Halina Krahelska

O rzeczywistą ochronę pracy kobiet

[1932]

Chcąc odpowiedzieć na pytania, co należy uczynić, ażeby zapewnić kobiecie pracującej rzeczywistą, nie papierową ochronę jej pracy, należy sobie zdać sprawę przede wszystkim z tego, jakie czynniki uczestniczyć mogą skutecznie w tej ochronie, kogo należy tu do współpracy powołać.

Najbliżej robotnika z natury rzeczy może i powinna stanąć organizacja zawodowa, broniąca jego interesów. Jakkolwiek w poprzednich rozdziałach wykazaliśmy, że kobiety pracujące słabo uczestniczą w ruchu zawodowym, że niekiedy nawet w samych organizacjach zawodowych nie ma dość zrozumienia dla zagadnień pracy kobiet, dla konieczności ich zrzeszenia, ich współudziału z mężczyznami w walce o lepszy byt, tym niemniej twierdzimy stanowczo, że rękojmi rzetelnej, rzeczywistej obrony praw i interesów robotnika można się spodziewać jedynie od organizacji zawodowych robotniczych. Rzecz jest całkiem jasną: organizacja zawodowa, o ile jest żywą, czynną, przejętą swymi zadaniami, ma do czynienia z robotnikiem co dnia; żadna jego troska nie może być dla niej zbyt nuda, żadna z jego potrzeb rzeczywistych wewnątrz organizacji zawodowej nie może być lekceważona.

Przede wszystkim organizacji zawodowa robotnicza jest placówką najdokładniejszej znajomości warunków pracy: zwycięstwa i przegrane w walce o zarobki, cały przebieg nieraz długich i bolesnych zatargów strajkowych, układanie i przeprowadzanie umów zbiorowych, codzienne wystąpienia o utrzymanie stawek w okresach bezrobocia, o urlopy, uznanie przedstawicielstwa robotniczego itd., itd. – wszystko to rozgrywa się w obrębie organizacji zawodowej. W urzędzie, który ma go bronić, robotnik nie zawsze wypowie całą prawdę: może się obawiać, może nie mieć dostatecznego zaufania, może mieć zbyt mało wiary w umiejętność i możność pomocy. Powszechnie znany jest inspekcji pracy w każdym kraju fakt, że najczęściej dopiero robotnik już zwolniony zwraca się do urzędu dochodzić swych praw [1]. Natomiast w związku zawodowym podnosi swe bolączki, wytacza swe żale w okresie trwającej, często niezagrożonej nawet umowy o pracę. Niestety nasze związki zawodowe skąpo udzielają społeczeństwu tej swojej wiedzy o stosunkach i warunkach pracy wewnątrz fabryk: mamy w Polsce zaledwie parę przyczynków, które zawierają opracowanie materiałów w tej sprawie, zebranych bezpośrednio przez związki zawodowe.

Natomiast w piśmiennictwie robotniczym zawodowym innych krajów znajdujemy istne skarbnice wiedzy o warunkach pracy robotnika w przemyśle. Wyróżniają się tu zwłaszcza wydawnictwa niemieckich klasowych związków zawodowych. Jeżeli chodzi w szczególności o piśmiennictwo w sprawie pracy kobiet, to pokaźną część materiałów i wiadomości, które przytaczaliśmy w poprzednich rozdziałach niniejszego przyczynku, zebrały właśnie organizacje zawodowe: z pobudki niektórych związków zawodowych przeprowadzono bardzo rozlegle badania w sprawie szkodliwości pracy, ujmując zagadnienie nie tylko pod kątem skutków fizycznych, które wynikają z niehigienicznych warunków, z nieodpowiedniej postawy przy pracy, z nadmiernego wysiłku mięśni, ale również pod kątem następstw obciążenia psychiki, tj. zmian, które pod wpływem wysiłku powstają w psychice robotnicy [2].

Wskazując na badawcze prace związków zawodowych w sprawie warunków pracy w zakładach przemysłowych, pragniemy dać wyraz przeświadczeniu, że udział związków zawodowych robotniczych i w ogóle przedstawicielstwa robotniczego w instytucji czuwającej nad przestrzeganiem ustaw w zakresie ochrony pracy, zaważyłby bardzo korzystnie na urzeczywistnieniu ochrony pracy robotnicy, odświeżyłby i pozbawił biurokratyzmu urzędy ochrony pracy, usprawniłby ich działalność chociażby już przez to samo, że zwiększyłby wielokrotnie możność wnikania tych urzędów we wszystkie istotnie ważne kwestie.

Zwłaszcza potrzebna tu jest legalizacja przedstawicielstwa robotniczego w obrębie samych warsztatów pracy (na wzór niemieckiej i austriackiej ustawy o radach fabrycznych): im szersze będą pełnomocnictwa takiego przedstawicielstwa, tym skuteczniej zdoła wkraczać w dziedzinę ochrony pracy kobiet.

Następnie konieczna jest rozbudowa inspekcji: można by jej dokonać w drodze powołania asystentów i asystentek z łona robotniczych związków zawodowych, wzorem innych państw zachodnioeuropejskich, zgodnie zresztą z przepisami rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej o Inspekcji Pracy [3]. Musimy tu jednak zaznaczyć, że dla sprawy odświeżenia i ożywienia naszego urzędu ochrony pracy instytucja asystentów w granicach przewidzianych w obowiązującej obecnie ustawie – istotnego znaczenia nie posiada. W myśl ustawy, asystenci są niepełnoprawnymi urzędnikami inspekcji, albowiem jak widać z brzmienia przedostatniego ustępu art. 18 ustawy, są na zawsze przeznaczeni do wykonywania podrzędnych czynności inspekcyjnych: asystent inspekcyjny nie miałby, jak inspektor, wstępu wolnego do zakładu pracy, miałby go jedynie „na mocy specjalnego w każdym wypadku polecenia inspektora pracy”, a i wówczas nie przysługiwałoby mu prawo w zastępstwie inspektora „sporządzania protokołów, wydawania nakazów i orzeczeń”. Byliby więc to urzędnicy z reguły niższych stopni, o zakresie pełnomocnictw z góry ograniczonym; tymczasem na zasadzie art. 22 np. byliby na równi z inspektorami obowiązani, nawet po opuszczeniu stanowiska (sic!) „dochowywać ścisłej tajemnicy co do spraw, które stanowią tajemnicę techniczną lub handlową przedsiębiorstwa [4], a w razie naruszenia tego przepisu – mieliby odpowiadać za to zgodnie z przepisami art. 28 tegoż rozporządzenia [5]. Gdy na całym świecie inspektorzy pracy nie celują jeszcze dziś, niestety, w odwadze cywilnej i niezależności opinii wobec przewagi wpływów przemysłowców, można się obawiać, że ci niżsi zahukani urzędnicy inspekcji ze środowiska robotniczego, wciśnięci w biurokratyczne rygory i metody pracy, przyswoiliby sobie z łatwością właśnie te ujemne rysy psychiki urzędnika.

Jesteśmy zwolennikami innych dróg rozwoju, odświeżenia i wzmocnienia inspekcji pracy przez czynniki pochodzące ze środowiska robotniczego: przyciągnięcie organizacji robotniczych do dobrowolnej, niepłatnej współpracy w charakterze służby społecznej, wzorem wiedeńskich jugendhelferów, „dobrowolnych pomocników inspektorów”, dałoby niezrównanie lepsze wyniki. Dobrowolni asystenci nie zostaliby niższymi podrzędnymi urzędnikami inspekcji, tylko uczestniczyliby w nadzorze nad warunkami pracy w charakterze pełnoprawnych obywateli państwa, powołanych do współdziałania z organami władzy państwowej w tej dziedzinie. Skutki takiego wzmocnienia inspekcji nie kazałyby na siebie długo czekać. Na poparcie słuszności naszych twierdzeń ważkich dowodów wiadomości o wielce dodatniej roli, którą w dziedzinie ochrony pracy w Anglii i w Niemczech spełniają inspektorki powoływane ze środowiska robotniczego.

Przechodzimy z kolei do omówienia inspekcji pracy, jako państwowego aparatu ochrony praw, zdrowia i bezpieczeństwa robotnika przy pracy.

Tu ograniczymy się do wypowiedzenia tylko kilku krótkich uwag o tym, jakie są zasadnicze braki w inspekcjach pracy omawianych tu państw i w jakim kierunku powinno by się inspekcje przekształcać poza wysuniętym już żądaniem jej ożywienia przez dopływ czynników społecznych ze środowiska robotniczego. Inspekcja pracy, jako część administracji państwowej, narażona jest na równi z pozostałymi organami władzy państwowej, na niebezpieczeństwo stopniowego biurokratyzowania się, zastygania w nieruchomych, martwiejących formach organizacji i urzędowania; jak każdy aparat biurokratyczny, zdradza dążność do mechanizowania swych czynności, sprowadzając je do szablonu, coraz bardziej rutynizując je i pozbawiając czynników ruchu i twórczości. W pewnej mierze jest to bodaj zło nieuniknione w każdym urzędzie. Należy wszakże pamiętać, że inspekcja jest jednym z tych urzędów, dla których wpływy biurokratyzacji są szczególnie zabójcze. Urząd powołany do obrony praw, życia, bezpieczeństwa i zdrowia człowieka wykonującego pracę wytwórczą, wówczas tylko zdoła sprostać swoim zadaniom, jeśli potrafi stać się czujną strażą przy człowieku pracy, dostrzegając każde grożące mu niebezpieczeństwo, zapobiegając krzywdom, biorąc go w obronę przed wszelkim bezprawnym ograniczeniem jego w prawach, przyznanych mu przez państwo. Stąd wynika konieczność ciągłego czuwania, ciągłej ruchliwości, wrażliwości, ogromnej sprawności inspektorów pracy, ponadto zaś głębokiego rozumienia samej istoty zagadnień pracy, oraz umiejętności właściwego działania. Wszystkie te cechy, tak nieodzownie potrzebne inspekcji, są sprzeczne z biurokratyzmem. Nie ulega przeto dla nas wątpliwości, że istotną naprawą obecnych stosunków w inspekcji będzie dopiero wprowadzenie do jej składu czynników społecznych ze środowiska robotniczego. Należy bowiem pamiętać, że inspektorzy pracy wykonują swoje czynności zawsze w zupełnie wyjątkowych warunkach: mianowicie wszystkie ich wystąpienia wkraczają w dziedzinę zasadniczych a bardzo jaskrawych przeciwieństw pomiędzy zainteresowanymi stronami, którymi są dwie różne klasy społeczne. Tymczasem większość inspektorów pracy we wszystkich państwach ma nastawienie w kierunku wyraźnego przeceniania roli i znaczenia interesów kapitału w gospodarstwie społecznym. Utożsamianie powodzeń lub niepowodzeń kapitału z powodzeniami lub niepowodzeniami społeczeństwa, tak powszechne wśród inspektorów pracy, jest bodaj najgłówniejszą przeszkodą ku temu, ażeby istniejąca dotąd na papierze ochrona pracy robotnika zstąpiła na ziemię, przeistoczyła się w samo życie.

Na wytworzenie się wymienionego stosunku większości inspektorów pracy do podstawowych przejawów dzisiejszego życia społecznego i gospodarczego, składa się wiele przyczyn. Zapewne rozstrzygający wpływ wywiera tu szkoła, którą każdy inspektor ma za sobą, a która na przechodzące przez nią jednostki najczęściej oddziaływa w kierunku wyrobienia w nich ideologii mieszczańskiej. Nie bez znaczenia jest tu również okoliczność, że przeważająca część inspektorów pracy pochodzi ze sfer posiadających, względnie ze sfer inteligencji, podporządkowanej wpływom klas posiadających. W tych warunkach organy inspekcji pracy znacznie łatwiej uznają słuszność dowodów przemawiających na rzecz tzw. potrzeb wytwórczości, aniżeli spraw ważnych dla wytwórcy-robotnika. Dlatego również inspektorzy pracy niejednokrotnie biorą poważnie twierdzenia przemysłowców np. o niemożności zastąpienia kobiet mężczyznami przy rozmaitych czynnościach w poszczególnych gałęziach produkcji. Tym się też tłumaczy, że czytamy nieraz na łamach sprawozdań inspektorów pracy o specjalnych uzdolnieniach kobiet do wyrobu amunicji, tkania na krosnach zautomatyzowanych, klejenia dykt i inne podobne wywody, których nie sposób brać poważnie. Skutki tego nastawienie inspektorów ciążą na całym ich stosunku do zagadnień pracy, znajdują wreszcie wyraz w ich zapatrywaniach na dopuszczalną miarę wysiłku robotnika, na poziom wydajności pracy, na sprawę wpływu warunków produkcji na zdrowie, na znaczenie tych lub innych wykroczeń przeciw ustawodawstwu ochronnemu itd.[6].

Podnosząc sprawę, niedocenianych na ogół, a jednak ważkich trudności, które stanowią przeszkodę dla należytego rozwoju inspekcji pracy w naszych warunkach, nie odmawiamy bynajmniej jej istotnych nieraz zasług wobec świata pracy. Jeśli zaś wyjaskrawiamy znaczenie niektórych przyczyn hamujących właściwą pracę inspektorów, czynimy to dlatego, aby uwydatnić doniosłą rolę, która przypadnie w udziale powołanym do inspekcji przedstawicielom robotników.

Jeśli chodzi wyłącznie o sprawę ochrony pracy kobiecej, to nawet w ramach obecnej organizacji inspekcji istnieje wiele możliwości skutecznej poprawy stosunków. Mamy mianowicie na względzie wyniki, które można osiągnąć przez powoływanie kobiet do czynności inspektorów pracy. Może dlatego, że kobiety nie mają za sobą tak długiej rutyny pracy urzędowej, jak mężczyźni, a może dla pewnych właściwości kobiecej psychiki, w danym wypadku niesłychanie pożytecznych i pożądanych, kobiety zdolne są do żywszej, ofiarniejszej, mniej ustępliwej, z daleko większym napięciem prowadzonej, czujniejszej, o znacznie humanitarniejszym podejściu, działalności w zakresie ochrony pracy.

Wprowadzenia kobiet do nadzoru nad wykonywaniem ochrony pracy jeszcze przed końcem ubiegłego stulecia żądały w krajach uprzemysłowionych organizacje zawodowe robotnicze, w pierwszym rzędzie – robotnice zorganizowane.

Pobudką do wystawienia tego żądania zapewne było nie wyczucie, że kobiety w mniejszym od mężczyzn stopniu ulegają zbiurokratyzowaniu, lecz dostępne każdemu przekonanie, że w stosunku do kobiety pracującej, do zrozumienia jej potrzeb, zapewnienia jej poważniejszej ochrony, nadaje się wielekroć lepiej kobieta od mężczyzny.

Niewątpliwie też jest to jednym z rozstrzygających warunków usprawnienia ochrony pracy kobiet w jej wykonywaniu, ażeby tę ochronę mogła pełnić, w stosunku do robotnicy-kobiety, kobieta-inspektor.

Zasadę tę, tak dawno wysuniętą, zaczęto wprowadzać w życie jeszcze przed końcem ubiegłego stulecia, dopuszczając do inspekcji kobiety w charakterze inspektorek, podinspektorek, asystentek inspektorów i powierzając im czynności związane z wizytowaniem i nadzorowaniem fabryk. Dodatnie skutki, wynikające z przyjęcia zasady powołania kobiet do służby w szeregach inspekcji pracy, były jednak w pewnej mierze osłabione brakiem stanowczości przy wprowadzaniu jej w życie. Przydzielano tedy kobietom w inspekcji zakres czynności znacznie zwężony w porównaniu do dziedziny, którą obejmowała praca inspektorów-mężczyzn. Mianowicie zadania inspektorek sprowadzały się do nadzorowania niewielkich przedsiębiorstw, względnie opiekowania się przemysłami tzw. kobiecymi – a więc np. konfekcyjnym [7]. Gdy sobie przypomnimy, że to właśnie gałęzie przemysłu, całkowicie wypełnione pracą kobiet, wykazują na całym świecie raczej dążność do zmniejszenia zatrudnienia kobiet, widownią zaś rozszerzenia się ich pracy dziś są przede wszystkim przemysły metalowy, chemiczny, obróbki drzewa – jakże niedorzecznym wyda się sztuczne umieszczenie kobiet-inspektorek właśnie w przemysłach, w których praca kobiet się już nie rozwija i które z istoty swej przedstawiają mniej niebezpieczeństw dla życia i zdrowia robotnicy. Z wielkim zadowoleniem możemy tu podnieść, że ustrój inspekcji kobiecej w Polsce jest wśród innych nam znanych najbardziej odpowiadającym istotnym potrzebom w zakresie ochrony pracy kobiet i młodzieży. Wydana w uzupełnieniu Rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dn. 14 lipca 1927 r. o Inspekcji pracy [8] instrukcja tymczasowa Ministra Pracy z dn. 22 grudnia 1928, w sprawie zakresu działania i zasad postępowania organów Inspekcji pracy, przewiduje powoływanie w ośrodkach o masowym skupieniu pracy kobiet sił inspekcyjnych kobiecych, podinspektorek, podlegających okręgowym inspektorom a współpracujących z obwodowymi inspektorami pracy. Wydana prawie jednocześnie instrukcja szczegółowa Głównego Inspektora Pracy z dn. 20 czerwca 1929 r. o czynnościach i programie działalności w sprawach ochrony pracy kobiet i młodocianych nie pozostawia żadnych wątpliwości pod tym względem, że inspektorki-kobiety będą nadzorowały pracę kobiet jako taką, nie zaś tylko dziedziny tzw. zawodów kobiecych.

Oczywiście jest to znowu tylko teoretyczne zabezpieczenie kobiecie bardziej skutecznej i bardziej rzeczywistej ochrony; w praktyce jedynie w drodze rozbudowy kobiecej inspekcji, powiększenia liczby inspektorek można osiągnąć poważne wyniki. Dzisiejsza obsada siedmiu (na ogólną liczbę dwunastu) okręgów inspektorkami zdziałać może niewiele, gdy liczba kobiet i dziewcząt w samym tylko przemyśle, nawet w okresie niezmiernie niskiego zatrudnienia, dosięga 200 000. A przecież ustawa z dnia 2 lipca 1924 r. nakazuje objąć ochroną całą dziedzinę pracy najemnej kobiet, czyli oprócz pracy w przemyśle również pracę umysłową, biura, handel, pracę na roli, rzemiosło, urządzenia widowiskowe itd.

Pomimo jednak szczupłych tych sił, z wielkim zadowoleniem stwierdzić możemy, że jakkolwiek inspektorki nie mogły jeszcze dużo zdziałać, zdołały jednak wysunąć nowe zagadnienia, wprowadzić nowe metody sprawowania ochrony pracy, dokonały kilku prac badawczych. Możemy się tu odwołać do rozdziału III niniejszego przyczynku, gdzie czerpaliśmy z wyników badań przeprowadzonych przez nasze inspektorki w dziedzinie wysiłku robotnika i organizacji tego wysiłku. W zakresie wprowadzenia w życie ustawy o ochronie macierzyństwa robotnicy zastosowano zupełnie nowe metody pracy, dążące do ogarnięcia jak największej liczby dzieci rzeczywistą opieką. W niektórych dziedzinach pracy kobiet przeprowadzono niezwykle szczegółowe i wszechstronne badania (praca kobiet w kopalniach, w fabrykach tytoniowych, praca telefonistek). Niezmiernie doniosłe poczynania w kierunku ułatwiania robotnicy wysiłku, przede wszystkim w drodze wprowadzania zasady pracy siedzącej dla kobiet, zostały podjęte również przez nasze inspektorki pracy: pierwszych prób w tym zakresie dokonały inspektorki w porozumieniu z przedsiębiorstwami państwowymi podobnie jak przy wprowadzania w życie żłobków fabrycznych.

Polski Monopol Tytoniowy oraz Państwowy Monopol Spirytusowy, poddały sprawę zastosowania pracy siedzącej kobiet szczegółowym badaniom, w których wyniku postanowiły dążyć do wprowadzenia we wszystkich oddziałach fabrykacji pracy siedzącej kobiet [9].

Jeżeli tu poruszyliśmy sprawę wprowadzania pracy siedzącej kobiet w dwóch największych przedsiębiorstwach państwowych, uczyniliśmy to w celu wykazania usiłowań naszej inspekcji pracy i naszych przedsiębiorstw państwowych na odcinku rozumnej troski o ułatwienie wysiłku człowieka, a następnie dlatego, że kierunek tych usiłowań wiąże się logicznie z całym nastawieniem i planem działania polskiej inspekcji kobiecej: przeprowadzania badań i stopniowego załatwiania ważniejszych potrzeb kobiety pracującej. W istocie rzeczy pierwszą i najpilniejszą potrzebą kobiety pracującej jest ochrona jej macierzyństwa i z tego względu, mówiąc o działalności naszych inspektorek pracy, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na wyniki osiągnięte przez nie przy wprowadzaniu w życie przewidzianych ustawą z dnia 2 lipca 1924 r. żłobków fabrycznych. Tablica 27 wykazuje jak w poszczególnych ośrodkach Polski w 109 żłobkach fabrycznych i stacjach opieki sad dzieckiem są rozmieszczane dzieci części robotnic z liczby zatrudnianych w fabrykach, ustawowo obowiązanych do utrzymania żłobków.

Zaledwie czwarta część tych fabryk wywiązała się w pełni z tego obowiązku, gdyż stacje założone w dużej ilości fabryk, są tylko tymczasową, zastępczą postacią, stosowanie ich było metodą wprowadzania w życie ustawy o żłobkach. Toteż wykazana w tablicy liczba dzieci, korzystających dziś z opieki przyfabrycznej, odbiega jeszcze bardzo znacznie od tej przypuszczalnej liczby dzieci, które na zasadzie ustawy z d. 2. VII. 1924 r. pozyskały uprawnienia do przywileju korzystania ze żłobka. Tym niemniej potrzeba było olbrzymich wysiłków kobiecej inspekcji pracy, ażeby uzyskać – po pięciu latach działania ustawy – nawet tak skromne wyniki. Ochrona macierzyństwa kobiety pracującej jest jedną ze spraw najdrażliwszych w czasach dzisiejszych, gdy rozumowania nasze pozostają pod wpływami dążeń ugodowych, gdy wolimy nieraz zamykać oczy na następstwa zjawisk, które są już w pełni rozwoju, ażeby – nie stanąć wobec nieuniknionego załamania się wielu dotychczasowych pojęć i form bytu, z których nieraz uczyniliśmy niewzruszalne zasady.

Kobieta, wygnana z domu przez nędzę i pogoń pracodawcy za tanim robotnikiem, pracująca poza domem na równi z mężczyzną, nie może – o ile nie chcemy spotęgować rabunkowej gospodarki kobietą w społeczeństwie – podołać równocześnie obowiązkom pracy zarobkowej i pracy w domu. Nie może tedy sprostać obowiązkom, które spadają na nią wraz z macierzyństwem, zarówno ze względu na to, że praca zarobkowa odrywa ją od dziecka na cały przeciąg dnia roboczego, jak i ze względu na brak dostatecznych sił fizycznych, gdyż obciążona jest łączną sumą pracy zarobkowej i zajęć domowych w ilości 12, 16 lub nawet 20 godzin. Skoro zaś tak jest, należy odciążyć kobietę robotnicę od wielorakich obowiązków i dopomóc jej aby mogła należycie je wykonywać.

Nie możemy żłobków fabrycznych, utrzymywanych przez przemysłowców, uważać za należyte rozwiązanie sprawy, gdyż po pierwsze: całe dziedziny rozproszonej (nie skupionej w fabrykach) pracy kobiecej nie dadzą się tym sposobem obsłużyć, po drugie – nie jesteśmy zwolennikami instytucji humanitarnych przyfabrycznych, wiążących robotnicę z fabryką i oddających opiekę nad dzieckiem robotnicy bądź co bądź w ręce fabrykanta.

O wiele słuszniejsze z naszego stanowiska byłoby pobieranie od pracodawców, korzystających z pracy kobiet [10], opłat na rzecz zakładania i utrzymywania sieci żłobków dla wszystkich kobiet pracujących. Uważamy bowiem, że obowiązkiem państw o przemyśle rozwijającym się, kosztem pracy kobiet, jest wychowywanie ich dzieci, czyli opiekowanie się tymi dziećmi w czasie pracy matki – bądź w ogóle, o ile matka nie ma warunków do wychowywania dziecka w domu.

W ostatnich latach powstała organizacji kobieca międzynarodowa, rozwijająca działalność w kierunku obalenia i usunięcia wszelkich przeszkód i ograniczeń w sprawie wyprowadzenia kobiet z domów na zarobkowanie. Jest to organizacja Międzynarodówka Otwartych Drzwi (The Open Door International), założona w czerwcu 1929 r. w Berlinie na konferencji delegatek 21 krajów, szeroko znana z ogłoszonej w tym samym czasie deklaracji praw ekonomicznych kobiet pracujących. Organizacja to podaje za swój cel wywalczenie dla kobiety pracującej swobody ekonomicznej, rozumianej w znaczeniu równego z mężczyzną, nieskrępowanego dostępu do pracy i równej płacy za równą pracę. W rzeczywistości działalność tej organizacji w niczym nie wpływa na podniesienie zarobków kobiecych, natomiast uderza z całą gwałtownością w idee ochrony pracy kobiet, upatrując w niej upośledzenie kobiet w stosunku do mężczyzn. Tej to organizacji zawdzięczamy, że pod obrady XV Międzynarodowej Konferencji Pracy w Genewie (w czerwcu 1931) weszła sprawa rewizji konwencji o zakazie pracy nocnej dla kobiet. Tylko dzięki energicznej i solidarnej postawie przedstawicieli grupy robotniczej różnych krajów, sprawa owej rewizji obecnie upadła. Sądząc jednak z zaciekłości i zasięgu usiłowań Międzynarodówki Otwartych Drzwi, trudno przypuszczać, ażeby organizatorki tej akcji dały już za wygraną, jakkolwiek ruch ten, niczym nie związany ze światem kobiecej pracy fizycznej, nie ma nic do rozstrzygania w sprawach dotyczących tego świata.

W przekonaniu naszym ruch „Open Door”, zwalczając ochronę pracy kobiet, przyczynia się w pierwszym rzędzie do rozbijania rodziny i obłudne przymykanie na to oczu, względnie powoływanie się na świętość i nienaruszalność tejże rodziny, nic a nic w tym nie odmieni. Postępowanie natomiast organizacji chrześcijańskich, walczących zaciekle (a beznadziejnie) o powrót kobiety do domowego ogniska, usiłując przeciwstawić się rozrostowi pracy pozadomowej kobiet, jest zapewne daleko bardziej uzasadnione, skoro organizacje te rzeczywiście dążą do utrzymania rodziny i nie pragną wychodzić poza ramy ustroju.

Ustrój społeczny, w którym żyjemy, przesądził przyszłe losy kobiety pracującej: nie wróci już nigdy do zamkniętego domowego wnętrza.

Wszelkie czynniki, które by usiłowały ograniczyć, wstrzymać nieskrępowane wyprowadzanie kobiet z wnętrz rodzinnych na rynek pracy, ustąpią – bierne i bezsilne – przed zaborczym, rozstrzygającym, nieugiętym, najpotężniejszym czynnikiem, jakim jest interes właściciela warsztatu i narzędzi wytwórczych!

Ale im dalej, im szerzej postępować będzie rozrost pracy zarobkowej kobiet, tym jaskrawiej wystąpi i tym bardziej nieodzowną stanie się konieczność przejmowania przez państwo opieki nad dzieckiem kobiety pracującej.

Halina Krahelska

___________________________________________

Powyższy tekst to V rozdział książki Autorki, pt. „Praca kobiet w przemyśle współczesnym”, wydanej przez Instytut Gospodarstwa Społecznego w serii „Sprawy Robotnicze” nr 10, Warszawa 1932, od tamtej pory niewznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle dzisiejszych reguł i opuszczono kilka przypisów czysto bibliograficznych.

 

Przypisy:

1. Zwracanie się robotników do inspekcji pracy zawsze jest bardzo niemile widziane przez pracodawcę, a bardzo często bywa po prostu bezpośrednim powodem zwolnienia robotnika. Jest to jeden z jaskrawych przykładów, gdzie przemysłowcy wykazują zupełny brak lojalności względem jednej z cząstek aparatu państwowego, zupełny brak wyczucia konieczności jego istnienia. Natomiast, gdy się już dosłownie pali grunt pod stopami przemysłowca, gdy wzburzeni robotnicy przejdą do bezpośrednich metod działania – taczki, oblężenia kantoru fabrycznego itp. – wówczas natychmiast rodzi się u przemysłowca świadomość o konieczności, powadze, potrzebie urzędu inspekcji pracy, wówczas z niezwykłą stanowczością domaga się pomocy inspektora pracy.

2. Taki zakres miała np. ankieta związku zawodowego włókienniczego w Niemczech o wpływie pracy w tym przemyśle na ciążę, połogi i poronienia u kobiet.

3. Warunki, którym winni czynić zadość asystenci inspekcyjni, przewidziani w dekrecie o Inspekcji Pracy z 1919 r., zostały określone w art. 18 Rozporządzenia o Inspekcji Pracy z dnia 14 lipca 1927 r. w sposób, który wielce utrudnia dobór odpowiednich osób: kandydatami na asystentów mogą być tylko osoby czynne od 5 at przynajmniej w danej gałęzi pracy i od 2 lat w obrębie obszaru, w którym mają pełnić czynności asystenta. Ograniczenie powyższe naprawdę niczym nie jest uzasadnione, natomiast stwarza ogromne przeszkody przy wynajdowaniu kandydatów.

4. Przemysłowiec za swoją tzw. tajemnicę handlową uważać może np. składy chemiczne, stopy, związki, stosowane w produkcji, a w rzeczywistości stanowiące tajemnicę choroby, kalectwa lub śmierci robotnika.

5. Umożliwia to przemysłowcowi każdą pracę badawczą inspektora, dotyczącą warunków pracy, a podaną do wiadomości społeczeństwa, uznać za niedochowanie tajemnicy technicznej lub handlowej przedsiębiorstwa, „celem wyrządzenia szkody właścicielowi zakładu” itd. Art. 28 brzmi w sposób następujący: „Przychylne ustosunkowanie sądu pokoju lub sądu okręgowego do tego rodzaju kwalifikacji postępowania inspektora lub asystenta może przyprawić tego ostatniego o więzienie od sześciu tygodni do lat dwóch”.

6. Te same uwagi mogą być odniesione w stosunku do sędziów, rozstrzygających o wymiarze kary za wykroczenie przeciw ustawodawstwu społecznemu. Ocena roli sądów w kwestii wprowadzenia w życie obowiązujących ustaw z zakresu prawodawstwa pracy zasługuje niewątpliwie, a czeka jeszcze dotąd – na odrębne opracowanie.

7. Wybitnie to występuje we Francji i w Belgii: w tych krajach po dziś dzień bardzo nawet poważne prace badawcze inspektorek nie wykraczają poza dziedzinę tzw. zawodów igły.

8. W myśl art. 16 tego rozporządzenia „inspektorami pracy mogą być osoby płci obojga”.

9. Stosowanie pracy siedzącej nie nastręczało w rozwiązaniu swym żadnej trudności, gdy to dotyczyło rozmaitych robót kobiet wykonywanych przy stołach: rozwiązuje się ta kwestia przez zastosowanie odpowiedniej wysokości stołu i krzesła, oraz wyposażenie tego krzesła w oparcie dla pleców. Natomiast krzesło do pracy przy maszynach w fabrykach tytoniowych oraz krzesło do pracy przy wannach – korytach w wytwórniach wódek, musiało odpowiadać wielu wymaganiom, ażeby pozostawić robotnicy konieczną swobodę ruchów przy obsłudze maszyny: tu więc krzesło musi mieć ruchomą wysokość, dostosowaną do wzrostu, musi się obracać dookoła osi.

W Państwowym Monopolu Tytoniowym pierwszą partię krzeseł do siedzenia przy pracy w liczbie 1500 sztuk wprowadzono 1 kwietnia 1931 r., a ponieważ liczba kobiet zatrudnionych w fabrykach tytoniowych przekracza osiem tysięcy, większość zaś tych kobiet może siedzieć przy pracy, więc jest to dopiero początek akcji.

Monopol Spirytusowy przy wprowadzaniu pracy siedzącej kobiet przy wannach, czyli korytach do mycia butelek, miał o wiele trudniejsze zadanie, gdyż stosowane od dziesiątków lat koryta starego typu mają prostopadle ściany, nie pozwalające na umieszczenie kolan robotnicy, gdy usiądzie. Toteż do czasu zmiany typu wanien wypadło wprowadzać prowizoryczne stołki do siedzenia przy tych wannach, przyczepione do wanien. Jednocześnie zaprojektowano przebudowę wanien: przy wannie tego nowego typu robotnice mogą już siedzieć w pozycji prawie zupełnie wygodnej lub co najmniej poprawnej. Prowizoryczne siedzenia przy wannach do końca 1931 roku dostanie już do 60% zatrudnionych przy wannach robotnic, w fabrykach wódek pracuje ogółem podczas normalnej koniunktury nieco ponad dwa tysiące kobiet, z czego blisko 2/3 przy wannach.

10. Zgodnie z zasadami projektu zmiany art. 15 ustawy z dnia 2 lipca 1924 r.

 

Halina Krahelska (1892-1945) – działaczka ruchu socjalistycznego, urzędnik państwowy, publicystka, pisarka. Jako nastolatka krótko związana z PPS, następnie w Odessie, gdzie mieszkała, wstąpiła do rosyjskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserów). Za tę działalność aresztowana, więziona i zesłana Syberię. Uwolniona po wybuchu rewolucji lutowej, brała udział z ramienia partii eserów w burzliwych wydarzeniach politycznych, działała w Radzie Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Kańsku, następnie wróciła do Odessy, gdzie działała w miejscowym oddziale Polskiej Organizacji Wojskowej. Po latach opisała te doświadczenia w książce „Wspomnienia rewolucjonistki”. Na początku roku 1919 wróciła do Polski. Sympatyzowała z „lewym skrzydłem” PPS, zarzucając głównemu nurtowi partii politykę zbyt ostrożną i ugodową w kwestii przeobrażeń społecznych, zaś komunistów krytykowała za lekceważenie patriotyzmu i zależność od Rosji sowieckiej. Na początku roku 1919 podjęła zatrudnienie w Inspektoracie Pracy, stając się wkrótce jedną z czołowych w Polsce specjalistek w tej dziedzinie oraz jedną z osób najbardziej zaangażowanych w forsowanie ustawodawstwa i regulacji poprawiających warunki zatrudnienia. Autorka wielu opracowań, analiz i raportów z tej dziedziny, m.in. „Łódzki przemysł włókienniczy wobec ustawodawstwa pracy”, „Praca dzieci i młodocianych w Polsce”, „Praca kobiet w przemyśle współczesnym”. Jako inspektor pracy wizytowała setki zakładów w całej Polsce, a pokłosiem tego była głośna w owym czasie książka „Wspomnienia inspektora pracy” (1936, napisana z M. Kirstową i S. Wolskim). Była prekursorką zakładania żłobków przyfabrycznych. Po zamachu majowym poparła Piłsudskiego i związała się z lewym skrzydłem obozu sanacyjnego, uważając, że dąży on – w odróżnieniu od PPS – do radykalnych przeobrażeń społeczno-gospodarczych. Była jednak radykalnym krytykiem dokonywanego przez sanację „skrętu w prawo”, co pośrednio przyczyniło się do pozbawienia jej zatrudnienia w inspekcji pracy w roku 1931. W pierwszej połowie lat 30. była działaczką sanacyjno-lewicowo-syndykalistycznego Legionu Młodych. Weszła wówczas również w skład prozatorskiej grupy literackiej „Przedmieście”, która postulowała podejmowanie tematyki związanej z niższymi warstwami społecznymi, a dzieło literackie miało mieć charakter swoistego „wizjera”, służącego obserwacji i analizie realiów społecznych. Efektem tego zaangażowania Krahelskiej stały się dwie jej głośne powieści. „Polski strajk” (1936) opisywał dzieje słynnego, brutalnie spacyfikowanego strajku w krakowskim „Sempericie” – książkę skonfiskowały władze państwowe, autorce wytoczono proces, drugie wydanie książki ukazało się „pocięte” przez cenzurę. Z kolei „Zdrada Heńka Kubisza” (1938) ukazywała nędzę Górnego Śląska i rozczarowanie jego mieszkańców realiami odrodzonej Polski, czego kulminacją jest opowiedzenie się byłego powstańca śląskiego za Niemcami. W roku 1937 była współzałożycielką Klubu Demokratycznego, zrzeszającego prospołeczną inteligencję pracującą oraz ludzi wolnych zawodów, przeciwnych rozwojowi w Polsce tendencji totalistycznych; na bazie Klubów z różnych miast utworzono wiosną 1939 r. Stronnictwo Demokratyczne. W czasie okupacji hitlerowskiej Krahelska działała pod pseudonimem „Myszka” jako współpracownik Komendy Głównej AK. Podczas okupacji napisała „Tezy do działalności inspekcji pracy w odrodzonej Polsce”. Aresztowana przez Niemców w lipcu 1944 r. (istnieją poszlaki, że stało się tak wskutek donosu skierowanego do Gestapo przez polską skrajną prawicę), zmarła z wycieńczenia w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück na kilka dni przed wyzwoleniem. Od roku 1989 Główny Inspektor Pracy przyznaje Nagrodę im. Haliny Krahelskiej za wybitne zasługi w dziedzinie ochrony pracy.

Jeden komentarz nt. “O rzeczywistą ochronę pracy kobiet

  1. Mam prośbę/pytanie: czy ktoś ma tekst lub dotęp do tekstu tzw. “Tez do działalności inspekcji pracy w odrodzonej Polsce”, które H. Krahelska napisała przed śmiercią w Ravensbruck? Nie moge do tego dotrzeć… Pozdrawiam – Roman Adler

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *