Adam Próchnik

Trzeba wyświetlić ciemne karty przeszłości

[1936]

Od czasu do czasu opinia publiczna jest poruszana nową rewelacją, wywołującą powszechną sensację. Oto na tym czy innym stanowisku urzędowym czy społecznym, odkrywa się prowokatora lub agenta rządowego z czasów zaborczych. Mieliśmy niedawno głośną aferę prowokatora Mieczysława Charewicza (Sasa) [1], którego odkryto na posadzie w kolejnictwie, prowokatora, którego ofiarą padło mnóstwo działaczy rewolucyjnych, między innymi najdzielniejszy z nich Józef Montwiłł-Mirecki. Afera ta została, jak wiadomo, zakończona samosądem. Władze polskie nie miały żadnej możliwości załatwić tej sprawy w ramach legalnego wymiaru sprawiedliwości. Również na stanowisku w kolejnictwie ujawniono słynnego prowokatora Michała Wolgemuta [2]. Próbował on nawet brać udział w życiu politycznym, w narodowym ruchu robotniczym. Głośna była sprawa agenta austriackiego z czasów wojny, Nadziei, który zajmował wysokie stanowisko w Kasach Chorych, naturalnie w okresie komisarycznym, i został odznaczony Krzyżem Niepodległości. Odznaczenie musiano potem odwołać. Wymieniamy kilka przykładów z brzegu. Jest ich znacznie więcej. Jest ich jeszcze więcej dotąd nieujawnionych. Jest cały szereg ludzi na różnych stanowiskach, o których chodzi głucha wieść, ale brak dowodów i nie ma nikogo, kto zająłby się ich zbieraniem. Są wyjątkowe wypadki, kiedy takie sprawy wydostają się na światło dzienne. Dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy zarzuty przeciw komuś zostaną opublikowane. Dotknięty podejrzeniem dla obrony swego zagrożonego stanowiska, często pod naporem otoczenia lub swych zwierzchników, wytacza sprawę sądową o oszczerstwo. Zaznaczyć należy, że są to właśnie te wypadki, które najmniej obciążają oskarżonych. Bo jeżeli się odważa na wytoczenie sprawy sądowej, albo się jest istotnie niewinnym, albo ma się nadzieję, że dowody winy się nie znajdą. Rzecz charakterystyczna jednak, że nawet w tych procesach, toczących się na ogół w warunkach pomyślnych dla oskarżycieli, mamy już cały szereg wyroków uwalniających oskarżonych, wobec przeprowadzonych przez nich dowodów prawdy, świadczących niezbicie o winie oskarżyciela. Jest to jednak zadziwiająca sytuacja, w której winny jest z reguły oskarżycielem, a ten, który winę ujawnił, występuje w charakterze oskarżonego. Nie ma i nie było dotychczas procesów przeciw winnym. Sprawiedliwość występuje tu w formie odwróconej. Ostrze jej zwrócone jest przeciw wysiłkom zdążającym do odsłonięcia winy, a nie przeciw winnym. Istnienie hamulca przeciw nieuzasadnianym zarzutom jest słuszne, ale jak śmiesznym i groteskowym jest działanie owego hamulca przy równoczesnym braku jakichkolwiek sankcji przeciw winie. Surowość prawa skierowana jest przeciw oszczerstwom o winie, nie przeciw samej winie.

Są dalej sprawy, które są rozpatrywane nie przed sądem państwowym, ale bezpośrednio przed sądem opinii publicznej, które najżywiej tę opinię interesują. Do takich spraw należy np. nierozstrzygnięta po dziś dzień sprawa Stanisława Brzozowskiego [3]. Przez dwadzieścia kilka lat niepokoi ona opinię i budzi najsprzeczniejsze uczucia. Wielkość pisarza i wielkość zarzucanej mu zbrodni składają się na zagadkę, która domaga się natarczywie rozwiązania. Nie budzi już sprawa ta tak namiętnych uczuć, jak niegdyś w pierwszej swej fazie, kiedy to atmosfera koło niej się wytwarzająca, przypominała w mniejszej skali sprawę Dreyfusa. Ale i dziś niemniej opinia świata intelektualnego nie decyduje się na złożenie tej sprawy do lamusa. Nie wytworzyło się w odniesieniu do niej żadne sprzysiężenie milczenia. Co pewien czas przypomina się ona społeczeństwu.

Oprócz spraw prowokacji czy zdrady, istnieje jeszcze druga kategoria spraw, stanowiących pokrewną bolączkę polskiego społeczeństwa. To sprawy dawnych funkcjonariuszy rządów zaborczych, których działalność była szkodliwa dla ludności polskiej i dla sprawy wyzwolenia Polski. I te sprawy wywołują czasem rozprawy sądowe, często jeszcze trudniejsze do rozstrzygnięcia, niż sprawy prowokatorskie. Z tym łączy się aktualne dziś zagadnienie emerytur. Jako jeden z argumentów za obniżeniem emerytur za okresy służby zaborczej posłużyło stwierdzenie, że ta służba zaborcza była nieraz szkodliwą i złowrogą dla Polski. Istotnie dowcip o wysłużonym oficerze carskim, który strofuje byłego powstańca, że gdyby się nie buntował, miałby tak, jak on, teraz wyższą emeryturę, nie jest pozbawiony posmaku rzeczywistości. Znam konkretny wypadek, kiedy chłopek, ukarany kiedyś przez naczelnika powiatu za akcję wprowadzenia języka polskiego do gminy, nie mógł znaleźć w urzędzie dowodów na to, że cierpiał za sprawy, które posłużyłyby mu dziś do uzyskania zaopatrzenia; natomiast w tym samym czasie i w tymże urzędzie udało się uzyskać temu samemu b. naczelnikowi powiatu zaświadczenie, że był zaborczym pracownikiem państwowym i zapewne bez trudu uzyskał emeryturę. Przed niedawnym czasem jeden z urzędników ochrany carskiej w Warszawie czynił starania o zaopatrzenie emerytalne. Nie mamy pewności, czy go nie otrzymał.

Otóż fakty te i tym podobne – posłużyły do globalnego pomniejszenia emerytur zaborczych. Nie stanowi to żadnego rozstrzygnięcia tego zagadnienia. Zarówno bowiem jest niesłusznym, aby ogół cierpiał z powodu winy pewnej części, jak i niesprawiedliwe jest, aby ci istotnie winni pobierali choćby nawet zmniejszoną emeryturę. Powinni raczej ponieść karę. Jedyne zgodne z poczuciem sprawiedliwości rozstrzygnięcie sprawy, to traktowanie tych rzeczy indywidualnie, to znaczy ustalenie listy osób, które istotnie są obciążone odpowiedzialnością za szkodliwą działalność urzędową i wyciągnięcie w stosunku do owych osób konsekwencji.

Zarówno więc sprawa prowokatorów i donosicieli, jak i sprawa zbyt gorliwych urzędników zaborczych, sprowadza się do jednej kwestii, do konieczności szczegółowego zbadania tych wypadków. Pragniemy tu zwrócić uwagę na bardzo ważne zaniedbanie państwa polskiego w tej dziedzinie. Państwo polskie istnieje już osiemnasty rok i nie zajęło się po dzień dzisiejszy sprawą winowajców z czasów zaborczych i okupacyjnych. Polska powstała w wyniku przełomu, jako przeciwstawienie dawnym formom rządzenia tym krajem. Każdy rząd, który posiada tego rodzaju charakter, zazwyczaj u wstępu swej działalności dokonuje porachunku z osobami skompromitowanymi w epoce poprzedniej. Jest to nieomal reguła każdego przełomu historycznego. Czyniły to prawie wszystkie rządy rewolucyjne we Francji. Uczynił to rząd rewolucji rosyjskiej, który bardzo energicznie wziął się do ustalenia list prowokatorów i zdrajców z epoki rządów carskich. Zasada ta ustaliła się zresztą i w polskiej tradycji historycznej. W r. 1794, gdy zwyciężyła rewolucja w Warszawie, natychmiast powołano do życia komisję, która energicznie zajęła się zebraniem materiałów kompromitujących osoby, które wysługiwały się Rosjanom i Targowicy. Zagadnienie karania zdrajców absorbowało podówczas silnie umysły i wywarło decydujące piętno na przebiegu wypadków. Na tym tle doszło nawet w Warszawie do krwawych rozrachunków, a Kościuszko, przybywszy do Warszawy, udzielił monitu sądom za zbyt opieszałe załatwianie spraw, a więc pośrednio przyznał rację ludowi, który burzył się przeciw bezkarności.

Również po wybuchu powstania listopadowego i po objęciu władzy przez rząd rewolucyjny, stanęło przed nowymi władzami zagadnienie osób skompromitowanych w epoce Nowosilcowa i W. ks. Konstantego, zagadnienie szpiegów i zauszników obalonego rządu. Władze powstańcze bynajmniej nie zlekceważyły sobie tej sprawy, lecz powołały do życia specjalną „Komisję Rozpoznawczą”, która zajęła się ustalaniem winy odnośnych osób.

Nie wiadomo tylko, dlaczego rządy odbudowanej Polski zaniedbały tę sprawę. W niepodległej Polsce powołano co niemiara urzędów, rozwinięto nad podziw biurokrację, ale nie pomyślano ani na chwilę o stworzeniu urzędowej instytucji, zaopatrzonej w siłę wykonawczą i środki materialne, dla odsłonięcia tych wstydliwych kart przeszłości. Pomijamy sprawę porachunku politycznego za różne orientacje, jako należącą do polityki, a nie do sądów i komisji śledczych. Ale istnieje niewątpliwa sprawa prowokatorów, zdrajców, szpiegów i szkodliwych narzędzi dawnych rządów.

Rozprawa z nimi jest moralną koniecznością. Ich bezkarność obraża moralność publiczną. Bezkarność takich zbrodni podważa poczucie sprawiedliwości. A cóż dopiero, gdy niemal z reguły tego rodzaju osobniki, nie brak im wszak sprytu, są dobrze zaopatrzone, przeważnie przez państwo. Gdy co pewien czas takie rzeczy się ujawniają, budzi to falę powszechnego oburzenia. Ale ujawnia się to tylko z prywatnej inicjatywy i na drodze przypadku. Otóż nie jest słusznym, aby oczyszczenie atmosfery moralnej zależało od przypadku i indywidualnych wysiłków. Nie jest po stokroć słusznym, aby karanie zdrajców pozostawiono samosądom.

Powinna była od samych zaczątków państwa polskiego powstać instytucja, o charakterze oficjalnym, rozporządzająca odpowiednimi pełnomocnictwami i środkami, która zajęłaby się przetrząśnięciem planowo wszystkich archiwów znajdujących się w kraju, która wysłałaby swych przedstawicieli dla zbadania archiwów państw zaborczych, zwłaszcza rosyjskich, która ściągnęłaby zeznania od wszystkich osób, które mają coś do powiedzenia, która sporządziłaby na podstawie dokładnej analizy zebranego materiału szczegółową listę osób, które zawiniły za minionych rządów wobec sprawy wyzwolenia narodowego i społecznego. To należało uczynić pośpiesznie, zaraz, natychmiast położyć rękę na materiałach, zanim nie zacznie działać dłoń, która będzie ślady zacierać.

Dziś już jest późno. Ale nie za późno. W mniejszym co prawda zakresie zebranie materiału jest jednak jeszcze możliwe. Trudności będą większe, ale są one jednak do pokonania. Trzeba tylko śpieszyć, pamiętając, że czas pracuje przeciw tego rodzaju akcji. Nie jest więc za późno pod względem materiałów. Ale czy nie jest za późno z innych względów. Czy jest wskazanym dziś rozdmuchiwać sprawy, nad którymi zaczyna układać się cień zapomnienia? Czy należy rozdrapywać dawne rany? Czy należy stawiać pod pręgierzem ludzi, którzy już dziś może prowadzą normalne życie i zakłócać byt spokojnych rodzin? Czy nie należy uznać prawa przedawnienia?

W tych sprawach nie może być przedawnienia. Nie ma żadnego słusznego powodu, który by usprawiedliwiał, że Tarantowicz [4], Dyrcz czy Sankowski [5] odcierpieli za swe winy śmiercią, a Charewicz i Wolgemut zajmowali w Polsce intratne stanowiska. Nie ma słusznej przyczyny po temu, aby pamięć Brzozowskiego pozostawała w sidłach straszliwych podejrzeń, o ile był on niewinny, albo żeby trwała jakakolwiek wątpliwość, o ile był winien. Nie ma żadnego argumentu, który by usprawiedliwiał, że skarb państwa łoży na ludzi, którzy wobec idei państwa są zbrodniarzami, gdy równocześnie ludzie zasłużeni nie mają środków do życia, a nowym pokoleniom nie starczy szkół, gdzie mogłyby się kształcić. A wreszcie argument najważniejszy. Historia jest podobno nauczycielką życia.

Czy bezkarność największej ze zbrodni, zdrady wobec sprawy wolności kraju, będzie dobrą nauką dla przyszłych pokoleń, które mogą się znaleźć w przyszłości wobec tragicznych sytuacji i zdradliwych pokus słabości, tchórzostwa i chciwości? Lepiej więc sprawę win naszych pokoleń zbadać później, niż nigdy. Lepiej zbadać wcześniej, niż później. Ale nie tylko o zaspokojenie ciekawości tu idzie. Komisja, która włoży nakład pracy dla stwierdzenia faktów, to tylko jedna strona zagadnienia.

Pozostaje sprawa druga: kara. Kodeks nasz nie przewiduje takich przestępstw i kar za nie. Prawnie nie można ludzi za takie winy nie tylko ukarać, ale nawet pozbawić ich świadczeń ze strony państwa.

I dlatego wysuwamy dwa postulaty:

1) stworzenie Komisji, która posiadałaby ustawowy obowiązek i pełnomocnictwo zbierania wszelkich materiałów dotyczących prowokacji, szpiegostwa politycznego i działalności szkodliwej dla sprawy wyzwoleńczej, i która publikowałaby wyniki swych prac, nie budzące wątpliwości.

2) Wydanie przepisów prawnych, normujących odpowiedzialność karną za zbrodnie popełnione w okresie przed odzyskaniem niepodległości przeciw sprawie wyzwolenia, i odpowiednie sprecyzowanie okresu przedawnienia, dostosowane do warunków, biorąc pod uwagę, że zarówno w epoce zaborczej, jak i potem wobec braku przepisów – czyny te uchodziły bezkarnie.

Podjęcie tych środków jest konieczne, aby oczyścić moralną atmosferę kraju, aby rozwiązać szereg bolesnych zagadek zaciemniających przeszłość, aby zamknąć drogę prywatnych oskarżeń i prywatnych samosądów, aby wreszcie zadość się stało sprawiedliwości dziejowej.

Adam Próchnik
________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kronice Ruchu Rewolucyjnego w Polsce” Nr 2(6) kwiecień-maj-czerwiec 1936 r.  Pismo było kwartalnikiem poświęconym dziejom walk o niepodległość i socjalizm, organem Stowarzyszenia b. Więźniów Politycznych. Tekst na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił, przygotował, uwspółcześnił pisownię i opatrzył przypisami Cezary Miżejewski.   

 

 

Przypisy (sporządził Cezary Miżejewski):

1. Mieczysław Charewicz (Harewicz) pseudonim „Sas”, jako uczeń V gimnazjum w Warszawie, wstąpił do kółka uczniowskiego współpracującego z PPS. Zatrzymany przez Ochranę zgodził się zostać konfidentem. Jako  student medycyny podjął działalność w Organizacji Bojowej PPS w Warszawie. Po dekonspiracji został skierowany do Radomia na stanowisko instruktora bojowego Organizacji Bojowej PPS. W październiku 1907 r. spowodował aresztowania 22 członków OB PPS w Radomiu. 24 listopada 1908 r. w trakcie Sądu w Cytadeli zostali skazani na karę śmierci, zamienioną na zesłanie. Charewicz również otrzymał wyrok śmierci, zamieniony na 6 miesięcy twierdzy. Wkrótce go jednak wypuszczono, on zaś podjął wręcz jawną działalność agenturalną w Radomiu i Warszawie. M.in. wskazał na ulicy w Warszawie i doprowadził do aresztowania i śmierci Józefa Montwiłł-Mireckiego. Zdemaskowany wyjechał do Rosji, gdzie podobno pracował na kolei lub był do rewolucji 1917 r. naczelnikiem carskiej Ochrany w Krasnojarsku. W 1920 r. powrócił do Polski i podjął pracę jako urzędnik wydziału rachuby Warszawskiej Dyrekcji Kolejowej. W 1933 r., cztery lata przez uzyskaniem państwowej emerytury, został rozpoznany w Warszawie przypadkowo przez mjr Stefańskiego (którego Charewicz aresztował w 1907), który następnie powiadomił płk Wacława Zbrowskiego, niegdyś członka OB PPS w Radomiu („Dziennik Radomski” nr 229 z 6 października 1933). Został aresztowany przez władze polskie, 23 września 1933, jednak 3 października 1933 został wypuszczony z aresztu. Nie istniał bowiem żaden przepis pozwalający na jego ukaranie. Znowu znikł (Stanisław Hempel, „Wspomnienia Bojowca (c.d.)”,  „Kronika Ruchu Rewolucyjnego w Polsce” nr 12, październik-grudzień 1937, s. 223). Początkowo ukrywał się w Radomiu, a od 1934 r. w Żyrardowie. W październiku 1935 r., w wieku 56 lat został zastrzelony w Żyrardowie, na ulicy Montwiłła-Mireckiego przez nieznanych sprawców, którzy zabrali go z domu pod pozorem przesłuchania („Głos Poranny” nr 284, z 16 października 1935, s. 5).

2. Michał Wolgemut (Volgemut) urodzony w 1888 r. w Siedlcach, był członkiem Organizacji Bojowej PPS. Prawdopodobnie w 1906 r. przeszedł on na usługi carskiej policji politycznej. Zeznania Wolgemuta umożliwiły w 1908 r. aresztowanie 90 osób, z których 29 skazano na śmierć, innych na więzienie i katorgę. Później z własnej inicjatywy jeździł z funkcjonariuszami carskiej Ochrany pociągami i wskazywał podejrzanych o antycarską działalność. W „Kronice Ruchu Rewolucyjnego w Polsce” (nr 2 kwiecień-maj-czerwiec 1935, s. 125-126), w odpowiedzi na zapytanie czytelnika W. S. zamieszczono informację, iż Michał Wolgemut zamieszkiwał w 1924 r. w Białymstoku pod nazwiskiem Stanisław Ostrowski, pracując w miejscowych warsztatach kolejowych. Stowarzyszenie b. Więźniów Politycznych dowiedziawszy się o tym, poinformowało opinię publiczną i pracodawcę. Jak wynika z informacji, działał tam w lewicowym Związku Zawodowym Kolejarzy, skąd szybko przeniósł się do Polskiego Związku Kolejarzy, gdzie pełnił funkcję prezesa, lecz został usunięty za nadużycia. Próbował pracy w Policji Państwowej, skąd został również usunięty. Został zdemaskowany w 1926 r. Związek Parlamentarny Polskich Socjalistów na posiedzeniu Sejmu RP w dniu 10 grudnia 1926 r. złożył do Ministra Sprawiedliwości interpelację „w sprawie umorzenia postępowania przeciw osławionemu prowokatorowi Michałowi Volgemutowi”. Niestety bez reakcji. Żył na wolności do końca życia. Na Portalu Archiwów Polskich znajduje się skan listu Wolgemuta do carskiej żandarmerii w Siedlcach z dnia 25 stycznia 1911 roku.

3. Stanisław Brzozowski, słynny filozof, pisarz, publicysta i krytyk teatralny, w 1908 r. został oskarżony przez rosyjskiego rewolucjonistę Władimira Burcewa, na podstawie zeznań byłego pracownika Ochrany, Bakaja, o współpracę z Ochraną. W 1909 r. odbył się w  tzw. proces obywatelski, który jednak nie wydał ostatecznego werdyktu z uwagi na śmierć Brzozowskiego w 1911 r. Spór między obrońcami i oskarżycielami Brzozowskiego nie zakończył się właściwie do dzisiaj.

4. Edmund  Taranowicz był instruktorem bojowym OB PPS z okręgu częstochowskiego. Aresztowany 1 maja 1908 r. w Ostrowcu za opór stawiany policji, wydał podczas śledztwa 55 członków PPS Frakcji Rewolucyjnej z terenu Częstochowy i Zagłębia. Skazany na śmierć, następnie ułaskawiony. Zbiegł za granicę. Został zabity na podstawie sądu partyjnego w Rzymie 14 lutego 1909 r. przez członków OB PPS Kazimierza Pużaka i Henryka Minkiewicza (Teodor Ładyka, „Polska Partia Socjalistyczna (Frakcja Rewolucyjna) w latach 1906-1914”, Warszawa 1972, s. 115, Marcin Panecki, „Kazimierz Pużak. Biografia polityczna”, Warszawa 2010, s. 16).

5. Mieczysław Sankowski był do 1905 r. członkiem OB PPS i ukończył kurs instruktorski. Jego ojciec był agentem Ochrany, za co został zabity za wiedzą syna przez OB. Jednak we wrześniu 1906 r. Sankowski zgłosił się dobrowolnie do Ochrany. Wydał „piątkę bojową”, którą dowodził. Został natychmiast wykluczony z PPS i nakazano mu wyjazd z kraju, podejrzewając wówczas tchórzostwo. Zaczął się ukrywać w Warszawie, denuncjując kolejnych  członków PPS, m.in. biuro OB PPS w Warszawie. Antoni Dyrcz był członkiem „piątki bojowej”  OB PPS Sankowskiego, który załamał się po aresztowaniu. W uzgodnieniu z Ochraną dokonano jego sfingowanej ucieczki z więzienia, po której Dyrcz znowu podjął działalność w OB PPS, współpracując agenturalnie z Sankowskim. Od 6 do 8 września 1906 r. według wskazówek Sankowskiego i Dyrcza aresztowano ponad 150 osób, w tym 81 członków OB PPS. Dyrcz i Sankowski zostali zabici przez OB PPS 20 października 1907 r. w restauracji na pl. Wareckim (obecnie Plac Powstańców Warszawy) w Warszawie, na rozkaz Tomasza Arciszewskiego, za którego złapanie Dyrcz i Sankowski mieli otrzymać 10 tys. rubli. Akcją dowodził Wacław Biernacki „Kostek” (Stanisław Andrzej Radek, „Rewolucja w Warszawie 1904-1909”, Warszawa, s. 258-268 i 346-349, Piotr Cichoracki, „Droga ku anatemie. Wacław Kostek Biernacki  (1884-1957)”, Warszawa 2009, s. 36-37).

 

 

 

Adam Próchnik (1892-1942) – działacz socjalistyczny i spółdzielczy, oficer Wojska Polskiego, poseł na Sejm RP, ideolog polskiego ruchu socjalistycznego, doktor nauk historycznych. Nieślubny syn wybitnego działacza socjalistycznego, Ignacego Daszyńskiego. W młodości działacz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, członek Związku Walki Czynnej, w czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej, a następnie organizował we Lwowie niezależne polskie struktury wojskowe, za co został aresztowany, groziła mu kara śmierci. Brał bohaterski udział w walkach w obronie Lwowa, otrzymując stopień podporucznika. W niepodległej Polsce działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, pracował jako historyk-archiwista, szykanowany przez władze sanacyjne. W latach 1925-31 przewodniczący rady miejskiej Piotrkowa Trybunalskiego, w roku 1928 wybrany posłem na Sejm z listy PPS. Przez pewien okres członek władz Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 30. związał się z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową, będąc jednym z liderów intelektualnych tego środowiska, m.in. sprawował funkcję przewodniczącego stowarzyszenia lokatorów WSM „Szklane Domy”. W roku 1939 wybrany radnym Warszawy. W latach 1934-39 członek Rady Naczelnej PPS. Jeden z liderów lewego, radykalnego skrzydła PPS w latach 30. Początkowo zwolennik współpracy z komunistami, po procesach moskiewskich zmienił stanowisko w tej sprawie. Uznany publicysta polityczny oraz badacz dziejów polskiego ruchu socjalistycznego i demokratycznego, autor m.in. książek „Demokracja kościuszkowska”, „Bunt łódzki w roku 1892”, „Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej”, „Ideologia spółdzielczości robotniczej”, „Idee i ludzie”. Po wybuchu wojny działał w konspiracji politycznej, najpierw w środowisku WSM, później w grupie związanej z pismem „Barykada Wolności”, następnie jako lider Polskich Socjalistów. Brał udział w pracach na rzecz zjednoczenia PS z PPS-WRN i krakowską grupą PPS Zygmunta Żuławskiego. Zmarł na zawał serca (wedle innych wersji: na atak apoplektyczny) 22 maja 1942 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *