Kazimierz Pużak

Referat organizacyjny na XXI Kongresie Polskiej Partii Socjalistycznej

[1928]

W ciągu 10 miesięcy jesteśmy świadkami usiłowań rozbicia Partii. Nie szczędzono nam żadnej goryczy. W szeregach naszych znaleźli się ludzie, którzy – jeżeli wierzyć w to, o czym głosiła prasa burżuazyjna – twierdzili, że przeżywamy kryzys ideowy. Wreszcie prasa burżuazyjna cieszyła się z powodu zajść warszawskich – głosząc, iż PPS została rozbita, że podzieliła los innych partii rozbitych przez sanację.

Każdy rozumie, że zasady naszej Partii, jeżeli mają być zrealizowane, muszą być poparte siłą naszych szeregów, ich poświęceniem i oddaniem Partii. Nasza Partia jest partią walki, walki o zrealizowanie programu, o zdobycie władzy. Dlatego musimy przestać być partią zamkniętą.

To było dobre w okresie konspiracji i najostrzejszej walki z komunizmem. Ale obecnie Partia rozrosła się, Partia coraz więcej pozyskuje masy. Mówią nasi wrogowie, iż jesteśmy skompromitowani i dlatego szukamy nowego oparcia na wsi. To jest kłamstwo. Idziemy na wieś, bo wiejski proletariat przeważa liczebnie nad proletariatem miejskim, bo musimy i ten wiejski proletariat organizować. W ostatnim okresie zwróciliśmy uwagę na ruch wśród kobiet, na organizowanie młodzieży, na sprawę prasy partyjnej. W pracy naszej w miastach współpracowaliśmy z bratnimi związkami zawodowymi. Nie zatracając swej niezależności, Partia i związki zawodowe muszą pamiętać, iż łączy ich wspólna walka klasowa, wspólny cel – Socjalizm. Dlatego związki zawodowe, będące niezależne, muszą być otwarte dla agitacji socjalistycznej. Musimy wychowywać związki do przyszłej roli budowniczych Socjalizmu. Kierownictwo polityczne i zawodowe potrafią ku ogólnemu dobru załatwić wspólne konflikty.

Tak samo ustosunkowaliśmy się wobec TUR-owej organizacji kulturalnej. Wczuliśmy się już w potrzeby ruchu młodzieży, nie zamykamy go w kole klauzul – zostawiamy mu większą swobodę. „Dwutorowość”, którą stworzyliśmy, w niczym nam nie zaszkodziła. Partia ma dwie organizacje młodzieży, które przy niej stoją: młodzież TUR-owa i koła młodzieży PPS. Przy ofiarnym współdziałaniu instruktorów Związku Robotników Rolnych organizowaliśmy wieś w szeregach PPS. TUR musi tak samo pod swymi sztandarami zorganizować młodzież wioskową. Ta młodzież chłopska szła w czasie wyborów od urny, głosując na PPS, pociągając za sobą starszy element wiejski.

Wieś polska od Polski nic jeszcze nie otrzymała. Przeżywa kryzys ideowy, jest rozczarowana. Komunizm nawet zaglądać na wieś zaczyna. W takiej chwili nam wahać się nie wolno. Musimy bronić wsi przed codziennym wyzyskiem i przed samowolą administracji.

Agitację dotąd prowadzimy jedynie naszymi płucami. Prasa nasza stoi na niskim stopniu rozwoju. Temu należy kres położyć. Dziś, gdy marazm rozsiadł się w kulturze burżuazyjnej, w burżuazyjnej prasie, gdy śpiewa się hymny na cześć bata, na cześć władzy jednostki – dziś socjalizm musi wydobyć z siebie tę legendę przyszłości. Musimy wykazać, że w socjalizmie zeszły się wszystkie tęsknoty wolnego człowieka. To nie może być tylko mówione na wiecach. W okólnikach CKW wskazaliśmy drogę, jaką iść należy, by drogą naszej prasy dojść do mas. Pomogły nam w ciężkiej chwili związki zawodowe, jak pomagały zawsze. Szczególnie dwa związki – Związek Zawodowy Kolejarzy i Związek Robotników Rolnych – pospieszyły nam z walną pomocą.

Mamy własną drukarnię partyjną w Warszawie. Drukarni tej trzeba zapewnić maksimum prac. Nasze samorządy itd. winne chętnym okiem patrzeć na nasze usiłowania. Zamknięte wydawnictwa partyjne „Latarnia”, „Czerwone Światła” muszą odżyć. Rosnąć muszą nakłady „Robotnika” i innych pism partyjnych. Chciałbym, by ów prasowy ruch propagandowy był zawsze tak silny, tak żywy, jak w czasie wyborów.

Mniej myślmy na tematy sensacyjne, a bierzmy się za woreczek z bibułą, aby go roznosić po naszej polskiej ziemi.

Jeszcze jedno: sprawa konfiskat. Doszliśmy do tego, że nasza prasa, szczególnie „Robotnik”, „Pobudka” i „Chłopska Prawda”, są ciągle konfiskowane. Na partię naszą sypią się ataki całej prasy, a gdy my odpieramy te ataki, to się nazywa „podburzaniem klasy przeciw klasie” i ołówek cenzora puszczony jest w ruch.

Jednocześnie rozchodzi się prasa komunistyczna, której Rząd nie ma możności konfiskować, gdyż jest konspiracyjna. Oto jak się idzie na rękę propagandzie wywrotowej! Nam dziś nie wystarcza wskazywanie na skutki konfiskat i wezwanie do walki z konfiskatami klubu poselskiego PPS na terenie Sejmu. Musimy rozpocząć wielką, na szeroką skalę zakrojoną akcję obrony słowa pisanego i mówionego; musimy przekonać Rząd, że Partia nasza nie zapomniała o swoim arsenale propagandy; że nie da sobie ust zamknąć!

Nie kto inny, jak Józef Piłsudski był właśnie kolporterem prasy konspiracyjnej, technicznie zabezpieczonej. Niech nie zapomina, że my jesteśmy wciąż dobrymi uczniami – i uczy nas ciągle postępowanie Rządu.

Partia nasza nie postawi tego Państwa twarzą w twarz z komunistami – bezbronnego – bez PPS – bo wtedy byłoby po Polsce.

PPS, choćby gwałtem, będzie obroną Polski przed komunizmem.

Mieliśmy dużo prób rozbijania naszej Partii. Pierwszą taką próbę zrobił Andrzej Czuma, raz robiąc się prawie komunistą, to znowu oddając się pod opiekę starostów, wojewodów itp. Dziś z jego organizacji pozostały niedobitki. Mieliśmy na Górnym Śląsku wystąpienie Biniszkiewicza, który stworzył własną organizację śląską. Choć był wrogiem autonomii śląskiej, stał się nagle „Ślązakiem”, aby walczyć z CKW PPS. Uczynił to w okresie najtrudniejszym, gdyż w okresie wyborów. Przedtem choć nie wszystko u tych ludzi było pod względem nawet moralnym w porządku, CKW PPS licząc się z warunkami miejscowymi, zapewniła im mandaty do Sejmu, uważając, że CKW PPS powinien całość Partii doprowadzić możliwie nienaruszoną – do Kongresu, toteż wystąpienie Biniszkiewicza nie mogło być spowodowane pokrzywdzeniem go przy układaniu list kandydackich. Była to planowa akcja. Chodziło o sparaliżowanie PPS na terenach najbardziej robotniczych.

Nie zapominajmy, że dokonaliśmy wielkiej rzeczy na Górnym Śląsku, zawierając wbrew antagonizmom narodowościowym ludności blok z Niemiecką Partią Socjalistyczną. Wiedzieliśmy, że to obu stronom odbierze sporo głosów, powiedzieliśmy sobie, że musi ktoś w Polsce powiedzieć pierwszy, co myśli o sprawie narodowościowej – i że to jest rolą PPS. Zrobiliśmy to samo z Bundem w Białymstoku. Uważano, że ubytek głosów, jaki musi spowodować zawarcie bloku narodowościowego, nie wystarczy – i że potrzebne jest jeszcze wystąpienie Biniszkiewicza.

Na Radzie Naczelnej w kwietniu mówiłem, że Centralny Komitet Wykonawczy ma niedwuznaczne wiadomości, że w łonie czynników rządowych istnieje plan rozbicia Partii, poprzedzony atakami na poszczególnych ludzi. Tak się stało. Ataki te miały przyczynić się do utworzenia piekła wewnętrznego, które by doprowadziło do rozbicia Partii.

Wiedzieliśmy, że tym sprawom nie należy nadawać wielkiej wartości, nie robić z nich sensacji. Staraliśmy się – nawet wtedy, gdy cała prasa burżuazyjna mówiła już, kto ma tworzyć rozłam, bronić jeszcze tych ludzi, którzy są już dziś poza tą salą. Staraliśmy się załatwić te sprawy bezpośrednio.

Rozpatrzmy, jaką bronią walczą „rozłamowcy”. Co jest ich „ideologią”? Rzekomo dwa zagadnienia:

1) stosunek do niepodległości;

2) stosunek do związków zawodowych.

Trzeba skończyć z tą „ideologią”. Niepodległość istnieje, nie jest kwestią, stosunek zaś do Rządu nie jest stosunkiem do Państwa.

Partia nie może się łamać na stosunku do Rządu; a gdyby jutro ten Rząd podał się do dymisji, to w konsekwencji rozłamowcy musieliby wrócić do partii?

Jeżeli zaś chodzi o stosunek do związków zawodowych, to przede wszystkim dziś stoimy na stanowisku, że związki zawodowe są niezależne. Organizacja Warszawska miała możność walczyć w ramach organizacyjnych o zmianę tego stanowiska partii.

Prawdziwa Frakcja Rewolucyjna [autor nawiązuje tu do działań rozłamowego prosanacyjnego ugrupowania Polska Partia Socjalistyczna – dawna Frakcja Rewolucyjna, utworzonego z inicjatywy części członków warszawskich struktur PPS – przyp. redakcji Lewicowo.pl] nie ważyła się nigdy podnieść ręki na jednolitość związków zawodowych i sprzeciwiła się stanowisku Socjaldemokracji, która była za upartyjnieniem związków zawodowych. Tak więc esdecy są dziś nauczycielami Jaworowskiego [Rajmund Jaworowski – lider rozłamowej PPSdFR].

Jaworowski zobowiązał się przybyć na pojednawczą konferencję tegoż samego dnia, gdy rozłamowcy utworzyli swoją własną Radę Zawodową. CKW nakazało wówczas natychmiast tę Radę rozwiązać; na posiedzeniu CKW był obecny Jaworowski. Tegoż dnia o 11 wieczorem Okręgowy Komitet Robotniczy [rozłamowy warszawski] już rozrzucał odezwy o stworzeniu nowej Rady. Dowodzi to, iż sprawy te były z góry przesądzone.

Zwołany ponownie CKW – zwłaszcza że już ukazał się „Przedświt”, z którym związane były nazwiska członków OKR – postanowił rozwiązać Komitet Warszawski, zwłaszcza że Jaworowski odmówił ogłoszenia w prasie, że nie ma nic wspólnego z „Przedświtem”. Daliśmy tym towarzyszom 48 godzin, aby się mogli cofnąć, nie może więc być mowy o tym, że nie było wśród nas dobrej woli.

Organizacja warszawska nie prowadziła żadnej pracy, nie zwoływała wieców, nie wyzyskała rozłamu wśród komunistów, na rzecz zwiększenia szeregów Partii, a nawet nie chciała przyjąć pomocy odczytowej.

Stoimy w obliczu faktu, że w tak ważnym jak dziś momencie zamiast iść do szturmu, musimy robić mobilizację we własnych szeregach.

Możecie sądzić CKW jak najostrzej. Trzymaliśmy się jednak zasady, że CKW musi być autorytetem. Mogą w CKW siedzieć ludzie nieudolni – zmieńcie ich, ale powagę CKW musieliśmy podtrzymać.

Były chwile, gdyśmy nawet swą godność ludzką oddali na ofiarę, byle utrzymać jedność Partii. Chciano nas sprowokować, ale nie pozwoliliśmy na to.

Apeluję do mówców, aby w dalszej dyskusji zastanawiano się nad kapitalnymi sprawami socjalizmu, a nie tylko nad sprawami byłych towarzyszy warszawskich.

To nie jest kryzys powszechny w Partii, lecz tylko sprawa Warszawy.

Kongres powinien wezwać towarzyszy, którzy jeszcze są po tamtej stronie, aby opowiedzieli się za Partią. Dla robotników, którzy zbłądzili, szeregi Partii stoją otworem. Partia jest otwarta dla tych, co się podporządkują jej uchwałom. Ale ci, którzy zawinili „rozłam”, będą musieli oddać się w ręce Sądu Partyjnego i wyrok sprawiedliwości partyjnej będzie ostateczną decyzją w ich sprawie. Jeżeli chodzi o mandaty poselskie i radnych, które są własnością Partii i należą do ludzi, którzy Partię opuścili, to te mandaty muszą być Partii zwrócone.

Kazimierz Pużak
____________________

Powyższy tekst Kazimierza Pużaka pierwotnie ukazał się w broszurze: Polska Partia Socjalistyczna – „Sprawozdanie z XXI Kongresu PPS (1-4 listopada 1928)”, Nakładem Sekretariatu Generalnego CKW PPS i ZPPS, Warszawa 1928. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *