„Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii”

Za grobem zwycięstwo

[1944]

Bohaterowie Warszawy odrzucili przesyłane im wyrazy hołdu, uznania, współczucia. Chcieli broni i amunicji; chcieli współudziału i pomocy sojuszników.

Broni i amunicji dziś już Warszawa nie potrzebuje. Uznanie i współczucie też jest jej chyba zbędne. Ale żadna pomoc sprawie Polski nie była tak skuteczna, jak to właśnie tragiczne powstanie, które samo pomocy nie miało i padło po 63 dniach walk, jakim równych historia nie zna.

W tym się sens powstania zamyka. Takie jest warszawskich bohaterów „za grobem zwycięstwo”. O tym trzeba mówić, to polityczne znaczenie powstania ocenić. Na zimno i spokojnie.

Ani jedno fałszywe, czulostkowe słowo, ani jedna łza kłamana niech nie padnie na tamte mogiły pod ruinami stolicy, która istnieć przestała.

Powstanie było aktem politycznym. Powstanie pozostawiło testament do skrupulatnego wykonania.

***

„Wierzyliśmy – wołała Warszawa w swym ostatnim apelu do ludów świata – że mamy niezaprzeczalne polityczno-strategiczne, a nade wszystko moralne prawo do pomocy”.

Najwyższe władze sojusznicze zostały na czas zawiadomione, że powstanie wybuchnie wtedy, kiedy według oceny naczelnych czynników w Kraju będzie to korzystne i niezbędne ze strategicznego punktu, widzenia. Mimo braku stosunków dyplomatycznych – zerwanych wszakże nie przez nas, lecz przez Rząd Sowiecki – zostały na czas zawiadomione także władze sowieckie. Armia Czerwona stanęła pod Warszawą na odległość strzału z dalekonośnego działa. Radiostacje sowieckie nawoływały raz po raz do walki, do powstania. Na rozkaz dowództwa Armii Krajowej i Delegata Rządu Warszawa powstała.

Rosjanie z jednej strony, a Niemcy z drugiej strony oceniali doskonale strategiczną wagę warszawskiego przyczółka, który mógł decydować o losach polskiego odcinka frontu wschodniego. Rosjanie – kiedy po wybuchu powstania wyrazili nadzieję, że w ciągu sześciu dni będą na lewym brzegu Wisły w Warszawie. Niemcy – kiedy rzucili wszystkie rozporządzalne siły, doborowe jednostki, najcięższą broń, by zlikwidować powstanie.

W prowadzeniu wojny przesłanki strategiczne i polityczne nie zawsze idą w parze. Rzadko kiedy historia dała przykład takiej zgodności strategicznych i politycznych celów, jak to było w wypadku powstania warszawskiego – po stronie polskiej.

Sprawa rozwinęła się odmiennie ocenie sowieckiej. Apel kapitana Kaługina pozostał bez echa. Pomoc nie przyszła. Armie sowieckie spotkały się z niepowodzeniem i tym się chyba tłumaczy, że zamilkł huk dział pod Warszawą. Ale czemuż to aż do 13 września ani jeden samolot rosyjski nie pojawił się nad Warszawą, by zrzucić broń i amunicję? By obrzucić bombami niemieckie pozycje i lotniska? By osłonić Warszawę przed atakami bombowców niemieckich?

Zamiast tego posypały się oszczerstwa, czasem publikowane na własną odpowiedzialność czynników sowieckich, a czasem przez tubę komitetu lubelskiego. Zaczem nastąpiła odmowa lądowisk dla samolotów amerykańskich, które miały nieść pomoc Warszawie i nie mogły tego uczynić aż po dzień 18 września, 49. dzień powstania.
Czy był to tylko błąd w polityce sowieckiej? Nie podejmujemy się na to pytanie odpowiedzieć. Bywają błędy, o których powiada się, że są gorsze, niż zbrodnia. Ale opinia zachodnich demokracji zgodna jest w przekonaniu, że jeśli to nie był tylko błąd, to taka rozbieżność między wymogami sojuszniczej strategii i sowieckiej polityki jest czynnikiem groźnym w najwyższym stopniu.

Pierwsza pomoc sowiecka przyszła po sześciu tygodniach. Przyszła za późno i była nikła nie tylko w stosunku do potrzeb, ale także w stosunku do pomocy udzielanej kosztem wielkich ofiar przez sojuszników zachodnich. Powstanie dobiegło kresu. Wśród hołdów składanych bohaterom Warszawy tym razem nie zabrakło głosu Moskwy. Ale równocześnie spuszczony został z łańcucha pies, który warczał i szczekał w stronę gruzów stolicy. Warczał i szczekał samozwańczy „komitet wyzwolenia”. Osóbka i Żymierski ośmielili się zagrozić generałowi Borowi sądem i karą.

***

Miała Warszawa prawo do powzięcia decyzji o powstaniu także polityczno-moralne.

Po pierwsze dlatego, że prawo do uwolnienia stolicy własnymi rękami Polaków było logicznym uwieńczeniem tej nieubłaganej walki, jaką naród polski od pięciu lat toczy przeciw niemieckiemu najeźdźcy, nie wydając ani jednego Hachy czy Quislinga, nie cofając się nigdy przed żadną ofiarą, nie wątpiąc nigdy, nawet w najcięższych i najwątpliwszych momentach – nawet w momencie ujawnienia zbrodni katyńskiej – gdzie jest wróg, z którym się toczy walka na śmierć i życie. Prawa takiego wojska brytyjskie i amerykańskie nie odmówiły kombatantom francuskim i ludowi Paryża. Chętnie i świadomie przyznały im prawo pierwszeństwa w wyzwoleniu stolicy Francji.

Po wtóre dlatego, że decydujący współudział Armii Krajowej w oswobodzeniu szeregu ośrodków polskich, np. Wilno, Lwów, ani razu nie został oficjalnie pokwitowany przez Armię Czerwoną, jeśli pokwitowaniem nie nazwać aresztów i deportacji oficerów i szeregowych Armii Krajowej przez władze sowieckie.

Po trzecie dlatego, że – powiedzmy to otwarcie – gdy się kwestionuje pod obłudną, ale przejrzystą maską samo prawo narodu polskiego do swobodnego decydowania o swoim losie – stało się rzeczą niezbędną wskazać, kto jest gdzie gospodarzem.

I świat to zrozumiał.

***

„Nie walczymy ani o sławę, ani o majątki, ani o honor; walczymy o tę wolność, której żaden godny człowiek nie odda inaczej, jak z życiem” – głosiły przed sześciu wiekami Stany Szkockie. To samo głosi naród polski. To samo głosiła Walcząca Warszawa. Taki nam zostawiła testament do skrupulatnego wykonania. Abyśmy – za Żeromskim mówiąc – nie popadli między młyńskie koła zagłady i nikomu na pokarm nie zostali zmieleni.

Warszawa w ostatnim swym apelu do ludów świata woła, że Polska pragnęła i pragnie nadal szczerze godziwego dla obu stron porozumienia z Sowietami, bo obok sugestii brytyjskich jest dla nas ważny także nasz własny interes państwowo-polityczny. Chyba trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by temu wołaniu zza zgliszcz i gruzów nie dał wiary.

Zadanie wyprowadzenia Polski z obecnego potopu krwi i łez na szeroki szlak prawdziwej niepodległości jest straszliwie trudne, jeśli uwzględnić, że poruszamy się w świecie nie tylko ideałów, lecz także interesów; w świecie nie tylko znajomości spraw, lecz także krótkowzrocznej ignorancji; w świecie nie tylko życzliwości, lecz także uprzedzeń i zadawnionych przesądów. Ale rzeczy wielkie tę mają właściwość, że wobec nich widoczna się staje cała małość rzeczy małych, a prawda staje przed postronnymi w całej swej jaskrawości.

Uświadomienie światu istoty naszych polskich dążeń pozostanie wiekopomną zasługą powstania warszawskiego dla sprawy niepodległości Polski oraz dla sprawy pokoju i wolności w świecie.

***

Warszawa przestała istnieć. Pracowici urzędnicy już obliczyli skrzętnie koszt jej odbudowy. Na gruzach na pewno powstanie nowe miasto i wyrosną w nim nowe pokolenia. Lecz w jakież to cyfry ująć można te wartości, które Warszawa objawiła światu we wrześniu 1939 i sierpniu 1944 roku? Jacyż budowniczowie, z jakiej cegły i wapna, odtworzą duszę zrównanej z ziemią Warszawy?

Pieśń nocy listopadowej, pieśń, która karmiła Warszawę od pierwszej chwili tej wojny, stała się w dniach powstania żywym ciałem: „Leć nasz orle w górnym pędzie, Sławie, Polsce, Światu służ!”. Warszawa padła jak żołnierz na polu bitwy. Warszawa zginęła, aby Polska mogła żyć bytem niepodległym.

Podejmujemy okrzyk, który był ostatnim słowem konającej Warszawy. Podejmujemy go na dni, które bezpośrednio nadchodzą, i na wszystkie czasy:

NIECH ŻYJE POLSKA NIEPODLEGŁA!

_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii. Pismo Sekcji Zagranicznej PPS” vol. 5 no. 20, Londyn, 15 października 1944 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Grafika wykorzystana w tekście pochodzi z https://www.flickr.com/photos/stillunusual/. Tekst publikujemy w 71. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *