PPS

Strajk generalny w Warszawie 1899 r.

Główne rysy, przyczyny powstania i upadku tego olbrzymiego ruchu wyłuszczył „Robotnik” (nr 33) w artykule pt. „Ruch sierpniowy w Warszawie”. Przedrukowujemy poniżej ten artykuł prawie w całości:

„W pierwszej połowie sierpnia Warszawa była widownią ogromnego strajku – cała nieledwie ludność robotnicza miasta porzuciła robotę, żądając skrócenia dnia roboczego i podwyższenia płacy. Zaczęło się od fabryki Hantkego. Był to zwykły strajk – drobna utarczka w wojnie, którą robotnicy toczą z obecnym ustrojem, opartym na krzywdzie i niesprawiedliwości. Lecz w kilka dni potem ruch objął wszystkie prawie fabryki metalowe, ogarnął inne gałęzie przemysłu warszawskiego, i wkrótce utarczka zmieniła się w walną bitwę, w której uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy robotników.

Rzecz naturalna, że takie olbrzymie poruszenie ludu musi mieć przyczyny głębsze, niż to usiłują wmówić wszystkim rząd i fabrykanci, którzy twierdzą, że winni tu są podżegacze. Bez wątpienia my, socjaliści, których chrzczą tam mianem obrońcy istniejącego porządku, w wielkim stopniu przyczyniliśmy się do rozwoju tego ruchu. Agitacja, prowadzona na szeroką skalę, usposobiła umysły do podjęcia walki, a proklamacja, wydana w czasie strajku, pobudziła niejednych do wystąpienia oraz, wypowiadając ogólne żądanie, dała ruchowi pewną jednolitość. Chętnie przyznajemy się do tej „winy”, lecz zarazem uznać musimy, że działały w tym wypadku inne przyczyny, dzięki którym ruch miał cechy żywiołu. Jak ogień w czasie suszy, obejmował on fabrykę za fabryką, nieraz nawet takie, gdzie robotnicy niezupełnie jasno zdawali sobie sprawę z tego, czego żądać, o co walczyć mają.

Ostatnie kilka lat to okres niesłychanego rozkwitu przemysłu, głównie żelaznego. Fabryki dają olbrzymie zyski, nieraz takie, że kapitał się podwaja w ciągu 5 lub 4 lat. Fabryki podołać nie mogą nawałowi obstalunków, powstają coraz to nowe zakłady przemysłowe i towarzystwa akcyjne. Słowem, ożywienie niebywałe, i kapitaliści zbierają plon obfity.

Lecz złote czasy dla fabrykanta nie są takimi dla robotnika. Zarobek jego pozostał na dawnym poziomie. Ożywienie przemysłowe odbija się na jego życiu tylko w ten sposób, że wobec ogromu zamówień zmuszają go do większego naprężenia sił – prędszej i dłuższej pracy. A w tym czasie drożyzna przedmiotów pierwszej potrzeby wzrastała z dnia na dzień. Właściciele kopalń urządzili syndykat, i cena węgla poszła w górę, kamienicznicy warszawscy bez syndykatu podnosili komorne nieledwie co miesiąc. Chleb, kartofle, mięso – wszystko podskoczyło w cenie. 1 robotnik za tę samą ilość pracy musiał obecnie jeść, mieszkać, ubierać się gorzej, niż dawniej. Wzrost nędzy, biedy i kłopotów robotnika obok ogromnego wzrostu bogactw i zysków fabrykanta – oto istotne przyczyny, oto rzeczywiste sprężyny strajku sierpniowego.

Przypatrzmy się teraz stronom walczącym. Strajk tylu tysięcy robotników w mieście, uważanym za jądro rewolucji w kraju, wywołał ogromny popłoch w sferach rządowych i wśród fabrykantów. Wszystkie środki uznane były jako dobre, byle prowadziły do celu jak najprędszego zgniecenia ruchu. Ze strony fabrykantów mieliśmy prawdziwą wystawę podłości. Denuncjowano robotników, jak np. zrobili to Geber, Szenwic, Wejgiel, Krauze, Szlenkier itd. Denuncjantów była taka ilość, że niepodobna wyliczyć wszystkich nazwisk. Urządzano formalne zasadzki na robotników, wzywając ich niby to do umowy, a gdy ci przychodzili do fabryki, zastawali tam ukrytych kozaków i policję, którzy jednych aresztowali, innych zapędzali gwałtem do roboty. Tak było u braci Henneberg i u Blunka na Kaskadzie. A ile obietnic niespełnionych, ile drobnych oszustw, jaki ścisły stosunek z rządem „opiekuńczym”! Miarą tej ścisłości może służyć fakt, że żandarmi, prowadzący badanie aresztowanych robotników, odpowiadają starającym się o uwolnienie uwięzionych, iż wypuszczą więźnia, gdy fabrykant nie będzie miał nic przeciwko temu. Po strajkach tegorocznych trudno chyba znaleźć fabrykanta lub majstra, którego sumienie nic byłoby obarczone występkami przeciwko moralności, nie mówimy już politycznej, lecz zwyczajnej, przyjętej w burżuazyjnym i filisterskim towarzystwie.

Rząd moskiewski też pokazał, co umie. Warszawa w dobie popowstaniowej dotychczas nie widziała takich gwałtów i okrucieństw, jak te, które przedstawiciele rządu popełniali  w czasie strajku sierpniowego. Masowe wydalania niestałych mieszkańców Warszawy, liczne aresztowania, które zapełniły po brzegi cytadelę, ratusz, więzienia i cyrkuły to są najmniejsze z czynów gwałtu i przemocy. Nie poprzestano na nich. Przyjęto za system poniżenie, upokorzenie i sponiewieranie robotników. Kozacy i żołnierze w wielu fabrykach nahajami i kolbami zapędzali opornych do roboty. Bito nawet kobiety i młode dziewczęta. W fabryce Blazego oberpolicmajster osobiście uderzył w twarz młodą dziewczynę, bohater! W fabryce koronek Szlenkiera kobietom wciskano gwałtem narzędzia pracy, a gdy te nie chciały pracować, bito je niemiłosiernie. Prowadzonych do cyrkułów całą drogę okładano nahajami i kolbami, tak, że więźniowie, pomimo że nie stawiali żadnego oporu, zalewali się krwią. Usiłowano głodem zmusić ludzi do roboty. Wszystkie lombardy w dzielnicach robotniczych zamknięto, próbowano zmniejszyć dowóz artykułów spożywczych do dzielnic robotniczych. Na miasto wysłano całą hordę kozactwa, które napełniło podwórza cyrkułów, włóczyło się po ulicach, zaczepiając spokojnych ludzi. A gdy pod wpływem tych gwałtów, gróźb i nędzy tchórzliwsi zaczęli wracać do roboty, trzeba było widzieć, w jakich warunkach odbywała się produkcja. Przed fabryką żołnierze z karabinami, przy furtce policja, w podwórzu znowu żołnierze, przy każdej grupie robotników, zajętych pracą, żołnierz z nabitą bronią. To jest obrazek przedstawiający bez żadnych obsłonek nasze stosunki – rząd moskiewski, stojący na straży wyzysku, narzucający nam przemocą ustrój niewolniczy. A wszystkie te gwałty, spełniane były na ludziach, którzy żadnego do tego nie dali powodu, robotnicy bowiem zachowywali się zupełnie spokojnie, nawet potulnie wobec wyzywającego zachowania się kozaków i policji.

Robotnicy w strajku tym wykazali dużo solidarności. Wielu robotników wykwalifikowanych i dobrze zarabiających rzucało robotę dla samej tylko solidarności z resztą towarzyszy. Na szczególne zaznaczenie zasługuje dzielne zachowanie się robotnic, które wykazały wysokie poczucie solidarności i świadomości. W niektórych fabrykach one pierwsze rzucały robotę i przykładem swym pociągnęły mężczyzn. W fabryce Szlenkiera wszystkie gwałty żołdactwa nie złamały oporu dzielnych towarzyszek. Lecz obok tego mieliśmy dużo przykładów stwierdzających, że wielu towarzyszy nie rozumiało dokładnie sprawy, o którą walczyli. Rzucano nieraz pracę, nie stawiając żadnych żądań, tłumaczono się przed fabrykantem, że strajk wywołany jest tylko strachem przed zemstą strajkujących. Nareszcie sporo było tchórzów i zdrajców, którzy opuszczali szeregi walczących, by zaskarbić sobie łaskę fabrykantów… Ci właśnie tchórzliwsi i zdrajcy, idąc do roboty, zdezorganizowali strajk i wielce się do jego upadku przyczynili.

Strajk trwał w różnych fabrykach rozmaicie, najdłużej 8-10 dni; w niektórych tylko fabrykach zdobyto drobne ustępstwa, w ogóle zaś wszystko zostało po dawnemu. Pomimo jednak przegranej strajk ten zostawił głębokie ślady w umysłach towarzyszy. Przede wszystkim okrucieństwa rządu i jego wyraźna obrona interesów fabrykanckich wyjaśniły wielu ludziom, którzy dotychczas nie zastanawiali się wcale nad stosunkiem swoim do rządu, całe niebezpieczeństwo i ohydę zależności naszej od hordy barbarzyńców, panujących w naszym kraju. Następnie ta próba, chociaż nieudana, unormowania dnia roboczego przez powszechny niemal strajk robotników warszawskich przyczyniła się ogromnie do rozszerzenia hasła – 9 godzin pracy. Hasło to, rzucone w chwili podniecenia ogólnego, przechodząc z ust do ust, stało się wyraźnym celem i potrzebą, którą pierwej czy później zadowolić wypadnie. Nareszcie ruch sierpniowy wykazał, jak szeroko się rozpowszechniła myśl o wyzwoleniu proletariatu z jarzma niewoli i wyzysku, jak liczna jest rzesza walczących o swoje prawa robotników. Tysiące strajkujących, którzy się spotkali na jednym polu walki, pomimo przegranej wynieść musieli wrażenie o ogromie potęgi ludu roboczego, gdy solidarnie i gromadnie stanie do boju. Takie same wrażenie zostać też musiało w umysłach naszych wrogów.

Na zakończenie kilka słów o czasach postrajkowych. Więzienia dotychczas są przepełnione, śledztwo wzięli już w swe ręce żandarmi. Fabrykanci, wystraszeni strajkiem, starają się pozbyć tych robotników, których uważają za przewodników i inicjatorów strajku. Wydalania więc są obecnie na porządku dziennym. Żeby zaś usunąć wydalonych zupełnie z Warszawy, fabrykanci komunikują sobie wzajemnie nazwiska, tak, że robotnik, wydalony z jednej fabryki, prawie nie może otrzymać pracy w innych”.

/…/

Jeśli podsumujemy ilości robotników, podanych wyżej przy poszczególnych fabrykach (fabryk wymieniliśmy 45, podano ilość robotników tylko przy 42 fabrykach), to otrzymamy 14835 strajkujących (Inspekcja fabryczna i policja, według „Nowej Reformy”, oceniała tę liczbę na 12000). Cyfra ta nie objęła strajkujących z warsztatów kolei Warszawsko-Wiedeńskiej (w Warszawie i Żbikowie), fabryk w Pruszkowie, w Markach, 6 ciesielskich, malarzy, wałkierzy, rymarzy, Rusko-Belgijskiej, 2 wymienionych wyżej i wielu innych, wcale tu nie wymienionych. Wobec powyższego cyfra 30000 strajkujących robotników w Warszawie i okolicach, podana przez współczesnego korespondenta „Przedświtu”, nie wydaje się nam przesadzoną.

Z 45 wyżej przytoczonych fabryk, w 28 jest znaną mniej więcej dokładnie liczba strajkujących i dni strajkowych. To pozwoliło nam wyliczyć ilość dni straconych w tych fabrykach, wyniesie ona 40771 dni dla 9029 robotników pracujących w tych 28 fabrykach. Na jednego robotnika przypada zatem przeciętnie 4 i pół dnia straconych. Przypuszczając, że ta przeciętna będzie ogólną przeciętną w tym ruchu, otrzymamy ilość dni straconych przez 30000 robotników przez proste mnożenie. Wyniesie ona 135000 dni.

Przy niektórych fabrykach podana jest dokładnie lub w przybliżeniu cyfra aresztowanych. Jeśli te cyfry podsumujemy, zamieniając jednocześnie nieokreślone wyrażenie „mnóstwo” – przez 50, a „kilka” przez 5, to otrzymamy cyfrę 212 aresztowanych w 19 tylko fabrykach. Rozpatrując tę cyfrę na tle ogólnych represji rządowych, od razu musimy uznać ją za znacznie niższą od rzeczywistej. Istotnie „Robotnik” podaje ilość wysłanych do gmin na 1500, a osadzonych w więzieniu na kilkuset. Podług świadectwa jednego z rotmistrzów żandarmskich (Koniskiego), do sprawy uformowanej z powodu tego strajku a prowadzonej przez żandarmów, należało przeszło 360 oskarżonych. W spisach imiennych posiadamy tylko 27 nazwisk. /…/

Warszawski Komitet Robotniczy PPS podczas tego strajku wydał odezwę, po strajku drugą. Pierwsza rzucała hasło 8-godzinnego dnia roboczego, druga reasumowała wyniki strajku.

______________________________

 Powyższy tekst ukazał się w „Materiałach do historii PPS i ruchu rewolucyjnego w zaborze rosyjskim od r. 1893 do r. 1904”, tom II – 1898-1901, Nakładem Wydawnictwa „Życie”, brak daty miejsca wydania, dotychczas nie wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Poczyniono skróty obejmujące drobiazgowe wyliczenie miejsc, w których podjęto strajk oraz listę osób aresztowanych po strajku. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst opracowała Aleksandra Zarzeczańska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *