„Walka Ludu”

„Pro i contra” (Przegląd prasowy)

[1943]

Prasa lewicowa w lipcu zajmuje się trzema sprawami: upadkiem faszyzmu, nowym rządem premiera Mikołajczyka oraz kwestiami ustroju Polski w przyszłości.

W ocenie sytuacji włoskiej „WRN” nr 15 pisze: „Skok sojuszników na Sycylię doprowadził do kapitulacji włoskiego faszyzmu. Niewątpliwie taka jest kolejność wydarzeń, lecz czynniki wpływające na ich bieg zawsze są w historii ukryte. W wydarzeniach włoskich nie wolno jednak dostrzegać tylko czynniki militarne”.

Faszyzm upadł w sposób niezwykle banalny. I to, co najsilniej należy podkreślić w jego upadku, jest, że najsilniejszy terror nie potrafił całkowicie zniszczyć tradycji rewolucyjnego ducha we włoskich masach robotniczych i chłopskich, albowiem Mussolini musiał ustąpić nie tylko dlatego, że został opuszczony przez swoich najbliższych, ale przede wszystkim dlatego, że faszyzm utracił zupełnie poparcie w masach narodu. Upadek faszyzmu nastąpił przed okupacją Włoch dzięki różnym prądom społeczeństwa zjednoczonego tylko w przekonaniu o przyszłej klęsce Osi. Rząd Badoglia jest próbą armii i króla, aby przez dalszy opór uzyskać korzystniejszy pokój.

Przeciw tej taktyce grupuje się opozycja w masach. W Italii odbywa się teraz drugi etap walki między klasą burżuazyjną a proletariatem. Kapitaliści wyzbywali się tam form ustrojowych faszyzmu, krępujących ich inicjatywę (np. rozwiązanie Ministerstwa Korporacji i całego jego systemu i zastąpienie ich przez Ministerstwo Przemysłu i Handlu) przy zachowaniu natomiast w stosunku do klasy robotniczej wszystkich politycznych i społecznych ograniczeń faszyzmu. Syndykalistyczne związki natomiast wysuwają hasło: „Za natychmiastowym pokojem – za Wolność i niepodległość Włoch przez usunięcie warunków społecznych, które umożliwią powstanie faszyzmu”!

Wobec takiej sytuacji interesuje nas program partii socjalistycznej Włoch. Czytamy w nr. 3/24 „Wolności”: „Celem partii jest stworzenie wolnej Italii w wolnym świecie opartym na zasadzie prawnej i politycznej równości wszystkich narodów przez: 1) socjalizację wielkich monopolów i wielkich przedsiębiorstw oraz wielkiej własności prywatnej przy nienaruszeniu własności chłopskiej, mieszczańskiej i klas pracujących najemnie, 2) ukaranie wszystkich wspólników i sprawców faszyzmu, od króla począwszy a skończywszy na sędziach faszystowskich trybunałów specjalnych, 3) konfiskaty mienia ministrów, senatorów i innych dygnitarzy faszystowskich, 4) oddanie całego uspołecznionego majątku pod zarząd spółdzielniom i związkom zawodowym, 5) rozwiązanie sprawy kolonialnej w drodze dobrowolnych rokowań w płaszczyźnie międzynarodowego zarządu kolonialnego”.

Czytamy dalej w organie WRN: „Partia socjalistyczna nie zamierza urzeczywistniać tego programu w drodze zatwierdzenie przez parlament – lecz tylko w drodze rewolucji, która siłą faktu nastąpi po kryzysie faszyzmu we Włoszech”.

Ze szczerym zadowoleniem zwracamy uwagę na stanowisko nowej formującej się Partii Socjalistycznej we Włoszech dlatego, że podobnie jasnego stanowiska niestety stara PPS (dziś WRN) nigdy jeszcze wobec burżuazji nie wykazała.

***

Pan Premier Mikołajczyk wygłosił expose, które podaliśmy w ostatnim numerze „Walki Ludu” w obszernym streszczeniu. Z każdego słowa p. premiera przebija duch Demokracji Zachodu. Pan premier chciałby, aby ta demokracja była „nie tylko formalną, ale również faktyczną, która by osiągnęła nie tylko wolność religijną i osobistą, ale społeczną i gospodarczą, owe cztery wolności, o których tak pięknie mówi prez. Roosevelt”.

Rząd krocząc tą drogą uważa się za „rząd jedności narodowej”.

Mowa ta jest pełna dobrej woli i szczerego patriotyzmu, jeśli kto chce może ją nawet nazwać „deklaracją nowej Wolnej Polski”. Lecz historia uczy nas, że najpiękniejsze deklaracje pozostają na papierze, jeśli ci, dla których one są przeznaczone nie potrafią swoją siłą społeczną przekształcić słowa na rzeczywistość.

Deklaracja rządu obowiązuje oczywiście także owe cztery stronnictwa na emigracji, które potrafiły znaleźć między sobą wspólny język polityczny. Czy potrafią też one znaleźć między sobą wspólny język wobec zagadnień społecznych? Przytoczymy tutaj kilka głosów prasy lewicowej:

„Czyn” nr 7 pełen rewolucyjnej werwy „narażając się na niekosztowny zarzut łamania i tak nieistniejącej jedności narodowej” widzi w koalicji rządowej „recydywę bezmyślnego okresu sprzed maja 1926 r. Stoimy w obliczu odżywania tych wszystkich sił, które już u swoich podstaw ideowych noszą zarodki upadku”. I naprawdę wystarczy przeczytać „Uwagi o koalicji” (w nr. 3/IV „Wolności”), a dojdziemy do wniosku, że „Czyn” ma rację, jeśli pisze „o bezsile stronnictw tradycyjnych”, które w okresie najgorszej reakcji sanacyjnej nie zdobyły się na wyraz siły, „na istotnie historyczny akt, który by wyzwolił szerokie masy narodu ze zdradzieckich splotów żarłocznych konsumentów społecznego dochodu”.

Nowy ruch społeczny – reprezentowany przez syndykalizm – jest wrogiem faszyzmu i dlatego właśnie bada jego pochodzenie. Kto torował drogę faszystowskiej reakcji i hitleryzmowi?

Przypominamy sobie okres 1918–1933–1939 w różnych europejskich krajach i grzechy socjaldemokracji w Austrii, Niemczech, Francji, Hiszpanii po r. 1932, przypominamy sobie jak to u nas było i nie wiemy, czy to nazwać cynizmem, czy próbą odrzucenia odpowiedzialności, jeśli czytamy w „Wolności”: „Należy wyciągać konsekwencje”. „W roku 1918-20 dla dobra Polski masy pracujące wsi i miast zrezygnowały z bezpośredniego urzeczywistnienia swoich żądań”. Czy masy zrezygnowały? Czy ich żądania były w kolizji z budowaniem Niepodległej Polski? Nie, bowiem w tym samym piśmie czytamy: „Dziś tej samej rezygnacji ze swych interesów klasowych dla dobra całości żądamy od nielicznej grupki fabrykantów i obszarników i ich bezpośrednich popleczników. Żadne inne komentowanie hasła Jedności narodowej nie zmieni tu naszego stanowiska. Historia w ten sam sposób dwa razy się nie powtarza”.

Dalibóg! Ale niestety: właśnie, że się powtarza. Otóż czytamy w innym miejscu tego pisma WRN:

„Klasa robotnicza ze względu na ogólny interes państwa może przystosować swą politykę do konieczności odłożenia sprawy uporządkowania form i zakresu gospodarki uspołecznionej aż do czasu zwołania Sejmu, nie mogłaby się natomiast w żadnym wypadku zgodzić na wykorzystywanie okresu przejściowego przez kapitalistów w celu umacniania ich pozycji gospodarczych i politycznych”. Kropka w kropkę tak samo było w 1918 roku, a kiedy robotnicy nie chcieli pozwolić umocnieniu się reakcji (strajk generalny w 1923 r.), było już za późno.

A teraz porównujemy tę dziecinną wiarę WRN do społecznej przebojowości przyszłego Sejmu ze stanowiskiem partii socjalistycznej we Włoszech. „Partia socjalistyczna nie zamierza urzeczywistniać swego programu politycznego i społecznego w drodze zatwierdzenia przez parlament, lecz tylko w drodze rewolucji”.

WRN i włoska partia socjalistyczna są partiami pokrewnymi, a jednak co za rozbieżność w poglądach! Upewniamy się w tym jeszcze więcej, gdy czytamy dalej w cytowanym artykule zastrzeżenie: „Spotkamy się może z zarzutem lub wątpliwością czytelnika, czy stanowisko nasze nie oznacza rezygnacji obozu robotniczego ze swych rewolucyjnych zadań”.

I tu następuje odpowiedź, która zmusza nas do przyjęcia jej z największą ostrożnością: „Odpowiemy na to, że rewolucja polityczna i gospodarcza została już przez tę wojnę w dużej mierze dokonana. Kapitalizm został faktycznie obalony…”.

Jak, kiedy i gdzie? I jako logiczne potwierdzenie powyższego twierdzenia ma służyć zdanie: „Tylko w ostateczności, gdyby siły reakcji znów dorwały się do władzy” – wówczas rewolucję wypowiedzieć grożą panowie z WRN. Lecz, jak polska reakcja wybierze drogę „legalną” na wzór Dolfusa lub Hitlera, to chyba powtarzać się będzie historia.

Zrozumiałą przeto staje się odpowiedź „Czynu” na zaproszenie WRN „lojalnej współpracy na podstawie platformy obowiązującej koalicję”. Czytamy w „Czynie”:

„Z jednej strony blok ludowo-socjalistyczny, z drugiej – możliwość porozumienia sanacji z endecją (Mikołajczyk – Sosnkowski). Nastąpić mogą ostre tarcia polityczne. W obu tych obozach miejsca dla nas nie ma. Głębokie przemiany w życiu politycznym kraju, niedostateczne ocenianie przez emigrację i »tradycyjne« stronnictwa na miejscu tworzą nowy obóz walki. Indolencja »grubej czwórki«, która zmonopolizowała w swoim ręku reprezentacje interesów Kraju, prowadząc jedynie wewnętrzne przetargi o wpływy powojenne, każe nam wytężyć czujność, koordynować wysiłki wszystkich, którzy choć różnymi drogami dążą do jednego celu – istotnej przebudowy Państwa”.

Niestety „Czyn” popada sam w niekonsekwencję. Z jednej strony z powodu osobistych walorów premiera Mikołajczyka i gen. Sosnkowskiego ustosunkowuje się do nich pozytywnie i podporządkowuje się ich rozkazom, mimo że są sztandarowymi figurami tych obozów, w których „dla nas nie ma miejsca”. Z drugiej strony wyciąga konsekwentnie wniosek, że istnieje tylko jedna wola, „wola mas robotniczych i chłopskich, która prowadzi walkę o nowe wartości, o nowy światopogląd ideowy, o zwartą postawę świata pracy” do wszystkich zagadnień jego życia i wszystko uzależnia od jego świadomości i woli.

Warto jeszcze wskazać na błędne stanowisko, jakie zajmuje „Robotnik” w nrze 12, który rozróżnia cztery ośrodki woli politycznej – zależne od czterech samodzielnych ośrodków siły wojskowej,

Mimo że autor powołuje się na Engelsa, podejście do tej kwestii świadczy raczej o wpływie mentalności faszystowskiej niż socjalistycznej. Siły zbrojne mają niewątpliwie wielkie znaczenie podczas przełomu, ale nigdy nie świadczą o tym, że za nimi faktycznie stoją odpowiednie siły społeczne, w każdym razie nie można teraz wnioskować z tego, że jakieś stronnictwo ma czy nie ma organizacji wojskowej. Wszystkie istniejące organizacje bojowe mają dziś przede wszystkim za cel samoobronę Narodu i walkę z okupantem. Jak w ogóle w tej wojnie, i na naszym odcinku polityka dyktuje strategię. Kierownictwo Walki Podziemnej ogranicza swoją działalność do akcji odwetowej i wstrzymuje się od wszelkiej dalszej akcji. W ostatniej odezwie KWP czytamy: „Tymczasem wszyscy zagrożeni muszą na własną rękę unikać ciosów, jednak nawet powodowani rozpaczą nie powinni poddawać się wpływom i kierownictwu obcych i wrogich Polsce czynników, które swą działalnością anarchizują Kraj”.

Jak widzimy polityka stoi nawet ponad zagrożoną egzystencją Narodu. „Na własną rękę” więc opuszczają mieszkańcy całych okolic swe siedziby ze słusznej obawy przed bestialską bezwzględnością okupanta, „na własną rękę” chroni się młodzież do lasu nie chcąc pomagać gospodarce wojennej Niemiec, „na własną rękę”, bo odwet silny zdecydowany nie będzie – chyba jakiś mostek się wysadzi łub pociąg zostanie zatrzymany. Dobrze, ale wtedy takie stanowisko KWP samo pcha, nawet tak jak to się już od roku dzieje, najlepsze bojowe elementy polskie, które „na własną rękę” uchodzić musiały do współpracy z tymi, którzy siebie zowią „Gwardią Ludową”.

Naturalnie, że ruchliwość komunistów jest również dyktowana tylko nakazem politycznym, ze względu na interes Rosji sowieckiej, ale aktywność wtedy jak okupant przyłożył nam nóż do gardła, musi zawsze pociągać za sobą przede wszystkim młodzież znajdującą się w sytuacji „na własną rękę” bez wyjścia.

Z chwilą upadku okupanta powstaje zgoła inna rzeczywistość. Jeśli klasa robotnicza będzie świadoma swoich celów, wówczas przystąpi do ich realizacji i będzie również dysponowała dużym rezerwuarem ludzkim, który potrafi się uzbroić i stać na straży swych interesów.

Ujęcie tego zagadnienia przez „Robotnika” prowadzi niezawodnie do walki o władzę polityczną i od niej dopiero uzależnia rozwiązanie kwestii społecznej.

Dla nas siły zbrojne są tylko środkiem pomocniczym, a główną siłą są masy robotnicze i chłopskie, które natychmiast po upadku okupanta przystąpią do objęcia bogactwa narodowego. Klasa robotnicza tym samym zarekwiruje całą broń.

Każda fabryka, każdy warsztat, każda kopalnia, każda wieś będzie uzbrojona, aby w ten sposób bronić swojej sprawy.

***

Zbliża się chwila największego przełomu dziejowego. Zagadnienie, co będzie jutro, absorbuje wszystkie umysły. Idee syndykalistyczne coraz bardziej przenikają do społeczeństwa, bowiem po doświadczeniu z partiami wszystkich kierunków masy pracujące i chłopstwo chciałyby swoje losy ująć we własne ręce.

Pod sztandar syndykalizmu przybyli w ostatnich latach ludzie z różnych środowisk politycznych, nic dziwnego, że dawne poglądy przebijają jeszcze i w sferach syndykalistycznych. Prowadzi to często do różnych sprzeczności, czasem w tym samym piśmie, a czasem nawet w tym samym artykule.

Tak „Myśl Młodych” nr 2/20 w artykule pt. „Szukając idei” wyprowadza rodowód Związku Młodzieży Syndykalistycznej z „Zetu” i ZPMD, aby w końcu oświadczyć: „Pracujemy nad pogłębieniem myśli syndykalistycznej, nie międzynarodowej, lecz polskiej, narodowej”.

Jaki jest ten narodowy, jaki jest ten międzynarodowy syndykalizm?

Jest tylko jedna idea syndykalistyczna – nikt jej u nas nie wynalazł. Rozwinęła się ona w zmaganiach klasy robotniczej w różnych krajach zachodnich. Naszym zadaniem w Polsce jest przystosować ideę syndykalistyczną do naszej rzeczywistości. I dlatego z zadowoleniem czyta się w tym samym numerze pisma, w następnym artykule, rozumne zdanie, które może być odpowiedzią na wynalazek tzw. „polskiego narodowego syndykalizmu”: „Nie wolno nam się zasklepiać w ciasnej parafiańszczyźnie. Drobiazgi nie mogą nam przesłonić właściwej linii walki. Wolną Europę będziemy wspólnie budować z tymi wszystkimi, którzy do wolności prawdziwe dążą. Inaczej pogrzebiemy wielkość i wolność Narodu w barbarzyńskim kłamstwie i ułudzie szowinizmu, brutalnie podporządkowanego cynizmu spekulacjom kapitalistycznych interesów”.

Tak jest! Nie ma w Polsce miejsca na coś koślawego w rodzaju niemieckiego „narodowego socjalizmu” lub „faszystowskiego syndykalizmu”.

Robotnik, chłop i inteligent polski wie już dobrze, że wolność i socjalizm urzeczywistnione być mogą tylko przez syndykalizm, tzn. przez konstruktywną współpracę Związków i Spółdzielni.

Wiemy już, że prąd ten istnieje w całym niemal świecie, że raczej dążenia tutaj w Polsce idą w parę z podobnymi dążeniami syndykalistów innych krajów, że właśnie w tej międzynarodowej łączności leży nasza siła w przyszłości, kiedy problemy rozwiązane być muszą na skali międzynarodowej czyli nadnarodowej – i dlatego nie uznajemy skonstruowania jakiegoś tam „narodowego” syndykalizmu w przeciwieństwie do faktu, że syndykalizm, jako rewolucyjny prąd, jest już międzynarodowym nurtem klas pracujących.

„Czyn”, który w sprawach taktyki politycznej posiada dużo odwagi cywilnej, w dziedzinie ideowej nie może się wyzbyć różnych naleciałości, które np. w artykule „Zadania i cel” (nr 4) odbijają się swoją organiczną obcością od światopoglądu syndykalistycznego i prowadzą do wielu sprzeczności.

Musimy pamiętać że nie forma tworzy treść, lecz odwrotnie. Syndykalizm jest formą ustrojową pewnej treści społecznej. Ta treść społeczna musi przede wszystkim być jasna i niedwuznaczna. Postaramy się ją wyłowić z tego artykułu:

1) Naród, który nie jest niepodległy, jest słaby i skazany na zagładę;

2) Niepodległość nie jest celem ostatecznym, aby kraj był niepodległy musi człowiek w nim być wolny, a wolny może być tylko wówczas, jeśli wszyscy mają równe możliwości i prawa do życia – nazywamy to sprawiedliwością społeczną;

3) Ustrój obecny jest ustrojem niesprawiedliwości, wyzysku jednego człowieka przez drugiego, który opiera się na prawie własności prywatnej, chronionej przez państwo;

4) Obalenie tego ustroju umożliwi „wolną Rzeczpospolitą, najwyższe dobro”, „wspólną własność wszystkich obywateli”.

Jednym słowem socjalizacja wszystkich środków produkcji, bogactw naturalnych, przedsiębiorstw użyteczności publicznej, domów.

W konsekwencji następuje deklaracja „odrzucamy mit nadrzędności państwa nad społeczeństwem”. Pojęcie i rola państwa pozostają jednak niewyjaśnione. Z tego też powodu powstaje dużo niejasności i sprzeczności w planie nowej syndykalistycznej struktury ustroju społecznego.

Nie wystarczy powiedzieć „Państwo Społeczne” i nakreślić mu idealne właściwości, trzeba przeprowadzić analizę jego powstania i jego rolę na przestrzeni dziejów. Dla jasności warto zaznaczyć, że krytykując instytucję państwa nie wkraczamy absolutnie w dziedzinę zagadnienia niepodległości terytorialnej kraju. Przez nieuzgodnienie kwestii państwa nowa treść idei syndykalistycznej zostaje zaciemniona przez zakorzeniony kult dla mitu państwa.

„Czyn” zmienia ustrój nie przez państwo, tylko przez samorząd od dołu, a ponieważ praca jest podstawą nowego społeczeństwa, nowym zarządcą życia gospodarczego i kulturalnego jest związek zawodowy. Związki zawodowe łączą się ze sobą poprzez gminy, powiaty i województwa w ogólnokrajową organizację i tworzą w ten sposób najwyższe organy gospodarcze i kulturalne, które znowu wyłaniają najwyższą Izbę Terytorialną. Równolegle jako organ doradczy funkcjonuje Najwyższa Izba Planów. Dotychczasowy system centralistyczny państwa jest zastąpiony przez wolnościowy system federalizmu lub samorządu społecznego. Dlatego też „Czyn” nie czeka, aby przyszłe państwo wprowadziło przy pomocy dekretów nowy ustrój, lecz „już dzisiaj rozpracowuje i pogłębia zagadnienia naszej od kilku dziesiątków lat żywej myśli społeczno-politycznej”. W pewnym jednak momencie (gdy głos tradycji się odzywa) „Czyn” rozstaje się z socjologiczną logiką syndykalizmu i każe członkom związków zawodowych w drodze czteroprzymiotnikowego głosowania jeszcze raz wybierać do nadrzędnej instytucji Sejmu, któremu podlegają sprawy polityki zagranicznej, obrony, organizacji bezpieczeństwa i sprawiedliwości. I zdaje się, że tym razem już bez głębszego zastanowienia „Czyn” wyzuwa społeczeństwo z jego faktycznej władzy, bowiem stawia wymienione wyżej atrybucje Sejmu „poza organizacją samorządową”. I znowu odżył więc ten mit nadrzędności państwa nad społeczeństwem.

Wskazujemy na te sprzeczności i rozumiemy, że zostaną one przezwyciężone z czasem przez głębsze przyswojenie sobie idei syndykalistycznej, lecz obowiązkiem naszym jest zwrócić na nie uwagę, jako na resztki balastu myślowego, związanego ze starym ustrojem, z którym chcemy się rozstać.

_____________________
Tekst ten pierwotnie ukazał się w „Walce Ludu” – konspiracyjnym piśmie Syndykalistycznej Organizacji „Wolność”, nr 16, 5 marca 1943 r. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Wojciech Goslar.

 

Warto przeczytać także:

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *