Bronisław Siwik

O podstawę moralności proletariackiej

Krytyka socjalistyczna, skierowana przeciwko ustrojowi kapitalistycznemu, była potężna, druzgocząca. Otworzyła ona oczy proletariatowi na podstawy bytu ludzkości, lecz nauczyła oczy te widzieć wokół wszystko w czarnych kolorach. A że mówiła przeważnie o świecie zewnętrznym i kazała widzieć źródło krzywdy wszelkiej w nim właśnie, nic więc dziwnego, że wytwarzała wśród proletariatu partyjnego podświadome, lecz mocne poczucie światłości wewnętrznej, brak samokrytycyzmu, a stąd i dyscypliny wewnętrznej.

Przeświadczenie o światłości wewnętrznej jest cechą społecznie pożądaną i owocną, lecz… na krótko i w pewnych tylko momentach. W chwilach wybuchu rewolucji przeświadczenie to potraja siły, daje pewność siebie i zapewnia zwycięstwo. Lecz to przeświadczenie musi przecież mieć źródło w poczuciu – choćby błędnym – własnej wartości, słuszności sprawy. Nie może płynąć całkowicie z przekonania czy wiary w nicość obozu wrogiego. Przeświadczenie o światłości wewnętrznej, płynące jedynie z wiary, że wróg jest czarny jak noc, a więc będące niejako tylko wyrazem podświadomym przeciwieństwa, do czynu zwycięskiego, a nawet odruchu mocnego nie prowadzi. Przeświadczenie tego rodzaju jest szkodliwe w czasie rewolucji, bo wywołuje jeno odruchy nienawiści, zniszczenia, zabójcze zaś jest wprost w czasie innym, bo wywołuje zastój, obojętność, filisterstwo swego rodzaju.

Te cechy, które wyodrębniają proletariat spośród klas innych, a więc: solidarność, męstwo, prężność społeczna, są skutkami warunków bytu. Są dane niejako proletariatowi z zewnątrz. Uświadomienie cech tych proletariatowi i wyzyskanie ich dla walki przez organizację – to tylko uzbrojenie ręki. Krytycyzm względem świata zewnętrznego – to przeważnie tylko pobudzenie zmysłów. I dopiero wskazywanie celu walki, oraz odpowiednie nastawienie ducha może prowadzić do wyzwalania się człowieka.

Socjalizm, jakkolwiek opiera się przeważnie na materialistycznym pojmowaniu dziejów, które mówi o zależności warunków współżycia ludzkiego od sposobów wytwarzania, operuje przecież stale pojęciami krzywdy, gwałtu, przemocy, niesprawiedliwości. I pojęcia te wśród milionów proletariatu żyją. Natomiast agitacja socjalistyczna zbyt mało miejsca poświęca temu, jakimi cechami wewnętrznymi, nie bojowymi proletariusz odznaczać się powinien, aby gwałty, przemoc, niesprawiedliwość usunąć, jakim powinien być wizerunek sprawiedliwego socjalisty.

Według materialistycznego pojmowania dziejów, sposoby wytwarzania dóbr urabiają formy współżycia ludzkiego, te zaś – moralność klas i warstw poszczególnych. Jest w tym sporo prawdy. Lecz sposoby wytwarzania nie powstają jak „deus ex machina”. Sposoby wytwarzania organizowane są przez warstwy czy klasy społeczne, przez żywych ludzi. Idea społecznej własności środków wytwarzania i sprawiedliwego ich podziału powstała nie poza ludźmi, lecz wśród ludzi. Ugruntowała się ona na podstawie badania warunków bytu ludzkości, a więc wiedzy, lecz powstała nie z „wiedzy” tylko. Jak będzie wyglądał ustrój socjalistyczny, wiemy również mało, jak katolik wierzący wie o niebie. Materialistyczne pojmowanie dziejów i „Kapitał” Marksa równie mało opowiedzą nam w tym względzie, jak religia katolicka i pismo święte o Królestwie Niebieskim. A przecież naczelne dążenie socjalizmu – zmiany ustroju i zaprowadzenia nowego ładu w stosunkach ludzkich – nie jest przez to ani trochę mniej żywotne, i dążenia tego z piersi proletariatu nic wyrwać nie jest w stanie.

U podstaw bytu ludzkiego jest sam człowiek. Aby przetwarzać warunki bytu, musi człowiek przetwarzać społecznie samego siebie, a więc wychowywać się odpowiednio. Aby dążyć do zmiany ustroju, który całym brzemieniem swoim przytłacza klasę najmitów, proletariat musi uświadomić sobie nie tylko obraz dziejowy wytwarzania i ujarzmiania człowieka przez człowieka, lecz i sumę tych braków i wad, które są dziś – dzięki niewoli – jego cechami, a zawadą na drodze do wyzwolenia. Proletariat musi wytworzyć potężną – bo opartą na dążeniu do stworzenia „Królestwa Bożego na ziemi” – moralność, czyli odpowiednią dyscyplinę.

Kościół katolicki taką dyscyplinę stworzył. I dzięki niej trwał wieki i trwa, choć nie schlebiał masom, lecz je karcił i gromił.

Jest bowiem w duszy ludzkiej podświadome często poczucie własnej niedoskonałości i potrzeba wskazania, jakim być należy. To poczucie i tę potrzebę Kościół umiał wyzyskać i tym wykazał mądrość życiową oraz zapewnił sobie siłę. Tej mocy, niestety, nie ma dotąd socjalizm, choć opiera się na żywotnych interesach mas, i nie będzie miał jej dotąd, póki przez schlebianie, choćby milczące, przywarom i ciemnocie mas zabija w nich poczucie ułomności, samokrytycyzm wewnętrzny, a więc i potrzebę doskonalenia się, dążenia do stworzenia własnej moralności, czyli dyscypliny wewnętrznej.

Podwaliną oficjalnej moralności chrześcijańskiej jest pokora. Socjalizm przez swój charakter bojowy, dążenie do stworzenia Królestwa Bożego na ziemi, cnotę tę zabija, a więc podkopuje podstawę moralności dotychczasowej. Nie buduje przecież podwaliny moralności własnej. W duszy proletariatu wytwarza się dzięki temu próżnia pewna, wewnętrzna nić moralna rwie się. Dusza proletariusza staje się luźną wiązanką impulsów, rzuconą na falę żywiołu – życia. Więź istnieje już tylko na zewnątrz jednostki, w formach, narzuconych przez sam byt. Proletariusz staje się trybem i narzędziem biernym przeważnie – w ręku tych, którzy impulsy pewne – zależnie od warunków i temperamentu – potrafią wyzyskać, lecz nie jest w stanie stać się twórcą świadomym i sternikiem własnego jutra.

Tę lukę i próżnię w duszy proletariatu socjalistycznego trzeba wypełnić koniecznie. Jest to dziś jedno z najważniejszych i najpilniejszych zadań socjalizmu, zadań, stanowiących o jego przyszłości. Cnotą, która winna zastąpić w duszy proletariatu pokorę chrześcijańską oraz stać się podstawą jego moralności, winna być wstrzemięźliwość. Tylko wstrzemięźliwość wewnętrzna jednostki jest w stanie równoważyć harmonijnie i uzupełniać bojową zdobywczość klasy.
Z doby rozkiełznania się do ostateczności instynktów aspołecznych, egoistycznych, wypływających naturalnie z całej ideologii mieszczańskiej, zwycięsko wyjdzie klasa, która wykaże nie tylko zwartość, solidarność i męstwo, lecz i najdalej idącą wstrzemięźliwość moralną jednostek.

Dla uniknięcia nieporozumień pozwolę sobie przede wszystkim zaznaczyć, że podstaw moralności danej klasy społecznej szukam nie gdzie indziej, jak w niej samej, w warunkach jej bytu i w kulturze, a więc w tym doświadczeniu, jakie ona w danych warunkach życia zdobywa.

Zarówno warunki bytu klasy najmitów, jak i jej doświadczenie dziejowe wykazują, że poważnym czynnikiem jej siły społecznej są zwartość i solidarność. Wszystkie zdobycze klasy najmitów byłyby niemożliwe bez zwartości i solidarności, dyktowanych przez same warunki bytu. Nic innego, jak poznanie i uprzytomnienie sobie tej siły, nie było podstawą pierwszych poczynań proletariackich.

Nic innego nie było dźwignią i wiarą, że tylko tą siłą klasa najmitów jest w stanie zwyciężyć rozpylony moralnie przez ideologię „laissez faire, laissez passer”, choć potężny zewnętrznie ład społeczny.

Tę zwartość i solidarność, będące może nie zawsze ideologicznym, lecz faktycznym wyrazem siły zewnętrznej klasy najmitów, urabiają nie tylko warunki pracy, a więc skupienia wielkiej ilości ludzi w dużych fabrykach, kopalniach, warsztatach itp., nie tylko podobne warunki bytu, lecz i ten czynnik psychiczny, stanowiący wyraz siły wewnętrznej proletariatu, który ja nazywam wstrzemięźliwością.

Wstrzemięźliwość jako podświadomy czynnik postępowania proletariusza, dyktowana mu jest przez doświadczenie życiowe i na podkładzie tego doświadczenia życiowego wyrasta. Podstawą tej wstrzemięźliwości jest nie tyle naturalne ograniczenie potrzeb i zaspokojenia zmysłów, dyktowane przez warunki współżycia, ile stałe trzymanie na uwięzi swych apetytów, odruchów i chceń indywidualnych na rzecz interesów klasy, dyktowane przez czujną i żywą opinię środowiska. Każdy krok życiowy proletariusza – czy to na gruncie pracy zarobkowej, czy społecznej – jest ograniczony przez interesy klasy. Samoograniczenie to sprawia, że najmici, należący do najróżniejszych ugrupowań politycznych, często zwalczających się zaciekle, lub obojętni politycznie, występują w sprawach tyczących się bezpośrednio bytu i interesów klasy na ogół solidarnie, nawet wtedy, gdy łamanie tej solidarności, zdawałoby się, może im przynieść korzyść indywidualną lub uchronić od strat. Ta to więź klasowa daje na zewnątrz obraz solidarności, zwartości proletariatu. Lecz, że ta solidarność, zwartość zewnętrzna szeregów jest okupiona kosztem pewnej ofiary z interesów indywidualnych poszczególnych jednostek, daje w rezultacie w duszy proletariusza pewien odpowiednik moralny.

Zapewne, zwartość i solidarność szeregów można otrzymać inną drogą. Zwartość szeregów armii otrzymuje się za pomocą bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom, karności. Zwartość i solidarność w bierności szerokich mas ludowych, znoszących ucisk, niewolę, poniewierkę, można otrzymać za pomocą przemocy zorganizowanej, brutalnej. Lecz są to wszystko czynniki natury zewnętrznej, nie mające nic wspólnego z moralnością, zapewniającą siłę wewnętrzną. Siła armii leży niejako na zewnątrz jej i dlatego jest krucha nawet wtedy, gdy ożywiają ją pobudki ideowe, narzucone z góry.

W psychologii proletariusza – w pierwszym pokoleniu solidarność i zwartość mogą być i są jeszcze jeno wyrazem zewnętrznym pokory katolickiej, uległości niewolniczej czy karności żołniersko-państwowej, nawet wtedy, gdy wskutek agitacji skierowane są przeciw klasom posiadającym, lecz z biegiem czasu, a zwłaszcza w pokoleniach następnych, przetwarzają się w naturalne, dobrowolne samoograniczenie.

To dobrowolne, nienarzucone z zewnątrz samoograniczenie indywidualne na rzecz siły zdobywczej klasy pracującej, nazywam wstrzemięźliwością i uważam za podstawę moralności proletariackiej.

Jak uświadamiamy proletariatowi dla celów politycznych, społecznych wagę i znaczenie solidarności i zwartości klasowej, jako wyrazu jego siły zewnętrznej, tak samo winniśmy uświadomić mu istotę jego siły wewnętrznej – wstrzemięźliwość, bo uświadomienie to wzmacnia i uodpornia najmitę wśród grożących mu niebezpieczeństw.

Proletariat otoczony jest w mieście przez zgniłą moralność burżuazji. W czasach normalnych moralność ta nie oddziaływa w znacznym stopniu na najmitę. Od zarazy chroni go odosobnienie klasowe, praca wytężona i organizacja bojowa. Ofiarą trucizny i rozkładu padają jeno nieliczne, bardziej oderwane od życia proletariackiego grupy i jednostki. Lecz w chwilach kataklizmu dziejowego, jaki przeżywamy obecnie, wykoleja się życie proletariusza.

W chwili, kiedy walą się na proletariat klęski ekonomiczne, sroży się bezrobocie, głód, nędza, kiedy rozluźniają się wskutek ciosów, idących z zewnątrz, szeregi najmitów, kiedy w czasie walki na ostre pierwsze szeregi wysuwają się naprzód i przenikają hufce przeciwników klasowych, oraz mieszają się z nimi; kiedy grożące bezpośrednio klęski przerażają bardziej odosobnione grupy, lub złudne perspektywy nęcą i kuszą apetyty indywidualne czy grupowe – tylko świadoma wstrzemięźliwość moralna jednostek jest gwarancją takich lub innych losów klasy. Tu już hamulce zewnętrzne, organizacyjne zawodzą, a same hasła ideologicznie nie wystarczają.

Odmętowi mało jest przeciwstawić organizację i hasła. Organizacja – to rzecz płonna i zmienna: podlega prawu przypływu i odpływu, a hasła – to jeno słowa. Wagę i znaczenie organizacji i hasłom nadaje sam człowiek, jego nastawienie zewnętrzne i wewnętrzne, jego stanowisko społeczne i charakter. Tylko świadome otamowanie wewnętrzne impulsów indywidualnych jednostki na rzecz interesów zdobywczych klasy stanowi skuteczny oręż przeciwko kuszącej i łatwej moralności burżuazyjnej, która rzekomo wyzwala jednostkę, aby wiązać ją z zewnątrz za pomocą brutalnej władzy państwowo-klasowej.

Ponieważ cała cywilizacja współczesna jest zabarwiona i przesiąknięta ideologią i moralnością, a właściwie amoralnością burżuazyjną, nic dziwnego, że podlegają jej oddziaływaniu w pewnym stopniu przede wszystkim wnikające w szeregi życiowe burżuazji szczyty polityczne i gospodarcze proletariatu. Wstrzemięźliwość razi je, robi wrażenie więzów krępujących, a przypominających pokorę bierną niewolników. Jest to stanowisko fałszywe, a nie mające nic wspólnego z psychiką klasy najmitów. Dla szerokich mas proletariatu wstrzemięźliwość, jako doświadczenie dziejowe (a więc pierwiastek kultury nowej, choć starej ze stanowiska retrospekcji przewrotowej, sformułowanej przez nieodżałowanej pamięci K. Krauza), często może nieuświadomiona, nie jest obca. Chodzi więc głównie o uświadomienie sobie jej istoty i znaczenia jako siły wewnętrznej, jako czynnika bojowego proletariatu.

„Czuć i podtrzymywać godność ludzką, przede wszystkim we wszystkim, co się tyczy nas samych [podkreślenie moje – B. S.], a poza tym w osobie bliźniego i przy tym bez wszelkiego przydatku egoizmu, jako też bez wszelkiego stosunku do państwa lub społeczeństwa: oto prawo. Być gotowym w każdej chwili podjąć z całą energią, a – w razie potrzeby – i przeciwko sobie [podkreślenie moje – B. S.] obronę tej godności: oto sprawiedliwość”.

Tak określa istotę prawa i sprawiedliwości Proudhon. Nie godząc się na określenie prawa w tej części, która abstrahuje podtrzymywanie godności ludzkiej od stosunku do społeczeństwa i państwa, całkowicie się natomiast piszę na określenie istoty sprawiedliwości. Sprawiedliwość wymaga obrony godności ludzkiej często przeciw sobie. I dlatego nie może zdobyć się na przeprowadzenie konsekwentne zasady moralnej sprawiedliwości klasa, która składa się z jednostek niedostatecznie otamowujących impulsy egoistyczne własnej jaźni.

Walka o zniesienie ustroju opartego na ucisku politycznym, społecznym i gospodarczym, to jeszcze nie jest walka o sprawiedliwość społeczną. Nie może dać gwarancji sprawiedliwości sam fakt, że walkę podejmuje klasa uciskana, zwłaszcza gdy stanowi mniejszość społeczną. Gwarancję taką dawać może dopiero moralność silna klasy uciskanej, moralność, której podstawą jest wstrzemięźliwość, a więc otamowanie odruchów, apetytów i chceń indywidualnych na rzecz większej społecznej całości.

Bronisław Siwik
__________________________
Powyższy tekst przedrukowujemy za książką Autora pt. „W walce o prawdę. Rozważania dotyczące stosunków międzyludzkich”, Nakładem Księgarni Robotniczej, Warszawa 1928, ze zbiorów Remigiusza Okraski, od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle dzisiejszych reguł.

 

Warto przeczytać inny tekst tego autora na podobny temat: Rewolucja i ewolucja w rozwoju ludzkości

 

 

Bronisław Siwik (1876-1933) – działacz socjalistyczny od roku 1904, organizator nielegalnych struktur w Zagłębiu Dąbrowskim, za działalność zesłany na trzy lata w głąb Rosji. W czasie rewolucji październikowej przebywał w Sankt Petersburgu, gdzie stał się krytykiem bolszewików i ich rządów oraz całego internacjonalistycznego i marksowskiego nurtu w ruchu socjalistycznym. Po wojnie urzędnik Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, pełnił też funkcję dyrektora warszawskiego oddziału ZUS, radny Warszawy, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, publicysta prasy socjalistycznej. Zasłużony działacz spółdzielczości spożywców, prezes Rady Nadzorczej Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych, inicjatorów zjednoczenia „klasowego” ZRSS z „neutralną” spółdzielczością spożywców, w efekcie czego w 1925 r. powstał potężny Związek Spółdzielni Spożywców RP. U schyłku życia rozstał się z PPS-em wskutek różnic w ocenach J. Piłsudskiego. Pozostawał pod wpływem myśli Edwarda Abramowskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *