Leon Wasilewski

Międzynarodówka robotnicza wobec hasła niepodległości Polski

[1930]

I

Pierwsza Międzynarodówka a sprawa Polski

Powstanie Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotniczego, popularnie zwanego „Międzynarodówką” czy „Internacjonałem”, splotło się historycznie ze sprawą polską.

Po stłumieniu powstania styczniowego robotnicy londyńscy wysłali specjalną delegację do ministra angielskiego, lorda Palmerstona, domagającą się interwencji na rzecz Polski. Dla nadania tym zabiegom poważniejszego znaczenia powołali oni do wspólnego wystąpienia robotników paryskich.

„Dnia 22 lipca (1883 r.) przyjeżdżają na olbrzymi wiec robotniczy do Londynu wysłańcy robotników francuskich, aby wspólnie zamanifestować na rzecz zbrojnej interwencji w obronie Polaków. Następuje wymiana adresów między robotnikami obu krajów… Ale tymczasem mocarstwa opuszczają Polskę. Napoleon (III) proponuje zwołanie kongresu europejskiego w sprawie polskiej, wbrew wysiłkom angielskich robotników rząd angielski ogłasza kongres taki za zbędny” [1].

W roku następnym akcja ta trwa w dalszym ciągu. Dn. 28 września 1864 r. „zjawiła się w Londynie nowa deputacja robotników francuskich, przywożąc nowy od nich adres. Zaczynał się on od gorzkich słów: »Znowu zdławiono Polskę we krwi jej dzieci, a my zostaliśmy bezsilnymi widzami!…«” [2]. Niemiecki historyk Międzynarodówki, Gustaw Jaeckh, mówi: „Sposobność do takiej demonstracji protestującej dało w roku 1863 krwawe zgniecenie ostatniego powstania polskiego. Angielscy robotnicy przesłali swym francuskim kolegom płomienny protest, a ci odpowiedzieli, wysyłając kilkakrotnie delegacje mężów zaufania do Londynu. Przyjęcie tych delegacji na publicznym zgromadzeniu było ostateczną pobudką do założenia Międzynarodówego Związku Robotniczego. O tyle więc słusznym jest twierdzenie, że sprawa polska wpłynęła na stworzenie Międzynarodówki, ale też tylko o tyle. Cały przebieg i rezultat zgromadzenia wyraźnie wykazał, że kwestia polska była jedynie lontem: olbrzymia masa wybuchowa, która rozlała wokoło morze ognia, była natury międzynarodowej, socjalnej [3].

Sprawa Polski nie przestała interesować Międzynarodówki, założonej na mityngu w St. Martin’s Hall 28 września 1864 r. Wszakżeż jednym z kierowniczych duchów tej organizacji był Karol Marks, sekretarz Międzynarodówki dla Niemiec, który jeszcze w r. 1848 był rzecznikiem odbudowania Polski co najmniej w granicach z 1772 r. z dużym pasem wybrzeża morskiego, i który podczas powstania styczniowego rozwinął energiczną agitację wśród przyjaciół na rzecz jego poparcia i nawet zabiegał około stworzenia niemieckiego legionu posiłkowego w szeregach powstańczych. Toteż już w adresie inauguracyjnym Międzynarodówki, ułożonym przez K. Marksa i będącym niejako jej programem oficjalnym, została poruszona sprawa polska. W adresie tym pisze Marks: „Bezwstydny poklask, obłudne współczucie i głupia obojętność, z którymi wyższe klasy w Europie patrzyły na to, że Rosja owładnęła górską twierdzą Kaukazu i zdławiła bohaterską Polskę; niezmierne zabory tego barbarzyńskiego kolosa, którego głowa jest w Petersburgu, a ręce w gabinetach wszystkich europejskich państw – przekonały wreszcie robotników, że nadszedł czas, by przeniknęli tajemnice polityki międzynarodowej, aby śledzili zabiegi dyplomatyczne swych rządów… głosząc konieczność przestrzegania przyrodzonych praw moralności i sprawiedliwości, którymi wszyscy ludzie powinni się kierować w swych osobistych stosunkach, a które powinny także stanowić najwyższą normę we wzajemnych stosunkach narodów”…

Adres ten, uchwalony zaraz po założeniu Międzynarodówki i zaraz potem ogłoszony, stał się oficjalnym dokumentem na genewskim kongresie Międzynarodówki, który odbył się w dniach 3-8 września 1866 r. Marks nie był obecny na tym kongresie, ale brał decydujący udział w przygotowaniach do niego. W liście do Junga z 20 listopada 1885 r. naszkicował porządek dzienny kongresu, rozpadający się na kilka działów. Dział III obejmował międzynarodową politykę: konieczność złamania moskiewskich wpływów w Europie przez urzeczywistnienie prawa narodów do stanowienia o swym losie oraz odbudowanie Polski na demokratycznych i socjalnych podstawach [4].

Marks miał zwyczaj przed każdym kongresem Międzynarodówki układać krótkie notatki, w których streszcza swe poglądy na kwestie będące na porządku dziennym zjazdu. Notatki te przeznaczone były dla członków Rady Generalnej, czyli zarządu Międzynarodówki. Otóż przed genewskim kongresem Międzynarodówki Marks w notatkach tych pisze o „kwestii polskiej”:

„A) Dlaczego robotnicy Europy podnoszą tę kwestię? Po pierwsze, ponieważ pismacy i agitatorzy burżuazyjni spiknęli się celem zduszenia tej kwestii, jakkolwiek z drugiej strony wszelkie narodowości kontynentu, a nawet Irlandia mają w nich troskliwych orędowników. Czemu przypisać tę konspirację milczenia o Polsce? Powstała ona dzięki temu, iż arystokracja i burżuazja widzą w mocarstwie azjatyckim, które rzuca cień na całą Europę, ostatnią ucieczkę przed falami proletariatu. To zaś mocarstwo może być skutecznie skrępowane jedynie przez odbudowanie Polski na demokratycznych podstawach.

B) W dzisiejszym zmienionym położeniu środkowej Europy, a zwłaszcza Niemiec, potrzebujemy demokratycznej Polski bardziej, niż kiedykolwiek. Albowiem jeśli Polski nie odbudujemy, to Niemcy staną się warownią Świętego Przymierza; po odbudowaniu zaś Polski muszą stać się sprzymierzeńcem republikańskiej Francji. Międzynarodowy ruch robotniczy będzie ciągle narażony na przerwy, przeszkody i opóźnienia, dopóki nie rozwiążemy tej wielkiej kwestii europejskiej.

C) Szczególnie niemiecka klasa robotnicza obowiązana jest podjąć inicjatywę w tej kwestii, ponieważ Niemcy są jednym z trzech mocarstw, które Polskę rozebrały” [5].

W myśl tych przesłanek Rada Generalna Międzynarodówki postawiła na kongresie wniosek uznający konieczność usunięcia wpływów caratu rosyjskiego na Europę za pomocą popierania zasady samorządu (Selbstbestimmung – stanowienia narodu o sobie) ludów i odbudowania socjalistycznej Polski. Większość delegatów z Anglii i Niemiec wypowiedziała się za wnioskiem Rady Generalnej, ale spotkał się on z opozycją delegacji francuskiej. Sprawę tę wyjaśnia Jaeckh w sposób następujący:

„Fribourg imieniem francuskiej delegacji – która w znacznej swej części przed dwoma laty brała udział w mityngu polskim w Londynie – zgłosił wniosek, by kongres nie głosował nad tą »zawikłaną kwestią narodowości«, lecz poprzestał tylko na potępieniu despotyzmu w każdej jego formie we wszystkich krajach. Czyżby uzasadnienie tej rezolucji zrazić miało do niej Francuzów? Powiedziane tam było, że cały świat feudalnej arystokracji i burżuazji spogląda na tę ciemną, azjatycką potęgę jako na ostatnią ostoję swego panowania, że tylko odbudowanie Polski na demokratycznych zasadach potęgę tę uczynić może nieszkodliwą, i że sprawa polska rozstrzygać o tym będzie, czy Niemcy będą placówką świętego Przymierza, czy sojusznikiem republikańskiej Francji. Także ruch robotniczy narażony będzie ustawicznie na przeszkody, przerwy i zwłoki w rozwoju, dopóki ta wielka europejska kwestia nie zostanie rozwiązaną; dlatego szczególniej niemiecka klasa robotnicza musi do tego dać inicjatywę. Uwzględniając późniejsze dzieje Międzynarodówki w krajach romańskich, nie można z góry odrzucić możliwości, że francuscy delegaci i kilku z Genewy i Waadtlandu zrażeni byli tym apelem do niemieckich robotników” [6].

Być może, że i ten czynnik odgrywał pewną rolę, ale sprzeciw Francuzów przeciwko wnioskowi tkwił swymi korzeniami przede wszystkim w odrębności zapatrywań politycznych delegatów francuskich, znajdujących się pod wybitnym wpływem Proudhona. Otóż „Proudhon, ojciec nowoczesnych systematów anarchistycznych, pisarz bałamutny, a niesłychanie zarozumiały, posiadał sposób myślenia mieszczucha z zapadłej prowincji. Rozwiązywał on kwestię społeczną przez samorzutną pomoc wzajemną i kredyt bezpłatny… Podobnież ciasne, filistra małomiasteczkowego godne stanowisko zajął Proudhon w kwestiach polityki międzynarodowej. Kierował się on w niej ciemnym, naiwnym egoizmem narodowym, który wzrokiem poza własny stół nie sięga. W czasie wspaniałego ruchu proletariatu paryskiego w obronie Polski w r. 1848 zwalczał on namiętnie jego szlachetne porywy; w czasie wojny włoskiej w r. 1859 wystąpił nienawistnie przeciw niepodległości Włoch; w przeddzień powstania polskiego wznowił łatwą kampanię przeciw Polakom… Uczniowie Proudhona, tzw. mutualiści, zyskali w okresie reakcji silny wpływ na proletariat Francji i innych krajów zachodnich. Nie podzielali oni wszystkich poglądów mistrza, po większej części żywili oni jednak niechęć do politycznej walki, pewną obojętność na ucisk innych narodów, w łonie zaś Międzynarodówki sprzeciwiali się wysuwaniu na pierwszy plan sprawy polskiej. Sprawa ta była osią sporu, toczącego się między nimi a rewolucyjnymi uczniami Marksa… Wśród tego. sporu właśnie powstał artykuł Engelsa pt. „Klasa robotnicza a kwestia polska”, ogłoszony w angielskim piśmie socjalistycznym »The Commonwealth«” [7].

Wobec niechętnego stanowiska delegatów francuskich kongres załatwił sprawę kompromisowo, przez przyjęcie następującego oświadczenia, zaproponowanego przez delegata niemieckiego, Jana Filipa Beckera:

„Ponieważ Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników stawia sobie za zadanie wyzwolenie klasy robotniczej wszystkich krajów, a więc – zwalczanie wszelkiej przemocy i zaprowadzenie równości wszech ludzi i narodów, przeto dąży również do usunięcia wpływów caratu rosyjskiego i odbudowania socjalistycznej Polski (Wiederherstellung eines sozialdemokratischen Polen)”.

W ten sposób I Międzynarodówka bądź co bądź wypowiedziała się za odbudowaniem Polski, a najwybitniejsi jej przedstawiciele (tak socjaliści, jak i zwalczający ich anarchista Bakunin) pozostali do końca wierni temu hasłu – i to nawet wówczas, kiedy socjaliści polscy zachowywali się wobec niego jeszcze odpornie.

W r. 1875 w Londynie, na obchodzie rocznicy powstania styczniowego, Karol Marks wypowiedział mowę, w której zaznaczył stanowisko obozu robotniczego całej Europy wobec wyzwolenia Polski. Streszczenie tej mowy, napisane przez samego Marksa (w języku niemieckim), znajduje się w zbiorach rapperswilskich [mowa o Muzeum Narodowym Polskim, założonym w 1870 r. w szwajcarskim Rapperswilu – przyp. redakcji Lewicowo.pl].

Karol Marks rozpoczął swą mowę od zaznaczenia, że partia całej Europy widzi jak najżywotniejszy swój interes w wyzwoleniu Polski. Tak np. „Program Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników wystawia odbudowanie Polski jako jeden z celów międzynarodowej polityki robotniczej. Następnie postawił on pytanie: Jakie są przyczyny tego specjalnego zainteresowania się losem Polski ze strony partii robotniczej?

Przede wszystkim naturalne współczucie dla narodu uciemiężonego, który niezmordowaną, bohaterską walką z ciemiężcami dowiódł swego historycznego prawa do niepodległości i samorządu. Nie jest to bynajmniej sprzecznością, że międzynarodowa partia robotnicza dąży do odrodzenia narodu polskiego. Przeciwnie, dopiero wtedy, gdy Polska zdobędzie na nowo swą niezależność, dopiero gdy jako naród samodzielny znowu będzie mogła sobą rozporządzać, dopiero wtedy znowu będzie mógł się rozpocząć jej rozwój wewnętrzny, wtedy będzie mogła ona współdziałać w społecznym przeobrażeniu Europy. Póki naród żywotny ujarzmiony jest przez najeźdźców, póki z konieczności kieruje on wszystkie swoje siły, całą swą energię przeciwko zewnętrznemu wrogowi, póty jego życie wewnętrzne jest sparaliżowane, póty jest on niezdolny do pracy dla odrodzenia społecznego. Irlandia, Rosja pod jarzmem mongolskim itd. dają nam tego wymowne przykłady.

Drugą przyczyną sympatii, jaką partia robotnicza żywi dla sprawy odrodzenia Polski, jest odrębne geograficzne, militarne i historycznie położenie tego kraju. Rozbiór Polski jest tym cementem, który spaja trzy wielkie mocarstwa despotyczne: Rosję, Prusy i Austrię. Tylko odrodzenie Polski może złamać ten związek i w ten sposób usunąć z drogi największą przeszkodę społecznego wyzwolenia ludów europejskich.

Ale najważniejszą przyczyną sympatii klasy robotniczej dla Polski jest co następuje: Polska jest nie tylko jedynym plemieniem słowiańskim, ale nawet jedynym ludem europejskim, który walczył i walczy jako kosmopolityczny żołnierz rewolucji. Polska lała swą krew w amerykańskiej wojnie o niepodległość; jej legiony walczyły pod sztandarami pierwszej republiki francuskiej; przez swą rewolucję 1830 roku przeszkodziła ona najazdowi na Francję, najazdowi, który był już uplanowany przez zaborców Polski; w roku 1846 w Krakowie, pierwsza w Europie, zatknęła ona sztandar rewolucji socjalnej; 1848 bierze ona wybitny udział w walkach rewolucyjnych Węgier, Niemiec i Włoch; wreszcie w roku 1871 dostarcza ona Komunie paryskiej najlepszych generałów i najheroiczniejszych żołnierzy.

W tych krótkich chwilach, kiedy masy ludowe w Europie miały swobodę ruchów, przypominały one sobie, co winne są Polsce. Po zwycięskiej rewolucji marcowej w Berlinie 1848 r. pierwszym czynem ludu było: wyzwolenie więźniów polskich, Mierosławskiego i jego towarzyszy niedoli, oraz proklamowanie odbudowania Polski; w Paryżu w maju 1848 r. szedł Blanqui na czele robotników przeciwko reakcyjnemu Zgromadzeniu Narodowemu, by wymusić na nim zbrojną na rzecz Polski interwencję; wreszcie w r. 1871, gdy robotnicy paryscy ukonstytuowali się jako rząd, oddali oni hołd Polsce, powierzając jej synom dowództwo wojskowe swoich sił bojowych.

I dzisiaj niemiecka partia robotnicza nie da się bynajmniej zwieść z drogi reakcyjnym wystąpieniem deputowanych polskich w parlamencie niemieckim: wie ona, że ci panowie działają nie dla Polski, lecz dla swoich prywatnych interesów; wie ona, że polski chłop, robotnik i każdy niezaślepiony stanowym interesem Polak rozumieć musi, iż Polska w Europie jednego tylko sprzymierzeńca ma i mieć może – partię robotniczą. Niech żyje Polska!” [8].

Wskutek roboty destrukcyjnej anarchistów Międzynarodówka doznaje rozbicia i działalność jej na szereg lat ulega przerwie. Dopiero w r. 1889 odrodzi się ona w postaci II Międzynarodówki, która znowuż musi określić swe stanowisko wobec polskich dążeń niepodległościowych.

II

II Międzynarodówka a sprawa Polski

Stosunek I Międzynarodówki do hasła niepodległości Polski wypływał z oceny sprawy polskiej w niedawnej przeszłości, jako czynnika rewolucyjnego i antyrosyjskiego. Z oceny tej wysnuwano również wnioski na przyszłość, stanowiące podstawę i punkt wyjścia rezolucji genewskiej. Wobec II Międzynarodówki kwestia polska występowała już do pewnego stopnia w innej postaci.

Pamięć 1863 roku zacierała się stopniowo, polskie klasy posiadające widocznie wyzbywały się tradycji rewolucyjnych i wchodziły na drogę ugody z rządami zaborczymi. Polski ruch patriotyczny o cechach demokratycznych był niezmiernie słaby, socjalistyczny zaś był przez dłuższy czas pozbawiony tendencji niepodległościowych, następnie zaś rozbity wewnętrznie na liczne frakcje. Jednocześnie w Rosji rdzennej budziły się samodzielne siły rewolucyjne, toczące walkę z caratem, skutkiem czego rosły nadzieje na upadek despotyzmu rosyjskiego bez przyczynienia się do tego Polski jako samodzielnego czynnika rewolucyjnego. Potężny wzrost niemieckiej Socjalnej Demokracji napawał jej zwolenników nadzieją, że sami sobie dadzą radę w niezbyt dalekiej przyszłości z przeżytkami absolutyzmu w Niemczech. W ten sposób znaczenie pomocy Polski malało, co wpłynęło na osłabienie zainteresowania się międzynarodowego obozu robotniczego sprawą polską.

Dopiero kiedy w dziesiątym dziesięcioleciu wieku XIX stosunki w obozie socjalistycznym polskim skonsolidowały się o tyle, że mógł on już wystąpić jako zwarta, solidna, trójzaborowo zorganizowana siła, wysuwająca wyraźnie i stanowczo hasło niepodległej republiki demokratycznej, sprawa niepodległości Polski powróciła na porządek dzienny Międzynarodówki. Stało się to po utrwaleniu się w kraju wpływów PPS, która też w swoje ręce ujęła inicjatywę w tym kierunku, działając przez Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich, będący jej ekspozyturą emigracyjną.

W r. 1896, przed kongresem londyńskim II Międzynarodówki, Centralizacja ZZSP ułożyła następującą rezolucję: „Zważywszy, że ujarzmienie jednego narodu przez drugi leżeć może w interesie tylko kapitalistów i despotów, dla ludu zaś pracującego, zarówno narodowości polskiej, jak i zaborczej jednakowo jest zgubne; że zwłaszcza carat rosyjski, czerpiący swe siły wewnętrzne i znaczenie zewnętrzne z podbicia i rozbioru Polski, jest stałą groźbą dla rozwoju międzynarodowego ruchu robotniczego, Kongres oświadcza:

iż niepodległość Polski jest żądaniem politycznym, również koniecznym dla międzynarodowego ruchu robotniczego, jak dla samego proletariatu polskiego”.

ZZSP z całą zapobiegliwością popularyzował zawarte w tej rezolucji hasła, aby przygotować pomyślne szanse jej przejścia na kongresie. Tekst rezolucji został podany przez „Bulletin Officiel du Parti Socialiste Polonais”, rozsyłany do całej prasy socjalistycznej i do najwybitniejszych przedstawicieli ruchu robotniczego. Niejako próbą powodzenia rezolucji było przedłożenie jej mityngowi międzynarodowemu dn. 1 lutego 1896 r., zwołanemu w Londynie w rocznicę powieszenia czterech „Proletariatczyków”, na którym byli obecni wybitni angielscy i niemieccy przedstawiciele Międzynarodówki, i gdzie przyjęto tę rezolucję jednogłośnie. [9]

Jednym z tych środków agitacyjnych za rewolucją było wydanie w Londynie „Pamiątki Majowej” na rok 1896, przy czym nadano jej formę „Wydawnictwa Polskiej Partii Socjalistycznej spod trzech zaborów” i pociągnięto do współpracownictwa w niej wybitnych przedstawicieli Międzynarodówki. Ci ostatni, na co też liczono, korzystali ze sposobności, aby wypowiedzieć się w sprawie polskiej. Tak Tom Mann, sekretarz generalny angielskiej Niezależnej Partii Pracy pisze: „Naszym towarzyszom polskim pragnęliśmy powiedzieć: Odczuwamy, jak wyjątkowo ciężką jest walka wasza, ponieważ nie macie własnego życia narodowego, które skuły w kajdany trzy obce mocarstwa despotyczne. Z całego serca współczujemy z waszą walką o niezależność narodową, szczerą mamy nadzieję, że wasza praca w tym kierunku rychło będzie uwieńczona powodzeniem. Wiemy o zasługach Polaków dla sprawy powszechnej swobody w przeszłości i wyglądamy tej przyszłości, gdy ani polityczna, ani ekonomiczna niewola nie będzie zatruwała życia robotników jakiegokolwiek kraju” (str. 29).

Socjalista belgijski, Leo, redaktor centralnego organu partii belgijskiej „Peuple”, pisze: „Na wschodzie Europy leży olbrzymia skrzepnięta bryła reakcyjna – Rosja. Tam despotyzm skuł w kajdany umysł i inicjatywę; wsteczne formy ekonomiczne powstrzymują tam rozwój socjalizmu rewolucyjnego. Rosja to czarna chmura zasłaniająca olbrzymi płat nieba rozjaśnianego błyskami zorzy socjalizmu… Wszyscy my w Europie zachodniej… wiemy, iż cesarz wszech Syberii jest cerberem, diabłem stróżem nieładu kapitalistycznego. Oto dlaczego z taką uwagą śledzimy postęp ruchu rewolucyjnego na wschodzie, a zwłaszcza w Polsce; w niej widzimy witriol, który przegryzie i zniszczy tę olbrzymią bryłę, filar kapitalizmu; w Polsce widzimy taran rozbijający w perzynę ostatnią zawadę dla socjalizmu, z czego wszyscy my skorzystamy” (str. 35).

Jan Jaurès, wielki trybun socjalizmu francuskiego, pisze: „Macie również zupełną słuszność, że, dając dowody swej międzynarodowości, grupujecie się jednocześnie wkoło wiecznie płonącego znicza tradycji narodowej. Nie jest to żadną sprzecznością teoretyczną ani historyczną. W gruncie rzeczy nie co innego zgubiło i podzieliło Polskę jak ślepy egoizm klas uprzywilejowanych. I teraz gotowe są one zawrzeć pokój ostateczny z ciemięzcą, byle im tylko, obok resztek przywilejów feudalnych, zapewnił nowe przywileje kapitalistyczne. Wam więc, socjalistom polskim, przypadł w spadku głęboki i niezniszczalny duch narodu polskiego – i wy go prowadzicie w przyszłość” (str. 40).

Antonio Labriola, powołując się na tradycje sympatii włoskich dla polskiego ruchu wyzwoleńczego, pisze: „Jako socjaliści z całego serca radośnie zawołać możemy: „Niech żyje Rzeczpospolita Polska!”, która wyzwoli zarazem Polskę od najazdu, a polskich robotników od ciężkich wrogów wewnętrznych tamujących polityczny rozwój proletariatu. Stosunek socjalistów zagranicznych do ruchu polskiego bardzo był niejasny, dopóki socjaliści polscy dzielili się na wiele drobnych partii i tak niewyraźne stanowisko zajmowali względem kwestii najważniejszej, tj. kierunku politycznego; otóż dziś rozłamów już nie ma, a jednolita Polska Partia Socjalistyczna weszła nareszcie szczęśliwie na właściwą drogę… Jest coś, z czego robotnicy Polacy, zwłaszcza zaś robotnicy z zaboru rosyjskiego mogą być dumni. Jako jedna prawdziwie żywotna klasa społeczna przygotowują oni niepodległość narodową, a w ten sposób spełniają najwyższe zadania międzynarodowe, gdyż wyzwolą od reakcji rosyjskiej całą Europę i jednocześnie dadzą dzielnego bodźca rewolucji w Rosji. Niech żyje Rzeczpospolita Rolska!…” (str. 56).

Akcja PPS bezwarunkowo mogła liczyć na powodzenie, gdyż olbrzymia większość sympatii obozu Międzynarodówki była po stronie polskiej. Specjalnie wśród socjalistów niemieckich, którzy coraz mocniej chwytali za ster międzynarodowego ruchu robotniczego, żywą była tradycja wspólnych walk 1848 roku, rozstrzygającym zaś był autorytet zdecydowanych zwolenników niepodległości Polski, Marksa i jego spadkobiercy, Fryderyka Engelsa, który jeszcze w r. 1892 pisał w przedmowie do II wydania polskiego „Manifestu Komunistycznego”: „Robotnicy całej reszty Europy potrzebują niepodległości Polski tak samo jak robotnicy polscy”. Czynnik nacjonalistyczny w ruchu niemieckim, który z czasem miał wybujać i wytworzyć silny prąd tzw. socjal-hakatyzmu w partii niemieckiej, wówczas jeszcze w tej ostatniej nie odgrywał żadnej roli. Tak samo i centralizm wszechrosyjski, który znacznie później miał opanować socjalną demokrację rosyjską, wówczas jeszcze nie doszedł do pełni rozwoju, i np. najwybitniejszy przedstawiciel socjalnej demokracji rosyjskiej, Jerzy Plechanow, wypowiedział się za niepodległością Polski.

Jednakże nie brakło i kontragitacji, która miała charakter polskich występów dywersyjnych, organizowanych przez drobną zagraniczną grupkę tzw. socjaldemokratów Królestwa Polskiego, pozbawionych wszelkich wpływów w kraju, gdyż ich organizacja połączyła się była na początku 1896 r. z PPS. Przedstawicielka tej grupki, emigrantka z Warszawy, Róża Luxemburg, rozwinęła w szeregu artykułów akcję przeciwko hasłu niepodległości Polski. Między innymi udało się jej zamieścić w organie dyskusyjnym niemieckiej socjalnej demokracji „Die Neue Zeit” szereg artykułów w tej sprawie. [10]

Punkt wyjścia Róży Luxemburg był następujący: Każda z trzech części Polski pod wpływem rozwoju kapitalizmu wcieliła się organicznie do odnośnego państwa zaborczego, tworząc wraz z nim wspólny organizm ekonomiczny, przeto proletariat polski nie ma żadnych własnych odrębnych dążeń i musi je utożsamić w każdym z zaborów z dążeniami partii socjalistycznej danego państwa. Wobec tego hasło niepodległości w programie socjalistycznym jest reakcyjną utopią i nie może być przez Międzynarodówkę popierane, tym bardziej, że burżuazja polska zrzekła się niepodległości Polski. Przeciwko rezolucji polskiej Róża Luxemburg walczyła tedy jej „utopijnością”, jednocześnie podkreślając „anachroniczność” stanowiska Marksa i Engelsa wobec tego, że na widowni zjawił się ruch rosyjski, który niejako zluzował dawną Polskę rewolucyjną w jej walce z caratem i pozbawił znaczenia współczesny ruch polski.

Argumenty te miały oddziałać na opinię Międzynarodówki. I rzeczywiście w pewnych kołach nie pozostały one bez echa, pozyskując dla koncepcji Róży Luxemburg kilku działaczy. Ale wpływ ten był dość słaby. Redaktor „Neue Zeit”, Karol Kautsky, nie tylko udzielił w swoim piśmie głosu przedstawicielowi polskiego ruchu socjalistycznego, E. Haeckerowi [11], który zwalczał poglądy Róży Luxemburg, ale sam zabrał głos w tej sprawie, ogłaszając w swym organie artykuł [12], w którym zdruzgotał argumentację Róży Luxemburg i dał takie uzasadnienie hasła niepodległości w programie socjalistycznym, które, wydane po polsku [13], stało się jedną z najpopularniejszych broszur agitacyjnych za niepodległością Polski, zanim jeszcze zostały wydane najlepsze w tym kierunku prace Kazimierza Kelles-Krauza (Michała Luśni).

Kautsky rozprawił się z zarzutem „utopijności” tego hasła, mówiąc, że: „Niemiecka republika nie jest ani o włos bliższa lub łatwiejsza do osiągnięcia od niepodległej Polski. Lecz nie można przecież z tego powodu brać niemieckim socjalnym demokratom za złe, że są republikanami. A to, co jest słuszne dla Niemiec, pozostaje słusznym i dla Polaków… jeśli chcą republiki, w takim razie mogą chcieć tylko jednej – to jest polskiej. Kto zabrania socjalistom polskim stawiać żądanie niepodległości Polski dlatego, że to dziś jest niemożliwe do osiągnięcia, ten powinien im także zabronić być republikanami” (str. 6-7 przekładu polskiego). Kautsky rozprawia się również z tezą „organicznego wcielenia”, mówiąc: „Róża Luxemburg widzi tylko jedną stronę faktów, której doniosłość przesadza, nadto uważa za stan trwały to, co jest tylko przemijającym” (str. 14). W końcu Kautsky wprost zarzuca Róży Luxemburg narażanie się na niebezpieczeństwo pomagania carowi i przychodzi do wniosku: „Otóż z jakiegokolwiek punktu widzenia rozpatrywać będziemy kwestię niepodległości Polski, nigdy nie znajdziemy powodów, dla których socjaliści polscy mieliby wtórować okrzykowi: »finis Poloniae« i zrzekać się w działalności swej dążenia do niepodległości ojczyzny” (str. 20).

Dnia 27 lipca rozpoczął się w Londynie czwarty z kolei kongres II Międzynarodówki socjalistycznej. W numerze czerwcowym „Przedświtu” londyńskiego, w artykule wstępnym, znajdujemy uwagi rzucające światło na akcję rozwiniętą przez socjalistów polskich przed kongresem dla zapewnienia wnioskowi polskiemu powodzenia. Artykuł wspomniany mówi: „Jakie będą losy naszego wniosku, tego w danej chwili przewidzieć niepodobna. Znaczna ilość, i to najwybitniejszych działaczy socjalistycznych wypowiedziało się za nami. Ale z drugiej strony mamy też wielu przeciwników wniosku, którzy, jakkolwiek sympatyzują z nami jako z towarzyszami walki, jednak sądzą, iż taktyka nasza jest błędna, i nie oceniają dokładnie znaczenia walki naszej z caratem.

Zjawisko to jest zupełnie zrozumiałe. Partie socjalistyczne krajów Europy Zachodniej nie potrzebują zajmować się kwestią zdobycia sobie ojczyzny niepodległej, gdyż ona już wszędzie istnieje. Z drugiej strony wyrosły one w walce z demokracją patriotyczną, a często muszą się dziś jeszcze z nią borykać… Dlatego znajdujemy tam wielu socjalistów, skłonnych do zapatrywania się na niepodległość, jako na kwestię obchodzącą tylko drobnomieszczaństwo lub w ogóle burżuazję. Trudno im sobie przedstawić stosunki nasze, zmuszające samą klasę robotniczą do podjęcia żądań, które u nich kiedyś rozwiązane zostały przez demokrację mieszczańską. Typowe pod tym względem jest zapatrywanie socjalisty włoskiego, tow. Turattiego. W odpowiedzi na list przyjaciela naszego, Labrioli, domagający się przyjęcia przez zarząd partii wniosku naszego, Turatti odpowiedział, że socjaliści włoscy nie popierają irredentystów dążących do oderwania od Austrii Triestu i Trentynu. Tymczasem czyż można porównać te dwa dążenia? We Włoszech socjaliści, idący z irredentystami, musieliby pomagać monarchii włoskiej do zdobycia nowych prowincji, podczas gdy przed nimi stoi teraz poważne zadanie zniszczenia tej samej monarchii i z nią wszelkich rządów klasowych; tam kraj prawie cały złączony jest pod jednymi rządami, obalenie których zależne jest od samych socjalistów włoskich, my zaś, przykuci na całym obszarze kraju naszego do rządzących nami kolosów, musimy uwolnić się z ich uścisku, gdyż inaczej będziemy stale skazani na oglądanie się na innych i nie potrafimy nigdy rozwinąć sił naszych w całej ich pełni.

Takie i podobne doktrynerskie poglądy rozpowszechnione są wśród części naszych towarzyszy. Staraliśmy się rozwiać je w ciągu lat ubiegłych za pomocą biuletynu i artykułów, posyłanych do pism. W części nam się to udało, reszty, mamy nadzieję, dokona sama walka, którą prowadzimy w kraju i która musi, prędzej czy później, oczy każdemu otworzyć. Kongres będzie jedną ze sposobności, z których korzystamy, by przedstawić naszą działalność w jej właściwym świetle”.

Komisja organizacyjna kongresu podzieliła wszystkie wnioski nadesłane na osiem grup. Każdą z tych grup zajęła się komisja, do której każda narodowość miała prawo wysłać po dwóch przedstawicieli. Wniosek polski został przydzielony do komisji akcji politycznej, w której Polskę reprezentowali Ignacy Daszyński i Witold Jodko. Komisja opracowała projekt rezolucji, o którym pisze „Przedświt” w nr. 7: „W projekcie tym znajduje się i ustęp tyczący naszego wniosku. Nad ustępem tym toczyła się dyskusja wyczerpująca w komisji. Wszyscy jej członkowie wypowiedzieli się w zasadzie za naszą rezolucją, ale zwracali uwagę, że kwestia powinna być traktowana ogólnie, nie w stosunku do Polski jedynie. Jest rzeczą nieodzowną, by kongres jasno i wyraźnie wypowiedział swe zdanie w tej sprawie, czy on sympatyzuje z dążeniem do samodzielności narodów uciśnionych, czy nie? Gdy raz ta kwestia zostanie rozstrzygnięta, wtedy upada sama przez się potrzeba wypowiedzenia się co do każdej narodowości oddzielnie. Druga zaś strona naszego wniosku, mianowicie protest przeciwko caratowi, została przynajmniej w części załatwiona przez rezolucję szwajcarską, uchwaloną tegoż dnia. To odwrócenie uwagi od naszej sprawy i skierowanie jej przede wszystkim na ruch rosyjski przypisać należy strajkowi petersburskiemu, który, wybuchając przed samym kongresem, musiał napełnić otuchą serca wszystkich nieprzyjaciół caratu. Trudno było z naszej strony żądać jeszcze od kongresu uchwały identycznej, tyczącej się specjalnie naszego ruchu, gdyż wyglądałoby to na jakieś zazdroszczenie socjalistom rosyjskim ich powodzenia. Dlatego przyjęliśmy w komisji wniosek rezolucji, który niżej podajemy, i który zresztą czyni zadość wszystkim naszym żądaniom”.

Na wniosku polskim został oparty trzeci ustęp rezolucji poświęconej akcji politycznej.

Rezolucji powyższej poświęca specjalny ustęp „Odezwa Delegacji Polskiej”, datowana Londyn dn. 1 sierpnia 1896 i podpisana przez członków Delegacji Polskiej: Antoniego Brzeskwiniewicza, Ignacego Daszyńskiego, Aleksandra Dębskiego, Bolesława Jędrzejowskiego, Witolda Jodkę, Jana Kozakiewicza, Ignacego Mościckiego, Józefa Piłsudskiego, Witolda Regera, Antoniego Zelcera.

Ustęp ten brzmi:

„Podjąwszy pracę dążącą do tego, aby cały proletariat polski postępował zgodnie celem obalenia podwójnej niewoli: ucisku kapitalistycznego i narodowego, nie taimy przed sobą całego ogromu trudności i przeszkód, jakie zwalczać będziemy musieli i chwytamy skwapliwie każdą sposobność do wspólnej manifestacji tych wszystkich uczuć solidarności, jakie łączą polski proletariat rozdarty na trzy części.

Taką sposobnością jest dla nas i obecny kongres międzynarodowy, na którym zaznaczyliśmy wobec wszystkich bratnich narodów, że robotnicza Polska jest w naszych sercach jedną i niepodzielną!

Jedną – bo wszędzie jeden i ten sam żywotny interes ma lud polski: jedną – bo wszędzie jeden i ten sam przeciwnik, ta sama szlachta i ci sami kapitaliści chroniący się przed ludem pod skrzydła rządu, jedną i nierozdzielną, bo żadne granice nie złamią naszej solidarności, niosąc nam w przyszłości zwycięstwo!

Po naszej stronie stanął też wyraźnie i niedwuznacznie cały międzynarodowy kongres, uchwaliwszy rezolucję, którą tutaj w całości przytaczamy:

»Kongres oświadcza, że przyznaje każdej narodowości zupełne prawo stanowienia o swym losie (volles Selbstbestimmunigsrecht) i wyraża swoje sympatie robotnikom wszystkich krajów, które jęczą pod jarzmem militarnego, narodowego lub innego despotyzmu. Kongres wzywa robotników wszystkich tych krajów, aby wstąpili w szeregi uświadomionych robotników całego świata i walczyli wraz z nimi, celem obalenia międzynarodowego kapitalizmu i osiągnięcia celów międzynarodowej socjaldemokracji«.

Ta uchwała kongresu doda nam sił w naszej pracy.

Krzykliwa nasza burżuazja (o szlachcie, chroniącej się do stóp tronów, nie mówimy nawet) zrobiła z niepodległości Polski pięknie brzmiący frazes, nie obowiązujący do ofiar i trudów; ci ludzie zrobili z niepodległości narodowej coś, czego szukać należy w przeszłości – my budujemy naszą wolną ojczyznę na gruncie nowych zasad społecznych, zmieniających dzisiejszy ustrój kapitalizmu na społeczeństwo socjalistyczne, nie oddzielamy sprawy wolności narodowej od walki klasowej, mającej na celu społeczne wyzwolenie ludu polskiego – idziemy w przyszłość i pracować chcemy dla przyszłości!

Dlatego już dzisiaj uczmy się, choć rozdzieleni, działać zgodnie, popierać wzajemnie, podawać sobie pomocną dłoń przez granice, jakie przemoc nakreśliła”.

W artykule nr. 7 „Przedświtu” pt. „Rzut oka na wyniki zjazdu” (pióra najprawdopodobniej dr. Witolda Jodki) znajdujemy następujący ustęp, poświęcony omawianej rezolucji:

„Gdy zaś przejdziemy do właściwych rezolucji zjazdowych, to przede wszystkim rzuca się w oczy uchwała, tycząca się stosunków socjalistów do ucisku narodowego. Zdawałoby się, że kwestia, czy socjaliści obowiązani są protestować przeciwko wszelkiemu uciskowi i sympatyzować z każdym ruchem mającym na celu zdobycie swobody, dawno jest rozstrzygnięta. Ileż to razy wypowiadali się w tej sprawie zarówno wybitni teoretycy socjalizmu, jak i działacze praktyczni, a nawet całe partie! I czyż nie staje się coraz bardziej widocznym, że dzisiaj socjalizm jest jedyną siłą będącą w stanie walczyć z uciskiem, że zatem wszyscy cierpiący ku nam, jako jedynym zbawcom, oczy swe zwrócić powinni? Otóż, chociaż to są rzeczy znane powszechnie, jednak w ostatnich czasach mniej na nie zwracano uwagi i to dla tej prostej przyczyny, że w większej części krajów Europy zachodniej nie było kwestii palących, które by do tego zmuszały. Walczono tam jedynie z uciskiem politycznym; toteż pod jednym względem opinia socjalistyczna zupełnie jest dzisiaj ustalona i tylko anarchiści mogą jeszcze utrzymywać, że zdobycie swobód politycznych jest dla proletariatu sprawą obojętną. Ale ucisk narodowy albo już tam nie istnieje, nie ma zatem przyczyny zajmować się nim, albo też kwestia, czy należy popierać dążenia narodowościowe, czy nie, złączona jest z tyloma zagadnieniami polityki wewnętrznej, że niepodobna jej rozpatrywać abstrakcyjnie, jak to widzimy np. we Francji i Włoszech w stosunku do Alzacji oraz Triestu.

Nasz kraj znajduje się pod tym względem w położeniu zupełnie wyjątkowym. U nas sprawa niepodległości narodowej związana jest ściśle z walką polityczną proletariatu, skierowaną przeciw rządowi klasowemu. Zatem naszym zadaniem było przypomnieć Europie socjalistycznej, że proletariat ma nie tylko za zadanie zniszczenie niewoli ekonomicznej oraz politycznej, ale że musi on walczyć również przeciwko innym formom ucisku.

Jak to było potrzebne, dowodzi ten fakt, że taktyka nasza przez wielu towarzyszy była źle pojmowana, że niektórzy mieli nam za złe stawianie w programie kwestii niepodległości, że nie odróżniali nas od patriotów zwykłych, wreszcie fakt, że w naszych własnych szeregach istniała opozycja pod tym względem.

Dziś sprawa ta jest rozstrzygnięta. Przedstawiciele proletariatu świata całego wypowiedzieli się i choćby jakiś doktryner chciał apelować od ich decyzji do cyfr wywozu bawełny łódzkiej na rynek bucharski, nie powinno nas to wzruszać. Dziś możemy już nad tą sprawą przejść do porządku dziennego”.

Artykuł wyżej przytoczony, pomimo swego pozornie triumfującego tonu, ma wszelkie cechy „dobrej miny przy złej grze”. Nie ulega bowiem wątpliwości, że utopienie sprawy niepodległej Polski w haśle ogólnym, obejmującym wszystkie bez wyjątku kraje ujarzmione, nie było tym celem, do którego dążyli socjaliści polscy, przedkładając swoją rezolucję. Wprawdzie niezaprzeczoną ich zasługą było zaktualizowanie hasła prawa stanowienia o sobie narodów, ale rezolucja londyńska w roku 1896 w porównaniu z genewską z roku 1866 oznaczała bądź co bądź pewne cofnięcie się Międzynarodówki w sprawie polskiej.

Leon Wasilewski
__________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Niepodległość”, tom 2, zeszyt 1(3), wydanie II, kwiecień 1929 – wrzesień 1930. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Przypisy:

1. St. Zawierucha (Marian Kukiel) wstęp do II wydania „Marksa – Engelsa – Liebknechta – Zbioru artykułów w kwestii polskiej”, str. 31.

2. St. Zawiercha, ibid., str. 31.

3. Historia Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotniczego, Przekład polski. Kraków, 1906 r., str. 5-6.

4. Jaeckh, str. 28.

5. Dokument ten, odnaleziony w papierach po Marksie, został doręczony przez jego córkę, Eleonorę Avelingową, redakcji „Przedświtu”, który go wydrukował w 1897 r., nr 5, str. 11-12.

6. Jaeckh, str. 36.

7. St. Zawiercuha, op.cit., str. 33.

8. „Robotnik” (Jednodniówka). Wydawnictwo Polskiej Partii Socjalistycznej, 1895.

9. Patrz art.: Polska emigracja londyńska na przełomie XIX i XX wieku – „Niepodległość”, zeszyt 2, str. 246-247.

10. Neue Strömungen in der polnischen sozialistischen Bewegung in Deutschland und Oesterreich – rok 1895-96. NZ 23-33; Der Sozialpatriotismus in Polen – Nr 41.

11. Der Sozialismus in Polen, Eine Entgegnung, N. 37.

12. Finis Poloniae?, NZ 42,43.

13. Karol Kautsky: Niepodległość Polski (Przekład z upoważnienia autora), Wydawnictwo Polskiej Partii Socjalistycznej w zaborze pruskim, Londyn, w drukarni Związku Zagr. Socjalistów Polskich, 1897 r.

Jeden komentarz nt. “Międzynarodówka robotnicza wobec hasła niepodległości Polski

  1. Pingback: Internetówka 265 | Skojarzenia. Bohdan Kaczmarek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *