Ludwik Królikowski

Rząd bezpośredni i powszechny

[1851]

„Czy nie jest napisane w Zakonie waszym:

Że «Ja rzekłem: bogami jesteście»?” (Jan, X; 34).

„Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jan, X; 30).

Czyż możemy, czyż winniśmy pozwolić wiecznie rządzić sobą jak stadem bydła, ujarzmieni i wyzyskiwani przez naszych panów?

Któż spośród śmiertelnych mógłby prawowicie narzucić nam swój autorytet? Któż mógłby twierdzić, że posiada uzdolnienia niezbędne, aby rządzić nami zgodnie z naszą godnością Bożych Dzieci, wedle naszych boskich przeznaczeń i na korzyść chwały i nieprzemijalnego szczęścia Ludzkości?

Jest więc głęboko słuszne, że od pewnego czasu podnosi się zagadnienie bezpośredniego i powszechnego rządu ludu.

Niestety jednak w zagadnieniu tym miesza się bezustannie idee, które zawsze winny być dokładnie wyodrębnione, i w rezultacie, zamiast zadowalającego rozwiązania, daje się propozycje niewiele lepsze od przesądów, które dotąd nami rządzą i które są naszym nieszczęściem.

Czyż nie należy zawsze odróżniać Suwerenności od Rządu? Czyż warunki istnienia tej pierwszej nie są całkowicie różne od uwarunkowań tego drugiego? Czyż rządzić i panować to jedno i to samo? Czyż wszyscy suwerenni Książęta umieją rządzić, czy rządzić mogą, czy wreszcie rządzą w rzeczywistości? Czyż Książęta tracą swą godność Suwerenów dlatego, że nie rządzą osobiście, lecz przez swych ministrów? Dlaczegóż nie miałoby być tak samo z Ludem? Dlaczegóż Lud nie miałby mieć swych ministrów, swoich sług?

Książę, który z tytułu swej suwerenności jest całkowicie zwolniony z troski o rządzenie, czyż jest przynajmniej obowiązany troszczyć się o swe pożywienie, swą odzież, swe meble, czyż sam buduje swe pałace lub czy sam się leczy, gdy jest chory? Czyż Lud nie mógłby zwolnić się z któregoś ze swych obowiązków nie tracąc przez to zgoła swej Suwerenności?

Dlaczegóż to niektórzy zbawcy usiłują narzucić Ludowi to, czego nigdy nie narzuca się rodom książęcym, w których kobiety, a nawet nieletni mogą w pełni korzystać ze swej Suwerenności?

Jeżeli aby zachować swą Suwerenność, nie jest konieczne umieć samemu się leczyć czy opiekować się sobą w razie choroby, czemuż miałoby to być konieczne, gdy chodzi o rządzenie sobą, w dziedzinie moralności, polityki czy przemysłu?

Niewątpliwe byłoby bardzo pożądane, aby każdy mógł być samowystarczalny we wszelkich okolicznościach; ale w Społeczeństwie prawdziwie braterskim, czyż wszyscy ludzie nie powinni móc zastępować się wzajemnie, wzajemnie uzupełniać? Czyż nie jesteśmy wszyscy Braćmi z tej samej Rodziny, czyż nie powinniśmy być solidarni i w warunkach równości pomagać sobie wzajemnie w taki sposób, aby spontaniczność naszego działania i nasza suwerenność były jednocześnie całkowicie uszanowane?

Jeżeli wszyscy powinni rządzić bezpośrednio nie tylko sami sobą, ale także Społeczeństwem, do którego należą, jeżeli każdy winien osobiście decydować, i tworzyć prawo nie tylko w sprawach dotyczących go bezpośrednio – jego własnego życia, jego osobistego doskonalenia się i jego własnego szczęścia, ale także w sprawach potrzeb i konieczności całej Ojczyzny, dlaczegóż nie miałby z tym większą słusznością zdobywać dla siebie własnoręcznie to właśnie, czego trzeba mu do istnienia i uprzyjemnienia życia?

Czy przypadkiem nie byłoby łatwiej zajmować się sprawami społecznymi i rozwiązywać najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane problemy, niż być swoim własnym kucharzem, krawcem, zegarmistrzem, lekarzem itd. W rzeczywistości – wstyd prawie zajmować się tymi sprawami.

Niemniej jednak od pewnego czasu kładzie się większy niż do tej pory nacisk na bezpośrednie i uniwersalne rządy Ludu poprzez Lud; przedstawia się je jako odkrycie nowe, dokonane ostatnio w Niemczech; proponuje się je jako szczęśliwe rozwiązania problemu społecznego; i ponadto, jak gdyby po to, aby środek ten uczynić jeszcze cenniejszym, chce się, aby każdy wypowiadał się swym „tak” lub „nie” we wszystkich ważnych dla całego społeczeństwa sprawach.

Dlaczegóż więc nie można by pozostawić decyzji ogółu Obywateli i poddać głosowaniu na „tak” lub „nie” wszystkich problemów chemii, fizyki, astronomii, medycyny itp., które są tysiąc razy bardziej dostępne naszej wiedzy i naszemu pojmowaniu niż problemy życia społecznego i problemy humanistyczne?

Dlaczegóż Armia nie miałaby decydować głosowaniem ogólnym i bezpośrednim: „tak” lub „nie”, o wszystkich problemach, które dziś leżą w kompetencji naczelnego dowódcy i jego sztabu? Czyż taki sposób postępowania nie udoskonaliłby sztuki wojennej i działania Armii?

Czyż nie jest złudzeniem lub zręcznie przeciwko Ludowi skierowaną pokusą skłaniać go do decydowania w kwestiach, których nigdy nie mógł poznać, pod pretekstem, że posiada Suwerenność? Do decydowania w kwestiach, które leżą całkowicie poza zasięgiem jego kompetencji, jego wiedzy i świadomości? Czy w rzeczywistości nie jest to ironia, lekkomyślność lub ignorancja zbawców Ludu? Dlaczegóż kazać Ludowi działać poza strefą jego wiedzy, przekonań, ideałów, możliwości, słowem tam, gdzie jego nieświadome działania, kierowane i wykorzystywane przez zręcznych władców mogą sprowadzić nań tylko ciemnotę, złudzenia, rozczarowania, ujarzmienie i nędzę? Czyż w ten sposób chce mu się zapewnić korzystanie z jego Suwerenności?

Czyż może istnieć coś wygodniejszego dla intrygantów i krętaczy niż bezpłodne podniecanie całego Ludu, aby rozwiązywał na próżno problemy i sprawy, które stanowczo przekraczają jego możliwości? Znużony bezużytecznymi dociekaniami i bezpłodnymi wysiłkami, Lud łatwo zniechęca się do ludzi i rzeczy, i w najwyższym zakłopotaniu przyjmuje to, co sprytni zbawcy od dawna już przygotowali, aby skuteczniej go ujarzmić i zniszczyć.

Możemy więc na razie stwierdzić, że największym złem bezpośredniego i pośredniego rządu Ludu przez Lud jest zmuszanie go do decyzji i do działania przekraczającego jego możliwości, co może spowodować tylko zawody i nieszczęścia.

Musimy stwierdzić, że taki Rząd, całkowicie niezdolny do czynienia dobrze, jest najwygodniejszy dla intrygantów, najbardziej pożądany dla ambitnych, chciwych i żądnych władzy i najodpowiedniejszy do spełniania ich bratobójczych zamiarów.

Musimy stwierdzić, że Rząd bezpośredni i powszechny, taki jaki się ogólnie przyjmuje i jaki się nam zaleca, jest sprzeczny z ekonomią tworzenia, z ekonomią działania, która stanowi przecież jedną z podstawowych cech wszystkich dzieł Opatrzności i wszystkich działań zgodnych z prawami Natury. Czy rzeczywiście do rozwiązania jakiegokolwiek zagadnienia trzeba wzywać pomocy wszystkich, którzy nic tam wnieść nie mogą, w szczególności, gdy chodzi o poruszenie całego Narodu, takiego jak Francja? Czyż nie będziemy musieli zdawać Bogu rachunku nawet z jednego niepotrzebnego słowa?… Albo wszyscy są jednakowo uzdolnieni do rozwiązania danego problemu, albo nie. W pierwszym wypadku jeden może wywiązać się z tego zadania równie dobrze jak wszyscy; jeżeli jest przeciwnie, pomoc mniej zdolnych jest całkowicie zbędna, bezpłodna i może spowodować tylko szkody i straty.

Musimy stwierdzić, że każdy Rząd tego rodzaju, sprowadzając zarządzanie Społeczeństwem do nieświadomej bierności, jednocześnie doprowadza do monstrualnej jednostronności, która ciąży nieznośnie na wszystkich członkach Społeczeństwa. Pogwałca więc odwieczne prawo życia, które przejawia się zawsze w różnorodności i które odnajdujemy wszędzie w Przyrodzie; czyni niemożliwością zastosowanie tej opatrznościowej i humanitarnej zasady: od każdego wedle jego możliwości, każdemu wedle jego potrzeb.

Musimy stwierdzić ponadto, że Rząd taki daje każdemu możność wykonywania swej Suwerenności tylko przez panowanie pośrednie i zbiorowe wobec innych, a powoduje jego niemoc i słabość w samoobronie i dbałości o siebie samego. Dla godności i Suwerenności indywidualnej najbardziej niebezpieczna jest taka organizacja Społeczeństwa, gdzie każdy jest izolowany i występuje sam jeden wobec całego Społeczeństwa, zorganizowanego i uzbrojonego, zdany na swe własne siły i wydany na dowolność działania czy opatrzności rządowej.

Musimy stwierdzić jeszcze, że bezpośredni i powszechny Rząd Ludu przez Lud jest absurdalny nie tylko w swych bardziej odległych konsekwencjach, ale i w bezpośrednim zastosowaniu. Gdyby bowiem rzeczywiście był zgodny z prawami Natury, nadawałby się równie dobrze dla najmniejszej Gminy, jak dla całej Ludzkości. Otóż wystarczy spróbować rozszerzyć go na całą Europę, aby zorientować się, że jest potworny i w ogóle niemożliwy.

Musimy wreszcie stwierdzić, że taki Rząd, szanując z pozoru Suwerenność Ludu, w rzeczywistości kradnie ją i unicestwia. Czyż nie jest zabójczą ironią wzywać nas do suwerennej decyzji w sprawach, których w ogóle nie rozumiemy lub którymi nie możemy czy nie chcemy się zajmować? Czyż nie jesteśmy wówczas zmuszeni do bierności, a nawet unicestwieni, gdy wypada nam wybierać między tym, co jest sprzeczne z naszym sumieniem, a tym, co sprzeczne z naszą wolą? I czyż nie tak właśnie wygląda głosowanie powszechne? Prawdziwi Suwerenowie zgoła inaczej wykonywali swą władzę.

Po tym wszystkim musimy stwierdzić, że Rząd tego rodzaju, który z upodobaniem bywa nazywany bezpośrednim, w rzeczywistości nie ma w sobie nic z prostoty. W tym kuglarskim ustroju powszechnego i jednakowego ujarzmienia żaden Departament, żaden Okręg, żaden Kanton, żadna Komuna, w ogóle nikt nie może rządzić się samodzielnie, zgodnie ze swym sumieniem, swymi możliwościami i swymi potrzebami, każdy natomiast jest niebezpośrednio zarządzany przez pomieszaną zbiorowość, która ani go nie zna, ani nie może odczuwać i uznawać jego potrzeb, i która z natury swej nie ma ani serca, ani sumienia, ani uczucia dla kogokolwiek. Zastosujcie to panaceum do całej Europy, a Lapończyk będzie musiał decydować o losie Włocha, a Turek będzie regulował życie Francuza. Absurd oczywisty!

Dlaczegóż każdy w granicach swej wiedzy, swego sumienia, swych potrzeb, spontanicznie i zgodnie ze swymi uczuciowymi i intymnymi stosunkami nie miałby wykonywać swej Suwerenności wprost, tak jak by sobie życzył, jak by ją rozumiał i jak by mógł, bez innych zasad i ograniczeń niż te, które mogą w każdym momencie określać jego wolne, równe i braterskie związki z innymi ludźmi, jego bliźnimi?

Dlaczegóż Lud nie mógłby cieszyć się swoją doskonałą Suwerennością, której nie potrafiłby nawet nadużyć, jak to czynili Książęta, zawsze zepsuci i zdeprawowani, zawsze niebezpieczni dla innych.

Rząd powszechny i bezpośredni, taki jaki się nam proponuje, to bezustanne szukanie po omacku, szukanie ślepców pozbawionych wiedzy, wiary, sumienia, nie wiedzących, co to Prawda, Sprawiedliwość, pożytek, a nawet konieczność. Taką formą rządu zajmują się obecnie nasi przeciwnicy, którzy usiłują zabezpieczyć się przed niedogodnościami, na które naraziłby ich Lud, jako że Lud wybiera swych mandatariuszy i w każdej chwili może ich zastąpić bardziej odpowiednimi lub nawet odwołać, gdy nadużywają swego mandatu.

Niektórzy uważają, że taki rząd to właśnie rzeczywista realizacja żywej Suwerenności Ludu. W rzeczywistości terminy, którymi posługują się w tej dyskusji, tracą swoje znaczenie i często wyrażają coś wręcz przeciwnego.

W rzeczywistości, jeżeli Suwerenność Ludu jest żywa, musi być stała i zmienna zarazem, tak jak życie – inaczej nie mogłaby być żywa.

Jeżeli Suwerenność Ludu jest istotnie żywa, w żadnym razie nie może być delegowana. Nie może być delegowana z żadnego powodu, pod żadnym pretekstem, nawet w formie prawa – ani na dzień jeden.

Jeżeli Lud rzeczywiście jest Suwerenem, jakże może przestać być nim jutro na skutek wyrażenia swej woli dziś, lub dziś na skutek swej woli wczorajszej.

Jeżeli jestem Suwerenem, jakże można narzucić mi jakiekolwiek prawo czy jakąkolwiek zasadę, którą odrzuca mój Rozum, której sprzeciwia się moje Sumienie i która nie odpowiada mi pod żadną postacią.

Jeżeli można mnie samemu narzucić prawo sprzeczne z moim Rozumem, z moim Sumieniem i z moimi interesami, dlaczegóż nie można by uczynić tego wobec wszystkich obywateli i ujarzmić cały Lud?

I w jakiż to sposób Lud ma bezpośrednio wykonywać swe Rządy? Co mu się proponuje? – Nie można by w to uwierzyć, gdyby nie rozliczne posiadane już dowody: tylko przez głosowanie „tak” lub „nie”, przy czym decyduje większość głosów. Czyż nie jest to sprowadzanie Ludu do kondycji niewolnika, któremu pozostawia się jedynie wybór między chłostą a biczem? Czyż jakakolwiek liczba głosów może kiedykolwiek ustalić Prawdę i Sprawiedliwość? A czymże jest prawo bez Prawdy i Sprawiedliwości? Jakimże autorytetem może być dla mnie prawo kuglarsko zdobyte dzięki Waszej Większości, jeżeli nie jest ono uznawane przez mój Rozum i usankcjonowane przez moje Sumienie? Czy w ustroju powszechnych i bezpośrednich Rządów jedynym uzasadnieniem prawa będzie ilość głosów i siła?

Wyobraźmy sobie jednak, że prawa w taki sposób przegłosowane przez Większość będą prawdziwe i święte dla tej Większości nie tylko w dniu głosowania, ale jutro i pojutrze: z jakiej racji Mniejszość ma je przyjąć i poddać się im? Czy nie będzie to odchylenie, jeśli w ustroju bezpośrednich Rządów Mniejszość nie będzie mogła rządzić się również bezpośrednio wobec siebie samej? Czyż w samych podstawach tego problemu nie będzie to krzyczącą sprzecznością?

Skończmy już wreszcie ze wszystkimi monstrualnościami i sprzecznościami tego sławetnego Rządu; zbyt długo i zbyt trudno byłoby je wszystkie wyliczać! W tej chwili zadowolimy się stwierdzeniem w jednym zdaniu, że jest to system najbardziej podstępny, najbardziej skomplikowany i najbardziej sprzyjający przedłużeniu stanu niezadowolenia, rozdziału, niepokoju, a także paraliżujący prawdziwe działania i prawdziwe życie.

Lecz ktoś może zapyta, jakie będą te Rządy Ludu, jeżeli nie mają być bezpośrednie i powszechne? Czy Lud będzie mógł kiedykolwiek obejść się bez Rządu, bez jakiegokolwiek Kierownictwa? – Niewątpliwie, pierwsza potrzeba każdego Społeczeństwa to dobrzy doradcy i dobrzy kierownicy. Samo istnienie i życie Ludów objawia się tylko przez ich działanie, przez wspólnotę wysiłków. Nie wynika z tego jednak, że Kierownictwo, Zarządzanie Narodami powinno różnić się od wszystkich innych usług, których Lud potrzebuje do podtrzymania swej godności Suwerena i korzystania z wszelkich możliwych radości i szczęścia. Lud i tylko Lud jako Suweren absolutny będzie więc mieć w każdej Komunie, w każdym Kantonie, Okręgu, Departamencie itp. swych Ministrów, których powoła do swej służby, utrzyma lub odrzuci jedynie wedle swej woli, a nawet wedle swych kaprysów.

Ludwik Królikowski

____________________________

Powyższy artykuł Ludwika Króliikowskiego pierwotnie ukazał się w piśmie „Le Populaire” 18.01.1851. Przedrukowujemy go za Ludwik Królikowski – „Wybór pism”, Książka i Wiedza, Warszawa 1972. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst przygotował Wojciech Goslar.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *