„Polska Ludowa”

Ludowy Związek Kobiet

[1943]

W nr 6 (40) „Polski Ludowej” poruszone zostało zagadnienie podstawowych form ruchu ludowego – jako samodzielnego przejawu dążności warstwy chłopskiej do gruntownego przeobrażenia życia w ramach narodu i państwa. Dobrze się stało, że „Polska Ludowa” zagadnienie to postawiła na porządku dziennym. Przy czym należy dodać, że najwyższy czas po temu – mimo że jeszcze okupant panoszy się w Kraju i zagadnienie walki z okupantem jest najbardziej ważkim i pierwszoplanowym. Niemniej jednak są wszelkie znaki na niebie i na ziemi, że rychło okupant zostanie złamany i za pół roku czy za rok – stawać będziemy do naszego życia niepodległego, w którym kształtować się mają nowe formy pracy społecznej w najszerszym tego słowa znaczeniu. Z chwilą zaś gdy staniemy do tego życia, nie możemy ograniczyć się w dziedzinie pracy społecznej do odtwarzania organizacyjnych form przedwojennych bez uprzedniego poddania ich krytyce, a tym samym uświadomienia sobie, co w nich było wadliwe, a co miało znamiona zdrowia dla rozwoju pracy społecznej na wsi.

Przede wszystkim przypomnijmy sobie, na jakich podwalinach oparło się społeczne życie wsi po wejściu do niepodległości w roku 1918. Z grubsza biorąc, można w odpowiedzi na to pytanie postawić następujący ogólnik: społeczne życie wsi oparło się wtedy na wzorach ukształtowanych w trójzaborczej niewoli. A wzory te, rzecz jasna, kształtowały się pod nagniotem zaborców, nie wedle potrzeb życia wsi i narodu, lecz wedle możliwości wynikających i polityki danego zaborcy. Dlatego też formy społecznego życia wsi były ubogie, obejmowały okruchy najpilniejszych potrzeb – jak na przykład w byłym zaborze rosyjskim nie wybiegały dalej poza cele podniesienia postępu rolniczego. A więc ukształtował się wtedy wzór Kółka Rolniczego, szkoły rolniczej, spółdzielni spożywców, mleczarni – a wszystko to wyprane z jakichkolwiek intencji społeczno-wychowawczych i ideowych. Dlatego, że byłoby to dla polityki zaborczej groźne. Poza tym te formy pracy nie były z sobą powiązane w całość wzajemnie na się oddziałującą i kształtującą wspólną drogę postępowania.

Po roku 1918 przedwojennych form społecznego życia wsi nie poddano gruntownej krytyce i nie wprowadzono żadnych zasadniczych zmian. Przedwojenny stan wzmożono tylko poprzez rozbudowę central i aparatów instrukcyjnych. Mieliśmy zatem organizację oświaty rolniczej, spółdzielczość rolniczą, spożywczą i mleczarską – wszystko to jako państewka same w sobie zamknięte. Wszystkie one poprzez aparaty instrukcyjno-wykonawcze działały w odniesieniu do wsi po linii wytyczonej w czasach zaborczych, a więc „fachowo” – bez pogłębia społeczno-ideowego. Jedynie tylko spółdzielczość spożywcza podbudowywała się czymś w rodzaju ideologii, a raczej poezji opiewającej przyszłą „Spółdzielczą Rzeczpospolitą Świata”. W życiu codziennym naczelnym hasłem wszystkich tych organizacji był zysk. Można by to streścić słowami: ucz się chłopie racjonalnie uprawiać ziemię i hodować żywy inwentarz, a zyskasz na tym wiele – obywaj się w handlu bez pośredników, a zarobisz na tym dużo, słuchaj instruktorów – a oni cię poprowadzą do dobrobytu, zaniechaj jednak politykowania, unikaj partyjnictwa, pilnuj wideł i gnoju, słuchaj instruktorów.

Na tej linii po roku 1918 z nowych form pracy społecznej pojawiły się między innymi takie, jak na przykład Koła Młodzieży i Koła Gospodyń. Ale i te nowe formy całkowicie zostały skierowane na drogę nastawień przedwojennych, a więc:

– Ty, chłopcze, czy też dziewczyno, czytaj dobrą książkę i gazetę, a w niedzielę czy święta urządzaj sobie teatrzyki i inne przyzwoite zabawy. Jeśli nie umiesz tego zrobić – instruktorzy cię nauczą. Słuchaj ich tylko, a pamiętaj o unikaniu gazet partyjnych i partyjnictwa.

– Ty, gosposiu, źle gotujesz, źle żywinę domową hodujesz, źle się dziećmi opiekujesz, a zatem dajemy ci panią instruktorkę, ona cię tego wszystkiego nauczy – słuchaj jej tylko i rób jak ci będzie radzić – no i unikaj partyjnictwa, pilnuj komina, garnków, dzieciaków i świniaków, a zajdziesz na wyższy poziom dobrobytu.

Wszystko to było dobre i złe. Dobre, bo stawiało na porządku dziennym sprawę postępu. Zaś złe, bo traktowało chłopa jako przedmiot, którym należy kierować. A tym bardziej złe, gdyż nie usiłowało rozbudzić w chłopie samodzielnej myśli, inicjatywy i zdolności twórczych. Całość pokawałkowanego społecznego życia wsi stawiano na instrukcjach i instruktorach.
Niewiele lepiej działo się i na innych odcinkach polityki chłopskiej. Tutaj całość życia organizacyjnego i programowego opierała się również na instruktorze. Oni rzucali ku zorganizowanym dołom hasła polityczne wynikające z polityki bieżącego dnia, organizowali wiece, redagowali do uchwalania rezolucje – słowem przewodzili. I w tym wypadku byłoby wszystko w porządku, boć przecież organizacja polityczna to nie towarzystwo krzewienia oświaty. Polityka to umiejętność kierowania życiem zbiorowym, a więc życiem obejmującym całość różnorakich potrzeb wsi, gminy, powiatu i państwa. A przeto organizacja polityczna, biorąc za punkt wyjściowy potrzeby wsi, zmierzając poprzez gminę, powiat i województwo – ma za zadanie kształtować obraz tych potrzeb w skali państwowej i w uzgodnieniu z nurtami społeczno-politycznymi innych organizacji, ma u góry (w parlamencie i rządzie) wywierać wpływ celem zrealizowania chociażby tylko minimalnego programu reprezentowanych przez się potrzeb społeczno- gospodarczych i politycznych. Z tego jasno wynika, że organizacja polityczna nie będąc towarzystwem krzewienia nauk politycznych – jest natomiast organizacją politycznego działania – a jako taka, może działać przede wszystkim przy pomocy instrukcji, wynikających z generalnej linii polityki chłopskiej. I taki stan rzeczy będzie racjonalny pod tym warunkiem, że polityczna organizacja chłopów będzie miała szeroką podbudowę w postaci różnorodnych organizacji społeczno-gospodarczych, wychowawczych, kulturalnych i oświatowych, opartych na wspólnym światopoglądzie, wynikającym z duchowej postawy wsi.

Tymczasem w Polsce niepodległej było inaczej.

Do społecznego życia wsi wtargnęło wypielęgnowane w czasach zaborów hasło: precz z polityką i partyjnictwem z Kółek Rolniczych, Kół Młodzieży Wiejskiej, Kół Gospodyń, spółdzielczości, oświaty rolniczej, słowem – propaganda najpierw księżo-pańska, a później sanacyjno-rządowa czy też starościńska robiła z politycznej organizacji chłopskiej rogatego diabła. W myśl tej propagandy szanujący się chłop powinien unikać organizacji politycznej jak diabeł święconej wody. Cel ten osiągano i dlatego też społeczne życie wsi nie zdołało się skojarzyć w całość wzajemnie się uzupełniającą.

Olbrzymi krok naprzód ku wyrównaniu tej koślawizny zrobiła wiciowa organizacja młodzieży wiejskiej. Nie w teorii, lecz w praktyce dowiodła, że wieś ma w sobie dość możliwości do samodzielnego kierowania własnymi organizacjami społecznymi, a co najważniejsze, przy samodzielnym kierowaniu wykrzesuje z siebie olbrzymi zapas twórczej inicjatywy. Poza tym organizacja ta żyjąc w samodzielności wykrzesała, najpierw wśród młodego pokolenia wsi, a później i wśród starszego – pojęcie ruchu ludowego, obejmującego swymi ramami wszystkie potrzeby wsi. Pojęcie ruchu ludowego ujętego klamrami światopoglądu chłopskiego – w tym rozumieniu, że każda z organizacji chłopskich bądź to gospodarczych, bądź to oświatowych, wychowawczych i kulturalnych, opierając się na podwalinach wspólnoty światopoglądowej – zmierza do osiągnięcia postawionych sobie celów w samodzielnych formach organizacyjnych, wiążąc się w dziedzinie dążności politycznych z polityczną organizacją chłopską.

W tym artykule brak miejsca na rozwiązanie tego zagadnienia. Winno ono być omówione w „Polsce Ludowej” w sposób wyczerpujący w oddzielnym artykule. Na tym miejscu należy zaakcentować tylko jedną ze spraw wiążących się z dorobkami wiciowej organizacji. Sprawę, która w ruchu wiciowym poczyniła duży krok ku pożytecznemu rozwiązaniu, ale na skutek wybuchu wojny nie została ostatecznie rozwiązana.

Jest to sprawa samodzielnej organizacji kobiecej na wsi – uszeregowanej w światopoglądowych ramach ruchu ludowego.
Pamiętamy doskonale, że istniał do wybuchu wojny Związek Kół Gospodyń Wiejskich – jako jedna z typowych organizacji wypranych z ideowego podłoża. Zagadnienie kuchni, garnków, pieczenia oraz hodowania żywiny, higieny dziecka i mieszkania – to główne zadania polecane do wykonywania pod komendą opiekunów i pań instruktorek „fachowczyń”. I właśnie w tej dziedzinie dziewczęta zorganizowane w wiciowym ruchu młodzieży wiejskiej osiągnęły poważne rezultaty w swoich „Sekcjach Koleżanek”. Dorobki tych sekcji były w wielu wypadkach wprost imponujące. Przede wszystkim tętnił w nich nurt społeczno-ideowy wynikający z duchowych właściwości kobiety wiejskiej. Nurt ten stał się też źródłem, z którego wypływała twórcza inicjatywa i zdolności społecznego działania w dziedzinach właściwych życiu kobiety. Dochodziło do tego, że z konkretnych osiągnięć „Wiciowych Sekcji Koleżanek” czerpały wzory „sztaby” instruktorek Kół Gospodyń, z tym oczywiście – że naśladując formę, odżegnywały się od ideowego podłoża światopoglądu ludowego.

Wiciowe „Sekcje Koleżanek” w ramach wspólnej organizacji wystarczały dla dziewcząt, które są niesamodzielne i nie ustabilizowane życiowo i gospodarczo. Wśród kobiet wiejskich, zwłaszcza wychowanych w Związku Wiciowym, poczuła szybko narastać potrzeba stworzenia w ramach ruchu ludowego samodzielnej organizacji kobiecej, wyzwolonej od przygniotu nawału bezdusznych instrukcji, organizacji opartej przede wszystkim na społecznej inicjatywie i twórczości, bez przerostu czynnika urzędniczo-instruktorskiego. Organizacji, w której by kobiety mogły rozwijać swą samodzielność, kształtować swój światopogląd społeczny, pogłębiać swą duchowość, wzajemnie się wychowywać i kształcić w spełnianiu zadań rozumnej, uspołecznionej matki – oraz wspólnymi siłami zaspakajać swe potrzeby kulturalne i gospodarcze.
Do całokształtu ruchu ludowego kobiety wchodząc zbiorowo, zorganizowane w ramach samodzielnej swej organizacji wniosą więcej umiłowania ideowego, przywiązania, zapału, entuzjazmu i uczucia – jednym słowem serca – tak bardzo potrzebnego w wielkim ruchu społecznym, a którego ruchowi ludowemu było brak. Oprócz tego wniosą wiele energii, zapobiegliwości i twórczej inicjatywy – uzupełniają wszelkie zagadnienia społeczno-polityczne i gospodarczo-społeczne, spojrzeniem i podejściem od strony kobiecej.

I dlatego też już dzisiaj, skoro „Polska Ludowa” przystąpiła do zastanawiania się nad organizacyjnymi formami, przy pomocy których wieś ma zaspakajać wszelkie potrzeby społeczne – należy przede wszystkim powiedzieć sobie, że po szczęśliwym zakończeniu wojny nie można myśleć o odradzania przedwojennych trupów, wiodących swój rodowód z czasów zaborczych. Natomiast trzeba stworzyć sobie nowy obraz społecznego życia wsi – bogaty co do różnorodności form, bo różnorodne są potrzeby, ale powiązanych z sobą wspólnotą światopoglądową. W tym obrazie nie może być miejsca na straszaka partyjno-politycznego, bo wieś jeśli nie chce rezygnować z praw obywatelskich musi posiadać własny pion polityczny. Nie może więc być organizacji apolitycznych na wsi. To nie znaczy, by Koło Rolnicze, Koło Młodzieży, Spółdzielnia, Koło Kobiet i temu podobne – prowadziły własną politykę. Znaczy to tylko, że wszystkie te organizacje będą uznawać Stronnictwo Ludowe za wspólną reprezentację polityczną wsi, i nie odżegnując się od niej – jak tego pragną różnorodni opiekunowie wsi – będą współpracować z nią w zakresie politycznym. Zaś Stronnictwo Ludowe potrzeby reprezentowane przez te organizacje uważać będzie za potrzeby wsi, do zaspakajania których należy dążyć i po przez osiąganie ułatwień prawodawczych, a więc na drodze politycznego działania.

A zatem nie należy myśleć o ożywianiu księżo-pańskich lub starościńskich organizacji kobiecych na wsi, lecz – opierając się na doświadczeniach przedwojennych – zaplanować i natychmiast po przełomie w życie wcielić samodzielny Ludowy Związek Kobiet, zespolony ideowo ze Stronnictwem Ludowym. Podwaliny założone przez kobiety w konspiracyjnej walce i pracy pod hasłem „Żywia” – z pewnością będą dostatecznie mocne na powojenną rozbudowę organizacji kobiecej.

_____________________
Powyższy tekst, nie podpisany ze względów konspiracyjnych, pierwotnie ukazał się w podziemnym piśmie „Polska Ludowa” nr 7(41), październik 1943 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

Warto przeczytać także:

„Polska Ludowa” była podziemnym pismem (okresowo miesięcznikiem, okresowo dwumiesięcznikiem), wydawanym przez konspiracyjne struktury ruchu ludowego – Stronnictwo Ludowe „Roch” i Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego. Ukazywała się od kwietnia 1943 r., pod redakcją Jana Deca, stanowiąc swego rodzaju kontynuację wcześniejszego pisma pt. „Przebudowa” (zachowała ogólną ciągłą numerację z tamtym pismem).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *