Antoni Szech

Socjalizm a Kościół

[1906]

Zadaniem Kościoła jest nie tylko przechowywać i głosić zasady chrystusowej Ewangelii, ale starać się jeszcze o to, aby te zasady coraz głębiej przenikały do dusz ludzkich i wsiąkały coraz głębiej w instytucje, w prawa, w urządzenia państw i narodów.

Aby te wzniosłe nauki, ogłoszone zrazu nad błękitnymi wodami genezareckiego jeziora i na uśmiechniętych górach Galilei, rozeszły się po świecie szerokim – stały się najwyższym prawem ludzkości, jedyną regułą życia nie pojedynczych już tylko osób, ale i społeczeństw świata.

Aby one zatriumfowały i w stosunkach międzynarodowych, i w urządzeniach wewnętrznych stosunków w każdym narodzie z osobna.

By to jasne słońce wielkich ideałów chrystusowych, które weszło krwawo z Palestyny i świeci zamglone, przygasłe, rozbłysło niepokalanym, jasnym światłem nad ludzkością całą – światłem miłości, sprawiedliwości, szczęścia.

„Ojcze – przyjdź Królestwo Twoje” – o to Chrystus kazał się modlić w pacierzu.

Oto słowa, które każde najmłodsze dziecię chrześcijańskie szepce już drobnymi ustami.

„Przyjdź Królestwo Twoje” – powtarza chrześcijanin przez całe swe życie – i konającymi, jeszcze stygnącymi wargami tę prośbę zanosi.

„Królestwo Twoje” – to Królestwo Boże – Królestwo prawdy, dobra, piękna, miłości, bo tym wszystkim jest Bóg.

To Królestwo, w którym krzywdy nie będzie żadnej, ani egoizmu, ani nienawiści, gdzie wszyscy będą braćmi, wszyscy ożywieni jednym pragnieniem dobra i szczęścia innych, wszyscy połączeni miłością – i z miłości tej gotowi do ofiar, do poświęceń dla innych, by coraz lepiej, coraz jaśniej, coraz szczęśliwiej, coraz bardziej po Bożemu stawało się na świecie.

„Szukajcie Królestwa Bożego”.

To szukanie Królestwa Bożego – to dążenie, by ono zapanowało w nas i wkoło nas, zanim nam zajaśnieje w przyszłości za grobem, to pożądanie wielkie, z całym serca zapałem, z zapomnieniem o wszystkim innym, jako rzeczy jedynie potrzebnej, przy której wszystko inne będzie przydane, bo z nim przyjdzie wszystko – to właśnie treść chrześcijańskich obowiązków.

To istota praktycznego chrystianizmu. I nie jest właściwie chrześcijaninem, kto tego rozkazu nie spełnia, kto tego pragnienia nie piastuje w duszy, kto tą tęsknotą nie tęskni, kto tym pożądaniem świętym nie pożąda.

Może mieć pozory chrześcijanina – jak faryzeusze mieli pozory cnoty – ale chrześcijaninem nie jest.

I jeśli nie pragnie, nie dąży, nie czuje pożądania tego – to kłamie, wymawiając te słowa „Przyjdź Królestwo Twoje”.

Dążyć do tego Królestwa Bożego, dążyć zawsze – osiągnąwszy trochę, dążyć dalej, by osiągnąć więcej, wszedłszy w światło iść dalej i dalej w blaski, w nieskończoność dobra – oto obowiązek i zadanie Kościoła.

I ludzkość tam wprowadzić w przyszłość, blasków pełną.

Toteż idea socjalistyczna, o ile się ona przyczynić chce do wprowadzenia sprawiedliwości w stosunki społeczne, do uszczęśliwienia ludzkości, o ile celem jej dobro przyszłe świata – nie tylko nie sprzeciwia się Kościołowi, ale owszem jest arcychrześcijańską.

Socjalizm jest w tym znaczeniu wprowadzeniem idei chrześcijańskiej w urządzenie społeczne.

Jest chrześcijańskim bez względu na to, że socjalizm żąda zupełnej zmiany obecnego ustroju.

Ustrój obecny z nieba nie zstąpił – on jest rezultatem przeszłości, wytworem warunków historycznych, podległym ewolucji, jak wszystko.

Nie tylko raz, ale nieskończone razy może się on zmienić, to nie tylko nie obrazi idei chrześcijańskiej, ale owszem będzie to w myśl jej, bo ona popycha ludzkość wciąż naprzód, dopóki Królestwo Boże – a więc jak najdoskonalsze szczęście – nie zabłyśnie na świecie.

Kościół bynajmniej nie stoi na straży obecnego ustroju – obecny ustrój jest zły i niesprawiedliwy, raczej pogański i na pogańskich wyrosły zasadach, nie na chrześcijańskich.

Dość się rozejrzeć po świecie i uprzytomnić sobie tę nędzę milionów, to pozbawienie ludu możności kultury, choćby naprawdę jej pragnął, te rzesze dzieci bezdomnych, tułających się bez dachu, wychowujących się na ulicach, te mieszkania ohydne, gorsze od bydlęcych, gdzie sypiają, chorują, rodzą się, umierają ludzie, ten nierząd publiczny, mnóstwo chorób, zwyrodnienie, niesprawiedliwość międzynarodowa, militaryzm, wojny – aby przestać utrzymywać, że jest dobrze i by zrozumieć, że zmian potrzeba – i zmian wielu bardzo, bardzo wielu.[1]

Bóg tylko jest absolutnym Panem świata – wszystko do niego należy bezwzględnie, człowiek ma tylko własność względną.

Bóg oddał ziemię we władanie ludziom, ale nie pojedynczym, lecz całemu ludzkiemu społeczeństwu.

Społeczeństwo ma prawo tak się na ziemi urządzić, jak względnie do okoliczności uważa za najlepsze dla siebie.

Urządzenie tych rzeczy – unormowanie własności, stosunki ekonomiczne – to rzecz społeczeństwa.

Ono ma prawo urządzić ustrój społeczny taki, jaki za najpożyteczniejszy dla ogółu uważa.

Idealnym ustrojem, według pojęć Kościoła, będzie taki, w którym najmniej byłoby niesprawiedliwości i krzywdy, a najwięcej szczęścia i warunków duchownego rozwoju i moralnego podniesienia dla wszystkich.

Jeśli się mówi, że Kościół stoi na straży porządku społecznego i ustroju społecznego, to nie w tym znaczeniu, żeby miał bronić tego koniecznie, który jest dzisiaj i uważać go za najlepszy – ale że pielęgnując w duszach cnotę w ogóle, jest pierwiastkiem hamującym zakusy ujemne, dążenia do niepokoju dla niepokoju, nie dążenia skierowane do uzdrowienia, poprawienia, podniesienia ludzkości.

Toteż Kościół właściwie własnego programu ekonomicznego nie ma.
Jego programem jest, jak nadmieniłem, dążenie, aby jak najmniej było krzywdy, a jak najwięcej warunków dla szczęścia i rozwoju.

Rzeczą jest społeczeństwa obmyślić sobie – i urządzić warunki te.

Czy program socjalistyczny, tak zwany dalszy, jest dobrze obmyślony, czy marzenie socjalistów o urządzeniu świata według myśli Marksa, jest możliwe, czy to da szczęście światu – o tym można dyskutować.

Czy ustrój socjalistyczny będzie lepszym, czy nie należy przyszłości obmyślić inaczej, albo przyszłość pozostawić przyszłości, a czynić to, co dzień za dniem do czynienia dobrego przynosi – o tym mogą być różne zdania.

Program ustroju Marksa i socjalistów można krytykować w imię nauki, w imię ekonomii politycznej, w imię filozofii czy psychologii mas, ale w imię idei Chrystusowej – właściwie nie.[2]

O ile by on dał światu szczęście, to on najzupełniej zgodny z ideą chrześcijańską.

O ile w zamiarach socjalistów jest to dążenie, to one są chrześcijańskimi.

I socjalista każdy – jeśli jest przejęty istotnie pragnieniem szczęścia dla ludzkości, dla świata, jeżeli nim powoduje nie interes osobisty, ale dobro innych – to on jest chrześcijaninem w duchu, chociażby się za takiego nie miał, chociażby sam nie wiedząc co czyni, bluźnił Bogu i Chrystusowi.

Ważniejszą rzeczą jest czyn niż słowa, więcej znaczy czynić jak mówić, wielu jest takich, co mówią dużo o swym chrystianizmie, a są jak owi, o których powiedział Chrystus: „Ten lud wargami mnie chwali – a serce jego dalekim jest ode mnie”.

A mogą być i tacy, co nie mówią, nie czują się chrześcijanami, nie mają się może za chrześcijan, a są nimi w duchu i prawdzie, jeśli ożywiają ich pragnienia Chrystusowe, jeśli jak Chrystus tak i oni żyją – by królestwo Ojca Niebieskiego zaszczepić na świecie.

„Ojcze, przyjdź królestwo Twoje”.

Więc tedy z ideą socjalistyczną może kto nie sympatyzować, program socjalistyczny może kto zwalczać – ale potępiać tę ideę jako niechrześcijańską, nie ma prawa.

Socjalizm o podobnych dążeniach jest chrześcijańskim – on wyrósł z idei chrześcijańskiej, on nawet szerszy się głównie w krajach chrześcijańskich, gdzie serca przepojone ewangelicznymi ideałami.

On dąży do spełnienia tego, do czego zmierza chrystianizm – do sprawiedliwości i szczęścia.

On może być niepraktyczny, może być niemożliwy do urzeczywistnienia, może być niezgodnym z tym lub owym – ale nie z ideałem chrystianizmu.

I ustrój obecny jest bardziej niechrześcijańskim niż ustrój społeczny w myśl socjalizmu.

Toteż Kościół jako taki nigdy socjalizmu nie potępił – i mówi nieprawdę, kto głosi, że socjalizm jest potępiony przez Kościół.

Papieże nieraz występowali przeciw socjalizmowi w pewnej jego formie – przeciw socjalizmowi takich, którzy głosili rzeź lub chcieli natychmiastowego przewrotu, którzy głosili zniesienie małżeństwa, walkę z Kościołem itp. – ale socjalizmu właściwego, socjalizmu, co ma na celu usunięcie nadużyć i wywalczenie koniecznych reform dziś i dąży do usunięcia źródeł niesprawiedliwości społecznej jutro, na drodze prawnych reform – choćby daleko idących, ale słusznych – Kościół nie potępiał i nie potępi.

Leon XIII w encyklice swej Rerum novarum poddaje krytyce socjalizm – ale krytykuje pewną jego formę, bo socjalizm nie jest dogmatem niezmiennym – program jego się zmienia, dojrzewa – ale socjalizmu i tam nie potępia jednak.

Uzasadnia też w niej Leon XIII prawo własności w ogóle i prawo własności rolnej, i twierdzi, że jest to prawem naturalnym, przyrodzonym człowieka.

Encykliki wszakże nie są z punktu widzenia katolickiego nieomylnymi, one nie zawierają nieomylnej nauki – one przyjmowane być powinny z uszanowaniem, ale treść ich nie obowiązuje w sumieniu i nie stanowią orzeczenia dogmatycznego.

Choćby własność osobista rolna była prawem natury, to jednak ludzkość na pewnym stopniu rozwoju – o ile to uzna za pożyteczne dla siebie – może tego prawa się wyrzec.

Prawo naturalne nie obowiązuje bezwzględnie jak np. prawo ciążenia – człowiek może z niego korzystać lub nie.

Wszakże o pierwszych chrześcijanach piszą, że wszystko mieli wspólne.

Wszak podobnie żyją zakonnicy.

Podobne urządzenie świata nie wydaje się możliwym dziś, ale przy pewnym rozwoju kulturalnym, przy rozwoju zwłaszcza prędszym wobec korzystniejszego dla rozwoju warunków – któż zaręczyć może, dokąd duch ludzki dojdzie, do jakiego kresu?

I co dziś wydaje się niemożliwym lub śmiesznym, to jutro może się wyda koniecznym – i podobnie jak dziś zrozumieć nie mogą niektórzy tych ideałów, tak jutro może zrozumieć ludzie nie będą mogli, jak można było będąc chrześcijanami, nie rozumieć ich, nie pragnąć ich, nie dążyć do nich.

Podobnie jak i dziś trudno nam pojąć, jak mogli chrześcijanie w wiekach średnich w imię chrześcijańskich idei palić na stosach, nawracać przemocą, torturami, albo tolerować choćby takie więzienia, jakie widzimy w Wenecji, albo w zamku S. Angelo w Rzymie.

Antoni Szech

____________________________

Powyższy tekst to rozdział z książki autora pt. „Uwagi o socjalizmie”, Wydawnictwo M. Jastrzębca, Kraków 1906, od tamtej pory prawdopodobnie nie wznawianej, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Uwspółcześniono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Opublikowaliśmy obszerny tekst o Antonim Szechu:

Remigiusz Okraska: Za szczęście wasze i nasze, czyli polska teologia wyzwolenia

 

Przypisy:
1. Ziemia jest tak hojną matką, że zaopatrzyć nas może nie tylko w to, co konieczne, ale i nad potrzebę. Sama Brazylia wydaje tyle zboża, że wykarmić by mogła cały rodzaj ludzki. A jednak mamy tylu ludzi bez chleba, wynędzniałych, zbiedzonych. Czyż to nie oczywiste, że czegoś brakuje w urządzeniu ludzkości, że pomyśleć należy o lepszym, sprawiedliwszym podziale tego, co Bóg dał dla pożytku wszystkich, nie tylko niektórych.
2. To rzecz uczonych ekonomistów, prawników itd. Wszak Chrystus odmówił wtrącania się do sporów o podziale dóbr między braćmi, gdy Go do tego wzywano, mówiąc: „Kto mnie dzielnikiem między wami postanowił”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *