Adam Próchnik

Socjalizm a bolszewizm

[1920]

Wszelka idea społeczno-polityczna ma jako treść dążenie do reformy, dążenie do zmiany, dążenie do przekształcenia panujących warunków. Jest więc stosunkiem krytycznym do rzeczywistości, odnosi się do tej rzeczywistości wrogo i jest przez nią też wrogo widziana. Rozwój idei i jej cel ostateczny – urzeczywistnienie się, odbywać się musi zatem wyłącznie na drodze walki z teraźniejszością, a jeżeli idea tej walki się wyrzeknie, to niech nie marzy o tym, że będzie rozwijać się, albo choćby istnieć, bo jeżeli nie pokona rzeczywistości, ta z pewnością ją zwycięży i zniszczy.

Rzeczywistość, a raczej przeszłość, skamieniała w teraźniejszość, zachowuje się zawsze zaczepnie w stosunku do idei, która jej się wydaje groźną. Przypomnijmy sobie czasy Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Dążenie do rozwoju i rozlania się szeroko po świecie idei rewolucji mieszczańskiej nie dorównuje ślepej, żywiołowej, potężnej zaciekłości okazywanej przez stary świat i porządek feudalno-szlachecki. W przeddzień rewolucji Europa była rozbita, rozszczepiona na sojusze i traktaty wzajemnie się nienawidzące, rozerwana na obozy walczące lub tęskniące za walką. Groza idei rewolucyjnych uleczyła w cudowny sposób przeciwieństwa i różnice, pogodziła, zdawało się, śmiertelną nienawiścią rozdzielone potrzeby. Powstała koalicja reakcji europejskiej, silna, spoista, gotowa do ofiar, a odradzająca się jak feniks, podobna do smoka, który posiada wiele głów i po ucięciu każdej z nich nową paszczą zieje ogniem.

Czyż dziś, wobec bezsprzecznego rozrostu i rozkwitu idei socjalistycznych nie widzimy podobnego objawu? Czyż nie godzą się śmiertelni wrogowie? Czyż rzeczywistość nie atakuje dziś również przyszłości?

Idea socjalistyczna posiada zatem niewątpliwie prawo rozwijania się i rozszerzania w drodze walki, idea socjalistyczna musi walczyć, jeżeli nie chce ulec, jeżeli nie chce upaść i zostać przyduszona przez rzeczywistość nieubłaganą i zaciekłą w nienawiści.

Na tle rozwoju i walki toczonej przez ideę socjalistyczną istniały różnolite opinie i poglądy w obozie socjalistycznym. W najogólniejszym zarysie charakteryzując tę wymianę myśli i przekonań – widziano dwie drogi, dwie metody walki, dwa szlaki wiodące do rozwoju i triumfu socjalizmu. Drogę stopniowego rozwoju z niższych na coraz to wyższe formy i drogę gwałtownego przewrotu, drogę spokojnego rozrastania się i drogę rozrywania przeszkód i trudności, drogę ewolucji i rewolucji wedle ustalonej nomenklatury. Naturalnie nie wyczerpuje to kierunków socjalizmu na tle metod walki. Na gruncie tych dwóch dróg powstać może i powstało wiele kombinacji poglądów na sposoby urzeczywistnienia idei socjalistycznej. Można być zwolennikiem drogi ewolucyjnej, wierzyć tylko w naturalny, stopniowy, zdrowy rozrost ludzkości w kierunku ideału nowego, sprawiedliwego ustroju i można rachować tylko na rewolucję, tylko na przewrót. Można wreszcie obie te drogi w różny sposób godzić ze sobą, można dopatrywać się w ewolucji siły twórczej, budującej nowy ustrój i można równocześnie budować na rewolucji, jako na sile burzącej, na sile rozrywającej zręby starej budowli, na sile pokonującej opór teraźniejszości. Można w takie, w podobne i różne od tu wyłuszczonych sposobów zapatrywać się na postulat taktyki socjalistycznej – ale wszystkie te metody patrzenia rozwijają się na tle ustosunkowania tych dwóch metod walki: ewolucji i rewolucji, rozwoju i przewrotu. Można uznawać jedną z nich, uznawać obie, uznawać je w różnym stopniu, pojmować je w różny sposób – ale jednej rzeczy dotychczas nie uzasadniono i nie propagowano, oficjalnie przynajmniej, a mianowicie: trzeciej drogi, trzeciej metody rozwoju i walki idei.

Jeżeli jednak teoria tej trzeciej drogi nie znała, daje ją światu poznać praktyka, a mianowicie praktyka bolszewicka. Początkowo zdawało się, że bolszewicy są zwolennikami drogi rewolucyjnej, negując zupełnie ewolucję, zdobycze osiągane na drodze stopniowej walki. Można się na to godzić lub nie godzić, można się godzić w pewnym tylko stopniu, ale musi się uznawać to za kierunek zupełnie dopuszczalny z punktu widzenia idei socjalistycznej. W tym okresie swego rozwoju bolszewizm wierzył w międzynarodową rewolucję, czekał jej i tęsknił za nią. Zawierał pokój haniebny w Brześciu, byle ją przyspieszyć, dawał pieniądze i agitatorów, rzucał wszystko na jedną kartę.

Tego, co jednak dziś bolszewizm czyni, nie można uważać za co innego, jak za utratę wiary w taktykę rewolucyjną, utratę wiary w możność wybuchu rewolucji światowej. Utraciwszy tę wiarę, bolszewizm nie nawrócił jednak do drugiej taktyki, do ewolucji, ani nie skombinował w jakikolwiek sposób jednej metody z drugą, ale zastosował właśnie trzecią metodę – tę, którą urzeczywistnia dziś w Polsce, którą urzeczywistniał od dłuższego już czasu na ziemiach leżących między Polską a Rosją. Jest to metoda narzucenia idei siłą i przemocą orężną. Nie jest to ewolucja, naturalnie, ale nie jest to i rewolucja w żadnym wypadku – jest to próba wprowadzenia idei w życie przez wojnę. Nie jest to ostatecznie metoda nowa. Stosowali ją wodzowie rewolucji francuskiej i ich ideowym dziedzictwem obciążony cesarz Napoleon. Jednakowoż, choć w rezultacie udało się ustalić społeczne zasady rewolucji we Francji, propaganda w sąsiednich krajach przy pomocy wojsk wygłodniałych, rabujących i pustoszących, nie dała bezpośredniego rezultatu. Stworzone różne republiki i republiczki nie istniały długo, a gwałty wojsk rewolucyjnych wywołały raczej reakcję antyrewolucyjną w poprzednio nadzwyczaj przychylnie dla rewolucji nastrojonych ludach. Gdy z końcem XVIII wieku, po wybuchu rewolucji radowano się w Niemczech, Włoszech, Belgii, Szwajcarii jej postępami, gdy balowano po ścięciu Ludwika XVI, gdy entuzjazmowano się prawami człowieka, to z początkiem XIX wieku te same ludy dały się porwać do walki przeciw Francji w obronie monarchów i szlachty.

Metoda szerzenia idei walką zbrojną zawiodła i zawieść musiała, zniszczyła nawet te pierwiastki, na których idea mogła się oprzeć. I trzeba było potem jeszcze kilkunastu, a gdzieniegdzie kilkudziesięciu lat, aby idea rewolucji francuskiej zdołała ogarnąć cały świat i zwyciężyć ostatecznie rzeczywistość feudalno-szlachecką. Ale wtedy nastąpiło to drogą samodzielnych rewolucji, wybuchających żywiołowo w każdym kraju, na gruncie ich własnej dojrzałości społecznej i siły. Belgia, Niemcy i Włochy zdobyły się samodzielnie na obalenie starego porządku, a ich triumf był już trwałym i decydującym. Idea rozwinęła się i zwyciężyła na jedynej drodze, na której mogła dojść do zwycięstwa, na drodze, która czy to posługuje się ewolucją, czy rewolucją, jest w każdym wypadku wyrazem własnej siły, potęgi i świadomości walczących klas. W ogniu doświadczeń i przeżyć historycznych nie utrzymała się metoda interwencji ideowej. Zatriumfowała metoda samodzielnej walki opartej na zdrowej, rozumnej i szeroko pojmowanej solidarności.

Nie chcą z tych dziejowych lekcji i przykładów brać nauki bolszewicy, którzy są niezrównani w naśladowaniu rewolucji francuskiej w jej błędach. Chcą raz jeszcze, gnani niecierpliwą gorączką władzy, siłę wewnętrzną, której nie umieją wykrzesać, zastąpić siłą mechaniczną, chcą tego znowu, nie bacząc na to, że mogą zaprzepaścić te siły realne, które już istnieją, ryzykować rzucenie sprawy idei socjalistycznej na szalę wojskowej walki. Jest to wynikiem tego, że nie ufając nigdy ewolucji, stracili łatwo, jak bardzo łatwo, pod wpływem kilku niepowodzeń (Węgry!) nadzieję i wiarę w rewolucję. Znaleźli się nagle bez gruntu pod nogami i grzęzną w bagnisku, z którego nie umieją się wydobyć.

Oby nie pociągnęli za sobą socjalizmu, który nadal wierzy w rewolucję, ale który ją buduje na ruchu robotniczym, a nie na zewnętrznej przemocy.

Adam Próchnik
____________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim dzienniku „Robotnik”, nr 225/1920, 19 sierpnia 1920 roku. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Przemysław Kmieciak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *