Mieczysław Niedziałkowski

Zadania polskiej polityki socjalistycznej

[1921]

I

Przez szereg miesięcy r. 1919 w szeregach socjalizmu polskiego ścierały się ze sobą dwa prądy. Jeden z nich reprezentowało kierownictwo partii, drugi, odrzucając taktykę komunistyczną i zachowując postulat niepodległości, stawał jednak na gruncie bolszewickim, przyjmował dyktaturę sowietów [rad robotniczych] i hasło rewolucyjnego opanowania władzy państwowej w celu niezwłocznego realizowania nowego ustroju. Kierunek ten uzyskał największy stosunkowo głos w ciągu maja, czerwca i lipca, po czym odłamał się od pnia partyjnego i po krótkiej dobie samodzielnego istnienia zniknął całkiem z powierzchni ziemi.

Jednocześnie jęła opadać coraz niżej fala komunizmu. Od samego początku r. 1920 było rzeczą jasną dla każdego, kto umiał patrzeć uważnie, że obóz skrajnej lewicy robotniczej poniósł zupełną klęskę.

Złożyło się na nią wiele przyczyn, w pierwszym zaś rzędzie – zgoła błędne pojmowanie okresu historycznego, jaki przeżywamy. Zarówno komuniści, jak zwolennicy tzw. Opozycji [mowa o PPS-Opozycja, rozłamowej, skrajnie lewicowej grupie z PPS, która ostatecznie w większości przyłączyła się do komunistów; nie mylić z PPS-Opozycja z lat 1912-1914 pod wodzą Feliksa Perla i Tomasza Arciszewskiego – przyp. redakcji Lewicowo.pl] czasów  wyobrażali sobie, że ideały Lenina zapanują lada dzień wszędzie, że świat kapitalistyczny leży już w gruzach, że – wreszcie – wystarczy zawładnąć szczytami machiny państwowej, by dźwignąć od razu społeczną organizację wytwarzania, podziału i wymiany dóbr. Rewolucja socjalistyczna stanowiła w ich oczach jeden wielki wysiłek zdobywczy, coś w rodzaju przekroczenia bramy, za którą czeka gotowy raj ziemski, ukrywany dotąd złośliwie przez klasy posiadające. I dla wielu fakt utworzenia „Rządu robotniczego” stawał się w praktyce ważniejszym od przebudowy życia społecznego i gospodarczego narodów. Byle objąć władzę! O resztę mniejsza…

Rzeczywistość zgotowała tym planom i nadziejom druzgoczący zawód. Próby zamachów stanu w Berlinie, w Monachium, w Budapeszcie zakończyły się nie tylko smutno, ale wręcz szpetnie. Przerażone masy włościan, drobnomieszczaństwa, inteligencji, ba, całe warstwy proletariatu pomknęły na prawo. Zmęczenie i rozczarowanie ogarnęło ludy. Reakcja podniosła śmielej głowę do góry. Ma wiosnę r. 1920 myśliciele socjalistyczni skonstatowali niemal jednogłośnie, iż weszliśmy w okres defensywy, okres obrony osiągniętych poprzednio zdobyczy, iż fala reakcyjna zagraża już nie socjalizmowi jedynie, lecz bodaj podstawom demokracji.

W praktyce stronnictwa socjalistyczne Europy przystosowały się szybko i sprawnie do zmienionej sytuacji. Teoria pozostała niezmiernie urozmaiconą, od krańcowego oportunizmu Scheidemana aż do bolszewickiej frazeologii socjalistów włoskich; walka codzienna wygląda jednako, sprowadzając się coraz to częściej do odpierania ataków reakcji.

II

Komunizm polski poniósł klęskę decydującą w tragicznych miesiącach letnich, kiedy armie rosyjskie stanęły u wrót Warszawy. Uderzyła wtenczas godzina wielkiej próby historycznej. Klasa robotnicza miała wybierać pomiędzy Ojczyzną a programem dyktatury komisarskiej. Komuniści winni byli ze swego punktu widzenia uczynić najwyższy wysiłek, by dopomóc ciągnącym na zachód tłumom sowieckich żołnierzy.

Proletariat dokonał wyboru… Hasło obrony niepodległości przeleciało niby wicher od krańca do krańca Rzeczypospolitej. Jęły wyrastać, jak spod ziemi Robotnicze Komitety dla odparcia najazdu, jęły powstawać specjalne bataliony robotnicze, ustały strajki. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski nie zdobyła się na żadną próbę przeciwstawienia własnej ideologii temu nastrojowi powszechnemu. Ot, ujadano po kątach, tchórzliwie, z ukrycia. Na zewnątrz zachowywano milczenie grobowe. Komuniści, poświęcając Polskę w imię tryumfu Sowietów, zdradzili z kolei Sowiety, zawiedli ich zaufanie. Zabrakło męskiej odwagi, zabrakło charakteru. W tym tkwi podwójne źródło już nie tylko politycznego, ale moralnego nawet bankructwa ruchu.

Polityka Moskwy odegrała w danym razie także olbrzymią rolę. Pochód na Warszawę był wołającym o pomstę do nieba urąganiem zasadzie samostanowienia narodów, tęsknocie do przewrotu społecznego. Czyżby wyobrażał Rewolucję ten tłum obdartych, głodnych, przytępionych wskutek ustawicznego używania kokainy ludzi, tłum, który rabował, niszczył i gwałcił, dokonywał dzieła brutalnego podboju obcej ziemi w myśl klasycznych wzorów Katarzyny II i Mikołaj I? Wszechrosyjska Republika Sowiecka zatraciła od dawna swój swoisty charakter z listopada 1917 r. Opowiadania o władzy sowieckiej wyglądają na kpiny. O socjalistycznej organizacji wytwarzania nie ma mowy. Ogromnym państwem rządzi samowładnie biurokracja komunistyczna przy współudziale dawnych carskich generałów. Organy wykonawcze „Czeriezwyczajek”, zatrudniając tysiące „fachowych” agentów zmarłej w dniach rewolucji marcowej, „ochranki”, tworząc cały system prowokacji i donosicielstwa, zmiotły z powierzchni ziemi resztki wolności obywatelskich. Rosja przeobraziła się w pustynię, kierownicy jej losów poszli zwykłą drogę autokratów, jęli ratować swój stan posiadania przez wojny zdobywcze.

Polska pracująca zrozumiała niebezpieczeństwo, skupiła wszystkie siły dla obrony. Zgodnie z wielokrotnie wyrażaną opinią Kongresów Międzynarodówki, socjaliści weszli do składu Rządu, wzięli na barki dwa zadania pierwszorzędne: odparcie najazdu i zawarcie pokoju.

Pierwszego dokonał bohaterski wysiłek armii ludowej. W dwa miesiące po załamaniu się ofensywy bolszewickiej pod Radzyminem, delegacje pokojowe podpisały w Rydze traktat wstępny, ratyfikowany niebawem przez Sejm Ustawodawczy Rzeczypospolitej Polskiej i przez Centralny Komitet Wykonawczy Sowietów w Moskwie. W dniu 13 października ustały działania wojenne. W ten sposób u schyłku r. 1920 weszliśmy w nowy okres dziejów narodu, w okres twórczej pokojowej pracy i, jak zawsze bywa po wyczerpaniu gospodarczym i potężnym wstrząśnieniu moralnym, zaostrzonej walki klasowej.

III

Walka ta ma, na razie przynajmniej, charakter obronny. Sprawa Senatu, wysuwane wciąż plany ograniczeń powszechnego prawa głosowania, niewykonywanie ustaw o 8-godzinnym dniu pracy, projekty ograniczenia wolności strajków – są to próby cofnięcia nas wstecz poza linię osiągniętą w dobie Rządu Ludowego. Stanowimy stronę atakowaną, która, nie przestając, naturalnie, przygotowań dla nowej ofensywy socjalistycznej, w danej chwili gromadzi siły w celu odparcia przeciwnika. Zagadnienie stoi tak: czy Polska utrwali się, jako państwo demokratyczne? Odpowiedź, jakiej na pytanie powyższe udzieli życie, rozstrzygnie o całej niemal naszej przyszłości.

Walka o demokrację polityczną jest zadaniem wspólnym klasy robotniczej oraz szeregu innych warstw ludowych. Stąd wynika konieczność tymczasowego sojuszu, równoległego pochodu do pewnego punktu, który niekiedy można zawczasu określić. I w Polsce, w ciągu r. 1920, przymierze takie nastąpiło.

Blok lewicowy ogarnął, obok partii socjalistycznej, demokratyczny obóz włościański (Polskie Stronnictwo Ludowe i Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie”), grupę radykalno-narodowych robotników i rzemieślników (Narodowa Partia Robotnicza) i liczne koła inteligencji postępowej. Usiłował on parokrotnie utworzyć własny Rząd parlamentarny, wziął na swe barki lwią część ciężaru obrony niepodległości, prowadził kampanię przeciw Izbie wyższej. Sam fakt jego utworzenia się był zjawiskiem naturalnym. Ale, by odegrać swoją rolę dziejową, obóz socjalistyczny nie może zapominać o stronie odwrotnej medalu.

Proletariat dąży do demokracji politycznej; nie wyczerpuje to jednak robotniczego programu: państwo demokratyczne ma być organizacją polityczną demokracji społecznej, tj. uspołecznionej, socjalistycznej formy wytwarzania, wymiany i podziału dóbr. Dziś więcej, niż kiedykolwiek, obie sprawy plączą się ze sobą i wiążą w jedną całość. Nie może zatem być mowy o utożsamieniu partii socjalistycznej i lewicowych stronnictw mieszczańskich czy chłopskich. Klasa robotnicza pragnie sojuszu, ale w sojuszu tym odgrywać musi rolę kierowniczą, bo pod takim jeno warunkiem zdoła fale walki o demokrację wepchnąć w konsekwencji ostatecznej do łożyska walki o przebudowę społeczną.

Jeśli porównamy obóz ludowy do wojska, to proletariat winien wyobrażać korpus oficerski, sztab armii. Innego wyjścia nie ma, stanęły wszak przed naszą epoką zagadnienia, których nie rozstrzygnie ani radykalizm inteligencki, ani demokratyzm włościański, z którymi weźmie się za bary tylko socjalizm.

Zarówno w bieżącej dobie defensywy, jak i podczas następnego pochodu naprzód, współdziałanie robotników oraz innych warstw pracujących wydaje się koniecznością. Ale współdziałanie to straci wszelkie poważniejsze znaczenie, skoro nie zostaną uwzględnione zasady nakreślone przed chwilą. Socjaliści mogą uczestniczyć w Rządzie Ludowym nie inaczej wszakże, niż na podstawie jasnego, wyraźnego programu społecznego i politycznego, programu, który otworzy szeroko wrota dla zwycięskiego dzieła socjalistycznej przebudowy.

IV

W każdym bądź razie, niezależnie od tego, czy Rząd Ludowy powstanie szybko, czy też nie, wpływ ruchu robotniczego na życie państwowe jest już obecnie bardzo duży, a zapewne wrośnie jeszcze znaczniej w miarę wzmacniania się naszej organizacji. Masy pytają nas nie tylko o stanowisko zasadnicze, ale także o program konkretny, szczegółowy. Jakie sprawy są w Polsce najpilniejsze? Czego zamierzamy dokonać w tym nadchodzącym roku 1921? Odpowiedzieć trzeba…

W dziedzinie polityki zagranicznej na pierwszy plan występuje – z chwilą zakończenia wojny – zjednoczenie wszystkich ziem polskich. Część dopiero naszych postulatów narodowych została spełniona. Zdobyliśmy niepodległość, poza granicami jednak Rzeczypospolitej, poza związkiem i nią przebywają Śląsk Górny i Wilno, Ententa zadecydowała o losie Śląska Cieszyńskiego w sposób całkiem niezgodny z zasadą samostanowienia i z wolą ludzkości. W największym bodaj niebezpieczeństwie znajduje się dzisiaj przyszłość Śląska Górnego.

Burżuazja niemiecka zmierza niedwuznacznie do tego, by zaniechano myśli o plebiscycie a po prostu oddano rozkazem wielkich mocarstw Zachodu dzielnicę śląską z powrotem Niemcom. Politycy berlińscy liczą na pomoc Anglii, na jej kurs przychylny dla żądań dawnych poddanych Wilhelma. Tymczasem przemycają broń, szykanują ludność polską. Socjalna Demokracja spod znaku Scheidemana i Segiena popiera ze wszystkich sił tę akcję. Od tragicznych chwil powstania sierpniowego w r. 1919, od daty gwałtów i mordów Hoersinga wodzowie niemieckiej prawicy robotniczej stanęli po tamtej stronie barykady, utworzyli jeden obóz z własną klasą posiadającą, z junkrami i fabrykantami.

Proletariat polski będzie bronił Śląska za jakąkolwiek cenę. Dzisiaj miejscowa organizacja obwodowa PPS wraz z klasowymi związkami zawodowymi wzięła na swe barki olbrzymią część ciężaru walki plebiscytowej. Jutro cala Polska Partia Socjalistyczna może być zmuszoną do udzielenia braciom śląskim bezpośredniej, czynnej pomocy.

Sprawa wileńska czeka na swe rozstrzygnięcie w drodze samookreślenia. Socjaliści proponowali zwołanie osobnego Sejmu ziemi Wileńskiej, Grodzieńskiej i Nowogródzkiej, który by zadecydował o przyszłości kraju i założył ewentualnie podwaliny dla przyszłego związku z Polską także innych dzielnic dawnej Litwy historycznej. Taką też była wola Tymczasowej Komisji Rządzącej w Wilnie. Prawica sejmowa stanęła jednak na gruncie plebiscytu bezpośredniego, chcąc postawić przed ludnością dwie tylko możliwości: stać się województwem Rzeczypospolitej albo prowincją Kowna. Walka tych dwóch prądów trwa w dalszym ciągu.

I sporu o Cieszyńskie nie można uważać za ukończony. Minęły czasy, gdy kaprys potężnych jednostek przesądzał z góry, jak ma wyglądać los ludów. Toteż przed Państwem Polskim piętrzą się zewsząd olbrzymie zadania i trudności, bardzo groźne niebezpieczeństwa.

Charakter ogólny polityki zagranicznej socjalizmu polskiego jest zupełnie wyraźny. Pozostaliśmy wierni zasadom, które partia wyznawała w okresie przed uzyskaniem niepodległości. Wtedy szukaliśmy ratunku w tworzeniu własnej siły rewolucyjnej, stronnictwa burżuazyjne zaś pragnęły dojść do ugody z jednym wśród mocarstw zaborczych. Później, w listopadzie r. 1918 Rząd Ludowy zmierzał z całą energią do tego, by Polska odgrywała rolę czynnika samodzielnego w stosunkach międzynarodowych, by zdobyła stanowisko równoprawnego członka wielkiej rodziny narodów. Prawica, z narodową demokracją na czele, widziała w takim dążeniu nieomal zdradę narodową. Ludzie, którzy nie wierzyli nigdy w moc własną, którzy liczyli zawsze na czyjąś pomoc łaskawą; na wybłaganie jakiegoś ustępstwa, ludzie – słowem – wychowani w przedpokojach ministerialnych Petersburga, Wiednia, a niekiedy nawet Berlina, zajęli od razu wobec wszechwładnej zdawało się Ententy pozycję ubogiego krewnego, bez godności osobistej, bez odwagi. Z tego stanu ducha wypływała polityka Rządu p. Paderewskiego i jego następców. Przeobrażaliśmy się powoli w narzędzie potulne w rękach państw zachodnich; one utrudniały Polsce zawarcie pokoju z Rosją Sowiecką na wiosnę w r. 1920; one opuściły ją na los szczęścia w dobie tragicznych miesięcy letnich, korzystając ze sposobności, by kosztem Śląska Cieszyńskiego zaspokoić apetyty zaborcze Czechów, przez rządy Reginalda Towera w Gdańsku zamknąć nam właściwie dostęp do morza, z Wileńszczyzny przygotować wygodny teren eksploatacyjny dla rekinów kapitalistycznych Anglii i Francji.

Walka więc o samodzielność Rzeczypospolitej Polskiej w stosunku do jej egoistycznych sprzymierzeńców nabrała dzisiaj ogromnego znaczenia. Walka ta może osiągnąć swój skutek pod warunkiem, że Polska będzie prowadziła politykę naprawdę szczerze demokratyczną wobec sąsiadów z północy, wschodu i południa, iż stanie się ogniskiem, skupiającym dokoła siebie nadzieje i plany Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Białorusi, Ukrainy, ludowych Węgier.

V

Ale polityka zagraniczna partii socjalistycznej dotyczy nie tylko spraw ogólnopaństwowych i narodowych; musi ona ogarnąć także zagadnienia, stanowiące przedmiot dążeń socjalizmu międzynarodowego. Do chwili odzyskania niepodległości, socjaliści polscy byli tak pochłonięci rewolucją polityczną w swej Ojczyźnie, że zwracali stosunkowo niewiele uwagi na problematy wszechświatowe, nie usiłowali zdobyć dla siebie wpływowego na większą skalę stanowiska w Międzynarodówce przedwojennej. I praca teoretyczna wyglądała u nas dosyć słabo. Codzienna „robota” pochłaniała moc sił, uniemożliwiała oddawanie się całkowite nauce. W dodatku położenie geograficzne i warunki działalności praktycznej zbliżyły naszych towarzyszy często bodaj zanadto do myśli socjalistycznej Niemiec i Rosji, utrudniały im zetknięcie się bezpośrednie z płynącymi nieraz w innym kierunku prądami socjalizmu francuskiego, angielskiego, włoskiego.

Gdy wreszcie Polska Partia Socjalistyczna mogła wyjść z podziemi konspiracyjnych, gdy zjednoczyła swe szeregi w jedną organizację, obejmującą wszystkie dzielnice Rzeczypospolitej – nie zastała już dawnej Międzynarodówki. W wyniku doświadczeń wojennych i starć wewnętrznych powstały trzy odrębne ośrodki międzynarodowe w ruchu robotniczym: Międzynarodówka II z Londyńskim Komitetem Wykonawczym na czele, Międzynarodówka III, komunistyczna, z siedzibą w Moskwie i, wreszcie, luźne skupienie odłamów, które wystąpiły z II ale nie wstąpiły do III, a które ochrzczono mianem zawiązku Międzynarodówki IV.

Londyn reprezentuje żywioły najbardziej umiarkowane, stojące na gruncie bez zastrzeżeń demokratycznym. Główne jego podpory to angielska Partia Pracy (Labour Party), socjalna demokracja Niemiec grupy Scheidemana, Belgijska Partia Robotnicza z Vanderveldem i Huysmansem oraz socjalne demokracje Szwecji i Danii. Wszystkie te grupy ulegają w mniejszym albo większym stopniu przewadze Anglików, wszystkie pozostają częściowo pod wpływem ideologii liberalizmu mieszczańskiego i walczą energicznie przeciw komunistom. Międzynarodówka tzw. IV skupia niewątpliwie kwiat myślicieli i polityków współczesnego socjalizmu. Tu widzimy prawicę Niezależnej Partii Socjalistycznej Niemiec z Kautskym, Hilferdingiem i Crispienem, socjalną demokrację Austrii, a więc Otto Bauera, F. Adlera, Geitza, partie francuską, szwajcarską, angielską Niezależną Partię Pracy (Independent Labour Party), Czechów, Finów, Łotyszów. Pozycja ideowa tych grup jest obecnie chwiejna i niepewna. Niektóre próbowały uzgodnić zasadą demokracji z zasadą dyktatury, inne chciały przystąpić do Moskwy, zostały jednak odstraszone przez warunki organizacyjne, jakie im Lenin i Trocki postawili; inne jeszcze trwają mocno przy sztandarze tradycyjnego marksizmu, obcego zarówno oportunizmowi Scheidemana, jak i komunistycznym utopiom.

Socjaliści polscy znaleźli się tedy w położeniu trudnym. Stanowisko bezwzględnie wrogie bolszewizmowi popycha nas w kierunku II Międzynarodówki, z drugiej zaś strony wiele cech i obyczajów tej ostatniej powoduje zupełnie usprawiedliwioną krytykę. Polska Partia Socjalistyczna postanowiła więc wyczekać aż stosunki znowu się ustalą, na razie utrzymywać kontrakt zarówno z Londynem, jak i z partiami ulokowanymi pośrodku między Vanderveldem a Leninem, i dążyć do odbudowy prawdziwej Międzynarodówki, złożonej ze wszystkich organizacji i kierunków, które wyznają program socjalizmu demokratycznego i rewolucyjnego. W ten sposób otrzymalibyśmy przesunięcie na lewo II Międzynarodówki i możność rozpoczęcia poważnej polityki zagranicznej proletariatu.

Wypadki zdają się kroczyć po takiej właśnie drodze. Grupy i jednostki poszukujące mostu dla zjednoczenia socjalizmu z komunizmem, niewątpliwie nie będą miały w swych staraniach powodzenia. Cząstka pójdzie z powrozem na szyi do Canossy moskiewskiej, reszta weźmie udział w przebudowie Międzynarodówki Londyńskiej, wyzwalając ją spod wpływu czynników oportunistycznych i liberalizujących. Wówczas PPS będzie mogła bez żadnych już zastrzeżeń przystąpić do wielkiej pracy organizacyjnej nad stworzeniem politycznej potęgi proletariackiej.

Ale nie wystarcza „dobra wola”, by móc odgrywać znaczną rolę, tym bardziej, że Międzynarodówka zawsze, niestety, wykazywała pewne lekceważenie w stosunku do krajów mniejszych, względnie uważanych za słabsze. I my odczuwaliśmy niejednokrotnie na sobie ten nastrój swoisty umysłów anglosaskich, francuskich czy niemieckich oraz ich gruntowną nieznajomość spraw wschodu Europy. Przeciwstawić mu można tylko prawdziwą siłę, zwarty blok zainteresowanych partii socjalistycznych. Dlatego też Centralny Komitet Wykonawczy nawiązał od szeregu miesięcy stosunki ścisłe z socjalistami sąsiadujących z Polską narodów. Odbyły się w Warszawie i Kownie dwie narady przedstawicieli PPS i litewskiej socjalnej demokracji, a w marcu 1920 r. zwołano do Rewla większą konferencję, w której uczestniczyli mężowie zaufania PPS, socjalnej demokracji litewskiej, s. d. i s. r. Białorusi, socjalnodemokratycznej partii Finlandii, s. d. łotewskiej, socjalnych demokratów i socjalistów-rewolucjonistów Estonii.

Początek został więc zrobiony… Trzeba iść dalej w tym samym kierunku trzeba stanąć na międzynarodowej arenie w charakterze stronnictwa posiadającego zaufanie i poparcie socjalistów całego Wschodu.

VI

Zadania polityki socjalistycznej w zakresie stosunków wewnętrznych kraju były nieraz formułowane. Na plan pierwszy występuje tu obrona demokracji, a więc walka przeciw Senatowi oraz innym mniej lub więcej reakcyjnym pomysłom konstytucyjnym prawicy, ukrócenie samowoli biurokracji cywilnej i wojskowej, rozszerzenie i ugruntowanie samorządu, organizacja dzielnic mieszanych pod względem narodowościowym na zasadzie autonomii, zaprowadzenie sądów przysięgłych i w ogóle przebudowa sądownictwa, które staje się coraz wyraźniej narzędziem w rękach żywiołów wstecznych. Jeżeli idzie o politykę socjalną, mamy przed sobą palącą sprawę ubezpieczeń społecznych, odparcia ataków na swobodę koalicji [strajków] i nade wszystko – rozpoczęcia dzieła demokratyzacji przemysłu przez wprowadzenie komitetów fabrycznych. Do tego dochodzi z kolei zagadnienie odbudowy przemysłu, socjalizacji dojrzałych odpowiednio gałęzi produkcji, naprawa sytuacji aprowizacyjnej, rozstrzygnięcie kwestii walutowej.

Ocalenie polskiego życia gospodarczego wymaga zdecydowanej akcji, nie liczącej się z konsorcjami kapitalistów i spekulantów finansowych. Utrwalenie państwowej niepodległości, uczynienie z Polski kraju stojącego na poziomie współczesnej Europy, zdolnego do podjęcia olbrzymich prac nad zmianą ustroju społecznego, wymaga znowuż wyraźnej, mocnej polityki, zgodnej z dążeniami i potrzebami szerokich mas. Toteż oczy wszystkich zwracają się dzisiaj ku przyszłym wyborom.

Sejm Konstytucyjny zbliża się do kresu swego żywota… Trwać może jeszcze kilka miesięcy, ale czuć już wyraźnie na posiedzeniach jego komisji, w jego działaniach powiew starości. Parlament kończący się nie dokona wysiłków wielkich, nie rozpocznie podważania fundamentów ustalonego obyczaju. Lwia część postulatów bieżących ruchu socjalistycznego może być spełniona dopiero w Sejmie następnym. I wybory tylko ustalą, jaki wpływ socjalizm będzie wywierał na ogólną politykę wewnętrzną i zagraniczną Państwa.

Rzeczą jest jasną, że podstawy prawa wyborczego nie ulegną zmianie, pozostanie ono powszechnym bez różnicy płci, równym, tajnym, bezpośrednim i stosunkowym [proporcjonalnym]. Okręgi wyborcze będą zapewne nieco powiększone tak, by jeden poseł wypadał na 60 do 75 000 obywateli. Kampania wyborcza obejmie także Wschodnią Małopolskę i tzw. niesłusznie Kresy. Niebawem lud sam rozstrzygnie o przyszłości własnej w tym stopniu przynajmniej, w jakim jest to do pomyślenia w granicach społeczeństwa kapitalistycznego.

Przy układaniu podziału Rzeczypospolitej na okręgi wyborcze socjaliści muszą żądać kategorycznie, ażeby ośrodki robotnicze wsi i miast nie zniknęły niby wyspy samotne wśród morza chłopskiego. Tu interesy nasze zetrą się z wręcz przeciwnymi chęciami stronnictw włościańskich. Powinniśmy być przygotowani na przeciwstawienie otwarte robotniczego punktu widzenia nastrojom drobnych rolników, którzy nieraz wypowiadali zdanie, że nic nie mają przeciwko jak największym okręgom.

Taktykę wyborczą Polskiej Partii Socjalistycznej nakreślić nietrudno… Dla socjalisty głosowanie ludowe – to nie tylko sprawa zdobycia dużej ilości mandatów. Idzie – oprócz tego – o zasadniczą kampanię agitacyjną i o ujawnienie klasowego układu sił społecznych. W dodatku proporcjonalność wyborów usuwa niebezpieczeństwo utraty głosów, względnie bardzo je zmniejsza. Stąd wynika hasło zupełnej samodzielności propagandy wyborczej socjalistów. Żadnych stałych bloków! Żadnych list „ogólnolewicowych” a już tym bardziej „centrowo-lewicowych”! Zresztą rzeczywistość rozwiałaby szybko podobne plany, gdyby nawet miały powstać w czyjejś głowie.

Będziemy walczyli przede wszystkim z obozem prawicy, który wystąpi zapewne, jak zazwyczaj, ustrojony w cudze piórka. Spotkamy więc kandydatów „katolicko-narodowych”, wprost „narodowych”, „społecznych”, „rolniczych”, „polsko-robotniczych” itp. Politycznie znajdą się tam narodowi-demokraci, chrześcijańscy demokraci, klerykali różnego gatunku, grupa prof. Dubanowicza (prawica Narodowego Zjednoczenia Ludowego), część niepoprawnych konserwatystów. Ze stanowiska społecznego obóz wymieniony skupi sfery kapitalistyczne i w dużej mierze ziemiańskie, dalej tłum zacofany inteligencji, półinteligencji, masy chłopów-gospodarzy, ulegających wskazówkom duchowieństwa i niezliczony motłoch sklepikarsko-drobnomieszczański. Tak wyglądają nasze swoiste „Okopy Św. Trójcy”, twierdze „umiarkowania i myśli państwowej”…

Wśród bardziej światłych odłamów włościańskich rozegra się bój pomiędzy odpowiadającym może najlepiej psychologii polskiego drobnego rolnika stronnictwem Wincentego Witosa a „Wyzwoleniem” i grupą lewicy PSL p. Stapińskiego. Trudno prorokować, kto zwycięży. Z punktu widzenia socjalistycznego rozbicie na kilka partyjek demokracji włościańskiej nie jest pożądane. Istnienie silnego, dużego stronnictwa ludowego należy, bądź jak bądź, do „konieczności państwowych”, i lepiej, by oblicze klasowe takiego ruchu nie ulegało pogmatwaniu przez dodanie nastrojów i pragnień radykalnej inteligencji, przerzucającej się łatwo z jednej ostateczności do drugiej. W ogóle ta ostatnia nie odegra samodzielnej roli. Tam, gdzie decydują liczby, tam „intelektualiści” winni znaleźć właściwy obóz klasowy i w nim stanąć. Złoty wiek Stronnictwa Niezawisłości Narodowej, Zjednoczenia Demokratycznego, Związku Demokracji Polskiej, minął bezpowrotnie.

Proletariat dzieli się obecnie na trzy prądy. Zarówno Narodowa Partia Robotnicza, jak Polska Partia Socjalistyczna, jak i prawdopodobnie Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wystąpią do walki wyborczej. Robotnicy będą musieli wybrać kierowników i przedstawicieli.

Komuniści większych szans nie mają. Ich udział w kampanii wyborczej, stanowiący zarazem dowód bankructwa dotychczasowej taktyki, może pośrednio wspomóc reakcję, odbierając pewną ilość głosów listom socjalistycznym, jeżeli nie wszyscy pracujący spostrzegą od razu właściwy charakter komunistycznej konkurencji. W każdym bądź razie wystąpimy stanowczo przeciw możliwym i odpowiadającym przyzwyczajeniu naszych domorosłych „bolszewików” próbom zgłaszania kandydatów z ramienia jakichś fikcji w rodzaju, na przykład, „lewicy robotniczej” albo „stowarzyszeń i związków robotniczych”.

Z Narodową Partią Robotniczą stoczymy walkę bezwzględną, zasadniczą… Jasna, zakrojona na miarę Fidiasza ideologia rewolucyjnego i – postawmy kropkę nad „i” – patriotycznego socjalizmu musi wreszcie wyprzeć mgliste, niekonsekwentne, niezrozumiałe kombinacje tej grupy, częściowo pozostałości z lat poprzedzających wojnę światową, częściowo znów wyrosłej bujnie na zaściankowym nieco gruncie Wielkopolski i Pomorza.

Ale właśnie w imię konieczności „wyjaśnienia atmosfery” socjalizm polski jeszcze mniej, niż jakikolwiek inny, nie może się rozpłynąć w bezbarwnej fali tzw. stronnictw „robotniczo-włościańskich”; przeciwnie, niech czerwony znak zostanie podniesiony bardzo mocno i bardzo wysoko, niech powiewa dumnie i… osobno.

VII

Niepodobna przewidzieć ściśle rezultatu wyborów. Rzecz jasna, nie możemy liczyć na zdobycie większości socjalistycznej. Wyrwanie natomiast Sejmu z dzisiejszego rozpołowienia, przewaga lewicy i lewego centrum nie są bynajmniej wykluczone. Bądź jak bądź po wynikach głosowania wielkie zagadnienia społeczne, polityczne i gospodarcze staną od razu na porządku dziennym, rozpocznie się drugi akt w dziejach Polski niepodległej.

Zadanie główne całego tego okresu sprowadza się do przezwyciężenia powrotnej fali reakcyjnej. Uczynić to potrafimy, ale wtedy jedynie, gdy masy zdołają otwarcie spojrzeć w oczy realnemu życiu. Nie ocali socjalizmu i demokracji bierne wyczekiwanie Rewolucji wszechświatowej ani pokładanie wszystkich nadziei w działalności posłów robotniczych. Proletariat musi budować dalej własną organizację, musi otrząsnąć się po męsku z apatii i zniechęcenia, musi odrodzić siebie wewnętrznie. Wojna złamała wielu dzielnych ludzi, porobiła dużo szczerb głębokich także w umysłach i sercach robotników, zasypując młodzieńczy zapał i wiarę w Sprawę piaskiem brudnym egoizmu, obojętności społecznej, poświęcania Idei na ołtarzu drobnych, ale bezpośrednich korzyści. Wpływy komunistyczne szerzyły i utrwalały taki stan ducha. Socjalizm ma dźwignąć nie tylko nowy ustrój gospodarczy i nową organizację społeczną; dąży on równolegle do nowej kultury, do przebudowy moralnej świata. Z klasy robotniczej, z jej pracy, męki i walki winien powstać Wolny człowiek przyszłości. Rola wychowawcza tedy ruchu socjalistycznego należy do najważniejszych.

By móc podołać ogromnym zadaniom, jakie wzięliśmy na swoje barki, by zwyciężyć klasowo, politycznie i kulturalnie, trzeba stworzyć organizację. Dopiero dwadzieścia kilka miesięcy upłynęło od chwili, gdy PPS Kongresówki jęła żyć jawnym życiem. Dopiero w latach 1919 i 1920 założono fundamenty stałej propagandy socjalistycznej w Wielkopolsce, na Pomorzu, w Wileńszczyźnie. Historia Komisji Centralnej bezpartyjnych klasowych związków zawodowych i Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spożywczych jest bardzo jeszcze krótka. Uniwersytety ludowe, towarzystwa oświatowe i odczytowe od niedawna jeno budzą się z wojennego uśpienia.

Proletariat polski przebył w ciągu jednego trzydziestolecia drogą olbrzymią. Przepaść dzieli współczesny ruch masowy od kółek spiskowych z czasów Waryńskiego. Przepaść tę zapełniła ofiarna praca dwóch pokoleń socjalistycznych działaczy, którzy poprzez Sybir, poprzez rosyjskie, pruskie i austriackie więzienia szli wciąż naprzód, wpatrzeni w swój cel. Od dwóch lat warunki uległy zmianie. Złączyliśmy socjalistów trzech dawnych zaborów. Zbudowaliśmy wszędzie już niemal ruch masowy. Ale jasny cel ostateczny jeszcze daleko przed nami. A jeśli ktoś chce rzucić hasło, które musi doprowadzić do zwycięstwa, które niby latarnia morska ma świecić pośród ciemności i burz dzisiejszego życia, które brzmieć będzie zawsze, jak dzwon na trwogę dla reakcji, zacofania, dla całego starego porządku – niech powtarza masom robotniczym nieustannie:

Organizujcie się! Organizujcie się! Organizujcie się!

Mieczysław Niedziałkowski

_______________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu robotniczym PPS na 1921 rok”, Nakładem „Księgarni Robotniczej”, Warszawa 1921. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, poprawiono pisownie wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *