Feliks Perl

Dwudziestopięciolecie PPS

[1917]

I

Nie zamierzam tu pisać historii PPS. W tym szkicu jubileuszowym chodzi mi o rzucenie garści uwag dotyczących charakteru PPS, jej wewnętrznej istoty, jej ducha i treści, jej ćwierćwiekowego czynu.

Pomimo wszelkie a tak liczne zmiany widzimy w dziejach PPS jedną nić przewodnią, głęboką wspólność wszystkich jej wysiłków od początku. I przyjaciele, i przeciwnicy zgadzają się, że tym ogniskowym punktem programu i czynu pepeesowego było zawsze – na tle ogólnego programu socjalistycznego – dążenie do wyzwolenia polityczno-narodowego, do niepodległej Republiki Polskiej. To określało całokształt postępowania partii, było źródłem czynu, uderzało najmocniej w niewolnictwo i zastój naszego życia, rozpalało ognie entuzjazmu i ofiarności. To także budziło najnamiętniejsze ataki, sprowadzało na nas ów grad zarzutów, obelg, drwin, przekleństw, napaści, który towarzyszył naszemu pochodowi od początku.

PPS postawiła sobie zadanie śmiałe, bodaj zuchwałe. W kraju głęboko rozczarowanym niepowodzeniem tylu powstań, zawiedzionym w nadziejach na wielką politykę, w kraju, gdzie przykazaniem stała się skromność, gdzie zamierało poczucie samodzielnego życia, a rozwijający się kapitalizm kazał godzić się z losem w zamian za korzyści gospodarcze – w kraju strwożonym obcą potęgą, PPS rzuciła hasło niepodległości! Nieśmiertelną ideę powstań polskich połączyła z nowoczesnym ruchem społeczno-robotniczym. Klasową walkę proletariatu, rewolucyjny ruch klasy robotniczej przeciwko caratowi, PPS skojarzyła z walką o wolność Ojczyzny.

Wydawało się to szaleństwem. Klasy posiadające przeklinały wszelki ruch, mogący nas „narazić” i z drogi spokojnego rozwoju sprowadzić. Inteligencja radykalna w młodych swoich latach wyznawała czerwony patriotyzm, ale rychło ostygała i w zetknięciu się z „życiem”, w dążeniu do oparcia się na „społeczeństwie” zwijała sztandary. W taki sposób dokonało się przeobrażenie w początkach swoich rewolucyjnej, powstańczo-patriotycznej Ligi Narodowej na nacjonalistyczną, pojednaną z państwowością rosyjską endecję. W obozie socjalistycznym program PPS od razu zdobył sobie nieprzejednanych wrogów w tzw. socjaldemokratach, którzy „naukowo” dowodzili, że Polska oderwać się od Rosji nie może, ale w związku z nią z czasem dostąpi wszelkiego szczęścia konstytucyjnego, byleby swojej odrębności politycznej nie wysuwała i za część organiczną państwa rosyjskiego się uznała, bo jest już taką w rzeczywistości.

Byliśmy „utopistami” i „marzycielami”, „awanturnikami” i ludźmi o poglądach „nienaukowych”; byliśmy dla jednych „wrogami Ojczyzny”, kiedyśmy walką rewolucyjną narażali wobec caratu „ten nieszczęśliwy kraj”, dla innych „wrogami ludu”, „zdrajcami proletariatu”, „zdrajcami międzynarodowości”, kiedyśmy robotnikowi mówili o Polsce, o interesach narodowych, o tym, że robotnicy polscy, walcząc z wyzyskiem kapitalistycznym, zwalczać muszą zarazem obce jarzmo.

A PPS szła niezłomnie swoją drogą, organizując walkę w imię swoich haseł. Cóż jej dawało tę siłę wytrwania wśród przeciwności bez liku, co jej zapewniało ten wpływ ogromny, który wywierała swoją działalnością? Otóż właśnie ten jej program „utopijny”, to jej stanowisko najbardziej na pociski ze wszech stron narażone, ale śmiałe i nieugięte. PPS umiała połączyć zmysł rzeczywistości, zdolność do działania politycznego w określonych warunkach zewnętrznych z przysięgłą wiernością ideałowi politycznemu. Jako partia socjalistyczna, oparła się na ruchu robotniczym. To jej dawało podstawę w masach, związek z życiem codziennym; to sprawiało, że PPS nie była chwiejną inteligencką grupą, nie mającą oparcia dla swoich dążeń. Z programem, który tak jaskrawo odbiegał od niewoli naszego życia, stała w gąszczu tego życia, na tym gruncie toczyła walkę. Ale w ruchu robotniczym PPS reprezentowała świadomość wszystkich jego potrzeb, nadawała temu ruchowi dumne poczucie walki o kraj cały, wpajała tę myśl, że sprawa robotnicza nie da się rozwiązać w ramach najazdu.

To imponowało. To przyciągało. To sprawiało, że gdy chodziło o rzeczywistą walkę, o wystąpienie w jakiejś ważnej chwili, od PPS oczekiwano wskazań, przewodnictwa, czynu.

„Utopijny” program okazywał się najbardziej żywotnym. Wszystko inne było tylko wybiegiem, poczuciem słabości, zacieśnianiem widnokręgów, małością i krótkowidztwem. Endecy pogodzili się z państwowością rosyjską – co tylko rozzuchwaliło nacjonalizm rosyjski. „Esdectwo” i „lewica” – w imię „międzynarodowości” i „realnych” dążeń robotniczych – kazały być przyczepką do Rosji i „utożsamiać się” czy to z „bolszewikami”, czy „mieńszewikami”. W taki czy inny sposób – z prawa i z lewa – starano się obejść, osłabić, usunąć, pozbawić wagi i treści fakt ujarzmienia kraju. Ale ten fakt pozostawał faktem. I PPS, która z tym faktem nie godziła się, która mu się przeciwstawiała, która nie chciała, aby kraj nasz był przyczepką do Rosji, ale chciała, by żył własnym swoim pełnym życiem, która nie za „międzynarodowość”, lecz za niewolnictwo uważała wyrzekanie się niepodległości – w tym swoim stanowisku czerpała siłę wytrwania, promieniowania, kierowania walką wyzwoleńczą.

II

Zaprawdę, program nasz nie był „łatwy”. Mówiono nam: wszystko to jest piękne i słuszne – niepodległość? Kto by jej nie chciał – ale jak to urzeczywistnić?

Myśmy mówili: niepodległość jest tak nam potrzebna jak światło dla oczu, bez niepodległości nie masz demokracji, bez niepodległości życie nasze zawsze będzie okaleczone i spętane, bez niepodległości jakże polski lud pracujący dojdzie do władzy w swoim kraju? A do tego przecież socjaliści dążyć muszą, niechże więc niepodległość stanie się namiętnością serc i wskaźnikiem działalności, a wtedy przy wszelkim przewrocie będziemy mieli siłę do walki o nią.

Oczywiście jednak co do sposobu urzeczywistnienia mogliśmy robić tylko przypuszczenia, niepewne, niedokładne. A te przypuszczania właśnie wydawały się tak „szalone”, tak odbiegające od wszystkiego, do czego przyzwyczaiła się myśl, potęgą państw, ustalonym w Europie stanem granic zahipnotyzowana, że niepodległość uchodziła za mrzonkę, niegodną realnej polityki. To znowu było siłą naszych przeciwników – ta trudność to nieprawdopodobieństwo urzeczywistnienia niepodległości.

Dowody teoretyczne esdecji – pożal się Boże! Zwalczanie programu niepodległości argumentami o „organicznym wcieleniu” pod względem gospodarczym, o konieczności ekonomicznej, która Polskę skazała na rolę „palca u nóg” Rosji jednej i niepodzielnej – wszystko to było niezmiernie słabe, powierzchowne, nic wspólnego z marksizmem nie mające. Już to chociażby, że łączność ekonomiczna Królestwa z Rosją nie była czynnikiem pierwotnym, podstawą, ale wynikła z najazdu, jako z faktu pierwotnego, że więc absolutnie nie można tu było stosować wniosków konieczności społecznej, wskazuje, w jakim przeciwieństwie był ten marksizm do istotnej nauki Marksa. Cała zresztą teoria naszej „Socjaldemokracji” była najeżona sprzecznościami i zgoła pozbawiona wartości naukowej (przypomnijmy chociażby bajeczny wywód Róży Luksemburg, że z socjalizmu i z „konieczności historycznej” wypływa, iż Polska może mieć tylko wąską, ograniczoną autonomię, a kto się domaga „szerokiej” autonomii, jest wstecznikiem i utopistą!…).

Nie te więc argumenty miały znaczenie. Ale siłą przeciwników naszych – powtarzamy – była trudność urzeczywistnienia niepodległości, było to, że każdy filister, każdy „realista”, każdy „trzeźwy” polityk wszystko raczej mógł przewidzieć, niźli to, że nadejdą warunki, które uczynią sprawę niepodległości sprawą najzupełniej realną.

Ta trudność istotna i ta atmosfera skromności politycznej, zwątpienia, możności urzeczywistnienia samodzielnych celów politycznych odbijały się również niekiedy na PPS. Wywołały one nawet wielki kryzys i załamanie się programu niepodległościowego w latach rewolucji rosyjskiej 1905 r. Pod wpływem nastroju wywołanego tą rewolucją część pepeesowców, zwłaszcza świeżo zwerbowanych, poszła za programem, który im się wydawał „łatwiejszym”. W rewolucji tej widzieli coś ostatecznego, przeobrażenie gruntowne państwa rosyjskiego, ale zarazem jego spojenie się; utrwalenie w dotychczasowych granicach. Podporządkowanie się Rosji uznali za niezłomną konieczność. Niepodległość uznali za balast, którego co prędzej pozbyć się trzeba, aby zdobyć doskonałe warunki politycznego współżycia. Biedzili się nad szukaniem formuł politycznych, które by ich uwolniły od… niepodległości. Migały wówczas, jak w kinie, konstytuanty, federacje, republiki federacyjne, federacje republik, usamodzielnienia, autonomie. Oczywiście na tej pochyłej drodze „lewicowcy” musieli całkowicie ulec esdectwu, które nie miało żadnych skrupułów narodowych i stało na stanowisku centralistyczno-rosyjskim. Konstytuanta w Petersburgu – jedna na całe państwo – a dla Polski sejm zależny, w granicach działalności przez Petersburg wskazanej – oto na czym zatrzymała się myśl „lewicowa”.

Były to najtrudniejsze czasy dla myśli PPS-owej, kiedy trzeba było zwalczać szeroko rozpanoszone nastroje wyrzekania się samoistności politycznej. „Lewicowcy” wywołali rozłam w partii, pragnąc pozbyć się niepodległościowców. PPS jednak ocalała, z początku w skurczonych rozmiarach „frakcji rewolucyjnej”. Z rozbicia ruchu, wśród niepowetowanych szkód wyrządzonych rozłamem, ocalono ideę PPS-ową. Ci, którzy umieli patrzeć dalej, którzy mieli głębokie poczucie niepodległości, a socjalizm uczynili sztandarem wyzwolenia kraju, wytrwali i przetrwali. I głównie wtedy przyczynił się do utrzymania programu niepodległościowego czyn bojowy, ten surogat powstania, na jaki wówczas zdobyć się można było, pierwsze po powstaniu 1863 r. zmaganie się orężne z najazdem rosyjskim.

Już podczas tej rewolucji, zwłaszcza na jej schyłku, PPS uświadomiła sobie, że mogą przyjść wkrótce czasy olbrzymich starć między państwami. Nikt wówczas w społeczeństwie polskim – poza PPS – nie liczył się z tym poważnie, a zwłaszcza nikt nie zdawał sobie sprawy z odpowiedzialności i obowiązków, które na narodzie polskim w takiej chwili ciążyć będą. Tak się oswojono z myślą, że niech się co chce dzieje na świecie, a państwa polskiego stworzyć niepodobna, iż o chwili takiej w ogóle myśleć nie chciano. Wobec rzeczywistości zwykłej, powszedniej nie chciano wierzyć w rzeczywistość niezwykłą, przełomową, wywracającą dawne twierdze naszego bytu. PPS przewidywała tę rzeczywistość już przed dziesięciu laty i do niej się gotowała. Całkowicie, niepodzielnie oddał się temu zadaniu Józef Piłsudski. Wypiastował ideę polskiej siły zbrojnej na usługach sprawy wyzwolenia od najazdu.

Przez cały czas swego istnienia PPS borykała się z tą trudnością – z nieprawdopodobieństwem niepodległości. A w dwudziestym piątym roku swego istnienia widzi, jak ta „utopia” przybrała kształty konkretne, jak wszystkie państwa zapewniają o swojej przychylności dla sprawy przywrócenia nam bytu niepodległego, jak niepodległość stała się programem powszechnym w społeczeństwie polskim.

III

Ale program PPS nie był „łatwy” pod innymi jeszcze względami. Są programy „łatwe”: te, które z góry i umyślnie usuwają ze swego zakresu pewne sprawy, choćby najbardziej palące (np. narodowe, jako „nie obchodzące” rzekomo klasy robotniczej), te, które odraczają wszystkie rozstrzygnięcia do sądnego dnia jednorazowej i powszechnej „rewolucji społecznej”, te, które ogólnikową negacją mają na wszystko odpowiedź. Do tego rodzaju programów należy esdecki, doskonale przez nieodżałowanego Luśnię (Kazimierza Kelles-Krauza) nazwany „prostactwem w socjalizmie”. Takie „prostactwo” nie wywiera wprawdzie głębszych skutków, nie jest twórczym czynnikiem życia, ale w pewnych chwilach może mieć nawet duże powodzenie, zwłaszcza gdy łączy się, jak to zazwyczaj bywa, z demagogią.

Przeciwieństwem tego rodzaju programów było stanowisko PPS. PPS dążyła do tego, żeby ruch robotniczy był wszechstronny, żeby odpowiadał wszystkim potrzebom proletariatu, jako klasy społecznej i jako części narodu. PPS zawsze dbała o to, iżby spraw wysuwanych przez życie nie zbywać byle jakim ogólnikiem, lecz oceniać je w sposób konkretny. PPS nie zadowalała się zaznaczaniem swego teoretycznego stanowiska, lecz zawsze starała się o zajęcie czynnej postawy. Dążyła do twórczości, do oddziaływania na życie.

Łatwo zrozumieć, że takie stanowisko najeżone było trudnościami. Szerokość i wszechstronność naszego programu, „życiowy” – że tak powiemy – charakter PPS-owości wymagały umiejętności taktycznej, poczucia odpowiedzialności, zgodności słowa i czynu. Wymagały zalet dojrzałego ruchu robotniczego. Dlatego też na każdym kroku zwalczać trzeba było ujawniającą się w fatalnych warunkach naszego życia niedojrzałość, niedociągnięcie do tej miary, którą stawialiśmy sobie za ideał: aby socjalizm był czynnikiem kierowniczym w walce wyzwoleńczej, aby proletariat szedł ciągle wzwyż i naprzód po drodze rozwoju.

Niełatwo było także w działalności utrzymać właściwy stosunek między różnymi składnikami naszego programu. Każda partia socjalistyczna o szeroko zakreślonej działalności ma do czynienia z tego rodzaju trudnościami. U nas były one większe niż gdziekolwiek. Utrzymanie należytej harmonii między wymaganiami codziennej walki a przygotowywaniem się do chwil rozstrzygających, właściwe ustosunkowanie walki ekonomiczno-społecznej i politycznej oraz narodowej, odpowiedni stosunek różnych form walki polityczno-narodowej, zespolenie walki klasowej z dążeniem do niepodległości kraju – wszystko to stanowiło w praktyce niełatwe zagadnienie taktyczne.

Nie będę utrzymywał, że PPS zawsze bez błędu rozstrzygała te sprawy taktyczne. Nie błądzi tylko ten, kto nic nie robi. Zważyć trzeba, że w PPS zawsze były różne odcienie poglądów szczegółowych, że te prądy nieraz ścierały się z sobą. Nie było u nas koszarowej jednostajności w poglądach; właśnie dlatego, że stanowisko PPS odznaczało się szerokością, że PPS ważyła się na rzeczy wielkie i trudne, w partii mogły się mieścić obok siebie i współdziałać z sobą różne typy duchowe. Jedni kładli większy nacisk na tę, inni na ową stronę zadań partyjnych; jedni kierowali się więcej temperamentem i uczuciem, drudzy rozwagą; jedni byli więcej teoretykami, drudzy praktykami itd. Partia nie przytłumiała indywidualności, ale pozwalała jej się rozwijać. Dlatego też nasz kierunek szczyci się tym, że wydał np. tak odmienne postaci jak Kazimierza Kelles-Krauza w dziedzinie teorii socjalistycznej i Józefa Piłsudskiego w dziedzinie czynu politycznego.

Niewątpliwie w PPS niełatwo było utrzymać równowagę taktyczną i nie brak było odchyleń w tę czy inną stronę. Na ogół jednak wśród tych nieuniknionych wahań i starć poglądów i temperamentów indywidualnych utrzymywał się charakter PPS jako partii wszechstronnego czynu społecznego i polityczno-narodowego, partii robotniczej razem i niepodległościowej.

IV

Przeciwnicy nasi z przekąsem mówią o tzw. legendzie PPS-owej, to znaczy o tym tajemniczym uroku, który wywierała działalność PPS i którego pamięć żyła w społeczeństwie. Usiłowaniem ich było (i jest) „legendę” tę zwalczyć, urok ten osłabić, znaczenie PPS pomniejszyć.

Oto mały przykład. Gdy „Robotnik” zaczął wychodzić, Róża Luksemburg pisała do „Socjaldemokracji” w Warszawie: „Czy robotnicy wierzą, że »Robotnik« wychodzi w kraju? Bo, naturalnie, jest to blaga!”.

Przez cały bodaj czas istnienia PPS esdecy utrzymywali, że właściwie PPS nie ma, jest tylko garstka inteligentów, nie mających wpływu na robotników. Również podczas wojny starano się wytworzyć taką „kontr-legendę”…

Na czymże istotnie polega owa „legenda” PPS-owa? Jest ona niczym innym jak stwierdzeniem głębokiego i różnostronnego wpływu, przez działalność partii wywieranego, jej roli jako czynnika ożywczego i budzącego.

Przypomnimy sobie np., czym była w pierwszym okresie dziejów PPS – aż do wojny rosyjsko-japońskiej i wybuchu rewolucji 1905 r. – działalność wydawnicza partii. Wobec niesłychanego ucisku słowa i myśli, zwalczając na każdym kroku olbrzymie trudności, PPS stale przemawia do społeczeństwa, tworzy obfitą i różnostronną literaturę agitacyjną, porusza wszystkie sprawy żywotne, piętnuje, oskarża, nawołuje do walki, wskazuje drogi, ustawicznie przeciwdziała tej atmosferze milczenia i zaniku życia politycznego, która ciążyła nad nami. Aleksander Sulkiewicz dokazywał cudownych rzeczy w dziedzinie techniki granicznej: w ciągu dziesięciu lat bez przerwy dostarczał wielkich ilości „bibuły” z zagranicy, bodaj ani jeden transport nie wsypał się w jego niezawodnych rękach. Przez szereg lat PPS miała jeżeli nie monopol w stałej i regularnej dostawie „bibuły”, to bezsprzeczne pod tym względem pierwszeństwo, bezwzględną wyższość nad wszystkimi innymi grupami. Zwłaszcza zaś imponującą była działalność tajnych drukarń – przede wszystkim stałe wydawanie „Robotnika”.

Niezależnie wszakże od poszczególnych przejawów działalności sam fakt stałego istnienia nieprzerwanej czynności partii rewolucyjnej, owa ciągłość ruchu robotniczego, który pod przewodem partii rósł w walce z przeszkodami – były to rzeczy niezwykłe, budzące podziw.

A po tym przyszły czasy walki na ostre, czasy rewolucyjne 1905 r., rozkołysanie się morza ludowego, wściekle uderzającego o twierdze kapitalistycznego wyzysku i carskiego najazdu. Na tle tego wielkiego ruchu, w splątanej gęstwinie wypadków, pomimo kryzysu programowego w partii przejawia się wspaniale PPS jako siła czynna, burząca nie inaczej jak z myślą o tworzeniu, jako organizacja dążąca do zdobywania lepszych warunków życia. Zbogaciła się wówczas „legenda” PPS-owa czynami wielkiej miary w różnych dziedzinach, a przede wszystkim czynami bojowymi.

Przyszła wielka wojna europejska. I znowu PPS wystąpiła w swej roli inicjatorki samodzielnego czynu, budzicielki myśli o pełni wolnego życia, siły, od początku świadom tego, że niesłychane przewroty, dziejące się w świecie, wykorzystać należy dla sprawy niepodległości i zdobyczy demokratycznych, dla osiągnięcia wolności ludu w wolnym kraju.

V

Dwa prądy zmagały się i zmagają w naszym ruchu socjalistycznym: PPS-owy i esdecki. Znamiona jednego i drugiego są zupełnie wyraźne i jasne, różnice między nimi rzucają się w oczy. „Lewicowość” nie jest osobnym prądem, jest to tylko złagodzone esdectwo, gatunek, który nie wytwarza nic z siebie. Pod względem politycznym „lewica” od dłuższego czasu różni się od esdecji tylko tym, że do esdeckiej negacji zadań polityki polskiej wplata żądania żargonowe Bundu.

Staraliśmy się różnice między tymi prądami uwydatnić. Uważamy socjalizm esdecki za ciasny, niedojrzały, sekciarski, ale nie występujemy w roli inkwizytorów, roszczących sobie prawo wyłączania pewnych kierunków z kościoła socjalistycznego. Po prostu dlatego, że socjalizm nie jest kościołem. Natomiast esdecy (i „lewicowcy”) wielce ułatwiają sobie zadanie krytyczne, uznając nas za stronnictwo drobnomieszczańskie, niesocjalistyczne.

Podnosimy to nie dla rozprawiania się z tym bzdurnym zarzutem. Ale chodzi nam o podkreślenie tego faktu ironicznego, że owa partia, denuncjowana stale przed robotnikiem polskim i przed Międzynarodówką jako „niesocjalistyczna”, „nierobotnicza” – stale była twórczym, jedynym twórczym czynnikiem w naszym ruchu robotniczym. Wszystkie postępy tego ruchu, zbogacenie jego form i treści, wszystko, co go wzmacniało, rozszerzało i wpływy jego w społeczeństwie potęgowało, związane jest z działalnością PPS. Nie mnożąc przykładów, nie wchodząc w szczegóły, co by wymagało szkicowania całej historii PPS – jedno podniesiemy. Oto PPS stworzyła bogatą i wielostronną literaturę socjalistyczną, w porównaniu z którą to, co dały inne grupy, jest bardzo a bardzo ubogie zarówno pod względem ilości, jak i wartości.

I jeszcze jedno: w PPS panowało zawsze poczucie wielkiej odpowiedzialności za ruch robotniczy, dążenie do ogarnięcia jego całości. Stałą troską i wytyczną PPS było zjednoczenie polskiego ruchu robotniczego. Cóż natomiast czyniły te grupy, które uważały się za „jedynie robotnicze” i „prawdziwie socjalistyczne”? Oto stale temu zjednoczeniu przeciwdziałały, wszelkie próby współdziałania udaremniały…

Zaprawdę nie wyznawaliśmy poglądu, że ciasne i prostackie pojmowanie interesu klasowego jest szczytem socjalizmu. Aleśmy interes klasowy robotnika starali się ujmować poważnie, dokładnie i z poczuciem odpowiedzialności.

VI

Oglądamy teraz pole, które leży za nami i w które wsiąknął 25-letni znój i trud. Przypominamy sobie dawne walki, dawne troski, niezliczone kłopoty, zawody, rzadkie chwile radości i pasmo trudnych, denerwujących, czasem strasznych chwil. A przede wszystkim przypominamy sobie poległych druhów, najlepszych towarzyszy naszych, którzy zginęli w lochach więziennych, w sybirskich tundrach, na emigracji, na szubienicy, na polu walki z bronią w ręku. Oddajmy hołd tym, co „poległym ciałem” byli „szczeblem do sławy grodu”, do przyszłego tryumfu wielkiej idei Socjalizmu!

Wspomnienia przeżytych walk, obchody rocznicowe są dla nas też czynnikiem walki, środkiem potęgowania energii w walce o Jutro. Nie na to oglądamy się na przeszłość, aby w niej utkwić nieruchomym okiem. Z dziejów naszych czerpiemy otuchę i podnietę, lepsze zrozumienie swoich zadań. Oglądamy się wstecz, aby zaczerpnąć wytrwałości w dążeniu naprzód – wciąż naprzód – bez przerwy, bez wytchnienia. Życie woła! Życie czeka!

Na dzwonach średniowiecznych kładziono napis: „Vivos voco – mortuos plango – fulgura frango” – Żywych wołam – umarłych płaczę – pioruny łamię. Oto hasło nasze w tej chwili jubileuszowej.

Feliks Perl
______________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu Robotniczym PPS na rok 1918”, wydanego z adnotacją o jubileuszu partii: „1892 – XXV – 1917”, Wydawnictwo „Jedności Robotniczej”, Warszawa 1918. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Tekst publikujemy w 120. rocznicę utworzenia Polskiej Partii Socjalistycznej.  

Wiele tekstów poświęconych Polskiej Partii Socjalistycznej można znaleźć w dziale PPS.

Feliks Perl (1871-1927) – pochodził ze zasymilowanej rodziny żydowskiej, jego ojciec walczył w powstaniu styczniowym. Na studiach związał się z ruchem socjalistycznym, wszedł w krąg II Proletariatu. Przed aresztowaniami uciekł do Berlina i Paryża. Uczestnik paryskiego zjazdu założycielskiego Polskiej Partii Socjalistycznej. Następnie działał w Galicji, a po aresztowaniu Piłsudskiego przeniósł się w 1900 r. do Królestwa Polskiego, aby redagować „Robotnika”. W 1904 r. aresztowany i więziony w Cytadeli. Po rozłamie w PPS, jeden z liderów Frakcji Rewolucyjnej, jeden z głównych ideologów socjalizmu niepodległościowego. Wkrótce jednak przeszedł do wewnątrzpartyjnej opozycji, w 1912 r. współtwórca i jeden z liderów PPS-Opozycja, krytycznej wobec działań Piłsudskiego. Po wybuchu I wojny światowej PPS-Opozycja i Perl powrócili jednak w szeregi PPS. Po odzyskaniu niepodległości członek władz PPS (m.in. w latach 1924-26 przewodniczący Centralnego Komitetu Wykonawczego partii), w latach 1915-27 redaktor naczelny „Robotnika”, poseł na sejm. Autor kilkunastu broszur i książek poświęconych historii, ideologii i strategii ruchu socjalistycznego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *