Stanisław Dubois

Przemówienie w dyskusji nad ustawą o szkołach akademickich

[1933]

O ile artykuł 39 poddaje uniwersytet i młodzież akademicką całkowicie p. Ministrowi pod względem politycznym, ustanawiając p. Ministra panem życia i śmierci tych uniwersytetów i młodzieży akademickiej, pozwalając mu w każdej chwili bez zgody senatu zamknąć uniwersytet, ewentualnie zawiesić wykłady, o tyle artykuł 41 pod względem społecznym ustanawia pana Ministra dyktatorem życia uniwersyteckiego. Od Pana Ministra tedy zależeć będzie, jakie sfery społeczne będą mogły korzystać z nauki na uniwersytecie, bo p. Minister w myśl artykułu 41 nie tylko będzie decydował, jak opłaty studenckie mają być użytkowane, ale będzie też ustanawiał ich wysokość.

Oczywiście artykuł ten jest sprzeczny z Konstytucją, która gwarantuje całkowitą bezpłatność nauki na wszystkich jej szczeblach. Gdyby praworządność w Polsce była ściśle przestrzegana, ten artykuł jako sprzeczny z Konstytucją nie mógłby być i nie byłby przez Sejm uchwalony. Mimo to opłaty będą oczywiście uchwalone i zaakceptowane.

Następnie, co jest drugą wadą tego artykułu, pozostawia się całkowitą swobodę uznania ministra co do ustalenia wysokości opłat. A co to jest ta swobodna możność ministra w decydowaniu o wysokości opłat, o tym wiemy z dotychczasowej praktyki.

Tutaj trzeba stwierdzić, że młodzież socjalistyczna, występująca od samego początku przeciw płatności nauki na wyższych uczelniach, jest w tej walce całkowicie odosobniona. Dzisiaj przedstawiciele Klubu Narodowego postawili wniosek tylko połowiczny, nie stawiając wniosku, żeby w Polsce była bezpłatna. To jest zupełnie zrozumiałe, gdyż sferom, które reprezentuje Stronnictwo Narodowe, nie zależy na bezpłatności nauki. Przeciwnie, obawiają się one, że bezpłatna nauka stworzyłaby dla młodzieży z tych sfer pochodzącej pewną konkurencję, albowiem wtedy na uniwersytety młodzież robotnicza i chłopska mogłaby uczęszczać.

Dlatego też walka o bezpłatność nauki na wyższych uczelniach jest prowadzona przez Stronnictwo Narodowe tylko powierzchownie, tylko do polowy, tak że, jak powiedziałem, młodzież socjalistyczna jest właściwie w tej walce o bezpłatność nauki odosobniona.

Stronnictwo Narodowe, które w uniwersytetach ma przemożny wpływ na poglądy młodzieży akademickiej, jest obojętne w walce społecznej. Młodzież Stronnictwa Narodowego zdobywa się na „bohaterskie” wyczyny i walkę, jeżeli chodzi o zwalczanie Żydów i hece antysemickie, godne potępienia, ale nie występuje w walce o bezpłatność nauki. Zdobywa się ta młodzież na gorsze lub lepsze, na mniej lub bardziej smaczne dowcipy, wywieszając kukłę p. Ministra Jędrzejewicza, przewożąc trumnę z kukłą p. Ministra, a kiedy policja zerwie ten plakat z trumny, wtedy młodzież wywiesza transparent, że policja zbezcześciła Ministra. Ale w społecznej walce młodzież Stronnictwa Narodowego nie uczestniczy. A sprawa, proszę Pan6w, jest poważna. Jeżeli weźmiemy oblicze klasowe tej młodzieży, która kończy gimnazja, to jest w nim coś zastraszającego z naszego punktu widzenia.

Oto jak nam „Wiadomości Statystyczne” pokazują, w 8 klasie gimnazjum jest zaledwie 8 procent dzieci robotników i 4,7 procent rolników poniżej 5 ha. A w Polsce około 80 procent, to chłopi i robotnicy. Dzieci tych robotników i chłopów stanowią w sumie zaledwie 12,5 procent dzieci kończących 8 klasę gimnazjum, a procent ten na uniwersytecie jeszcze się bardziej obniża, bo wiele osób, które kończą gimnazja, na uniwersytet nie idą, tak że procent dzieci chłopów i robotników na uniwersytetach jest jeszcze o wiele mniejszy, a przy obecnym kryzysie gospodarczym stale się zmniejsza. Byliśmy świadkami takiego wypadku, że w roku bieżącym na Uniwersytet Jagielloński ani jeden syn chłopski się nie zapisał.

I w tych warunkach, proszę Panów, przychodzi Rząd z ustawą, która pozwala Ministrowi, by zupełnie dowolnie, nie licząc się z położeniem gospodarczym, regulował wysokość opłat, co zresztą Rząd w praktyce już czyni.

P. Stypiński, naczelnik Wydziału Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, wyraźnie powiada, że ,nauka jest dla tych, którzy mogą płacić. I rzeczywiście, w tym okresie kryzysu, kiedy zarobki ludzi w Polsce spadły w ostatnich czasach o 50 procent, p. Minister Oświaty podwyższył opłaty akademickie o więcej niż 100 procent. Dawniej na wydziale prawnym opłaty wynosiły 106 zł w dwóch ratach, a dzisiaj wynoszą 270, co świadczy oczywiście o tym, że Ministerstwo Oświaty idzie po linii, którą wyraził w swoich słowach p. Stypiński. Czesne np. na Politechnice podwyższono ze 136 zł, zależnie od wydziału, na 320. Dawniej płacono w dwóch ratach, dziś wymaga się, aby płacono od razu. Nieopłacenie w terminie powoduje dopłaty. Ten, który nie zapłacił w terminie, musi zapłacić karę 40 zł. Jest to premiowanie bogaczów. Stwarza się „numerus clausus”, nie narodowościowy tym razem, ale „numerus clausus” trzosa pieniężnego. Bogaci mogą zapłacić, biedni nie mogą zdobyć się na to. A panowie z sanacji, którzy idziecie po linii polityki kapitalistycznej, nakładacie na tych biedaków, którzy w terminie zapłacić nie mogą, kary w wysokości 40 zł. Opłaty egzaminacyjne podwyższono z 5 zł na 10 zł.

Obecnie jest około tysiąca akademików niezamożnych, którzy nie mogą opłacić czesnego i muszą korzystać z jałmużny uprawianej przez gazety czy z darów choćby Banku Gospodarstwa Krajowego. Postulat młodzieży socjalistycznej o bezpłatnym korzystaniu ze szkół wyższych nabiera dziś właśnie ogromnego znaczenia i musi być przy omawianiu ustawy akademickiej tutaj podniesiony, zwłaszcza że położenie ekonomiczne akademików pozostawia wiele do życzenia. Poziom życia większości z nich jest niesłychanie niski. Domy akademickie, budowane za pieniądze młodzieży, stają się terenem paskarstwa w stosunku do akademików. Za pokój dwuosobowy płaci się 70 zł, gdy tymczasem na przedmieściu można dostać u skromnej rodziny pokój za 50 czy 40. Pewnie, że akademickie domy mają lepsze pokoje, ale kto nie ma pieniędzy, nie może wybrzydzać.

Stypendia są udzielane w niesłychanie małej ilości. Dla ilustracji powiem, że na 300 studentów jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej zaledwie 10 pobiera stypendia w wysokości od 60 do 120 zł miesięcznie, co nie wystarcza na zaspokojenie pierwszych potrzeb.

A te motywy, dla których jedni studenci otrzymują stypendia, a drudzy nie, są bardzo brzydkie. Np. studenci [Związku] Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej i w ogóle z organizacji opozycyjnych, stypendiów nie dostają. Protekcja decyduje o otrzymaniu stypendium. Ta tendencja protekcjonizmu odbija się w złożonej w Sejmie ustawie akademickiej, która odbiera senatowi możność udzielania stypendiów, a oddaje je do swobodnego uznania ministrowi, który oczywiście będzie popierał strzelców i Legion Młodych.

Stosowanie takich metod wśród młodzieży jest wychowawczo fatalne.

Istnieje pomoc obiadowa ze strony Bratniej Pomocy, ale tych obiadów się nie wydaje dlatego, że ministerstwo, które te obiady subsydiuje, nie wpłaciło obiecanych pieniędzy.

Komisja pośrednictwa pracy w Bratniej Pomocy nie może akademikom dać pracy, choćby z tego względu, że żadne zapotrzebowania nie napływają, a kandydatów jest kilkuset. Jeżeli chodzi o praktyki wakacyjne, rozdaje się je przy pomocy Legionu Młodych i oni znajdują się w komisji kwalifikacyjnej i dają tylko swoim. Brak pracy i brak mieszkań, niemożność opłacenia czesnego wywołały wzrost chorób wśród młodzieży akademickiej, spowodowały to, że jak o tym czytaliśmy w gazetach, bywały częste wypadki zasłabnięć na uniwersytecie, a także i na ulicy.

Dlatego, proszę Panów, w chwili kiedy się uchwala tę ustawę o ustroju wyższych uczelni, musimy powiedzieć, że walka z wygórowanymi opłatami jest najbardziej aktualnym, najbardziej życiowym zagadnieniem dla młodzieży akademickiej. Dopóki system kapitalistyczny będzie trwał, nie łudzimy się, żeby Panowie się starali, aby dzieci proletariatu miejskiego i wiejskiego były na uniwersytety dopuszczone. Dlatego walka o zmniejszenie opłat uniwersyteckich jest połączona z walką polityczną, z walką z kapitałem i z rządem faszystowskim.

Artykuł 43 oddaje ministrowi wyłączność nad wychowaniem młodzieży, odbiera tę wyłączność profesorom i oddaje ministrowi, ustanawia bowiem jakieś bursy akademickie, w których ma się odbywać wychowanie, a p. Minister ma ustalić zasady wychowania w tych zakładach.

Jest to jeszcze jeden sposób, za pomocą którego sanacja chce wpłynąć na młodzież. Jeżeli nie odniosą skutku represje zawarte w innych artykułach, jeżeli nie odniesie skutku „czystka”, którą można przeprowadzić wśród studentów na zasadzie artykułu 39, który pozwala ministrowi, wbrew senatowi, zamykać albo zawieszać zakłady naukowe, jeżeli nie pomoże sposób wpływania na młodzież drogą protekcji i stypendiów, ma przyjść ten trzeci sposób, rzekomo wychowawczy, niby łagodny, mają przyjść te bursy, połączone z postanowionymi zresztą w innych artykułach niniejszej ustawy studiami, które minister może otwierać bez zgody, poza senatem i w ogóle poza uniwersytetem. Będą to jakieś studia obywatelskie czy wojskowe, zależne tylko od ministra i mające na celu wychowywanie młodzieży „państwowo”, tzn. „sanacyjnie”. Bursy obok tego mają odegrać pierwszorzędną rolę w dziedzinie tego „państwowego” wychowania młodzieży. I po tych bursach p. Czuma spodziewa się bardzo wiele. Myślę, że dzięki nim tzw. państwowe, a właściwie sanacyjne wychowanie będzie tutaj święciło swój triumf. Oczywiście o nic innego w tych bursach nie chodzi, jak tylko o upartyjnienie młodzieży. Jak sobie wyobrażam mniej więcej wychowanie w takiej bursie? Rano w mundurach, oczywiście strzeleckich, czwórkami przy dźwiękach Pierwszej Brygady, pod komendą ks. Żongołłowicza, wyruszają bursacy do kościoła garnizonowego. Po mszy komendę obejmuje p. major Jędrzejewicz i bursa czwórkami pójdzie na jakąś setną akademię w danym roku obchodzoną ku czci Marszałka Piłsudskiego. Potem nastąpi wymarsz na wmurowanie jakiejś uroczystej tablicy. Potem ćwiczenia wojskowe, gdyż nie ulega wątpliwości, że duch militaryzmu i nienawiści narodowej to składowe czynniki tzw. państwowego wychowania. Wieczorem po odśpiewaniu Pierwszej Brygady i pieśniach wojskowych następują pienia religijne, gdyż ten mocny Rząd jest bardzo słaby, jeśli chodzi o kler, i pozwala na sklerykalizowanie szkolnictwa w Polsce. Dawniej lewicowcy, a nawet obecnie rekomendujący się jako wolnomyśliciele sanatorzy, korzą się przed Watykanem, zwalniają kler od podatków, jak to było z podatkiem majątkowym, rezygnują mimo reklamy ze ślubów cywilnych i godzą się na sklerykalizowanie szkolnictwa.

Tak będzie wyglądało to wychowanie „państwowe” w bursach proponowanych w tej ustawie.

Tu powstaje pytanie, kto w ogóle i w szczególności i jak ma wychowywać6 w tych bursach. Oczywiście piękny frazes i piękne teorie na temat wychowania państwowego, gdy się pisze teoretyczne artykuły – to wszystko jest rzecz łatwa, ale młodzieży akademickiej nie wychowuje się słowem i frazesem. Młodzież, zwłaszcza akademicka, a więc młodzież dojrzała, obserwuje życie. O wiele większy od wszelkich frazesów i teorii wpływ na wychowanie młodzieży mają czyny – takie fakty, jak Brześć, Łuck, bicie, pacyfikacja, wybory, jak łamanie prawa. Tak, Panowie, te rzeczy mają o wiele większy wpływ ujemny wychowawczo na młodzież niż to wszystko, co Panowie w pięknych słowach o wychowaniu państwowym mogą powiedzieć. Po tych faktach nic nie pomogą Wam setki tysięcy złotych, które dajecie z pieniędzy państwowych na [pisma] „Zrąb” czy „Straż Przednią”. To wszystko Wam nic nie pomoże. Z tych czynów i tych faktów, które młodzież obserwuje, wyciąga wnioski, te gwałty, które popełniacie, oczywiście ujemny także wpływ wywierają na wychowanie młodzieży. Wasze metody wychowują tylko raskolczyków [tu w znaczeniu „odszczepieńców ideowych” – przyp. redakcji Lewicowo.pl]. Chcecie, by młodzież szanowała, jak mówicie, Rząd, ale do poszanowania nie można nikogo zmusić ani siłą, ani skoszarowanym życiem. Nie osiągniecie, Panowie, swych celów, nie zdobędziecie młodzieży za pomocą tych Waszych burs.

Zresztą, proszę Panów, i tego już próbowano w swoim czasie. Bursy nie są rzeczą nową, bursy były jeszcze za czasów dość dawnych, były w XVIII stuleciu bursy klerykalne i te bursy nie wychowały klerykałów, lecz Woltera i Renana. Nie wątpię, że Wasze bursy, Wasze koszarowe życie i Wasz system wychowawczy osiągnie takie fiasko jak klerykalne bursy. W Waszych sanacyjnych bursach doczekacie się swego Woltera i Renana.

Ale i w Polsce bursy nie są rzeczą nowa. Cytowany już przeze mnie minister rosyjski Uwarow był też zwolennikiem zamkniętych zakładów uniwersyteckich, pensjonatów rządowych i stancji rządowych pod ścisłą kontrola i nadzorem rządu.

W roku 1838 pisał w raporcie do cara Mikołaja: „W guberniach od Polski powróconych nic nie może bardziej odpowiadać duchowi systemu naszego, jak długie zatrzymywanie młodzieży w zakładach publicznych zamkniętych”. A w innym miejscu tenże sam Uwarow pisze: „Należy ustanowić jak największą ilość pensjonatów, bo to daje środki lepszego dozoru i przeprowadzenia zasad naszych”.

Współczesny zaś delegat Ministerstwa Oświaty na okręg białoruski, idąc po tej samej linii rozumowania, proponował „skrócić, o ile można, ferie wakacyjne we wszystkich szkołach, gdyż daje się zauważyć, że dzieci, powracające do domu rodzicielskiego, wkrótce zapominają o tych zasadach, jakie władza i nauczyciele w stosunku do nich zakorzeniły”.

Wreszcie, proszę Panów, minister Uwarow w tych raportach dodawał, że do uniwersytetu będzie przyjmował profesorów nie żywiących szkodliwych myśli, takich, których sposób myślenia będzie należyty, oczywiście z punktu widzenia rosyjskiego. Jeżeli cytuję te fakty z historii i stwierdzam, że bursy jako sposób wpływania na młodzież były stosowane dawniej, to nie czynię tego dlatego, ażeby drażnić p. Jaworską i jej „wypróbowany” patriotyzm, i jej zachwyty nad wolnością w Polsce, czynię to po to, by wykazać, że dyktatura wszędzie i zawsze jednakowymi posługuje się środkami i tymi samymi metodami dąży w gruncie rzeczy do tych samych celów. Zawsze, jak historia nas uczy, wszystkie te metody represyjne okazały się bezcelowe, bezpłodne i do żadnego celu nie doprowadziły. Idee hrabiego Uwarowa pokrywają się całkowicie z ideami tej ustawy, ponieważ panujący wówczas system dyktatorski i teraźniejszy również się pokrywają. Jakże podobne jest to wszystko, co się w Polsce dzieje, jakże podobne są te zamachy na szkolnictwo, ta cała rzeczywistość polska do systemów polityki dyktatorskiej rządów rosyjskich w ubiegłym stuleciu. Jakże Wasz sposób rozumowania przypomina tamte czasy. Wtedy drogą represji trzeba było łamać młodzież, bo panował system dyktatorski. Teraz panuje system dyktatorski i teraz chcecie łamać młodzież, niszczyć wolność nauczania, trzeba więc stwarzać bursy, trzeba wpływać na młodzież i urabiać różnymi metodami tę młodzież, tak jak się Wam podoba. Zamach na uniwersytety wypływa z całokształtu stosunków politycznych. Wypływa teraz tak, jak wypływał wtedy. Podobne stosunki polityczne wywołują podobne skutki. Świadczą o tym słowa konserwatywnego hrabiego Fryderyka Skarbka, który w książce „Dzieje Polski” w tomie II pisze…

Marszałek Sejmu: Panie Pośle, proszę mówić do rzeczy.

Wobec tego, że nie mogę odczytać, stwierdzam tylko, że ówczesny rosyjski system polityczny, aby się utrzymać przy władzy, chwytał się represji wobec młodzieży. Tak postępują wszystkie systemy dyktatorskie, bo jednakowe stosunki polityczne rodzą jednakowe metody polityczne rządów i idą w parze z jednolitym poglądem na wychowanie, na wolność nauki i nauczania. Ale metody represyjne nigdy nie uratowały dyktatorskich rządów.

Stanisław Dubois

_________________________________________

Powyższy tekst Stanisława Dubois to stenogram przemówienia Autora na plenarnym posiedzeniu Sejmu w dniu 21 lutego 1933 r. Przedrukowujemy go za aneksem do książki Eugeniusz Rudziński, Roman Olszyna – „Pasja ich życia. Rzecz o Stanisławie Dubois, Kostku Jagielle, Władysławie Pisarku, Edwardzie Wieczorku, Stanisławie Dembińskim”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1960.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *