Leszek Nowak

Głos klasy ludowej: polska droga od socjalizmu

[1980]

Postępujące wyzwalanie pracy w epoce przedsocjalistycznej

Historia wszelkich społeczeństw jest historią walk klasowych. Ale nie tylko tych, jakie toczyły się pomiędzy wyzyskiwanymi a wyzyskiwaczami, lecz także tych, jakie miały miejsce pomiędzy rządzonymi a rządzącymi. Czasy współczesne są zaś widownią walki klasowej pomiędzy tymi, którzy naraz są wyzyskiwani i uciskani, a tymi, którzy wyzyskują i uciskają naraz.

Walka między właścicielami a bezpośrednimi wytwórcami dóbr bierze się z tego, iż pierwsi wyzyskują drugich, czerpią więc z pracy ich więcej, niż im w zamian za nią dają. Owo przywłaszczenie produktu dodatkowego przez właścicieli jest zaś możliwe, albowiem tylko oni mają monopol na dysponowanie środkami produkcji. Wzrastający coraz bardziej wyzysk doprowadza do rewolucji mas bezpośrednich producentów i właściciele zmuszeni są do stopniowych ustępstw; wszelkie inne rozwiązania okazują się jeno doraźne – mogą uśmierzyć bunt na czas jakiś, ale nie mogą zapobiec jego odrodzeniu. Toteż stopniowo coraz większa liczba właścicieli przekształca swoje stosunki z bezpośrednimi producentami tak, aby bardziej zainteresować ich wynikami ich pracy – dopuszcza tedy do tego, by ich pracownicy mieli większy niż dotąd udział w podejmowaniu decyzji produkcyjnych. W ten sposób obok dawnych stosunków własności wydzielają się nowe, progresywne, bo zakładające wyższy udział bezpośredniego wytwórcy w podejmowaniu decyzji gospodarczych, czyli wyższy stopień wyzwolenia pracy. I te to stosunki własności, zapewniające także – z racji zainteresowania bezpośredniego wytwórcy efektami jego pracy – lepsze wyniki produkcyjne, rozpowszechniają się, wypierając stosunki tradycyjne. W ten sposób dawna formacja społeczno-ekonomiczna przekształca się ewolucyjnie w nową, gdzie klasa progresywnych właścicieli staje się klasą ekonomicznie panującą. Jako taka, a więc jako monopolista w dziedzinie dysponowania środkami produkcji, zwiększa wyzysk bezpośrednich producentów, co doprowadza do wybuchu rewolucyjnego, a ten na nowo wymusza zmiany w stosunkach własności wiodące do jeszcze wyższego wyzwolenia pracy.

Taki to obraz rozwoju formacji społeczno-ekonomicznej: od fazy postępującego wyzysku, poprzez fazę zaburzeń rewolucyjnych, do fazy ewolucji stosunków własności, obowiązuje do kapitalizmu włącznie. Rewolucje niewolników w centrum formacji niewolniczej doprowadziły do tego, iż konieczne stało się stopniowe ich wyzwalanie i oddawanie im ziemi w użytkowanie, doprowadziły więc one do powolnego kształtowania się feudalizmu. Rewolucje chłopów poddanych i biedoty miejskiej w centrum formacji feudalnej doprowadziły do tego, że z feudalizmu ewolucyjnie wyłaniał się kapitalizm. Zarazem każda z tych formacji uzyskiwała coraz wyższy stopień wyzwolenia pracy: chłop feudalny był bardziej wyzwolony niż niewolnik, a robotnik kapitalistyczny cieszy się jeszcze wyższym stopniem wyzwolenia niż chłop poddany. Ten mechanizm przekształcania się rewolucji wyzyskiwanych w ewolucyjne zmiany stosunków własności skończył się jednak na kapitalizmie – człowiek socjalizmu jest nieporównanie bardziej uciemiężony niż kapitalistyczny robotnik. Jakoż od formacji kapitalistycznej działać zaczynają zupełnie odmienne prawa rozwoju historycznego.

Klasy wyrastają nie tylko z monopolu na dysponowanie środkami produkcji, ale i z monopolu na dysponowanie środkami przymusu

Nie tylko bowiem jest tak, iż nierówność ekonomiczna ludzi bierze się z niejednakowego ich stosunku do środków produkcji, ale i tak, iż nierówność polityczna ludzi wynika z tego, że tylko pewni z nich dysponują środkami przymusu i wszelkimi urządzeniami umożliwiającymi represje i kontrolę ludzkich zachowań. A więc nie tylko w dziedzinie ekonomiki, ale i w dziedzinie polityki monopolizacja pewnego rodzaju środków materialnych decyduje o podziale klasowym. W tym wypadku idzie o podział na klasę władców (dysponentów środkami przymusu) i na klasę obywateli (a więc wszystkich pozostałych, tych zatem, którzy owymi środkami nie dysponują). Interes klasy władców polega na tym, by zwiększyć zakres i intensywność swojej kontroli nad obywatelami, aby więc jak największa była liczba działań obywatelskich, które odbywają się z ich nakazu lub co najmniej przyzwolenia. Jak wyzysk jest znamieniem własności niekontrolowanej przez bezpośrednich producentów, tak ucisk jest znamieniem władzy niekontrolowanej przez obywateli.

Władza oparta na monopolu środków przymusu jest jednak, w odróżnieniu od własności prywatnej, czynnikiem czysto destrukcyjnym. Własność prywatna, aby móc wyzyskiwać, doprowadzić musi w każdym razie do wytworzenia dóbr ekonomicznych, a im więcej chce uzyskać, tym lepiej musi produkcję zorganizować. Władza niekontrolowana przez obywateli jedynie niszczy – i to niezależnie od ewentualnych dobrych intencji i szlachetnych programów jej nosicieli. Aby bowiem utrwalić swą kontrolę nad danym regionem praktyki społecznej, klasa dysponentów przymusu niszczyć musi to, co stanowi rdzeń życia zbiorowego – autonomiczne, a więc niezależne od niej, stosunki, w jakie ludzie wchodzą dla realizacji celów, jakie z takich czy innych powodów uznają za wspólne. Stosunki takie, stwarzając możliwość akcji zbiorowej obywateli, są dla władzy, wszelkiej władzy, największym zagrożeniem. Rządzi się najłatwiej i ogarnia się regulacją władczą najwięcej, kiedy każdy obywatel stoi sam, pozbawiony nie tylko materialnych środków odporu, ale i prostej solidarności innego człowieka, wobec państwowego molocha. Wpycha on swoje uzbrojone w pieczęci – a jak trzeba, to także w ostrzejsze narzędzia perswazji – agendy pomiędzy żywych ludzi, rozdzielając ich siecią biurokratycznych pośredników. Tak, aby jak najmniej było spraw, w których człowiek mógłby, porozumiawszy się z innym człowiekiem, podjąć decyzję uwzględniającą wspólne interesy partnerów. Władza, jeśli nie jest kontrolowana przez równą jej siłę materialną, niszczy żywą tkankę życia społecznego, przekształcając wszelkie stosunki człowiek-człowiek itd. w stosunki petent – państwowy moloch – petent. Programy, jakimi uzasadnia swoje działanie, nie mają większego znaczenia i rychło przekształcają się w czysto ideologiczną racjonalizację jej rzeczywistych stosunków z obywatelami i rzeczywistej natury jej rakotwórczej działalności. Nie z dobrych czy złych programów ideowych bierze się destrukcyjna działalność klasy dysponentów przymusem, lecz z jej interesu materialnego zawarowanego w ostatniej instancji monopolizacją decyzji dotyczących stosowania środków represji i kontroli zachowań obywatelskich. A stopień owej destrukcyjności zależy przede wszystkim od tego, jaki opór działalność ta napotyka. To zaś zależy przede wszystkim od tego, czy klasa obywateli lub jej część dysponuje jakimiś narzędziami materialnymi kształtowania życia społecznego, na przykład środkami produkcji lub środkami przekazu informacji i formowania postaw. Toteż z góry przewidywać można, że tam, gdzie w ręku władzy znajdują się tylko środki przymusu, jej destrukcyjność jest niższa niż tam, gdzie dysponuje ona jeszcze dodatkowo środkami produkcji duchowej.

Władza i własność w społeczeństwach przedsocjalistycznych

Jeśli ograniczyć się do europejskiej linii rozwoju historycznego, to dostrzec można, iż własność była rozdzielona od władzy, a obie te klasy ciemięzców nie tylko współdziałały, ale i rywalizowały ze sobą. Interesy ich bowiem były zawsze częściowo zgodne, a częściowo konfliktowe. Zgodne, albowiem własność prywatna mogła być ochroniona przed rewolucją bezpośrednich wytwórców jedynie siłą zbrojną państwa, państwo natomiast broniło się najlepiej przed rewolucją obywateli poprzez rozbicie ruchu obywatelskiego – zjednanie najsilniejszej kategorii obywateli, jaką stanowią właściciele. Taka była materialna podstawa sojuszu, jaki obie klasy ciemięzców czasowo zawierały. Ale były i materialne podstawy niezgody między nimi. Oto powszechna biurokratyzacja życia społecznego, a w szczególności gospodarczego, do której żywiołowo doprowadza działalność klasy władców, staje się źródłem niewydolności ekonomiki, a więc uderza i we właścicieli. Toteż bronią oni zawsze autonomii gospodarki przed etatyzacją, chronią także bezpośrednich wytwórców przed zbyt daleko posuniętą represywnością ze strony państwa – zniewoleni obywatele są wszak kiepskimi wytwórcami, niewiele więc można z ich pracy wyciągnąć zysków.

Oddziaływanie państwa w istotny sposób modyfikuje obraz rozwoju klasycznych społeczeństw przedsocjalistycznych. W fazie pierwotnej rozwoju formacji społeczno-ekonomicznej państwo znajduje się pod daleko idącą kontrolą ze strony własności prywatnej, ta zaś dla wzrostu zysków wzmaga eksploatację bezpośrednich wytwórców. Prowadzi to do zaburzeń rewolucyjnych. Wówczas to okazuje się, iż jedynie państwowe, scentralizowane siły przymusu są w stanie uchronić własność prywatną przed natychmiastowymi koncesjami na rzecz bezpośrednich producentów. Występując po stronie własności prywatnej a przeciw masom, państwo staje się, na równi z wyzyskiwaczami, przedmiotem ich ataku – walka, którą masy toczą, przybiera charakter ekonomiczno-polityczny, a bezpośredni wytwórcy-obywatele występują jako lud walczący przeciwko obu klasom ciemięzców naraz. W typowym przypadku ulegają wyższej technice militarnej i lepszej organizacji państwowych sił przymusu. Klasa właścicieli nie zezwala jednak – we własnym interesie ekonomicznym – na trwałe zniewolenie mas i po pewnym okresie terroru porewolucyjnego na nowo wzrastać zaczyna niezadowolenie ludu przeciwko systemowi połączonego wyzysku ekonomicznego i ucisku politycznego. Lud ponownie burzyć się zaczyna przeciw złagodzonemu systemowi, choć bez skargi znosił terror porewolucyjny – system złagodzony jest bowiem nadal systemem wyzysku i ucisku, ale nie paraliżuje już możliwości zbiorowego działania. Następuje więc nowa fala rewolucyjna zakończona nową falą terroru, po czym właściciele wymuszają złagodzenie represyjności państwa, i tak dalej. Pulsowanie rewolucji ludowych upewnia w końcu coraz większą liczbę właścicieli, iż militarna pomoc państwa jest jeno środkiem doraźnym i że jedynym trwałym rozwiązaniem jest złagodzenie stosunków własności na rzecz bezpośredniego producenta. Tak więc po krótszym lub dłuższym okresie nawrotów rewolucyjnych i tak dochodzi do rozpowszechniania się takich stosunków własności, które zapewniają wyższe niż dotąd wyzwolenie pracy. Jednolita dotąd klasa właścicieli rozdwaja się na tradycyjną, utrzymującą stosunki dotychczasowe, i na progresywną, wprowadzającą nowe, korzystniejsze dla bezpośredniego producenta – a przez to i ekonomicznie bardziej efektywne – stosunki własności.

W tej to fazie ewolucji stosunków własności państwo zaczyna jednak odgrywać rolę trzeciej, coraz bardziej niezależnej od obu klas właścicieli, siły. Poprzez sojusze ze słabszą klasą właścicieli przeciw silniejszej (a więc najpierw z progresywną przeciw tradycyjnej, a potem z tradycyjną przeciw progresywnej) państwo umacnia swoją pozycję w społeczeństwie, by poddawać życie społeczne coraz dalej idącej biurokratyzacji, fatalnie oddziałującej na stan gospodarki i ograniczającej wolności obywatelskie. W końcu sprzeciw klasy obywatelskiej – a więc łącznie (progresywnych) właścicieli i bezpośrednich producentów – doprowadza do rewolucji skierowanej przeciwko klasie dysponentów przymusem. W wyniku tej rewolucji obywatelskiej w typowym przypadku państwo zostaje obalone, a nowi dysponenci sił przymusu zostają poddani daleko idącej kontroli ze strony klasy właścicieli progresywnych. Etatyzacja życia społecznego zostaje znacznie ograniczona i państwo na powrót zostaje podporządkowane własności prywatnej. Początek nowej formacji z progresywnymi stosunkami własności z formacji poprzedniej, jako już panującymi, jest zapaścią państwa.

Tak też było w klasycznych formacjach europejskiej linii rozwoju historycznego. Państwa-miasta w starożytności, rozdrobnienie feudalne w średniowieczu, demokracja burżuazyjna – to rozmaite formy kontroli własności prywatnej nad władzą. Wyzwolenie władzy następowało w centrach formacji, kiedy okazywała się ona nieodzownym sojusznikiem własności prywatnej w walce z masami bezpośrednich wytwórców. A dominować zaczynała w fazach ewolucji stosunków własności, wykorzystując rozdwojenie klasy właścicieli na dwie podklasy o rozbieżnych interesach ekonomicznych. Upaństwowienie życia społecznego w dobie cesarstwa rzymskiego, monarchii absolutnych feudalizmu czy odbywający się obecnie proces etatyzacji kapitalizmu to także zjawiska tej samej miary.

Zanik walki klasy robotniczej przeciwko klasie kapitalistów prowadzi do socjalizmu

W kapitalizmie wszakże naszkicowane powyżej w wielkim skrócie mechanizmy ulegają pewnej daleko idącej przemianie. Jest to jedyna formacja, w której ma miejsce stały postęp sił wytwórczych. Umożliwia to kapitalistom zagrożonym przez żądania robotnicze innego rodzaju ustępstwa niż te, do jakich zmuszani byli przez sprzeciw mas właściciele niewolników czy feudałowie. Oto nieustanny postęp techniczny zapewniający wzrost wydajności pracy umożliwia im polepszanie warunków bytowych protestujących oddziałów klasy robotniczej – wzrost wydajności pracy i tak pokrywa koncesje, i to z nadwyżką. Czynić to zaś muszą, albowiem tenże sam rozwój sił wytwórczych prowadzi do zalewu rynku towarami, których zubożone masy nie byłyby po prostu w stanie kupić. Robotnicy, walcząc z wyzyskiem i zmuszając poszczególnych właścicieli do ustępstw, zwiększając więc swą globalną siłę nabywczą jako konsumenci i umożliwiając rozwiązywanie kryzysów nadprodukcji, rozwiązują więc trudności ekonomiczne klasy kapitalistów jako całości. Dlatego to w rozwoju kapitalizmu zbiegają się dwa równoległe procesy: podwyższanie stopy życiowej klasy robotniczej i złagodnienie kryzysów nadprodukcji do rozmiarów recesji. Skutek jest taki, iż klasa robotnicza w wysokim stopniu zaspokaja swoje potrzeby w ramach systemu i jest skłonna co najwyżej do jego wewnętrznych korektur, nie do walki o jego obalenie. Postęp sił wytwórczych doprowadza do tego, iż klasa robotnicza staje się pierwszą klasą bezpośrednich producentów, która jest historycznie bezsilna. Nie tylko nie jest w stanie dokonać rewolucyjnej transformacji społeczeństwa burżuazyjnego – tego nigdy żadna klasa bezpośrednich wytwórców nie była w stanie dokonać. Nie jest ona jednak w stanie nawet pchnąć systemu na drogę ewolucyjnych przemian w stosunkach własności, nie jest w stanie dokonać aktu rewolucji, która drogą ewolucyjnych przemian skutkowałaby w dalszym wyzwoleniu pracy. Toteż jeśli kapitalizm ewoluuje, to za sprawą całkiem innych sił społecznych niż walka klasy robotniczej przeciwko kapitalistom.

Albowiem naturalnym wymogiem rosnącej gospodarki kapitalistycznej jest odgórna biurokratyzacja życia ekonomicznego – państwo zdobywa coraz dalej idące pozycje w gospodarce, coraz więcej decyzji o coraz bardziej kluczowym znaczeniu zapada w agendach władzy, a coraz więcej decyzji prywatnych właścicieli liczyć się musi z tym, co zadysponują ci, co zmonopolizowali przymus. Efektem odgórnej biurokratyzacji jest oddolna instytucjonalizacja życia gospodarczego – „z organizacją porozumieć się może tylko organizacja” (John K. Galbraith). Wyrastające z gospodarki organizacje ekonomiczne eliminują właścicieli prywatnych, których rola ogranicza się do coraz bardziej iluzorycznej kontroli działań biurokracji gospodarczej – to ona podejmować zaczyna coraz więcej decyzji dotyczących stosowania środków produkcji. W jej zatem ręce przechodzić zaczyna własność – właścicielem czegoś jest bowiem ten, kto podejmuje faktycznie decyzje dotyczące stosowania owego czegoś, a nie ten, o kim gdzieś, choćby i w akcie prawnym, napisano, że jest właścicielem. Tak zwani właściciele prywatni (akcjonariusze) stają się rodzajem rentierów – zysk ich z tytułu formalnego już tylko prawa własności staje się rodzajem renty kapitalistycznej, podobnej do renty gruntowej właścicieli ziemskich w kapitalizmie dziewiętnastowiecznym. Biurokracja gospodarcza nie kieruje się już zasadą maksymalizacji zysków, lecz – jak wszelka biurokracja – maksymalizuje wpływy. Jako ta biurokracja, biurokracja gospodarcza, maksymalizuje władzę nad życiem gospodarczym, nad zachowaniami konsumentów. W miarę rozwoju władza ta rośnie i w końcu biurokratyzacja ta bardziej tworzy konsumenta, niż dostosowuje się do jego wymagań, kreując sztuczne potrzeby i kontrolując coraz bardziej jego decyzje rynkowe za pomocą coraz bardziej wyrafinowanych metod perswazji. Zdobywa w ten sposób pewien kapitał czysto polityczny – pewną władzę nad praktyką gospodarczą obywateli.

W interesie władzy państwowej leży więc fuzja z władzą gospodarczą, i to samo leży w interesie władzy gospodarczej wobec faktu, iż państwo zawarowało sobie podejmowanie kluczowych decyzji makroekonomicznych. W rezultacie tego stopniowego, żywiołowego procesu zlewania się obu wielkich struktur organizacyjnych powstaje jedna wszechogarniająca struktura biurokratyczna, ogarniająca coraz więcej z życia zbiorowego, bo łącząca w coraz wyższym stopniu dyspozycję środkami produkcji i środkami przymusu. Powstaje więc klasa podwójna władców-właścicieli, która niechybnie odrzuci krępujące ją instytucje demokracji politycznej, wywodzące się z czasów, kiedy potężna klasa kapitalistów sprawowała za pośrednictwem ogółu obywateli kontrolę nad władzą państwową. Demokracja zachodnia nie jest bowiem niczym innym, jak sposobem kontroli władzy przez własność prywatną, realizowanym za pomocą systemu konkurencji politycznej, w którym kryterium wyboru leży poza władzą – formalnie w rękach obywateli, a faktycznie w rękach najsilniejszych spośród obywateli, w rękach burżuazji. Zanik podstawy tego systemu – własności prywatnej, jej rozpłynięcie się w sieci instytucji biurokratycznych, doprowadzi niewątpliwie do upadku samego systemu. Wobec zaniku walki klasowej robotników nie ma siły społecznej zdolnej ten żywiołowy proces fuzji władzy i własności zahamować, a tradycje demokratyczne nie stanowią tu przeszkody wiele poważniejszej niż jakiekolwiek tradycje kiedykolwiek w historii – niepoparte gotowością do walki klasowej, nie są w stanie sprzeciwić się na dłuższą metę nowemu interesowi materialnemu: łączeniu dyspozycji produkcją i dyspozycji przymusem w ramach tych samych struktur. Proces fuzji własności i władzy dokonuje się już dziś w krajach Zachodu, przejawiając się w postaci odczuwanego tam coraz powszechniej kryzysu społecznego. Występuje on nawet w sferze „nadbudowy”: rolą historyczną Nowej Lewicy jest nie co innego, jak zwalczanie – skądinąd w szlachetnych i godnych aprobaty intencjach samej młodzieży – cnót mieszczańskich wyrosłych na gruncie klasycznego kapitalizmu, kiedy to władza i własność były rozdzielone.

Konieczność socjalizmu w Rosji: Rosja carska jako najlepiej rozwinięte społeczeństwo kapitalistyczne

Obraz powyżej naszkicowany to nie tylko prognoza, czy raczej wyostrzenie, trendów dających się zaobserwować już dzisiaj. To także opis tego, co stało się szereg dziesiątków lat temu w Rosji carskiej. Osobliwości jej rozwoju historycznego, w które nie sposób tu wchodzić, spowodowały, iż jeszcze w feudalizmie państwo zdobyło w Rosji dominującą rolę gospodarczą. Było w szczególności największym właścicielem ziemskim, kierującym zwykle pracą około połowy ogółu „dusz” poddanych. Toteż zawsze było mniej zależne od własności prywatnej niż państwa Zachodu, a w pewnych okresach usiłowało wyeliminować klasę feudałów i zdobyć wyłączną kontrolę nad gospodarką. Tak było na przykład w XV-XVI w., kiedy to w wyniku rozdawnictwa ziem za służbę państwową powstała klasa podwójna władców-właścicieli (pomieszczyków) usiłująca wyeliminować klasę pojedynczą feudałów. Zmierzał do tego program opryczniny Iwana Groźnego – wydzielenie w centrum Rosji najlepszych regionów gospodarczych i przyznanie ich na własność sługom państwa z jednoczesnym przesiedleniem klasy feudałów na Daleką Północ i Wschód. Doprowadziło to do kataklizmu gospodarczego, który wywołał powstanie ludu rosyjskiego, walczącego bardziej z uciskiem państwowym niż z wyzyskiem feudalnym. Wstrząs powstania Bołotnikowa sprowadził Rosję z drogi totalitaryzmu (połączenia własności i władzy w rękach jednej i tej samej mniejszości) na drogę rozwoju feudalnego. Był to jednak feudalizm nader różny od systemów zachodnich – państwo wywierało przemożny wpływ na kształt stosunków społecznych.

Toteż rozwój gospodarki kapitalistycznej z właściwą jej tendencją do unifikacji, centralizacji i w końcu biurokratyzacji życia gospodarczego przyspieszył tylko ów proces łączenia się władzy z własnością. Już pod koniec XIX w. gospodarcza rola państwa odpowiadała mniej więcej dzisiejszemu stanowi najbardziej zetatyzowanych krajów rozwiniętego technologicznie (a nie „wysoko”) Zachodu. Proces tworzenia się wielkiej struktury biurokratycznej obejmującej i życie polityczne, i gospodarcze kraju wyłonił klasę podwójną władców-właścicieli. To ona, tym razem skutecznie, wprowadziła Rosję ponownie na drogę Iwana Groźnego, na drogę totalitaryzacji systemu, dokonując rewolucji lutowej, w której strącony został zbyteczny już wierzchołek ukształtowanego systemu totalitarnego – carat. I jej to miejsce zajęli bolszewicy, wykorzystując opór mas ludowych przeciwko rządom biurokratycznych władców-właścicieli. Bolszewicy nie stali się jednak przez to niczym innym jak tylko nowymi władcami-właścicielami, tak samo przecież dysponowali przymusem i kontrolowali gospodarkę. Ich intencje i – przynajmniej początkowo – dobre chęci nie miały żadnego znaczenia społecznego, a ideologia, jaką się posługiwali, rychło stała się jeno parawanem okrywającym rzeczywistą naturę ich podwójnego panowania. Panowanie to zresztą przekształciło się wkrótce w potrójne – nowa klasa władców-właścicieli objęła również dyspozycją środki indoktrynacji, dodając do swych kwalifikacji jeszcze jedną: kapłana.

Zwycięstwo socjalizmu w Rosji nie było więc przypadkiem, wbrew mitom burżuazyjnym i socjaldemokratycznym. Kraj ten – dzięki pozycji, jaką w jego gospodarce osiągnęło państwo – wyprzedził bowiem kraje technologicznie lepiej odeń rozwinięte pod względem stopnia rozwoju historycznego. Ten bowiem od kapitalizmu mierzy się nie stopniem wyzwolenia pracy ani stopniem rozwoju sił wytwórczych, ani jakimikolwiek innymi wskaźnikami natury ekonomicznej, lecz wskaźnikiem wykraczającym poza sferę ekonomiki: kumulacją potęgi materialnej w rękach mniejszości. Inaczej mówiąc, lepiej rozwinięte – a więc dalej posunięte na drodze rozwoju (nie mylić z postępem) historycznego – jest takie społeczeństwo, w którym proces potęgowania się podziałów klasowych postąpił dalej. W ten sposób powstają społeczeństwa totalitarne, gdzie mniejszość naraz dysponuje środkami produkcji i środkami przymusu, czy faszystowskie, gdzie w rękach dysponentów przymusem znajdują się zarazem środki indoktrynacji. W pierwszych poza kontrolą klasy podwójnej znajdują się jednak środki produkcji duchowej, w drugich natomiast – środki produkcji ekonomicznej. W społeczeństwie socjalistycznym nic nie pozostaje poza kontrolą klasy potrójnej dysponującej wszystkimi środkami materialnymi: przymusu, produkcji i indoktrynacji.

W tym ruchu wiodącym od kapitalizmu do socjalizmu Rosja carska wyprzedziła rzekomo „rozwinięty” Zachód. Ona to stanęła na czele tego ponurego pochodu, jakim stał się w naszym stuleciu rozwój historyczny. A odwołała się do marksizmu jako do swej ideologii, albowiem on właśnie, z właściwym sobie ekonomistycznym spojrzeniem na rozwój społeczny, dawać zaczął całkowicie opaczny, postawiony na głowie, czysto ideologiczny obraz rozwoju historycznego. Kazał wierzyć w rolę klasy robotniczej jako wyzwolicielki całej ludzkości, kiedy walka klasowa robotników właśnie zamierała. Kazał wierzyć w predeterminującą rolę ekonomiki właśnie wtedy, kiedy gospodarka ulegała coraz dalej idącej etatyzacji odgórnej i instytucjonalizacji oddolnej. Marksizm okazał się więc jedną jeszcze ideologią sukces swój zawdzięczającą podawaniu za istotę nowej rzeczywistości tego, co było już tylko jej pozorem.

 Mit komunistów

Sukces marksizmu doprowadził wszakże do ukształtowania się czysto idealistycznego mitu, że to komuniści zwyciężyli w Rosji i panują dziś nad ogromnymi połaciami świata. Jest to mit idealistyczny, albowiem myli on materialne źródła panowania klasowego i ideologiczne frazesy, jakimi naturę tego panowania okrywają uprzywilejowani; w podobnym sensie mitem była doktryna, iż kapitalizm wprowadzili protestanci. Jest to mit głoszony przez samą tę klasę, a podzielany także przez jej oponentów ideowych – wszyscy uważają zgodnie, iż groźbę ewentualnych przeobrażeń socjalistycznych na Zachodzie przedstawiają partie komunistyczne, a nie procesy łączenia władzy i własności.

Tymczasem w Rosji zwyciężyła klasa podwójna władców-właścicieli, której zdarzyło się ukryć w marksistowskiej frazeologii (najpierw w wariancie socjaldemokratycznym, potem w bolszewickim) materialne źródła swej dominacji. A wkrótce sięgnęli po trzecie materialne źródło potęgi społecznej – monopol na środki masowego przekazu, stając się dodatkowo jeszcze kapłanami. I tym oni są: władcami, właścicielami i kapłanami zarazem. A to, iż są dodatkowo komunistami, jest doprawdy bez większego znaczenia. To wpływa tylko na kształt frazesów, jakimi okrywają prawdziwą naturę swego panowania, i na treść samoułudy, w jaką sami się spowijają.

System trój-panowania klasowego ideologicznie zwany socjalizmem

W ten sposób powstało pierwsze w świecie społeczeństwo socjalistyczne. Istnieje w nim mniejszość dysponująca naraz środkami przymusu, środkami produkcji i środkami indoktrynacji oraz przygniatająca większość, która nie dysponuje niczym, co istotne – a więc materialne – w życiu społecznym, jest natomiast uciskana, wyzyskiwana i otumaniana naraz, w interesie jednych i tych samych ludzi. Owa mniejszość zasługuje więc nie na kuse miano „aparatu partyjnego” – odciągające skrzętnie uwagę od materialnych źródeł jej panowania w kierunku przybrania organizacyjnego i szat ideowych, lecz na miano klasy trój-panów: władców-właścicieli-kapłanów. Reszta: ci, co stanowią przedmiot państwowego ucisku, państwowego wyzysku i państwowej indoktrynacji, to klasa ludowa socjalizmu. W ten sposób kumulacja podziałów klasowych osiągnęła swój szczyt – trzy klasy ciemięzców zlały się w jedną.

Dawni właściciele wydawali jeno decyzje w skali swego przedsiębiorstwa. Potęga klasy trój-panów nawet na płaszczyźnie ekonomicznej jest nieporównanie większa – poza tym wydają oni decyzje makroekonomiczne w skali globalnej, korzystając ze scentralizowanej w tym celu gospodarki państwowej. Ponadto też kształtują administracyjnie konsumpcję, decydują, komu pracę dać, a komu jej odmówić, decydują o awansach, dostępie do poszukiwanych dóbr i usług, wczasach… Jaka klasa właścicieli niewolników, feudałów czy kapitalistów miała kiedykolwiek tak przeogromną władzę ekonomiczną nad masami? A to dopiero ekonomiczna strona rządów rzekomej „monopartii”. Poza tym zaś jest to przecież władza polityczna, taka przy tym, której udało się dokonać sztuki niebywałej – rozdzielić podejmowanie decyzji i odpowiedzialność za nie: tę ponosi aparat administracyjny, który specjalnie w tym celu zostaje od partyjnego oddzielony. A poza tym jest to jeszcze Kościół – prawdziwy Kościół ze swymi mistrzami duchowymi, dogmatykami i heretykami, a przede wszystkim z takimi możliwościami kształtowania umysłów, jakich nigdy i nigdzie żaden Kościół nie miał. Żaden Kościół nie miał bowiem nigdy i nigdzie monopolu na prasę, radio, telewizję, film, organizacje młodzieżowe i dziecięce, szkolnictwo, sport nawet… I właśnie ludzie dysponujący taką potęgą materialną, o jakiej nigdy i nigdzie żadna mniejszość marzyć nawet nie mogła, każą sobie wierzyć, iż nie mają żadnych własnych interesów materialnych, a jeno cudze – interesy tych właśnie mas ludowych, które tego wszystkiego pozbawili. Bo że sami w to na ogół wierzą – nie dziwota: kapitalistom także do głowy nie przychodzi, iż pozycja ich opiera się nie na „służbie społeczeństwu”, lecz na wyzysku tegoż. Trudno żyć z przekonaniem, iż jest się wyzyskiwaczem, a jeszcze trudniej – z przekonaniem, iż ludzi się uciska, wyzyskuje i ogłupia naraz. Toteż nie ma rzeczy, w którą by trój-panowie uwierzyli mniej chętnie niż w to, iż są trój-panami właśnie. Dlatego to najbardziej klasowe ze społeczeństw historycznie znanych nazwali – bezklasowym.

Faza zniewolenia ideologicznie zwana stalinizmem była szczytowym okresem rozwoju socjalizmu

Początkowo klasa trój-panująca napotyka opór ludu – wspomnijmy powstanie robotników i marynarzy Kronsztadtu i wojny chłopskie w Rosji Radzieckiej pierwszych lat dwudziestych, które zmusiły system do czasowego odwrotu i rozluźnienia kontroli nad życiem społecznym. Toteż następne uderzenie zostało skierowane w rezerwuar autonomicznych struktur społecznych, jakim była wieś rosyjska z jej tradycjami współpracy sąsiedzkiej, niekiedy autentycznej, oddolnej spółdzielczości, i niezależnością ekonomiczną od molocha biurokratycznego. Kolektywizacja wydarła ogromnej większości obywateli radzieckich jedyną podstawę materialną ich niezależności od władzy – drobne poletko dające utrzymanie rodzinie, a także zniszczyła wiejską kulturę i tradycje współpracy. Chłopi zostali skoszarowani w kołchozowe oddziały podporządkowane biurokratycznej hierarchii państwowych sług klasy trój-panującej.

Reszty dokonała industrializacja. Wbrew ekonomistycznym mitom rozsiewanym przez ideologów klasy trój-panującej industrializacja w socjalizmie nie ma bynajmniej ekonomicznych racji, lecz jest, jak kolektywizacja, środkiem podporządkowania mas ludowych. Fabryki w socjalizmie nie tyle produkują, co wiążą jednostki w anonimowe grupy robocze tak liczne i tak zorganizowane, by wykluczyć możliwość restytuowania więzi społecznych, jakie zostały rozerwane w danym środowisku przez fakt założenia fabryki. Powstają więc one zwykle w środowiskach od klasy trój-panującej szczególnie niezależnych: stąd te „nonsensowne” lokalizacje wielkich hut z dala od rudy i koksu zarazem, ale za to w samym centrum tradycyjnych regionów wiejskich. Muszą to być wielkie zakłady, małe mogłyby restytuować autonomiczne więzi między robotnikami, a może nawet doprowadziłyby do „paternalistycznych” stosunków między załogą a kierownictwem: stąd ten „zadziwiający” trend do budowy wielkich zakładów bez jakichkolwiek racji ekonomicznych po temu. Racje ekonomiczne – wyjąwszy stadium późnego socjalizmu – nie są bowiem w tym systemie niczym godnym szczególniejszego zainteresowania, nie w nich bowiem wyraża się naczelny interes klasy trój-panującej. Gospodarka musi dawać reprodukcję potęgi materialnej tej klasy, nie wskaźniki ekonomiczne jednak są przedmiotem maksymalizacji. Fabryki są tu nie środkami produkcji, lecz środkami zniewolenia klasy ludowej. Są one po to, aby produkować nowe fabryki, które będą robić to samo – rozbijać kształtujące się wciąż na nowo więzi międzyludzkie, rzucając jednostkę w wielki zespół produkcyjny, w którym staje się ona anonimowym trybikiem podporządkowanym biurokratycznej machinie. Stąd ten samobójczy ekonomicznie prymat produkcji środków produkcji nad wytwarzaniem środków spożycia.

Tym samym: narzędziem osamotnienia ludzi, a więc środkiem desocjalizacji, są w socjalizmie środki przymusu. Nie są one bynajmniej ślepe – terror ogarniał zawsze przede wszystkim jednostki wybitne, wyrastające aspiracjami społecznymi w jakiejkolwiek dziedzinie ponad przeciętność. Nie dlatego wyaresztowano w Związku Radzieckim wszystkich członków wszystkich partii politycznych, by stanowili oni zagrożenie dla ustroju – bo terror rósł, im bardziej system umacniał się (Sołżenicyn). Ani nie ze ślepej zemsty – bo terror społeczny jest procesem społecznym wykraczającym poza czyjekolwiek świadome zamierzenia i motywacje. Z interesu klasy trój-panującej, który poprzez eliminację tych wyróżniających się jednostek rozbijał aktualne czy potencjalne centra powiązań międzyludzkich. Człowiek jest nie tylko całokształtem, ale i podmiotem rozlicznych więzi międzyludzkich. Najprostszym tedy sposobem rozbicia tych więzów jest fizyczna eliminacja tych ludzi, którzy skupiają ich szczególnie wiele. Z tego to powodu nie tylko ludzie politycznie aktywni, ale i wszyscy wybijający się jakoś w swoich dziedzinach – od sióstr zakonnych do wybitnych pisarzy – poddani zostali eksterminacji.

Tym samym wreszcie: narzędziem desocjalizacji są w socjalizmie środki produkcji duchowej. Nie mają one kogokolwiek do czegokolwiek przekonać – gdyby taka była ich racja systemowa, byłyby one rzeczywiście przeciwskuteczne.

Mają one natomiast monopolem swojej drętwej mowy, możliwie obcej autentycznym ludzkim emocjom i możliwie jawnie fałszywej, uniemożliwić kształtowanie się wspólnych przekonań w klasie ludowej, a więc formowanie się świadomości klasowej ludu.

Dzięki łącznemu stosowaniu terroru i inwigilacji, kolektywizacji i likwidacji bezrobocia (tj. ludzi „luźnych” niezależnych od systemu), totalnej nudzie i drętwocie życia kulturalnego, klasa trój-panująca osiąga jedno i to samo: włącza wszystkich ludzi w skoszarowane oddziały swych poddanych; oddziały te wyjaławia z odradzających się wciąż na nowo autonomicznych więzi społecznych w drodze nieustannego nadzoru i kontroli: stwarza stratyfikację społeczną w ramach klasy ludowej premiującą zniewolenie – im bardziej kto uległy, im głośniej system ucisku i deprawacji nazywa socjalizmem, im większą gotów jest manifestować słabość, tym wyższą zajmuje pozycję w hierarchii sług trój-panującej klasy.

Związek Radziecki drugiej połowy lat trzydziestych osiągnął wzorcowy stan społeczeństwa socjalistycznego. Zanikają tam nawet więzi rodzinne, a denuncjujący ojca przed służbą bezpieczeństwa Pawlik Morozow staje się autentycznym bohaterem rozhisteryzowanej w entuzjazmie – płynącym z podświadomego strachu – młodzieży radzieckiej. Wszystko, co zapewnić mogło elementarną choćby więź międzyludzką, zostało wyeliminowane w tym najbardziej samotnym w dziejach tłumie, jaki zamieszkiwał ówczesne terytorium Związku Radzieckiego. Zmorozowiony lud rosyjski nie był zdolny do stawienia jakiegokolwiek oporu. Żaden by nie był – rozbicie więzów międzyludzkich niezależnych od państwowego molocha uniemożliwia jakiekolwiek działania zbiorowe, wyklucza więc z góry możliwość oporu mas. Szans na walkę klasy ludowej w warunkach państwa-molocha prowadzącego przy użyciu terroru masowego, planowania gospodarczego i masowej propagandy ogólnonarodową akcję desocjalizacyjną nie było i być nie mogło. Jedyne, co mógł zrobić lud społeczeństwa radzieckiego, to – uwierzyć w socjalizm. Bo wiara ta była warunkiem przeżycia. Wierzymy bowiem wszyscy w to, co uzasadnia nasze interesy. Najprostszym zaś interesem każdego z nas jest zachowanie życia i wolności. Nie ma więc nic z mistycyzmu „rosyjskiej duszy” w tym, iż matki rosyjskie, których synowie gnili w obozach, przechowywały wśród świętości rodzinnych portret Stalina; było to dla nich manifestacją wiary w socjalizm, a więc dowodem na to, iż mają one prawo do życia. Na skalę masową ludzie miłują swoich oprawców – jeżeli manifestacja tego chroni ich przed losem jeszcze gorszym. Wątpliwości co do socjalizmu pojawić się mogą dopiero wtedy, kiedy socjalistyczna forma panowania człowieka nad człowiekiem złagodnieje na tyle, że zdominowany odzyskać może godność ludzką.

Walka klasy ludowej wyzwoliła klasę trój-panującą ze „stalinizmu”

System nie łagodnieje jednak z dobrej woli trój-panów ani ze zrozumienia przez nich czegokolwiek, lecz z tego samego powodu, dla którego odbywa się wszelki postęp w historii – z walki najbardziej uciśnionych.

System terroru masowego oparty był na przetrzymywaniu w obozach wielomilionowej masy ludzkiej. Obozy te były właśnie dlatego tak okrutne, aby pokątne wieści o tym mroziły krew w żyłach tych, co pozostali na „wolności”; nie były to obozy dla 10 proc. ludności, która w nich stale przebywała, lecz dla całej reszty, która miała się bać panicznie jeszcze dalszego pogorszenia swego losu (Aleksander Wat). W owym subspołeczeństwie najbardziej uciemiężonych zachodziły wszakże nieoczekiwane procesy. Beznadziejność losu wieloletniego więźnia, niewiara w wydostanie się kiedykolwiek na wolność (po II wojnie światowej typowy wyrok opiewał na lat 25, nie na 10) powodowały, iż atomizacja społeczeństwa obozowego zaczyna zanikać. Powoli restytuują się w obozach autonomiczne więzy międzyludzkie: solidarność, gotowość do pomocy bliźniemu, gotowość do oporu zbiorowego w końcu. W obozach radzieckich końca lat czterdziestych zaczyna się kształtować to społeczeństwo obywatelskie, które tak skutecznie – w znacznej mierze dzięki systemowi obozów właśnie – zniszczono na zewnątrz nich. Mnożą się akty w więziennictwie radzieckim niespotykane – ucieczki, bojkot, a potem masowe zabójstwa szpicli, strajki. W końcu dochodzi do powstań zbrojnych. Początkowo władze radzą sobie bez większych trudności technicznych (kolumna marszowa więźniów Workuty, którzy opanowali swój obóz i szli wyzwalać okoliczne, została wystrzelana z samolotów szturmowych), ale już wkrótce okazuje się, że problem jest natury społecznej – powstania szerzą się, a jeden obóz po drugim zaczyna przechodzić te same stadia: bierny opór, likwidacja szpicli, strajki… Działo się to w tym sektorze społecznym, który miał wrażać strach w resztę społeczeństwa, którego główną racją bytu było to, by stanowić zastraszający wzorzec zniewolenia, który był fundamentem socjalistycznego sposobu panowania człowieka nad człowiekiem. I ten to właśnie sektor stał się zarzewiem otwartego buntu. Trzeba było go szybko zrównać z resztą społeczeństwa – jeszcze pokornie zniewolonego.

System musiał się więc zmienić, jeśli nie miał ulec zniszczeniu. Musiano więc zmienić jego gułagowe fundamenty. Zmiany przedstawiono, jak zawsze, całkowicie opacznie – jako „odwrót od stalinizmu”. Tymczasem był to krok naprzód od socjalizmu, krok dokonany przez tych, którzy pierwsi, na samym dole piramidy społecznej, odzyskali godność ludzką. Godność umożliwiającą walkę klasową. To oni uratowali klasę trój-panów przed samopożerającym ją terrorem, któremu bezwolnie się poddawała, bo mechanizmy zmorozowienia, jakie narzuciła ludowi, przeniosły się na nią samą. Nie XX Zjazd uratował mieszkańców Gułagu, lecz ich determinacja i rosnąca gotowość do walki uratowała klasę trój-panów przed nią samą. A XX Zjazd jeno przewrotnie to usankcjonował.

Rozwój socjalizmu: faza ruchu cyklicznego

Likwidacja systemu terroru socjalnego i następstwa wyzwolenia klasy trój-panów z samoterroru zmieniły prawidłowości działania systemu. Odtąd wchodzi on w ruch cykliczny. Zaczyna się więc od rozluźnienia wszechobejmującej kontroli klasy trój-panującej. Klasa ludowa zyskuje więc pewne koncesje, a władza uzyskuje w zamian spokój społeczny. Jednakże klasa trój-panów jedynie na pozór stanowi scentralizowaną organizację o hierarchicznej strukturze. Decydującą rolę odgrywają w niej bowiem poczynania tych szczebli, które nakierowane są wprost na opanowanie mas obywatelskich. Szczeble wyższe od tego, z reguły średniego, aparatu to jedynie nadbudowa organizacyjno-ideologiczna. Toteż poczynania owych szeregowych działaczy nakierowane na poddawanie coraz większej kontroli działań obywatelskich tworzą żywiołowy, niezamierzony przez nikogo ruch ku dalszemu podporządkowaniu życia społecznego. Ruch ten depcze decyzje plenów, prowadząc do stopniowego odrabiania strat – system uzyskuje utracone uprzednio pozycje. Żywiołowo odrasta machina biurokratyczna paraliżująca ludzką inicjatywę, chęć, a w końcu i możliwość działania społecznego. Prowadzi to do oporu mas pogłębionego trudnościami gospodarczymi, które są nieuchronnym następstwem podstawowych prawidłowości systemu wyrastających z dążenia do powszechnej etatyzacji: prymatu produkcji środków produkcji nad produkcją środków spożycia, powszechnej biurokratyzacji wszelkiej działalności gospodarczej, etatyzacji produkcji rolnej. Masy stawiają opór, kiedy parcie systemu do etatyzacji przekracza próg ich cierpliwości. Następują zaburzenia, system zmuszony jest do koncesji, a więc do rozluźnienia kontroli, ale już wkrótce zaczyna odrabiać straty i cały proces zaczyna się od nowa. Owe fazy nacisku etatystycznego ludowego odporu przeplatają się, tworząc ogniwa cyklu socjalistycznego.

Ów próg cierpliwości ludu ulega wszakże w kolejnych cyklach obniżeniu – klasa ludowa coraz łatwiej i coraz sprawniej przystępuje do walki o wyzwolenie nowych regionów praktyki społecznej spod panowania trój-panów. A ci w kolejnych cyklach zmuszeni są czynić coraz dalej idące ustępstwa. Socjalizm ewolucyjnie zanika, na jego miejsce kształtuje się zaś nowa forma życia zbiorowego, którego centrum stanowi nie klasa trójpanów, lecz klasa tych, co z systemu trójpanowania coraz bardziej się wyzwalają.

Osobliwość socjalizmu polskiego

Ten rozwój cykliczny, jaki następuje po fazie zniewolenia, najbardziej uwidacznia się w naszym kraju. Zdecydowało o tym, jak i o całej osobliwości polskiego socjalizmu, jedno tylko: opór społeczny, jaki klasa trój-panująca napotkała. Opór zbrojny, opór ekonomiczny – głównie chłopstwa, opór duchowy – wsparty głównie na autorytecie Kościoła katolickiego. Właśnie opór klasy ludowej przed socjalizacją spowodował, iż nigdy nie doszło u nas do całkowitego zmorozowienia społeczeństwa. Dzięki temu w 1956 mogło dojść do znaczniejszego niż gdzie indziej wyzwolenia społeczeństwa z biurokratycznej sieci. Następują dobrze nam znane fale ograniczania tej autonomii i prowadzące – w wyniku żywiołowego procesu ograniczania rolnictwa rodzinnego, a więc najbardziej efektywnej dziedziny naszej gospodarki rolnej – do kolejnych kryzysów żywnościowych. Te zaś, wespół z ogólną etatyzacją całej gospodarki, wiodą do periodycznych zapaści społecznych. Wyprowadzał z nich każdorazowo wybuch klasy ludowej zmuszający pasożytniczy system do ustępstw, do rozluźnienia kontroli i już przez to samo do uracjonalnienia naszego życia społecznego – choć jeno do następnej fazy etatystycznego naporu trój-panów. Klasa trój-panująca – wbrew zamierzeniom swych ogniw naczelnych – do kryzysów doprowadza, klasa ludowa z nich wyprowadza mocą swego zdeterminowania. A dotąd i ofiar.

Społeczeństwo polskie przodującym historycznie społeczeństwem na świecie

Polska jest więc, wskutek osobliwości swej drogi historycznej, krajem, w którym poza kontrolą klasy trój-panów znajdują się większe niż w innych krajach socjalistycznych rejony praktyki społecznej. Polska jest krajem, który wyprzedza wszelkie inne społeczeństwa socjalistyczne w odejściu od tej formy życia społecznego, która jest koniecznością dziejową, podobnie jak takąż koniecznością jest jej upadek. Kraj nasz znajduje się w takim stadium rozwoju socjalizmu, w jakim Związek Radziecki będzie wówczas, kiedy podważony zostanie system kołchozowy na rzecz gospodarstw autentycznie uspołecznionych (rodzinnych lub spółdzielczych prawdziwie), kiedy Cerkiew uzyska autonomię w sprawach wiary, a inteligencja wyzwalać się będzie z oparów marksizmu-leninizmu, a raczej z paraliżującego strachu przed samodzielnością myślenia, który ideologia ta tak skutecznie pozwala ukryć i przybrać w szaty jedynej i agresywnej wiary. Polska jest więc przodującym krajem socjalistycznym. A ponieważ – jeśli naszkicowany w tej broszurce nie-Marksowski materializm historyczny jest trafny – socjalistyczny system trój-panowania jest nieuchronnym wynikiem etatyzacji kapitalizmu, więc wynika stąd, iż społeczeństwo nasze jest przodującym w rozwoju historycznym społeczeństwem na świecie. To, iż jest nam w nim nie do zniesienia, nie przeczy temu w niczym – tylko w historiozoficznych bajkach dla dorosłych „później” znaczy „lepiej”. W rzeczywistości mechanizmy społeczne wiodą do zapaści. Taką właśnie zapaścią jest formacja socjalistyczna. Ale już się z niej zaczynamy wydobywać. I to przed innymi społeczeństwami socjalistycznymi, a także przed tym, zanim jakoby „wysoko rozwinięte” społeczeństwa Zachodu do niej się stoczyły. Istotnie: u nas najwięcej jest zalążków przyszłej formy społecznej, która ewolucyjnie wyłoni się z socjalizmu.

Proces ten odbywa się już dzisiaj, na naszych oczach. W kolejnych cyklach masy wywalczać będą coraz dalej idącą autonomię życia zbiorowego, a opozycja dostarczać będzie im w coraz wyższym stopniu reprezentacji ideowej i politycznej – taka jest przecież jej rola dziejowa w socjalizmie, rola w najwyższym stopniu pełniona przez grupy skupione wokół KSS „KOR”. Coraz mniej będziemy tkwić w socjalizmie, coraz więcej zaś będziemy mieć wokół siebie nowej, nieznanej nam dzisiaj jeszcze formacji społecznej. O granicy tego procesu da się dziś powiedzieć jedno tylko: że będzie ona społeczeństwem bez klas politycznych, ekonomicznych i duchowych. Krok po kroku masy wywalczać będą społeczeństwo bez jakichkolwiek klas, bez monopoli na dyspozycję jakimikolwiek środkami materialnymi.

O takie społeczeństwo, w którym żadne wytwarzane przez człowieka środki materialne nie będą już dzielić ludzi między sobą, o społeczeństwo pełnej, oddolnej demokracji walczy dziś polska klasa ludowa. Będzie to społeczeństwo, w którym wszyscy będą na równi dysponować środkami przymusu, produkcji i indoktrynacji. A potęga tej walki i bezradność klasy już nie całkiem trój-panującej świadczy o tym, iż jesteśmy świadkami jednego z milowych kroków wyzwalających nas z socjalizmu. Słuchajmy więc dziś, latem 1980 r., głosu polskiej klasy ludowej, wsłuchujmy się weń uważnie, bo w nim odzywa się przyszłość nasza.

 

Leszek Nowak

Sierpień 1980
________________________
Powyższy tekst Leszka Nowaka pierwotnie ukazał się w podziemnej Wielkopolskiej Inicjatywie Wydawniczej (seria „Poznańskie Broszury Społeczne”, zeszyt 1), Poznań 1980. Później miała kilka wznowień. Przedrukowujemy tekst za książką: Leszek Nowak – „Polska droga od socjalizmu. Pisma polityczne 1980-1989”, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu, Poznań 2011. Jako ilustrację wykorzystano fragment plakatu francuskiej grupy Paix et Liberté, założonej w latach 50. z inicjatywy działaczy francuskiej lewicy antykomunistycznej.

 

Publikowaliśmy już inny tekst Leszka Nowaka: Nauki rewolucji węgierskiej [1983]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *