Eugenia Pragierowa

Pracownicy umysłowi a praktyka organizacyjna

[1937]

„Każdy nowy podział pracy stwarza nowe prawo zwierzchnictwa i przywileju”. Wielokrotnie już w dziejach ustroju kapitalistycznego owo zdanie Proudhona znajdowało swój żywy wyraz. Proces podziału pracy, towarzyszący nieuchronnie rozwojowi kapitalizmu, wprowadził nie tylko przemiany w budowie całego społeczeństwa, ale także i wśród samej klasy robotniczej. Wynikiem produkcji wzmożonej wskutek tegoż podziału jest rozrost pracy, wykonywanej poza bezpośrednimi czynnościami wytwarzania. Prowadzi to do powiększenia liczby pracowników umysłowych, do rozszerzenia działu usług w przemyśle i handlu.

W Niemczech przedhitlerowskich było, według ostatniego spisu ludności z 1925 r., przeszło 5 milionów pracowników umysłowych (łącznie z urzędnikami państwowymi), co w porównaniu z takimże spisem z roku 1895 oznaczało wzrost dwukrotny, a w porównaniu z rokiem 1882 – wzrost prawie pięciokrotny. W Polsce powiększyła się liczba pracowników umysłowych – co prawda w latach dobrej koniunktury – z 156700 osób (bez urzędników państwowych, samorządowych i nauczycieli) w roku 1927 – na 262900 osób w grudniu roku 1929.

Już same liczby tych pracowników dowodzą ich znaczenia w obrębie klasy robotniczej. Lecz czyż istotnie tworzą oni jedną całość wraz z robotnikami fizycznymi, czyż mogą uchodzić za równorzędny z robotnikami czynnik przemiany?

W społeczeństwie kapitalistycznym ogólny kierunek rozwoju odbywa się w myśl zasady, że „Własność porusza się między dwoma przeciwnymi sobie biegunami kapitału i pracy najemnej”. Owa zwięzła, lecz schematyczna formuła tłumaczy jednak tylko istotną podstawę ruchów społecznych, lecz bynajmniej nie wyczerpuje wszystkich ich przejawów. I kapitał, i praca najemna tworzą bowiem właśnie tylko dwa bieguny osi, wokół której narastają grupy dość różnorodne. W tej walce dwuzespołowej między kapitałem a pracą najemną zarysowują się dzisiaj wyraźnie już grupy ani nie wchłonięte jeszcze, ani też nie pokrywające się całkowicie przez żadną z tych klas. Są to grupy dość elastyczne, powiedzieć można: koniunkturalne, gdyż zależnie od okoliczności, mogą się przyłączać do tej lub innej klasy społecznej. Mogą one wzmocnić klasy posiadające lub też zjednoczyć się z robotnikami w celu przemiany stosunków obecnych. W tym gąszczu splątanych przeciwieństw odnaleźć można także i pracowników umysłowych.

Jakież jest tedy określenie pojęcia „pracownik umysłowy”? Czy są obiektywne podstawy ich odrębności? Jest to pojęcie dość nieuchwytne. Nie mamy też określeń pozytywnych ani gospodarczych, ani nawet ustawowych – mimo istnienia wielu już przepisów specjalnych, dotyczących pracowników umysłowych. Używa się zazwyczaj w ustawodawstwie określenia negatywnego, uważając za pracowników umysłowych tych wszystkich pracowników najemnych, którzy nie są robotnikami fizycznymi. Samo określenie „pracownik najemny” w tym właśnie wypadku staje się pojęciem albo zbyt ogólnym, albo zbyt przystosowanym do pojęcia „robotnik fizyczny”, by było tłumaczeniem dostatecznym. Prawda, że i pracownicy umysłowi są pracownikami najemnymi, gdyż podobnie jak i dla robotników fizycznych zarobek płynący z płacy, jest ich głównym źródłem utrzymania, są zależni ekonomicznie od przedsiębiorcy, „żyją”, słowem, ze sprzedaży swej siły roboczej. Istnieją tedy istotne podstawy umowy o pracę, która też oznacza ich stanowisko gospodarcze. Tak jest. Lecz jednocześnie warunki, w których dokonywa się zawarcie, trwanie i rozwiązanie tej umowy, są zgoła inne niż dla robotników fizycznych. Różnica ta polega nie tylko na większej stabilizacji warunków pracy, nie tylko na wyższej płacy, która umożliwia tryb życia wyższy od trybu życia robotników. Różnica ta wypływa również z istoty pracy umysłowej, szczególnie zaś z jej skutków społecznych. Zapewne pojęcie pracy umysłowej nie jest to pojęcie jednoznaczne. Obejmuje ono w tym wypadku, jako kategoria ekonomiczno-społeczna, bardzo rozległą skalę wysiłków: od czynności najprostszych do najbardziej zróżniczkowanych, i co więcej – każdy szczebel tego zróżniczkowania świadczy o odmiennej sytuacji społecznej. Z reguły jednak każda praca umysłowa – na co ostatnio de Mann kładzie szczególną wagę – ma cechy, które odcinają ją znacząco od pracy fizycznej. Praca umysłowa wiąże się z usposobieniem, charakterem i umysłowością poszczególnego człowieka, sposób jej wykonywania decyduje więc zarazem o znaczeniu pracownika. Przy pracy zaś fizycznej, jako pracy mechanicznej, człowiek zaciera się w bezosobowej pracy zbiorowej. Dlatego też pracownik umysłowy ugruntowuje swe znaczenie przez jakość pracy indywidualnej – zaś pozycja społeczna robotnika staje się tym dogodniejszą, im bardziej władna jest zbiorowość, do której należy. Jest jeszcze jedna cecha, które pominąć tutaj niepodobna. Jest to sposób nie tyle odczuwania, ile wyrównywania własnej krzywdy społecznej. Tutaj piętno indywidualistyczne odbija się już najwyraźniej.

Świadomość klasowa pracowników umysłowych kształtuje się w warunkach dalekich od prostoty. Jest ona jakby wypadkową dwu elementów przeciwstawnych: gospodarczego, który, jako wyraz funkcji pracownika najemnego prowadzi do przymierza, do zespolenia się z ogółem klasy robotniczej, oraz socjalnego, który ujawnia łączność z klasami posiadającymi, względnie – pośrednimi, z którymi łączy tych pracowników częstokroć pochodzenie, obyczajowość, tradycja, tryb życia i myślenia. Prawda, że indywidualizm pracowników umysłowych musi ulec zmianie. Każda grupa społeczna uzyskuje bowiem w społeczeństwie dzisiejszym swe znaczenie tylko dzięki wysiłkom zbiorowym, indywidualizm zaś gospodarczy staje się już przeżytkiem zupełnym. Prawda, że proletaryzacja, obejmująca coraz większe kręgi pracowników umysłowych, tworzy pomost łączący ich, jakby automatycznie, z najbliższymi sojusznikami pracy, z robotnikami. Tak jest. Tak by zapewne się działo, gdyby rozwój zdarzeń zakreślał linię prostą, prowadzącą bezpośrednio do celu. Tymczasem, w rzeczywistości, proletaryzacja ta otwiera drogę na szeroki gościniec, który, obok robotników, zapełniają liczne rzesze wszystkich innych klas społecznych. Klasy te przenikają się wzajemnie i szukają za wszelką cenę środków obrony właśnie przed tą proletaryzacją, której nie chcą poddać się bez oporu. I podobnie jak robotnicy przed stu laty, szukając środków działających bezpośrednio również przeciw proletaryzacji, stosowali odruchowo bezpłodne, bezcelowe niszczenie maszyn i fabryk – tak i dzisiaj sproletaryzowane, wykolejone warstwy pracownicze odruchowo sprzymierzają się z każdym, kto obieca upragnioną przemianę.

Wiemy, niestety, z doświadczeń lat ostatnich, jak czujne i wrażliwe są te wszystkie warstwy sproletaryzowane na sugestie złudnych perspektyw natychmiastowej poprawy bytu. Wiemy, jak dzięki temu także, kapitalizm zdołał utwierdzić swą władzę, pasując zarazem te właśnie warstwy na swego sojusznika. Nie zmienia to bowiem wielu wiele w istocie sprawy, że sojusz ód odbył się w atmosferze pustych, beztreściwych symboli pozornej działalności antykapitalistycznej państwa „totalnego”.

Stopień ścierania się i krzyżowania tych dwu elementów świadomości: gospodarczego i socjalnego, jest – jak żeśmy już wyżej wspomnieli – różny dla poszczególnych odłamów tych pracowników. Różny – zależnie od poziomu życia, dobrobytu i rodzaju pracy. Rzecz prosta, że łączność ta zatraca się zupełnie na najwyższych szczeblach pracy kierowniczej, gdzie wysokość płacy upodabnia tych pracowników całkowicie już do klas posiadających.

Jakie jest zróżniczkowanie pracowników umysłowych w Polsce? Ogólną liczbę tych pracowników szacowano w roku 1930 na przeszło 400000. W gałęziach właściwej pracy wytwórczej zatrudniony jest stosunkowo niewielki odłam, gdyż liczba osób zatrudnionych w przemyśle i górnictwie nie przekracza 20% liczby ogólnej. 17% pracuje w handlu i ubezpieczeniach, 21% w komunikacji i w przewozie (łącznie z urzędnikami kolejowymi i pocztowymi). Poza tym – są to pracownicy państwowi, samorządowi i społeczni. Liczby tworzące główną linię podziału, dotyczące wykształcenia i zarobków, są następujące: w roku 1933 było pracowników o wykształceniu średnim zawodowym – 22%, średnim ogólnym – 28%, wyższym – 16%, elementarnym – 16%. Nieproletariackie pochodzenie większości tych warstw rzuca się w oczy, jeżeli się zważy, jak minimalny jest odsetek dzieci robotniczych i chłopskich w szkołach średnich i wyższych. Wysoki stopień wykształcenia przypada stosunkowo, przede wszystkim na instytucje państwowe, samorządowe i społeczne. Ze stopniem wykształcenia łączy się z reguły wysokość zarobku. Na ogół stwierdzić można, że płace pracowników z ukończonym wykształceniem średnim są o 18% wyższe od płac pracowników z takimże wykształceniem nieukończonym, zaś pracownicy z ukończonym wykształceniem wyższym otrzymują o 75% więcej od pracowników z wykształceniem średnim. Personel na stanowiskach kierowniczych ma płacę o 100% przewyższającą płacę personelu biurowo-administracyjnego. Oczywiście, wszystkie te zarobki posuwają się w granicach zarobków średnich, mających mniej więcej charakter stały. W roku 1933 było wśród ubezpieczonych w Z.U.P.U. zarabiających poniżej 120 zł miesięcznie – 16,6%, powyżej 720 zł – tylko 6,7%. Największy odsetek wykazują grupy zarabiające od 180 do 260 zł oraz od 260 zł do 360 zł, 9,6% zarabia od 360 zł do 480 zł miesięcznie.

Pracownicy umysłowi – prywatni, państwowi i samorządowi – zorganizowani są w stu kilkudziesięciu związkach. Unia Związków Zawodowych Pracowników Umysłowych jednoczy jako organizacja centralna wyłącznie pracowników umysłowych. Skupiła ona w roku 1935 – czterdzieści kilka tysięcy członków.

***

Gdy się rozpatruje te wszystkie sprawy w przekroju ideologicznym, pozostaje niewątpliwie w mocy zasada, że każda formacja społeczna odnajdzie, prędzej czy później, swój wyraz polityczny, zależnie od funkcji, które pełni w układzie sił wytwórczych. W tym sensie i pracownicy umysłowi znaleźć się muszą w jednych szeregach z całą klasą robotniczą. Lecz jest to tylko stwierdzenie działania nieodpartej mocy logicznej praw rozwojowych. W przekroju praktycznym wszakże, w załamaniu taktyki organizacyjnej, prawa te wyłaniają się powoli i, jako piętno czasów dzisiejszych, także i opornie. Byłoby złudą naiwną przypuszczać, że automatycznie, sam przebieg dziejów rozwoju gospodarczego zdoła wytworzyć klasową podstawę tych pracowników duchu całej klasy pracowniczej.

Eugenia Pragierowa

_____________________________________

Powyższy tekst Eugenii Pragierowej pierwotnie ukazał się w miesięczniku socjalistycznym (PPS) „Światło” nr 7-8/1937, od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *