„Prawo Ludu”

Pierwsze przemówienie posła socjalistycznego w sejmie

[1907]

Na środowym posiedzeniu sejmu, z okazji omawiania sprawy wyniszczenia lasów w kraju wskutek rabunkowej gospodarki szlachty – przemawiał po raz pierwszy w sejmie socjalny demokrata!

Chodziło mianowicie o to, aby sejm osobną uchwałą wezwał rząd do założenia publicznych składów drzewa i do zakupywania większych obszarów w kraju, które by oddał w zarząd krajowy. Po przemówieniach Kozłowskiego, Cieńskiego, Stapińskiego, motywował poseł Huryk swoją rezolucję, aby do wszelakich zdobyczy na tym polu dopuszczono w pierwszym rzędzie spółki włościańskie i gminy. Przez cały czas tych mów panowała na sali zabójcza obojętność, ostatniego mówcy słuchało zaledwie 56 posłów. Naraz usłyszano głos marszałka Badeniego:

„Poseł Szmigielski ma głos!”.

Ruch zapanował na sali. Co tylko było obecne, zbiegło się do tego miejsca, z którego przemawiał pierwszy socjalny demokrata tow. Szmigielski. Jedni drugim dają znaki, ktoś wybiegł na korytarz i puścił między bawiących się swobodnie wielmożów wiadomość: „Szmigielski mówi!”. Owego „czerwonego wilka”, jak tow. Szmigielskiego ochrzcił jeden z Podolaków – ciekawi byli wszyscy słuchać. Zerwali się więc i ci, co na aksamitnych kanapach palili cygara, i ci, co pokrzepiali się winem po męczących nudach, i ci, co w czytelni przerzucali dzienniki. Koło tow. Szmigielskiego zebrał się tłum osób. Około 100 posłów przysłuchiwało się tej mowie!

Tow. Szmigielski przemawiał głosem czystym, pięknie brzmiącym po sali, dość donośnym, aby go można było słyszeć w najbardziej oddalonych kątach. Mówił płynnie, swobodnie, jakkolwiek to był pierwszy jego występ, bez żadnego przygotowania, przypadkowo. Posłowi zbaraskiemu chodziło o to, by wskazać na wyjątkowo uciążliwe stosunki, panujące we wsiach podolskich pod względem zaopatrzenia w budulec i opał, mówił więc:

Mowa posła tow. Szmigielskiego.

Wyniszczenie lasów, jakie w ostatnich czasach przybrało tak olbrzymie rozmiary, odczuł dotkliwie lud nawet już w tych stronach, gdzie lasy dotąd jeszcze zajmują stosunkowo wielkie obszary. Cóż dopiero mówić o takich stronach jak Podole, gdzie lasy są rzadkością, a i te w ostatnich latach całkiem znikają wskutek wyrębywania i karczowania. Na przykład w zbaraskim powiecie na parę tysięcy morgów lasu przed kilku laty, teraz już co najmniej połowę wykarczowano i obrócono na uprawne pola. Ludność tamtejsza musi drożej opłacać teraz chrust, używany przed kilku laty na tarasowanie jam na drogach – jak gdzie indziej płaci za drzewo sągowe. Fura takiego chrustu dochodzi do ceny 12-14 i więcej koron, a o budulcowym drzewie i mowy nie może być. Na Podolu budynki budują z samej gliny, a dach tylko z cienkich belek i krokwi jodłowych kosztuje paręset koron. Biedacy, o dwóch, trzech morgach, chcąc mieć mieszkanie o jednej izbie, muszą sprzedawać rolę, ażeby się móc pobudować. W urodzajne lata palą słomą, ale w takich, jak np. tamtego i bieżącego roku, kiedy z powodu klęsk elementarnych zabrakło nawet słomy, lud musi i w najsroższe mrozy tulić się w nieogrzanych chatach, a szczególnie biedactwo, pozbawione w zimie jakichkolwiek zarobków, całymi dniami, z drobną dziatwą, przy braku odzieży i przykrycia, kuli się wśród szronem obmarzłych ścian swych nędznych izdebek.

A gdy taki przeziębły nędzarz uda się do tych szczątków lasów, aby uzbierać suchych prętów, nie większych i nie grubszych od słomy, za to oddają go do sądów i zasądzają bardzo ostre kary.

A i zamożniejsi wieśniacy, z powodu nieurodzaju wypaliwszy skąpe resztki słomy, muszą wyprzedawać bydło za bezcen i ograniczać swe gospodarstwo do jednej lub dwu sztuk bydła, którego z powodu braku paszy, zawartej jedynie w słomie, wyżywić nie mogą. Z tej przyczyny i grunta ich jałowieją, bo brak bydła i słomy powoduje brak nawozu potrzebnego dla ulepszenia ich pól. Kierując się zasadą, że reprezentacja sejmowa powinna czuwać nad potrzebami wszystkiej ludności w całym kraju, powinna przychodzić zawsze z pomocą tam, gdzie te potrzeby najbardziej są niezbędne i konieczne, przeto stawiam dodatkową rezolucję:

„Wysoki sejm wzywa rząd, ażeby ten przede wszystkim na Podolu urządził jak najliczniejsze składy drzewa tak opałowego, jak i budowlanego i tym przyszedł w niezbędną pomoc cierpiącej ludności”.

Kiedy tow. Szmigielski skończył, nie odezwał się oczywiście ani jeden oklask, bo jakżeby! Ale za to między posłami powstał głośny szmer uwag i zdziwień nad rzeczowym, dobitnym a swobodnym przemówieniem chłopa-socjalisty. Poznali, że do sejmu wszedł reprezentant uświadomionego ludu, którego nie będzie można z lekceważeniem, jak przypuszczali, traktować. Z min ich i półsłówek, którymi omawiali jego wystąpienie, znać było, że ten czerwony chłop im zaimponował.

Sprawozdawca komisji gospodarstwa krajowego, Podolak Garapich, w swym przemówieniu, oceniając dodatkowe rezolucje posłów, zmuszony był oświadczyć się za rezolucją tow. Szmigielskiego i przyznać, że tow. Szmigielski „bardzo dokładnie i z wielką znajomością przedmiotu przedstawił prawdziwą nędzę, jaka zagraża ludności na Podolu”.

W głosowaniu wniosek Huryka został odrzucony – oświadczyli się za nim tylko ludowcy, Rusini, centrum i lewica.

Rezolucję posła Szmigielskiego przyjęto olbrzymią większością!

Tak więc po raz pierwszy w sali sejmowej rozległy się dźwięki socjalistycznej mowy! Czerwona fala i tam się już zwycięsko wdarła! Biada stańczykom i wszelakiej szlagonerii!

_____________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Prawo Ludu. Organ Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej” nr 39, 27 września 1907 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 
Andrij (Andruch) Szmigielski pochodził z chłopskiej rodziny, był jednym ze współtwórców ruchu socjalistycznego na Ukrainie, należał do liderów Ukraińskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, specjalizował się w pracy agitacyjno-organizacyjnej wśród ludności wiejskiej. W roku 1907 został wybrany jako jedyny socjalista do Sejmu Krajowego Galicji.

„Prawo Ludu” było czasopismem wydawanym w Krakowie przez Polską Partię Socjalno-Demokratyczną od roku 1896 – początkowo nieregularnie, później jako dwutygodnik i tygodnik. Z założenia skierowane było do ludności wiejskiej (do mieszkańców miast skierowany był „Naprzód”), jednak cieszyło się sporą popularnością – z powodu swego prostego języka i przystępnej formy – także wśród mieszkańców niewielkich miejscowości oraz wśród gorzej wykwalifikowanych środowisk proletariackich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *