Adam Pragier

Polska a ZSRR

[1945]

Względem Rosji sowieckiej Polska, ściśle biorąc, nie ma żadnych przyczyn do stawiania sobie jakichkolwiek celów wojennych. W chwili rozpoczęcia drugiej wojny światowej, stosunki polsko-rosyjskie były całkowicie prawidłowe. Co więcej, zdawały się być ostatecznie unormowane.

Ale te stosunki sąsiedzkie, takie, jakie były w przeddzień wybuchu wojny, były następstwem wiekowej historii obu państw i ich wzajemnych zmagań, jak również wynikiem ich porozumienia pod koniec pierwszej wojny światowej. Zrozumienie ich stanu obecnego wymaga tedy oświetlenia okoliczności, które wpłynęły decydująco na ich ukształtowanie.

1. Polska a Rosja przed rewolucją

Jakkolwiek instygatorem trzech rozbiorów Polski były Prusy i Prusy wzmocniły najbardziej przez te rozbiory swoją pozycję na wschodzie Europy, to jednak Rosja uchodziła za główne państwo rozbiorcze, z tej racji, że jej właśnie przypadły w udziale największe obszary podbitej Polski. Prócz tego Rosja władała zdobytymi na Polsce w XVII wieku rozległymi obszarami ukraińskimi, na których aż do ostatnich czasów zachowały się silne wpływy polskie.

Naród polski nigdy nie pogodził się z rozbiorami. Insurekcja kościuszkowska w roku 1794, Legiony Polskie w kampaniach napoleońskich, wojna polsko-rosyjska w latach 1830/31, powstanie w roku 1863, rewolucja w roku 1905, wreszcie walki Legionów Polskich przeciw Rosji, w toku pierwszej wojny światowej – oto świadectwa nieprzerwanego dążenia Polski do odzyskania niepodległości.

Te dążności wyzwoleńcze Polski były mocno zabarwione socjalnie. Towarzyszyły im objawy takie, jak Uniwersał Połaniecki Kościuszki, jak hasło Legionów Dąbrowskiego „Gli nomini liberi sono fratelli” [Ludzie wolni są braćmi – przyp. redakcji Lewicowo.pl], deklaracja Rządu Narodowego w r. 1863 o uwłaszczeniu chłopów, a wreszcie związanie sprawy wyzwolenia narodowego z hasłami socjalizmu w r. 1905 i radykalne społecznie akcenty w akcji wojskowej Piłsudskiego.

Ruchy te znajdowały zrozumienie w sferach radykalnych rosyjskich. Te sfery uznawały, że wyzwolenie podbitej Polski spod obcego panowania będzie takim samym aktem sprawiedliwości dziejowej, co zniesienie absolutyzmu cesarskiego w Rosji.

Już w pierwszej ćwierci XIX w. Dekabryści manifestowali swoją przychylność dla Polski i próbowali pomagać także czynnie polskim ruchom rewolucyjnym. W okresie powstania r. 1863, radykalni publicyści rosyjscy – z najwybitniejszym wśród nich, Aleksandrem Herzenem – budzili w swoim społeczeństwie przychylność dla powstania. Rosyjska partia socjalistyczna „Narodnaja Wola” zawarła w r. 1884 z Polską Partią Socjalno-Rewolucyjną ,,Proletariat” umowę, przewidującą współdziałanie rządów rewolucyjnych, rosyjskiego i polskiego, w chwili przewrotu, którego się wówczas rychło spodziewano. Wreszcie w okresie rewolucji roku 1905, współdziałanie między ruchem socjalistycznym rosyjskim a polskim było całkowite. Częste były w tym czasie konferencje i porozumienia organizacji socjalistycznych i rewolucyjnych rosyjskich i Polskiej Partii Socjalistycznej. W okresie bezpośrednio poprzedzającym tę rewolucję, socjaliści rosyjscy, zarówno w samej Rosji, jak w publikacjach wydawanych zagranicą oraz na zjazdach Międzynarodówki socjalistycznej, głosili prawo Polski do odzyskania niepodległości. Czynił to także Lenin. Camille Huysmans, wspominając niedawno o tych wystąpieniach Lenina, powiedział: „Wolność Polski była hasłem wszystkich socjalistów we wszystkich krajach. Towarzyszem, który kładł zawsze największy nacisk na tę sprawę, ilekroć brał udział w obradach, był Lenin. Nie godził on się w tej sprawie na żaden kompromis, ani z Niemcami, ani z Austriakami, ani zwłaszcza z Rosjanami. Całkowita wolność Polski była refrenem, który powtarzał się we wszystkich jego socjalistycznych wypowiedziach. Nie jestem całkiem pewny, czy marszałek Stalin śpiewałby na tę samą nutę dzisiaj, z takim samym przekonaniem i z tym samym refrenem”.

2. Polska a Rosja rewolucyjna

Rewolucja bolszewicka, we wczesnej swojej fazie, była mocno zabarwiona separatyzmem narodów podbitych przez Rosję. Jednakowoż tylko te kraje, których dążenia niepodległościowe były od dawna mocno ugruntowane – Polska i Finlandia – zdołały istotnie odzyskać niepodległość. Oba te kraje, o typie najbardziej zachodnim ze wszystkich siłą wcielonych do Rosji, nigdy nie zespoliły się z państwem rosyjskim i nigdy nie przestawały być trudnym problemem dla administracji rosyjskiej. W chwilach ciężkich dla państwa były zawsze zarzewiem buntu. Ich położenie geograficzne, ekscentryczne w stosunku do zwartego bloku Rosji, sprawiało, że ich odłączenie się od państwa rosyjskiego nie zagrażało w niczym żywotnym interesom Rosji. Toteż Rosja rewolucyjna mogła pogodzić się z niepodległością Polski i Finlandii bez żadnego ryzyka ani dla interesów państwowych Rosji, ani dla szans rewolucji. Ukraina zajmuje zbyt ważne miejsce w gospodarstwie i w układzie obronnym państwa rosyjskiego, by jakikolwiek rząd rosyjski mógł pogodzić się z jej utratą. Dlatego to rząd sowiecki stłumił stanowczo ruch separatystyczny ukraiński i bronił zbrojną ręką Ukrainy od agresji z zewnątrz. Gruzja, bogata w złoża naftowe i położona we wrażliwym miejscu na Kaukazie, otwierającym (albo zamykającym!) drogę na Bliski Wschód, była również zbyt cenną zdobyczą cesarstwa rosyjskiego, by jego spadkobierca, rząd sowiecki, mógł zechcieć jej się wyrzec. Dlatego to Gruzja, mimo że po rewolucji w r. 1917 miała rząd czysto socjalistyczny, i mimo że głosiła przyjaźń z Rosją, została przez wojska sowieckie ponownie podbita i siłą przyłączona do Rosji. W ten sposób państwo rosyjskie, także w swojej fazie sowieckiej, czyniło na swój sposób zadość wymaganiom swojej ekspansji, idąc w tym względzie bez żadnych zmian po linii polityki ustroju poprzedniego. Słabsze dążenia odśrodkowe przemogła centralistyczna wola państwa rosyjskiego bez żadnego trudu, zarządzeniami administracyjnymi.

Rewolucja bolszewicka „pryncypialnie” głosiła hasło wyzwolenia narodów podbitych, dopóki prowadziła walkę o władzę w państwie. Gdy sama znalazła się u steru tej władzy, poczęła liczyć się raczej z interesami swojego własnego państwa, niż z abstrakcyjnymi zasadami. Władza sowiecka stępiła zresztą ostrość objawów separatyzmu narodowego w obrębie państwa rosyjskiego, przez przyznanie narodom nierosyjskim szerokich praw językowych i kulturalnych. Chciano oderwać w ten sposób sprawę rozwoju kultury narodowej od sprawy dążenia do własnego państwa. Na ogół okazało się to wystarczające.

W tym czasie, w Rosji sowieckiej potępiano wszakże surowo wszelkie zabory cudzych ziem i wyrzekano ich się na przyszłość. Uchwała II Wszechrosyjskiego Zjazdu Sowietów, z dnia 18 listopada 1917 r., wypowiada się w tej sprawie w sposób nie pozostawiający żadnej wątpliwości: „Przez słowo aneksja lub zabór cudzych ziem, rząd sowiecki rozumie, zgodnie z pojmowaniem prawa przez demokrację w ogóle, a przez klasy pracujące w szczególności, każde przyłączenie do większego i silniejszego państwa, małego albo słabego narodu, bez jego zgody i życzenia, wypowiedzianego niedwuznacznie, jasno i dobrowolnie, niezależnie od tego, kiedy takie przymusowe przyłączenie się dokonuje; niezależnie także od tego, jak dalece naród przemocą przyłączony lub przemocą utrzymywany w obrębie takiego państwa, jest postępowy czy zacofany; niezależnie wreszcie od tego, czy taki naród znajduje się w Europie czy też w odległych krajach zamorskich. Jeżeli jakiś naród utrzymywany jest przemocą w obrębie jakiegoś państwa i wbrew wyraźnej jego woli (bez względu na to, czy wola ta wyraża się w druku, na zgromadzeniach ludowych, w uchwałach stronnictw lub w protestach i powstaniach przeciwko uciskowi narodowemu) nie przyznaje mu się prawa stanowienia w kwestii form jego bytu państwowego, bez żadnego przymusu, w drodze swobodnego głosowania, przy całkowitym usunięciu wojska narodu przyłączającego lub w ogóle silniejszego, natenczas takie przyłączenie jest aneksją, jest zaborem i gwałtem”.

Sprawa dawnych ziem kresowych Rzeczypospolitej została podjęta przez rząd sowiecki we wczesnym okresie rewolucji, a zatem jeszcze w płaszczyźnie haseł zasadniczych. Aktem, który zapoczątkował formalnie tę sprawę, była deklaracja rządu sowieckiego z dnia 29 sierpnia 1918 r. Deklaracja ta, podpisana przez Lenina i Karachana, unieważniła wszystkie traktaty rządów cesarskich z innymi państwami, dotyczące rozbiorów Polski z lat 1772, 1793 i 1795 oraz wszystkie późniejsze akty rządowe dotyczące Polski, aż po rok 1833. Rząd sowiecki notyfikował tę swoją deklarację rządowi niemieckiemu dnia 3 października 1918 r. Jak wynika z powyższych dat, ta deklaracja sowiecka nastąpiła jeszcze przed objęciem władzy w kraju przez rząd niepodległej Polski. Tego zrzeczenia się dokonała Rosja Sowiecka nie na rzecz państwa polskiego, gdyż formalnie jeszcze go nie było, ale na rzecz przyszłej Polski, która dopiero miała powstać. Uczyniła to z wolnej woli i bez nacisku z niczyjej strony. Postanowienia zawarte w tej deklaracji, rząd sowiecki powtórzył później w nocie do rządu polskiego, z dn. 30 stycznia 1920 r., podpisanej przez Lenina.

Ale od chwili rozbiorów, rzeczywistość polityczna i społeczna na dawnych ziemiach kresowych Rzeczypospolitej doznała niemałych przemian. Nie w aktach prawnych, lecz w tej rzeczywistości trzeba też było szukać klucza do rozwiązania sprawy przyszłej granicy polsko-sowieckiej.

Niemal aż do końca XIX wieku, o charakterze narodowym kraju decydowała w Europie środkowej i wschodniej narodowość wyższych sfer społecznych. Masa ludowa nie żyła politycznie i jej obyczaj narodowy nie miał wyrazu politycznego. Stąd ziemie kresowe Rzeczypospolitej aż do tego czasu niewątpliwie mogły uchodzić za polskie, gdyż oblicze nadawało im ziemiaństwo polskie, panujące społecznie i gospodarczo.

Schyłek ubiegłego i początek bieżącego stulecia przyniósł przemiany. Masy chłopskie na Ukrainie poczęły się budzić, aż wreszcie, poprzez konwulsje rewolucji rosyjskiej, doszły do głosu. Społeczeństwo polskie na Ukrainie, które niedawno jeszcze było niemal samą Ukrainą, znalazło się z wolna w drażliwej sytuacji mniejszości narodowej w tym kraju. Mniejszość ta jeszcze panowała, choć skrępowana przez obce państwo, ale nie miała żadnej mocy odwrócenia kierunku rozwoju historycznego. W jednaki sposób, w tej samej epoce, górna warstwa angielska utraciła swoją pozycję panującą w Irlandii, szwedzka w Finlandii, niemiecka na Łotwie, niemiecka w Czechach, węgierska w Słowacji.

Dlatego to przed Polską zmartwychwstałą po wojnie światowej, stanęło zagadnienie wykreślenia granic polsko-sowieckich, nie z punktu widzenia praw historycznych, choćby uznanych przez deklarację rządu sowieckiego, lecz z punktu widzenia obecnych interesów państwa polskiego. Te zaś właśnie interesy wymagały, by Polska zachowała na wschodzie tylko tyle z obszarów, które kiedyś do niej należały, ile było konieczne, żeby była państwem zdolnym do życia.

Taką granicę uzyskała Polska przez Traktat Ryski, zawarty dnia 18 marca 1921 r., który kompromisowo zakończył wojnę oraz wiekową sprawę rozgraniczenia obu państw. Przy zawieraniu tego traktatu, obie strony dążyły do znalezienia wyjścia uwzględniającego wzajemne interesy. Polska przez Traktat Ryski zrzekła się 300 000 km. kw. ziem dawnej Rzeczypospolitej i pozostawiła za kordonem sowieckim 1 120 000 Polaków. Ze swojej strony, Rosja i Ukraina zrzekły się wszelkich roszczeń do ziem, położonych na zachód od nowej granicy i zgłosiły formalne désintéressement w sprawie rozgraniczenia Polski i Litwy. Polska świadomie zdążała w układach ryskich do nie wykorzystywania swojej ówczesnej przewagi wojskowej nad Rosją, słusznie licząc się z przyszłym odrodzeniem się potęgi rosyjskiej. Tę intencję pojednawczą Polski oceniała w pełni strona sowiecka. Przewodniczący delegacji sowieckiej Joffe powiedział przy podpisywaniu traktatu: ,,Traktat ten nie pozostawia żadnego zagadnienia bez rozstrzygnięcia ani też nie rozstrzyga żadnego zagadnienia na zasadzie prostej gry sił, jak to się zawsze dawniej zdarzało, ze szkodą dla narodów, z którymi pokój zawierano. Teraz same narody, otrzymując to wszystko, co jest im koniecznie potrzebne, dbają i będę dbały w przyszłości, by taki pokój był trwały”.

Nowa granica polsko-sowiecka, mimo różnicy ustrojów obu państw i mimo dramatycznych chwil, które oba państwa przeżyły w toku jej kształtowania, była trwała i spokojna. Nie było też z obu stron żadnej próby jej naruszania. Jej podstawy prawne, na całej jej długości, nie były nigdy kwestionowane ani przez Rosję, ani przez żadne inne państwo. Co więcej, była także przez Rosję wciąż poczytywana za owoc kompromisu i w takim charakterze wyraźnie aprobowana. Dowodzą tego dwukrotne jej potwierdzenia przez układy o nieagresji, z dnia 30 lipca 1932 r. i z dnia 5 maja 1934 r., a także przez układ o określeniu napastnika z dnia 3 lipca 1933 r. W rokowaniach polsko-sowieckich, które poprzedziły zawarcie Traktatu Ryskiego, Ukraina była reprezentowana przez oddzielną delegację i pokój został zawarty przez Polskę z RSFR i z Ukraińską Republiką Sowiecką. Po zmianie konstytucji sowieckiej i utworzeniu dnia 6 czerwca 1923 r. nowej formacji państwowej, ZSRR, Rada Komisarzy Ludowych ZSRR., dnia 14 grudnia 1923 r. przyjęła wszystkie zobowiązania wynikające z Traktatu Ryskiego, zawartego przez republiki, które weszły w skład ZSRR.

3. Linia Curzona

W związku ze sprawą polskiej granicy wschodniej, wspomina się często w publicystyce, a także w pewnych sferach politycznych brytyjskich, o tak zwanej „linii Curzona”. Mówi się o niej zazwyczaj jako o linii granicznej, która miała sprawiedliwie rozgraniczyć Polskę od Rosji, według zasady etnograficznej. W związku z takim poglądem, okupację części Polski, dokonaną przez Rosję Sowiecką we wrześniu 1939 r., uważa się w tych sferach niejako za realizację tego rozgraniczenia, zaprojektowanego u schyłku wojny światowej przez wielkie mocarstwa, które Polska odrzuciła i którego zrzekła się później także Rosja Sowiecka w Traktacie Ryskim. W tym wszystkim jest mnóstwo bałamuctwa i nieścisłości. Dlatego wydaje się potrzebne przypomnienie, czym była owa „linia Curzona” i jakie było jej istotne znaczenie.

Traktat Wersalski nie ustalił granicy polsko-rosyjskiej. Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, w chwili podpisywania traktatu nie uznawały Rosji Sowieckiej. W Wielkiej Brytanii i we Francji liczono się poważnie z prawdopodobieństwem przywrócenia władzy cesarskiej w Rosji i nie chciano jej czynić trudności przez niedogodne dla Rosji ukształtowanie jej granicy zachodniej. Francja jeszcze na parę dni przed wybuchem pierwszej rewolucji rosyjskiej, w marcu r. 1917, powzięła względem Rosji zobowiązanie traktowania sprawy polskiej jako wewnętrznej sprawy państwa rosyjskiego. Po zwycięstwie rewolucji umowa ta została zerwana nie przez Francję, lecz przez Kiereńskiego, który unieważnił wszystkie tajne traktaty, zawarte za czasów cesarstwa i uznał niepodległość Polski bez żadnych zastrzeżeń.

Artykuł 87 Traktatu Wersalskiego przekazał Głównym Mocarstwom Sprzymierzonym i Stowarzyszonym ustalenie w późniejszym czasie tych granic Polski, których nie ustalił sam traktat. Na tej właśnie zasadzie granica między Polską a Rosją Sowiecką pozostała nieustalona. Aby zapobiec w pewnej mierze niekorzystnym następstwom tego prowizorycznego stanu rzeczy, który w każdym razie zapowiadał się na czas dłuższy, Rada Najwyższa Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych, dnia 8 grudnia 1919 r. upoważniła Polskę do utworzenia na wschodnich obszarach kresowych, pozostających pod władzą polską, normalnej administracji państwowej, w obrębie ustanowionej w tym celu tymczasowej linii demarkacyjnej. W tej uchwale Rady Najwyższej zwracają uwagę dwie okoliczności: 1) Linia demarkacyjna nie oddziela Polski od Rosji na całej długości stycznych obszarów obu państw, lecz nadal pozostawia w zawieszeniu rozgraniczenie Małopolski z Rosją; 2) Jednocześnie z ustaleniem tej linii, Rada Najwyższa zastrzegła wyraźnie prawo służące Polsce do roszczeń także do obszarów położonych dalej na wschód. Wynika stąd jasno, że Rada Najwyższa chciała sobie zachować w sprawie granicy polsko-rosyjskiej wolną rękę na przyszłość, zależnie od tego, czy Rosja pozostanie republiką sowiecką, czy też stanie się z powrotem cesarstwem. Małopolska wschodnia nigdy nie wchodziła w skład państwa rosyjskiego, a zatem żadna decyzja rozgraniczająca Rady Najwyższej nie mogła oznaczać terytorialnego pomniejszenia Rosji. Z tej przyczyny Rada Najwyższa mogła w tej sprawie pozostawić Polsce wolną rękę. Niepodobna przypuścić, aby Rada Najwyższa mogła uważać ową linię demarkacyjną, przebiegającą tylko przez część pogranicza polsko-rosyjskiego i opatrzoną zastrzeżeniem przyznania Polsce roszczeń sięgających dalej na wschód, za przyszłą granicę polsko-rosyjską.

Ustalona przez Radę Najwyższą linia demarkacyjna biegnie – od południa ku północy – od punktu stycznego dawnych granic rosyjskiej i austro-węgierskiej z Bugiem do punktu, gdzie jest przecięta granicą administracyjną między powiatami bielskim i brzesko-litewskim, dalej biegiem Bugu w dół aż do punktu położonego na południe od wgłębienia granicy administracyjnej północnej powiatu suwalskiego, wreszcie wzdłuż granicy tego powiatu do punktu zetknięcia z dawną granicą rosyjsko- niemiecką.

Opisana powyżej linia demarkacyjna otrzymała nazwę „linii Curzona” później dopiero i w okolicznościach całkiem odmiennych. Mianowicie w czasie wojny polsko- sowieckiej, brytyjski sekretarz spraw zagranicznych lord Curzon, w toku mediacji między stronami wojującymi przedsięwziętej przez jego rząd, zwrócił się dnia 11 lipca 1920 r. do rządów sowieckiego i polskiego z apelem, aby wojska polskie wycofały się z chwilą podpisania rozejmu na powyższą linię (rozpoczynającą się jednak dopiero od Grodna) oraz aby wojska sowieckie zatrzymały się w odległości 50 km na wschód od tej linii. Bardzo znamienna była propozycja lorda Curzona, dotycząca linii projektowanego rozejmu w Małopolsce Wschodniej: ponieważ tutaj nie istniał żaden uprzedni projekt linii demarkacyjnej, przeto intencją brytyjską było, by każda z armii zatrzymała się na linii zajmowanej w dniu podpisania rozejmu.

Osobliwe były koleje mediacji rządu brytyjskiego i związanej z nią „linii Curzona”. Rząd sowiecki dobrze sobie był zakarbował w pamięci, że Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone wcale niedawno jeszcze popierały akcję wojsk kontrrewolucyjnych w Rosji i wysyłały tam swoje korpusy ekspedycyjne. Miał także na uwadze, że mocarstwa te nie dopuściły do ustalenia w Traktacie Wersalskim granicy polsko-rosyjskiej z tej przyczyny, że nie uznawały Rosji Sowieckiej i liczyły na powrót caratu. Z tej racji rząd sowiecki uznał zamierzenia mediacyjne rządu brytyjskiego oraz projekt linii demarkacyjnej lorda Curzona za akty polityczne, wymierzone wprost przeciw niemu samemu i niejako za rodzaj pogrobowej interwencji na rzecz stanu posiadania Rosji cesarskiej.

Przedtem jeszcze, wnet po postanowieniu Rady Najwyższej, Rada Komisarzy Ludowych RSFR, w deklaracji ,,Do Rządu Polskiego i do Ludu Polskiego” z dnia 28 stycznia 1920 r., uznała „bezwarunkowo i bez żadnych zastrzeżeń niepodległość i suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej” i wyraziła gotowość zatrzymania wojsk sowieckich na linii biegnącej znacznie na wschód od projektowanej przez Radę Najwyższą (czyli późniejszej „linii Curzona”). Linia ta miała biec wzdłuż rzeki Dryssy, poprzez miasta Połock, Borysów, Cudnów i Bar. W ten sposób linii Curzona przeciwstawiła Rosja Sowiecka avant la lettre – linię Lenina, Cziczerina i Trockiego. Rosja rewolucyjna rozumiała dobrze, że mocarstwa zachodnie kreślą swoją linię demarkacyjną nie na jej korzyść, lecz na korzyść przyszłej wyczekiwanej Rosji carskiej.

Toteż gdy w późniejszym czasie pojawiła się ponownie ta sama linia demarkacyjna w toku mediacji lorda Curzona, rząd sowiecki, gdy tylko otrzymał propozycję brytyjską, tego samego jeszcze dnia pospieszył z odpowiedzią odmowną i opryskliwą. Sowiety odmówiły Wielkiej Brytanii prawa do mediacji ze względu na jej niedawny udział w interwencji wojskowej w Rosji i wyraziły gotowość przyznania Polsce granicy idącej dalej na wschód, niż linia proponowana przez lorda Curzona, w oparciu o uchwały Rady Najwyższej z dnia 8 grudnia 1919 r. Co więcej, w tym, że lord Curzon trzymał się nadal tej uchwały, rząd sowiecki dopatrzył się wpływów rosyjskich sfer kontrrewolucyjnych w Foreign Office, o czym także nie omieszkał powiadomić rządu Wielkiej Brytanii. Niedługo potem, dnia 5 sierpnia r. 1920, komisarz ludowy Kamieniew doniósł w depeszy do Lloyda George’a, że rząd sowiecki „mocno obstaje przy swoim uznaniu wolności i niepodległości Polski, jak również przy swojej dobrej woli przyznania państwu polskiemu szerszych granic”, niżby to wynikało z projektowanej delimitacji Rady Najwyższej. Trzeba tutaj zauważyć, że stanowisko rządu sowieckiego w tej sprawie wynikało najwidoczniej z przyczyn zasadniczych i było całkiem niezależne od zmiennych koniunktur wojennych. Pierwsza depesza rządu sowieckiego do rządu brytyjskiego, zgodna całkowicie z następną, wysłana była bowiem, gdy wojskom sowieckim sprzyjało powodzenie, druga zaś, gdy powodzenie całkowicie przechyliło się na rzecz Polski.

Także podczas bezpośrednich rokowań prowadzonych w Mińsku w sprawie zawieszenia broni i pokoju, przewodniczący delegacji sowieckiej, Daniszewskij, nie liczył się wcale z „linią Curzona”. Dnia 19 sierpnia 1920 r. przedłożył on delegacji polskiej projekt nowej granicy, mającej przebiegać znacznie na wschód od tej linii, w ważnych obszarach Białegostoku i Chełma. Działo się to w chwili, gdy delegacja sowiecka nie miała jeszcze informacji o nagłym przemienieniu się zwycięskiego pochodu wojsk sowieckich na Warszawę w bezładny odwrót, a więc w sytuacji, którą Sowiety uważały dla siebie za bardzo dogodną. Później oczywiście, po klęsce wojsk sowieckich, delegacja sowiecka tym mniej miała podstaw do projektowania granicy dla Polski mniej korzystnej. Znamienne jest jednak, że po wznowieniu rokowań pokojowych w Rydze, nowy przewodniczący delegacji sowieckiej Joffe, składając oświadczenie o gotowości podpisania traktatu zawieszenia broni i pokoju, ponowił parokrotnie uprzednio już złożoną deklarację sowiecką, odrzucającą ,,linię Curzona” i stwierdził, że granica polsko-sowiecka powinna być położona dalej na wschód. Istotnie, nowa granica polsko-sowiecka, oparta na Traktacie Ryskim, podpisanym dnia 18 marca 1921 r., idzie na wschód od tej linii. Jednakowoż nie dosięga w żadnym punkcie innej znowu linii rozgraniczającej – proponowanej dnia 28 stycznia 1920 r. przez Lenina, Cziczerina i Trockiego i przyznającej Polsce jeszcze dalsze obszary na wschodzie. To umiarkowanie w ustaleniu granicy obu państw, przebiegającej między dwiema tak znacznie różniącymi się od siebie tymczasowymi liniami demarkacyjnymi, stanowi dowód najoczywistszy, że Polska dążyła w Rydze do zawarcia pokoju nie przez wymuszenie, lecz że pragnęła go oprzeć na kompromisie, zapowiadającym na przyszłość dobre stosunki z silnym sąsiadem.

Tak też rozumiały pokój ryski mocarstwa. Granica wschodnia Polski, której nie ustalił Traktat Wersalski i której nie chciała ustalić także Rada Najwyższa, doczekała się ostatecznie uznania, gdy sytuacja na wschodzie Europy skonsolidowała się sama, bez przyczynienia się mocarstw. Gdy Rosja Sowiecka okazała się dostatecznie trwałym tworem politycznym i majak powrotu cesarstwa w Rosji przestał mącić równowagę ducha polityków Londynu i Paryża, mocarstwa uznały granicę wschodnią Polski dnia 15 marca 1923 r., bez żadnych zastrzeżeń. Dnia 5 kwietnia tegoż roku uznał tę granicę rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki. „Linia Curzona” zeszła odtąd z widowni politycznej.

Z powyższych wywodów wynika ponad wszelką wątpliwość co następuje: 1) tzw. ,linia Curzona nigdy nie miała stanowić granicy między Polską, a Rosją Sowiecką. W pierwszej swojej fazie była pomyślana jako linia tymczasowa, w której obrębie mocarstwa upoważniły Polskę do utworzenia normalnej administracji, przed ostatecznym ustaleniem granicy. W późniejszej fazie, to znaczy w czasie mediacji Lorda Curzona, była pomyślana także nie jako linia graniczna, lecz jako linia zatrzymania się wojsk polskich. 2) Rozgraniczenie dokonane przez Radę Najwyższą zastrzegało wyraźnie Polsce prawo do roszczeń terytorialnych na wschód od tej linii. 3) Rosja Sowiecka we wszystkich fazach propozycji związanych z tą linią, przyznawała zawsze Polsce linie graniczne, położone znacznie na wschód od niej. Propozycjom zaś „linii Curzona” sprzeciwiała się otwarcie i stanowczo i w urzędowych dokumentach potępiała je, poczytując je za wynik intryg rosyjskich kół kontrrewolucyjnych w Paryżu i w Londynie. 4) W całym przebiegu rokowań pokojowych między Polską a Rosją Sowiecką, ani ze strony sowieckiej, ani polskiej, nigdy nie powoływano się na tę linię i nigdy nie była ona, nawet pośrednio, przedmiotem rokowań. 5) Linia rozgraniczająca, zarówno w chwili uchwalenia jej przez Radę Najwyższą, jak w czasie mediacji lorda Curzona, wynikała z potrzeb praktycznych, mianowicie za pierwszym razem – z przewidywanego przez mocarstwa powrotu caratu, za drugim – z przebiegu działań wojennych na froncie. Z tych oczywistych racji nie miała żadnego związku ze stosunkami politycznymi i narodowościowymi na obszarach, przez które miała przebiegać.

***

Ponieważ dość często spotkać się można w publicystyce brytyjskiej z poglądem, że „linia Curzona” stanowiła słuszne rozgraniczenie zasięgu ludności polskiej i rosyjskiej, przeto i tę sprawę trzeba w krótkości wyjaśnić. Otóż prawdą jest, że po obu stronach tej linii ludność polska pomieszana jest na znacznym obszarze z ludnością ukraińską i białoruską. Ludność rosyjska jest tam znikomo niewielka. Na obszarze pomiędzy „linia Curzona” a granicą polsko-rosyjską, obejmującym (bez Małopolski Wschodniej) około 134 000 km kw., zamieszkuje 6 milionów ludności. Polacy stanowią grupę stosunkowo najsilniejszą – 2 miliony, Ukraińcy – 1,5 miliona, Białorusini – 900 000, Żydzi – 550 000, Rosjanie – niespełna 100 000. Pozostałą resztę stanowią różne drobne grupy. Żadną miarą przeto nie można mówić o tym obszarze jako o przeważająco rosyjskim, a jeżeli którejkolwiek z narodowości tego obszaru miało by się przyznać względną przewagę, to jest ona z pewnością po stronie Polaków.

Wreszcie jeszcze jedna uwaga. W publicystyce brytyjskiej można spotkać się także z poglądem, że okupacja ziem polskich, dokonana przez Rosję Sowiecką we wrześniu 1939 r., zatrzymała się na „linii Curzona”, właśnie ze względu na jej charakter granicy narodowościowej. W ten sposób prezentuje się ową „linię Curzona”, jako formułę opatrznościową, rozwiązującą idealnie wszystkie konflikty polsko-rosyjskie, która tylko dzięki niechęci Polaków została na jakiś czas odrzucona, a potem, przez samą swoją doskonałość, narzuciła się zarówno Rosji jak Niemcom, w chwili, gdy dnia 28 września 1939 r. przypieczętowały swój układ przyjaźni – linią Ribbentrop-Mołotow. Pogląd taki jest całkiem bezzasadny. Okupacja sowiecka w Polsce nie kierowała się względami narodowościowymi, lecz raczej strategicznymi i dążyła do utworzenia na ziemiach polskich bazy wypadowej, czy też bazy obronnej, zależnie do przemian w stosunkach ze swoim ówczesnym sojusznikiem niemieckim. Dlatego to granica okupacji sowieckiej była zgodna z „linią Curzona” tylko wzdłuż środkowego biegu rzeki Bugu, zaś na północ i na południe od tego odcinka wybiegała znacznie na zachód. Ludność zamieszkała w obrębie tej okupacji jest przeszło dwukrotnie liczniejsza od ludności w obszarze „linii Curzona” – obejmuje 13,2 miliona mieszkańców. Także i tutaj Polacy stanowią grupę liczebnie najsilniejszą a Rosjanie są w znikomej mniejszości. Liczba Polaków wynosi – 5,2 miliona, Ukraińców – 4,5 miliona, Białorusinów – 1,1 miliona, Żydów – 1,1 miliona, Rosjan – zaledwie 135 000. Silne grupy narodowościowe, ukraińska i białoruska, są, każda z osobna, słabsze od polskiej, zarówno liczebnie, jak gospodarczo. Ziemie te, trzeba dodać, należały do Polski bądź od samego początku jej istnienia (północna część Mazowsza z Łomżą i Ostrołęką, a z przerwą także Małopolska Wschodnia ze Lwowem), bądź przez długie wieki – najmniej przez 400 lat. Do Rosji nie należały bądź nigdy (Małopolska Wschodnia), bądź przez krótki okres rozbiorów Polski.

4. Polska i ZSRR w okresie między dwiema wojnami

Rozwój stosunków politycznych w Europie środkowowschodniej cierpiał bardzo na tym, że między Polską a Rosją Sowiecką nie doszło w okresie między dwiema wojnami światowymi do przyjaznej współpracy, i to nie tylko w sprawach wynikających z sąsiedztwa, ale i w polityce ogólnej. Ten brak współpracy zaznaczał się w tym czasie nie tylko zresztą w stosunkach Rosji z Polską, ale także z innymi państwami. Wobec Polski Rosja była szczególnie nieufna, gdyż obawiała się, że Polska zajmie czołowe miejsce w ataku na nią przygotowywanym, jak się wówczas Rosji wydawało, przez mocarstwa zachodnie. Doświadczenie dowiodło później w sposób przekonywujący, że ta obawa była niesłuszna. Z drugiej strony, nieufność Polski budziły częste objawy interwencji Kominternu w wewnętrzne sprawy polskie, które przybierały nieraz charakter dywersji oraz powtarzające się raz po raz epizody ukrytej lub jawnej kooperacji Rosji z Niemcami. Że nieufność ta nie była bezzasadna, tego dowodzi agresja Rosji na Polskę dnia 17 września 1939 r., którą poprzedził układ z Niemcami, z dnia 23 sierpnia 1939 r. Agresja ta dowodzi zarazem – w dalszym rozwoju zdarzeń – że współpraca Rosji z Niemcami nie jest dla Rosji korzystna. W każdym razie, w zaostrzeniach stosunków polsko-sowieckich, ukształtowanie granicy między obu państwami nie odgrywało nigdy żadnej roli. Podobnie i zagadnienie mniejszości narodowych na polskich ziemiach wschodnich, nie stanowiło nigdy między obu państwami kwestii spornej.

Od dość dawna plącze się po świecie i szeroko bywa wykorzystywana legenda o antysowieckiej polityce Polski. W istocie Polska poczytywała Traktat Ryski za ostateczne załatwienie wszystkich swoich konfliktów z Rosją. Przez traktat ten Polska, pierwsza ze wszystkich państw, uznała Rosję Sowiecką de iure. Polska nie usłuchała w r. 1920 namów francuskich pójścia na Moskwę i doprowadzenia w ten sposób do zwycięstwa wojsk interwencyjnych, zasilanych wówczas przez Wielką Brytanię i Francję. Z inicjatywy Polski doszły do skutku układy o nieagresji, zawarte z Rosją Sowiecką w r. 1932 i 1934. Polska nie ulegała wielokrotnym namowom niemieckim, wspólnego podjęcia wyprawy przeciwko Rosji. Tak było nawet w okresie tzw. zbliżenia do Niemiec, tj. po układzie polsko-niemieckim z dnia 25 stycznia 1934 r. Polska mimo sugestii niemieckich odmówiła także przystąpienia do układu Antykominternu. Dzięki takiemu stanowisku Polski, dzięki jej położeniu geograficznemu oraz dzięki umowom zawartym z Rosją, przez Polskę skrupulatnie wykonywanym (a później przez Rosję zerwanym), Rosja Sowiecka była przez dwadzieścia lat osłaniana przez Polskę od agresji niemieckiej.

W tym właśnie czasie kolejne rządy brytyjskie spoglądały biernie na umacnianie się władzy Hitlera w Niemczech, co budziło w Moskwie podejrzenia o ich nieprzyjaznych względem Rosji zamysłach. Francja, po załamaniu się prób stworzenia na kontynencie systemu „bezpieczeństwa zbiorowego”, przyłączyła się na swój sposób do brytyjskiej polityki appeasement. Kulminacyjnym punktem tej polityki był układ monachijski, z dnia 28 września 1938 r. Polska nie brała w nim udziału i nie miała żadnego wpływu na negocjacje z nim związane. Wielka Brytania i Francja odsunęły w tym czasie Rosję od wszelkiego wpływu na sprawy kontynentu europejskiego i chciały pozostawać sam na sam z Trzecią Rzeszą i Włochami. Rosja Sowiecka mogła mieć w tych warunkach przyczyny do podejrzewania, że pewne koła w Wielkiej Brytanii i we Francji, widziałyby chętniej wojnę przeciw Rosji łącznie z Niemcami, niż wojnę przeciw Niemcom łącznie z Rosją. Polska także w tym okresie jaskrawej polityki antysowieckiej mocarstw zachodnich dbała o to, żeby nie znaleźć się w obrębie frontu anty-sowieckiego, co by ją automatycznie przerzuciło na front proniemiecki. Zaraz po konferencji monachijskiej rząd polski wszczął przeto rokowania z Rosją – podówczas całkiem izolowaną – celem wyjaśnienia wzajemnych stosunków. Wynikiem tej inicjatywy polskiej była łączna deklaracja obu państw, z dnia 26 listopada 1938 r., stwierdzająca, że istniejące między nimi umowy, a zwłaszcza układ o nieagresji, są nadal podstawą dobrych stosunków sąsiedzkich. Deklaracja ta przewidywała poza tym ożywienie wzajemnych stosunków handlowych, co także miało potwierdzać zamiary obu państw. Jednocześnie rząd sowiecki zapowiedział zawarcie z Polską umowy tranzytowej i oświadczył gotowość przyznania Polsce tranzytu, na wypadek jej wojny z Niemcami.

***

Rosyjsko-niemiecki układ o nieagresji, z dnia 23 sierpnia 1939 roku, zaskoczył świat i dał początek wielu różnorakim interpretacjom. Rozumiano powszechnie, że Niemcy zawarły ten układ na to, by pozbyć się kłopotów ze strony Rosji, w chwili, gdy przez atak na Polskę miały stać się jej sąsiadem i jednocześnie musiały liczyć się z wojną na swojej granicy zachodniej. Ale do czegóż zmierzał Stalin, gdy zawierał ten układ z Niemcami, bez którego Hitler nie mógłby – w korzystnych dla siebie warunkach – wszcząć wojny przeciw Polsce i przeciw blokowi francusko-brytyjskiemu? Mógł był przecież odrzucić inspiracje Hitlera i przeszkodzić w ogóle agresji niemieckiej. Wszakże w tym samym właśnie czasie przebywały w Moskwie misje francuska i brytyjska, rokujące o sojusz z Rosją.

Otóż Stalin rozumował inaczej. Wiedział oczywiście, że gdy zawrze porozumienie z Wielką Brytanią i Francją, przeszkodzi przez to Niemcom we wszczęciu wojny – i właśnie dlatego nie chciał tego uczynić. Liczył się z tym, że niemiecki dynamizm wojenny zmierza do opanowania całego globu ziemskiego, a przeto kierunek, w którym to wyładowanie się miałoby najpierw nastąpić, jest dla Niemiec sprawą raczej podrzędną. Dlatego to właśnie dążył świadomie do zwrócenia dynamizmu niemieckiego przeciw państwom zachodnim – aby odwrócić kierunek jego uderzenia od Rosji. Dawało mu to wielorakie korzyści. Pozwalało na pomnożenie własnych sił do obrony lub do ataku, zależnie od tego, jak się ułożą późniejsze koniunktury. Zapowiadało również możność rzucenia tych sił na szalę zdarzeń w chwili, gdy zarówno Niemcy, jak Wielka Brytania i Francja, wyczerpią się w starciu wzajemnym.

Zawarcie sojuszu z państwami zachodnimi nie mogło wówczas Stalina nęcić, ani nawet budzić w nim dostatecznego zaufania. Bezpośrednim wynikiem takiego sojuszu byłoby co prawda spętanie Niemiec, ale Stalin miał podstawy do przypuszczenia, że nie byłoby ono trwałe. Następstwem takiego sojuszu byłoby raczej paradoksalne zjawisko zbliżenia się Niemiec do państw zachodnich. Niemcy dążyłyby oczywiście nadal do spożytkowania swego nadmiernie narosłego potencjału wojennego i w porozumieniu z pewnymi czynnikami w państwach zachodnich oraz z ich poparciem, wystąpiłyby w dogodnej chwili jako mandatariusz całej Europy w wojnie z Sowietami. W takim wypadku, Rosja znalazłaby się w trudnej sytuacji, wobec zjednoczonej potęgi świata kapitalistycznego.

W tym rozumieniu decyzja Stalina rzucenia świata w odmęt wojny, poprzez układ o nieagresji z Niemcami, nie była ani aktem przyjaźni wobec Niemiec, ani nawet szczególnej niechęci wobec państw zachodnich. Była po prostu, na zimno obliczoną, wielką operacją defensywy strategicznej. Zajęcie przez Rosję wschodnich obszarów Polski, było w tłumaczeniu na prozę działań wojennych, zapobieżeniem niepożądanemu zbliżeniu się wojsk niemieckich do wrażliwych obszarów ukraińskich. Tym tłumaczy się też mało znany fakt, że zgodnie z umową z Niemcami, Rosja miała wysłać na linię demarkacyjną niemiecko-sowiecką w Polsce 20 dywizji, a wysłała ich z górą 100. Wolała przybliżyć się sama do swego nowego przyjaciela, zanim zdąży on podejść do niej zbyt blisko.

Podobne agresje na sąsiadów przedsięwziął Stalin w toku swojej defensywy strategicznej także na północ i na południe od frontu polskiego. Dziś już nawet wiadomo, że każdy z tych zaborów, obok swego przeznaczenia politycznego, miał spełniać także swoje zadanie taktyczne. Skrawki Finlandii, państwa bałtyckie i Litwa miały wstrzymywać wojska niemieckie na drodze do Leningradu, okupacja polska miała służyć do okaleczenia niemieckich dywizji pancernych, zanim uderzenie ich zdoła wbić się zbyt głęboko w ziemie rosyjskie, po drodze do Moskwy, wreszcie południowa część tej okupacji i Besarabia miały utrudnić dostęp do Kijowa, Odessy, Krymu i Kaukazu. W ten sposób, gdy Stalinowi udało się odwrócić kierunek uderzenia niemieckiego ze wschodu na zachód, korzystał jak najlepiej ze sposobnego czasu, aby obwarować swoją granicę zachodnią ziemiami wydartymi sąsiadom.

Ale Stalin przeliczył się. Przecenił zdolność oporu państw zachodnich, nie docenił siły uderzenia niemieckiego. Gdy zdecydował pchnąć Niemcy ku wojnie z państwami zachodnimi, oczekiwał, że obie strony wojujące przez długi czas będą się wyczerpywały mniej więcej równomiernie, po czym przy końcu wojny, która skończy się ,,faute des combattants” [z braku wojowników – przyp. redakcji Lewicowo.pl], pozostanie jedyna potęga wojskowa – jego własna. Stało się inaczej. Gdy wojna błyskawiczna niemiecka pokonała w ciągu trzech tygodni opór Polski, w ciągu tygodnia opór Belgii i Holandii, w ciągu niespełna czterech tygodni opór Francji, a wreszcie w ciągu paru dni opór Norwegii i Danii, operacje wojenne, czynione przez Rosję, na początku wojny niejako na zapas, stały się teraz bardzo pilne i już całkiem aktualne. Zamiast krucjaty państw zachodnich wraz z Hitlerem, zagroziła teraz Rosji krucjata samego tylko Hitlera – ale urosłego do rozmiarów zwycięskiej bestii apokaliptycznej.

Jednakowoż wojna krótkotrwała, przewidywana przez Niemcy okazała się także iluzją. Udaremnił ją opór Wielkiej Brytanii. Rozpoczęła się tedy wojna długa i uporczywa, której wynikiem musi być doszczętne zniszczenie nieprzyjaciela. Jedynym wyjściem dla Niemiec stało się zabarykadowanie się w ,,obozie warownym Europy”, dla odwrócenia czy choćby tylko dla odwleczenia klęski. Byłoby dla Niemiec bardzo niebezpieczne pozostawienie w murach tego obozu warownego nietkniętych sił sowieckich, wraz z bogactwami naturalnymi Rosji. Zachowanie siły bojowej Niemiec po łatwym zdobyciu kontynentu Europy, skuteczny opór Wielkiej Brytanii, przystąpienie do wojny Ameryki – oto okoliczności, których Stalin nie przewidział. Sprawiły one, że napaść na Rosję stała się dla Niemiec rozpaczliwą koniecznością. Niemcy czuły się jeszcze dość silne, by napaści tej dokonać z widokami powodzenia, zanim państwa anglosaskie zdołają zdobyć się na kroki ofensywne na kontynencie Europy.

W ten sposób załamała się polityka sowiecka, zapoczątkowana układem o nieagresji z Niemcami. Stalina, który kierował się podobnymi złudzeniami, co Beck i Chamberlain, spotkał taki sam zawód. Kierunku uderzenia niemieckiego nie zdołał odwrócić na długo. Rosja sowiecka utraciła neutralność i pozbyła się nadziei, że będzie u schyłku wojny arbitrem świata. Stała się, doprawdy mimo woli – jednym z państw wojujących. Hitler sprawił, że data dnia 22 czerwca 1941 roku, jest jednocześnie datą agresji niemieckiej na Rosję oraz datą wejścia Rosji w obręb Zjednoczonych Narodów. Gdy skończył się epizod tak zwanej przyjaźni rosyjsko-niemieckiej, Rosja została zmuszona do przyjęcia od Wielkiej Brytanii i Ameryki pomocy przeciw swemu wczorajszemu sprzymierzeńcowi a dzisiejszemu napastnikowi. Ale i teraz jeszcze umiała zachować swoją odrębność i zdołała wymóc w deklaracji polsko-sowieckiej z d. 4 grudnia 1941 r. i w układzie brytyjsko-sowieckim z d. 26 maja 1942 r., oznaczenie wspólnego nieprzyjaciela słowami „Hitlerite Germany”. Daje jej to swobodę na wypadek, gdyby w Niemczech nastąpiły zmiany personelu i repertuaru politycznego, pozorne czy prawdziwe, zajęcia wobec nich postawy samoistnej.

5. Działania wojenne ZSRR przeciw Polsce

Okoliczności, które poprzedzały oraz które towarzyszyły agresji sowieckiej na Polskę, wymagają niejakiego oświetlenia.

Pod koniec kwietnia r. 1939, zastępca komisarza ludowego spraw zagranicznych Potemkin, w czasie bytności swojej w Warszawie, stwierdził, że rząd ZSRR uważa stosunki swoje z Polską za całkowicie zadowalające, że wiadomo mu, iż Polska nie zamierza związać się z żadnym ze swoich wielkich sąsiadów przeciwko drugiemu oraz zapewnił, że w razie wojny niemiecko-polskiej, ZSRR zajmie stanowisko przyjazne wobec Polski. Swoistą barwę tym uspokajającym oświadczeniom nadaje okoliczność, że w czasie, gdy Potemkin składał je w Warszawie, rząd jego daleko posunął już był rokowania z Niemcami o układ o nieagresji, którego natychmiastowym i zamierzonym następstwem miał być atak niemiecki na Polskę.

Dnia 8 maja 1939 roku, ambasador Grzybowski zawiadomił rząd sowiecki, że rząd polski odnosi się przychylnie do rokowań ZSRR z Wielką Brytanią i Francją, i ze swojej strony, po ich ukończeniu, pragnie nawiązać rokowania z rządem sowieckim, celem zacieśnienia współpracy. Jednocześnie oświadczył gotowość rządu polskiego przyjęcia pomocy rządu sowieckiego w razie napaści Niemiec na Polskę. Rząd sowiecki odpowiedział w lipcu roku 1939, że w razie wybuchu wojny niemiecko-polskiej, Polska będzie mogła korzystać z tranzytu przez obszar ZSRR. O toczących się rokowaniach między ZSRR a Niemcami, w tych rozmowach dyplomatycznych żadnej wzmianki nie było, gdyż fakt owych rokowań był Polsce nieznany, podobnie jak Wielkiej Brytanii i Francji.

Dnia 23 sierpnia 1939 r. ZSRR zawarł z Niemcami układ o nieagresji. Uderzenie Niemiec na Polskę, wojna Niemiec z Wielką Brytanią i Francją oraz neutralność Rosji, czy raczej jej non-belligérence [termin oznaczający brak udziału w wojnie mimo iż dane państwo nie deklaruje oficjalnie swojej neutralności – przyp. redakcji Lewicowo.pl], przychylna dla Niemiec, zostały w ten sposób przesądzone. Ale i wtedy jeszcze rząd ZSRR pragnął, choćby na krótki czas, zachować jakieś pozory lojalności wobec Polski. Marszałek Woroszyłow oświadczył w wywiadzie prasowym z d. 27 sierpnia 1939 r., że układ z Niemcami nie może stanowić przeszkody w udzielaniu przez ZSRR pomocy Polsce, w razie wybuchu wojny niemiecko-polskiej, w postaci sprzedaży broni, amunicji i surowców.

Po wybuchu wojny, dnia 8 września 1939 r., ambasador Grzybowski zwrócił się do komisarza spraw zagranicznych Mołotowa o zezwolenie na tranzyt, w myśl poprzednich zapowiedzi sowieckich oraz o sprzedaż amunicji i surowców, w ramach istniejącego traktatu handlowego. Mołotow odmówił, oświadczając, że sytuacja zmieniła się. „Polska – powiedział – jest dla nas teraz synonimem Anglii”.

Dnia 17 września 1939 r. rozpoczęła się agresja sowiecka przeciw Polsce. Poprzedziła ją rozmowa zastępcy komisarza ludowego spraw zagranicznych Potemkina z ambasadorem Grzybowskim. Potemkin oświadczył, że wobec opuszczenia Warszawy przez rząd polski, rząd sowiecki uważa, że państwo polskie przestało istnieć. Wobec tego wygasły też wszystkie umowy polsko-sowieckie. Rząd sowiecki zainteresowany jest jednakże w losie ludności ukraińskiej i białoruskiej na obszarach byłego państwa polskiego, która pozbawiona jest teraz opieki władz państwowych i może ulec prześladowaniom, w toku działań wojennych na tych obszarach. Wobec tego rząd sowiecki wydał swoim wojskom rozkaz wkroczenia do byłej Polski. W godzinę po tej rozmowie wojska sowieckie przekroczyły granicę polską. ZSRR złamał w ten sposób układ o nieagresji z Polską z dnia 5 maja 1934 r., jak również odpowiedział wszystkim kryteriom, przewidzianym przez układ o określeniu napastnika, z dnia 3 lipca 1933 roku.

Jest rzeczą znamienną, że w tej ostatniej rozmowie dyplomatycznej polsko-sowieckiej, która poprzedziła agresję ZSRR na Polskę, rząd sowiecki po raz pierwszy wystąpił z doktryną swego szczególnego zainteresowania losem narodów ukraińskiego i białoruskiego, żyjących w Polsce. Od zawarcia Traktatu Ryskiego, to znaczy przez osiemnaście lat poprzedzających, sprawa ta nigdy nie stanowiła przedmiotu sporu, ani żadnych rozmów między ZSRR i Polską. Teraz widocznie miała posłużyć za pozór, przesłaniający – nie wiadomo przed kim i w jakim celu – rzeczywiste motywy działań sowieckich. Także w rozkazie do wojsk, wydanym w chwili najścia na ziemie polskie, wspomniano o tej sprawie. A potem, dnia 31 października 1939 r., a więc już po dokonaniu agresji na Polskę, premier Mołotow mówił znów o tym, że rząd sowiecki ,,w chwili zupełnego załamania się państwa polskiego, musiał wyciągnąć rękę ku pomocy braciom Ukraińcom i Białorusinom, zamieszkałym na obszarach Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi”. Ten motyw opieki Rosji sowieckiej nad Ukraińcami i Białorusinami, żyjącymi poza obszarem państwowym ZSRR, będzie powracał także i później jeszcze, w dalszym przebiegu polityki sowieckiej. Czasem będzie służył za podstawę żądań terytorialnych względem Polski. Czasem będzie się rozwijał w rozleglejszy motyw odnowionego panslawizmu, który ma otwierać Rosji sowieckiej drogę do panowania w Europie środkowej i na Bałkanach. W tymże przemówieniu, z dnia 31 października 1939 r., premier Mołotow nazwał Polskę „pokracznym bękartem Traktatu Wersalskiego” i stwierdzał, że Polska rozpadła się „pod łącznymi ciosami armii niemieckiej i sowieckiej”. Dodał przy tym, że „zdaniem Rosji potęga Niemiec była zawsze niezbędnym warunkiem trwałości pokoju europejskiego”.

6. Tak zwana „rewolucja światowa” i polityka ekspansji

Jest rzeczą wątpliwą, czy można było kiedykolwiek traktować poważnie dążenie Rosji sowieckiej do tak zwanej „rewolucji światowej” i pod tym kątem widzenia rozpatrywać jej politykę. We wczesnym okresie bolszewizmu, gdy Trocki głosił to hasło, a Lenin zdawał mu się sprzyjać, Rosja sowiecka nie była zdolna do prowadzenia wojen zaczepnych. Broniła się sama rozpaczliwie przed obcymi wojskami interwencyjnymi i przed rosyjskimi oddziałami białymi. Była głodna, obdarta, niemal bez sprzętu wojennego i bez komunikacji. Być może, a nawet jest to bardzo prawdopodobne, że sam Trocki uważał to hasło za wskazanie polityki praktycznej. Ale dzięki temu właśnie oderwał się, a raczej został oderwany, od rzeczywistości sowieckiej. Komuż zresztą mogła była Rosja, jak się wtedy mówiło, „podać rękę na Zachodzie”? Dziś już wiadomo, jak dalece nikłe były rewolty komunistyczne w Niemczech i na Węgrzech, przy końcu pierwszej wojny światowej. Obie upadły po krótkiej walce z siłami, których rozmiar i zasięg, jak się później okazało, był także bardzo niewielki. A gdy po ukończeniu swojej wojny domowej poczęła Rosja nabierać tchu, zorientowała się od razu, że zdoła się obronić od czekającego ją w przyszłości obcego najazdu tylko przez wieloletni proces odbudowy własnego potencjału wojennego. Światu oraz własnej ludności podano to w dekoracji planu „budowy socjalizmu w jednym państwie”. Pozwoliło to Rosji, jak przyszłość dowiodła, na stawienie czoła spodziewanemu od dawna atakowi z zachodu. Znikła przy tym na długi czas oczywiście nie tylko „rewolucja światowa”, ale także wszelka ekspansja polityki rosyjskiej w Europie, jeżeli nie liczyć niemrawych intryg Kominternu. Już pierwszy krok polityczny Rosji sowieckiej w Europie, układ z Niemcami, zawarty w Rapallo w roku 1922, nie był z jej strony aktem ofensywy (choć ułatwił ofensywną politykę Niemiec), lecz był raczej dywersją, zmierzającą do podtrzymania Niemiec przeciw państwom zwycięskiej Koalicji, celem dania Rosji czasu do nabrania sił. Późniejsza polityka Rosji, przy zachowaniu całej obrzędowości rewolucyjnej z epoki heroicznej, niewiele różniła się od polityki Baldwina i Chamberlaina. Zgodnie ze swoją wiekową tradycją, Rosja przygotowywała się na serio do pobicia nieprzyjaciela, na swojej własnej ziemi – w toku defensywy.

Nie znaczy to wcale, by Rosja nie była państwem, skłonnym do zaborczości. Ale zaborczość ta, po pierwsze, nie ma nic wspólnego z żadną rewolucją, ani „światową”, ani jakąkolwiek inną, a po wtóre, nie ma w sobie cech nowoczesnego imperializmu, lecz raczej coś z prymitywnego uniwersalizmu z czasów najazdów tatarskich. Rosja nie była nigdy państwem kapitalistycznym. Z okresu bytowania przedkapitalistycznego przeszła wprost do gospodarki pokapitalistycznej. Imperializm jest objawem walki konkurencyjnej wielkich państw przemysłowych, z okresu przejrzałego kapitalizmu. Jest dynamiczny w formach i selekcyjny w celach. Zaborczość imperialistyczna nie zmierza wcale do zdobywania byle czego, co się nadarzy, ale z największą zaciętością dąży do obranego z góry celu: do zniszczenia źródeł potęgi przeciwnika i do przejęcia jego roli na rynkach światowych. Pierwsza wojna światowa była, z tego punktu widzenia, niemiecko-brytyjską wojną imperialistyczną. W drugiej wojnie światowej Niemcy wystąpiły już nie jako jeden z konkurentów o panowanie na rynkach światowych, lecz jako jedyny pretendent do władzy nad całym globem ziemskim. Ich ambicja i cel są dziś większe – ich dynamizm także. W zestawieniu z tym dynamizmem, przypominającym rozsadzającą siłę pocisku, zaborczość Rosji jest raczej podobna do rozlewności wezbranej rzeki. Zaborczość niemiecka wynika z samej natury oraz z rdzennej struktury gospodarczej i społecznej narodu niemieckiego, na której wyrosło jego dążenie do władzy nad światem. Zaborczość Rosji nie ma podłoża ani w rdzennej strukturze tego państwa, ani w postawie moralnej „narodu sowieckiego”, ale raczej w trwającej wciąż starej tradycji ekspansji państwowej, której nowoczesne formy nadał car Piotr i caryca Katarzyna – a którą teraz wznawia marszałek Stalin. Rosja, władająca olbrzymimi niezagospodarowanymi jeszcze należycie obszarami na dwóch kontynentach i dysponująca nie zbadanymi jeszcze w pełni, niezmierzonymi bogactwami naturalnymi, nie ma żadnej istotnej potrzeby powiększania swego obszaru. Skłonna jest jednak zawsze to czynić, gdy jej się wydaje, że trafia jej się ku temu łatwa sposobność.

***

Tak właśnie ZSRR zdaje się oceniać swoją sytuację obecną. Gdy wobec napastnika niemieckiego ustrój państwa, mimo ciężkich klęsk, okazał wielką spoistość i zdolność oporu, Rosja nie tylko nabrała przeświadczenia, że zdoła odeprzeć napaść swego niedawnego sojusznika, ale uwierzyła, że zdoła w znacznej mierze przejąć jego rolę w strefie środkowo-europejskiej i stworzyć tam swój własny Lebensraum. Ta jej wiara znalazła rychło wyraz w jej podstawie względem całego pasa środkowoeuropejskiego, leżącego na wschód od Niemiec. Propaganda sowiecka dąży do stwarzania pozorów, że narody krajów środkowo-europejskich widzą swoje zbawienie w najściślejszym zespoleniu się z Rosją, tak teraz, jak po wojnie. Rolę W. Brytanii i Ameryki, jako czynników ładu powojennego, ta propaganda pomniejsza, Rosję zaś przedstawia jako jedyną rzeczywistą siłę, zdolną do stawiania czoła Niemcom w czasie wojny i do zastąpienia ich, jako czynnika równowagi – po wojnie.

W związku z tymi swoimi zamysłami, Rosja chce utrzymać w swoim ręku i utrwalić bazy wypadowe na swój przyszły Lebensraum, przez aneksje dzielnic pogranicznych, które była okupowała czasowo w r. 1940 i 1941. Nie powołuje się przy tym dziś już oczywiście na swoje porozumienia z Niemcami, przyznające jej te dzielnice, lecz na inne podstawy, jak głosowania ludności do tzw. Zgromadzeń narodowych, podczas okupacji sowieckiej, uchwały ciał parlamentarnych w niektórych krajach okupowanych, a nawet zmiany konstytucji sowieckiej, dokonane w czasie sojuszu z Niemcami. Później do tych uzasadnień prawnych przybyły jeszcze nowe nuty: moralny obowiązek opieki nad mniejszymi narodami słowiańskimi, ciążący na Rosji oraz prawo historyczne tych małych narodów do połączenia się ze swoimi pobratymcami w Rosji. Niekiedy miesza się do tego także nuta wyzwolenia proletariatu w różnych obcych krajach, ponad głowami jego własnych ciemiężycieli klasowych.

***

Na takim podłożu wyłania się sprawa roszczeń terytorialnych ZSRR wobec Polski i innych krajów.

Marszałek Stalin i przedstawiciele polityki sowieckiej zagranicą niejednokrotnie oświadczali przy różnych okazjach, że Rosja nie pragnie powiększenia swojego obszaru i nie ma żadnych roszczeń terytorialnych. Oświadczenia te spotykały się w świecie z wdzięcznym przyjęciem, tym bardziej, że dosłownie niemal były zgodne z oświadczeniem państw anglosaskich, wyrażonym w Karcie Atlantyckiej. Ale jak nieraz już, tak i w tym wypadku, świat zachodni uległ był mistyfikacji dobrotliwych wystąpień marszałka Stalina. Rosja pozostaje w swoich wypowiedzeniach nieodmiennie wierna zasadzie polityki podwójnego dna. Słowa Stalina, choć brzmią zgodnie ze słowami Roosevelta i Churchilla, oznaczają w istocie co innego. Mianowicie Rosja, zapowiadając, że nie zamierza powiększać swojego obszaru, ma na myśli nie ten obszar, którym władała przed wojną, lecz powiększony przez swoje czasowe okupacje, na całej długości swoich granic, od Finlandii, aż po Rumunię. W rozumieniu polityków sowieckich, te okupacje są już dziś obszarami sowieckimi. Zadanie przyłączenia ich do Rosji, nie oznacza zatem żądania powiększenia terytorialnego – w mniemaniu sowieckim. W ten sposób, używając tych samych słów, Rosja mówi całkiem co innego, niż Wielka Brytania i Ameryka.

Tak czy owak, Rosja zmierza do zaborów na całej długości swojej granicy zachodniej, aby sobie utworzyć nowy sowiecki Lebensraum w strefie środkowo-europejskiej. Polska zajmuje w tej strefie, geograficznie i politycznie, miejsce kluczowe. Przeciw Polsce zwraca się z tej racji pierwsze uderzenie sowieckie. Gdy w roku 1938 dojrzewał plan niemiecki agresji na tę samą strefę od zachodu, pierwsze uderzenie Niemiec kierowało się przeciwko Czechosłowacji. W strategii politycznej Rosji, Polska zajmuje dziś to samo miejsce, które w strategii Niemiec zajmowała w roku 1938 Czechosłowacja.

7. Polska i ZSRR po wojnie

A jednak, mimo wszystko, dobre stosunki sąsiedzkie między Polską a Rosją, oparte na prawidłowej współpracy politycznej i gospodarczej, będą po wojnie nie tylko koniecznie potrzebne, ale są także w zasadzie możliwe do osiągnięcia. Między Polską a Rosją nie ma – mimo obecnego zaostrzenia – żadnej sprzeczności interesów, nie dającej się usunąć, istnieje zaś zbieżność w dążeniu do zabezpieczenia się od napaści z zachodu. Polska musi zmierzać przeto wytrwale i nie zrażając się żadnymi trudnościami, do dobrego ułożenia stosunków z Rosją, bez czego nie mogłaby poświęcać dostatecznej uwagi na zabezpieczenie swojej granicy zachodniej. A ta uwaga, wytężona i nie słabnąca, potrzebna jest nie tylko samej Polsce, ale także całej strefie środkowo-europejskiej. Tylko bowiem mocno zwarty i politycznie skonsolidowany masyw obronny od wschodu Niemiec, będzie mógł odebrać im ochotę do dalszych prób podboju. Dlatego to właśnie prawidłowe stosunki polsko-sowieckie po wojnie są konstrukcyjnym elementem pokoju na całym kontynencie Europy.

Zrozumiałą jest wszakże rzeczą, że szczera i przyjazna współpraca wszystkich państw strefy środkowo-europejskiej z Rosją sowiecką, będzie możliwa tylko wówczas, gdy żadne z nich nie będzie się czuło przez nią zagrożone. Rosja może najskuteczniej przyczynić się do utrwalenia pokoju w tej strefie Europy, gdy umocni w swoich sąsiadach zaufanie, że nie zamierza zagrażać ich bytowi ani mieszać się do ich życia wewnętrznego. Z drugiej strony, w jej oczywistym interesie leży, by żadne z tych państw ani też żadna ich konstelacja, nie stała się bazą wypadową, zagrażającą jej własnemu bezpieczeństwu. Rosja jest także i w tym mocno zainteresowana, by te państwa, bądź z własnej inicjatywy, bądź z poduszczenia jakiegoś mocarstwa, nie próbowały tworzyć na jej granicy zachodniej „drutu kolczastego” czy „pasa bezpieczeństwa”, izolującego ją politycznie od Europy.

W imię uzasadnionych interesów Rosji, państwa graniczące z nią od zachodu muszą tedy tak ukształtować swoją politykę, wzajem wobec siebie samych, wobec sąsiada zachodniego, wobec państw anglosaskich oraz wobec samej Rosji, by wynikła stąd całkowita stabilizacja stosunków. Ze swojej strony, Rosja musi im to umożliwić, przez odwrócenie od siebie wszelkich podejrzeń o zaborczości. Doświadczenie wskazuje, że nie wystarczają na to ani deklaracje, ani układy sojusznicze. Skuteczną formę urzeczywistnienia stabilizacji będzie można znaleźć tylko w ramach zamierzonych nowych organizacji międzypaństwowych, które zajmą miejsce Ligi Narodów. Organizacje te będą mogły stworzyć stałe ramy, których moc będzie zapewniała w pełni niewyłamywanie się poszczególnych członów z norm współżycia międzynarodowego. Zapowiedź utworzenia takich organizacji – z udziałem Rosji – mieści się w deklaracji Konferencji Moskiewskiej, ogłoszonej d. 1. listopada 1943 r.

Ale na to potrzebne jest oczywiście, aby w tej nowej organizacji świata powojennego, Rosja brała udział pospołu ze wszystkimi innymi państwami, szczery i lojalny, kierowany dążeniem do zabezpieczenia całości, a nie jedynie tylko widokami na poszerzenie własnych obszarów i wzmożenie własnych wpływów.

Jak dotąd, Rosja wielkiej ochoty do tego nie ujawnia. Krząta się raczej wcale energicznie na własną rękę i przygotowuje do swojej nowej roli w Europie i w świecie. Bezpośrednie jej działania nie odzwierciedlają jeszcze całego zasięgu jej zamysłów. Pozostają w tej chwili raczej w fazie wstępnej. Propaganda sowiecka przestrzega na razie tylko przed pospiesznym ustaleniem celów wojny i oznajmia, że dopiero pod koniec wojny mają o nich decydować: „wola samych narodów” i „realny układ sił”. Z tej racji ogłasza wysiłki czynione w kierunku, tworzenia związku federacyjnego państw środkowo-europejskich, za „przedwczesne” albo zgoła „fantastyczne”. Formuły te są, jak widać, nie tylko bardzo ogólnikowe, ale także mocno liberalne. Raczej musi to dziwić w państwie, którego najrdzenniejszą zasadą rządzenia się jest planowanie. Są zresztą wzajem ze sobą sprzeczne. Wola narodów do istnienia i rozwoju nie jest wcale, w dzisiejszym języku politycznym, tym samym, co „realny układ sił”. Dosyć często „realne siły” tę właśnie wolę unicestwiają. Mówiąc o „realnym układzie sił”, Rosja ma zresztą na myśli nie co innego, tylko to, że wypaść on musi na jej własną korzyść. W przekładzie na prozę ma to znaczyć, że po wojnie ona sama chce o tym decydować, co ma się dziać w Europie. Ma nadzieję, że jej się to uda, w szczególności w strefie środkowo i wschodnioeuropejskiej. Ale o swoim leadership w tej strefie nie mówi jeszcze wyraźnie ani słowa. Stwarza tylko warunki, z których ten leadership musiałby wyniknąć jako konieczne następstwo. Jest rzeczą oczywistą, że gdyby na obszarze między Rosją a Niemcami, Morzem Bałtyckim i morzami Adriatyckim, Egejskim i Czarnym, powstał blok sfederowanych państw, liczący 110 milionów ludności, byłby on zdolny do spełnienia zadania koordynacji w tej strefie Europy i do samoistnego działania w polityce i gospodarce światowej. Gdy zaś tego bloku nie będzie i we wrażliwej strefie środkowo-europejskiej miałby ponownie grozić chaos kilkunastu słabych i skłóconych państewek, konieczny okaże się jakiś zewnętrzny czynnik koordynacyjny. Z tej właśnie racji, Rosja mówi teraz o prawie małych państw do odrębnej egzystencji, o zbędności ich wzajemnych porozumień, o konieczności ścisłego zbliżenia, każdego z nich oddzielnie, z Rosją, a czasem – ale tylko bardzo rzadko – o tym, jak wielkim szczęściem jest przynależenie do ZSRR.

W pierwszym okresie wojny Stalin utrzymywał Rosję, jak długo mógł, w postawie neutralnej, a potem w postawie proniemieckiej non-belligérence. Czynił to w przekonaniu, że wytłuką się wszystkie armie na świecie, prócz jego własnej. Wtedy powie, co będzie miał do powiedzenia, na platformie „realnego układu sił”. Teraz pojawia się zamysł skromniejszy, ale oparty na tym samym założeniu. Stalin liczy, że w chwili likwidacji wojny będzie mógł, przynajmniej w Europie środkowej i południowo-wschodniej podyktować warunki swoim sąsiadom i że nie napotka przy tym na przeszkody ze strony sojuszników anglosaskich – zbyt zmęczonych tłuczeniem Niemców.

Adam Pragier

________________________________

Powyższy tekst jest jednym z rozdziałów książki Adama Pragiera – „Cele wojenne Polski”, Biblioteka Orła Białego, Nakładem Oddziału Kultury i Prasy 2 Korpusu Polskiego, Włochy 1945, od tamtej pory nie wznawianej, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Adam Pragier (1886-1976) – działacz socjalistyczny od roku 1904, najpierw w PPS, później w PPS – Lewica, żołnierz Legionów, od 1910 r. doktor prawa Uniwersytetu w Zurychu, w niepodległej Polsce uzyskał habilitację jako specjalista od kwestii budżetowych samorządu terytorialnego. W II RP członek najwyższych władz PPS: członek Rady Naczelnej (1921-37) i Centralnego Komitetu Wykonawczego (1924-25), poseł na Sejm w latach 1922-30. Więzień twierdzy brzeskiej, następnie skazany na 3 lata więzienia, uciekł do Francji, jednak wrócił w 1935 r. i odbył karę. Po wybuchu wojny na emigracji we Francji i Anglii.  W latach 1941-47 członek Komitetu Zagranicznego PPS, w latach 1942-44 członek Rady Narodowej (emigracyjny parlament). W latach 1944-49 minister informacji i dokumentacji w rządach Tomasza Arciszewskiego i Tadeusza Komorowskiego. Nigdy nie uznał legalności władz PRL-u.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *