Stanisław Sankowski

Wspomnienie o Akcji Socjalistycznej

[1981]

Organizacja AS [Akcja Socjalistyczna] na Dzielnicy Praskiej PPS powstała w latach 1936. Obejmowała ona robotników szczególnie w Rzeźni Miejskiej, ze Straży Pożarnej na Pradze i pojedynczych robotników z innych fabryk. Liczyła 60-70 towarzyszy, którymi bezpośrednio kierował Komendant warszawski AS – tow. [Józef] Dzięgielewski. Współpracował z tow. Dzięgielewskim, był jego zastępcą a jednocześnie instruktorem sportowym szczególnie dotyczącym ćwiczeń jujitsu i przysposabiał do samoobrony – tow. [Władysław] Wilkopf, świetny znawca tej dziedziny sportu.

Była również organizacja młodzieżowa AS przy Dzielnicy i kierował nią Dąbrowski. Ja natomiast z ramienia Komitetu Dzielnicowego miałem nadzór-opiekę nad młodzieżą, w tym również i nad AS-em.

AS liczyła ok. 30 chłopców, bardzo oddanych, odważnych, a ta odwaga w wielu przypadkach była potrzebna.

Starszą grupą towarzyszy z AS-u bezpośrednio kierowali tow. Dzięgielewski i Wilkopf. Ci towarzysze byli głownie używani do zabezpieczenia ważniejszych akcji organizowanych przez PPS. Głównym ich zadaniem była ochrona pochodów, manifestacji, wieców i szeregu innych zgromadzeń, które były przez AS zabezpieczane przed atakami głównie Oeneru czy Falangi.

Organizacja młodzieżowa była bardzo aktywna i występowała niemalże codziennie – np. przy likwidacji kolporterów Falangi, przy rozklejaniu odezw, jak również przy zrywaniu odezw Falangi i ONR-u. Chłopcy ci występowali niemalże w każdej akcji – również w tak poważnych, jak likwidacja wiecu ONR-u w Warszawie w roku 1938. Była to jedna z największych akcji. O wiecu tym dowiedzieliśmy się stosunkowo późno – do mnie wiadomość ta dotarła w piątek rano mimo, że był on planowany przez ONR dużo wcześniej, ponieważ na wiec ten zjechali się oenerowcy z całego kraju. Była to wielka akcja, bowiem i policja także przeciwdziałała temu, zatrzymując niektóre pociągi zdążające do Warszawy z delegatami ONR-u. Wiec ten odbywał się w Cyrku Staniewskich przy ul. Ordynackiej.

Kiedy otrzymaliśmy wiadomość o planowanym wiecu, postanowiliśmy, że do niego nie możemy dopuścić. Na wszystkich Dzielnicach warszawskich PPS przeprowadzono mobilizację AS-u i poszczególnymi dzielnicami, po kilkadziesiąt osób, udaliśmy się do Cyrku.

W Cyrku zgromadzonych było kilka tysięcy oenerowców. Wielu z nich było w mundurach, a nawet mieli przy pasach pistolety. Broń tę posiadali w wielu wypadkach legalnie, ponieważ byli to młodzi ludzie z rodzin burżuazyjnych czy ziemiaństwa – którzy dosyć łatwo otrzymywali zezwolenie na broń, w odróżnieniu od ludzi wywodzących się z proletariatu.

Przedostanie się do Cyrku naszych towarzyszy było utrudnione, bowiem ONR-owcy ustawili bardzo silną straż przed wejściami do Cyrku. ONR-owcy ci bardziej aktywnych członków naszej organizacji znali i po prostu nie wpuszczali ich. Osobiście trzy razy usiłowałem wejść, lecz dopiero mi się to udało za czwartym podejściem. Trzymałem w ręku „Sztafetę” – pismo oenerowskie, która częściowo przykrywała mi twarz. Wszedłem do Cyrku i po pewnym czasie udało mi się dotrzeć do większego zgrupowania naszych towarzyszy, których było tam ok. 200 na kilka tysięcy zebranych tam oenerowców.

Pamiętam, że kiedy przemawiał [Bolesław] Piasecki i gromkim głosem mówił, że Polsce potrzebny jest chirurg (myśmy też tak uważali, tylko że im chodziło o innego chirurga aniżeli nam) w tym momencie z naszej strony rozpoczęły się działania, które miały na celu zerwanie tego wiecu. Doszło do bójki, bójki bardzo krwawej, ponieważ oenerowcy byli uzbrojeni w pały, pręty, a nawet i noże. Wielu naszych towarzyszy zostało poranionych. Niemniej nasze wystąpienie doprowadziło do tego, że wiec ten został rozbity i zerwany, a nam o to właśnie chodziło.

Wychodząc z Cyrku po schodach, spotkałem Janka Krasickiego, który stał oparty o mur, nie mając siły samodzielnie iść dalej. Był to chłopak stosunkowo szczupły, słaby fizycznie. Wyprowadziłem go z Cyrku. Okazało się, że miał rozbitą głowę z tyłu, uderzony jakimś prętem – było bardzo duże pęknięcie. Okazało się, że i ja miałem trochę poharataną głowę i po plecach spływało mi trochę krwi, ale byłem mocnym chłopakiem i nie zrobiło to na mnie tak wielkiego wrażenia.

Udałem się do redakcji „Robotnika” na Warecką, ponieważ oenerowcy z rozbitego wiecu zaczęli się organizować w pochód i słyszałem jak mówili, że „idziemy pod redakcję »Robotnika«, aby ją rozbić”. Na Wareckiej były już zgromadzone grupy towarzyszy z AS-u – głównie starszych – a wśród nich towarzysze z Rzeźni Miejskiej, tramwajarze, strażacy – dla obrony budynku. Brama „Robotnika” była zatarasowana belami papieru, tworząc pewnego rodzaju barykadę. W ul. Warecką wchodził tłum. Wtedy coś mnie poderwało i niemal samotnie rzuciłem się na szeregi. Wyskoczył za mną Janek Szaniawski, który mi pomógł, a za nim jeszcze kilku towarzyszy. Na tej stosunkowo wąskiej ulicy na chwilę powstrzymaliśmy marsz oenerowców.

Tymczasem od pl. Wareckiego zbliżała się konna policja, która uniemożliwiła zaatakowanie redakcji „Robotnika”.

Tego samego dnia czy następnego ulicami Warszawy przemaszerowały oddziały umundurowanych oenerowców. Były to marsze na dworce i nie dochodziło wówczas do żadnych starć między oenerowcami a naszymi towarzyszami.

Starcia z ONR-em, w których brała udział młodzieżowa organizacja AS-u, występowały w Warszawie niemal codziennie w mniejszym lub większym nasileniu. Wiele z nich odbywało się pod uczelniami, które związane były z napaściami ONR-owców na studentów żydowskich i naszych studentów, stających w ich obronie. Wtedy nasi młodzi robotnicy z AS-u podejmowali obronę i wspierali działania naszych organizacji studenckich.

Było lato 1938 roku. Postanowiliśmy zrobić marsz proletariacki do Śródmieścia, by ulice Warszawy oczyścić z oenerowców. Wtedy ze wszystkich Dzielnic PPS, a więc z Pragi, Powiśla, Marymontu, Woli, Ochoty ruszyły stosunkowo liczne grupy, głównie młodzieży robotniczej, zorganizowanej w AS, które kierowały się do Śródmieścia. Po drodze likwidowaliśmy u młodzieży mieczyki Chrobrego, która nosząc je w klapach, demonstrowała swą przynależność do ONR-u. Dodam, że nasze grupy były rozpędzane przez policję. Z tego okresu pozostał mi ślad na palcu. Usiłowałem zdjąć mieczyk z klapy jednego z oenerowców, ale okazało się, że pod mieczykiem była żyletka i omal nie uciąłem sobie palca. Był to jednak mały incydent w porównaniu do innych, np. organizowanych przez Stanisława Dubois akcji w obronie naszych lokali.

Bardzo istotną rolę organizacja młodzieżowa AS na Pradze spełniała przy kolportażu prasy, głównie młodzieżowej „Młodzi Idą”.

Kolportaż prowadziliśmy w każdą niedzielę na najruchliwszych ulicach Pragi – Ząbkowskiej, Targowej, a głównie Zygmuntowskiej, które była takim praskim „deptakiem”. Każdorazowo sprzedawaliśmy po kilkaset egzemplarzy.

Kolporterzy nasi, młodzi chłopcy i dziewczęta, bardzo często napadani byli przez ONR-owców lub prześladowani przez policję. Dla osłony tego kolportażu była młodzieżowa organizacja AS-u, która m.in. uczestniczyła w samym kolportażu, natomiast starsi towarzysze z AS-u spacerowali tam – bardzo często z żonami – a w przypadku zaatakowania naszych kolporterów osłaniali ich.

Były to duże akcje o istotnym znaczeniu propagandowym – nie tylko przez fakt przenoszenia słowa pisanego do mas, ale i przez demonstrowanie naszej obecności na Pradze. Chłopcy ci byli ubrani w niebieskie koszule i czerwone krawaty, zachowywali się bardzo przyjemnie. Obserwowaliśmy przyjazny do nich stosunek spacerowiczów, którym proponowali kupno naszych pism.

Szczególną aktywność wykazywali młodzi towarzysze, z których zapamiętałem tylko niektóre nazwiska, a więc: tow. Lubelczyk, tow. Wąchocka, Talarek, Nawrocki, Sulik, Kołodziejski i wielu innych, których – niestety – nazwisk już nie pamiętam.

Mówiąc o AS-ie, należałoby również wspomnieć o takich demonstracjach, jakie miały miejsce podczas uroczystości 1-majowych i innych. Pamiętam taki pochód w roku 1938. Zbiórkę mieliśmy koło Ateneum, skąd wymaszerowaliśmy w zwartych szeregach. Wszyscy z AS świetnie się prezentowali, ponieważ byli to ludzie już po odbytej służbie wojskowej. We wspaniałym szyku, wspaniałym krokiem, z pieśnią na ustach maszerowali przez Warszawę. Ilu ich dokładnie było nie pamiętam, ale o ile czoło pochodu dochodziło do Nowego Światu, to koniec pochodu był jeszcze na Ślimaku przy Moście Poniatowskiego. Trudno powiedzieć, ilu ich było, ale na pewno setki, setki ludzi. Szczególnie bojowo i sprawnie maszerowali tramwajarze, których było kilkuset, następnie inne zgrupowania AS-u. Marsz całej warszawskiej Komendy AS imponował również sprawnym, dokładnie przemyślanym manewrem zabezpieczenia pochodu. Polegało to na tym, że poczynając od skrzyżowania Al. Jerozolimskich z Nowym Światem w kolejności dochodzenia do skrzyżowania, poszczególne Oddziały zamykały przecznice – a więc skrzyżowanie Alei i Nowego Światu zamykał pierwszy Oddział a Bracką drugi, Marszałkowską – trzeci itd., a po przemarszu pochodu w odwrotnej kolejności. Oddziały te formowały się w szyk marszowy i włączały do pochodu tak, że pochód rozpoczynał się i kończył przemarszem całej Warszawskiej Komendy AS. Charakterystyczne, że gdy maszerowaliśmy Alejami, przecinając Nowy Świat z jednej i drugiej strony, policja z karabinami i bagnetami zamykała te ulice, a my stawaliśmy przed policją.

AS stale się rozwijała. Dla ludzi, którzy zajmowali się sprawą organizacji tej siły bojowej partii organizowane były również obozy szkoleniowe. M.in. uczestniczyłem w pierwszym zorganizowanym obozie we wsi [Grzegorzewice] pod Warką nad Pilicą. Pamiętam, że wieś ta była bardzo przychylnie do nas ustosunkowana. Jako bazę mieliśmy olbrzymią stodołę. Prowadziliśmy tam ćwiczenia sportowe, w zakres których wchodziło również strzelanie z karabinka sportowego. Odbywały się również wykłady polityczne, które prowadzili czołowi przedstawiciele partii. Sprawami sportowymi zajmował się Janek Mulak. Szaniawski zajmował się ćwiczeniami wojskowymi. Spośród wykładowców byli: prof. [Adam] Próchnik, [Zygmunt] Zaremba i szereg działaczy PPS. Do zgrupowania tego przywiązywano dużą wagę. Miało ono doskonalić działanie AS-u, aby uczynić z niego stale rosnącą siłę partii.

Stanisław Sankowski
_____________________________________
Powyższy tekst to relacja autora, nagrana w dn. 6 IV 1981 i złożona w [dawnym] Centralnym Archiwum KC PZPR. AAN: R-278. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i opracował Piotr Grudka.

Jeden komentarz nt. “Wspomnienie o Akcji Socjalistycznej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *