Mieczysław Niedziałkowski

Znak naszego pozdrowienia

[1937]

To był ten dzień, „najczarniejszy dzień Italii”. Poległ śmiercią męczeńską nasz Matteotti.

Szybko, jak piorun, przebiegła tragiczna wieść poprzez ulice i kręte zaułki Rzymu. Zafalowała zgrozą nieopisaną pierś nieodgadnionych jeszcze przedmieść robotniczych. Jezdnią szły milczące, ponure tłumy. Zniknęły gdzieś falangi „czarnych koszul”. Osamotniony raptownie krążył po pustych salonach pałacu Benito Mussolini. Jedna myśl uporczywa świdrowała mózg: „Czy zdążą na czas? Czy aby zdążą na czas armaty, czołgi i wierne oddziały z południa?”.

***

Na placu stały półkolem olbrzymim tysiące i tysiące. Stąd porwano Matteottiego. Tu w promieniach słońca lśniły jeszcze trzy drobne kropelki zakrzepłej krwi. Pierwszy cios w skroń od kastetu najeżonego szpikulcami. Dziesiątki tysięcy oczu wpatrywały się w to miejsce. A klęczała obok niego szczupła, wątła postać kobieca. Zgarbiły się w dół beznadziejne barki, wstrząsane szlochem. Słabe palce usiłowały podważyć gładki kamień, na którym lśniły we wspaniałych promieniach italskiego słońca trzy drobne kropelki zakrzepłej krwi.

Szeptały starcze usta: „Mój synku! Mój synku! Mój mały!”.

Bo dla Niej on był zawsze „mały” – nasz wielki Matteotti.

Milczał ponuro nieodgadniony tłum. Stali tuż obok siebie mężczyźni i kobiety, robotnicy z fabryk i oficerowie armii regularnej, profesorowie wyższych uczelni i sprzedawcy gazet czy napojów chłodzących, młodziutcy chłopcy i weterani wojny światowej. A wśród tej ciszy brzmiał niby dzwon na trwogę monotonny szept złamanej kobiety: „Mój synku! Mój synku! Mój mały!”.

***

Wtem wytrysnął na środku pustej przestrzeni młody „nieznany robotnik”. Wionęła do góry zaciśnięta pięść: „Przysięgamy Ci, Matteotti! Za każdą kroplę Twojej krwi, czerwonej Twojej krwi, odpłacimy, gdy przyjdzie godzina”.

Tłum zastygł. Tylko szept bolesny ponad wszelką miarę tłukł się pomiędzy murami kamienic: „Mój synku! Mój synku! Mój mały!”.

I oto tysiące i tysiące zaciśniętych pięści podniosły się ku niebu. Skandował, jak starożytny chór grecki, olbrzymi tłum: „Za każdą kroplę Twojej krwi, czerwonej Twojej krwi, odpłacimy, gdy przyjdzie godzina!”.

***

Pędziły w ciemną noc ku Wiecznemu Miastu niezliczone pociągi z armatami i czołgami, z wiernymi oddziałami z południa. Zaroiło się ponownie dookoła Mussoliniego. Odszedł na przedmieścia lud rzymski. Wtedy jeszcze nie odpłacili…

***

Ale pozostał od tamtego dnia ów gest pozdrowienia – pięść podniesiona ku górze. Witamy nim się wszyscy, gdziekolwiek zagna nas los. Witamy nim siebie na radosnych bulwarach Paryża i w podziemiach niemieckiej konspiracji, i na zgromadzeniach masowych Polski. Skąd żeście to wzięli, panowie dziennikarze faszyzmu polskiego, że to jest pozdrowienie „komunistyczne”? Wszak słowo, które mu odpowiada, jest słowem najdumniejszym ludzkiej mowy: Wolność, wolność, która kiedyś wyrośnie z trzech drobnych kropelek zakrzepłej krwi na rzymskim bruku…

***

W pomroce wieków stworzono formułę, która zawiera w sobie wszystką wiarę i wszystką nadzieję ludzkości: „Przyjdzie godzina, która za wszystko zapłaci”.

Platon twierdzi, że tę właśnie formułę wieścili codziennie o wschodzie i o zachodzie słońca z wieżyc świątyń kapłani legendarnej Atlantydy.

Powtórzył ją „nieznany robotnik” Italii w najczarniejszym dniu – w tym dniu, w którym zamordowano Matteottiego. I odtąd las zaciśniętych pięści oznacza: „Faszyści! Przyjdzie godzina, która za wszystko zapłaci!”.

Mieczysław Niedziałkowski
_______________________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem „Były”, pierwotnie ukazał się w PPS-owskim dzienniku „Robotnik” nr 40/1937, 7 lutego 1937 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany. Na potrzeby Lewicowo.pl przygotował Przemysław Kmieciak.

Giacomo Matteotti (1885-1924) – włoski polityk, poseł Zjednoczonej Partii Socjalistycznej (PSU), został zamordowany przez faszystowskich bojówkarzy w Rzymie, 10 czerwca 1924 roku, wkrótce po opublikowaniu książki „Zdemaskowani faszyści: Rok faszystowskiej dominacji” i po wygłoszeniu dwóch przemówień w Izbie Deputowanych, które odkrywały prawdziwe oblicze Mussoliniego i jego brutalne metody walki politycznej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *