„Głos Zagłębia”

Krwawa masakra dokonana na robotnikach kopalni „Czeladź” na Piaskach

[1924]

Znowu w obronie francuskiego kapitału policja przelewała krew robotnika polskiego.

We czwartek dnia 3 kwietnia b.r. o godzinie 10 rano zebrali się robotnicy przed biurem kopalni „Czeladź”, (własność Bezimiennego Towarzystwa Francuskiego, którego większość akcji posiada Zakon Jezuitów we Francji) z żądaniem wypłacenia zaliczki, którą winni byli otrzymać robotnicy dnia 1 kwietnia.

Pomiędzy zebranych robotników komendant szkoły policyjnej p. Zieleniec wprowadził dwa szpalery policji pieszej oraz na ulicy ustawił pluton policji konnej.

Z chwilą, kiedy delegaci robotników zakomunikowali zebranym odpowiedź dyrektora Markiewicza, że zaliczki nie będzie, a jej wypłata odbędzie się dopiero w poniedziałek dnia 7 kwietnia b.r., wówczas zebrani przyjęli tę odpowiedź okrzykami niezadowolenia i oburzenia, w odpowiedzi na okrzyki policja konna z uliczki rozpoczęła szarżę na bezbronny tłum, robotnicy nie mogąc się cofnąć, gdyż za nimi stał szpaler policji pieszej z najeżonymi bagnetami, usiłowali krzykiem powstrzymać szarżę konnej policji, konie zestraszone krzykiem, a być może, że padło pomiędzy nie i kilka kamieni, zaczęły się odwracać, wreszcie na śliskim bruku kostkowym padać, wywołując tym zgiełk i zamieszanie, policjanci potłuczeni przez konie w zdenerwowaniu rozpoczęli strzelaninę z karabinów, w odpowiedzi, zagrzmiały salwy policjantów pieszych stojących szpalerami i kule z jednej i drugiej strony przeszyły zebrany tłum robotników.

O szybkiej ucieczce tłumu nie było mowy, gdyż, gmach biura znajduje się w środku ogrodu wysoko oparkarnionego, do którego prowadzą dwa wąziutkie przejścia, a w dodatku pomiędzy robotnikami stały szpalery strzelającej policji.

Policja była tak niefortunnie rozstawiona, że gdyby obok strachu zaskoczonych niespodziewaną salwą robotników, opanował ich szał i rozpacz i gdyby byli rzucili się na policję, to zapewne ani jeden policjant z życiem z tłumu tego by się nie wydostał.

Wreszcie oficerowie policji p. Zieleniec i drugi nieznanego nam nazwiska stracili zupełnie głowy i dostali ataków nerwowych.

Rezultat tej dzikiej strzelaniny był tragiczny, na placu zostało: l robotnik nazwiskiem Stelmaszczyk na miejscu zabity, 7 śmiertelnie rannych, przeważnie rany postrzałowe w piersi, dotąd 3 już z nich zmarło; 6 lżej rannych, oraz wycofało się z tłumu do domu 23 lżej rannych, ogółem 37 ofiar ze strony robotników, ze strony policji l ciężko ranny od pogniecenia klatki piersiowej przez konia i kilku lżej rannych, potłuczonych przy spadaniu z koni.

Naoczni świadkowie stwierdzają, że do robotników również strzelali tzw. szpicle kopalniani, tj. dozór zorganizowany i uzbrojony przez Zarząd kopalni, których jest około 40 na Piaskach pod komendą niejakiego p. Włodka.

Wszystkie prowokacyjne plotki rozsiewane przez agentów policyjnych i prasę burżuazyjną miejscową „Iskrę” i inna zamiejscową, o tym jakoby ktoś z robotników miał rzucić granat ręczny, a nawet robotnicy mieli strzelać do policji, są bezczelnym kłamstwem. Ponieważ ani jeden policjant nie został raniony od kuli, a rzekomy ślad na murze od granatu, z którego, jak zapewnia gazeta „Iskra”, znaleziono odłamki, władza policyjna i sądowa jakoś odłamków tych znaleźć nie mogą, a ślad pochodzi prawdopodobnie od silnego uderzenia kamieniem w mur.

Po rozejściu się robotników, policja dalej, widocznie z polecenia z góry, prowokuje robotników, otoczono całym kordonem kolonię „Piaski”, przeprowadzono we wszystkich demach szczegółową rewizję – naturalnie, że nic przy niej nie znaleziono, aresztowano 180 bogu ducha winnych robotników, z których w chwili, kiedy to piszemy, już 100 wypuszczono.

No i dla dalszego utrzymania spokoju w Zagłębiu sprowadzono całą szkołę policyjną z Kielc z karabinami maszynowymi, przyjechał do Zagłębia nawet sam p. Wojewoda, oraz obsadzono kopalnie policją i w miejscowym garnizonie wojskowym zarządzono pogotowie.

Klub PPS wniósł w tej sprawie interpelację do sejmu już w dniu wypadku, tj. w czwartek dnia 3 kwietnia.

Wiktor
________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Głos Zagłębia – organ Polskiej Patii Socjalistycznej w Zagłębiu Dąbrowskim” nr 6/1924, 6 kwietnia 1924 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *