Zygmunt Piotrowski

Polski ruch socjalistyczny w Ameryce

[1923]

Pierwsze przebłyski myśli socjalistycznej wśród polskiej emigracji w Ameryce Północnej spotykamy jeszcze w ósmym dziesięcioleciu ubiegłego wieku. Nie była to ani organizacja, ani żaden poważniejszy ruch, ale słabe echo walk i tragicznych przeżyć warszawskich Proletariatczyków. Szczupłe grono towarzyszy, znalazłszy się na obcym gruncie, starało się krzewić myśl wyzwoleńczą w takich najstarszych ośrodkach polskiej emigracji, jak Nowy Jork, Buffalo i Filadelfia.

Dopiero na okres po zjeździe paryskim PPS – pierwsze lata działalności Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich – przypada ożywienie i skonsolidowanie się organizacyjne polskiego ruchu socjalistycznego w Ameryce. Przybywa specjalny delegat PPS do Ameryki (Bolesław Miklaszewski) i z Nowego Jorku nawiązuje stosunki z dawnymi towarzyszami, skupia najenergiczniejsze i najświadomsze jednostki z dawniejszych emigrantów czy nowo przybywających polskich robotników. Powstaje Związek Socjalistów Polskich, który zakłada swój organ „Robotnik” (później „Robotnik Polski”). „Robotnik” w Ameryce jest zaledwie o jeden rok młodszy od weterana naszego kraju, centralnego organu PPS, bo wychodzi już od 28 lat, dzieląc wszystkie losy swej organizacji na emigracji. W ostatnim dziesiątku XIX stulecia jako pionierów ruchu i założycieli organizacji ZSP spotykamy tow. Feliksa Cienciarę, który wydawał z innymi towarzyszami uprzednio w Buffalo „Światło” (obecnie pracuje jeszcze w partyjnej drukarni „Dziennika Ludowego” w Chicago), tow. Aleksandra Dębskiego, który był na owe czasy duszą całego ruchu, tow. Henryka Anielewskiego, znakomitego organizatora, agitatora i kolportera, tow. Józefa Borkowskiego, redaktora i zecera „Robotnika Polskiego”, tow. J. Fiszlera, współpracownika „Robotnika Polskiego” i „Przedświtu”, b. poważną siłę intelektualną w ruchu, a później tow. Aleksandra Hinkelmana, tow. Ed. Słowika i grono innych ofiarnych i pełnych poświęcenia towarzyszy. Ruch zataczał coraz szersze kręgi: ze Wschodu – z Nowego Jorku, Filadelfii, stanów Nowej Anglii, zagłębia węgla antracytowego – sięgać zaczął do osad polskich nad Wielkimi Jeziorami, do Chicago w Illinois i Milwaukee w Wisconsin. O rozmachu świadczyć mogą takie np. ilustracje, że przed 25 laty w Chicago koło ZSP liczyło kilkudziesięciu członków, wśród których na starych listach sprzed ćwierć wieku spotykamy takie nazwiska, jak obecnego bankiera, przywódcy endecji na amerykańskim gruncie, Jana Smulskiego, kilku innych kupców i polsko-amerykańskich politykierów. Naturalnie, że żywioły te w bardzo krótkim czasie odpadły od ruchu, kiedy nie widziały w nim osobistych korzyści i kariery.

Okres kilkuletni przed rewolucją w caracie 1905-6 r. ruch nasz na emigracji przeżywał jakby w półletargu. Nurtować tu zaczęły te same rozdźwięki, jakie ruch przeżywał w kraju. Emigracja jest bowiem bardzo czułym instrumentem dla wszystkich ech, idących falą z ojczystego kraju, Podkreślić należałoby nawet, że specjalne środowisko, jakiem jest emigracja, potęguje te fale, przeżywa głębiej wszystkie przejawy życia politycznego, społecznego w ojczyźnie. Rozłamy rozdzierały głęboko organizacje, zadawały bardzo bolesne rany na emigracji, to znowu okres walk wyzwoleńczych, przebłyski nadziei zdobycia tego wyzwolenia – szybciej, trwalej łączyły powaśnionych. Znany jest to fakt historyczny, że nostalgia potęguje się w miarę, gdy grupa wygnańców, emigrantów jest rzucona dalej od ojczystej ziemi, im dłużej tam przebywa. Wytwarza się specjalna atmosfera kultu, idealizowania stosunków, poczynań, ludzi zostawionych w Ojczyźnie. To objaśnia stan przedrewolucyjny, jaki istniał w Ameryce, a jeszcze jaskrawiej okres samej rewolucji (1905-1906) i lata po rewolucji (1907-12). ZSP, jako sekcja zagraniczna PPS, głównie za cel obrał sobie niesienie pomocy materialnej dla rewolucyjnego ruchu w Polsce. Ofiarność okazała się wielka. W ślad za płomiennymi odezwami, wiecami, apelami w „Robotniku Polskim”, wytężoną akcją skarbnika tow. Al. Dębskiego – posypały się tysiące dolarów; ogółem zebrano w owym okresie 20 tysięcy dolarów, czyli 40 000 rubli przedwojennych. Jeśli się zważy bardzo nieznaczne zarobki ówczesne, nieliczną organizację, wściekłą kontragitację ze strony wszechwładnego kleru i politykierów, i materiał przeważnie chłopski, w 80% prawie analfabetów – wśród których trzeba było działać – to jedynie wielka idea, ogrom zapału i energii zdołały pokonać niebywałe trudności.

Lata porewolucyjne wyrzucają na grunt amerykański rozbitków rewolucji. Wśród polskiego ruchu socjalistycznego na emigracji zakotłowało. Przybywają reprezentanci wszystkich omal frakcji socjalistycznych z Polski. Walka orientacyjna zaczyna wrzeć i w spotęgowanej mierze proszkuje prawie jednolity dotąd ruch. Wysłannik „lewicy” „Łapiński” (Lewinson) urządza wiece i zbiera fundusze, a jako świetny mówca zdołał zachwiać budową dotychczasowego ZSP. Wywołuje on rozłam w ZSP i tworzy Polską sekcję w amerykańskiej Socialist Party. Do sekcji należeli przeważnie „lewicowcy”, esdecy, dawni Proletariatczycy, ale nie brakło i PPS-owców. Wyraźnej linii nie dałoby się przeprowadzić; co do sfery wpływów, to wykreślić dałaby się linia terytorialna: Wschód pozostał w większości w starym ZSP, a Zachód (Chicago i okolice z zagłębiem węglowym w Pensylwanii) poszedł do sekcji i ci wszyscy później przybywający towarzysze z Polski, którzy znalazłszy się w obrębie wpływów jednej czy drugiej organizacji, stawali się jej członkami. Przy tworzeniu Sekcji, a później przy wzmacnianiu kadrów tej organizacji, byli bardzo czynni: znany przywódca „lewicy”, nieżyjący już Marian Bielecki, który po kilku latach pobytu wśród emigracji w Ameryce, wracając do Polski, zginął w Oceanie śmiercią tragiczną; następnie dziennikarz, organizator, odczytowiec, twórca Polskiego Uniwersytetu Ludowego, tow. Jan Kochanowicz (obecnie artysta teatru „Reduta” w Warszawie); tow. Michał Sokołowski, mówca doskonały, jeden z założycieli „Dziennika Ludowego” w Chicago i jego dotychczasowy wieloletni, z małymi przerwami, redaktor; tow. Stefan Żmijewski, dzielny kierownik „Dziennika Ludowego”, świetny organizator-gospodarz (zmarł w r. 1921 w Warszawie); tow. Roman Mazurkiewicz, mówca i dziennikarz, późniejszy sekretarz generalny połączonej organizacji (Sekcji ze Związkiem); tow. Adam Olszewski, ludowy mówca i dziennikarz; a w pracy kulturalno-oświatowej zasłużyli się tow. tow. dr Józef Czaki i dr Szymański, po kilku latach pracy w Stanach Zjednoczonych Am. Północnej wyjechali do Brazylii. Równocześnie w Związku Socjalistów Polskich pracują obok wymienionych dawniej przybyłych towarzyszy (tow. Cienciara, Anielewski, Hinkelman przeszli do Sekcji) tow. Jan Kozakiewicz, który na początku XX wieku wyjechał do Południowej Ameryki, a po pewnym czasie osiadł na stałe w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, był wieloletnim redaktorem „Robotnika” (wyd. amerykańskie), później sekretarzem generalnym Związku i prelegentem; tow. Zygmunt Adamczewski, sekretarz Związku i mówca objazdowy; tow. J. Sawicki, redaktor, który w czasie wojny światowej usunął się od ruchu (zmarł w r. 1918 w Nowym Jorku); tow. dr Zajączkowski, stary towarzysz przybyły z kraju w r. 1903 (zmarł podczas wojny w Nowym Jorku) i jeden z później (r. 1910) przybyłych tow. Bronisław Kułakowski, obrońca więźniów politycznych w Warszawie, odczytowiec, świetny publicysta, kierownik szkoły nauk społeczno-politycznych (partyjnej), który podczas wojny oddał się jedynie pracy w organizacji niepodległościowej (K.O.N.), usuwając się zupełnie od ruchu socjalistycznego, obecnie redaktor dziennika „Nowy Świat” w Nowym Jorku.

Kilka lat wytężonej roboty organizacyjnej za pomocą objazdów i prasy, a głównie organizowanie polskich robotników zawodowo i czynne współdziałanie z socjalistycznym ruchem amerykańskim – wszystko to przyczyniało się do stałego wzrostu Sekcji, Związek traci i liczebnie i na rozmachu, cofa się nawet w swym stanie posiadania. Dwie zwalczające się organizacje nie miały racji bytu. Uprzedzenia frakcyjne, niedowierzania wzajemne, podsycane bibułą z Polski – opóźniały zjednoczenie się polskiego ruchu socjalistycznego w Ameryce. I dopiero pod wpływem wieści z kraju następuje zbliżenie się, a potem formalne i faktyczne połączenie Związku z Sekcją. W drugiej połowie 1912 r. odbywa się zjazd Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych w Zakopanem. Zjazd ten stał się bodźcem do organizacyjnego zjednoczenia polskiego ruchu socjalistycznego w Ameryce. Połączenia dokonano na wspólnej konferencji w Pittsburgu w r. 1913. Połączona organizacja przyjmuje w programie zasadę Niepodległości Polski, a środki i drogi do wywalczenia czy zdobycia jej pozostawia bratnim organizacjom w Ojczyźnie. Zlikwidowano dotychczasowe komitety pomocy dla różnych frakcji w Polsce, stworzono wspólny fundusz pomocy dla rewolucyjnego ruchu polskiego. W sprawie stosunku do amerykańskiej Partii Socjalistycznej zgodzono się, że Związek Polski Socialist Party (nowa połączeniowa organizacja z byłego Związku i byłej Sekcji) wstępuje do Amerykańskiej Partii jako autonomiczna grupa polska i stanowić będzie jedną z dziewięciu obcojęzycznych federacji Amerykańskiej Socjalistycznej Partii. Komitet Wykonawczy ZPSP składał się prawie po połowie z b. członków towarzyszy ze Związku i z b. towarzyszy Sekcji, a jako organ wykonawczy był sekretariat, złożony z dawnego sekretarza Sekcji, tow. Hipolita Głuskiego (główny sekretarz) i z męża zaufania b. Związku, tow. Mieczysława Niteckiego (zastępca sekretarza). Organem oficjalnym ZPSP został „Robotnik Polski” (tygodnik) w Nowym Jorku pod redakcją tow. J. Sawickiego, półoficjalnym organem „Dziennik Ludowy” (codzienne pismo) w Chicago pod redakcją najpierw tow. Romana Mazurkiewicza, później tow. Michała Sokołowskiego, a trzecim pismem był humorystyczny tygodnik „Bicz Boży” o wybitnie antyklerykalnej treści, świetnie redagowany przez tow. T. Chełchowskiego (pseud. Szczypawka) (zm. w r. 1916). Do nowej organizacji wniósł dawny Związek zaledwie kilkuset członków z 30 oddziałami, podczas gdy była Sekcja kilka tysięcy członków z kilkudziesięciu placówkami. Stosunek był niewspółmierny i stąd zaraz u zarania połączenia wynikały niesnaski. Wzmocniona liczebnie zjednoczona organizacja straciła na rozmachu i na spoistości. Niespełna rok trwało to „pożycie małżeńskie” – jak ironicznie mawiali towarzysze z jednej i drugiej strony. „Niedobrane małżeństwo” rozeszło się, choć bez formalnego rozwodu, w październiku 1913 r. Część członków dawnego Związku oderwała się ze swym organem „Robotnikiem Polskim”, tworząc pod dawną nazwą nowy Związek Socjalistów Polskich, niewielką już liczebnie grupę głównie na Wschodzie. Wznowiona rywalizacja pobudziła tętno żywsze organizacyjne w ZPSP. Objazdy organizacyjne tow. Br. Kułakowskiego (który pozostał w zjednoczonej organizacji), tow. Michała Sokołowskiego i tow. Zygmunta Piotrowskiego wzmocniły i liczebnie, i wewnętrznie kadry ZPSP. Wybuch wojny światowej stawia ruch nasz wobec nowych zadań, nowych warunków, ale i nowego… rozłamu.

Jeszcze w r. 1914 (tuż przed wojną) na zjeździe ZPSP w Pittsburgu przechodzi znaczną większością głosów uchwała programowa wyraźnie niepodległościowa (odpowiadająca stanowisku PPS), a na gruncie amerykańsko-polskim współdziałanie z Komitetem Obrony Narodowej (K.O.N.). To stanowisko z jednej strony zatarło wszelkie już cienie nieufności wobec ZPSP ze strony ZSP, ale wywołało niezadowolenie u dawnych esdeków w samym ZPSP, którzy zwłaszcza po konferencji w Zimmerwaldzie w r. 1915, po otrzymaniu instrukcji od Feliksa Kona ze Szwajcarii i od rosyjskich esdeków zaczęli rozkładową robotę w łonie ZPSP. Objazd Daniela Elbauma, współdziałanie z nim sekretarza organizacji H. Głuskiego, Cegiełkowskiej w Filadelfii, Wincentego Dmowskiego, red. „Górnika” z Pittsburga, Jana Plezi i kilku innych – dążyły do rozsadzania organizacji przez opanowanie egzekutywy lub też drogą jaczejek. Robota rozłamowców została sparaliżowana przez odwołanie z objazdu Elbauma i wysłanie zamiast niego tow. Zygmunta Piotrowskiego, który od marca 1913 r. pracował jako współredaktor „Dziennika Ludowego”, a zarazem brał żywy udział w robocie K.O.N. Sekretarz Głuski zostaje zawieszony przez Komitet Wykonawczy ZPSP, i przez referendum całej organizacji usunięty ze stanowiska. Ogół członków jeszcze raz wypowiada się w 90% za postulatem Niepodległości Polski bez zastrzeżeń – wobec czego grupa esdeków usuwa się poza nawias ruchu i tworzy na razie oddzielną Sekcję, w kilka zaś miesięcy później, kiedy Amerykańska Socjalistyczna Partia wskutek denuncjatorskiej metody polskich, rosyjskich, litewskich i niemieckich esdeków postawiła ZPSP rodzaj ultimatum: albo zerwanie z akcją popierania Legionów Piłsudskiego i z K.O.N., albo wystąpienie z amerykańskiej Socialist Party – po fakcie wystąpienia polskich socjalistów z Amerykańskiej Partii esdecy wstępują do niej jako tzw. Polska Sekcja.

Przez pewien czas (kilka miesięcy 1915 r. i 1916 r.) istnieją trzy polskie organizacje socjalistyczne: stojący poza amerykańskim ruchem ZPSP i ZSP, a jako Sekcja Polska Socialist Party – esdecy, którzy po roku wyrzuceni zostali stamtąd i stali się grupką komunistów, czerpiącą soki z sowieckiej Moskwy. Na zjeździe w Detroit w Michigan (1916 r.) następuje nowe połączenie dwóch polskich niepodległościowych organizacji socjalistycznych i od tego czasu istnieje pod starą nazwą Związku Socjalistów Polskich jedna polska socjalistyczna organizacja wśród amerykańskiej emigracji. Przez całą wojnę światową aż do powstania Państwa polskiego ZSP stanowi trzon w całokształcie niepodległościowej roboty w Ameryce.

Po przełomie w r. 1918, kiedy państwo polskie powstało – ZSP uważa rolę K.O.N. za skończoną, występuje z niego i wraca do szerokiej działalności uświadomienia klasowego polskich robotników, a odnośnie do polityki w Polsce kieruje się stanowiskiem PPS. Nawiązują się najpierw stosunki drogą korespondencyjną między PPS a ZSP, później bezpośrednio przez kuriera PPS w lecie w r. 1919, a w kilka miesięcy później, w zimie 1919 i 1920 r. przez delegatkę CKW PPS, tow. Zofię Praussową, która dokonywa objazdu, rozwiązuje szczątki odrębnej grupki „Komitetu Pomocy PPS” i za pośrednictwem tow. Praussowej, tow. tow. Sokołowskiego, R. Mazurkiewicza i Z. Piotrowskiego dochodzi do formalnej umowy organizacyjnej między PPS a ZSP, która stanowi trwałą podwalinę współdziałania obu tych bratnich organizacji.

Następują z kolei objazdy dalszych delegatów PPS: tow. posła Mariana Malinowskiego („Wojtka”) na wiosnę 1920 roku, tow. Doroty Kłuszyńskiej, zima 1920 i 1921 r.; odczytowy objazd tow. Heleny Dłuskiej (zmarłej tragicznie w jesieni 1921 roku), tow. posła Kazimierza Czapińskiego (maj i czerwiec 1921 r.). Oprócz objazdów delegatów PPS odbywają się objazdy organizacyjno-odczytowe przez miejscowych mówców i odczytowców: tow. A. Łomozika, J. Trzaskę, A. Olszewskiego, Stanisławę Kucharską, dzielną prelegentkę i publicystkę; oprócz swej pracy dziennikarskiej i organizacyjnej biorą bardzo żywy udział w kampanii agitacyjnej w strajkach tow. M. Sokołowski, Z. Adamczewski i Z. Piotrowski, sekretarz generalny. Na zjeździe ZSP (XIX od założenia) w Rochester, Nowy Jork, w maju 1921 r. stan organizacyjny wykazywał ożywienie: ZSP liczył oddziałów 79, tj. podwoiła się liczba placówek w 20 miesiącach przed zjazdem. Oddziały ZSP były w 15 stanach Unii Stanów Zjednoczonych. Od września 1921 r. do kwietnia 1922 sekretarzem gen. ZSP jest tow. Jan Czarnocki, który po niespełna roku pobytu w Ameryce wraca do Polski, a jego stanowisko obejmuje jako sekretarz generalny tow. Adam Olszewski, obecny kierownik organizacji, który jest redaktorem „Robotnika Polskiego”. „Dziennik Ludowy” redaguje tow. Michał Sokołowski; współpracownikiem naszych pism, a zarazem przez przeszło dwa lata kierownikiem gospodarczym wydawnictw jest tow. dr Władysław Koniuszewski. Ze starych towarzyszy (oprócz wymienionych już poprzednio) żywy udział biorą w organizacji tow. tow. Al. Gayek, P. Lasota, Kulawscy w Detroit, M. Żukowski, Kotwicki, Marceli i Wanda Kuźmińscy w Cleveland, Wł. i Stanisława Kucharscy w Nowym Jorku, Liwacz, Rolnik i wielu innych.

Na zaproszenie towarzyszy z Ameryki objeżdżał w jesieni 1922  r. tow. poseł Jędrzej Moraczewski, premier rządu ludowego, którego objazd był jedną wielką demonstracją polskich rzesz robotniczych na rzecz gościa i PPS. W maju i czerwcu r. objeżdża osady polskie nowy delegat PPS tow. poseł Norbert Barlicki, prezes Klubu Parlamentarnego Polskich Socjalistów.

ZSP liczebnie nie jest silny, ale siłą idei, karnością, sprawnością działania, wydajną pracą kierowników i ofiarnością kilku tysięcy swych członków – pobiją dziesięciokroć silniejsze liczebnie inne organizacje polskie w Ameryce. Wpływy ZSP ma potężne. „Dziennik Ludowy”, wydawany w Chicago od r. 1907, rozchodzi się w 25 tysiącach egzemplarzy codziennie, a tygodniowy „Robotnik Polski” ma przeszło 12 tys. prenumeratorów. Księgarnia Ludowa w Chicago wydała w ciągu swego istnienia (16 lat) kilkadziesiąt swych własnych wydawnictw (książek naukowych, powieści, broszur agitacyjnych), corocznie Kalendarz Ludowy, a nadto obce wydawnictwa i stale otrzymuje w komis wydawnictwa od polsko-amerykańskich księgarń i w ostatnich latach wznowiono stosunki handlowe z księgarniami w Polsce. Ta dziedzina działalności nie tylko spełnia swe posłannictwo kulturalne, ale równocześnie ruguje tandetę brukową z rynku emigranckiego.

Organizacja nasza w Ameryce posiada własne swe Domy Ludowe w kilku najważniejszych ośrodkach. Od dawna istniał taki Dom Ludowy w Bridgeport, Connecticut, który przed kilku laty sprzedano i z uzyskanej sumy połowę wysłano do PPS, a za resztę kupiono nowy dom. W Chicago, Illinois, po szeregu lat bardzo wytężonej kampanii składkowej i kilku transakcjach nabyto dwupiętrowy Dom Ludowy przy ulicy Milwaukee, w którym mieści się drukarnia partyjna, biura redakcji i administracji pisma, księgarnia i biura sekretariatu generalnego ZSP, nadto pokoje mieszkalne. Na Domu Ludowym ciążą jeszcze poważne zobowiązania hipoteczne. Piękną świątynię Pracy posiadają towarzysze w Detroit, Michigan, którzy zakupili dawny kościół niemiecki i zmienili go na Dom Ludowy. W innych miastach, jak np. w Nowym Jorku, Filadelfii, Cleveland nasze lokalne organizacje posiadają znaczne udziały w tamtejszych tzw. Domach Narodowych, z których korzystają w swej działalności oświatowej czy organizacyjno-agitacyjnej. Przez kilka lat organizacja wydawała dla miasta Detroit i okolicy specjalne wydanie „Dziennika Ludowego”, obecnie wydawnictwo zwinięto, utrzymano Księgarnię Ludową.

W pracy oświatowej współpracuje z ZSP robotnicza instytucja kulturalno-oświatowa Polski Uniwersytet Ludowy z centralą w Chicago i kilkunastu filiami po większych koloniach polskich. Centrala istnieje już od r. 1908, założona przez towarzyszy i kierowana przez naszych działaczy razem z demokratycznymi i liberalnymi jednostkami spośród polskiej inteligencji. PUL w Ameryce jest jedyną instytucją niosącą niezależną wiedzę w szerokie masy robotniczej emigracji. Sekretarzami, a zarazem duszą tej instytucji byli tow. tow. Jan Kochanowicz, dr Józef Czaki, M. Sokołowski, Zygmunt Piotrowski, J. Zamorski i dr Władysław Koniuszewski.

Od r. 1915 ZSP nie należy organicznie do amerykańskiej Socialist Party, współdziała jednak z bratnim ruchem amerykańskim na gruncie walk politycznych i ekonomicznych, pomagając jej w każdorazowej kampanii wyborczej, uważając ją na gruncie amerykańskim za jedyną reprezentantkę świadomego socjalistycznie proletariatu. W ruchu zawodowym współdziała z oficjalną reprezentacją: Amerykańską Federacją Pracy, popiera ten kierunek, który zdąża do skierowania tej organizacji w duchu klasowym i zerwania z kursem Gompersa, który jako reakcjonista w ruchu robotniczym zaciążył na AFP. Bardzo żywe stosunki utrzymuje ZSP z Amalgamatem Robotników Krawieckich, który odpowiada ideowo najbliżej naszym klasowym związkom zawodowym, choć znajduje się pośrodku między Amsterdamem a Moskwą [chodzi o międzynarodowe zrzeszenia lewicowych związków zawodowych – socjalistyczne, zwane Międzynarodówką Amsterdamską, i komunistyczne – przyp. redakcji Lewicowo.pl].

Polski ruch socjalistyczny w sąsiedniej Kanadzie nie przechodził tyle wstrząśnień, co ruch w Stanach Zjednoczonych Am. Północnej. Był tam ruch więcej jednolity. Przed wojną powstał tam ZSP, będący ekspozyturą ZSP w Stanach. Wojna sparaliżowała ruch ten, bo rząd kanadyjski, zamykając organizacje obcojęzyczne, zamknął także ZSP, jako złożony z polskiego żywiołu. Kierownikiem tamtejszego ruchu był tow. J. Staniewski w Toronto. Dotąd organizacji nie wznowiono tam, choć istnieją luźne grupy dawnych towarzyszy.

W Południowej Ameryce, a głównie w Brazylii istnieje również ZSP, który odpowiada zupełnie PPS i bratniej ZSP w Ameryce Północnej. Organizacja ta jednak wskutek specjalnego charakteru emigracji (brak większych skupień przemysłowego proletariatu polskiego) nie przejawia wybitniejszej działalności.

***

Przeszło 30-letnia karta działalności polskich socjalistów w Ameryce stanowi w całokształcie prac PPS piękny fragment.

Były okresy, kiedy wydawało się, że jest to syzyfowa praca. Ale promień Wielkiej Idei zawsze wzniósł się i przebił ponad mroki zabobonu, ciemnoty i zaprzaństwa.

Żaden wysiłek wszystkich tych towarzyszy dzielnych, ofiarnych i nie tracących nadziei od lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia – nie poszedł na marne.

Dziś ZSP jest ostoją postępu, uświadomienia narodowego i klasowego, kultury i oświaty wśród przeszło 3-milionowej emigracji polskiej w Ameryce.

Ideowo ZSP odpowiada PPS, której przygotowuje przyszłych członków, rzesze współpracowników i zasila fundusze.

Ponad wszystkie rozłamy i waśnie wewnętrzne z dawnych lat – dziś działa jeden zjednoczony, bratnimi węzłami połączony z PPS: Związek Socjalistów Polskich w Ameryce.

Zygmunt Piotrowski

_______________________

Powyższy tekst pierwotnie zamieszczono w „Księdze pamiątkowej PPS – w trzydziestą rocznicę”, Nakładem Spółki Nakładowo-Wydawniczej „Robotnik”, Warszawa 1923. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł,  ze zbiorów Remigiusza Okraski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *