Wojciech Skuza

Między biednym a bogatym chłopem

[1935]

Nie wiem, dlaczego i po co ludzie, którym sprawa chłopska leży głęboko na sercu, nie chcą słyszeć i mówić o różnicach, jakie istnieją na wsi pomiędzy biedniejszymi chłopami a bogaczami. Wstydliwie tę rzecz albo się przemilcza, albo wprost się jej nie uznaje – nie rozumiejąc widocznie tego, że stanu takiego, jaki jest faktycznie, nie da się ani zaprzeczyć, ani przemilczeć. Już przecie [Władysław] Orkan w „Listach ze wsi” wyraźnie te różnice pokazał, za nim poszedł [Leon] Kruczkowski w „Pawich piórach”. Ale choćby nawet w literaturze nikt o tym nie mówił (jak o niejednej rzeczy na wsi!), to jednak fakt ten istnieje i zamiast omijać go, należy raczej przyjrzeć się mu, rozważyć i następnie znaleźć drogi wyjścia: maksymalnego wyrównania różnic na wsi. Czy zrobi się to drogą przemilczania tej sprawy przez „kulturalników” chłopskich i oświatowców, czy też przez frazesy wołające, że wieś w tej chwili jest jednolita? Na pewno nie! Zrobić to jednak można, zbadawszy przyczyny, jakie się złożyły, iż w tej chwili różnice te tak utrudniają ujednolicenie mas chłopskich od wewnątrz, tj. na samej wsi,

Jednolita bowiem wieś była dotąd pod jednym względem, tj. bierności.

Chłop, nawet bogacz, który się panoszył u siebie na wsi i jak się to mówi, „do którego bez kija nie przystępuj”, był „mądry”, poważny, godny i uznający swą „wyższość” tylko na wsi. Jednak skoro tylko wyjechał choćby do najbliższego miasta, lub skoro tylko spotkał pierwszego lepszego panka, nie mówiąc już o tym, skoro się znalazł gdzieś w urzędzie – natychmiast ginął jego „ambit”, ginęła godność ludzka i pewność siebie, a następowało czapkowanie, całowanie po rękach jaśnie-panów i zginanie się w piętnaście paragrafów. Ta cecha charakteryzowała przez długi czas, prawie że do ostatnich czasów, wszystkich chłopów, bez różnicy: od bogaczy – do biedoty. Przyczyn jej należy szukać w pańszczyźnie. W okresie bowiem pańszczyzny, w czasach, gdy wieś cała była pod batem ekonoma pańskiego – cała wieś jednakowo podporządkowana była dworom, cała też wieś pańszczyźniana jednakowo była wychowywana w pokorze i posłuszeństwie, zalecanym przeważnie przez proboszczów. W tym też czasie jednakowo cała wieś czapkowała przed jaśnie-oświeconymi i jednakowo ustrojona w kolor, tańczyła na dożynkach pańskich, przyśpiewując śpiewki wielbiące dziedzica. Ale też wówczas jednakie miała cała wieś czucia i pragnienia społeczne, bowiem jednaka była jej dola i jedne interesy gospodarcze. Historycznie więc rzecz biorąc – wszelkie objawy powszechności i jednolitości zjawisk kulturalnych, przejawiających się po dzień dzisiejszy w życiu wsi – mają swój początek w czasach pańszczyźnianych.

Od momentu jednak uwłaszczenia chłopów i rozdzielenia ich na bogatszych i biedniejszych – wieś i pod względem kulturalnym zaczęła wytwarzać dwa różne typy. Typ – liczebnie na wsi mniejszy – chłopa bogatego, panoszącego się na wsi i traktującego innych pogardliwie, a tak bardzo zbliżonego do owego Reymontowskiego Boryny – i typ drugi, liczebnie większy: chłopa biednego, chałupnika, wyrobnika, parobka itd. – jednym słowem typ owego, przez bogaczy nazywanego „dziadem” – człowieka.

W okresie sprzyjającej rolnictwu koniunktury gospodarczej, w okresie rozwoju ustroju gospodarki kapitalistycznej – życie chłopa bogatego przedstawiało się wcale dobrze. Mógł sobie taki chłop pozwolić na ulepszenie gospodarki własnej przez zakupienie nowych i ulepszających produkcję narzędzi rolniczych, mógł zdobyć się na młockarnię, żniwiarkę etc. – jednym słowem, mógł ze spokojem wykorzystać dla własnej gospodarki nowoczesną technikę rolniczą, gdy tymczasem biedniejszy chłop nie mógł tego uczynić już to z powodu braku gotówki, bądź z tych przyczyn, iż na małym warsztacie nie opłaciło się mu posługiwać np. żniwiarką lub siewnikiem. Dlatego też już na pierwszy rzut oka, skoro się weszło na jakąś wieś, można było od razu odróżnić te dwa typy gospodarzy.

Bez wątpienia za różnicami gospodarczymi szły i różnice życia codziennego, kultury, obyczajów etc. W radzie gminnej czy w kościele, na uroczystościach rodzinnych czy na większych zebraniach politycznych lub innych – pierwszym był zawsze ów poważany, szanowany i bogaty chłop Reymontowski. Szara masa chłopska szła przeważnie za nim, buntując się tylko czasem i szemrząc przy podziale błonia, serwitutów lub przy zakładaniu jakichś spółek, w których chodziło o składki nie według morgi, ale według „numeru”. Rzeczy te zresztą dla każdego, kto żył we wsi dłużej, są znane i nie potrzebuję przytaczać przykładów na stwierdzenie istnienia takiego stanu. Chodzi mi bowiem o inne sprawy – mianowicie w jaki sposób zaradzić temu i z jakim należy iść programem, by te różnice jeśli już nie całkiem zniwelować – to przynajmniej uczynić je mniejszymi, a w ten sposób zespolić masę chłopską w jedną, jednakie mającą interesy i o jedno walczącą klasę.

Zauważyć na tym miejscu wypada, że dziś te różnice silnie zmalały. Ale owo zatarcie się tych różnic nie wynikło wcale z planowej i normalnej gospodarki, lecz z ogólnego kryzysu, jaki spadł na rolnictwo. Dziś śmiało można powiedzieć, że tak biedniejszy, jak i bogatszy chłop stoi u progu ruiny, że wraca znów do tych czasów, w których nie było tych różnic, a cała wieś jednakowo uzależniona była od sił z zewnątrz wsi. Ba, co więcej! – dziś, gdy wieś znów wraca do prymitywnego życia – chłop biedniejszy, nieraz mniej zadłużony, łatwiej jakoś daje sobie radę, niż ów bogacz. Przy tym warto też nadmienić, iż naturalne rozdrobnienie większych gospodarstw przez rozdzielenia na synów czy córki – przyczyniło się też wielce do ujednolicenia wsi, aczkolwiek w mniejszym stopniu, niż sam kryzys.

Ale też każdy przecież zgodzi się z tym, że czasy dzisiejsze – to czasy nienormalnej gospodarki, to czasy choroby ustroju, choroby, która wynika nie z chwilowej jakiejś koniunktury, ale tkwi w samej strukturze ustroju. Czasy więc takie i takie warunki nie mogą trwać wiecznie, muszą się zmienić. Nie wglądając w to na tym miejscu, jaką drogą nastąpi owa zmiana – należy już dziś mieć plan, projekt, według którego ma się urządzić przyszłą wieś tak, by zatrzeć różnice we wnętrzu wsi i by w ten sposób chłopi w Polsce stanowili faktycznie jedną grupę o jednakowych możliwościach gospodarowania na mniej więcej jednakowym poziomie.

Rady na to nie znajdzie się ani przy zielonym stoliku, ani w ładnej dyplomacji – ale na samej wsi. Już w tym okresie, kiedy rolnictwo się opłacało, a przy umiejętnej gospodarce przynosiło jeszcze pewne dochody – chłopi biedniejsi sami w sposób najprostszy radzili sobie. Oto dwóch czy trzech gospodarzy małorolnych, z których każdy pojedynczo nie mógł się zdobyć na utrzymanie pary koni – „sprzągało się” z sobą i w ten sposób obrabiali pola. Tak samo przedstawiała się sprawa z maszynami i narzędziami rolniczymi. Coraz częściej pojawiały się pomysły zakupów różnych rzeczy „do spółki”. W tym bowiem wypadku można było zdobyć i gotówki na tyle, by zakupić jakąś rzecz potrzebną do ulepszenia gospodarki – jak również i rzecz tę wykorzystać celowo i skutecznie.

Dla gospodarza np. pięcio- czy ośmiomorgowego, siewnik, ze względu na wysoką cenę, nie był dostępny, a i nie opłacił się, bo rdzewiałby przez cały rok gdzieś pod szopą. „Do spółki” jednak opłacał się już.

W tych więc, na wsi już zapoczątkowanych „spółkach”, możemy znaleźć odpowiedź na pytanie: jaką drogą podnieść drobne rolnictwo i postawić je na równi z gospodarstwami chłopskimi, większymi? Oczywista, musi to być rzecz pomyślana na szeroką skalę tak, by sięgała aż do całkowitego uspółdzielczenia środków techniki rolnej. W ślad za tym pójdzie i zwiększenie wydajności ziemi, a więc zrównanie gospodarstw na wsi pod względem jakości. Uregulowana ta rzecz odpowiednimi ustawami może zapewnić chłopom jaki taki dobrobyt, oczywista tylko w okresie normalnej, pokryzysowej gospodarki. W tej chwili bowiem, w dobie karteli i rabunkowej gospodarki kapitalistycznej, od której uzależniony jest cały aparat, kierujący życiem społeczno-gospodarczym – o tym szkoda marzyć. Ale też mamy nie tylko nadzieję, ale pewność, że skoro dojrzeje myśl społeczna na wsi – skończy się i z tym, co dziś jest. Dojrzewanie tej myśli jednak musi iść dziś po linii prostej i chłopi muszą świadomie wiedzieć, jak ma wyglądać ta przyszła wieś i to przyszłe ich bytowanie, o które stają do walki. Bo przecież dotychczasowa walka o posłów skończyła się już bezpowrotnie! Trza wiec zacząć walkę o własną wieś, o to, jak ona ma wyglądać w okresie tej, jak frazes dotąd brzmiącej w ustach politykierów – Polski Ludowej. Polska Ludowa będzie taka, jaką będzie każda wieś w tej Polsce, każdy powiat i każde województwo. Chłopi winni więc już dziś mieć jej obraz w głowie i sercu i dopiero stawać do walki o nią.

Uspółdzielczenie życia na wsi nie tylko podniesie wydajność ziemi w gospodarstwach drobnych, ale i da również zatrudnienie tym, którzy nawet przy całkowitej, bez odszkodowania przeprowadzonej reformie rolnej – pozostaliby bez ziemi. Stworzenie bowiem na wsi czegoś w rodzaju „stacji maszynowych” – da już zatrudnienie płatne dla tych bezrolnych. Jeżeli do tego dodamy, iż w dobie Polski Ludowej muszą stanąć po wsiach wspólne pralnie, piekarnie – a w przyszłości i elektrownie czy młyny spółdzielcze etc. – to możemy z całym spokojem powiedzieć, że przy tych placówkach znajdą zatrudnienie ci, którym braknie ziemi. Pomijam przy tym celowo, bo na to trzeba osobnego omówienia – sprawę przemysłu rolnego, który, zorganizowany na sposób spółdzielczy, da znów nowe placówki dla bezrobotnych na wsi.

Tak zorganizowana wieś w przyszłej Polsce Ludowej, zetrze różnice, które dziś występują między bogatszym a biedniejszym chłopem. Zatrze to różnice – ponieważ każdy będzie mógł korzystać ze zdobyczy techniki na równi, każdy chłop będzie miał możność ulepszenia własnej gospodarki, a każda kobieta, odciążona od pracy przy własnym piecu, przy własnym cebrzyku – przez wspólną pralnię czy piekarnię itp. – będzie mogła na równi z gospodynią, za którą robią służące – zająć się czy czytaniem, czy ulepszeniem i poprawieniem wyglądu własnej izby, a przede wszystkim wychowaniem własnych dzieci, które dotąd po wsiach wychowuje wiatr, słońce i błoto.

Oto tak, w skróceniu, przedstawia mi się ujednolicony obraz przyszłej wsi. Tak też widzę zorganizowaną przyszłą wieś w tym okresie, kiedy będziemy mogli powiedzieć, iż wywalczyliśmy Polskę Ludową. Polska bowiem Ludowa – to nie ten czy ów poseł, to nie ten, czy inny rząd – ale to przebudowa każdej wsi na zasadach uspółdzielczenia całkowitego tej wsi. Na to, by tak się stało, trza, by w umyśle każdego chłopa ta właśnie, a nie inna myśl już dziś dojrzewała. Gdy dojrzeje – chłopi sami znajdą drogę, by ją ucieleśnić.

Wtenczas jednak zniknie sprawa różnicy między bogatszym a biedniejszym chłopem – a pozostanie tylko sprawa różnicy między tymi, którzy pójdą sami, w pojedynkę, a między zorganizowanymi spółdzielczo masami chłopskimi.

Wojciech Skuza

________________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Agronomia Społeczna i Szkolnictwo Rolnicze” nr 10/1935, od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

 

Wojciech Skuza (1908-1942) – poeta, prozaik, publicysta, działacz ruchu ludowego. Urodził się w chłopskiej rodzinie w Łubnicach w powiecie Busko-Zdrój. Bardzo uzdolniony, ukończył z wyróżnieniem gimnazjum w Mielcu, a następnie studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podczas studiów związał się z młodzieżowymi organizacjami ruchu ludowego – Polską Akademicką Młodzieżą Ludową i Związkiem Młodzieży Wiejskiej RP. W 1932 r. opublikował debiutancki tomik poetycki „Kolorowe słowa”, zaś rok później poemat „Kumac. Rzecz o Wojciechu Bartoszu Głowackim”. Związany był z grupą chłopskich literatów skupioną wokół pisma „Wieś – Jej Pieśń” z Suchej Beskidzkiej, a także z grupą lewicowych literatów, m.in. Władysławem Broniewskim i Leonem Kruczkowskim. W 1935 r. wraz z Eugeniuszem Bieleninem zdobył III nagrodę za scenariusz filmu antywojennego „Paneuropa”. W latach 1935-36 był wykładowcą Wiejskiego Uniwersytetu Orkanowego w Gaci Przeworskiej na Podkarpaciu. Od 1936 r. zatrudniony w Wydziale Kultury Centralnego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych w Warszawie. Działacz ZMW RP i Stronnictwa Ludowego. W 1937 r. opublikował poemat „Fornale” o życiu biedoty wiejskiej, zaś rok później zbiór reportaży i opowiadań „Wieś tworząca”. Po wybuchu II wojny światowej zbiegł przed hitlerowcami do Lwowa, tam współpracował z „Czerwonym Sztandarem”, jednak w wyniku sowieckich czystek został w 1940 r. uwięziony. Uwolniony po podpisaniu układu Sikorski – Majski, wstąpił do polskiej armii w ZSRR. Po jej przerzuceniu do Iranu, zmarł tamże na malarię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *