Henryk Kołodziejski

W sprawie Izby Pracy

[1931]

Życie gospodarcze nowoczesnych społeczeństw z rokiem każdym, a przynajmniej z każdym lat dziesiątkiem, staje się coraz więcej złożone: powiększa się bogactwo i różnorodność zjawisk gospodarczych, pogłębiają się dawne i powstają nowe związki i zależności, rozszerza się zasięg terytorialny stosunków ekonomicznych, rozrasta się i komplikuje cały mechanizm gospodarczy. Automatyzm gospodarki rynkowej, który jeszcze przed pół wiekiem z powodzeniem regulował życie gospodarcze, nie jest już w stanie dziś spełnić swych zadań. Tak zwane naturalne i, jak się zdawało, „nieodmienne” prawa ekonomiczne (podaży i popytu, wolnej konkurencji i swobodnej inicjatywy jednostki, wyrównania przez ruch kapitałów stopy dochodowej itp.) coraz bardziej zwężają swój zakres działania. Żywiołowo, pod wpływem technicznego rozwoju postępujący proces koncentracji produkcji, wymiany i finansowania stwarza potężne jednostki gospodarcze i jeszcze potężniejsze ich związki, powoduje ingerencję państwa, powołuje do życia wielką dziedzinę ustawodawstwa gospodarczego.

Indywidualna swoboda gospodarcza jednostki i „naturalnymi” prawami „harmonizowana” anarchia produkcji i wymiany, powoli ustępują miejsca gospodarce zorganizowanej.

Równolegle z tymi, w płaszczyźnie przedmiotowej dokonującymi się przekształceniami następuje szybki rozwój poznania ekonomicznego: nauczyliśmy się wyodrębniać poszczególne zjawiska z całokształtu stawania się gospodarczego, ujmować je opisowo i statystycznie, badamy ich wzajemne zależności, stosujemy wyniki naszych badań praktycznie, staramy się przewidywać i ustalać ogólne tendencje rozwojowe.

Tak niedawny jeszcze fetyszyzm gospodarczy, widzący w przejawach życia gospodarczego działanie jakby jakichś istot i praw metafizycznych, ustępuje miejsca naukowemu poznaniu. Życie gospodarcze podlega takiemu samemu procesowi unaukowienia, jaki ogarnął całe nasze przyrodnicze otoczenie.

Wreszcie i w płaszczyźnie działalności społeczno-gospodarczej również następują kolosalne zmiany.

W społeczeństwie klasowym, w ustroju kapitalistycznym toczy się nieustanna walka o pierwszeństwo potrzeb, o udział poszczególnych klas i grup w dochodzie społecznym, w dźwiganiu ciężarów publicznych, walka o kierunki dalszej rozbudowy gospodarstwa społecznego itp. W miarę rozwoju walka ta – zamiast wybuchów rozpaczy i buntów – przyjmuje formy świadomej, zorganizowanej akcji zbiorowej, wykorzystującej dla swych celów wszelkie możliwe narzędzia: naukę, ciała ustawodawcze, opinię publiczną, masowe, zorganizowane poczynania, instytucje gospodarcze itp.

W ten sposób ludzkość z okresu chaosu społeczno-gospodarczego, z okresu leseferyzmu ekonomicznego wchodzi powoli w okres kosmosu, w okres planowego kierowania swym życiem gospodarczym. Następuje jego racjonalizacja. Człowiek coraz bardziej staje się świadomym współtwórcą życia gospodarczego, polityka społeczno-gospodarcza coraz więcej waży na jego przebiegu, instytucje i organizacje gospodarcze stanowią coraz lepsze narzędzie tej współtwórczości i wpływu.

***

W tym wielkim pochodzie historycznym ku planowej, społecznie zorganizowanej gospodarce przez koncentrację jej, poznanie praw nią rządzących i zorganizowanie woli zbiorowej niewątpliwie drobnym tylko etapem jest zagadnienie tzw. samorządu gospodarczego. A jednak jest ono dość ważne, i to nie tylko dlatego, że jest aktualne, ale dlatego, że nieodpowiednie jego ujęcie względnie rozwiązanie może opóźnić wyżej skreślony proces rozwojowy lub wypaczyć jego kierunek.

Świadomość znaczenia czynnika gospodarczego w życiu zbiorowym, świadomość zwiększającej się złożoności i organizacyjności jego, poczucie potrzeby oparcia wzmagającej swą rolę i zakres działania polityki gospodarczej o naukowe podstawy – wzrasta nieustannie. Wzrasta również przeświadczenie, że dotychczasowy aparat polityki gospodarczej – rząd i parlament – sam nie podoła temu zadaniu. Stąd ciągle – zwłaszcza od czasu wojny – powracająca myśl o „parlamencie gospodarczym”, o „radach gospodarczych”, „naczelnych izbach gospodarczych” itp.

Myśl ta znalazła swój wyraz w wielu powojennych konstytucjach. Przybrała nawet w wielu krajach różnorodną zresztą postać realną, postać zalążkową, często prowizoryczną. Instytucje tego rodzaju, względnie ich zalążki, istnieją w Rosji, w Niemczech, we Francji, we Włoszech, w Anglii, od zeszłego roku w Czechach itd.

Nie miejsce tu rozważać ich strukturę, kompetencje i działalność. Należy jednak podkreślić, że wszędzie w mniejszym lub większym zakresie bierze w nich udział reprezentacja klas pracujących.

Największe bodaj uwzględnienie równorzędności czynnika pracy najemnej zostało osiągnięte w Austrii. Ta równorzędność znalazła swój wyraz w utworzeniu na mocy ustawy z 26 II 1920 r. Izby Pracy (robotniczej i pracowniczej) i w równouprawnieniu jej (ustawa z dn. 14 VII 1921 r.) z izbami przemysłowymi, rzemieślniczymi i handlowymi.

Zadaniem izb pracy jest według ustawy „reprezentacja gospodarczych interesów robotników i pracowników przemysłu, handlu, komunikacji i górnictwa oraz popieranie poczynań mających na celu poprawę ich gospodarczego i społecznego położenia. Izby pracy przedkładają rządowi i parlamentowi wnioski, wyrażają opinię o projektach ustaw i rozporządzeń oraz współpracują z administracją gospodarczą w sprawach, które bezpośrednio lub pośrednio dotyczą interesów pracowników i robotników”.

Jak więc widzimy, kompetencje izb pracy nie są w Austrii ograniczone do zagadnień pracy (w wąskim tego słowa znaczeniu), a nawet do polityki socjalnej, ale obejmują cały zakres gospodarczego życia. I rzeczywiście, prace izb w dziedzinie polityki finansowej, handlowej, podatkowej, polityki celnej, cen, tranzytowej, w sprawach bezrobocia, rozbudowy, a nawet banku emisyjnego itd., w dużym stopniu pomogły do dźwignięcia się Austrii z powojennego upadku gospodarczego.

Prace omawianych izb stają się niejako podwalinami konkretnej polityki gospodarczej klas pracujących, ogarniającej w ten sposób całokształt zagadnień społeczno-gospodarczych Austrii jako państwa.

Opierając się w swej działalności na związkach zawodowych i na radach fabrycznych oraz współdziałając z reprezentacją robotniczą w parlamencie i w komunach, austriackie izby pracy i ich zjazdy tworzą zalążek przyszłego organu naczelnego polityki gospodarczej klas pracujących. Tymczasem zaś tworzą one szkołę, przygotowującą te ostatnie do ciężkich i odpowiedzialnych zadań, jakie prędzej czy później podjąć będą musiały, a mianowicie do kierowania ogólnopaństwową polityką gospodarczą.

***

W Polsce utworzenie Izby Pracy na równi z innymi izbami i z Naczelną Izbą Gospodarczą zostało przewidziane w art. 68 konstytucji. Istotnie, w wykonaniu konstytucji zostały powołane do życia izby: handlowo-przemysłowe, rolnicze i rzemieślnicze. Izby pracy dotychczas nie utworzono, pomimo że wymieniony artykuł mówi o niej expressis verbis i pomimo że art. 102 konstytucji głosi, iż „praca, jako główna podstawa bogactwa Rzeczypospolitej, pozostawać ma pod szczególna ochroną państwa”.

Nie przesądzając i nie przesadzając roli istniejących już u nas izb gospodarczych, ani też przyznanych im kompetencji, stwierdzić należy, że w ten sposób nastąpiło w zakresie polityki gospodarczej przesunięcie na korzyść klas posiadających. Przyznane bowiem powstałym izbom prawa dają im możność intensywnej obrony interesów warstw przez nie reprezentowanych już to przez urabianie opinii publicznej, już to krytykowanie, względnie sugerowanie rządowi czy sejmowi zarządzeń i projektów ustaw, już to przez odpowiednie informowanie rządu o stanie gospodarczym, przez przedsiębranie samodzielnych, względnie przekazanych ustawami czynności itd. A jednak interesy właścicieli środków produkcji bynajmniej nie są identyczne z interesami samej produkcji, a nawet interesy tejże produkcji nie wyczerpują potrzeb gospodarczych kraju. Zwłaszcza w obecnym długotrwałym kryzysie zbytu ta jednostronność, ten brak równorzędnego głosu czynników reprezentujących interesy konsumentów może poważnie zaważyć na polityce gospodarczej kraju.

Już w roku ubiegłym pisaliśmy w „Społem!”, że istota panującej po wojnie depresji gospodarczej polega na niemożności uchwycenia przez społeczeństwa kapitalistyczne optymalnego stosunku pomiędzy akumulacją i konsumpcją, czyli inaczej – pomiędzy zyskiem kapitału i zarobkiem klas pracujących, tj. takiego stosunku, który by gwarantował równowagę dynamiczną produkcji i konsumpcji. Klasy posiadające utożsamiają gwałtowność i rabunkową akumulacji z jej wielkością. Toteż ciągle wygłasza się u nas frazesy o podniesieniu rentowności, zapominając, że pierwszym i na dłuższą metę nieodzownym jej warunkiem jest sama praca, a co za tym idzie, zbyt jej produktów. To stosowanie zysku, jako jedynego sprawdzianu działalności gospodarczej, wypacza nie tylko proces akumulacji, ale i sprawę zużycia zgromadzonych kapitałów pieniężnych, i wywołuje chroniczną depresję gospodarczą, olbrzymie marnotrawstwo kapitału i niezaspokojenie elementarnych potrzeb ludności. Gospodarstwo społeczne chroma [kuleje], a gospodarka nie spełnia swych zadań.

Choćby w tej podstawowej zresztą dla gospodarczego położenia kraju sprawie brak głosu i odpowiedniego wpływu klas pracujących, łączących w sobie interesy produkcji i konsumpcji, a więc predestynowanych niejako do ich zrównoważenia, niewątpliwie źle się odbije na całej polityce gospodarczej państwa.

Trzeba przy tym uwzględnić, że prędzej czy później będziemy zmuszeni opracować ogólny plan gospodarczy Polski i że przy jego opracowywaniu wezmą wybitny udział izby gospodarcze. Jak będzie on wyglądał, jeżeli jedną z dominujących, choć może nawet nieświadomych idei przewodnich jego, będzie ta, którą tak lekkomyślnie wysuwa się dziś jako środek zaradczy na niedomogi ustrojowe?

Nie możemy dla braku miejsca dłużej się rozwodzić nad tymi zagadnieniami. Wydaje się nam dla pomyślnego, gospodarczego rozwoju kraju koniecznym, aby wpływy klas pracujących na politykę społeczno-gospodarczą państwa tym szybciej i tym bardziej rosły, im większe trudności piętrzą się przed obecnym ustrojem i im większą niemoc on wykazuje, by je przezwyciężyć. W ten tylko sposób osiągniemy jak najmniejsze koszty powoli, ale stale zbliżającej się przebudowy ustrojowej. Trzeba już dziś przygotowywać odpowiednie siły oraz organy myśli i przyszłego działania. Taką siłą twórczą są klasy pracujące, a ważkim, choć nie jedynym i skromnym tymczasem organem ich myśli i ich przyszłego działania gospodarczego mogłaby być Izba Pracy, oparta o związki zawodowe i jak najbliżej współdziałająca z parlamentarną i samorządową reprezentacją klas pracujących.

Dr Henryk Kołodziejski

_____________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Społem!” – dwutygodniku poświęconym praktyce spółdzielni spożywców, organie Związku Spółdzielni Spożywców RP, nr 6/1931. Od tamtej pory nie był wznawiany. Ze zbiorów Remigiusza Okraski.

Henryk Kołodziejski (1884-1953) – historyk filozofii, ekonomista, działacz państwowy i społeczny. Uczestnik rewolucji 1905 r., po odzyskaniu niepodległości współtwórca Instytutu Gospodarstwa Społecznego i Biblioteki Sejmowej (w latach 1920-39 był jej dyrektorem). Sympatyk i teoretyk spółdzielczości oraz interwencjonizmu państwa w gospodarkę, od roku 1937 wchodził w skład 8-osobowej Komisji Naukowej przy Spółdzielczym Instytucie Naukowym. Po II wojnie światowej poseł na Sejm, członek Rady Państwa, od 1949 r. prezes Naczelnej Rady Spółdzielczej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *