Władysława Weychert-Szymanowska

Ruch kobiecy a walka z prostytucją

[1926]

Najbardziej zropiałą i wstrętną raną na dzisiejszym organizmie społecznym jest prostytucja. W świecie kapitalistycznym wszystko kupuje się za pieniądze – kupuje się i miłość. Z najświętszego, najpiękniejszego instynktu, którego celem jest odrodzenie się w dziecku, danie życia nowym pokoleniom, nowym bojownikom o prawdę i piękno, mężczyźni syci i przesyceni bogactwem wydobyli krzywdę kobiety, jej nieszczęście i upodlenie. Miłość stała się takim samym narkotykiem podniecającym, jak papieros i wódka, idąc zresztą zawsze z nimi w parze. Od sfer posiadających, od pięknych i znudzonych paniczyków pogląd brutalny i fałszywy na miłość i kobietę przeszedł do klas pracujących. Robotnik, któremu warunki materialne nie pozwalały żenić się wcześnie, szedł do domu publicznego tylko tańszego i gorszego, gdzie znajdował „towar”, zarażony syfilisem przez tych, co mogli więcej zapłacić. Popyt na młode, zdrowe dziewczęta wytworzył olbrzymi handel żywym towarem, międzynarodówkę zbrodniarzy, którzy dla milionów wciągają w ohydną paszczę potwora prostytucji ofiary czyste, nieopaczne i naiwne, aby je potem zdarte i zbrukane rzucić na użytek biedniejszej ulicy.

I wobec takich okropności mówi się dzisiaj o równouprawnieniu kobiet! Jakimże kłamstwem ohydnym jest ta podwójna moralność, która kobietę – żonę i matkę – otacza szacunkiem, każdej obywatelce 21-letniej daje prawa obywatelskie, a równocześnie pozwala na traktowanie kobiety, w nocnej pohulance, jak zwierzęcia, jak istoty wyjętej spod prawa.

Przez całą setkę lat kobiety walczące o równe prawa z mężczyznami, za jeden z głównych punktów swego programu uważały walkę z prostytucją i handlem żywym towarem. W tej walce wysuwały sprawę godności, sprawę duszy kobiecej, idącej na zatracenie.

Z głosem tym rychło złączył się potężny krzyk protestu socjalistów, z Beblem na czele. Bebel żądał od robotników zrozumienia, że kobieta jest towarzyszką w pracy i w walce i nie wolno jej oddawać na żer kapitalistów. Bebel wysuwał żądanie takiego ustroju społecznego, który by pozwalał mężczyznom żenić się wcześnie.

Wreszcie w imię zdrowia całej ludzkości, która marnieje, karłowacieje, gnije, zatruwana syfilisem i innymi chorobami płciowymi, podniósł się głos trzeci, głos lekarzy i higienistów, dbałych o siłę i dzielność rasy ludzkiej.

Wszystkie te głosy i wszyscy ludzie za nimi idący, uderzyli w mocną twierdzę prostytucji, bronionej przez kapitały całego świata i przez najciemniejsze, najbardziej zbrodnicze indywidua, jakie ziemia zrodziła.

Walka zawrzała gorąca i namiętna, walka ta trwa i wcale skończona jeszcze nie jest. Toczy się ona na międzynarodowych zjazdach, poświęconych walce z handlem żywym towarem, toczy się w rządach i parlamentach wszystkich społeczeństw cywilizowanych, toczy się w każdej rodzinie, gdzie żona wybiega w sobotę naprzeciw męża, by mu nie pozwolić strwonić zarobku tygodniowego w szynku z dziewkami, gdzie matka drży o dorosłego lub dorastającego syna, którego koledzy uczą męskiej mądrości i męskiego użycia.

Pierwszym krokiem w walce z wszechświatowym handlem żywym towarem jest zamykanie domów publicznych, bo one właśnie pośredniczą we wszystkich transakcjach i są punktami organizacyjnymi alfonsów, rajfurek itp. Nadto domy publiczne oplątują prostytucję lichwiarskimi długami, rosnącymi niepomiernie, których lekkomyślne dziewczęta nigdy zapłacić nie mogą, opieką niegodziwych alfonsów i tym podobnymi środkami tak, że jeśli która chce rzucić swój „fach”, zrobić tego nie może.

W Polsce domy publiczne prawnie zostały zniesione, prostytutki mogą mieszkać każda osobno lub co najwyżej po dwie. Że mimo to istnieją pokątne domy publiczne, to wina niedozoru władz i obojętnego stosunku ogółu do tej sprawy. Kto wie o istnieniu tajnego domu nierządu, powinien donieść władzom o tej niegodziwości i zmusić je, by nie patrzały na nią przez palce. Złoczyńcy bronią się łapówkami, groźbą, ale rząd obecny głosi hasło moralności publicznej i czystych rąk – możemy teraz każdą taką sprawę wygrać, byle ją energicznie postawić.

Przez zniesienie domów nierządu walka z prostytucją się nie wyczerpuje, bo prostytutki zostają. Muszą one być pod nadzorem lekarskim, ale tenże nadzór lekarski powinien rozciągać się i na mężczyzn, zwłaszcza tam, gdzie są oni w gromadzie, np. w wojsku.

Tam, gdzie kobiety mają nie tylko prawa obywatelskie, lecz dzięki sile swych organizacji – istotny wpływ na to, co się w kraju dzieje, przeprowadza się prawo o obowiązkowych świadectwach lekarskich przed ślubem. Chodzi o to, by nie pobierali się ludzie chorzy wenerycznie.

W Polsce obecnie dla zwalczania prostytucji wprowadza się kobiecą milicję obyczajową.

Jednym z najpilniejszych jest prawo o karach za handel kobietami i dziećmi, prawo, które uwięzło w Sejmie i czeka bez końca swej kolei.

Wreszcie trzeba sobie uświadomić, że cała walka z alkoholem jest zarazem walką z prostytucją. Poza dziewczętami, wciągniętymi podstępnie, często gwałtem, na drogę prostytucji idą nie tylko nędzarki, nie tylko uczciwe wykolejone dziewczęta, rzucane przez kochanków, lecz idą przede wszystkim dziewczęta zdegenerowane, ze zboczeniami psychicznymi, tj. trochę wariatki, nienormalne, dziewczęta, które nie chciały się uczyć, nie umieją się zająć żadną pracą, nierówne i wiecznie podniecone. Olbrzymia większość tych kobiet to córki i wnuczki alkoholików. Lekarze badają, kto są rodzice prostytutek, zbrodniarzy, włóczęgów itp. Słynny jest przykład Amerykanina, Maxa Juke, alkoholika, żonatego z pijaczką i złodziejką. W piątym pokoleniu tej rodziny wszyscy mężczyźni byli przestępcami, wszystkie kobiety prostytutkami.

Okazuje się, że walkę z prostytucją trzeba prowadzić na wszystkich frontach: 1) przez mądre prawa, które utrudniają zbrodniarzom handel żywym towarem; 2) przez uświadamianie ludzkim, krzywdy, jaką wyrządzają sobie i dzieciom przez gonienie za użyciem; 3) przez wychowanie zarówno chłopców, jak dziewcząt w poczuciu godności własnej i szacunku dla człowieka.

Władysława Weychert-Szymanowska
_______________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim czasopiśmie „Głos Kobiet”, czerwiec-lipiec 1926 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *