Mieczysław Niedziałkowski

Sprzeczności w bolszewizmie (odczyt)

[1921]

Istnieje pewna zasada, z którą zawsze przystępować trzeba do badania każdego zjawiska społecznego: „Non mirari, non indignari, sed intelligere”. Nie dziwić się, nie oburzać się, lecz zrozumieć. Jestem przekonany, że mój przyjaciel Czapiński, analizując źródła bolszewizmu, źródła, z których on powstał i które stworzyły jego ideologię, zasady tej pilnie przestrzegał. Ja również będę usiłował utrzymać się przez cały czas tego referatu, o ile możności, na zupełnie obiektywnym stanowisku.

Zacznę od przypomnienia tych kilku fundamentalnych podstaw myśli komunistycznej, z których cały gmach teorii i praktyki bolszewizmu wyrasta.

A więc przede wszystkim dyktatura proletariatu jako organizacja władzy państwowej, organizacja ujęta w formę ustroju sowieckiego rad delegatów robotniczych, włościańskich i czerwonoarmiejskich i zasada wreszcie, że ustrój państwowy sowiecki jest ostatnim historycznie ustrojem, jaki państwo w swym rozwoju przebywa, że po tym ustroju nastąpić już może tylko zanik samej funkcji państwowej społeczeństwa; że ustrój sowiecki, to jest to ostatnie narzędzie państwowe, które ma przezwyciężyć, zdruzgotać kapitalizm, po którym nastąpi już bezpośrednio wolne niepaństwowe społeczeństwo pracy.

Poseł Czapiński analizował w swym odczycie, w jaki sposób rzeczywistość zadała kłam tej teorii, jak warunki rosyjskiego życia, rosyjskiego ustroju społecznego i gospodarczego, rosyjskiej przeszłości społecznej spowodowały, że nastąpił głęboki rozdźwięk między teorią władzy sowieckiej, między ideologią i dążeniami jej przedstawicieli, a tymi wynikami, tymi realnymi skutkami, które byli oni w stanie osiągnąć. Zwrócił przede wszystkim uwagę na rolniczy charakter rosyjskiego społeczeństwa, na zacofanie tej szerokiej masy chłopskiej, która dopiero w sześćdziesiątych latach uwolniła się od pańszczyźnianego stosunku do dziedzica; na to dalej, że rosyjska klasa robotnicza ma za sobą dopiero historię jednego pokolenia, że rosyjska klasa robotnicza, która do r. 1905 była tysiącem nici związana z życiem chłopskim, nawet później, w okresie porewolucyjnym, aż do wojny światowej, aż do dnia dzisiejszego jeszcze tych nici zupełnie nie zerwała i dlatego, kiedy wojna i rewolucja wywołały głęboki kryzys gospodarczy, kiedy klasa przemysłowców została w Rosji złamana, wtedy przemysł upadł, gdyż zbyt małą była siła społeczna, zbyt małą była świadomość, zbyt małe wykształcenie techniczne masy robotniczej w Rosji, by była ona w stanie ten przemysł dźwignąć na własnych barkach. Nastąpiła masowa emigracja robotników z Petersburga, Moskwy, Kijowa i Charkowa z powrotem na wieś. Dzięki temu topniała ilość proletariatu miejskiego, topniała wraz z nią siła moralna, pewność siebie miejskiej klasy robotniczej, i stworzyły się te obiektywne warunki, z których wyrósł najciekawszy może w historii rosyjskiej rewolucji proces społeczny, proces, który w swoim czasie Martow nazwał procesem przechodzenia od dyktatury proletariatu do dyktatury komisarzy. Bo z chwilą, gdy zmieniła się społeczna podstawa władzy sowieckiej, gdy następnie wojna, jaką władza sowiecka od pierwszego niemal dnia swego istnienia prowadziła po dzień dzisiejszy, wywołała konieczność tworzenia potężnej, olbrzymiej armii; kiedy z tej konieczności wojowania, utrzymania się u władzy, utrzymania militarnej siły Rosji, wynikł szereg skutków w stosunku do organizacji przemysłu wojennego, do organizacji aprowizowania wojska i miast, do organizacji całych resztek gospodarczego życia rosyjskiego; kiedy słowem powstała niezbędna konieczność organizowania takiej sprężystej władzy, która by dla celów obrony państwa i obrony władzy sowieckiej mogła sięgać do każdej dziury prowincjonalnej, do każdego miasteczka, do każdego powiatu; wtedy władza sowiecka, jako władza masy robotniczej, musiała się przetworzyć we władzę tego grona ludzi, którzy cały ten przymusowy aparat państwowy dźwignęli, którzy na jego czele stanęli, którzy w dalszym ciągu tym aparatem kierowali. I poczynając od czerwca i lipca 1918, od chwili, gdy przegrało powstanie lewych eserów, gdy bolszewicy utracili ostatniego wewnętrznego we właściwej Rosji konkurenta, datuje się coraz to częstsze, coraz szersze koła obejmujące przechodzenie poszczególnych narzędzi życia państwowego, poszczególnych gałęzi państwowości rosyjskiej do rąk nie poszczególnych sowietów, nie centralnego wykonawczego komitetu, lecz do rąk poszczególnych komisarzy. Mając przed sobą rocznik pisma rosyjskiego, zawierającego dekrety wydawane przez Radę komisarzy ludowych, można z dnia na dzień obserwować, jak coraz to nowe gałęzie gospodarcze, coraz to nowe strony życia publicznego zostają wyjęte spod kompetencji miejscowych sowietów, a naturalnie tworzenie dla powstającej biurokracji coraz to nowych funkcji wymaga rozszerzenia jej składu osobistego, zwiększenia jej kadr i coraz bardziej, coraz szybciej, coraz gwałtowniej wyrasta ta wielka klasa rządząca, która nie wychodzi już z sowietów, która nie jest odwołalna z jednego dnia na drugi, jak mówi konstytucja sowiecka, która utrwala swe rządy, która się przetwarza w klasę rządzącą in permanentia, w klasę rządzącą stale, w klasę mającą już za sobą całe nieprzerwane miesiące, niekiedy lata uprawiania władzy państwowej.

Naturalnie, ta nowa klasa rządząca w swym składzie osobistym w dużej części pochodzi od tych warstw klasy robotniczej, które najbardziej były świadome, najlepiej zorganizowane, które nie poszły na wieś, lecz pozostały na miejscu w wielkich miastach fabrycznych, pochodzi przede wszystkim z tej warstwy robotników rosyjskich, która przez dwa lata skupiona była w rosyjskiej Partii Soc.-demokratycznej, a później przeszła do partii komunistycznej. Ludzie ci opuszczają te środowiska, w których pracowali dawniej, pozostawiają na uboczu maszyny i warsztaty pracy, a stają się fachowcami administracji państwowej, fachowcami w kierowaniu państwem, tzn. biurokratami. Ale ich jest za mało, by mogli wziąć na siebie te wszystkie ciężary, które stopniowe upaństwawianie całego życia rzuca na ich barki. I władza sowiecka na przełomie 1918 i 1919 r. zaczyna się oglądać naokoło siebie, skąd znaleźć, skąd wziąć tych ludzi nowych, te nowe niewyschnięte źródła odpowiednio przygotowanych jednostek, które by mogły uzupełnić, zasilić istniejące szeregi urzędników sowieckich, istniejące szeregi komisarzy różnego stopnia i różnej nazwy.

I wtedy właśnie rozpoczyna się druga część procesu, o którym mówiłem, rozpoczyna się wcielanie w życie hasła, które zwłaszcza z naciskiem ogromnym podnosił od wielu miesięcy Trocki, hasła, że rewolucja rosyjska korzystać winna ze specjalistów, tzw. speców i techników dla swych celów i dążeń. Rozpoczyna się poszukiwanie dla fabryk dawnych inżynierów, dawnych majstrów, dawnych pracowników biurowych, dla wojskowości dawnych generałów, dawnych oficerów i podoficerów, dla administracji cywilnej dawnych gubernatorów, naczelników powiatów, dawnych urzędników policyjnych i wreszcie dla czerezwyczajek, dla nadzwyczajnych komisji do walki z kontrrewolucją, spekulacją i sabotażem rozpoczyna się poszukiwanie fachowców i techników tej także strony dawnego życia rosyjskiego. Mam u siebie kilkanaście kolejnych numerów tygodnika czerezwyczajek „Jeżeniedielnika czriezwyczajnych komisij”, w których właśnie jego redaktor przyznaje otwarcie, że nie było innego wyjścia, że hasło poszukiwania specjalistów musiało być wcielone w życie także w stosunku do służby bezpieczeństwa publicznego, do jawnego i tajnego zbierania informacji o politycznych przekonaniach, politycznych przestępstwach, politycznych poczynaniach tych czy innych stronnictw, grup czy jednostek. I w tym samym tygodniku, najczęściej na ostatniej jego stronie, widnieje długa lista osób, w czrezwyczajkach pracujących, które zostały przez nią samą skazane za różne wykroczenia służbowe i przy każdym takim nazwisku spotykamy zazwyczaj krótką charakterystykę przeszłości tego człowieka, a więc… „Spirydynow, który w Twerze był agentem czerezwyczajki”, a koło tego w nawiasach „dawny prystaw dawnego cyrkułu m. Moskwy”, następnie agent moskiewskiej Ochrany, później przeniesiony do Ochrany kijowskiej, podczas rewolucji Kiereńskiego uwięziony, wreszcie zgłosił się do służby sowieckiej i został przydzielony do czrezwyczajki. I tego samego rodzaju curriculum vitae, tego samego rodzaju historię osobistą spotyka się prawie przy każdym nazwisku takiego agenta czerezwyczajki karanego za nadużycia, który widocznie pozostał wierny swym dawnym służbowym przyzwyczajeniom z czasów jeszcze caratu.

I powstało w Rosji, jako wynik tego procesu, o którym wciąż mówię, to zjawisko, które przewidywał przed niewielu laty dla całego rozwoju wszechświatowej rewolucji jeden z najtęższych współczesnych umysłów, wielki syn Helwecji Vilfredo Pareto: klasa rządząca, którą nazwać można elitą rządzącą, ta grupa ludzi najbardziej z danym środowiskiem zgrana, przygotowana, energiczna, najbardziej zdolna do niektórych funkcji państwowych, ta elita, nazwijmy ją elitą X, okazała się zbyt słabą, zbyt stosunkowo nieliczną, by mogła wszystkim swym zadaniom sprostać, i musiała się zwrócić do poprzedniej elity rządzącej, nazwijmy ją elitą Y, która rządziła Rosją przed rewolucją. I nastąpiło to, że część elity Y zgodziła się na nowy ustrój państwowy, na nową organizację władzy za cenę wzięcia udziału w tej władzy.

I na czele Rosji stanęła suma dwóch żywiołów: elita X i część asymilowana z nią elity Y. W tym kryje się może największe niebezpieczeństwo wewnętrzne dla rozwoju rewolucji rosyjskiej. Bo jeżeli elita X, ta elita komunistyczna, która wyrosła z nielegalnej, długoletniej walki organizacyjnej, przynosi z sobą do rządu wszystkie swe nawyki, swój sposób myślenia, swe nastroje, swój dawny antagonizm, swe żale i bóle, to elita Y, z której pełną dłonią czerpał Trocki dla organizacji wojska, z której czerpano do organizacji czerezwyczajek, do służby cywilnej, administracji gubernialnej i powiatowej, ta elita Y, ci dawni urzędnicy, oficerowie, policjanci, biurokraci przynieśli z sobą znowu swe własne przyzwyczajenia, nastroje, nawyki, swój skład umysłu, swą całą psychikę dawną, jako swoją ofiarę, swoją daninę, do psychologii biurokracji sowieckiej w Rosji. A jak zwykle, gdy dwa środowiska ludzkie spotykają się, gdy starają się wspólnie pracować, następuje to, co nazywamy „dyfuzją”, wymianą myśli, wymianą mózgów –wzajemny wpływ na siebie i z tego wszystkiego wytwarza się wreszcie nowy typ człowieka, nowy typ biurokraty, nazwijmy go X plus Y, w którym aż nadto dużo będzie tych cech umysłowości, moralności, nastrojów itd., które ta dawna przedrewolucyjna elita, ta jej część oderwana, do wspólnej psychologii wniosła.

I jeżeli władza sowiecka w swym założeniu teoretycznym miała być bezpośrednio władzą klasy robotniczej, miała być ostatnim słowem robotniczej demokracji – w swej słynnej książce „Państwo a rewolucja” powiada Lenin, że władza sowiecka ma tę olbrzymią wyższość nad demokracją w zwykłym znaczeniu tego słowa, że przedstawiciel sowietów może być w każdej chwili przez swych mocodawców odwołany, podczas gdy wyborcy parlamentarni, wyborcy rad gminnych muszą czekać miesiącami, może latami, zanim będą mogli znowu obdarzyć, albo nie obdarzyć zaufaniem swego przedstawiciela, to na miejsce tego teoretycznego założenia powstał ustrój zupełnie swoisty, ustrój, który w swej treści socjologicznej przypomina bardzo znaną dawną formę organizacji rosyjskiej władzy państwowej, ustrój, w którym od siebie odcinają się wyraźnie dwa nawarstwienia: szeroka, olbrzymia masa, która jest rządzona, która musi być bierna, której nie wolno ani wydawać gazet, jakie jej się podoba, ani wygłaszać mów, jakie jej się podoba, ani organizować stowarzyszeń według swej woli, a nad którą mamy znowu warstwę niewielką ludzi zgranych, spoistych, zwartych, która rządzi.

Bo zazwyczaj robimy jeden duży błąd, mówiąc o tym, jak określić sposób rządzenia w danym kraju: w gruncie rzeczy rządzi społeczeństwem nie osobisty skład rady ministrów czy rady komisarzy ludowych, nie to jest najważniejsze, czy pan A albo pan B ma taką, czy inną tekę w swym ręku, lecz decyduje fizjonomia tej całej klasy, która w swym ręku ma rządy. Klasy tej psychologia, jej nastrój, jej konstrukcja umysłowa, to są te rzeczy, które rozstrzygają o wprowadzeniu w życie tych czy innych ustaw, tych czy innych rozporządzeń władzy wyższej.

Wyobraźmy sobie, że dziś powstaje w Polsce rada ministrów socjalistyczna i wyobraźmy sobie, że jednocześnie cały dzisiejszy aparat administracyjny pozostaje bez żadnej zmiany: są ci sami starostowie, ci sami naczelnicy policji, ci sami policjanci, ci sami pracownicy biurowi, wszyscy bez żadnej zmiany; naturalnie każdy z nas odczułby pewną zmianę, każdy z nas odczułby pewien nowy powiew, ale jeżeli chodzi o treść funkcjonowania państwa, powiedzmy o stosunek starosty do ludności, o zachowanie się biurokracji, o manipulację biurokratyczną itd., itp., to niewątpliwie pomimo zmiany gabinetu te rzeczy uległyby bardzo nieznacznej tylko modyfikacji.

Dlatego też, jeżeli mowa o dzisiejszej taktycznej organizacji władzy państwowej w Rosji, to decydują nie podmiotowe chęci tego czy innego komisarza ludowego, nie to, czego chce, powiedzmy, Piotrowski, jako dawny komisarz spraw wewnętrznych, lecz decyduje to, jak myśli, jak czuje, jak umie postępować ta szeroka masa drobnych komisarzy i komisarzyków, którzy siedzą w jakiejś permskiej wsi, czy w Wiatce, których lud bezpośrednio spotyka, którzy bezpośrednio temu ludowi wydają rozkazy i bezpośrednio ludem tym rządzą.

A każda biurokracja ma jedną cechę swoistą, stwarza specjalną psychologię, a biurokracja, nie krępowana żadną władzą nadzorczą, nad którą nie wisi żaden miecz Damoklesa kontroli parlamentarnej, albo nawet, jak obiecywano w Rosji, kontroli sowietów, gdyby sowiety miały do tego zdolność – taka biurokracja wytwarza odrębnych w swej psychologii ludzi, którym się zdaje, że mogą wszystko, albo przynajmniej prawie wszystko, którym się zdaje, że najważniejsze jest to, aby oni wydali rozkaz i których stosunek do społeczeństwa staje się w bardzo krótkim czasie stosunkiem tego, który rozkazuje do tych, którzy mają słuchać. Ta właśnie psychologia została wytworzona wśród kierowniczych elementów rosyjskich bolszewików, musiała być wytworzona przez kilkanaście miesięcy ich formy pracy, ich formy organizacji i kierowania państwem i skoro raz została wytworzona, co spostrzegł doskonale właśnie Lenin, przeciw czemu wygłosił swą słynną, olbrzymią mowę na ostatnim kongresie rosyjskiej partii komunistycznej, przeciw czemu usiłował walczyć, ogłaszając rozporządzenie, że każdy komisarz jest obowiązany co kilka miesięcy, na pewien czas przynajmniej, powrócić do swej dawnej funkcji obywatela, robotnik do fabryki, kolejarz do kolei, intelektualista do swej pracy dziennikarskiej czy innej, a co nie zostało dokonane, gdyż zostało uznane za niemożliwe do wykonania – ta psychologia musiała się odbić i na każdej innej stronie działalności tych ludzi, którzy w masie kilkudziesięciu tysięcy mają dziś w swym ręku losy narodu rosyjskiego, i ona jak czerwona nić przechodzi, przebija się przez całą historię dotychczasową, przez całą praktykę i całą taktykę tzw. III komunistycznej międzynarodówki.

W tej chwili nie chodzi mi o ideologię, ale o to, na czym polegają te organizacyjne, techniczne nowe rzeczy, które III międzynarodówka wnosi do życia klasy robotniczej całego świata. Zostały one po raz pierwszy sformułowane jeszcze w roku 1917, przed rewolucją bolszewicką, przez Zinowiewa w jego książce pod tytułem „Międzynarodówka a wojna”, w której powiedział on, że jedną z głównych przyczyn klęski w tej wojnie II międzynarodówki, która nie potrafiła ani wojnie przeszkodzić, ani jej powstrzymać, było to, że została ona zorganizowana na podstawie federacyjnej, na podstawie zupełnej swobody każdej poszczególnej sekcji narodowej, na podstawie faktycznej niezależności socjalistów francuskich czy angielskich czy niemieckich od biura międzynarodowego. I żeby zaradzić temu złu, powstała już wtedy teza, że międzynarodówkę trzeba przebudować na podstawie ścisłej centralizacji, i ta to właśnie myśl legła u podstaw statutów III międzynarodówki i ten sam Zinowiew, otwierając w końcu lipca br. II kongres III międzynarodówki, raz jeszcze wyraźnie i mocno tę tezę swą uwypuklił, podkreślił i raz jeszcze ją mocno postawił. Powiedział wtedy, że III międzynarodówka to nie jest żaden związek poszczególnych partii, to jedna wielka organizacja, która ze względów czysto technicznych musi się dzielić na poszczególne odłamy i oddziały, ale w której każdy odłam i oddział podlega rozkazom tych, którzy stoją na czele, u góry, tych, którzy tworzą komitet wykonawczy tej międzynarodowej organizacji.

I stąd wynikło tych słynnych 21 warunków, które komunistyczna międzynarodówka postawiła tym wszystkim partiom, co wystąpiły z II międzynarodówki, ale nie chciały jeszcze przystąpić do trzeciej, te słynne 21 warunków, wśród których są takie, jak obowiązek, by przynajmniej 2/3 centralnych komitetów składały się ze zwolenników partii wyraźnie komunistycznej, by odpowiednio były obsadzone redakcje pism, by każda partia poszczególna zobowiązała się w każdym swym posunięciu politycznym na większą skalę podlegać ściśle rozkazom i dyrektywom przychodzącym z Moskwy czy z innego miasta, gdzie będzie rezydował centralny komitet wykonawczy całej międzynarodówki.

I w tym właśnie, w tym łatwym przyjęciu dawnego hasła Zinowiewa, odbił się skutek tej psychologii, jaka się wytworzyła u bolszewików rosyjskich pod wpływem ich roli w rosyjskim państwie, pod wpływem zbiurokratyzowania rzeczypospolitej sowieckiej; odbiło się wyraźnie to przeświadczenie, że istotnie siła organizacji, jej potęga, jej wartość, jej posunięcia zależą nie tyle od nastrojów, dążeń i psychiki mas, ile od sprężystości i karności czysto organizacyjnej, od energii, woli i mocy tej drobnej warstwy ludzi, która stoi na czele organizacji. I w tym też właśnie punkcie nastąpił najgłębszy może rozdźwięk między wodzami III międzynarodówki a tymi socjalistami Zachodu, którzy przyjmując często pozornie ideologię komunistyczną, przyjmując hasło dyktatury proletariatu, mają jednak zupełnie odmienną psychologię, odmienny sposób myślenia i sposób odczuwania.

Psychologia bolszewików rosyjskich, to psychologia ludzi, którzy ani jeden rok nie żyli w warunkach demokracji, którzy nigdy nie byli naprawdę kierownikami masowego jawnego ruchu. Psychologia socjalistów Zachodu to psychologia ludzi, którzy przez cała lata kierowali właśnie jawnym ruchem masowym, którzy przywykli być w daleko wyższym stopniu wyrazicielami nastrojów mas, niż ci, którzy z zewnątrz przychodzą i masom tym taki czy inny czyn usiłują narzucić.

Z tej właśnie swoistej rosyjskiej psychologii bolszewików wynikł tzw. Bluff System rewolucyjny, stosowany bez żadnego powodzenia w 1919 r. w Niemczech i Austrii, ten system, który miał nadzieję, że można osiągnąć władzę przez zupełnie sztuczne zorganizowanie zbrojnego powstania w kraju, w którym nie ma warunków ani gospodarczych, ani politycznych po temu, by komuniści tę władzę objąć mogli. Takim typowym przykładem „Bluff Systemu” jest ta znana z ubiegłego roku, istotnie humorystyczna próba rewolucyjnego przewrotu w Austrii niemieckiej, w której wszystkie konkretne starania o przewrót sprowadzały się (jak to stwierdził na ostatnim kongresie austriackiej socjalnej demokracji tow. Fryderyk Adler) do tego, by przekupić policję austriacką i w ten sposób umożliwić zajęcie gmachu parlamentu i nawet nie pomyślano o tym, co będzie dalej. I naturalnie cała próba skończyła się starciem tłumu z innym oddziałem policji, kilkoma trupami i na tym wszystko.

Pomimo to, pomimo tych wszystkich cech swoistych, których pochodzenie nie tak trudno zbadać i które nietrudno poddać szczegółowej analizie, III międzynarodówka rozwija się szybko i szybko postępuje naprzód, ale rozwija się szybko i postępuje naprzód w odwrotną stronę, niż z początku chcieli jej wodzowie, nie na zachód, lecz na wschód.

Jeżeli ktoś weźmie do ręki spis delegatów obecnych na drugim kongresie, który odbył się w Moskwie od końca lipca do 7 sierpnia br., zobaczy olbrzymią listę różnego rodzaju wschodnich nazwisk: tureckich, induskich, blicharskich, chiwańskich itd. Kto weźmie duży rozdział w stenograficznym sprawozdaniu z tego kongresu, rozdział, który ma napis „Zagadnienia kolonialne i narodowościowe” i przeczyta sprawozdania, które kongresowi międzynarodówki robotniczej dają przedstawiciele ruchów rewolucyjnych wschodnich, ten od razu spostrzeże jedną, niezwykłą i ciekawą rzecz, że ci wszyscy panowie, którzy dają te sprawozdania, mówią nie o ruchu komunistycznym robotniczym w swych krajach, lecz o ruchu narodowo-rewolucyjnym. Przedstawiciel Indii angielskich powiada: W moim kraju organizacja moja obejmuje masy włościańskie, nieco inteligencji i nieco burżuazji. Klasa robotnicza zupełnie nie jest jeszcze tą organizacją dotknięta. Organizacja w tej chwili ma jedno główne zadanie: usunięcie panowania Anglii. – Przedstawiciel Turcji znowu powiada: Organizacja moja ma na celu przygotowanie odzyskania taktycznej niepodległości Turcji w stosunku do mocarstw Ententy. Przedstawiciel Buchary czy Chiwy oświadcza: Organizacja moja ma na celu odparcie obcego imperializmu, który z różnych stron, pod różnymi maskami wysuwa swe dłonie po moją ojczyznę. Itd., itd. Ten sam refren, ta sama piosenka, ta sama melodia przez wszystkie te niezliczone sprawozdania przedstawicieli nie rewolucji komunistycznych, lecz rewolucyjno-narodowych ruchów wschodu.

I na tym polega ta obecna siła twórcza, siła rozwoju III Międzynarodówki, że składa się ona z dwóch odrębnych czynników, dwóch odrębnych elementów: z komunistów krajów europejskich, przede wszystkim Rosji i kilku innych wschodnioeuropejskich krajów, w małym stopniu Niemiec, Francji, w jeszcze mniejszym Anglii, Holandii, Belgii, a następnie z bardzo silnych prądów narodowo-rewolucyjnych, zachodniej Azji przede wszystkim, organizacji, które mają w tej chwili na celu wyzwolenie swej ojczyzny, które szukają w Europie sprzymierzeńca i znalazły go w tej organizacji, która bezwzględnie walcząc z kapitalizmem europejskim, musi także podcinać korzenie tego kapitalizmu wszędzie tam, gdzie są najmocniejsze, tzn. w koloniach na wschodzie. Bolszewizm uczynił jedno zupełnie słusznie, bardzo głębokie posunięcie: zrozumiał, że uderzyć naprawdę mocno w imperializm i ustrój dzisiejszy trzeba nie tylko w Paryżu, Londynie i Berlinie, lecz także w koloniach; uczynił to zupełnie słuszne spostrzeżenie, że kapitalizm może po prostu, usiłując ocalić swe istnienie, dojść do porozumienia z własnymi robotnikami kosztem kolonii. Ale natychmiast przesadził ten punkt widzenia, gdy oświadczył, że najważniejsze jest uderzenie w kapitalizm w jego odnogach kolonialnych; ale jedno powiedział sobie, że dla tego celu trzeba zawrzeć nie tylko sojusz z narodową rewolucją wschodu, lecz trzeba stworzyć z nią po prostu wspólną organizację, i stąd wynikł ten paradoksalny fakt, którego nie byli w stanie zrozumieć najbardziej lewicowi socjalni demokraci Zachodu, że na konferencji komunistów w Baku witano owacyjnie Envera Paszę, generalissimusa armii tureckiej, dawnego przyjaciela Wilhelma, wodza młodoturków, typowego reprezentanta wielkiej, bogatej burżuazji tureckiej.

I stąd wreszcie wynikła najgłębsza może sprzeczność wewnętrzna, ideowa komunistów. Ci sami ludzie, którzy w Europie stanęli na gruncie więcej niż międzynarodowym, na gruncie kosmopolitycznym, którzy usiłują odsunąć z prac istotnych robotników zagadnienia narodowościowe, ci sami ludzie z głębokim szacunkiem, z głębokim uznaniem przychodzą do patriotyzmu, do wyznania, do szowinistycznych nieraz nastrojów ludów wschodnich. Ci sami ludzie, którzy potępiają – jako socjalszowinizm – obronę swej ojczyzny we Francji, w Polsce czy w Austrii czy gdzie indziej w Europie, ci sami ludzie powiadają, że trzeba pomóc wszelkimi siłami obronie ojczyzny Indusów, Turków, mieszkańców Buchary i Chiwy, i ta sprzeczność wewnętrzna, która może nie uderza tam, gdzie z sobą spotykają się najwyżsi, najbardziej wybitni przedstawiciele obu tych odłamów, obu części III Międzynarodówki, ta sprzeczność wewnętrzna zaczyna bić w wielki dzwon na trwogę, skoro zaczęła schodzić z wyżyn teorii do mas, bo nie można jedną dłonią pisać, że papier ten jest biały, a drugą dłonią, że on jest czarny; nie można stając ku zachodowi twarzą, oświadczyć, że wszystko to, co dotyczy narodowej kultury, to socjalszowinizm, a stając twarzą ku wschodowi, mówić, że ocalenie, obrona na przykład islamu, to jedno z najważniejszych zadań każdej klasy robotniczej w imię idei braterstwa ludów, w imię prawa każdego narodu do stanowienia o własnym losie, bo nie może być dwoistej buchalterii tam, gdzie chodzi o politykę mas, a nie o konstrukcje umysłowe przy lada zielonym stoliku.

Dlatego też, jeżeli weźmiemy do ręki jakiekolwiek sprawozdanie zachodnioeuropejskiej partii komunistycznej i zobaczymy spis książek i broszur, które ona wydała i przeczyta kilka numerów jej organu, a równocześnie weźmiemy do ręki takie pismo, jak „Życie narodowości”, organ urzędowy komisariatu do spraw narodowości w Moskwie, i zobaczymy, z jaką serdecznością, czułością to „Życie narodowości” mówi o narodowych, patriotycznych ideałach ludów wschodnich, a jak jednocześnie pisma tego samego kierunku w Berlinie czy Paryżu czy Warszawie uderzają gwałtownie na ten pogląd, że narodowa kultura nie jest objawem wstecznym, lecz jest koniecznością dla każdej klasy społecznej, dla przyszłości każdego narodu, to zobaczymy, że dotychczas ruch komunistyczny nie zdołał przezwyciężyć tej swojej najgłębszej może, jak powiedziałem, sprzeczności wewnętrznej.

A jednocześnie zawiodło najważniejsze oczekiwanie III Międzynarodówki. Na pierwszym jej kongresie, kongresie bardzo jeszcze nielicznym, który skupił stosunkowo bardzo drobne grupki komunistów sąsiadujących z Rosją krajów, powiedziane było, że lada rok wybije ta wielka godzina wszechświatowej rewolucji, powiedziane było, że lada rok nastąpi wcielenie w życie władzy sowieckiej wszędzie. Minęły długie miesiące, miesiące które były w Europie stopniowym wzrastaniem fali reakcyjnej, i nastąpiła gruntowna zmiana całej taktyki komunistycznych partii zachodu, taktyki, która w 1919 r. była taktyką przygotowania powstania zbrojnego, a która w r. 1920 stała się taktyką przygotowania list kandydatów do wyborów parlamentarnych. Ta sama komunistyczna partia austriacka, która rok temu w ten sposób, o jakim mówiłem, szykowała zbrojne powstanie, przed miesiącem oddała swe głosy na jawne, publiczne wybory do parlamentu austriackiego. Ta sama partia niemiecka, która w r. 1919 kilkakrotnie porywała się do broni, która piętnowała niezawisłych socjalnych demokratów jako oportunistów za uczestniczenie w wyborach do konstytuanty niemieckiej, ta sama partia niemieckich komunistów wzięła czynny udział w wyborach do niemieckiego parlamentu. I kiedy Lenin przed rokiem pisał broszury o „socjal-oportunizmie”, to teraz napisał nową broszurę pn. „Radykalizm chorobą dziecięcą ruchu komunistycznego”, w której w sposób niesłychanie zjadliwy, niesłychanie gwałtowny, a jednocześnie prawie zawsze bardzo słuszny i dowcipny rozprawia się z tym lewym odłamem europejskiego komunizmu, który po dzień dzisiejszy chciał pozostać wiernym swemu własnemu sztandarowi sprzed dwóch lat.

A dwoistość taktyki III Międzynarodówki staje się jeszcze wyraźniejszą, jeżeli tę praktykę porównamy z teoretycznym zagadnieniem tej międzynarodówki, o którym mówiłem przed chwilą. Podczas gdy partie komunistyczne zachodu stają ze swej strony spokojnie do wyborów parlamentarnych, pracują w legalnych, jawnych związkach zawodowych, wydają najspokojniej legalne, jawne pisma, rewolucyjno-narodowe partie wschodu urządzają zbrojne wybuchy, spiski wojskowe, składy broni i amunicji, i tu coraz wyraźniejszym się staje, że właściwa rewolucyjna praktyka bolszewizmu skupiła się dziś nie w Berlinie, Paryżu czy Londynie, ta prawdziwa praktyka rewolucyjna, to przygotowanie zbrojnych ruchów, jest właśnie w Persji, Indiach, Afganistanie; że zadaniem praktyki rewolucyjnej w Rosji bolszewickiej w tej chwili jest przygotowanie zbrojnej rewolucji uciśnionych narodów Wschodu; ich rewolucja społeczna zaczyna stopniowo przetwarzać się w czynną, wspólną narodową rewolucję Wschodu, a to naturalnie uzyskuje już zupełnie odmienny sens, zupełnie odmienne znaczenie pod każdym względem, a zwłaszcza ze stanowiska komunizmu.

Powiedziałem, że zwrócenie uwagi na los ludów wschodnich, to może największa zdobycz komunistycznej myśli, i jeżeli coś socjalizm powinien od komunizmu przejąć, to właśnie to szczere uczucie zainteresowania się losem i przyszłością uciśnionych ludów wschodnich. Ale to zainteresowanie się może być tylko sojuszem, może być tylko pomocą tej klasy, która na swoim sztandarze wypisała wolność całej ludzkości, tej części ludzkości, która po dziś dzień pozostaje w karbach choćby najbardziej łagodnego wyzysku; nie może być nigdy zespoleniem i utożsamieniem się z ludami, które jeszcze nie osiągnęły tego stopnia rozwoju gospodarczego, który my już usiłujemy przekroczyć.

I w tych ostatnich posunięciach taktycznych komunizmu, w tym rzuceniu się całą siłą w rewolucyjne sprawy Wschodu, mieści się także najcięższe logiczne potępienie całej ich konstrukcji teoretycznej. Bo jeżeli zadaniem klasy robotniczej w ich ujęciu jest pomoc tym wszystkim ludom, które są uciśnione na Wschodzie, to zadania klasy robotniczej wykraczają już poza obręb ściśle klasowych interesów i potrzeb proletariatu, to w takim razie opuszczamy już ten grunt, na którym tak mocno stał komunizm po dzień dzisiejszy, a przechodzimy z powrotem na grunt socjalnej demokracji. Bo na czym polega najgłębsza może ideowa i moralna różnica między socjalizmem a komunizmem; między tym punktem widzenia, który na swym sztandarze wypisała demokracja socjalna, a tym, którego bronili dzisiejsi władcy Rosji? Na tym, że myśmy sobie powiedzieli, tak samo, jak ongi mówili Mars i Engels, a przed nimi jeszcze wielcy utopiści, że klasa robotnicza rozpoczyna swój wielki bój przeciw kapitalizmowi nie w imię tylko swego własnego interesu, lecz w imię potrzeb całej ludzkości, że klasa robotnicza poszła na swoją wielką walkę nie po to tylko, by siebie wyzwolić z pęt, by siebie ulokować tak wysoko, jak dawniej była burżuazja, a ją zepchnąć poniżej siebie, lecz po to, by w ogóle znieść ustrój klasowy, by w ogóle w miejsce obecnego ustroju zbudować ustrój nowy, ustrój wolny. A jeżeli tak jest, jeżeli klasa robotnicza podnosi sztandar obrony wszystkich uciśnionych, wszystkich, którym źle, wszystkich wyzyskiwanych i krzywdzonych, to w takim razie już stoimy u wrót tego światopoglądu, któremu na imię demokracja.

Bolszewicy popełnili jeden wielki błąd, błąd, z którego wynikła cała sprzeczność wewnętrzna ich ideologii, z którego wynikł ten proces rozwojowy, o którym mówiłem na wstępie, a który doprowadził od dyktatury sowietów do dyktatury sowieckiej biurokracji; błąd, który najlepiej może określił Karol Kautsky, mówiąc: Socjalizm to nie tylko chleb dla wszystkich, to także wolność dla wszystkich, a wolność nie jest mniej ważna, aniżeli chleb.

Mieczysław Niedziałkowski

_________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w broszurze „U źródeł bolszewizmu. Dwa odczyty posłów sejmowych, Kazimierza Czapińskiego i Mieczysława Niedziałkowskiego”, Nakładem Ludowego Spółdzielczego Towarzystwa Wydawniczego we Lwowie, Lwów 1921. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.  

Jeden komentarz nt. “Sprzeczności w bolszewizmie (odczyt)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *