Helena Radlińska

Rozszerzenie zakresu wychowania

[1935]

Zwrócenie bacznej uwagi na sens biologiczny i społeczny faz życia i na ewolucję potrzeb związało edukację dzieci i rodziców. W konsekwencji państwo, samorząd i ochotnicze instytucje społeczne wkroczyły swą działalnością na pola, dotychczas pozostawiane rodzinie lub przypadkowi, w krąg stosunków na pozór czysto osobistych. Działalność wychowawcza staje się coraz bardziej wszechstronna.

Obywatelstwo dziecka

Doniosłe zmiany stwarza fakt uznania w zasadzie prawa do posiadania dziecięctwa (którego w praktyce znaczna część dzieci jednak nie zaznaje).

Przedstawiciele państw podpisali „deklarację praw dziecka”, zapewniającą mu pierwszeństwo w uzyskaniu pomocy, uznającą za konieczne zaspokojenie potrzeb jego rozwoju. Wszystkie dzieci mają jednakowe prawo do wszystkich dóbr świata, gdyż wszystkie noszą w sobie zadatki nowego życia ludzkości.

Deklaracja praw dziecka ma głębszy sens, niż niesienie pomocy, która ratuje siły biologiczne i duchowe: zaszczepia ona poczucie konieczności budowy nowego świata. Dopomaganie rozwojowi przerywa pasmo krzywd, powtarzanych automatycznie, jakby należały do ustalonego porządku współżycia ludzkiego.

Pomoc dziecku zaczyna się od pomocy matce. W zakres jej wchodzi poradnictwo eugeniczne i wiążące się z nim wychowanie fizyczne i moralne wraz z opieką nad kobietą ciężarną, zwłaszcza nad matką opuszczoną, wraz z dbałością o warunki, w których dokonuje się poród i wychowanie niemowlęcia, i nauczaniem, jak je pielęgnować.

Dzieci i młodzież to nie tylko przyszłość, lecz – część społeczeństwa. Uznanie prawa młodych do „dzisiaj”, więc ich dzisiejszego obywatelstwa, uwydatniać się już zaczyna w życiu społecznym. Prowadzi do charakterystycznych przemian w budowie miast (dziecińce [przedszkola], boiska itp.), do głębokich reform w wewnętrznej organizacji szkoły (samorządy uczniów), do tworzenia instytucji wczasów dziecięcych (biblioteki, świetlice, kolonie, obozy). Odbija się w pomysłach powoływania młodzieży do współudziału w pracach niezbędnych do zaspokojenia potrzeb instytucji dziecięcych, wyznaczenia dzieciom roli przy przetwarzaniu środowiska (co występuje najwyraźniej w metodzie zamierzeń).

Ustawodawstwo współczesne dotyczące dziecka bierze je pod szczególną opiekę. Nakazuje uczęszczanie do szkoły, zakazuje pracy dzieci, chroni młodocianych przed przeciążeniem i wyzyskiem, stwarza odrębny wymiar sprawiedliwości o charakterze wychowawczym, zajmuje się nie tylko dzieckiem opuszczonym, lecz również źle traktowanym przez własnych rodziców.

Całokształty zagadnień, które obejmuje myśl społeczna, uwydatniają się dobitnie w zakresie opieki nad młodzieżą. Obowiązek szkolny pociąga za sobą organizowanie pomocy umożliwiającej podołanie temu obowiązkowi. Wejrzenie w życie młodzieży rozszerzyło zainteresowania „przyszłością narodu”. Nie mogą się już one ograniczać do młodzieży szkolnej, która stanowi w Polsce zaledwie kilkanaście procent ogółu młodocianych obywateli w wieku 14-18 lat. Pomoc w kształceniu się, poradnictwo zawodowe, pośrednictwo pracy, pomoc kulturalna i organizowanie rozrywek wraz z opieką nad wzrostem fizycznym, zaczynają wchodzić w zakres służby społecznej młodzieży. Używa ona metod różnorodnych. Powołuje siły młodzieńcze, inicjując i wspomagając zrzeszenia młodzieży. Stwarza warunki szczególnie pomyślne dla upośledzonych, wyrównując krzywdę niezasłużoną ich smutnego losu. Odgradza od złych wpływów i równocześnie pobudza instynkty pionierskie do walki o dobro.

Wszystko, co jest czynione w imię przyszłego bytu społeczeństwa, oddziałuje wybitnie na układ teraźniejszości. Tryb życia dzieci i młodzieży, stosunek do nich pokolenia dorosłego i rodzaj wkładu, jaki radość dziecięcego wzrostu, zainteresowania i prace dzieci wnoszą do życia – stanowią jedną z najistotniejszych cech charakterystycznych środowisk społecznych. Jasne się staje, że nie „będą”, lecz są takimi Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie, i że w tym „są” mieści się nie tylko stosunek starszego pokolenia do dzieci, lecz i udział dzieci w życiu.

Rodzina i świat szerszy

Wychowanie różnych grup wieku współżyjących w pokoleniu historycznym splata się ze sobą.

Sprawą najważniejszą staje się rozumienie innych, poszanowanie odrębności, uczenie się oceny miary, jaką inni przykładają do spraw dla nas dalekich lub niezrozumiałych, czy przeciwnie – jedynie bliskich. Praca wychowawcza wśród dorosłych, ułatwiając świadomy udział starszego pokolenia w budowaniu przyszłości, wzmacnia więź rodzinną, obniża bowiem (nieunikniony w pewnym stopniu) antagonizm generacji. Wytwarzają się metody ratowania współżycia rodzinnego przed licznymi niebezpieczeństwami, które mu grożą rozbiciem, i równocześnie – zapobiegania złym skutkom ciasnoty rodzinnego egoizmu. Więź uczuciowa bywa wzmacniana przez kulturę uczucia i pogłębienie życia intelektualnego.

Szkoła publiczna w niejednym państwie próbuje przez swych uczniów oddziałać na domy rodzinne. Równocześnie instytucje społeczne starają się dopomóc rodzinie w spełnianiu obowiązków wychowawczych, coraz trudniejszych i bardziej skomplikowanych z powodu większej niż dawniej łączności z szerokim światem społecznym. Wychowują rodziców, wyjaśniając im zagadnienia najaktualniejsze, najbardziej przejmujące: sprawy ich dziecka.

Nie można jednak przeceniać wpływów wychowawczych nauczania. Stosunek szkoły i rodziny układa się rozmaicie: niekiedy szkoła nie tylko daje, lecz również bierze.

Umiejętność wiązania się z twórczością środowiska może zażegnać niejedno niebezpieczeństwo pracy szkolnej.

Szkoły kierowane z góry, skrępowane programem i szczegółowymi instrukcjami, są nieraz skłonne do wyrabiania postawy biernej wobec życia przez narzucanie pojęć, wprowadzanie w świat sztuczny i – nieprawdziwy. Przedstawiając życie takim, jakim „powinno być”, wytwarzają szkodliwą rozbieżność pomiędzy prawdą życia i wiedzą o nim „słowną”, czyli pozorem wiedzy. Wynikiem bywa nie tylko lekceważenie prawd szkolnych, lecz również – zrywanie więzi jednostki z jej środowiskiem, wysuszające źródła twórczości bez otwarcia dostępu do innych źródeł.

Przy poszukiwaniu sił w środowisku, przy wzbogacaniu narzędzi wychowania walorami regionalnymi, nieuniknione się stało używanie metod, które wprowadzają ogół w dorobek kulturalny i twórczość dla jutra.

Oświata pozaszkolna

Zmienia się do gruntu pojęcie pracy oświatowej pozaszkolnej. Z namiastki szkoły ludowej, z prostego dokształcania i rozpowszechniania wiadomości uznawanych za najpotrzebniejsze przez dawców oświaty, wyrasta ona i rozgałęzia się szeroko jako uzupełnienie wszystkich rodzajów szkolnictwa, tworzenie ognisk rozświetlających drogi twórczości.

Instytucje oświatowe pozaszkolne zaczynają podawać narzędzia pracy intelektualnej każdemu, kto po nie zechce sięgnąć. Wdrażają do ich używania, umożliwiają w ten sposób działanie myśli, najniezbędniejszej przewodniczki postępu społecznego.

Można by je podzielić na dwie grupy o różnej strukturze: na urządzenia publiczne i na placówki ochotnicze.

Urządzenia publiczne uprzystępniają ogółowi skarby środowiska obiektywnego. Należą do nich w pierwszym rzędzie muzea i biblioteki. W niektórych krajach, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i za ich przykładem w Rosji, lecz również w Danii, po części w Anglii i w Niemczech muzea są urządzane lub reorganizowane z myślą o zwiedzającym z szerokiego ogółu, który w muzeum zobaczy nie „okazy”, lecz zgrupowane środowiskami lub w przemianach genetycznych cząstki pewnego kształtu życia. W krajach, które wprowadziły ustawodawstwo biblioteczne – biblioteka publiczna udostępnia książki, będące chlubą piśmiennictwa. Organizacja szeregu bibliotek jest przystosowana do ułatwienia czytelnikom sztuki w życiu współczesnym jednej z najtrudniejszych: sztuki wybierania.

Urządzenia publiczne zaspokajają potrzeby, które dojrzały do tego stopnia, że znalazły odbicie w ustawodawstwie czy w uchwałach ciał kierowniczych. Nie znaczy to jeszcze, by korzystali z nich naprawdę wszyscy. Spożytkowanie tych urządzeń przez jednostki (tworzące „masy” społeczne), następuje dzięki rozbudzaniu zainteresowań, poddawaniu przykładów przez instytucje ochotnicze.

Najbardziej charakterystyczną cechą oświaty pozaszkolnej jest opieranie instytucji na dobrej woli uczestników. Nie przymus lub uprawnienia (jak w szkolnictwie), lecz zaspokojenie własnych potrzeb duchowych skłania do przyjścia do uniwersytetu ludowego czy innego ogniska oświatowego. Swoboda rozwoju, brak stałych programów, zmienność form sprawiają, że instytucje oświatowe nie tylko uzupełniają szkoły, lecz do pewnego stopnia korygują, kompensują ich braki, wynikające ze sztywności ustrojów szkolnych.

Instytucje ochotnicze mogą istnieć tylko wówczas, gdy skupiają siły poszukujące zaspokojenia istotnie odczuwanych potrzeb. Stąd właśnie ich giętkość i – przekraczanie wszelkich szablonów, stąd łączenie różnych dziedzin. Znamienny jest np. rozwój tzw. pracy świetlicowej, zastępującej znane dawniej formy. Odpowiada on potrzebie wypowiadania się, współuczestnictwa w kulturze przez własną twórczość, potrzebie przeżyć artystycznych, kompensujących monotonię pracy i szarzyznę bytu.

Zrzeszanie się ochotnicze wytwarza nową więź społeczną, moralność zespołu, świadomie dążącego do wspólnych celów. Daje pole wyrabiania się przodowników dla nowych pól pracy. Pola to na pozór nieznaczne, obejmują jednak całe życie społeczne. Związki młodzieży, kółka rolnicze, związki zawodowe, spółdzielnie, domy ludowe, świetlice, liczne drobne instytucje, które kształtują przyszłość.

Służba społeczna

Takie rozszerzenie akcji wychowawczej doprowadza do splecenia oświaty i innych poczynań pracy społecznej, do objęcia wszystkich dziedzin życia zbiorowego. Służba społeczna wkracza do warsztatów pracy i usiłuje do nich wprowadzić inżyniera społecznego, który by dbał o „czynnik ludzki” nie tylko jako o ręce do obróbki surowca, lecz jako o twórców i spożywców, mających prawo do radowania się wynikami produkcji. Do zagadnień naukowej organizacji wprowadza potrzeby – człowieka. W fabrykach stwarza ludzkie warunki bytu: bezpieczeństwo i komfort. Chce uczynić pracownika z bezwolnego kółka nieznanej maszyny – świadomym uczestnikiem produkcji. Inicjuje ustawodawstwo ochronne i wyprzedza je, tworząc wzorcowe i przodownicze urządzenia. Nie poprzestaje na tworzeniu urządzeń, lecz uczy, jak z nich korzystać. Dopomaga w organizowaniu zbiorowej siły związków robotniczych i – wykazuje konieczność szerszych społecznych perspektyw przy organizowaniu przemysłu. Stwarza instytucje rozrywkowe, w dni wczasów skierowuje promienie słońc kultury.

Idzie na wieś. Staje do pomocy w dźwiganiu gospodarki, inicjuje nowe formy pracy, współżycia i wprowadza w nie praktycznie. Przynosi wciąż podniety z szerszego świata, lecz równocześnie stwierdza mocne, żywiołowe poczucie własnej wartości, piękna i dorobku kultury ludowej.

Na wszystkich polach zakres pracy społecznej, pojętej jako wychowanie, obejmuje równocześnie budzenie potrzeb, uświadamianie ideałów, organizowanie sił, uczenie techniki. Dopóki nie zjawi się poczucie potrzeby, dopóki nie rozpali się pragnienie zmiany – niepodobna pobudzić woli do czynu. Bez pomocy technicznej tylko najsilniejsza wola potrafi pokonywać przeszkody. Dlatego w wielu przypadkach pomoc techniczna odgrywa rolę decydującą. Niemożliwy byłby np. bez niej rozwój spółdzielczości.

***

W niektórych dziedzinach służby społecznej w zakres jej wchodzi stwarzanie warunków ułatwiających kroczenie wytkniętą drogą, podpór ratujących przed upadkiem. W walce z przestępczością i z alkoholizmem jest to konieczne: inaczej rozbudzenie potrzeby innego życia może zawieść.

Wykolejeńcy ze szczególną troską wprowadzani są w tory normalnego życia. Tu, podobnie zresztą jak w innych dziedzinach, zakres, który objęła już służba społeczna, zazębia się z reformą ustawodawstwa i administracji, lecznictwa i organizacji pomocy doraźnej.

Pomoc wychowująca wyrywa jednostki z miejsc grożących śmiercią i skarleniem. Dla ogółu stara się stwarzać lepsze warunki życia normalnego, u własnych ognisk. Instytucje opieki „otwartej” chce rozszerzać bardziej niż „zamknięte”, koszarowe. Nie może więc atakować zła społecznego z jednej tylko strony, musi koordynować działalność stacji opieki i poradni z budownictwem mieszkań, z nauczaniem gospodarstwa, z przetwarzaniem warunków pracy zarobkowej.

Pomoc chorym nie ogranicza się do leczenia. Dąży do zapobiegania recydywom, dostosowuje warunki życia i pracy do sił rekonwalescenta. Zmniejsza ilość dni szpitalnych i przyjęć w przychodniach przez działalność profilaktyczną. Zabezpiecza rodziny przed ruiną przez ubezpieczenia i zakłady dla nieuleczalnych. Stara się równocześnie nawet z umysłowo upośledzonych czynić pożytecznych członków społeczności, zapewniając im nie tylko spokój, lecz zadowolenie z siebie.

Nie poprzestaje na daniu łyżki żebraczej strawy i dusznego kąta starcom. Współdziała z wprowadzeniem ubezpieczeń czy emerytur społecznych, zapewnić chce pogodę latom spoczynku.

Tendencje wychowawcze odróżniają najgłębiej służbę społeczną od dobroczynności epok ubiegłych.

Dobroczynność lubowała się w sobie. Księżniczki średniowiecza i klasztory średniowieczne szukały zasługi w otaczaniu się rzeszą „swoich” ubogich, przez długie lata tych samych. Dobroczynność wieków późniejszych stwarzała specyficzne normy życia dla „ubóstwa”. Współczesna działalność społeczna pojmuje walkę z pauperyzmem jako usuwanie zła. Podobnych przy tym używa metod jak rolnik, który zamiast ciągle wyrywać chwasty, odrastające z uporem na ziemi podatnej do ich przyjmowania, ocienia ziemię pożyteczną rośliną, w życiu roślin i w życiu gleby, wciąż poruszanej i zasilanej, znajdując sprzymierzeńców. Wartość tkwiąca w każdej, najnędzniejszej nawet istocie ludzkiej, jest punktem wyjścia ku odrodzeniu.

Granice

Jakie są granice celowej akcji wychowawczej?

Określić je trudno, gdyż się rozszerzają na wszystkie stosunki, „w których człowiek styka się z ludźmi”. „Pedagogizm” dawnego typu nudził i niecierpliwił dorosłych, gdyż był sztucznym tworem na użytek dziecka. Odżegnywano się odeń w życiu „prawdziwym”, jako od szkolarstwa, sprzecznego z istotnym trudem i użyciem. Przy rozszerzaniu zakresu powiew prawdy i szczerości oczyszcza wychowanie z niejednej umownej sztuczności. Zjawiają się jednak nowe niebezpieczeństwa. Były one rozpatrywane w odniesieniu do służby społecznej, co doprowadziło do określenia, że granice moralne leżą tam, gdzie się poczyna przemoc duchowa. Służba społeczna (zwracająca się niekiedy, dla dobra ogólnego, po środki przymusu prawnego) nie może przy budzeniu sił, przy wspomaganiu wdzierać się w tajniki życia indywidualnego. Nie wolno jej nadużywać haseł dla celów panowania. Podkreślił to po mistrzowsku Wells w „Nowej Utopii”, przez pracowników społecznych budowanej, zakazując im posiadania większości w parlamencie świata. Służba rozwojowi nie może łamać i gasić. Ma dopomagać do prostowania i rozświetlania od wewnątrz. Sama jej istota zakreśla tu granice działania.

Granice materialne zależą od poczucia potrzeb, mogą się rozszerzać i zwężać wedle psychiki pokolenia działającego. Każda przemiana w wartościowaniu wskazuje, że społeczeństwo (wbrew panującemu przed tą przemianą poglądowi) jest dość bogate na podjęcie wielu prac, z motywów materialnych dotychczas odsuwanych. Posiada środki, tylko są one unieruchomione lub inaczej zużytkowane. Przewartościowanie pojęć o niezbędności wydatków wydobywa wiele możliwości działania, które z kolei doprowadza do podniesienia dobrobytu i do zmniejszenia nieprodukcyjnych wydatków

Trudności poruszania się w granicach dzisiejszych muszą być i są przezwyciężane metodami wypływającymi z istoty wychowania. I znów mocne słowo przodownika demokracji polskiej rozświetla drogę. Kołłątaj, w jednej z najcięższych chwil swego trudu, napisał dumne zdanie: „Słabego rozumu jest cechą bojaźń, która nie śmie wyciągnąć ręki do pracy swą ogromnością przestraszającej”. Trudności istnieją po to, by siły ludzkie ćwiczyły się w ich przezwyciężaniu.

Helena Radlińska

_____________________________

Powyższy tekst to fragment książki „Stosunek wychowawcy do środowiska społecznego. Szkice z pedagogiki społecznej”, Nakładem „Naszej Księgarni”, spółki akcyjnej Związku Nauczycielstwa Polskiego, Warszawa 1935. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Helena Radlińska (1879-1954) – pochodziła ze zasymilowanej rodziny żydowskiej; pedagog, wybitny naukowiec, społecznik, wieloletnia działaczka inicjatyw lewicowych, ludowych i emancypacyjnych, należy do czołowych twórców nowoczesnej pedagogiki społecznej w Polsce. W młodości związała się z inicjatywami społecznymi warszawskiej postępowej inteligencji – działała w Kole Oświaty Ludowej, prowadząc edukację w środowiskach wiejskich, w Czytelniach Bezpłatnych Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, propagujących czytelnictwo wśród niższych warstw społeczeństwa, po odbyciu nielegalnych kursów pielęgniarskich i pracowała społecznie w ambulatoriach WTD. Po ślubie z Zygmuntem Radlińskim weszła w krąg PPS, wspierała Polski Związek Ludowy, uczestniczyła w działaniach antycarskich w okresie rewolucji 1905 r., była jedną z liderek Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej Zesłana wraz z mężem na Sybir, skąd uciekli i osiadli w Krakowie. Tam działała w Uniwersytecie Ludowym im. Adama Mickiewicza i Związku Pomocy dla Więźniów Politycznych, publikowała wiele tekstów i broszur patriotycznych i prospołecznych (m.in. pod pseudonimem Orsza). Po wybuchu I wojny światowej wstąpiła do lewicowo-piłsudczykowskiego Polskiego Stronnictwa Ludowego, pracowała w Departamencie Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego, pomagała tworzyć Legiony, działała w Polskiej Organizacji Wojskowej, w momencie zakończenia wojny miała stopień porucznika. Po odzyskaniu niepodległości rzuciła się w wir pracy pedagogicznej i społecznej, aktywnie działając m.in. w Towarzystwie Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych, Związku Polskiego Nauczycielstwa Ludowego, w Instytucie Kultury i Oświaty im. Staszica, prowadziła wykłady w Centralnym Biurze Kursów dla Dorosłych, kierowała Działem Oświatowym Centralnego Związku Kółek Rolniczych. Była jednym z inicjatorów Polskiego Instytutu Pedagogicznego, w 1921 r. została redaktorem wznowionego „Rocznika Pedagogicznego”, którego została redaktorem. W czasach rządu Moraczewskiego podjęła pracę w Wydziale Oświaty Pozaszkolnej Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Z ramienia państwa przez 5 lat tworzyła system wsparcia dla bibliotek publicznych, szkół dla dorosłych, kursów dokształcających, czytelni, świetlic i domów ludowych, amatorskich chórów i teatrów. Członkini PSL „Wyzwolenie”. Dziełem jej życia stało się Studium Pracy Społeczno-Oświatowej przy Wolnej Wszechnicy Polskiej, utworzone w 1925 r., które założyła i kierowała nim. Prowadziła pionierskie w Polsce badania wykazujące dobitnie, że rozwój umysłowy i powodzenie indywidualne są ściśle skorelowane z warunkami socjalno-bytowymi, w efekcie jeszcze mocniej angażowała się i apelowała o upowszechnianie przeróżnych form wsparcia niezamożnych warstw, w tym przede wszystkim na polu oświatowym. Była jedną z prekursorek nowoczesnej pracy socjalnej i niefilantropijnej pomocy społecznej. Podczas okupacji prowadziła zajęcia w Tajnej Wolnej Wszechnicy Polskie – Studium Pracy Społeczno-Oświatowej oraz współpracowała z podziemnym ruchem ludowym, pisząc dlań broszury, ulotki i odezwy. Po wyzwoleniu objęła kierownictwo Katedry i Zakładu Pedagogiki Społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. W 1947 r. uroczyście obchodzono jubileusz 50-lecia jej pracy społecznej, jednak już wkrótce komuniści zaczęli krępować działania jej i jej współpracowników, aż po niemal zupełny ich zanik i marginalizację oraz poddanie zmasowanej nagonce propagandowej. Na początku lat 50. zlikwidowano prowadzony przez nią Polski Instytut Służby Społecznej, w 1952 zamknięto Katedrę Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego. Przez większą część życia poważnie chora, zmarła w październiku 1954 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *