Halina Krahelska

Błędy komunizmu w Polsce

[1934]

Motto:

Ulegamy fikcjom, stworzonym przez warunki, w jakich nasze życie się rozwija. Zbiorowy historyczny beznarodowy postęp jest jedną z nich.
…nieustannie komplikują się te wymagania, którym musi czynić zadość naród, pragnący żyć samoistnym życiem. Samą jednak zdolność swą do tego życia musi on wydobyć z siebie.
Wierzę w zadania dziejowe klasy robotniczej. Tak postawione są sprawy mocą naszych dziejów, że polska klasa pracująca musi dokonać tej niebywałej roli: musi sama zawiesić nad sobą twarde prawo i sama bez żadnej kontroli je wykonywać. Ona jedna bowiem reprezentuje bezpośrednią biologiczną moc polską, a nie jakieś ugrupowania interesów… Pamiętajmy, że idzie tu o wybór ideału. Robotnik polski, klasa robotnicza jest tu w tym związku dla mnie tym właśnie, wzorem, ideałem wychowawczym, typem dziejowym, na którym można oprzeć swe życie duchowe.

Stanisław Brzozowski, Legenda Młodej Polski

Podejmując ten temat w Polsce, nigdzie i nigdy publicznie i legalnie nie traktowany, muszę się z góry zastrzec i wyjaśnić, z jakiej strony podchodzę do zagadnienia. Bowiem dotychczas, jeżeli kto gdzie mówić chciał o błędach komunizmu lub też w ogóle – ruchu rewolucyjnego mas, czynił to zawsze z tamtej strony barykady, z punktu widzenia interesów, poglądów i aspiracji klas posiadających lub ich rzeczników. Czynił więc to zawsze w obawie przed rewolucją społeczną, przed zmianą ustroju i z nienawiści do niej. W świecie kapitalistycznym tak bardzo utarło się mówienie o błędach komunizmu pod tym kątem, że sam już tytuł artykułu może u wielu budzić uzasadnioną abominację. Naprawdę dość już wszyscy mamy wysłuchiwania kapitalistów i ich rzeczników, nikt nie pragnie już dziś ich słuchać.

Na wstępie tedy zaznaczyć muszę, że wychodzę z przekonania o konieczności przebudowy ustroju gospodarczego i społecznego, że chodzi mi o wypatrzenie właściwych dróg rozwojowych państwowości polskiej, przy których praca będzie warunkiem egzystencji człowieka.

Ażeby przejść do właściwego tematu, zaznaczę od razu, iż uważam za istotny błąd w ruchu rewolucyjnym i komunistycznym w Polsce brak samodzielności tego ruchu, nieumiejętność wytworzenia własnych ośrodków dyspozycji w Polsce, brak oryginalnych pierwiastków twórczych.

Dla przeprowadzenia dokładniejszej analizy, skąd powstały te braki, musimy się cofnąć o kilkanaście lat wstecz, ku zaraniu odrodzonej państwowości polskiej. Skąd się wzięli w Polsce komuniści? Byli to bez wyjątku dawni esdecy oraz częściowo PPS – Lewica (z pierwszego rozłamu partii). Jest to okoliczność o wielkim znaczeniu; szczególnie SDKPiL, pewna odmiana socjal-demokracji w byłym zaborze rosyjskim, zaciążyła ogromnie na układzie pojęć polskich komunistów przez swój bardzo określony, negatywny stosunek do państwowości polskiej. Są to rzeczy znane, mające bogate oświetlenie w historii ruchu rewolucyjnego Polski, że SDKPiL nie uznawała niepodległości Polski, absolutnie nie wierzyła w jej możliwość i nie brała jej w swych obliczeniach w rachubę.

Pomimo to Polska powstała jako państwo samodzielne i nie tylko że zaistniała, ale z każdym rokiem umacniała swe odrębne istnienie. Ten fakt bezsporny i tak bardzo namacalny nie zdołał jednak wpłynąć na przebudowę polskich socjal-demokratów i lewicowców pepeesowskich, którzy w Polsce Niepodległej nazwali się komunistami.

W latach 1919-20, na zebraniach porozumiewawczych pomiędzy nimi a polskimi rewolucjonistami stojącymi na gruncie niepodległej państwowości polskiej, padały z ust pierwszych te same stare, znane argumenty o niewystarczalności gospodarczej Polski, jakie podmurowały w swoim czasie żądania autonomii dla Polski w programie socjal-demokracji (właściwie nie dla Polski, a dla byłego zaboru rosyjskiego).

Uwzględniając wagę momentów psychologicznych w powstawaniu i rozwijaniu się pojęć, należy stwierdzić rzecz zadziwiającą, iż rysa, wyżłobiona przez „autonomiczny” pogląd u esdeków była tak głęboka, że ostała się w obliczu żywej, realnej, rozwijającej się samodzielności polskiego państwowego organizmu.

Niemałą rolę w tym oślepieniu esdeków polskich, w tym naprawdę decydującym dziejowym momencie odegrała i ta okoliczność, że znaczna, a może przeważająca część tych ludzi nie znała Rosji rewolucyjnej, nie była tam po przewrocie, nie współdziałała w tworzeniu nowych form rewolucyjnego państwa rosyjskiego, szczególnie w okresie po październiku 1917 roku, gdy cały aparat państwowy rosyjski nastawiono na przebudowę społeczną kraju.

Brak bezpośredniej znajomości i własnych doświadczeń w tej dziedzinie skazywał komunistów polskich na operowanie li tylko teoretycznymi założeniami, bezkrytyczne podporządkowanie się dyrektywom rewolucji rosyjskiej, bagatelizowanie i wręcz lekceważenie odrębnych, swoistych cech i właściwości ludu polskiego i rzeczywistości polskiej. Niesłychany ortodoksalizm, staro-esdecki, ortodoksalizm ich umysłów, przeszkodził realizacji wszelkich prób i wysiłków, podejmowanych w kierunku scalenia ruchu, mającego na celu przebudowę społeczną Polski i wytworzenia własnych, polskich ośrodków dyspozycji tego ruchu. A przecie wysiłki w tym kierunku były czynione.

Już w maju 1919 roku na zjeździe połączeniowym PPS byłego zaboru rosyjskiego z PPSD Galicji w Krakowie objawiła się silnie skonsolidowana grupa opozycji, której ton nadawali ludzie obeznani z rzeczywistością poczynań rewolucyjnych w Rosji, uczestnicy (z ramienia lokalnych organizacji PPS w Rosji – b. Frakcji Rewolucyjnej) październikowej rewolucji. Grupa ta wysunęła bardzo stanowczo konieczność zaktualizowania programu PPS, podnosząc, iż należy wysunąć postulaty przebudowy ustroju społecznego i gospodarczego: był to okres rządów Paderewskiego i nieśmiały początek mobilizowania się reakcji społecznej w Polsce.

Warunki były niesłychanie sprzyjające. Opozycja stała na gruncie nie tylko zupełnej odrębności organizmu państwowego polskiego, ale i samodzielności polskiego ruchu rewolucyjnego, który by musiał wytworzyć własne, całkiem niezależne od zwycięskiego przewrotu w Rosji, ośrodki dyspozycji. Oportunistyczna większość PPS i nastroje PPSD, partii zupełnie pozbawionej przeszłości i tradycji partii rewolucyjnej, sprawiły, iż stanowisko opozycji zostało na zjeździe odrzucone i partia pozostała przy swoim programie minimum, równającym ją z każdą postępową demokratyczną partią, a jak na dzisiejsze stosunki – nawet z enuncjacjami encyklik papieskich, żądających przecież też: ochrony pracy, sprawiedliwości społecznej i innych rzeczy pięknych, nie wadzących istnieniu kapitalistycznego ustroju.

Członkowie opozycji przez czas dłuższy jeszcze utrzymywali między sobą łączność, pozostając w szeregach PPS do czasu wykluczenia z partii Tadeusza Żarskiego. Po wyjściu z partii grupa ta wydawała własne pismo pod tytułem „Walka”, które zresztą nie wyszło poza 5-6 numerów z powodu braku środków pieniężnych. W piśmie tym był drukowany program tej opozycji PPS, przyjęty na zjeździe członków na jesieni 1919 roku w Jabłonnie pod Warszawą. Program ten zaznaczał bardzo wyraźnie stanowisko niezależności ruchu rewolucyjnego polskiego, oczywiście – w ramach niepodległego państwa. Był to powód, dla którego nie zaszło połączenie tej całej grupy z partią komunistyczną Polski. Jednakże opozycja niedługo przetrwała jako odrębne ugrupowanie. Poszczególni ludzie z tej grupy , pomimo różnic, wstąpili do partii komunistycznej, w której widzieli szersze pole działania – inni, nie będąc w stanie przejść ponad te różnice, pozostali poza wszelką organizacją.

Komuniści zaś polscy popadli od razu w istotną i głęboką zależność od dyrektyw rosyjskich. W perspektywie tych kilkunastu lat należy się już zdobyć na obiektywizm, stwierdzając, że waga i rozmiary eksperymentu rosyjskiego w dziele przebudowy społecznej świata, w znaczeniu przekładania dróg ku realizacji tej przebudowy w granicach olbrzymiego państwa, mogły zaciemnić kierownikom ruchu rewolucyjnego w Rosji tę niezaprzeczalną prawdę, że przebudowa społeczna w każdym państwie powinna być dokonana własnymi jego siłami, pod własnym kierownictwem i w przystosowaniu do właściwości danego ludu i warunków kraju. Tym niemniej – to zaciśnienie spowodowało cały szereg nieszczęśliwych, w moim przekonaniu, posunięć i nie przybliżyło przebudowy społecznej w innych krajach – przeciwnie, wywołało opór i sprzeciw wewnętrzny nawet w kołach istotnie tej przebudowie sprzyjających. W Polsce takich niefortunnych posunięć było sporo.

W roku 1920, w tej fazie wojny z Rosją Sowiecką, gdy szczęście sprzyjało wojskom rosyjskim, w pobliżu Warszawy kwaterował przyszły (in spe) rząd polski, który się składał z ludzi przysłanych tu z Rosji. Bagatelizowano tu, przygotowując taki rząd, podstawową, najważniejszą psychologicznie, okoliczność, że w kraju dopiero co uwolnionym od najeźdźców, rząd wjeżdżający na bagnetach obcych wojsk, nie mógł być traktowany inaczej, jak rząd najeźdźców, niezależnie od ideowego oblicza tego rządu, od udziału w nim Polaków (jak Kohn, Marchlewski, Dzierżyński).

Jeżeli wśród komunistów polskich, siedzących wewnątrz kraju, byli wówczas ludzie (a wśród kierownictwa partii była ich większość), traktujący taką rzecz jako normalną i wskazaną – byli to ludzie prawdziwie ślepi. Partia komunistyczna w Polsce rozwijała się i działała stale również w dalszych latach pod bezpośrednimi dyrektywami z zewnątrz.

Jakkolwiek teoria o konieczności równoczesnej rewolucji socjalnej w całym świecie wzięła w łeb i właśnie Rosja zwycięsko eksperymentowała na oczach całego świata przebudowę ustroju w granicach własnych (bez niczyjego poparcia i wbrew wszelkim przeciwdziałaniom), dyrektywy Kominternu, kierowanego w Rosji, wychodziły stale z obalonego przez życie założenia o konieczności ogólnoświatowej jednoczesnej rewolucji socjalnej.

Komuniści polscy mniej trosk i energii wkładali w poznawanie warunków rzeczywistości polskiej, na których należało opierać widoki na przyszłość, niż w debaty o warunkach rozwoju rewolucji w Rosji, dociekania o kierunkach, błędach i zamierzeniach rządu rosyjskiej rewolucji, zajętego przecie całkiem praktycznie wprowadzeniem nowych form ustrojowych we własnym kraju. Rzeczy te zachodziły tak daleko, że w łonie organizacji komunistycznej polskiej wydalano ludzi „lewego” odchylenia, trockistów.

Naprawdę, że w świetle zdrowego rozsądku nie mieszczą się takie rzeczy. Trockizm był i jest zjawiskiem rosyjskim i na terenie Polski mógłby mieć całkiem inny charakter, inny przebieg i finał, w każdym razie – nie mógłby odegrać w ruchu rewolucyjnym polskim tej roli, jaką sądzono mu odegrać w Rosji.

Takich przykładów można by cytować bardzo wiele. Nie chodzi tu bynajmniej o wytykanie komunistom polskim błędów tych jako zarzutów czy wyrzutów, że tak właśnie a nie inaczej postępowali: przede wszystkim nie mają oni równych szans w polemice w Polsce i nie mogą odpowiedzieć z równej stopy. Po drugie – śmiesznością byłoby coś im wyrzucać; tragedią tu było i jest to, że komuniści polscy tak właśnie rozumieli swe zadanie, inaczej więc działać, rzecz oczywista, nie mogli. Zależy mi tu jedynie na tym, ażeby udowodnić, że podporządkowywanie ruchu rewolucyjnego w Polsce dyrektywom z zewnątrz było w moim przekonaniu błędem.

Dlaczego podnoszę dziś ten temat?

Sądzę, iż bieg wypadków, a głównie linia polityki zagranicznej naszego państwa w ostatnim czasie umożliwia otwarte i szczere postawienie wobec opinii publicznej zagadnień, które ze szkodą dla nas samych nie mogły być przez lata całe traktowane otwarcie.

W społeczeństwie polskim jest siła ludzi (obliczyłabym ją na miliony), którzy są zdecydowanie wrogami ustroju kapitalistycznego, zwolennikami uspołecznienia a w przejściowym okresie – upaństwowienia środków produkcji, wprowadzenia innej zasady podziału dochodu społecznego; a jednocześnie – są najlepszymi obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej, są bezgranicznie oddani idei stworzenia silnego i sprawiedliwego państwa polskiego, o niezależnym i potężnym bycie; całą swą egzystencję – fizyczną i moralną – wiążą z rozwojem i dobrobytem Polski. Ludzie ci nie uważali i nie uważają za możliwe działać pod dyrektywami Kominternu, jakkolwiek dążeniem ich jest przebudowa ustroju gospodarczego i społecznego w Polsce.

Karol Radek powiedział w „Gazecie Polskiej” z dn. 29.VIII ub. roku, że jakkolwiek kierownicy rewolucji rosyjskiej chętniej widzieliby inną treść socjalną Polski Niepodległej, jednak decyzja w tej sprawie należy wyłącznie do polskiego świata pracy.

Brak zrozumienia tej prawdy wśród komunistów polskich przeszkodził w skonsolidowaniu się (w latach 1918-19) ruchu rewolucyjnego polskiego pod hasłem przebudowy ustroju w ramach niepodległego państwa polskiego. Oczywiście, słusznie zaznaczyła redakcja „Gazety Polskiej” „na marginesie” artykułu Karola Radka, że póki panowała w Rosji linia Trockiego, słowa Karola Radka nie mogły zabrzmieć na całą Rosję w tej właśnie formie. Stosunek Lenina do sprawy niepodległości Polski był znany każdemu z Polaków – uczestników ruchu wyzwoleńczego polskiego. A do faktów i enuncjacji, które przytacza Karol Radek, można dorzucić przypomnienie jeszcze jednego faktu, odczytu Lenina w Krakowie o niepodległości Polski (przed wojną), odczytu, na którym przeciwko stanowisku Lenina wystąpili esdekapeilowcy.

Czas już powiedzieć, że przywiązanie do ustroju kapitalistycznego nie jest żadną gwarancją przywiązania do Polski oraz gotowości do wiernej służby ojczyźnie. Czas już podnieść, że wrogi stosunek do tego ustroju nie powinien wtrącać do więzienia ludzi wyznających zasadę niepodległości Polski – nie powinien przesądzać o doklejaniu do nich etykietek „zdrady stanu”, „obcego żołdu” itp. Czas już powiedzieć, że polska partia komunistyczna powinna przyjąć za zasadę wymienione wyżej słowa Karola Radka.

„Zakopanie tomahawku głęboko w ziemi pomiędzy Stołpcami a Niegoriełoje” stwarza warunki do prowadzenia wyników przebudowy ustroju w Rosji, uniknięcia ewentualnych błędów, wykorzystania poczynionych dodatnich doświadczeń i budzi nadzieje w sercach milionów Polaków, którzy nie widzą już dla Polski żadnych wartości w utrzymywaniu kapitalistycznych form gospodarki.

Halina Krahelska

____________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Państwo Pracy”, organie prasowym Legionu Młodych, nr 4/1934. Od tamtej pory nie był wznawiany. Ze zbiorów Remigiusza Okraski.

 

Halina Krahelska (1892-1945) – działaczka ruchu socjalistycznego, urzędnik państwowy, publicystka, pisarka. Jako nastolatka krótko związana z PPS, następnie w Odessie, gdzie mieszkała, wstąpiła do rosyjskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserów). Za tę działalność aresztowana, więziona i zesłana Syberię. Uwolniona po wybuchu rewolucji lutowej, brała udział z ramienia partii eserów w burzliwych wydarzeniach politycznych, działała w Radzie Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Kańsku, następnie wróciła do Odessy, gdzie działała w miejscowym oddziale Polskiej Organizacji Wojskowej. Po latach opisała te doświadczenia w książce „Wspomnienia rewolucjonistki”. Na początku roku 1919 wróciła do Polski. Sympatyzowała z „lewym skrzydłem” PPS, zarzucając głównemu nurtowi partii politykę zbyt ostrożną i ugodową w kwestii przeobrażeń społecznych, zaś komunistów krytykowała za lekceważenie patriotyzmu i zależność od Rosji sowieckiej. Na początku roku 1919 podjęła zatrudnienie w Inspektoracie Pracy, stając się wkrótce jedną z czołowych w Polsce specjalistek w tej dziedzinie oraz jedną z osób najbardziej zaangażowanych w forsowanie ustawodawstwa i regulacji poprawiających warunki zatrudnienia. Autorka wielu opracowań, analiz i raportów z tej dziedziny, m.in. „Łódzki przemysł włókienniczy wobec ustawodawstwa pracy”, „Praca dzieci i młodocianych w Polsce”, „Praca kobiet w przemyśle współczesnym”. Jako inspektor pracy wizytowała setki zakładów w całej Polsce, a pokłosiem tego była głośna w owym czasie książka „Wspomnienia inspektora pracy” (1936, napisana z M. Kirstową i S. Wolskim). Była prekursorką zakładania żłobków przyfabrycznych. Po zamachu majowym poparła Piłsudskiego i związała się z lewym skrzydłem obozu sanacyjnego, uważając, że dąży on – w odróżnieniu od PPS – do radykalnych przeobrażeń społeczno-gospodarczych. Była jednak radykalnym krytykiem dokonywanego przez sanację „skrętu w prawo”, co pośrednio przyczyniło się do pozbawienia jej zatrudnienia w inspekcji pracy w roku 1931. W pierwszej połowie lat 30. była działaczką sanacyjno-lewicowo-syndykalistycznego Legionu Młodych. Weszła wówczas również w skład prozatorskiej grupy literackiej „Przedmieście”, która postulowała podejmowanie tematyki związanej z niższymi warstwami społecznymi, a dzieło literackie miało mieć charakter swoistego „wizjera”, służącego obserwacji i analizie realiów społecznych. Efektem tego zaangażowania Krahelskiej stały się dwie jej głośne powieści. „Polski strajk” (1936) opisywał dzieje słynnego, brutalnie spacyfikowanego strajku w krakowskim „Sempericie” – książkę skonfiskowały władze państwowe, autorce wytoczono proces, drugie wydanie książki ukazało się „pocięte” przez cenzurę. Z kolei „Zdrada Heńka Kubisza” (1938) ukazywała nędzę Górnego Śląska i rozczarowanie jego mieszkańców realiami odrodzonej Polski, czego kulminacją jest opowiedzenie się byłego powstańca śląskiego za Niemcami. W roku 1937 była współzałożycielką Klubu Demokratycznego, zrzeszającego prospołeczną inteligencję pracującą oraz ludzi wolnych zawodów, przeciwnych rozwojowi w Polsce tendencji totalistycznych; na bazie Klubów z różnych miast utworzono wiosną 1939 r. Stronnictwo Demokratyczne. W czasie okupacji hitlerowskiej Krahelska działała pod pseudonimem „Myszka” jako współpracownik Komendy Głównej AK. Podczas okupacji napisała „Tezy do działalności inspekcji pracy w odrodzonej Polsce”. Aresztowana przez Niemców w lipcu 1944 r. (istnieją poszlaki, że stało się tak wskutek donosu skierowanego do Gestapo przez polską skrajną prawicę), zmarła z wycieńczenia w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück na kilka dni przed wyzwoleniem. Od roku 1989 Główny Inspektor Pracy przyznaje Nagrodę im. Haliny Krahelskiej za wybitne zasługi w dziedzinie ochrony pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *