Adam Próchnik

Narodziny Polskiej Partii Socjalistycznej

[1938]

Pani Maria Limanowska wprowadziła dwóch mężczyzn do pokoju swego męża i sama wycofała się dyskretnie.

Bolesław Limanowski przerwał pracę, w której był zagłębiony. Powstał szybko od zarzuconego papierami i książkami biurka i podszedł ku nieznanym gościom. Liczył niespełna sześćdziesiąt lat. Oczy spoglądały dobrotliwie sponad siwej brody. Cała postać tchnęła szlachetnością i doniosłością.

Młodzi ludzie ściskali podaną dłoń z szacunkiem. Zajęli wskazane im miejsca i przystąpili pospiesznie do wyjaśnienia celu swej wizyty, jakby chcąc możliwie najkrócej zakłócać atmosferę pracy, panującą w tym pokoju.

Powstała myśl odbycia tu, w Paryżu, zjazdu socjalistów polskich różnych kierunków. Idzie o rozpatrzenie ważnej sprawy, czy nie można by doprowadzić do stworzenia jednej, wspólnej organizacji. W kraju zaczyna się już rozwijać ruch masowy. Ostatnie wypadki majowe w Łodzi są tego najlepszym dowodem. Ale rozbicie na różne organizacje nie pozwala tego ruchu ująć w odpowiednie ramy. „Proletariat” walczy ze „Zjednoczeniem”, a „Związek” atakuje i jednych, i drugich. „Gmina narodowo-socjalistyczna” kroczy zupełnie odrębnymi drogami. Tymczasem różnice ideowe nie są znowu tak wielkie. Można przypuszczać, że w wielu sprawach nastąpiło dość duże znaczne zbliżenie poglądów, że ostrość przeciwieństw została stępiona. Zagadnienie polega na tym, aby przekonać się, czy nie nadszedł już czas sformułowania wspólnego programu i stworzenia w kraju jednej, wspólnej polskiej partii socjalistycznej. To jest właśnie cel zjazdu.

Limanowski słuchał uważnie. Tak, myśl jest bardzo słuszna. Zawsze był tego zdania, że rozbicie jest szkodliwe i właściwie nieuzasadnione. Cel – socjalizm – jest wszystkim wszakże wspólny. No, różnice są także. Ale te zawsze będą.

– Otóż właśnie. Chcieliśmy więc prosić, towarzyszu, abyście w zjeździe wzięli udział.

Limanowski zdziwił się.

– Ja? Muszę się przyznać, że wasza propozycja zaskoczyła mnie. Nie sądzę, aby moja obecność była tam potrzebna.

– Jest niezbędna.

Limanowski milczał przez chwilę. Przez głowę jego przesunęła się fala przykrych wspomnień. Od dwunastu lat był wszak przedmiotem ataków, nieraz bardzo ostrych i bezwzględnych ze strony większości socjalistów polskich młodego pokolenia. Nie mogli mu darować jego patriotyzmu. On zaś uważał sprawę wyzwolenia narodowego za równie ważną, jak sprawę wyzwolenia społecznego. Odpowiadali mu na to, że sprawa niepodległości to „szczegół”, który znajdzie swe rozwiązanie w ogólnym rozstrzygnięciu kwestii socjalnej, że dążą nie do powstania, ale do przewrotu społecznego. Z tym stanowiskiem nie mógł się pogodzić i drogi ich się rozeszły. Od czasu tego kroczy swą własną drogą pod hasłem socjalizmu i niepodległości. Odmawiano mu za to prawa do nazwy socjalisty. Wydawano przeciw niemu złośliwe, uszczypliwe broszury. A dzisiaj… Nie. Po cóż tam pójdzie? Od niepodległości przecież nie odstąpi.

Zwrócił się ku gościom.

– Myśl zjednoczenia witam z zadowoleniem i sympatią. Ale sam… chyba nie przyjdę na wasz zjazd. Widzicie, towarzysze, zjazd jest naradą przedstawicieli kierunków. A ja nikogo nie reprezentuję, do żadnej grupy nie należę.

– To nie stanowi żadnej przeszkody. Wasza działalność…

– Otóż to właśnie. Nie reprezentuję żadnej grupy, ale reprezentuję pewien pogląd, pewną ideologię. O naszych sporach i zatargach przekonaniowych wiecie wszak dobrze. Na zjeździe będą przeważnie moi przeciwnicy ideowi. Zakłóciłbym więc tylko tak potrzebną zgodność, abyście wasz zamiar mogli doprowadzić do skutku. Życzę wam powodzenia, ale nic tam po mnie.

Ale przybysze nalegali.

– Musicie przyjść. Zjawcie się koniecznie, choćby tylko na pierwsze posiedzenie. Zorientujecie się, jakie panują tam nastroje i zobaczycie, czy możecie brać udział w obradach.

Gdy po kilku kwadransach rozmowy opuszczali mieszkanie Limanowskiego, wynosili z sobą obietnicę, że zjawi się na zjeździe.

Zgodnie z obietnicą, dnia 17 listopada 1892 r. Limanowski wkraczał do zadymionego pokoju, mieszczącego się na przedmieściu Mont-Rouge w Paryżu. Było to mieszkanie Bolesława Antoniego Jędrzejowskiego. W pokoju siedziało już kilkanaście osób. Wszyscy powstali, aby powitać sędziwego gościa. Stanisław Mendelson, Maria Jankowska, Aleksander Dębski, jego dawni przeciwnicy, witali go serdecznie. Spotkał wiele nowych twarzy. Młody, chudy mężczyzna ściskał mu dłoń. Był to Stanisław Wojciechowski. Młody człowiek o silnym czarnym zaroście i błyszczących okularami i inteligencją oczach, podszedł ku niemu. Nazywał się Feliks Perl. A dalej Jan Stróżecki, Aleksander Sulkiewicz, Edward Abramowski, Stanisław Grabski. Ostatni przystąpił do Limanowskiego młody mężczyzna i przedstawił się.

– Jestem Witold Jodko. Nie przypominacie mnie sobie. Byłem małym chłopcem, kiedy po powrocie z zesłania odwiedzaliście w Warszawie mego ojca.

W atmosferze serdeczności, która go otoczyła, Limanowski, przygotowany na niechętne przyjęcie i ostrą walkę poglądów, zaczął się rozkrochmalać. Rozwiewała się obawa przed atmosferą surowych ataków i złośliwych docinków. Rzeczowa wymiana myśli i spokojne starcie się poglądów odpowiadały jego usposobieniu.

Ale oto gospodarz mieszkania, Jędrzejowski, zagajał już obrady. Zakończył propozycją powierzenia przewodnictwa obrad Limanowskiemu. Ten jest znów zdumiony. Jest tu wszak w poglądach odosobniony, uważa się raczej za gościa. Ale wobec jednomyślności zebranych nie stawia już oporu i obejmuje z wahaniem przewodnictwo. Jest bowiem zdecydowany w razie odrzucenia hasła niepodległości opuścić zebranie.

Ta sprawa szybko się wyjaśnia. Perl bowiem prosi o głos i stawia pytanie: co jest najbliższym celem naszego ruchu – konstytucja czy niezależna rzeczpospolita. Odpowiada na to pytanie Abramowski. Celem naszym jest niepodległość, ale weźmiemy to, co się da. Kwestia polega na tym, co uda się prędzej i łatwiej zdobyć.

Perl przerywa.

– Niepodległą republikę polską musimy postawić sobie jako najbliższy cel.

Słowo „najbliższy” wypowiedział z naciskiem.

Teraz Limanowski jest naprawdę bardzo zdziwiony. Przecież Perl to proletariatczyk, a proletariatczycy wszak zawsze atakowali go za patriotyzm.

Ale Abramowski upiera się przy tym, że niepodległość to cel nie najbliższy. Grabski nie widzi żadnej sprzeczności. Wszyscy zgadzamy się, że w programie umieścimy hasło niepodległości. Nie przeszkadza to temu, że wyzyskamy wszystkie okazje dla zdobycia możliwych ustępstw politycznych.

Wszyscy zgadzamy się? Limanowski dziwi się coraz bardziej. Oczekuje sprzeciwów. Ale nikt nie zwalcza niepodległości. A więc wszyscy przyjmują jego hasło, a więc nie ma przeszkody dla współpracy. A więc powstanie silny ruch robotniczy dla walki o wyzwolenie narodowe i społeczne. Ale dotychczas milczą ci, którzy dawniej tak zawzięcie go atakowali. Milczy Mendelson.

Nazajutrz Mendelson referuje na zjeździe w imieniu komisji projekt politycznych haseł nowego programu. Polska Partia Socjalistyczna, która powstanie z połączenia wszystkich dotychczasowych grup i kierunków, postawi sobie jako cel dążenie do samodzielnej rzeczypospolitej demokratycznej, opartej na zasadach następujących…

Oto jest jednomyślne stanowisko całego zjazdu. Limanowski nie myśli już o opuszczeniu obrad, nie czuje się już tu gościem. Znaleziona została wspólna droga dla polskiego ruchu socjalistycznego, droga słuszna i odpowiadająca najgłębiej odczuwanym potrzebom polskiego ludu.

Obrady trwały jeszcze kilka dni. Ustalano wszystkie szczegóły nowego programu i nowej taktyki. W jednym momencie groziło zerwanie porozumienia. Była to sprawa terroru. Różnica była właściwie niewielka. Wszyscy godzili się, że podstawą walki jest ruch masowy, że terror to środek uboczny, stosowany tylko w pewnych okolicznościach. Ale Wojciechowski, Abramowski, Strożecki są przeciw ogłaszaniu przez partię aktów terroru. Inni nie chcą się tego wyrzec. Ale Limanowski wobec osiągnięcia jednomyślności w sprawach zasadniczych, apeluje do zgody. I osiąga ją.

Wśród podniosłego nastroju zjazd kończy swe obrady. Mendelson zamyka obrady zapowiedzią, że na podstawie uchwalonego programu powstaje Polska Partia Socjalistyczna i że jedno z pierwszych miejsc w tej partii zajmie osiwiały bojownik Bolesław Limanowski.

W ten sposób narodziła się Polska Partia Socjalistyczna.

Adam Próchnik

____________________________________________

Powyższy tekst jest jednym z rozdziałów książki autora „Idee i ludzie. Z dziejów ruchu rewolucyjnego w Polsce”. Książka była fabularyzowaną, popularyzatorską pracą o historii polskiego socjalizmu do momentu odzyskania niepodległości. Po raz pierwszy ukazała się w roku 1938, zaś po wojnie wznowiono ją nakładem Spółdzielni Wydawniczej „Wiedza”, Warszawa 1946 – niniejszą wersję publikujemy za tym właśnie wydaniem.

Adam Próchnik (1892-1942) – działacz socjalistyczny i spółdzielczy, oficer Wojska Polskiego, poseł na Sejm RP, ideolog polskiego ruchu socjalistycznego, doktor nauk historycznych. Nieślubny syn wybitnego działacza socjalistycznego, Ignacego Daszyńskiego. W młodości działacz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, członek Związku Walki Czynnej, w czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej, a następnie organizował we Lwowie niezależne polskie struktury wojskowe, za co został aresztowany, groziła mu kara śmierci. Brał bohaterski udział w walkach w obronie Lwowa, otrzymując stopień podporucznika. W niepodległej Polsce działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, pracował jako historyk-archiwista, szykanowany przez władze sanacyjne. W latach 1925-31 przewodniczący rady miejskiej Piotrkowa Trybunalskiego, w roku 1928 wybrany posłem na Sejm z listy PPS. Przez pewien okres członek władz Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 30. związał się z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową, będąc jednym z liderów intelektualnych tego środowiska, m.in. sprawował funkcję przewodniczącego stowarzyszenia lokatorów WSM „Szklane Domy”. W roku 1939 wybrany radnym Warszawy. W latach 1934-39 członek Rady Naczelnej PPS. Początkowo zwolennik współpracy z komunistami, po procesach moskiewskich zmienił stanowisko w tej sprawie na negatywne. Uznany publicysta polityczny oraz badacz dziejów polskiego ruchu socjalistycznego i demokratycznego, autor m.in. książek „Demokracja kościuszkowska”, „Bunt łódzki w roku 1892”, „Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej”, „Ideologia spółdzielczości robotniczej”, „Idee i ludzie”. Po wybuchu wojny działał w konspiracji politycznej, najpierw w środowisku WSM, później w grupie związanej z pismem „Barykada Wolności”, następnie jako lider Polskich Socjalistów. Brał udział w pracach na rzecz zjednoczenia PS z PPS-WRN i krakowską grupą PPS Zygmunta Żuławskiego. Zmarł na zawał serca 22 maja 1942 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *