Antoni Szech

Gdzie wróg?

[1906]

Rewolucja na razie została przytłumiona – socjaliści doznali niepowodzenia.

Wobec tego partie socjalistom przeciwne święcą tryumfy, ogłaszają zwycięstwo nad tymi, co ich zdaniem byli przyczyną zawichrzeń, wszelkich sił dokładają, by socjalistów zdziesiątkowanych przez rząd, pozbawionych głównych swoich wodzów, co osadzeni [są] za kratą, zdyskredytować w opinii publicznej – zgnieść, zdławić. I zdaje się im tym ludziom z partii konserwatywnych, że socjalizm to wróg jedyny, że jeśli socjalizm stłumią – to wszystko będzie już dobrze i rząd nawet wtenczas inaczej spojrzy na żądania społeczeństwa. I z tym większą zaciekłością, z tym większą nienawiścią i prawdą, i fałszem, i tym, co słuszne i tym, co niesłuszne, co oszczercze, co kłamliwe – walczą z tym „głównym wrogiem”. Bo z tym zwycięstwem, ich zdaniem, połączone jest usunięcie zapory do lepszych czasów.

Ale czy tak jest rzeczywiście – czy to nie zgubne złudzenie, czy nie fatalna omyłka?

Tym nieprzyjacielem strasznym, nieubłaganym, nie ugłaskanym nigdy, tym nieprzyjacielem, co grozi, co grozić będzie, co grozić musi, co zemstą wre, i zemstę wywrze w swoim czasie, nie dziś to jutro, tym wrogiem krwawym i okrutnym – nie socjalizm i nie socjaliści. Tym wrogiem – niesprawiedliwość społeczna, krzywda milionów. I co za tym idzie – nienawiść milionów. Krzywda co się nie zmniejsza, ale powiększa ciągle. Co nie zginie, co się nie łagodzi, ale rok za rokiem potężnieje.

Krzywda, co w oczy bije wszędzie i na każdym kroku, co na wynędzniałych twarzach rzesz robotniczych wypisana, co płacze jękiem konających z nędzy przedwcześnie niemowląt, co o pomstę do nieba woła hańbą dziewcząt bez matki, bez ojca, bez opieki, na ulicach wychowanych, co wstydzi wobec świata analfabetyzmem mas, co mści się zwyrodnieniem społeczeństwa i rok za rokiem zwiększającymi się zastępami nożowców, włóczęgów zbrodniarzy.

Krzywda, co wygląda zewsząd i jest wszędzie; w mieście i po wsiach, po fabrykach i folwarkach, w pałacach i suterynach, warsztatach i pracowniach, wśród najmodniejszych ulic i zaułków nędzy. Krzywda, o której się mówi, nad którą się biada, którą się widzi, bo się widzieć musi, choćby się nie chciało.

A która grozi, jak widmo jakie straszliwe i krwawe. I które bluźni Bogu i ojczyźnie. I gniewem wzbiera okrutniejszym coraz. I drżącą z gniewu ręką, na obłokach przyszłości wypisuje krwawe, złowieszcze słowa: Mane, thekel, phares.

Ta krzywda milionów, ta niesprawiedliwość społeczna, ta nędza, co się wzmaga – nędza materialna, a co za nią idzie i moralna i co ogarnia kręgi coraz szersze. Słowem – kwestia socjalna. Oto wróg – oto nieprzyjaciel. Z nim rozprawić się trzeba – tego wroga przemóc.

Socjaliści go nie wywołali. Nie oni przyczyną tej krzywdy, tej niesprawiedliwości. Oni ją zastali. Zastali ją jako skutek egoizmu możnych, nieczynności rządów. Jako skutek podeptania, pogwałcenia zasad Ewangelii – miłości, równości, braterstwa. Z tych szalonych orgii marnotrawstwa, rozpusty, które lud widział zgłodniały, a na które obracano krwawicę jego, znoje, pot jego – i krzywdę jego. I oni – ci socjaliści, przyszli do ludu tego, co pokrzywdzony i wydziedziczony – obiecali go dźwignąć, bo im się zdawało, że potrafią. A lud im uwierzył – i poszedł za nimi.

I socjalistów zwyciężyć można. Można ich zagnać na Sybir, zawieść pod szubienice, ubrać drogi wszystkie Polski i Rosji szubienicami takimi, i kopalnie, i więzienia socjalistami zapełnić. Ale krzywda i niesprawiedliwość społeczna zostanie. I lud, co czuje, że źle mu – i co zmiany żąda.

Nie socjaliści wywołali bunty gladiatorów rzymskich pod Spartakiem. Nie socjaliści byli autorami wojny chłopskiej w czasie reformacji. Nie oni twórcami francuskiej rewolucji, co krwią zalała Francję i we krwi utopiła francuską arystokrację. Nie socjaliści, ale krzywda mas, ale niesprawiedliwość społeczna i nienawiść, co z niej się rodzi i co zemsty żąda – i krwi.

Więc nie tyle z socjalizmem walczyć, ale z tym właśnie wrogiem. Jeśli jego się zwalczy – to socjalizm sam przez się upadnie. Nie tyle się bawić w wymyślanie na socjalistów (bo to nawet i nie bardzo szlachetnie teraz, skoro oni odpowiedzieć nie mogą, bo im pisać i bronić się nie wolno), ale walczyć z tym właśnie wrogiem, co socjalistów przeciw wam uzbroił. Co socjalistów wybrał sobie za narzędzie. Boć socjalizm to narzędzie, którym krzywda społeczna posłużyć się stara.

Walczyć z nędzą – z krzywdą mas. Pomyśleć skutecznie, by tę niesprawiedliwość usunąć i masom zapewnić lepszą egzystencję, i możliwość lepszej przyszłości, i normalnego w przyszłości rozwoju, godnego ludzi, co mają prawo do kultury jak inni. Pomyśleć, chociażby to kosztowało nie tylko wysiłku myśli, ale gdyby potrąciło o to, o co trudniej – o ekonomiczne, klasowe wasze interesy.

Tu wyboru nie ma. Albo klasy posiadające tę kwestię rozstrzygną same – na chwałę swoją, choć z ofiarami wielkimi. Albo rozstrzygną ją ci, wydziedziczeni dziś – i dlatego właśnie, że wydziedziczeni, pozbawieni kultury, oświaty, pałający zemstą, tchnący nienawiścią. A rozstrzygną ogniem i nożem, krwią i pożogą. I zgubą waszą. A zgubą bez chluby i chwały.

Nie łudźcie się, żeście silniejsi dziś niż socjaliści. Choćby to było naprawdę. I że rządy za wami i wojska. Nie łudźcie się, że lud od socjalistów się odwrócił, choćby tak było rzeczywiście. Nie łudźcie, się choćbyście ich znieść zupełnie zdołali, tych znienawidzonych przez was socjalistów. Choć oni swoją organizacyjną robotą może nieraz zażegnali wybuchy nienawiści tłumów przeciw wam. Nie łudźcie się.

Dopóki tamten wróg istnieje, dopóki nie zniszczycie tamtego, prędzej czy później spełnią się te groźby złowieszcze. Wykonają się zapowiedzi, co Baltazarowymi zgłoskami palą się nad światem: Mane thekel, phares.

A tego wroga słowem się nie zwycięży. Ani wymyślaniem po gazetach nie nastraszy. Ani bagnetami nie przemoże. Ani się go na Sybir nie ześle. Ani do kopalni. Ani na szubienicy nie zabije. To wróg, co tym wszystkim potężnieje tylko i represjami i reakcją rośnie. I tylko bardziej wzbiera nienawiścią. I w zemstę rośnie. I straszniejszym się staje.

A wy to prócz walki z socjalizmem – i radości, że on słabszy niby – nie robicie nic prawie. By burzę, co się wzbiera straszna nad głowami waszymi i co grzmi już nad wami i błyska się krwawo – zażegnać. I by szczęście przyspieszyć dla wszystkich; A jeśli czynicie, to tak mało i słabo, i środki przedsiębierzecie takie, co tylko nadzieje i żądania podrażnić mogą. Ale sprawy rozstrzygnąć – nie.

A tu nie łatania potrzeba.

Ale rozstrzygnięcia sprawy.

I nie łagodzenia – ale rozwiązania.

I nie mydlenia – ale uleczenia.

I nie słów i obietnic.

Ale ofiar, choćby kosztowały bardzo wiele.

I tu próba prawdziwej miłości ojczyzny – i rozumu, i nawet dobrego zrozumienia własnego interesu. Więc kto w Boga wierzy i ludzkość i Ojczyznę kocha, i kto nawet dobra prawdziwego pragnie dla siebie, niech się do pracy społecznej bierze. Niech się stara ją rozstrzygnąć lepiej jak socjaliści, jeśli się czuje na siłach.

Ale niech się stara ją rozstrzygnąć. Niech ją oceni według jej doniosłości. I do tej doniosłości dostroi swą pracę i swe poświęcenie i ofiarność swoją. Niech się ją stara rozstrzygnąć za wszelką cenę. Bo ona rozstrzygniętą być musi. To być albo nie być społeczeństwa.

Inaczej klęskę odwlekać można, ale nie uniknąć. A odwlekając, przygotować straszliwszą tylko.

Antoni Szech

__________________________

Powyższy tekst to cała broszura, Wydawnictwo M. Jastrzębca, Kraków 1906, od tamtej pory nie wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Uwspółcześniono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 
Antoni Szech, właściwie Józef Kajetan Izydor Wysłouch, zwany też ojcem Antonim (1869-1937) – pochodził ze szlacheckiej rodziny z Polesia, jako 24-latek wstąpił do „podziemnego”, bezhabitowego zakonu kapucynów i pomagał współtworzyć sieć takich inicjatyw w Królestwie Polskim, po dokonanej w 1863 r. kasacie zakonów przez władze zaborcze. W roku 1899 otrzymał święcenia kapłańskie. Prezentował radykalne poglądy społeczne, którym dawał wyraz w swej publicystyce oraz w przemówieniach, którą to działalność nasilił w okresie rewolucji 1905 r. Był jednym z ideologów rodzącego się ruchu ludowego w Królestwie Polskim (jego krewny, Bolesław Wysłouch, odegrał tę samą rolę w Galicji), m.in. Polskiego Związku Ludowego, Związku Młodej Polski Ludowej i Towarzystwa Kółek Rolniczych im. S. Staszica, a także inicjatyw inteligencji zaangażowanej społecznie, współpracował też ze środowiskami niepodległościowo-socjalistycznymi. Jako obrońca ludu jest wspomniany na kartach „Słowa o bandosie” Stefana Żeromskiego. Prezentował radykalne poglądy niepodległościowe, krytyce poddał ostrożne i zachowawcze postawy kleru wobec tej kwestii oraz wobec reform socjalnych, negatywnie oceniał też warstwy posiadające i ugrupowania konserwatywne. Opowiadał się za federacją Polski, Litwy i Ukrainy. W sferze ekonomicznej pozostawał pod wpływem idei kooperatywnych Edwarda Abramowskiego, z którym okazjonalnie współpracował. Z powodu nacisków ze strony wyższego duchowieństwa, swoje poglądy zaczął głosić pod pseudonimem Antoni Szech. Krytykowany zarówno przez część kleru, konserwatystów i endeków, jak i przez antyreligijnie i antyklerykalnie nastawioną część środowisk lewicowych i liberalnych. Cieszył się dużą popularnością wśród szeregowych księży i zakonników, wspominano go także jako wzór przestrzegania reguł zakonnych. W 1908 r. pod naciskiem hierarchii i ataków prasy klerykalnej opuścił klasztor w Nowym Mieście nad Pilicą, kilka lat później zerwał z Kościołem. Po roku 1910 niemal zaprzestał działalności publicystycznej i publicznej. Po odzyskaniu niepodległości był wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Opieki Społecznej, m.in. czołowym autorem nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach na wypadek choroby oraz twórcą nowoczesnego projektu o Kasach Chorych – za tę działalność odznaczony został Orderem Polonia Restituta i Złotym Krzyżem Zasługi. W międzywojniu związał się z masonerią, był kierownikiem loży „Kopernik” w Warszawie. Do wybuchu I wojny światowej niezwykle płodny publicysta, pozostawił po sobie niezliczoną ilość tekstów prasowych i ponad 20 książek i broszur, m.in. „W imię Ojczyzny”, „Uwagi o socjalizmie”, „Orzeł Biały”, „Przyjdź, Królestwo Twoje”, „Przyjdź, Polsko”, „Hańba”, „Katolicyzm a polskość”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *