rozproszeni po miastach i miasteczkach, skutkiem czego styka się z nimi cała ludność polska. Żydzi wyodrębniają się najbardziej wśród mniejszości z tego względu, że należą do wyznania niechrześcijańskiego i mówią językiem niezrozumiałym dla otoczenia. Następnie większość Żydów zajmuje się handlem, a więc procederem, który w ustroju obecnym wywołuje bodajże największe niezadowolenie szerokich kół ludności. Poza tym wszystkim, obok handlu i rzemiosła żydowskiego, od dłuższego już czasu rozwija się handel i rzemiosło chrześcijańskie, konkurujące z żydowskim i zdobywające dla siebie coraz liczniejszą klientelę.

Reakcja w Polsce zrozumiała już bardzo dobrze, jak wdzięcznym gruntem jest dla wszelkiego wstecznictwa istnienie u nas mas żydowskich i tej walki konkurencyjnej między żydami a chrześcijanami w handlu i rzemiośle. Toteż partie reakcyjne wyzyskują ten grunt dla swoich celów politycznych i społecznych. W nieświadome masy wmawia się, że wszystkim nieszczęściom narodu polskiego są winni Żydzi i że gdyby Żydów nie było, raj prawdziwy zapanowałby w Polsce. I nędza, i wyzysk mają być rzekomo wynikiem działalności żydowskiej. Dziesiątki pism, setki broszur i nawet dzieł większej objętości, specjalne organizacje w rodzaju „Rozwoju” i jemu podobnych oddziałują w tym kierunku, jednocześnie odwracając uwagę społeczeństwa od prawdziwych przyczyn wszelkich niedomagań i bolączek ludności, wypływających z istoty ustroju kapitalistycznego.

Opowiada się niesłychane bajdy o wszechpotędze Żydów, już nie tylko u nas, ale na całym świecie, o ich intrygach międzynarodowych przeciwko społeczeństwom chrześcijańskim. Proponuje się zupełne zerwanie wszelkich stosunków z Żydami, już nie tylko z tymi, którzy mówią żargonem i wyodrębniają się ze społeczeństwa całym swoim bytowaniem, ale i z tymi, którzy weszli do społeczeństwa polskiego, przyjmując jego język i obyczaje, pracując dla rozwoju kultury polskiej, walcząc o polskość z zaborcami i oddając Polsce znaczne usługi.

Agitatorzy antysemiccy idą jeszcze dalej, doszukując się wpływów żydowskich wszędzie, gdzie się tylko toczy walka z reakcją społeczną i polityczną. Dzielą oni świat na dwie części: Żydów i ich popleczników z jednej strony, antysemitów z drugiej. Co nie idzie ręka w rękę z reakcją antysemicką, to – powiadają reakcjoniści – wysługuje się Żydowi.

Ogłupiony taką agitacją człowiek przestaje normalnie myśleć, zaczyna wszędzie widzieć Żydów i wpływy żydowskie i w końcu staje się niemal wariatem, posłusznie idącym tam, gdzie go prowadzą agitatorzy antysemiccy. Im też o to tylko chodzi. Bez wydymania do olbrzymich rozmiarów jakiejś katastrofy wszechświatowej rzekomego ,,niebezpieczeństwa żydowskiego” nie mogliby pozyskać tych wpływów, jakie obecnie mają, nie mogliby utrwalić panowania reakcji.

Kwestia żydowska

Kwestia żydowska istnieje nie tylko u nas w Polsce, ale i we wszystkich krajach Europy wschodniej. Kiedy na Zachodzie, gdzie Żydów było stosunkowo bardzo mało, przyjęli oni wszędzie język ludności miejscowej i różnią się od niej tylko wyznaniem, na ziemiach dawnej Polski jest inaczej.

Rząd carski sztucznie wytworzył owe niesłychane zgęszczenie ludności żydowskiej, jakie istnieje po miastach i miasteczkach Polski, Litwy, Białej Rusi i Ukrainy. Nie pozwalając Żydom przenosić się do rdzennej Rosji i na Syberię, tworząc dla nich specjalną „strefę osiedlenia” (czerta osiedłosti), odpowiadającą mniej więcej obszarom Polski sprzed rozbiorów, carat przyczynił się do zachowania odrębności masy żydowskiej, która nie mogła zlewać się i asymilować z otoczeniem, jak to było na Zachodzie, bo nieraz stanowiła sama większość ludności w zamieszkiwanych przez siebie miastach i miasteczkach.

Wiadomo jednak, że asymilują się tylko mniejszości – i to tym prędzej, im mniejszy procent ludności danego obszaru stanowią. Również wiadomo, że asymilacja może się odbywać tylko w obrębie danej warstwy społecznej. Mniejszości chłopskie, w postaci kolonii obcojęzycznych rozproszone wśród rdzennej masy chłopskiej, w końcu toną w niej i przyjmują jej język. Drobne grupki lub oddzielne jednostki cudzoziemskie w miastach są w końcu pochłaniane przez większość. Pojedynczy właściciele ziemscy przyjmują narodowość nie otaczającego ich chłopstwa, ale większości właścicieli ziemskich.

Ażeby się Żydzi asymilowali pod względem językowym, trzeba, aby stanowili nieznaczną stosunkowo mniejszość ludności miejskiej, jak to było wszędzie na Zachodzie i jak to było również u nas w Poznańskiem, gdzie malejąca stale skutkiem emigracji do rdzennych Niemiec ludność żydowska zlała się zupełnie z Niemcami. To samo widzimy do pewnego stopnia we wszystkich największych miastach Polski, gdzie część ludności żydowskiej przechodzi stopniowo od żargonu do języka polskiego, jak to jest w Warszawie, Krakowie i Lwowie.

Istota kwestii żydowskiej u nas polega na tym, że Żydzi stanowią nie tylko masę odrębną językowo, wyznaniowo i obyczajowo, ale że nie mogą dopasować się do normalnego rozwoju społecznego kraju. Wzrost rzemiosła i handlu chrześcijańskiego, stanowiący objaw zupełnie naturalny, niezależny od chęci i dążności antysemitów z „Rozwoju”, rozwój kooperatyw, podnoszenie się kulturalnego poziomu masy chłopskiej – wszystko to czyni zbyteczną coraz większą liczbą pośredników żydowskich. Muszą więc oni albo szukać innych źródeł zarobku, albo emigrować. I jedno, i drugie jest bardzo trudne. Od masy żydowskiej odrywają się tylko nieliczne grupy, znajdujące zarobek czy to w wolnych profesjach inteligenckich, czy to gdzie indziej poza pośrednictwem handlowym. Emigracja za granicę, zwłaszcza do Ameryki, jest coraz trudniejsza, obszary dawnej Rosji, gdzie by wielkie masy żydowskie znalazły dużo źródeł zarobkowania, są dla nich zamknięte ze względu na stan i właściwości obecnie panującego tam ustroju. Skutkiem tego wszystkiego położenie skupionej na ziemiach polskich masy żydowskiej staje się coraz cięższym.

Wypierana przez rozwój stosunków ekonomiczno-kulturalnych ze wsi i z małych miasteczek, podąża ona do większych ośrodków miejskich i emigruje, w miarę możności. To nagromadzenie się Żydów w największych ośrodkach ułatwia agitacją antysemicką, wskazującą na wykupywanie przez Żydów domów, placów itd.

Otóż agitacja antysemicka, prowadzona pod hasłem „Polska dla Polaków”, nie tylko nie ułatwia rozwiązania kwestii żydowskiej, ale, przeciwnie, jeszcze bardziej to utrudnia. Z jednej bowiem strony broniąc Żydom dostępu do mało przez nich dotychczas wyzyskiwanych źródeł zarobku, wpływa na opóźnienie zlewania się pojedynczych jednostek i grup żydowskich z większością polską w tych kołach społecznych. Z drugiej – utrwala jedność wewnętrzną i fanatyzm masy żydowskiej.

Żydzi, widząc, że się ich prześladuje i traktuje jako obywateli drugiej czy trzeciej klasy, bronią się wszelkimi siłami, skupiając się coraz bardziej pod sztandarem nacjonalizmu. W społeczeństwie żydowskim, pod wpływem nacjonalizmu, występują te same objawy, co i w chrześcijańskim: rośnie fanatyzm, pogłębia się brak uświadomienia społecznego, przewagę pozyskują żywioły reakcyjne. Robotnik i rzemieślnik żydowski zamiast dążyć do wyzwolenia społecznego wspólnie z proletariatem chrześcijańskim, idzie często za głosem rabinów i innych przedstawicieli reakcji albo się staje pastwą antypaństwowej propagandy bolszewickiej.

Prowadzi to do zaognienia się stosunków polsko-żydowskich, z czego korzystają reakcjoniści obydwu wyznań, ale co wychodzi tylko na złe normalnemu rozwojowi stosunków społecznych i państwu polskiemu.

Agitacja antysemicka nie tylko wzmacnia fanatyzm i ciemnotę żydowską, ale, uodporniając masy żydowskie przeciwko wpływom zewnętrznym ze strony polskiej, każe im łączyć się ze wszystkimi tymi, kogo hasło „Polska dla Polaków” chce przekształcić na obywateli drugiej klasy, chce nie dopuścić do korzystania z pełni praw konstytucyjnych. Ponieważ zaś Żydzi mieszkają w rozproszeniu po całym kraju, więc agitacja antysemicka czyni ich niejako naturalnym łącznikiem pomiędzy wszystkimi mniejszościami narodowymi i pozwala im odgrywać rolę ich organizatorów. W ten sposób i tu agitacja antysemicka nie tylko nie osiąga celu, który sobie wyznacza, ale, przeciwnie, wzmacnia stanowisko Żydów.

Żer dla reakcji

Bo też nacjonalistom polskim w gruncie rzeczy bynajmniej nie chodzi ani o osłabienie Żydów, ani o ten handel chrześcijański, którym się rzekomo opiekują. Gdyby tak pewnego pięknego dnia jakimś cudem wszyscy Żydzi, wraz ze wszystkimi sklepami żydowskimi znikli z powierzchni ziemi polskiej, nie byłoby ludzi nieszczęśliwszych nad obecnych zwolenników hasła „Polska dla Polaków”. Albowiem utraciliby oni wówczas najskuteczniejszy środek zdobywania sobie ciemnych zwolenników, pozbyliby się olbrzymiej części swoich wpływów.

Dla nich istnienie zaognionej kwestii żydowskiej i walk narodowościowych jest głównym źródłem siły. Dlatego to reakcja polska musi dbać o to, aby te kwestie nie były załatwione, gdyż to pozwoli jej długo jeszcze judzić obywateli jednego państwa przeciwko sobie wzajemnie i na tym budować swe wpływy i panowanie polityczne.

Toteż każdy, kto chce jak najprędzej wyzwolenia ludu pracującego, kto chce, aby życie Polski ułożyło się normalnie, musi z oburzeniem odrzucić hasło „Polska dla Polaków”, przeciwstawiając mu inne – jedynie słuszne sprawiedliwe:

Polska dla wszystkich obywateli Polski!

Maciej Pszczółkowski
__________________________
Powyższy tekst to cała broszura Leona Wasilewskiego, opublikowana pod pseudonimem Maciej Pszczółkowski w serii „Latarnia” pod red. posła PPS Kazimierza Czapińskiego, Nakładem Spółdzielni Księgarsko-Wydawniczej „Nowe Życie”, Warszawa czerwiec 1924. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Grafika wykorzystana w tekście pochodzi z PPS-owskiego pisma „Tydzień Robotnika”.

Warto zajrzeć także do działu Mniejszości narodowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *