Bronisław Siwik

Rewolucja i ewolucja w rozwoju ludzkości

[1923]

Słowo – to wyraz społeczny myśli. Zadaniem słowa jest łączyć, wiązać. Lecz, że słowo – więź społeczna przechodzi przez pryzmaty dusz milionów jednostek, więc otrzymuje niezliczone mnóstwo odcieni, zabarwień, nie tylko więc łączy, lecz i dzieli. Zwłaszcza dotyczy to słów nie przedmiotowych, lecz pojęciowych.

W słowa „ewolucja” i „rewolucja” kładą ludzie treść najróżniejszą. W ładnej broszurze, poświęconej odrodzeniu socjalizmu w duchu, Jan Hempel kilka razy przytacza zwroty poetyckie Słowackiego o „duchu, wiecznym rewolucjoniście”.

Ten zwrot w poezji brzmi barwnie i jaskrawo. Lecz jeżeli wmyślimy się weń, musimy przyjść do przekonania, że rewolucjonizm wieczny, to to samo, co rewolucjonizm ciągły, a rewolucjonizm ciągły – to nic innego, jak ewolucjonizm. Bo właśnie ze słowem „ewolucja” łączy się pojęcie ciągłości, w przeciwieństwie do pojęcia załamania, uskoku, katastrofy, które się łączą ze słowem „rewolucja”.

Tak właśnie ujmuje pojęcie rewolucji Mickiewicz w jednej z prelekcji paryskich: Nie łudźmy się tym mniemaniem, że ludzkości nie pozostaje nic więcej, tylko postępować bezpiecznie i spokojnie powolnym krokiem. Nie! W krainie życia wszystko posuwa się przez wstrząśnienia. Człowiek nie staje się pomału i nieznacznie z dziecka starcem; są w rozwijaniu się i schyłku jego ciała chwile wstrząśnień. Jest chwila, kiedy wychodzi na młodzieńca, jest druga, kiedy poczyna być mężem [dorosłym], jest inna, kiedy zapada w starość.

Życie nie może obyć się bez wstrząśnień, bez katastrof, bez rewolucji. Na to się zgodzić trzeba. Zwłaszcza, o ile chodzi o formę, ciało. Bo z tej dziedziny czerpie przykład Mickiewicz.

Wstrząśnienia – to widome, namacalne znaki przemian, zachodzących zarówno w człowieku-jednostce, jak i zbiorowościach ludzkich.

Chodzi przecież o ustalenie, czy te znaki stanowią o przemianach samych. Jaka ich jest rola dziejowa? Jaki winien być nasz stosunek do ewolucji i rewolucji?

Są ludzie, którzy gotowi są do tych znaków sprowadzać cały sens wiecznie pulsującego życia. Są ludzie, którzy wszelkie przemiany utożsamiają z rewolucją. Jest to stanowisko z gruntu fałszywe i szkodliwe.

Rewolucja – to tłumacząc na język naszych doświadczeń narodowych, znaczy tyle, co przewrót społeczny. Jeżeli zaś nie używamy tego określenia, to bodaj dlatego, że w dziedzinie społecznej nie przeżywaliśmy, jako naród, takiego przewrotu społecznego, któryby odpowiadał tym zjawiskom i wstrząśnieniom, które doświadczenie obce włożyło w słowo „rewolucja”.

Istotę ewolucji i rewolucji tak ujmuje myśliciel polski, August Cieszkowski: Otóż jak każdy organizm w żywotnej naturze wzrastać i przekształcać się może bez koniecznej choroby – jeśli tylko zewnętrzne przyczyny jej zarodu weń nie wniosą – tak też i organizm ludzkości wkroczyć by mógł zaiste w okres dojrzałego zdrowia, bez dalszych konwulsji – bez zwykłych dotąd cierpień i rozdarcia. I to właśnie zowie się ewolucją bez rewolucji. Lecz skoro tylko organiczny postęp dozna jakiejkolwiek tamy – skoro normalna ewolucja przygłuszona zostanie – oczywiste, iż oddziaływa na tamę, sprawia dopiero rewolucję w samym organizmie, i rodzi boleść, której można było uniknąć!

Życie jest płynne, jest zmienne. Życie wciąż się staje i wciąż zmienia. Treść społeczna wciąż narasta, wciąż się zmienia. Jest to prawo ewolucji, a nie rewolucji. Ewolucja – oto istota i treść życia w skali wiecznościowej. Każda chwila, każdy dzień, każde wydarzenie najdrobniejsze, każda myśl, każde uczucie wnoszą do życia pewne zmiany nieuchwytne być może, lecz istotne. Inna rzecz, że te zmiany w różnych warunkach bytu są różne zarówno co do ilości, jak i jakości. Inna rzecz, że w pewnych warunkach nie wszystkie zmiany mogą się uzewnętrznić; zwłaszcza o ile chodzi o zmiany w dziedzinie form spożycia. Są formy życia tak ścisłe i tak mało elastyczne, że dostosować się do treści życia nie mogą. Wtedy z myśli i uczuć nieobleczonych w ciało czynu, tworzy się jakby atmosfera pełna gazów i pary, która w pewnym momencie dziejowym powoduje wybuch, rozsadzenie form, rewolucję.

Czy więc rewolucja, jako zjawisko dziejowe jest przemianą treści społecznej? Czyż więc rewolucja, jeżeli zastosujemy to słowo do jednostki, jest przemianą treści duchowej człowieka?

I tak, i nie!

W życiu społeczeństwa ciągła zachodzi zmiana. A więc zburzenie formy, w której społeczeństwo żyło być może wieki całe, nie może nie spowodować zmian. Zmiany te po części, jeżeli chodzi o treść społeczną, nie są tak raptowne, głębokie, jak sądzą niektórzy. Cała doniosłość wydarzenia dziejowego polega na tym, że zmiany te zostały uwidocznione przez wstrząśnienia powstałe wskutek zburzenia formy.

Mieszczaństwo francuskie nie przeobraziło się do gruntu przez zburzenie form bytu dotychczasowych przez rewolucję. Mieszczaństwo to zmieniało się i dojrzewało w ciągu całych wieków monarchii i absolutyzmu oświeconego.

Filozofia XVIII wieku słusznie uważana jest za jedną z głównych przyczyn Rewolucji – pisze de Tocqueville w swej pracy „Dawny ustrój i rewolucja”. A kwestii nie ulega, że tych przyczyn główniejszych było więcej i istniały dawniej. I mieszczaństwo francuskie nie zdawało sobie zupełnie sprawy, kiedy wybuch rewolucji nastąpi, ani jakie będzie miał skutki. Tak samo było w Rosji. A różnica była ta tylko, że doświadczenia Wielkiej Rewolucji Francuskiej nauczyły ludzkość rozumieć, że formy nie odpowiadające treści społecznej, o ile nie zostaną przystosowane do niej, muszą pęknąć i prysnąć prędzej lub później. Tzw. rewolucjoniści rosyjscy zdawali sobie sprawę, że bezmyślny carat musi doprowadzić do wybuchu; i przystosowali się do walki, gdy ten wybuch nastąpi. Lecz tak samo, jak moment i skutki Wielkiej Rewolucji Francuskiej były nieznane i nieprzewidziane przez wodzów ówczesnego mieszczaństwa, tak samo nikt w marcu 1917 roku w Petersburgu, na parę dni przed wybuchem Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej, nie wiedział, kiedy ona nastąpi.

Rewolucja – to wybuch społeczny, którego świadomie zrobić ani spowodować nie można, bo nie sposób ani wymierzyć dokładnie stanu napięcia treści społecznej, ani stanu prężności [elastyczności] form uciskających.

Rewolucja to przemiana gwałtowna form bytu – wskutek ciągłej zmiany treści społecznej.

I tu dochodzimy do istotnej różnicy między rewolucją i ewolucją. Ewolucja – to zmiana ciągła treści społecznej, czyli Ducha Społecznego. Rewolucja – to gruntowna, periodyczna zmiana formy.

Treść społeczna, która płynie z Ducha, jest wieczna, ciągła, ewolucyjna. Formy społeczne, które mają swe podstawy w materii, są nietrwałe, rwące się, rewolucyjne. W dziedzinie życia duch przejawia się przez formę. Nie tylko duch oddziaływa na formę, lecz i forma oddziaływa na ducha. Nic przeto dziwnego, że zburzenie form dotychczasowych, przeobrażenie ich, wpływa na zmianę ducha, treści społecznej. Ma to miejsce zarówno w życiu społeczeństwa, jak i jednostki poszczególnej.

Wydarzenia życiowe oddziaływają na stan i rozwój naszego ducha. Spośród danych nam cech naszego ducha – przeżycia mogą jedne w nas przytłumić, inne rozwinąć. Wstrząśnienia spowodowane przez formy bytu mogą oddziałać na tok zmian w nas się dokonujących, lecz przeobrazić treści duchowej, która jest nam dana, nie są w stanie. Wstrząśnienia te będą znakiem widomym zmian naszego ducha; będą słupem umówionym czy pomyślanym tych zmian, lecz nie stanowią o jakimś przeobrażeniu się, o pojawieniu się cech ducha, których nie było, ani o zaniku innych całkowitym.

Człowiek ma dane raz na zawsze wszystkie właściwości ducha. Zmiany, które w nim zachodzą – przy świadomym wysiłku czy podświadomie – to rezultat rozwijania właściwości jednych ducha, a tłumienia innych, to rezultat opanowywania formy, ciała, lub kapitulowania przed nią.

Człowiek, który żyje świadomie duchem, zmienia się ciągle. Różne tylko jest tempo, różna bywa skala tych zmian.

Tak samo człowiek, który nie żyje duchem, zmienia się ciągle. Różnica jest ta tylko, że w tym ostatnim zmiany widoczne są nie tyle w treści, w duchu, co w formie, ciele.

Rewolucja w życiu jednostki – to tragiczne zderzenie formy, ciała, z duchem, treścią. Taką rewolucję przeżywa człowiek, gdy poświęca swe życie cielesne na ołtarzu idei. Rewolucja ta – to załamanie pewne, uskok, kataklizm wewnętrzny. Rewolucja ta – to moment życiowy. I ta rewolucja nawet nie przesądza zmian dalszych, zmian ciągłych, a więc ewolucji. I ta rewolucja niemożliwa jest, jeżeli jej nie poprzedził proces świadomych wysiłków ducha, zmian ciągłych, ewolucyjnych.

To zestawienie wykazuje nam, że jeżeli chodzi o pracę w duchu, o doskonalenie ciągłe, proces ten odbywa się nie przez rewolucję, lecz przez ewolucję.

Duch rewolucjonistą nie jest wiecznym, lecz ewolucjonistą. Bo duch wymaga pracy ciągłej, a nie dorywczej. Bo duch wymaga pracy twórczej, a nie burzącej. Duch zniszczenia, burzenia – to zjawisko chorobliwe, wyjątkowe.

Inna rzecz, że duch, wciąż stający się, ciągły, ewolucyjny, oddziaływa na formę, która z natury rzeczy jest bardziej ścisła, mniej chaotyczna, jako rzecz materii, a więc powoduje wstrząśnienia tej ostatniej, rewolucję. Rewolucjonizm ten ducha jest przecież rzeczą przypadkową, pochodną, nie stanowi o nastawieniu ducha.

Nadużywanie słowa rewolucji i oddawania mu poniekąd przewagi nad ewolucją płynie z motywów uczuciowych. Już sam wzgląd na to, że ewolucja to wysiłek ciągły, a rewolucja – to wysiłek doraźny, usposabia życzliwiej dla rewolucji niż dla ewolucji. Bardziej skłonni jesteśmy podjąć wysiłek choćby bardzo ciężki, mocarny, byle raz na zawsze pozbyć się trudu, niż rozkładać go na każdy dzień powszedni. A i efekt rewolucji jest bardziej pociągający, niż szary ciąg zmian powszednich. W rewolucji wszystko wre, kipi, łamie się, druzgoce. Nasuwają się tysiące możliwości, złud, nadziei. Toteż rewolucja bardziej pociąga serca, zwłaszcza młodzieży, która wierzy w cuda zmian gwałtownych, jednorazowych, do dna zmieniających rzeczywistość. Lecz nie tylko na młodzież rewolucja oddziaływa przede wszystkim uczuciowo.

Rewolucja – to przewrót społeczny. I dlatego zrozumiałe jest, że w stosunku do rewolucji nie są obojętni ani ci, którzy o formach stanowią i ich strzegą, ani ci, którzy je łamią. Rewolucja wyzwala jednych, a powala drugich. Stąd momenty sympatii i antypatii. Rewolucja staje się bożyszczem dla jednych, szatanem – dla drugich. Około rewolucji rośnie legenda. Jedni oczekują od rewolucji wybawienia od wszelkich trosk, bólów, niedoli poprzedniego życia. Inni widzą w niej dopust Boży, żywioł złowrogi i niszczące dzieło szatana.

Te uczuciowe momenty, otaczające pewną atmosferą pojęcie rewolucji, zrozumiałe psychologicznie, nie są zgodne z głębiej ujętym doświadczeniem dziejowym, szkodliwe są ze stanowiska ideowego.

Rewolucja, jako zjawisko dziejowe, to zło, to żywioł ślepy i niszczący. To zło jest w pewnych warunkach nieuniknione, lecz złem być nie przestaje. Rewolucja łamie tamy na drodze rozwoju ludzkości, stwarza możliwość dalszego rozwoju, dalszych przemian. Lecz nie należy zapominać, że rewolucja tylko łamie i tylko niszczy. Rewolucja to nie wyraz światowy wysiłków Ducha Społecznego, lecz żywioł instynktów, żywioł brutalny, a nie twórczy w swej istocie. Na gruzach rewolucji Duch Społeczny musi przedsiębrać pracę ciężką, mozolną, ciągłą, ewolucyjną.

Rewolucja to etap bolesny w rozwoju, a nie cel. I dlatego nie może być pragnieniem i dążeniem społecznym. Rewolucja jako hasło, to bałwan, przesłaniający ideę, prowadzący na manowce.

Droga do celów ideowych, zmierzających do ustroju lepszego stosunków międzyludzkich, a zbliżających nas do społeczności Bożej na ziemi, najgłębszego pragnienia, najserdeczniejszej tęsknoty dusz ludzkich, to droga ciągłego stawania się, ewolucji, a nie rewolucji. Aby ustrój mógł być lepszy, aby stosunki międzyludzkie były oparte na podstawie wolności, sprawiedliwości, braterstwa, ludzie muszą się stawać lepsi, bardziej dojrzali społecznie. Tymczasem rewolucja, jako gwałt zbiorowy, jako przemoc, jako walka krwawa i wyczerpująca, osłabia ducha i znieprawia go. W rewolucji na czoło wysuwają się instynkty, chucie.

Idea społeczna urzeczywistnia się przez walkę. Lecz nie przez walkę tylko zewnętrzną z otoczeniem wrogim. Idea społeczna urzeczywistnia się przez walkę ciągłą, zarówno wewnętrzną, człowieka w sobie, w duchu, jak i zewnętrzną z wrogami idei. Bo idea społeczna jest tylko wtedy ideą żywą, gdy żyje w nas samych, gdy wcielamy ją sami życiem własnym. Jeżeli idea jest tylko formułą, hasłem, doktryną, która nie obowiązuje tych, co ją głoszą, jeżeli jest poza nami niejako i uwarunkowana jest zwycięstwem nad pokonanym wrogiem, żadna to idea.

Wielkim błędem socjalizmu ortodoksyjnego, materialistycznego, który dziś bankrutuje na korzyść ideowego, było sprowadzenie idei do konieczności dziejowej, która ma się stać i stanie się pomimo nas, bez świadomego naszego wysiłku duchowego. To stanowisko musiało się wyrodzić w brutalny determinizm, głoszony przez bolszewików rosyjskich. Uważają się oni za narzędzie ślepe w ręku dziejów. Czują się uprawnieni do zbrodni najpotworniejszych. Nic to nie znaczy. Ustrój nowy, lepszy, sprawiedliwy staje się – ich zdaniem – przez sam fakt zwycięstwa fizycznego tych, co dotąd byli na spodzie, byli gnębieni, krzywdzeni i grabieni. Wystarcza, jeżeli krzywdzeni i gnębieni uświadomią sobie krzywdę, niewolę, gwałty i w imię tego uświadomienia i poczucia zduszą, powalą gnębicieli. Wystarczą napisane nowe formy bytu.

To bezideowe stanowisko spowodowało wyolbrzymienie znaczenia rewolucji jako aktu boju ostatecznego o zwycięstwo.

To bezideowe stanowisko spowodowało używanie i nadużywanie słowa rewolucji, jako z jednej strony pobudki i nadziei, z drugiej – groźby.

To bezideowe stanowisko spowodowało, że z rewolucji uczyniono bałwana, który zastąpił światło idei.

To bezideowe stanowisko zrodziło potworne i ohydne hasło: im gorzej, tym lepiej, bo bliżej rewolucji.

To nic, że teraz jest źle; to nic, że jest i będzie gorzej, bo przyjdzie rewolucja i zmieni wszystko na nowe. To, co było ciemne, złe, głupie, stanie się światłym, dobrym, mądrym.

Widzimy rezultaty tej ideologii w Rosji i we Włoszech. Cały sens dziejów z treści dokonywanych przeobrażeń został przeniesiony na formy. Gdy forma się zmieni, a właściwie gdy znienawidzona i przytłaczająca forma zostanie zburzona do tła, nowe nastanie życie, zmieni się od razu treść społeczna. Ewolucji w sferze ducha nie ma, są tylko cuda rewolucji, a ewolucja jedynie – w dziedzinie materii.

Stanowisko takie mogło ugruntować się i urobić tylko tam, gdzie Duch Społeczny był w stanie niemowlęctwa, w warunkach najstraszniejszej niewoli, a płynąć mogło z bezsiły społecznej tych, co je głosili. Hasła rewolucyjne i wyolbrzymienie znaczenia rewolucji najbardziej krzewiły się w Rosji, pod caratem. W ponurych i dusznych warunkach bytu hasło rewolucji było zaklęciem czarodziejskim, które miało budzić promień nadziei w duszach niewolników, a jednocześnie być groźbą [pod adresem] ciemiężycieli.

Czekano na rewolucję jak na zbawienie; wierzono w rewolucję jak w bożyszcze; pokładano w niej nadzieję jak w cudzie. I oto przyszła! A, jak na ironię, najwięcej ucierpieli od niej ci, którzy jej hasło najbardziej głośno obnosili, którzy nawet w nazwie partyjnej umieścili to słowo. Socjaliści-rewolucjoniści [Partia Socjalistów-Rewolucjonistów, tzw. eserów – przyp. redakcji „Obywatela”] są najbardziej prześladowani w Rosji Sowieckiej; stokroć bardziej niż kapitaliści.

Mamy tu jaskrawą ilustrację różnic pomiędzy założeniami idealizującymi rewolucję a rewolucją jako zjawiskiem społecznym. Rewolucja – to żywioł ślepy, który nie zna założeń i nie zna idei. Rewolucję i rewolucyjność wyzyskać potrafią nie ci, którzy mają założenia ideowe i pragną je wcielać w życie, lecz ci, którzy wyczują instynkty mas ciemnych i na nich zagrać potrafią.

Bolszewicy nie dzięki programowi i doktrynie opanowali rewolucję, lecz dzięki temu, że rzucili w miliony chłopskie dwa hasła: „Precz z wojną!” i „Ziemia dla pracujących!”. Nie robotnik, najmita był tą siłą, która im dała w ręce władzę nad olbrzymim krajem, lecz chłop-żołnierz, który stanowił olbrzymią większość ludności.

Niewolnik, który zrzuci kajdany, nie zmienia się wewnętrznie, nie staje przez to nowym człowiekiem. Niewolnik rosyjski po zaspokojeniu swojej zemsty nad ciemiężycielami i po zabraniu ziemi, jest dziś w dużym stopniu tym samym niewolnikiem. Nowe formy bytu zmieniają go, lecz zmiany te dokonywają się bardzo powoli, ewolucyjnie. Na to rozważniejsi zwolennicy rewolucji powiadają zwykle: rewolucja od razu nie zmienia niewolnika w obywatela, lecz przez rozkucie kajdan stwarza warunki, które umożliwiają budowanie nowego życia.

Istotnie. Są formy tak potworne, które nie tylko nie są w stanie przystosować się do [nowej] treści społecznej, lecz oddziałują na treść tę w sposób taki, że rozkłada się ona wewnątrz z braku ruchu, czynu i tworzy gazy trujące, które muszą doprowadzić do rewolucji. Formami Ducha Społecznego, formami, w których Duch Społeczny może się rozwijać, są formy demokratyczne.

Lecz demokracja dopiero się staje. Formy poprzedzające demokrację polityczną były z natury swej ciasne, ujmowały społeczeństwo jak kajdany. Przejście do form demokratycznych nie mogło obejść się bez wybuchu, bez kataklizmu, bez zderzenia. Wyzwalająca się większość społeczna musiała zrywać więzy nałożone na nią przez panującą mniejszość. Ten proces miał miejsce wszędzie, gdzie treść społeczna, tj. większość dojrzewała na tyle, czy cierpiała tak bardzo, że dłużej wytrzymać nie mogła. W Polsce stosunkowo łatwo doszliśmy do form demokratycznych. Darowała je nam wojna i rewolucja w krajach ościennych. I dlatego rewolucja społeczna u nas jest bodaj na długo wykluczona.

Z tego możemy i powinniśmy sobie zdawać sprawę. Tak mówi nam doświadczenie dziejowe, przeżycia własne i rozum. Formy nasze nie tylko nie są za ciasne, nie tylko nie potrzeba ich rozpychać, lecz przeciwnie, są tak luźne, że możemy je zgubić, że mogą z nas oblecieć [opaść]. Wrogowie demokracji, wskazując na to, jak one pociesznie na nas wiszą, starają się je ośmieszyć i obrzydzić, a jednocześnie próbują z nas je zedrzeć. Te próby są czynione dziś natarczywie. I te próby są najbardziej brzemienne rewolucją. Bo reakcja polska pragnęłaby na nas nałożyć – w razie zwycięstwa – formy tak ciasne i tak nieodpowiednie, że katastrofa rewolucji byłaby prędzej lub później nieunikniona.

Ze stanowiska idei, ze stanowiska rozwoju Ducha Społecznego należy dziś utwierdzać wszędzie formy demokratyczne, formy ciągłe, ewolucyjne. Formy te, będące odpowiednikiem i wyrazem Ducha Społecznego, są tak zmienne, jak Duch sam. Stają się one wraz z rozwojem Ducha Społecznego, są elastyczne i luźne. Nie obiecują cudów, bo cudów, jako przeobrażeń doraźnych, a całkowitych w układzie stosunków międzyludzkich nie bywa; lecz otwierają przed nami pole szerokie pracy w duchu w imię idei.

Formy ewolucyjne są ważne nie tylko dla poszczególnych społeczności narodowych i dla całej ludzkości, lecz i dla poszczególnych jednostek ludzkich. W formach tych dojrzewa nie tylko Duch Społeczny, lecz i dusze poszczególnych ludzi. Rozwój ich wewnętrzny staje się bardziej pełny, wszechstronny i ciągły. Jednostka nie będzie się potrzebowała zrywać do krótkich okresów rewolucyjnego buntu, lecz nie będzie też zapadać w długie okresy reakcyjnego znużenia.

Rewolucja – to zderzenie treści społecznej z formą. Ewolucja – to harmonijne rozwijanie treści społecznej przez formę i formy przez treść społeczną.

Dążeniem, ideą ludzkości jest harmonia treści społecznej z formą. I dlatego ludzie idei, ludzie wierzący w Społeczność Bożą na ziemi, społeczność pracy, wolności, sprawiedliwości i braterstwa, muszą wierzyć w ewolucję, muszą liczyć przede wszystkim na rozwój wieczny i zwyciężanie Ducha Społecznego, a nie na katastrofy formy, materii.

Bronisław Siwik

____________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Rzeczpospolita Spółdzielcza” („Miesięcznik poświęcony sprawom kooperacji i związanym z nią zagadnieniom społecznym i gospodarczym”) nr 3/1923. Następnie zamieszczono go w książce autora „W walce o prawdę (Rozważania dotyczące stosunków międzyludzkich)”, Nakładem Księgarni Robotniczej, Warszawa 1928. Po latach wznowiono go w piśmie „Obywatel” nr 3(47)/2009, za którym zamieszczamy go tutaj.

 

Bronisław Siwik (1876-1933) – działacz socjalistyczny od roku 1904, organizator nielegalnych struktur w Zagłębiu Dąbrowskim, za działalność zesłany na trzy lata w głąb Rosji. W czasie rewolucji październikowej przebywał w Sankt Petersburgu, gdzie stał się krytykiem bolszewików i ich rządów oraz całego internacjonalistycznego i marksowskiego nurtu w ruchu socjalistycznym. Po wojnie urzędnik Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, pełnił też funkcję dyrektora warszawskiego ZUS-u, radny Warszawy, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, publicysta prasy socjalistycznej, zasłużony działacz spółdzielczości spożywców, prezes Rady Nadzorczej Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych, inicjatorów zjednoczenia „klasowego” ZRSS z „neutralną” spółdzielczością spożywców, w efekcie czego w 1925 r. powstał potężny Związek Spółdzielni Spożywców RP. U schyłku życia rozstał się z PPS-em wskutek różnic w ocenach J. Piłsudskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *