Mojżesz Kaufman (Mojsie Mezryczer)

Początki roboty żydowskiej PPS

[1933]

Upływa już piętnasty rok od czasu naszego uwolnienia się od obcych władców, piętnaście lat już mija od czasu, gdy nasze odwieczne marzenie stało się rzeczywistością. Ciężka, ale bohaterska była walka bojowników o wolność Polski, tysiące z nich wyzionęło tęskniącego ducha na dalekim zimnym Sybirze, setki naszych najlepszych synów oddało życie z okrzykiem: „śmierć carowi, niech żyje wolna Polska”…

Naród polski spłaca dziś zarówno poległym, jak i przy życiu pozostałym bojownikom o wolność swój moralny dług. Byłoby jednak wielką niesprawiedliwością, gdyby w historii polskiego ruchu wolnościowego przemilczano o znacznym udziale w nim żydowskiego robotnika. Do złotej księgi historii muszą być wpisani wszyscy bohaterzy bez różnicy pochodzenia, i przyszłe pokolenia w Polsce muszą wiedzieć o pionierach, którzy na „żydowskiej ulicy” rzucali pierwsze ziarnka idei niezawisłej Polski. Przyszłe pokolenia w Polsce muszą wiedzieć, jaką rolę odegrali pepeesowcy-Żydzi, którzy walczyli i cierpieli dla wyzwolenia klasy robotniczej i Polski. Gdybyśmy dziś tego nie zrobili, pozostałoby to błędem, który nie mógłby już nigdy być naprawionym. Przyszły dziejopis, znając z historii znaczny udział żydowskiego robotnika w wszechświatowym ruchu wyzwoleńczym – z przemilczenia udziału tegoż robotnika żydowskiego w polskim ruchu wolnościowym mógłby wysnuć najfałszywsze wnioski, a do tego nie wolno dopuścić.

Ciężka i wielka jest odpowiedzialność piszącego historię, zwłaszcza nielegalnego ruchu. W ocalałym archiwum PPS znajduje się bardzo mała ilość wydawnictw żydowskich i w tej małej części wszystkie wypadki, które się odnoszą do żydowskich kół PPS, zostały tak skąpo zaznaczone, że mogą w najlepszym wypadku posłużyć zaledwie do chronologicznego ich ujęcia. Gdybym ongiś wiedział, że dożyję wyzwolenia Polski i że przypadnie mi zaszczyt skreślenia historii żydowskich robotników w PPS, wyryłbym głęboko każde zdarzenie w mej pamięci. Ale, chociaż trudno mi to będzie, postaram się postawione sobie zadanie z całą powagą wypełnić. Postaram się odświeżyć w mej pamięci piękne i wzniosłe postacie żydowskich rewolucjonistów w ich często heroicznej walce w szeregach PPS.

***

Było to przy końcu lat osiemdziesiątych. Na „żydowskiej ulicy” w Polsce panowała jeszcze dość znaczna ciemnota. Trzymano się wszystkimi siłami starego fanatyzmu, tysiącznymi zamkami zamknięto bramy getta, nie dawano przeniknąć nowym promieniom słonecznym, które się już w owym czasie przedarły z zachodniej Europy do klasy robotniczej. Sama praca była w żydowskim getcie uważana za hańbę. Ten nieliczny zastęp robotników, którzy wówczas znajdowali się w małych warsztatach, był uważany za najniższą warstwę społeczną. Oddanie dziecka do pracy lub wybranie dla córki męża robotnika było plamą w familii. Taka „zbrodnia” zdarzała się tylko w najuboższych żydowskich rodzinach.

W owym czasie utworzyła Gmina żydowska w Warszawie (przywódcy Gminy należeli do żydowsko-europejskiej inteligencji asymilatorskiej) pod przewodnictwem dr. Poznańskiego, przy ul. Przebieg – szkołę rzemieślniczą dla ubogich dzieci żydowskich. Szkoła ta posiadała trzy wydziały: rzeźbiarski, stolarski i ślusarski. Dr Poznański nie zadawalał się tylko fachowym wykwalifikowaniem żydowskich dzieci, chciał im także dać ogólne wykształcenie. O ile zauważył wśród swych uczniów kogoś zdolnego, już go nie opuszczał: albo sam go uczył, albo wynajdywał dla niego nauczyciela. A gdy spostrzegł, że ktoś z jego uczniów głoduje, nie uspakajał się, póki nie zaopatrzył go w miejsce, gdzie mógł się posilać. Do szkoły przybywali także uczniowie z prowincji, zwłaszcza z Litwy. Ci ostatni byli bardziej oświeceni od warszawskich swych kolegów, bo umieli czytać i pisać po rosyjsku. Jeden z litewsko-żydowskich uczniów, nazwiskiem Pasarewski, wysoki i zdrowy młodzieniec, który bardzo źle mówił po żydowsku, zapoznał się przypadkowo z niejakim Izydorem Fatersohnem, socjalistą, który należał był do Proletariatu. (W Proletarjacie byli dwaj bracia Fatersohn; był to młodszy). Fatersohn miał na Pasarewskiego taki wpływ, że ten ostatni zaczął szerzyć między kolegami swymi, uczniami szkoły Poznańskiego, ideały socjalistyczne. Do pierwszej grupy, która się utworzyła dzięki Pasarewskiemu, należeli: Szoul (Saul) Degenfisz –stolarz, Auerbach („Cham”) rzeźbiarz, Montlak – ślusarz, Bassei, Blumowicz, Dawid Perlmutter, Altglas Kadisz, Judka Kornblit („Ignac”) – rzeźbiarze, Rubinsztein („Michelson”) i Rubinsztejn („Kucze”). Pierwotnie działalność socjalistyczna między żydowskimi robotnikami nie zasadzała się na żadnym określonym programie politycznym jakiejkolwiek partii. Cała praca ograniczała się do spraw ekonomicznych i wytężała wszystkie siły, by uświadomić klasowo robotnika żydowskiego.

Wszyscy członkowie grupy umieli już czytać i pisać po polsku. Łączność ich z chrześcijańskimi socjalistami była utrzymywana przez młodego Fatersohna, który od czasu do czasu przynosił im do czytania nielegalną literaturę. Czytali to w ukryciu, w domu jednego z grupy. Najbardziej wykorzystywano mieszkanie młodego Szoula Degenfisza na Smoczej 30. Był on „najszczęśliwszy” ze wszystkich: nie miał ojca, a na matkę zawsze jest łatwiej wpłynąć. Było to w roku 1891. Polska praca socjalistyczna pociągnęła już za sobą wiele ofiar. „Proletariat” był złamany, niejeden rewolucjonista jęczał w X pawilonie, a setki na Sybirze. Rozpoczęły się strajki ekonomiczne. Polska klasa robotnicza zaczęła odczuwać przeszkodę w żydowskim robotniku. Podczas gdy robotnicy-chrześcijanie strajkowali, ten ostatni pracował. Zbliżyć się do żydowskich robotników było bardzo ciężko.

Jak chiński mur oddzielał język żydowskiego robotnika od polskiego. O przyjściu do żydowskiego robotnika i o przemówieniu do niego w jego języku mowy być nie mogło, żydowska inteligencja, która już wtedy należała do socjalistycznych kółek, nie znała żydowskiego języka. Polscy socjaliści uważali, ze tylko przez nauczenie żydowskiego robotnika polskiego języka uda się go wciągnąć do socjalistycznie myślącego świata (i tak sądziły także pierwsze żydowskie grupy). Częściowo mogło to być słuszne, ale tylko dla małej części bardziej wykształconych robotników żydowskich. Im język polski rzeczywiście otworzył bramy getta i wprowadził ich do świata europejskiej kultury. Ale dla wielkiej masy żydowskich robotników było to niemożliwe, do niej musiano przyjść z jej macierzystą mową, potwierdziło to się potem w zupełności przy ruchu masowym.

Socjaliści polscy, chcąc nawiązać kontakt z pracą żydowską, zwrócili się w owym czasie do jednego z członków warszawskiej organizacji, Kazimierza Róga („Mariana Antoniewicza”), z propozycją przejęcia żydowskiej grupy szkoły Poznańskiego. „Marian” chętnie na to przystał i prędko pozyskał zaufanie i sympatię żydowskiej grupy. Był on dla niej nie tylko nauczycielem, ale i przyjacielem; nawet rodzice członków grupy go lubili. Stosunek jego tak oddziałał na grupę, że jej członkowie z całym zapałem młodości rzucili się do pracy nielegalnej. W biały dzień rozdawali w żydowskiej dzielnicy proklamacje, organizowali na ulicy zgromadzenia.

„Marian” zapoznał grupę z zamieszkałą od dawna w Warszawie socjalistką Bruzel. Ponieważ posiadała ona obszerne mieszkanie na Kupieckiej 10, stało się ono wkrótce rodzinnym ogniskiem pierwszych żydowskich socjalistów w Warszawie. Odbywały się tam zgromadzenia, odczyty. Czasami bywali tam żydowscy pisarze, jak – I. Z. Perec, M. Spektor, Dawid Piński, którzy czytali przed pierwszymi żydowskimi socjalistami swe jeszcze niedrukowane dzieła.

Pierwsza żydowska grupa w Warszawie miała duże szczęście: wszyscy do niej należący byli zdolnymi chłopcami: Saul Degenfisz, Urbach („Cham”), Dawid Perlmuter („Lalka”), Kornblit („Ignac”) rzeźbiarz – byli kolumnami żydowskiej organizacji PPS do 1907 roku. O Saulu Degenfiszu, wybitnym mówcy, twierdzono, że gdyby był Francuzem, byłby drugim Jaurèsem.

Do drugiej grupy, która została zorganizowana dzięki pierwszej, należeli: Burgin („Gruby”) malarz, Natan Nadelman („Dziadek”), Sonia Dawidowska („żółta Sonia”), Judka Dawidowski („Judka Złotnik”), Salomon Rowiński („Fidler”), Naftal Szac („Ciapa”), Hersz Minoga, Hersz Kohn – kamasznicy i Chajka Minoga. Także druga grupa dała ruchowi ładny materiał ludzki. Po Saulu Degenfiszu, Burgin jest drugim ze względu na swe zdolności.

Kiedy powstaje PPS, zaczyna się w żydowskich grupach socjalistycznych wzmożona praca. Wstępują one do PPS za swym przywódcą „Marianem”. Wnikają one głęboko w masy, organizując całe fachy. Pierwsze ich wpływy odbiły się na robotnikach skrzyń, rzeźbiarzach, stolarzach, tokarzach. Dzięki temu, że Saul Degenfisz wciąga swego starszego brata, Srula, do koła socjalistycznego, otrzymuje się przez tego ostatniego stosunki z fabryką lamp Ejlszteina na Pawiej 44, a także z innymi podobnymi fabrykami. W tym samym roku dają już żydowscy pepeesowcy pierwszą ofiarę. Zostaje aresztowany i osadzony w X pawilonie młody kamasznik Salomon Rowiński (Fidler).

Położenie robotników było na ogół bardzo złe. Rząd carski starał się wszystkimi siłami nie dać w ogóle klasie robotniczej prowadzić jakiejkolwiek walki, nawet w dziedzinie ekonomicznej, zwłaszcza robotnikom polskim. Każda organizacja w Polsce przestraszała go, toteż usiłował jak najprędzej ją zgnębić. W jeszcze gorszych stosunkach był robotnik żydowski. Podczas gdy chrześcijańscy robotnicy pracowali 13-14 godzin dziennie, żydowscy musieli pracować po 15-16. Nawet w fabryce, gdzie pracowali Żydzi i chrześcijanie razem, jak np. u Ejlszteina, żydowscy robotnicy byli gorzej traktowani niż chrześcijańscy. Musieli dłużej pracować, nie otrzymywali regularnie, razem z chrześcijańskimi robotnikami, wynagrodzenia, rewidowano ich po pracy przed udaniem się do domu, wtedy gdy polscy robotnicy dawno już to wszystko zwalczyli. Żydowscy działacze partyjni zaczynają od organizowania robotników skrzyń i rzeźbiarzy, którzy żyli w niezwykle złych warunkach. Zwołują zebrania, dopóki im się nie udaje nakłonić te fachy do jawnego strajku z żądaniem 12-godzinnego dnia roboczego. I doprowadzają do zwycięstwa.

Po zakończeniu tych pierwszych strajków (w latach 1894-1895) powiększa się wpływ PPS na żydowską masę, która zaczyna intensywniej działać, i to nie tylko w Warszawie, ale i na prowincji, przede wszystkim w Białymstoku. W nr. 9 „Robotnika” z 15 sierpnia 1895 r. z Białegostoku piszą, co następuje: „…niejednolitość narodowości ogromnie utrudnia nam propagandę. Tak np. wśród Żydów wyjątkowo tylko spotykają się jednostki znające język polski. Pomimo to w ostatnich czasach nastąpiło zbliżenie nasze z Żydami i odtąd, być może stale, pójdzie już wspólna praca”.

W tym samym roku żydowska organizacja przeprowadza strajk u tokarzy, którzy dotychczas żyli w bardzo złych warunkach, pracując od 6 rano do późnego wieczora. Strajk przyniósł zwycięstwo. Od tego czasu zaczęli pracować normalnie, od 1 rano do 7 wieczorem, jak robotnicy chrześcijańscy.

Jednym z najgłówniejszych punktów, na które partia wówczas zwracała uwagę, był ten, aby znieść mur stojący pomiędzy żydowskim a chrześcijańskim robotnikiem. W tym celu partia postanowiła w tym samym roku urządzić demonstrację, jako znak zjednoczenia się żydowskiego i polskiego robotnika.

Termin demonstracji ustalono na Tisze-beow (dzień, w którym Żydzi opłakują zburzenie Jerozolimy). Punktem, gdzie mieli się spotkać, był Ogród Saski. Stamtąd ruszono przez Pragę do lasu, gdzie miało się odbyć zebranie. Na Targówku żydowscy robotnicy w długich kapotach weszli do chrześcijańskich sklepów, by kupić „kiszkę”, zaś chrześcijańscy robotnicy kupili chleb i inne artykuły (jak to było umówione) w sklepach żydowskich, Żydzi nieśli swobodnie zakupione mięso. Ludzie patrzyli na nich z podziwem: pierwszy raz w życiu widzieli chrześcijan i Żydów spacerujących razem, tym bardziej Żydów w długich kapotach.

Przybywszy nad rzekę, zastali już tam oczekujących ich chrześcijańskich robotników z tamtej okolicy, którzy serdecznie powitali żydowskich robotników i zapewnili ich, że tutaj nie powinni się nikogo obawiać, nikt im żadnej krzywdy nie zrobi. Już minął ten czas, kiedy Żydzi i chrześcijanie się nienawidzili, w walce o lepsze jutro potrzebne jest zjednoczenie proletariatu bez różnicy narodowości i wyznania. Chrześcijańscy robotnicy przenieśli na ramionach Żydów przez rzekę. W lesie rozsiedli się w takim porządku, że żyd siedział obok chrześcijanina. Chrześcijańscy towarzysze przemawiali o znaczeniu solidarności, spomiędzy żydowskich przemawiali: Saul Degenfisz, Dawid Perlmuter („Lalka”) i Judka Kornblit („Ignac-Sznycer”).

W drodze powrotnej niektórzy towarzysze, którzy wzięli udział w zebraniu, zostali zaaresztowani.

Demonstracja ta bardziej wpłynęła na Żydów w sprawie przyłączenia się do PPS niż wytężona agitacja i setki broszur.

Zysia Zaksberg, jeden z tych, którzy wzięli udział w owym zebraniu, opowiadał mi swoje wrażenia. „Kiedy się przyglądałem temu, jak chrześcijańscy i żydowscy robotnicy jedzą i piją razem, nazywają się wzajemnie towarzyszami, spoglądają sobie przyjaźnie w oczy, jak żydowscy młodzieńcy w długich kapotach tańczyli z chrześcijańskimi dziewczętami, to zapomniałem o rzeczywistym życiu. Zdawało mi się, że już nadszedł dzień, ten wielki dzień, który przepowiedział Prorok, dzień Mesjasza, kiedy zgoda panować będzie na całym świecie i lew będzie się pasł razem z owieczką”

PPS wraz z kierownikiem jej żydowskiej roboty „Marianem” zaczyna odczuwać, że jej wpływ na żydowską klasę robotniczą przerasta jej możliwości organizacyjne. Jak długo praca ograniczała się tylko do kilku grup i prowadzona była w języku polskim, można było działać, ale kiedy akcja stała się masową, musiano zacząć przemawiać do masy po żydowsku, bo trudno jest nauczyć ją tak prędko obcego języka. Zaczęto więc odczuwać potrzebę żydowskiego drukowanego słowa. „Marian” zwracał się do partii, aby wydawała żydowską literaturę, ale partia nie miała jeszcze możliwości spełnienia jego próśb. Gdy „Marian” dowodził, jak niezbędną jest żydowska literatura, odpowiadano mu: – posiadamy wielomilionową ubogą masę chłopską i nie mamy jeszcze możności jej zorganizowania, jakże więc możemy myśleć o żydowskiej literaturze?

„Marian” zwraca się do partii, aby mu dano kogoś do pomocy w akcji wśród Żydów. Podejmuje się z nim współpracować Aleksander Malinowski („Władek”). Tow. Malinowski, dzięki swemu oddaniu i dobremu stosunkowi do organizacji żydowskiej, zyskał prędko jej zaufanie i sympatię. W owym też czasie i Maks Horwitz, który przejął kierownictwo żydowskiej szkoły rzemieślniczej na Przebiegu, zaczął się stykać z żydowską działalnością partii, ale żydowscy robotnicy woleli raczej spotykać się z Malinowskim, chrześcijaninem, ze względu na zalety jego charakteru, niż z Żydem Horwitzem. Również towarzyszka Maria Paszkowska pomagała „Marianowi” w jego działalności wśród Żydów, ale zarówno „Marian”, jak i Malinowski, a także Paszkowska, mimo największych i najpiękniejszych zalet nie mogli zastąpić wielkiego braku literatury żydowskiej organizacji PPS.

W latach 1895-96 przybywa z Litwy do Warszawy nieco żydowskiej inteligencji i również część uświadomionych robotników. Przynoszą oni stamtąd ze sobą ideę utworzenia niezależnej partii żydowskiej. Myśl ta snuła się już dawno w mózgach Żydów należących do rosyjskiego obozu socjalno-demokratycznego. Ci ostatni, mając na Litwie dużo żydowskiej inteligencji, wydawali od czasu do czasu żydowskie broszury, które zaczęli teraz rozpowszechniać i w Warszawie. Rozpoczęła się tedy walka między żydowską organizacją PPS a żydowskimi socjalistami z Litwy, ale pepeesowcom brak było koniecznej w walce „amunicji”. Ponieważ w owym czasie nie było na ogół żydowskiej literatury i gazet, przeto każde wydawnictwo w tym języku miało większe znaczenie niż ustna agitacja pepeesowców-Żydów. W rezultacie socjaliści żydowscy z Litwy zaczęli się wdzierać, dzięki swej literaturze, do pepeesowskich grup i odrywać od nich ludzi, na których już dawno mieli wpływ. Wtedy powstała między żydowskimi grupami PPS myśl, że może byłaby możliwa wspólna praca z socjalistami żydowskimi z Litwy, w której jedni nie przeszkadzaliby drugim. Myślano także o umowie w sprawie otrzymywania od nich literatury żydowskiej. Niemożliwością było jednak porozumienie się z ich przedstawicielem w Warszawie, niejakim Dżonem Milem („Efraim”). Był to człowiek bardzo nerwowy, zły, nie wymówił nigdy dobrego słowa, zawsze się kłócił.

Socjaliści żydowscy z Litwy myśleli o zwalczaniu PPS i odpowiedzieli żydowskim członkom PPS, że ich partii w ogóle nie uznają. Ale ci ostatni nie dawali się im rozwinąć. Nerwowy przedstawiciel socjalistów żydowskich zdał na pewno relację swej centralnej grupie, znajdującej się w Wilnie, o stosunkach w Polsce i o tym, że z powodu istnienia żydowskich pepeesowców jest dla niego niemożliwością coś tu zdziałać. Tow. „Marian” otrzymuje wówczas od przedstawiciela żydowskich socjalistów na Litwie, Kremera, z którym zapoznał się przypadkowo w Warszawie, zaproszenie na konferencję do Wilna – dla omówienia działalności wśród Żydów w Polsce. „Marian” naradza się z żydowską organizacją partii; ta ostatnia każe mu jechać. Kiedy pytałem „Mariana”, czy tow. Malinowski wiedział o konferencji lub czy naradził się z kim innym z centrali partii, czy ma się tam udać, odpowiedział mi (obecnie), że tego nie pamięta.

Na konferencji Kremer „Marianowi” oświadczył, że od dawna istnieje już u nich mniemanie, iż należy utworzyć oddzielną partię żydowską, Żydzi w Rosji żyją w specyficznie złych warunkach, nie są równouprawnieni. Przede wszystkim należy więc wywalczyć równe prawa dla Żydów, a to może się stać tylko wtedy, gdy powstanie żydowska partia socjalistyczna. Partia powinna się nazywać „żydowski Bund robotniczy w Rosji i w Polsce”. A że w Rosji jest bardzo mało Żydów, zaś na Litwie, z powodu nierozwiniętego przemysłu, nie ma jeszcze licznych żydowskich robotników, jedynym miejscem, gdzie może i gdzie powinna być stworzona partia żydowska, jest Polska. Jak długo w Polsce będzie żydowska organizacja tkwić w PPS, nie widzi możliwości ugruntowania tej partii żydowskiej. Proponował więc „Marianowi” wystąpienie wraz ze wszystkimi członkami z PPS i wspólne utworzenie ogólnego żydowskiego „Bundu” robotniczego. Tow. „Marian” odpowiedział mu wtedy, że o wystąpieniu z PPS mowy być nie może i że jednocześnie z uwolnieniem narodu polskiego zostanie również uwolniony i naród żydowski.

Ponieważ Kremer nie chciał przyjąć propozycji „Mariana”, by socjaliści żydowscy z Litwy pomagali Żydom z PPS swoją literaturą, przy czym ta ostatnia nie przeszkadzałaby im w pracy – konferencja nie dała rezultatu. Marian powraca do Warszawy i zdaje sprawę z konferencji. Charakterystyczne jest, że na żydowskich grupach wszyscy, jak jeden mąż, uznali postępowanie „Mariana” za słuszne. Twierdzili: będziemy pracowali w najgorszych warunkach, a od PPS nie odejdziemy… Należy dodać, że gdyby PPS miała wówczas możność dostarczenia żydowskiej organizacji literatury żydowskiej w odpowiedniej ilości, nie byłoby w Polsce „Bundu”.

Żydowscy pepeesowcy pracują w najgorszych warunkach: wszystkimi siłami zatrzymują swe stare pozycje i tworzą wciąż nowe.

W r. 1896 w Warszawie, w dzielnicy zamieszkałej przez żydowską ludność robotniczą, rozpowszechniono odezwę CKR w żargonie i kilkadziesiąt egzemplarzy żargonowej broszury majowej („Robotnik” nr 16). Zjawienie się tych wydawnictw w języku żydowskim, drukowanych za granicą, wywołało wielkie wrażenie. Nie było fabryki czy warsztatu, w których by o tym nie mówiono. W rezultacie, jak pisze tenże „Robotnik”, w dniu 1 maja „Spośród robotników żydowskich najdzielniej spisali się rzeźbiarze, którzy, mimo że są rozrzuceni po małych warsztatach, świętowali prawie wszyscy (fach ten od roku prowadzi walkę o skrócenie dnia roboczego i zmniejszył sobie takowy po strajku u Kalmusa o godzinę); dalej świętowała garść kamaszników, robotników sztucznych kwiatów, kilku ślusarzy”.

Również i poza Królestwem wzmaga się wpływ żydowskiej roboty PPS. Wskazuje na to korespondencja „Robotnika” (nr 18 z listopada 1896 r.) z Białegostoku, gdzie w fabryce cygar Janowskiego zastrajkowały robotnice-Żydówki. Policmajster wezwał do siebie strajkujące kobiety i oświadczył im, że jeżeli nie stawią się z powrotem do pracy, pójdą do więzienia. Robotnice śmiało odpowiedziały, że wolą więzienie od pracy na dawnych warunkach. Fabrykant wezwał telegraficznie z Grodna naczelnego inspektora w nadziei, że ten ostatni najpewniej wpłynie na strajkujące. Jednak tak policmajster, jak i inspektor nic nie wskórali. Po dziesięciodniowym strajku musiał fabrykant się zgodzić na wszystkie żądania pracujących kobiet. Korespondencja z Białegostoku w nr. 23 „Robotnika” z czerwca 1897 donosi: „Po świętach wielkanocnych zastrajkowali u nas krawcy, żądając 12-godzinnego dnia roboczego z jednogodzinną przerwą na obiad oraz zniesienia płacy od sztuki. Majstrowie ostro się temu przeciwstawili, ale z powodu solidarnej postawy robotników musieli po tygodniowym strajku zadość uczynić ich żądaniom. Zastrajkowali także ślusarze – był to też u nich pierwszy strajk – i wywalczyli 13-godzinny dzień roboczy zamiast dawnego 15-godzinnego”.

Strajki te poruszyły wszystkich robotników Białegostoku i dodały otuchy także tkaczom, którzy solidarnie wystąpili z żądaniami lepszych warunków pracy. Drugiego dnia żydowskich Zielonych Świąt odbyło się w lesie zebranie wszystkich robotników, którzy wzięli udział w ostatnich strajkach. Było przeszło 1000 osób. Po wysłuchaniu mowy jednego towarzysza podzielono się na grupy fachowe dla omówienia, w jaki sposób polepszyć warunki pracy. „Zebranie to – pisze »Robotnik« – bardzo dobrze podziałało na ogół robotników, wyraziło się to zaraz następnego dnia, kiedy robotnicy damskiego obuwia i stolarze zażądali 12-godzinnego dnia roboczego: pierwsi zwyciężyli tego samego dnia, drudzy w liczbie 200 jeszcze strajkują”.

Stosunki PPS wśród masy żydowskiej Warszawy i Białegostoku rosną i utrwalają się, pomimo że partia nie posiadała jeszcze odpowiedniej literatury i posługiwała się tylko ustną agitacją [1].

Przy końcu 1896 r. – w grudniu – żydowscy esdecy z Litwy, którzy przed rokiem odrzucili projekt żydowskich pepeesowców współdziałania praktycznego wśród Żydów, zwrócili się do żydowskiej organizacji PPS z propozycją współpracy. Wniosek ten zyskał pewną sympatię u jeszcze mało dojrzałych politycznie towarzyszy, którzy znali tylko ekonomiczną stronę socjalizmu i, pragnąc dojść do porozumienia, żądali, aby obie organizacje odstąpiły nieco od swych politycznych programów. Bardziej zaś uświadomieni pepeesowcy, którzy już byli przekonani o niemożliwości jakiegokolwiek bądź sprzymierzenia się z powodu różnic programowych, protestowali energicznie przeciw łączeniu się z esdekami żydowskimi z Litwy.

W r. 1897 żydowska organizacja PPS posiadała już pokaźny zastęp działaczy robotników, jak „Saul” (świetny mówca), Burgin („Gruby”, zdolny organizator), Auerbach („Cham”), Dawid Perlmuter („Lalka”), Ignac Kornblit (rzeźbiarz), Blumowicz, Michelsohn i inni.

W tymże czasie zaczęto organizować cholewkarzy, którzy żyli wówczas w okropnych warunkach. Pracowali oni od samego rana do 10 wieczorem, a we czwartki nawet do 12, czasem zaś i całą noc. Zwoływano zebrania fachowe w lasach podmiejskich. Po kilkumiesięcznej agitacji zaczął się cały szereg strajków lokalnych (strajk ogólnofachowy był wtedy niemożliwy), które wszystkie bez wyjątku kończyły się zwycięstwem robotników.

Pierwsi wystąpili robotnicy z fabryki Baumfleka w liczbie 20 osób. Po tygodniowym strejku wywalczyli oni skrócenie dnia roboczego o półtorej godziny (przedtem pracowali od 6 rano do 8 wieczorem). Fabrykanci byli tym też zmuszeni przyjąć do pracy wydalonych robotników. Za przykładem tej grupy zastrajkowali też i robotnicy innych fabryk, a wszędzie zwyciężali. 7 lipca wydał Warszawski Komitet PPS odezwę w jęz. żydowskim, nawołującą kamaszników do strejku [2]. Odezwa ta wywarła olbrzymie wrażenie na wszystkich robotnikach, nawet nieuświadomionych, pracujących w mniejszych warsztatach. Od 9 do 20 lipca strajkowały już wszystkie warsztaty ze zwycięskim wynikiem. Tegoż roku wybuchł strajk piekarzy, który, dzięki świetnej organizacji, zakończył się zwycięstwem robotników.

Prócz tych dwóch większych strajków, w lipcu wybuchły jeszcze strajki w fachu krawieckim, kotlarskim, mosiężniczym, włókienniczym, tokarskim, szewskim i kwiaciarskim, które się wszędzie kończyły zwycięstwem robotników. Oto jak „Robotnik” z 1 X 1897 wita działalność organizacji żydowskiej: „Osławiony wyzysk i przeciążenie pracą w warsztatach żydowskich wkrótce należeć będą już tylko do przeszłości, robotnicy bowiem żydowscy coraz liczniej stają do walki o polepszenie warunków pracy i, jak tego dali świeże dowody, potrafią ukrócić zapędy swych wyzyskiwaczy. Z tym większą radością notujemy tu przejawy tej walki, że towarzysze żydowscy należycie zrozumieli wspólność swej pracy ze sprawą robotników chrześcijańskich i dziś stoją już w jednych z nami szeregach partyjnych. Wśród wyzyskiwanych i ciemiężonych nie ma miejsca na głupie przesądy i nienawiści rasowe i każdy świadomy robotnik jest nam równie drogim towarzyszem, zasługującym na nasz szacunek i naszą pomoc. Toteż witamy tutaj naszych towarzyszy żydowskich jako braci w walce, przekonani, że nic już nie zachwieje naszą jednością partyjną, opartą na zrozumieniu jedności swych interesów i celów”.

Przy takiej rozgałęzionej działalności tym dotkliwiej dawał się odczuwać brak żydowskiej literatury uświadamiającej. W końcu żydowska organizacja PPS porozumiała się z żydowską organizacją SD z Litwy na następujących warunkach: każda z organizacji pozostaje przy swoim programie politycznym, a żydowscy esdecy zobowiązują się pomagać pepeesowcom swoją literaturą. Lecz ten nienormalny sojusz nie utrzymał się długo. Już w pierwszym numerze organu żydowskiej SD „Der Jidiszer Arbeiter”, który się ukazał we Lwowie 1898 r., była zamieszczona korespondencja z Warszawy, w której esdecy napadają na żydowską inteligencję PPS. Treść jej była mniej więcej następująca: Dopóki do Warszawy nie przyjechała grupa litewska żydowskich socjalistów, było między Żydami warszawskimi cicho i pusto, żydowska inteligencja PPS nie tylko nie chciała słyszeć o żydowskich masach, lecz nawet wyparła się swego języka, uznając polski za swój rodowity, a agitację socjalistyczną prowadzi w języku polskim, wyłącznie wśród robotników chrześcijańskich. Pewnego pięknego poranka do Warszawy przyjechała grupa żydowskich socjaldemokratów z Wilna i rozpowszechniła wśród żydowskich robotników broszurę „Lang un mager” Broszura ta zrobiła piorunujące wrażenie. Wszędzie zaczęto mówić o kasach, związkach itd.

W sprawie tej pisze korespondent „Przedświtu” (nr 8 z 1898 str. 21-22) „Żyd”, co następuje:

„Zbytecznym chyba byłoby dowodzenie, żeśmy się ogromnie zdziwili, przeczytawszy podobne bajdy. A już zarzuty czynione inteligencji żydowskiej wywołały wprost oburzenie. Fakt, że inteligencja, biorąca udział w ruchu robotniczym polskim, nie oderwała się bynajmniej od proletariatu żydowskiego, był wszystkim znany. Co do żargonu, to my, Żydzi polscy, uznając konieczność jego przy agitacji wśród mas, uważamy jednak za niezbędne wprowadzenie języka polskiego do propagandy w jak najszerszym tego słowa znaczeniu tam, gdzie chodzi o wyrobienie inteligencji robotniczej. Wymaga tego już potrzeba łączności Żydów i towarzyszami chrześcijanami w życiu codziennym.

Z korespondencji tej przebijała złość do inteligentów-Żydów w PPS za to, że ci nie dali się przekonać o słuszności konstytucyjnego programu owych »socjaldemokratów«.

Ażeby jednak nie dać im powodu do twierdzenia, że to my nie możemy wytrwać w związku, woleliśmy zapomnieć tej urazy w nadziei, że dalsza praca wspólna wytworzy grunt do zupełnego porozumienia się programowego. Nadzieje te jednak nie ziściły się, gdyż przeciwnicy nasi, zrozumiawszy, że przekonań naszych nie sprzedamy za soczewicę literatury litewsko-żargonowej, chwycili się środków gwałtownych. Poczęli w najohydniejszy sposób szkalować PPS i wśród proletariatu żydowskiego, i w Rosji, i za granicą nawet. Przezywali ją czysto patriotyczną, taką, która dla masy nic nie robiła i nigdy nic robić nie będzie.

Nic to jednak nie pomogło i ruch kierowany przez PPS wzrasta nieustannie. Najświeższy dowód tego mamy w wystąpieniu majowym tego roku kilkuset uświadomionych robotników, którzy manifestowali solidarnie z proletariatem chrześcijańskim.

Na zakończenie warto wspomnieć o tegorocznej proklamacji majowej tzw. »Arbeiter-bundu«, rozszerzonej i w Królestwie. W odezwie tej jest ustęp: »Towarzysze, wzywamy Was do obchodzenia święta majowego, które przypada 19 kwietnia w Rosji, a 1 maja za granicą«. Panowie ci, jak widać, są solidarni z proletariatem całego świata z wyjątkiem Polski. Drobny to fakt, ale charakterystyczny”.

Oczywiście, że sztuczny sojusz między pepeesowcami żydowskimi a socjalnymi demokratami żydowskimi na Litwie (którzy w międzyczasie utworzyli „Ogólnożydowski związek robotniczy w Rosji i w Polsce” – „Bund”) po tym wszystkim musiał się rozlecieć.

W końcu kwietnia 1898 r. zostaje aresztowany tow. Róg („Marian”). Po 4 miesiącach zwolniono go z Cytadeli za kaucją z powodu nadwątlonego zdrowia. Po krótkim czasie dowiaduje się, że policja wileńska poszukuje go jako „Mariana”. Skąd policja wileńska dowiedziała się o jego pseudonimie, nie wiadomo, gdyż tylko jedna osoba znała go w Wilnie. Rok jeszcze silnie śledzony, pozostaje w Warszawie, w oczekiwaniu na wyrok. W trakcie tego popada w ciężką chorobę. Ostrzeżony przez tow. Marię Paszkowską, iż ma być ponownie aresztowany na skutek „wsypy” jednego z więźniów – uchodzi potajemnie do Galicji. I na tym kończy się rola i owocna praca tow. „Mariana” w żydowskiej organizacji PPS.

IV zjazd PPS odbyty w końcu 1897 r. zajął się sprawą ruchu socjalistycznego wśród Żydów, ustalając stanowisko zasadnicze partii w tej sprawie. Zjazd omawiał sprawę wydawania za granicą nieperiodycznego pisemka robotniczego i broszur w języku żydowskim, czyniąc to zależnym od wynalezienia odpowiednich sił literackich. Jednocześnie zjazd powziął uchwałę w sprawie stosunku do „Bundu”, która brzmi:

„Zważywszy, że proletariat żydowski może mieć zadania tylko wspólne z proletariatem narodu, wśród którego zamieszkuje;

Zważywszy, że dotychczasowa działalność grup żydowskich, występujących obecnie pod nazwą: »Wszechżydowski związek robotniczy w Rosji i Polsce«, nosi szkodliwe dla ruchu cechy odrębności organizacyjnej i programowej, co stawia je nieraz na stanowisku względem nas wrogim;

Zjazd uznaje kierunek polityki tego Związku za fałszywy, jako polegający na wyrzeczeniu się solidarności z proletariatem polskim i litewskim w jego walce o wyzwolenie się spod panowania najazdu rosyjskiego”.

W grudniu 1898 r. zjawia się nr 1 żydowskiego organu PPS „Der Arbejter”, drukowany w Londynie [3], a gorąco powitany przez żydowską organizację PPS. Jednocześnie PPS rozpowszechnia wśród masy żydowskiej coraz więcej odezw drukowanych w języku żydowskim w kraju oraz wydawnictwa broszurowe amerykańskie, dostarczone przez specjalną organizację „Żydowska Poczta Socjalistyczna w Ameryce do Polski”, założoną w Nowym Jorku przez emigrantów-Żydów z Królestwa. Niebawem PPS przystępuje do wydawania własnych broszur w języku żydowskim, przeważnie tłumaczeń czy przeróbek z polskiego.

Korespondencje w „Arbejterze” świadczą o rozrastaniu się stosunków PPS wśród robotników żydowskich i poza Królestwem, już nie tylko w Białymstoku, ale również w Grodnie i Wilnie. Niestety, partia z powodu braku żydowskich sił literackich dość długo nie mogła organu tego wydawać regularnie.

Rok 1899 rozpoczyna się strajkami i kończy się wielkimi aresztowaniami. Zastrajkowało 200 tokarzy, żądając 10 godzin pracy, i po czterech tygodniach osiągają zupełne zwycięstwo. Rzeźbiarze po 2 tygodniach strajku również wygrali dziesięciogodzinny dzień pracy. W czerwcu odbywa się strajk u kamaszników. Partia wydaje żydowską odezwę ze wskazówkami, jak należy prowadzić strajk, ażeby osiągnąć zwycięstwo. Strajkują mniejsze rzemiosła i małe fabryki. Dzięki solidarności i dobrej organizacji wszystkie strajki kończą się zupełnym zwycięstwem.

Po zakończeniu tych wielkich strajków żydowska organizacja PPS chciała zwołać wielkie zebranie wszystkich, którzy brali udział w akcji strajkowej, i w tym celu odnajęła dużą salę ślubną na Pawiej 38, niby na zaręczyny. Miało się to odbyć w ostatnich dniach lipca. Narzeczonym miał być Mendel Rubinsztein („Michelsohn”), narzeczoną Liba Bruzel. Uzyskano od policji pozwolenie na te zaręczyny. Zaproszono także dwóch znanych literatów żydowskich, Pereca i Spektora (byli oni wówczas sympatykami żydowskiego ruchu socjalistycznego). W umówiony wieczór, kiedy goście się zeszli, zastali ładnie nakryte stoły, bogato urządzony bufet, przy którym się krzątały trzy siostry Kosowicz. W napełnionej sali, w obecności kilkuset osób (dużo musiało odejść, gdyż zabrakło miejsca) „narzeczony” Rubinsztein odczytał referat, po nim literaci odczytali swoje, jeszcze nie drukowane, prace, odpowiadające tym socjalistycznym „zaręczynom”: Perec czytał swoją „Miotłę”, Spektor – „Strajk u pętaków”. Była także część koncertowa, deklamacje, śpiewy i gry.

Zebranie to poruszyło całą żydowską ludność robotniczą. Policja dowiedziała się o całej kombinacji i wkrótce potem aresztowała Pereca i Spektora. Zaczęto szpiegować mieszkanie rodziny Bruzel. Jej członkowie musieli z tego powodu opuścić Warszawę i przenieść się do Jabłonny. Poszukiwano wszystkie znane osoby z organizacji i w końcu września Saul Degenfisz i Burgin („der Grober”) musieli wyjechać za granicę. W mieszkaniu Auerbacha („Cham”) Nowolipie 50 został aresztowany Kornblit („Ignac Sznycer”); sam Auerbach ocalał, bo go wtedy w domu nie było. W końcu października aresztowano trzy siostry Kosowicz: Reginę, Różę i Sonię, która miała wtedy 14 lat, a później była znaną działaczką w partii, Frumę Bruzel, Libę Bruzel, brata – Pajsacha Bruzel, Hersza Goldfanda, Mendla Rubinszteina („Michelsohna” – „narzeczonego”), Naftala Szaca, Dawida Antokolskiego, Józefa Lagona i Józefa Basmana, Jankla Talmana i Funka. 21 grudnia w nocy zostają aresztowani: Horwitz, Dawidowiczówna, Alter Głaz, Srul Degenfisz (brat Saula), Openheim, Unszlichtówna i Wolfówna, Dawid Perlmuter. Auerbach wyjeżdża do Białegostoku, lecz tam aresztowany, zostaje zesłany na Sybir. Te aresztowania zadały poważny cios organizacji żydowskiej PPS. Zaczęto się nad nimi zastanawiać. Niektórzy przypuszczali, że to dzieło prowokatora, i zaczęto podejrzewać jednego z najbardziej czynnych członków organizacji, ale jak się okazało później, żadnej prowokacji nie było. Gdyby w szeregach organizacji znajdował się prowokator, policja aresztowałaby całe zebranie, gdzie mogła znaleźć wszystkich przedstawicieli żydowskiej organizacji PPS. A że aresztowania rozpoczęły się dopiero w kilka tygodni później i nie wśród przedstawicieli organizacji, jest to najlepszy dowód, że prowokacji nie było i że policja carska nie znała stanu organizacji żydowskiej PPS.

Mojżesz Kaufman (Mojsie Mezryczer)
_________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Niepodległość – czasopismo poświęcone dziejom polskich walk wyzwoleńczych w dobie popowstaniowej” – tom VII, zeszyt 2 (16) 1933, styczeń – czerwiec 1933 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Przypisy:

[1]: Planowano przekształcenie wychodzącego we Lwowie „Arbeitera” na organ, który by obsługiwał i zabór rosyjski, ale plany te nie doszły do skutku. Redagowanego przez J. Frenkla „Arbeitera” rozpowszechniono w niewielkiej ilości egzemplarzy wśród wybitniejszych członków PPS Żydów.

[2]: Zaznaczyć należy, że ta pierwsza żydowska proklamacja drukowana w kraju była składana w drukarni „Robotnika”, zaopatrzonej już w czcionki żydowskie. Ponieważ w drukarni nie było zecera znającego język żydowski, postawiono przy każdej literze numer i według tego zecer wiedział, jak zestawić czcionki.

[3]: Od nr. 6 przeniesiony do tajnej drukarni krajowej, skąd wychodził aż do rozłamu w PPS w r. 1906.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *